niedziela, 26 marca 2017

Do piekła i z powrotem (XV)

Zabawa przednia, a jednak powoli zbliżamy się do końca. W nadchodzącym tygodniu Pałka i zakończenie Wszystko czego pragnę.

           Do piekła i z powrotem (XV)
– Chodź panie demon – ujęła go pod ramię, pociągając za sobą. – Będziesz robił za cudotwórcę.
– A może ja nie chcę? – spytał zrzędliwym tonem, ale nie stawił oporu. Tak naprawdę powoli docierał do niego fakt, że ta dziewczyna robiła z nim to, co chciała. I to nie tylko z powodu umowy.
– Daj spokój. Pani Alinka to przemiła staruszka. Zawsze nam pomagała, teraz czas się jej odwdzięczyć. No i piecze taki sernik, że nawet ty się mu nie oprzesz.
Łypnął na nią podejrzliwie. Żartowała? Niby minę miała poważną, ale w oczach wyraźne rozbawienie.
– Niech ci będzie – mruknął, wchodząc do małego, przytulnego domku. W kuchni na podłodze leżała starsza pani, cichutko jęcząc z bólu. Obok klęczał jej mąż, trzymając ją za rękę i drżącym głosem zapewniając, że zaraz zjawi się pomoc. Demon wsłuchiwał się w jego słowa, pełne ciepła i miłości, zastanawiając się, jak to możliwe. Przecież ta baba była stara, pomarszczona i pewnie nie miała zębów. Z drugiej strony, ten facet również. Lecz mimo wszystko…
– Co tak stoisz jak ten słup soli? – Daria wymierzyła mu kuksańca. – Do dzieła!
Cała operacja trwała kilka sekund. Tylko że Davyan nie wstał. Kucnął, przyglądając się z uwagą obojgu staruszkom.
– Masz chłopcze magiczne ręce. Zupełnie przestało boleć – powiedziała pani Alinka z zachwytem. – Zazwyczaj przyjeżdżało pogotowie i dawali mi taki zastrzyk z blokadą, ale to jest lepsze.
– I ręczę, że efekt będzie trwały – roześmiała się Daria. – Chodź mój czarodzieju, wracamy. Jestem nieludzko zmęczona.
Zostali odprowadzeni słowami wdzięczności. Na dodatek zaproszeni na obiad w najbliższą niedzielę. Daria ziewała z taką siłą, że o mało nie zwichnęła sobie szczęki. Za to Davyan wydawał się być zamyślony.

czwartek, 23 marca 2017

Do piekła i z powrotem (XIV)

Ależ mi długaśne opowiadanie wychodzi ;-) Od razu słów kilka. Poprzedni i ten tydzień były wyjątkowo intensywne jeśli chodzi o ilość dodawanych postów. Dlatego przyszły zrobię sobie trochę wolnego. Na pewno będzie zakończenie Wszystko czego pragnę, co do reszty to zobaczymy. 

           Do piekła i z powrotem (XIV)
Zamurowało go. Dosłownie. Stał i gapił się, nie wiedząc, co ma powiedzieć i jak zareagować. A na dodatek czuł coś dziwnego, nieprzyjemnego. Wwiercało się w jego umysł, wyczyniało coś nienormalnego z żołądkiem. Jakby ktoś wymierzył mu bardzo silny cios w brzuch. Pomyślał, że zanim dojdzie do realizacji umowy, oszaleje. Zwariuje przy tej cholernej babie. Zgrzytnął zębami, ruszając przed siebie prawie biegiem.
– Jak mogłaś? – powiedziała z wyrzutem Iga. – Przecież on jest jak marzenie. I na dodatek nie może od ciebie oderwać wzroku. Mam nadzieję, że to część większego planu?
– Tak. – Daria skinęła głową. – Naprawdę nie może oderwać wzroku?
– Ten niezaprzeczalny fakt, wręcz bije po oczach.
– Szkoda, że tylko to.
– Tak – Iga zaczęła chichotać. – Niektórzy faceci są jak nosorożce. Chodź, wybierzemy tę sukienkę, niech zzielenieje z zazdrości.
Udały się do najbliższego centrum handlowego. Davyan towarzyszył im, milcząc i posyłając wściekłe spojrzenia. Nawet nie zauważył niezdrowego zainteresowania, jakie wzbudzał u płci pięknej. Nie było kobiety, która by się za nim nie obejrzała, a niektóre wręcz bezczelnie się gapiły, rozbierając go wzrokiem. Miał to w dupie. Najchętniej by kogoś rozszarpał, wyładował jakoś pęczniejące w nim uczucia. Ale nic z tego. Za to dostał torby z zakupami i robił za tragarza.
Na dodatek… Przy zakupie seksownej, czerwonej sukienki zgrzytał zębami z bezsilnej wściekłości. Przy bieliźnie, gdy Daria rozważała wybór pomiędzy dwoma staniczkami, z których każdy był koronkowym dziełem sztuki, o mało co oczy mu nie wyskoczyły z orbit. Ale gdy doszło do zakupu cieniutkich jak pajęczynka samonośnych pończoszek, których walory bezczelnie zademonstrowała jeszcze w sklepie i to na jego oczach, biednemu demonowi prawie poszła para z uszu.
Dotrwał do powrotu do domu, po czym z wściekłością rzucił trzymanymi pakunkami o ziemię. Sapiąc ze złości, pomaszerował do kuchni i energicznie otworzył lodówkę. Daria nie protestowała, kiedy wyjął butelką białego wina, odkorkował ją i przystawił do ust. Przez cały czas doskonale wiedziała, co się z nim działo. Podniosła torby i poszła na górę, do siebie. Wykąpała się, umalowała i ubrała. Z zadowoleniem podziwiała swoje odbicie w lustrze, ale nie tylko to. Nie mogła się doczekać chwili, gdy pojawi się Gracjan. To dopiero będzie konfrontacja. Poprawiła niesforny kosmyk, który wyrwał się zza ucha, przeciągnęła opuszkiem palca po dolnej wardze i spojrzała na zegarek. Zaraz powinien się zjawić. Wzięła małą torebeczkę, po czym starając się poruszać z gracją, zeszła na dół.
Davyan siedział przy kuchennym stole, z taką siłą zaciskając zęby, że można było zauważyć pulsującą na jego skroni żyłkę. Butelka po winie była pusta, a tuż obok stała nowa, jeszcze nienapoczęta.

środa, 22 marca 2017

Pałka (VI) - treść płatna

Ponieważ ostatnio akurat dodawanie kolejnych części tego opowiadania mocno kulało, to w tym tygodniu odrobinę to nadrobimy.

            Pałka (VI)
Seks był upojny i miałam wrażenie, że Marcin poluzował mi wszystkie stawy, ponaciągał mięśnie i te ostatnie trzęsły się, jak galareta. Od nadmiaru rozkoszy i napinania całego ciała uda drżały, a kolana były, jak z waty. Czułam się, jakbym się upiła.
Byłam opita uczuciem i to mnie przerażało. Dawno temu powzięłam postanowienie, że nie pozwolę sobie na poważne emocje, w stosunku do mężczyzny. Nie po tym, jak tatuś Julki wystawił mnie do wiatru, każąc wyskrobać ciążę, zabić Julkę.
Mama mawia, że jeśli chce się rozśmieszyć Boga, to wystarczy mu opowiedzieć o swoich planach. Ten plan legł w gruzach. Naćpałam się Marcinem, miałam go w krwiobiegu, pod skórą, na języku. Wypełnił moje myśli, zapętliłam się w odbiorze tego, co się między nami wydarzyło. Sen, po kolejnym razie, tym razem pod prysznicem, zamglił mój umysł, rozluźnił, wciągnął w niebyt. Z sennej mgły wyrwał mnie gorąc trawiący ciało. Budziłam się powoli, czując posuwiste ruchy wewnątrz i Marcina przylegającego do pleców. Oddech pieszczący małżowinę ucha, dłoń drażniącą czuły punkt, prowadząc mnie ku światłu, wyginając w łuk tak, by wpasować pośladki w niego, przyjąc go jak najgłębiej.
– Kaśka – wyjęczał. – Diablico.
– Tylko nie kończ w środku – wyszeptałam resztką świadomości.
Było to o tyle głupie, że przecież miałam już w sobie jego spermę, sama tego wcześniej chciałam.
– Dobrze – mruknął w ucho, po czym wyłączył myślenie, zmieniając mnie w odbiornik przyjemności.
Doleciałam do słońca po kilku mocnych pchnięciach, wbiłam mu w biodro paznokcie, unieruchomiłam, nie mogąc znieść mocy odczuć. Wyszarpnął się z moich szponów, gwałtownie obrócił na plecy i ukląkł nade mną, napierając na usta penisem. Zaskoczył mnie, ale i podniecił, przedłużając tym samym orgazm. Przyjęłam go ulegle między wargi ssąc czubek, palcami obejmując jądra. Podziałało to na Marcina tak gwałtownie, że padł do przodu, podpierając się dłońmi o wezgłowie łóżka i wytrysnął mi w usta. Połykałam zaskoczona czymś, czego nie robiłam dotąd.  Nie pozwoliłam żadnemu mężczyźnie, by posunął się tak daleko. Teraz podobało mi się to, podnieciło, w efekcie byłam gotowa na więcej.
Marcin ośmielił mnie, pomógł porzucić zahamowania. Obudził ciekawość poznawania, chęć do zabaw ciałem, przekroczenia granic.

– Wiesz, że pierwszy raz ktoś zgwałcił mnie w buzię – kreśliłam senne kółka na pokrytym kropelkami torsie. Palcem wyczuwałam uderzenia serca. – I podobało mi się to. 

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!

wtorek, 21 marca 2017

Pałka (V) - treść płatna

Zgodnie z zapowiedzianym w poprzednim poście harmonogramem, dziś Pałka.

            Pałka (V)
Rozdział 9 - Kaśka
– Chcesz mi powiedzieć, że znamy się od tak dawna i o tym wiedziałeś? – Dreszcz przebiegł mi po plecach, zawiało grozą. Z drugiej jednak strony to było przyjemne i takie trochę nierealne.
– Gdyby nie to, nie wziąłbym tej sprawy. – Poprawił spodnie w miejscu, które przyciągało mój wzrok mimo, że walczyłam z sobą, by nie patrzeć.  – Zrobiłem coś wbrew zasadom, bo dotyczyło to ciebie.
– Dlaczego?
– Powiedzmy, że byłaś moją fantazją od kiedy pamiętam i chciałem sprawdzić, czy nadal na mnie działasz. – Spuścił wzrok, wymownie spoglądając na swój rozporek. – Jak widzisz, nasiliło się.
Chciałam coś na to odpowiedzieć, sieknąć ciętą ripostą, ale zwyczajnie nie udało mi się. Gardło zacisnęło się z emocji, nie pozwalając nawet przełknąć swobodnie śliny.
– Wystarczyło, byś mnie dotknęła, a już jestem gotowy. – Nie uśmiechał się. Pociemniałych z emocji oczu nie spuszczał ze mnie, w efekcie zaczęłam mieć problem z oddychaniem. – Tak właściwie, to czuję się przy tobie, jakbym znowu miał szesnaście lat i nie potrafił zapanować nad ciałem i emocjami.
– Też się tak czuję – ledwie wyszeptałam.
Widziałam, że czeka na mój ruch. Odsunęłam się wcześniej od niego, a on nie chciał napierać. Opanował się mimo wyraźnego podniecenia i napięcia, jakie ogarnęło  jego ciało. Przysunęłam się, nie chciałam powstrzymywać pragnienia.

poniedziałek, 20 marca 2017

Do piekła i z powrotem (XIII)

Normalnie, idę jak burza :-) Sama się muszę pochwalić. Jutro Pałka! Potem Wszystko czego pragnę i znów kolejna część Do piekła. To tak z grubsza plan na ten tydzień :-)))

           Do piekła i z powrotem (XIII)
– Tak było cudownie.
– Uhm – mruknął, a potem ponownie przyssał się do jej rozpalonych, pełnych słodyczy warg. Wcale nie miał dość. W jej towarzystwie nigdy nie miał dość.
– Davyan! – Odchyliła głowę i zakryła jego usta dłonią. – Weź ręce z mojej pupy. Żadnego seksu, pamiętasz?
Nie odsunął się, nawet nie drgnął. Za to patrzył na nią ponuro, pociemniałymi z podniecenia oczyma. Jak to się działo, że potrafiła zachować dystans, podczas gdy on zachowywał się niczym napalony młokos? Momentalnie sztywniał, a wszystkie jego postanowienia brały w łeb. Co to do cholery miało znaczyć?
– Jak chcesz – burknął, odsuwając się i łapiąc butelkę z piwem. Za to Daria spojrzała w dół i westchnęła. Pewnych rzeczy nie dało się ukryć. Na przykład podniecenia. A przecież ona nad swoim także panowała z coraz większym trudem. Po raz pierwszy przyszło jej do głowy, że to mogą być bardzo trudne trzy dni. I to nie tylko dla demona, ale również dla niej.
***
– Siadaj! – poklepała miejsce na sofie. – Mam popcorn, ciasteczka, morze piwa i krwisty horror z udziałem demonów oraz wampirów. Coś się należy po całym dniu pracy.
Skrzywił się. Po malowaniu przyszedł czas na porządkowanie piwnicy, odśnieżenie chodników, bo znów zaczął niemiłosiernie sypać śnieg, a także na wymianę kranu w łazience. Co mógł, załatwiał magią, zgrzytając z wściekłości zębami, że tak niegodnie wykorzystuje swoje moce. Pod wieczór był tak napęczniały złością, że z trudem nad sobą panował.
– Muszę wyjść.
– Nie ma mowy. Jesteś mój trzy dni i nie będzie żadnych przepustek.
Syknął coś niecenzuralnego, pilnując się, aby przypadkiem tego nie dosłyszała. Głupia baba. Zajebie ją, jak tylko przyprowadzi brata. Zatłucze. Nie, najpierw zerżnie. Analnie, oralnie, bez litości. Na wszystkie możliwe sposobu…
– Przestań rozmyślać jak przegryź mi gardło, tylko siadaj.
Co miał zrobić? Usiadł. Kanapa nie była zbyt szeroka, więc na swoim udzie wyraźnie czuł ciepło kobiecego ciała. To zirytowało go dodatkowo. Pęczniał w tempie wykładniczym i nic, nawet piwo, nie pomogło nad tym zapanować.