czwartek, 22 września 2016

Tysiąc odcieni bieli (III)

Zarwałam pół nocy. Drugie pół czuwałam przy Małym, bo dostał wysokiej temperatury. Ogólnie niewyspana jestem , ale po prostu muszę się wypisać...

link do części II - klik

         Tysiąc odcieni bieli (III) 
– Owszem. – Odwrócił się i posłał zaskoczonej dziewczynie ostrzegawcze spojrzenie. – To właśnie ta niespodzianka. Poznaj ciociu moją narzeczoną, Agnieszkę.
Zamarła. Akurat tego się nie spodziewała. Zrozumiała kim była starsza pani, lecz zachowanie Rafała… Co on kombinował? Dlaczego dziewczynę do towarzystwa, wynajętą za pieniądze, którą miał za luksusową dziwkę, przedstawił jako swoją narzeczoną? Przecież to wszystko nie miało sensu! Zmieszana, oszołomiona, przyjmowała gratulacje pani Anny, jej pocałunki i słowa zachwytu. Była tak zaskoczona, że nie potrafiła nawet zaprotestować. Zresztą ostre, przeszywające spojrzenie Rafała nakazywało milczenie, zawierając w sobie ukrytą groźbę. Nie wiedziała w jaką grę ją wciągnął, lecz na wszelki wypadek wolała na razie nie protestować.
Dlatego uśmiechając się zdawkowo, usiadła na powrót przy stole, w towarzystwie mężczyzny, który jeszcze kwadrans temu usiłował ją zgwałcić. Niewiele mówiła, jedynie się uśmiechała, obserwując bacznie reakcję Rafała. Ten z kolei wydawał się być zadowolonym. Jeden jedyny raz o mało co nie wypadła z roli, wtedy gdy pochylił się i delikatnie musnął jej policzek wargami. Spojrzała na niego spłoszona, ale nie odsunęła się. Bo ten gest, niemal subtelna pieszczota, był bardzo przyjemny. Powoli w jej umyśle torowała sobie drogę myśl, że tak naprawdę, gdyby nie sytuacja z damskiej toalety, to miałaby ochotę na o wiele więcej. Zepchnęła ją gdzieś na obrzeża, stłumiła, usiłując o niej zapomnieć, lecz ona istniała, nie chciała zniknąć. Podsycała delikatny płomień fascynacji, który wkrótce miał się przerodzić w coś więcej.
***

wtorek, 20 września 2016

Tajemnica (III) - treść płatna

Wyrabiam normę na ten tydzień :-) Ogólnie, to poniższe opowiadanie stanowi mix babeczkowego romansu i kryminału. Mała odmiana po poprzednich tekstach.

           Tajemnica (III)
– Puść mnie! – Walnęłam pięścią w jego pierś.
– Jak ja bym cię chętnie… – warknął, po czym równie nieoczekiwanie zerwał się na nogi.
– Przeleciał? – spytałam kpiąco, unosząc się na łokciach. Zagrożenie minęło, więc od razu poczułam się pewniej. – No wiesz! Jak to tak, dziecko?
– Dziecko? – prychnął, ale minę miał dość nietęgą. Tak mi się przynajmniej wydawało. – Zabieraj dupę z mojej sypialni. I żebym cię tu więcej nie widział!
– Dobrze już, dobrze.
Wstałam i odprowadzona czujnym wzrokiem gospodarza, opuściłam jego prywatne królestwo. Bynajmniej jednak nie zamierzałam rezygnować. Zbiegłam po schodach i stanęłam pośrodku salonu, zastanawiając się, gdzie kontynuować poszukiwania, maskując je jednocześnie pilnym machaniem szmaty. Padło na gabinet, czy jak tam to nazwać. Półki pełne książek dawały szerokie pole do popisu, a solidne, dębowe biurko stwarzało nadzieję na znalezienie czegoś ciekawego. Gdzie jak nie tam, mógł trzymać rodzinne zdjęcia?

poniedziałek, 19 września 2016

Tysiąc odcieni bieli (II)

Te choroby to sobie chyba wykrakałam...

link do części I - klik 

         Tysiąc odcieni bieli (II)
W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat kompletnie nieznanej jej pary. Agnieszka spojrzała na Rafała, na jego czysty profil. Przez chwilę podziwiała nienaganne, pełne powściągliwości zachowanie. Czy zawsze był taki? Jej wydawało się to grą, sposobem na ukrycie swego prawdziwego ja. Ale może nie miała racji. Może to była prawdziwa bestia w ludzkiej skórze, człowiek bezwzględny, bezlitosny, po trupach dążący do wyznaczonych sobie celów. A gdyby tak była jego prawdziwą dziewczyną? Nie taką wynajętą na jeden wieczór, ale czymś więcej? Jak to jest być całowanym przez niego? Uśmiecha się wtedy inaczej? Szczerze, bez tego chłodu, namiętnie, bez dystansu, który stworzył wokół siebie? Mimowolnie dotknęła swoich ust, przesunęła po nich opuszkiem palca, a wtedy Rafał odwrócił głowę i spojrzał prosto na nią.
Twarz miał kamienną, ale oczy… Te oczy potrafiły powiedzieć więcej niż chciałby wyjawić. Była w nich złość, pewność siebie, cynizm i coś jeszcze, czego nie zauważyła wcześniej. Dopiero później zrozumiała, że to było pożądanie.
Basia zapewniała ją, że nie musi zgadzać się na żadne kontakty fizyczne. „Usługa” obejmowała jedynie towarzystwo podczas przyjęcia. Lecz ten mężczyzna nie wyglądał na kogoś, kto prosi. On żądał. A jeśli zażąda od niej więcej niż planowała mu dać? Jeśli zażąda seksu? Czy uzna odpowiedź odmowną? Wyglądał raczej na takiego, co użyje wszelkich środków, by zdobyć to, czego pragnął
– Przepraszam, nie dosłyszałam o co pan pytał? – Agnieszka ocknęła się z zadumy, zarumieniona z powodu tego, o czym rozmyślała.
– Jest pani urocza z tym rumieńcem zakłopotania na twarzy. Nie dziwię się Rafałowi, że posyła nam ponure, pełne zazdrości spojrzenia – powiedział figlarnym tonem jeden z mężczyzn. Zaraz, zaraz, przedstawił się chyba jako Szymon.
– Posyła? – powtórzyła Agnieszka niczym echo. Ona tak tego by nie nazwała.

czwartek, 15 września 2016

Pomysł

Ostatnio, całkiem poważnie, zastanawiam się nad wydaniem ebooka. Samodzielnie. Nic w tym złego, nie korzystając z pośrednictwa wydawnictwa przez duże W, nie mam z tego powodu kompleksów.
Bo mam Was.
Najpierw myślałam o papierowym wydaniu pierwszej części Wygranej. Później zmieniłam zdanie, bo w mojej głowie skrystalizował się pomysł na trzecią część przygód Alicji.  Napisałam spory kawałek, w tym najzabawniejsze momenty, a zaczyna się to wszystko mniej więcej tak:

Nie panikuj, pomyślałam, gapiąc się w swoje odbicie w lustrze. Wdech, wydech, wdech, wydech… Zajęta tą pasjonującą czynnością, nie zauważyłam, że drzwi odrobinę się uchyliły, a do środka wsadził głowę Gino.
– Pięknie wyglądasz – powiedział cichym, namiętnym głosem. Dla mnie zabrzmiało to jednak jak wystrzał armatni i o mało co, nie padłam trupem na miejscu. Wszedł do środka, a ja pomyślałam z melancholią, że jemu też niczego nie brakuje. W czarnym garniturze, w białej koszuli wyglądał jak marzenie wyjęte prosto z okładki jakiegoś pisma. Za jego plecami pokazała się Kinga.
– A ty tu czego? – spytała surowo. – Nie wiesz, że nie wypada oglądać panny młodej nie wcześniej niż przed ołtarzem? Wynocha! – dodała kategorycznie, wskazując drzwi.
Posłał mi przeciągłe spojrzenie i wyszedł. Za to ja westchnęłam tak mocno, że podwiało pobliską firankę.
Mój ślub, jak to pięknie brzmi. Szkoda tylko, że pan młody nie ten. Żywiłam do Gino słabość, nie zaprzeczę, ale jednak nadal kochałam Roberta. Tylko że miałam już dosyć przepychanek z nim, z jego ojcem, z podłym losem, który uparł się nas rozdzielić. No i to, co na początku miało być żartem, zamieniło się w ponurą rzeczywistość. Super! Za godzinę wypowiem sakramentalne tak i bredzę coś o „ponurej rzeczywistości”. To się kurwa porobiło...

Tak to się zaczyna. A potem? Zobaczycie :-D W każdym razie (bez "bądź" na co zwykle zwracaliście mi uwagę i za co wam stokrotne dzięki) będzie ciekawie. Alicja nadal zwariowana, szalona i zakochana. Pytanie, czy Robert będzie w stanie o nią walczyć? Czy też podda się po pierwszych przeciwnościach? Słowem nie zdradzę, co wykombinowałam :-))) To ma być solidna niespodzianka, w profesjonalnym wydaniu. Będzie na gwiazdkę, pod choinkę.

środa, 14 września 2016

Tajemnica (II) treść płatna

Już pisałam, ale powtórzę. Ten rodzaj publikacji to niejako eksperyment, wcale nie zamierzam porzucić bloga, właśnie siedzę i opracowuję kolejną część Tysiąca odcieni bieli, która ukaże się w przeciągu najbliższego tygodnia :-) Tak w ogóle, to wszystkich nas dopadło przeziębienie... Małemu aż ciurkiem z nosa leci, więc wyobraźcie sobie jaką miałam przyjemną noc :( Do lekarza nie pójdziemy, bo na dziś już nie ma wolnych miejsc... Szkoda gadać, bo co zostaje? Oczywiście wizyta prywatna. Potem zakupy w aptece i fiu! Plany na domowy budżet poleciały w siną dal :-D  Swoją drogą gdyby gdzieś potrzebowali kogoś, kto miałby doprowadzić do ruiny finansowej jakąś firmę, to moja kandydatura byłaby idealna :-))) W teorii to mi pięknie wychodzi, a w praktyce... Ha, ha! Powinnam założyć blog - jakprzzepuszczaćkasę ;-D 
 
Link do części I - klik

            Tajemnica (II)
Wspólnie uknuta intryga nabrała rumieńców. Pani Joanna nie skorzystała z mojego pomysłu na złamaną nogę, ale wybrała coś bardziej prozaicznego. Zatrucie pokarmowe. Wieczorem zjawiła się, aby omówić szczegóły i wytłumaczyć zakres obowiązków. Okazało się, że oprócz sprzątania czeka mnie również gotowanie obiadów. Mało brakowało, a wycofałabym się w popłochu. Zwyciężyła jednak chęć przeżycia niecodziennej przygody oraz pogodzenie skłóconych kochanków.
Cóż, wyobraźnię to ja zawsze miałam nad wyraz bujną.
Wstałam skoro świt, podekscytowana i pełna obaw. Włosy skromnie splotłam w dwa warkocze, z makijażem dałam sobie całkowicie spokój, a z szafy wydobyłam dziewczęcą sukienkę, czerwoną w białe grochy. Trochę niezbyt pasowała do moich płomiennie rudych włosów, ale wisiała tutaj, bo należała kiedyś do mojej mamy. Teraz okazało się, że będzie jak znalazł. Zjadłam śniadanie w towarzystwie rozemocjonowanej ciotki, nasłuchałam się tysiąca przestróg i pouczeń, po czym ruszyłam w drogę. Zapowiadał się wyjątkowo piękny dzień, a i okolice były niczego sobie. Zielony mur drzew, nad nimi intensywny błękit nieba i złota kula słońca. Wietrzyk raz po raz chłodził moje rozognione policzki, a ja szłam sobie, beztrosko nucąc jakąś melodię. Gdybym miała jeszcze pelerynę i koszyczek... Zachichotałam. Potem weszłam do lasu i po niecałym kilometrze, dotarłam do leśniczówki.