środa, 27 lipca 2016

Uwikłani (II)

Zaczynamy od krótszego.

link do części I - klik

           Uwikłani (II)
Siedziała skulona w kącie. Skrępowana, oczekiwała na przybycie swego oprawcy. Choć nie, to nie było właściwe słowo. Jednak jakie nim było? Wzruszyła ramionami, sącząc ostatnie krople wody z butelki, którą zostawił. Gdy wyszła wczoraj z łazienki, zabronił jej się ubrać. Pod ścianę, na przybrudzony materac, który pojawił się nie wiadomo skąd, rzucił koc i poduszkę. Potem ją skrępował. Przykuł łańcuchem do metalowej rury biegnącej wzdłuż ściany, pozostawiając minimum swobody. I poszedł spać. Ona również poczuła się znużona, a kiedy ocknęła się rankiem, była już sama. Obok stała butelka wody, talerz z jedzeniem i wiadro. Zarumieniła się ze wstydu, bez trudu odgadując jego przeznaczenie.
Czas wlókł się niemiłosiernie. Na samym początku próbowała się uwolnić. Nadaremnie. Później analizowała wygląd pomieszczenia, starając się nie myśleć o jego właścicielu. Zastanawiała się czy w związku z zaginięciem ich grupy, zorganizowano akcję ratunkową. I czy jeszcze ktoś prócz niej przeżył. Teren miał być czysty, rekonesans krótki, zapoznawczy. Nie wiadomo skąd pojawili się oni. Pamiętała że kilka osób zginęło na miejscu. Może komuś udało się dotrzeć do śmigłowca? Wątpiła. Oni byli szybsi, kilkakrotnie silniejsi, bezlitośni. Kilkunastoosobowa grupa złożona z jednego naukowca i wystraszonych pierwszym wypadem w teren studentów, nie miała żadnych szans. Nawet z eskortą dwóch żołnierzy, którzy mieli ich chronić.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Pewnego dnia, w innym miejscu (XII)

Zaparłam się, że dziś nie odpuszczę i skończę to opowiadanie. Jest prawie druga w nocy i dopięłam swego :) Przyznam że bardzo długo głowiłam się nad zakończeniem, aby nie zepsuć tej "wisienki na torcie". W końcu pozostałam przy wersji pierwotnej, napisanej niemal na samym początku, odpowiednio ją modyfikując. Wasze opinie mile widziane. Jak zawsze :-D

link do części XI - klik 

            Pewnego dnia, w innym miejscu (XII) - zakończenie
– A teraz wiesz? Sądzisz że wiesz? – zadrwił, odzyskując pewność siebie. Z wściekłością ukąsił ją w szyję. Tym razem krzyknęła z bólu. I nagle zrozumiała, że nie powstrzyma jego pożądania. Nie zapanuje nad tym, nad czym on sam nie potrafił zapanować. Gorzej, nie będzie umiała zapanować nawet nad własnym ciałem.
– Zabierz mnie stąd – poprosiła po raz kolejny. Miała rozpaczliwą nadzieję, że wysłucha jej prośby. Wiedziała że za moment zacznie się krwawe przedstawienie i ta myśl przyprawiała ją o prawdziwy obłęd. Nie chciała i nie mogła na to patrzeć.
– Nie! – syknął. – Chcę cię mieć tu i teraz, patrząc na… – niespodziewanie przerwał, unosząc głowę. Na jego twarzy pojawiło się skupienie, jakby czegoś nasłuchiwał. Potem gwałtownym ruchem zakrył jej usta dłonią. – Ani drgnij! – rozkazał szeptem.

środa, 20 lipca 2016

Już wróciłam :)

Siedzę właśnie i szlifuję ostatni kawałek tekstu, więc będzie jeszcze w tym tygodniu. Dopadła mnie moja stara znajoma, migrena i czuję się jak na porządnym kacu. Dziwnie tak, nie piłam, a świat wiruje ;-) Zna ktoś jakieś domowe sposoby na migrenę? Na szczęście starsza pociecha na wakacjach z dziadkami, to mam odrobinę więcej luzu. Małemu wystarczy podstawić odkurzacz, na bite pół godziny spokój. Wyobraźcie sobie takiego małego gzuba szorującego długą rurą po podłodze. Jakbym włączyła ustrojostwo to kwestię odkurzania miałabym z głowy. Mam nadzieję że z tego nie wyrośnie ;-) 
Oki, wracam do tekstu.
Buziaki

PS. Nie wypaliłam się, nic z tych rzeczy. Po prostu nawet jeśli chciałabym pisać, to nie mam kiedy. Co z tego, że paluszki świerzbią :(

niedziela, 10 lipca 2016

Pewnego dnia, w innym miejscu (XI)

Żyję, nie zapomniałam o blogu, nie zapomniałam o Was... 
Ostatnio przeczytałam w pewnej gazecie, nie wiem czy to była wypowiedź polityka czy też słowa samego dziennikarza, że jak polki, które posiadają trójkę pociech dostaną te 500 stów na dziecko, to będą siedzieć w domu i cytuję "nic nie robić". Ja mam tylko dwójkę, więc przez ostatni tydzień byczyłam się znacznie bardziej niż matka z trójką... Tak się byczyłam, że nie miałam nawet pięciu minut aby skrobnąć krótką notkę czy opublikować wasze komentarze. Byczyłam się do potęgi, nudziłam jak mops, zwichnęłam szczękę od ziewania, a od "nic nie robienia" i "siedzenia w domu" krzyże mi nawaliły...  Nawet straciłam na wadze od tego byczenia, a jakże, równe trzy kilogramy :-) 
Jaka ja wypoczęta jestem bo dostanę pięć stówek. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybym dostała więcej ;-)
A serio, to jak bym k*** tego g*** dorwała, to bym s**** pokazała jak to kobieta "nic nie robi" przy trójce dzieci. 
No cóż. Dziś święto, mój mąż ma wreszcie wolne, on się byczy... Ale nie docenia tego, bo jak mu za mocno ta nuda i "nic nie robienie" doskwiera, to się niewdzięcznik odgraża, że pójdzie do pracy i więcej wolnego nie weźmie... Doprawdy, ja go nie rozumiem ;-D

No i jeszcze jedno. Wyjeżdżam na wakacje, w zasadzie to w tej chwili powinnam prasować sterty ubrań... Na wakacje do leśnej głuszy, gdzieś w okolice Pszczewa, gdzie nawet z zasięgiem jest problem, a o internecie to można od razu zapomnieć. Dlatego pewnie odezwę się jak wrócę, czyli za jakiś tydzień. I wtedy dostaniecie ostatnią część. Powiem wam w tajemnicy, że przyda mi się ten wyjazd, bo jadę już na rezerwie rezerwy. Do tego stopnia nie miałam ochoty na pisanie, że zaczęłam podejrzewać kolejną ciążę... Istne szaleństwo.

link do części X - klik

            Pewnego dnia, w innym miejscu (XI)
Nie miała tyle odwagi, by nacisnąć klamkę. Położyła się na brzuchu, starając dojrzeć coś przez szparę pod drzwiami. Niestety, widać było jedynie kamienną podłogę. Dziurka od klucza była czymś zapchana, Weronika stała więc przed tajemniczymi drzwiami przerażona, niezdecydowana, oszołomiona. W głowie miała jedynie chaos. Przecież Maksym wyraźnie dawał do zrozumienia, że nikt z nich nie powinien zapuszczać się do piwnicy. Może miał taki kaprys, a może skrywał jakieś tajemnice. Przypomniała sobie Piotra, jego wykręcone ciało, szeroko otwarte oczy z wyrazem zastygłego przerażenia. Czy to dlatego, że nagle stracił równowagę i runął w dół, czy też przyczyna była całkiem inna? To, co znajdowało się za tymi drzwiami.

wtorek, 28 czerwca 2016

Pewnego dnia, w innym miejscu (X)

Wróciłam :-) Rozpisywać się nie będę, bo nie na moje złote myśli czy ustykiwania czekacie, a na kolejny kawałek. Dodam tylko, że w tym tygodniu będzie lepiej, bo zeszły był koszmarny...
No i zbliżamy się do zakończenia. To tyle słowem wstępu :-D

link do części IX - klik 

           Pewnego dnia, w innym miejscu (X)
– Nie powinnam – szepnęła Weronika, podejmując ostatnią, desperacką próbę obrony. – Witek został sam. Co będzie jeśli się mu nagle pogorszy?
– Nie pogorszy mu się. – Maksym kreślił językiem chaotyczne wzory na jej szyi. Pojawiło się doskonale zapamiętane szaleństwo. – Po tym, co zażył, nikt nie umiera.
I pocałunkiem zdusił okrzyk zaskoczenia, cisnący się na usta Weroniki. Zaszokowana jego ostatnimi słowami dziewczyna, na dłuższą chwilę zamarła. Powróciły obawy, podejrzenia, powróciła niepewność i strach, lecz było już za późno na sprzeciw. Ogromny, twardy członek torował sobie drogę pomiędzy jej udami, gorące wargi wpijały się za taką siłą, że niemal odbierały dech, a dłonie jak kleszcze zacisnęły się na ramionach, nie dopuszczając do jakiegokolwiek protestu. Chciałaby pozostać obojętna, zachować zimną krew, pokazać swoją wściekłość, lecz jedyne co mogła zrobić, to biernie przyjąć jego pożądanie. Biernie? Jak miała to zrobić, gdy zdradzało ją własne ciało? Wilgoć spływająca po wewnętrznej stronie ud, piersi spragnione pieszczot, głód jakiego doświadczała, gdy ją całował.
Krzyknęła głośno, bo wszedł w nią niespodziewanie brutalnie od tyłu, a on syknął:
– Cicho bądź! Usłyszą nas!