wtorek, 6 grudnia 2016

Tysiąc odcieni bieli (XIII) - zakonczenie

Wiecie jak trudno zmiękczyć chociaż trochę takiego twardziela i wydobyć odrobinę ludzkich uczuć z prawdziwego bydlaka? Uff! 
Mikołajkowy, soczysty kawałek na zakończenie :-)
Przepraszam, że tak po macoszemu traktuję komentarze, ale naprawdę brakuje mi czasu i gdy już siądę przed kompem, to piszę. Wszystkie komentarze czytam na telefonie, ale nie lubię stamtąd odpowiadać. Przepis na pierniczki w linku: 
https://slodkababeczkarnia.blogspot.com/2014/12/pierniczki-przepis-autorski.html tylko zamiast 15 g proszku do pieczenia, powinno być 30g. I nie ma żadnej sody. Na początku dodawałam, ale wielkiej różnicy nie robiła, za to psuła smak.
Uzurpator wkrótce, tylko uporam się z codziennymi zobowiązaniami.

          Tysiąc odcieni bieli (XIII)
– Gdzie jesteśmy? – spytała wciąż zamroczona.
– W drodze do twojego domu. Znalazłem w torebce dowód i sprawdziłem gdzie mieszkasz.
– Po co?
To wrogie pytanie wcale nie zbiło go z tropu.
– Zemdlałaś – wyjaśnił lakonicznie.
Jechali dość wolno. Deszcz padał z taką siłą, że wycieraczki z ledwością nadążały oczyszczać szyby. Silnik mruczał cicho i uspokajająco. Była cała mokra, otulona w zbyt obszerną marynarkę.
– Dobrze. Nie musisz wjeżdżać na osiedle.
– Jak chcesz.
Wzruszył ramionami i skręcił w wąską uliczkę. Po prawej stronie stały wysokie na trzynaście pięter bloki. Stare, ponure, pełne zabrudzonych okien i odrapanych balkonów. Skrzywił się nieznacznie. Ohydna okolica.
– Tutaj? – spytał zatrzymując się pod trzynastką.

czwartek, 1 grudnia 2016

Tysiąc odcieni bieli (XII)

Zbliżamy się do zakończenia. Ostatnią, trzynastą część dostaniecie prawdopodobnie na mikołajki :-) Jest już napisana, tylko muszę ją ździebko doszlifować. 
Wiem, wiem, pierwszego miał być Uzurpator.  Ale ponieważ ostatnio dodałam część płatną, to zgodnie z moim nowym zwyczajem, teraz czas na bezpłatną.
Do komentarzy odniosę się, gdy będę miała czynnego neta. Na razie jadę na ostatnich bajtach limitu :-)

         Tysiąc odcieni bieli (XII)
Powrót do domu, był jak powrót do innego świata. Odłożyła torbę w przedpokoju, płaszcz rzuciła na oparcie krzesła. Potem w pośpiechu napiła się wody.
Dwa dni szybko minęły. I trzeba dodać, że były to niezwykle spokojne dwa dni. Pani Anna pilnowała, aby niczego jej nie brakowało i nawet Rafał zachowywał się bardziej po ludzku. Chociaż tak naprawdę to najzwyczajniej w świecie starał się ją ignorować. Czasami, gdy byli w gronie obcych osób, czuła na sobie jego wzrok. Gdy siedzieli obok siebie przy stole, zamieniali kilka obojętnych słów. Jego zachowanie z jednej strony przynosiło ulgę, z drugiej budziło niepokój. Z każdą godziną była coraz bardziej pewna tego, że to ich ostatnie spotkanie.
W końcu nadszedł niedzielny wieczór. Bała się drogi powrotnej, tego, co może się zdarzyć. Okazało się, że niepotrzebnie, bo tym razem środkiem transportu okazała limuzyna, a kierowcą siwawy szofer. Kiedy wyszła spakowana na zewnątrz, przywitał ją informując, że ją odwiezie.
To był cios prosto w serce. Mało brakowało, a rozpłakałaby się na schodach prowadzących na podjazd. Z całej siły powstrzymywała cisnące się do oczu łzy, starając się wyglądać przy tym naturalnie. Słysząc szelest za swoimi plecami, odwróciła się, spodziewając się widoku pani Anny, z którą jeszcze się nie pożegnała. Lecz to był Rafał. Ubrany jak zwykle nienagannie, z jeszcze bardziej ponurą i odpychającą miną niż kiedykolwiek wcześniej.

wtorek, 29 listopada 2016

Zbyt wiele twarzy (całość) - treść płatna

Już bez wstępu, jedynie link do całości. Krótko, bo znowu mamy awarię neostrady :( i jadę na necie z telefonu. A ten ma limit :(

Zasady znacie z poprzedniej publikacji. Cena przelewu dużo mniejsza od ceny smsa. Niestety, nie mam wyboru, bo dotpay jest po prostu nieelastyczny pod tym względem. Ale daję, bo wiem, że niektórzy i tak z tego korzystaja. 

Zbyt wiele twarzy (całość) - kliknij tutaj!

poniedziałek, 28 listopada 2016

Zbyt wiele twarzy (VI) - treść płatna

Na razie ostatnia część. W zakładce jeszcze więcej opowiadań link do całości. Jak zwykle, zdecydowanie bardziej opłaca się przelew, bo niestety system na smsy nie jest tak elastyczny i za nic nie daje się go dopasować do odpowiedniej ceny. W zasadzie daję płatność sms wyjątkowo. Jakby ktoś chciał mimo wszystko, to polecam płacić smsem za każdą część osobno, wyjdzie taniej niż płatność za całość.

            Zbyt wiele twarzy (VI) - zakończenie
Stała pod wysokim, nowoczesnym apartamentowcem ze szkła i stali. Tym razem padał śnieg, a czarne niebo tonęło w poświacie świateł wielkiego miasta. Niewielu było przechodniów, niewiele samochodów mknęło wąską ulicą. A ona stała tak w bezruchu, z głową zadartą w górę, mętlikiem w myślach i obawą w sercu.
Bała się. Tego, że w mieszkaniu nie zastanie już Xavera. Tego, że znów go zobaczy. Tego, co mogłoby się wydarzyć. Bała się zaryzykować i bała się odejść. Chuchnęła w zziębnięte dłonie. Nie powinna dłużej zwlekać. Zwłaszcza, że za chwilę odmrozi sobie pewną część ciała. Uśmiechnęła się blado. Wysokie kozaczki i krótka, seksowna sukienka, nawet przykryta długim płaszczem, to nie był odpowiedni strój na taką pogodę. Podeszła bliżej drzwi wejściowych. No tak, domofon. I co teraz? Rozejrzała się rozczarowana i wtedy dostrzegła kobietę z psem, kierującą się w jej stronę. Po chwil stała w windzie, zastanawiając się, czy dobrze zapamiętała numer piętra i mieszkania. Zwątpiła, gdy wysiadła na samej górze. Wszystko tutaj było do siebie tak podobne. Zaraz, zaraz… Pokręciła się w kółko, dopasowując wspomnienia do stron świata i po chwil stanęła przed wybranymi drzwiami. Zanim zapukała, znów się zawahała.

piątek, 25 listopada 2016

Tysiąc odcieni bieli (XI)

Jeszcze raz - NIE CZYTAŁAM GREYA! W ogóle wolę książki sf, historyczne albo biografie. Bo już mi to porównywanie do pana Szarego nosem i uszami wychodzi. Jak ktoś jeszcze raz coś napisze, to zacznę zionąc ogniem i buchać parą...  
Zbliżamy się do końca. Jeszcze jakieś trzy części, w zależności jak je podzielę.

          Tysiąc odcieni bieli (XI)
Siedziała w nowoczesnym, sportowym wozie, odwracając twarz od kierującego nim mężczyzny. Po raz kolejny kilkudniowa rozłąka z nim okazała się prawdziwą udręką. Ale bała się wyjawić swoje myśli, choćby wspomnieć o nadziei po słowach, które wypowiedział podczas ich ostatniego spotkania. Czuła, że to będą ostatnie wspólnie spędzone dwa dni. Wiedziała, że nie uniknie zbliżeń. Zauważyła to w jego pociemniałych z pożądania oczach. Miała jedynie nadzieję, że nie będą tak brutalne jak to ostatnie.
Właśnie wtedy się poddała. Nie miała więcej sił, by walczyć choćby o maleńki skrawek miejsca w jego sercu. To nie miało sensu. Basia miała rację. Krzywdziła samą siebie, wierząc w coś, co nigdy nie mogło stać się realne.
– O czym myślisz? – spytał cicho.
– O tym, by jak najprędzej był już poniedziałek.
Zacisnął dłonie na kierownicy z taką siłą, że aż pobielały kłykcie. I nie odpowiedział. W jego duszy szalały demony, a na pierwszy plan wysuwała się nieopanowana żądza.
Nagle gwałtownie zahamował i skręcił w pobliską drogę. Gałęzie szurały po gładkim lakierze, kiedy samochód przedzierał się w głąb lasu. W końcu stanął i wtedy Rafał spojrzał na pobladłą Agnieszkę.
– Wiesz, czego chcę.
– Wiem.
– To chodź tu do mnie – pociągnął ją, sadzając sobie na kolanach. Patrzyła na niego z wyraźnym wahaniem, ze strachem czającym się gdzieś w głębi oczu. – Nie uderzę cię.
Cichutko westchnęła, bo poczuła właśnie jego nabrzmiałą męskość, ukrytą pod warstwą materiału eleganckich spodni. I swoje własne podniecenie, wilgoć moczącą wąski, koronkowy pasek stringów.
Przerażał ją. Pociągał. Fascynował. Budził odrazę.