niedziela, 18 czerwca 2017

Transakcja (III) - treść płatna

Jutro Ja, Baba! i to nieco dłuższy kawałek, bo stwierdziłam, że skoro mam podział na Lenę i Ginewrę, to nie będę ich kwestii dodatkowo dzieliła. 

          Transakcja (III)
– Puść mnie, proszę! – wyszeptała, jednocześnie naprężając ciało, podczas gdy jedna z męskich dłoni wkradła się pod materiał spódniczki i z niecierpliwością wędrowała dalej, ku bardziej intymnym rejonom. Zaczął poruszać biodrami, ocierając się o nią i jednocześnie pokrywając pocałunkami szyję i twarz. Pomimo ubrania doskonale wyczuwała, jak bardzo był podniecony. Twardy, uwięziony w spodniach członek nie pozostawiał co do tego najmniejszych wątpliwości. Nagle Sebastian sięgnął do rozporka, uwalniając nabrzmiałą męskość. Potem bez ceregieli podwinął skraj spódniczki i wręcz w euforii poszukał kobiecych ust. Wbił się w nie, wgryzł, bez odrobiny delikatności. Lecz to także przyniosło ze sobą otrzeźwienie. Tym razem Iza była dużo bardziej stanowcza. Wyrwała się z jego objęć, odskakując w bok. Stała nieruchomo, starając się uspokoić oddech i rozszalałe bicie serca. Stała i patrzyła na niego, ogromnymi, pociemniałymi z podniecenia oczyma. On również zamarł w bezruchu. A zza uchylonych drzwi dobiegł ich uszu, głośny krzyk szczytującego mężczyzny.
– Ja tylko wróciłam po klucze – powiedziała Iza z dziwną bezradnością w głosie. – Nie chciałam… Nie przypuszczałam…
– Że cię zdradza? – spytał z ironią w głosie.
– Nie zdradza mnie. Nie znam go. Spotkaliśmy się raz, podczas ulewy – wyjąkała, obciągając spódniczkę i poprawiając wzburzone włosy. – Wtedy mnie pocałował. Nic więcej.
– Tak, pewnie – roześmiał się drwiąco. Zamknął drzwi, po czym zapiął spodnie. – I miałbym w to uwierzyć?
– Wierz sobie, w co chcesz! – rozzłościła się nagle. – A jak jeszcze raz będziesz próbował mnie obmacywać, to nie ręczę za siebie! Żaden głupi palant nie będzie mnie tak traktował!
– Nie? – Dał krok do przodu, a ona zaczęła się cofać w panice. – Jesteś tego pewna?

Nie odpowiedziała. Pogroziła mu zaciśniętą pięścią i uciekła, po drodze zabierając porzucone wcześniej obuwie. Gnała jakby goniła ją cała wataha wilków. Nie skorzystała z windy, wybrała schody. Tylko po to, aby nie musieć czekać. Kto wie, co takiemu padalcowi przyjdzie jeszcze do głowy? Tym bardziej, że zamiast zaprotestować już na samym początku, ona pozwoliła mu na więcej. Ależ wstyd!
Ochłonęła dopiero leżąc na trawie i popijając zimną, miętową herbatę. Wspominała całe wydarzenie, sekunda po sekundzie, popadając w coraz większe przygnębienie. Po pierwsze, powinna już zacząć szukać nowej pracy. A po drugie, jak mogła tak biernie przyjmować jego pieszczoty? Dlaczego od razu się nie wyrwała? Niby na co czekała? Świadomość, że nie potrafiła odpowiednio zareagować, była ogromnie deprymująca. To prawda, seks obserwowany na żywo był czymś wyjątkowo podniecającym, chociaż wstydziła się przyznać do takich uczuć. Lecz to w niczym nie usprawiedliwiało jej uległości. Z jękiem przewróciła się na brzuch, wtulając zaczerwienioną twarz w miękki materiał koca.
– Nigdy więcej. Nigdy więcej! Nigdy więcej!!!

Ostatnie słowa prawie wykrzyczała. Dopiero potem się uspokoiła. Ale dziwnie nieprzyjemne wrażenie towarzyszyło jej do końca dnia, nawet wtedy, gdy przyłożyła już głowę do poduszki.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!