piątek, 20 stycznia 2017

Uzurpator (V) - treść płatna

Tak jakoś wyszło, że zdążyłam dodać w zaplanowanych Dzieło sztuki, a nie zdążyłam dać Uzurpatora. Więc teraz nadrobimy zaległości. dziś kolejna cześć, już wkrótce następna.

           Uzurpator (V)
– Cała zdrętwiałam. I chce mi się pić – narzekała Naija, kręcąc się w siodle pomimo tego, że poruszali się z dość znaczną prędkością. – Zatrzymamy się?
– Nie.
– Proszę! Mdli mnie.
Miała dosyć. Cały dzień w siodle, to było zbyt wiele. Obolała, zdrętwiała, z pęcherzem coraz wyraźniej sygnalizującym swoje potrzeby i z żołądkiem, który właśnie szykował bunt, czuła się tak źle, jak nigdy dotąd. Najwyraźniej on był przyzwyczajony do takich warunków, ona nie.
– Wytrzymaj jeszcze trochę wasza wysokość – wyszeptał jej na ucho. – Niedaleko stąd stoi opuszczona chata. Chyba, że wolisz tę okolicę?
Z niechęcią rozejrzała się dookoła. Biała, pokryta śniegiem równina nie wyglądała zachęcająco. Uniosła wyżej głowę, wpatrując się w wysokie szczyty, których wierzchołki skrywały się w niskich, ołowianych chmurach. Od ostatniego postoju musiało minąć sporo czasu. Ze wstydem przypomniała sobie swoją własną propozycję. Jak mogła temu prostakowi zaproponować seks? Nigdy więcej żadnego wina, lepiej już ugasić pragnienie czystym śniegiem. Potem przypomniała sobie jego reakcję. Zaskoczenie, niezdecydowanie. I tylko to, bo nie powiedział stanowczo „nie”.

czwartek, 19 stycznia 2017

Dzieło sztuki (VII) - zakończenie

Czy jak na porządny, babeczkowy styl przystało, kończymy happy endem? ;-)

            Dzieło sztuki (VII)
Przy śniadaniu Marcin był już znacznie mniej wylewny niż w nocy, pod prysznicem. Ale nie odrywał ode mnie wzroku i mogłam przysiąc, że widać było w nim starannie skrywany zachwyt. W obliczu tego spojrzenie, nie miały znaczenia jego zdawkowe wypowiedzi. Zwłaszcza, że gdy znaleźliśmy się przez moment zupełnie sami, do razu objął mnie i pocałował.
– Straszne miejsce – roześmiał się, bo bardzo szybko musieliśmy przerwać. – Czuję się jak napalony nastolatek polujący na okazję.
– Drżący ze strachu, że ktoś go naleci podczas intymnej sytuacji?
– Coś w tym stylu. – Dał mi prztyczka w nos. – Idę po bagaże rodziców. Bądź gotowa na wyjazd wieczorem.
– Dopiero wieczorem? – jęknęłam z zawodem.
– Trochę mi to zajmie.
– Twoi rodzice nie mieszkają w Poznaniu?
– Ależ skąd. Pod Krakowem.
– I ty chcesz zdążyć jeszcze dzisiaj wrócić? – Zamarłam ze zgrozą. – Chyba będziesz musiał pokonać drogę na azymut, dwa metry nad ziemią.
– Dam radę, wierz mi.
– No dobrze, skoro tak twierdzisz.              
Nadal byłam pełna wątpliwości, ale chyba Marcin wiedział, co mówi. Zresztą, nawet jeśli nastąpiłoby opóźnienie, to po prostu zjawi się następnego dnia. Nie żegnaliśmy się zbyt wylewnie, aby nie wzbudzić podejrzeń. Wymieniliśmy tylko rozbawione spojrzenia, uścisk dłoni i to wszystko.

piątek, 13 stycznia 2017

Dzieło sztuki (VI)

Zbliżamy się do końca :-)

           Dzieło sztuki (VI)
– Nie! – Gwałtownie przystanął, a sekundę później przycisnął mnie do pobliskiego drzewa z taką siłą, aż jęknęłam protestując. Niestety, nic więcej nie zdążył zrobić.
– Ciociu! Ciociuuuu!
– Jasna cholera! – wysyczał Marcin, równie gwałtownie odskakując do tyłu. – Czy już nigdzie nie można… – i urwał, jakby zrozumiał, że mógłby powiedzieć za dużo.
– Teraz poznasz małe artystki – zażartowałam.
– Wracam do domu.         
– Nic z tego! – Uwiesiłam się na jego ramieniu, promiennie uśmiechając w kierunku nadbiegających siostrzenic. – Chodźcie dziewczynki, poznajcie wujka Marcina.
– Wujka? – Starsza Alinka była mniej chętna do zawierania nowych znajomości. I bardziej dociekliwa. – Dlaczego wujka? To twój narzeczony?
Zerknęłam na godnie nadętego Marcina. Co on mówił? Że nie przepada za dziećmi? Coś w tym stylu.
– Niestety nie – westchnęłam teatralnie, puszczając oczko do siostry i szwagra, którzy również się pojawili. – Rodzinny spacer?
– Tak. A ty? – Prawie widziałam jak zastrzygła z ciekawości uszami.
– Ucieczka przed akcją „karmienie”.
– A! Rozumiem – pokiwała głową, śmiejąc się. – A on?
– Towarzysz niedoli.
– Oho! Mamusia działa w tym roku hurtowo. Wybieramy się nad jezioro. Idziecie z nami?
– Tak – odpowiedziałam, zanim Marcin zdążył zaprotestować. Nie wyglądał na zadowolonego, ale więcej nie oponował. Poza tym uwielbiałam grać mu na nerwach. Szliśmy dość szybkim krokiem, momentami brnąc przez solidne zaspy śniegu. Słychać było tylko nasze rozbawione głosy i śmiech. No dobrze, jedna osoba milczała i nie muszę tłumaczyć kto. Ponurak, pomyślałam buntowniczo. Te ludzkie odruchy, które zaobserwowałam, to chyba dzieło przypadku. Dlaczego był tak skryty, tak zamknięty w sobie, tak niedostępny? To kwestia charakteru, czy wpływ na to miała jego przeszłość? Przypomniałam sobie plotkę o porzuceniu przed ołtarzem. Takie rzeczy nie pozostają bez wpływu na ludzką psychikę. Nie po każdym takie wydarzenia spływają jak woda po tłustej gęsi. A szkoda, bo wyglądał niezwykle pociągająco, gdy już odważył się uśmiechnąć.

wtorek, 10 stycznia 2017

Uzurpator (IV) - treść płatna

Bez wstępu :-)

            Uzurpator (IV) - treść płatna
Silna, męska dłoń, zakryła jej usta, muskularne ramię objęło i unieruchomiło.
– Cicho! – wyszeptał ten ktoś. – Nie zrobię ci krzywdy.
Jednak wbrew temu zapewnieniu jej umysł zalała fala paniki. Chociaż jednego była pewna. To nie był ani Danjal, ani żaden z jego siepaczy. Tylko w takim razie kto?
– To jakieś tajemne przejście? – wyszeptał nieznajomy. Udało jej się delikatnie zaprzeczyć ruchem głowy. – No dobrze. Puszczę cię, ale nie krzycz. Jeśli zaczniesz będę zmuszony dość brutalnie cię uciszyć. Zrozumiałaś?
Kolejny ruch głowy, tym razem w pionie. Zabrał rękę z jej ust, ale wyczuwała jego napięcie. Jak najszybciej chciała wyjaśnić, że wołanie o pomoc, jest ostatnią rzeczą, jaką chciałaby zrobić.
– Kryjówka – powiedziała cicho, po czym odchrząknęła. – Moja jedyna droga ucieczki.
Odwróciła się. Naprzeciwko stał wysoki, smukły mężczyzna. Chociaż nie mogła dostrzec wszystkich szczegółów, zauważyła półdługie srebrzyste włosy, oczy o tym samym odcieniu, trójkątną twarz o ostrym podbródku, wąskie wargi. Bardzo nietypowe, pomyślała zaskoczona.

niedziela, 8 stycznia 2017

Dzieło sztuki (V)

Wyjątkowo elektryzujący kawałek - https://www.youtube.com/watch?v=Hu9r5v7IgRo. Od 4;44 prawdziwy rarytas. Gdyby jeszcze ten dj nie gadał...
To plus padający śnieg (bo w momencie gdy dodaję post, akurat pada), ciepła aromatyczna herbata, cisza, spokój, śpiące maleństwo w łóżeczku, drugi skarb w pokoju obok... Więcej takich chwil!!! Wyncej!!!!!! 
A! Zapomniałam o grzesznej konsumpcji pierniczków ;-)

           Dzieło sztuki (V)
Milczał, ale niezakłopotany, lecz zdumiony moją szczerością. Przestał być nawet tak nieznośnie wyniosły.
– Zaskoczyłaś mnie – odezwał się w końcu niechętnym tonem. – Sądziłem, że jesteś płytką babą, która za wszelką cenę usiłuje złapać jakiegoś biedaka, aby zawlec go przed ołtarz. A kiedy jej się to nie udaje, pluje jadem i bluzga przekleństwami.
– Kiepskie wrażenie na tobie wywarłam. Chociaż zdaje się nie przeklinam?
– Nie, ty akurat nie – wyprostował się, z uwagą patrząc w moje oczy. – A to były bardzo piękne słowa, chociaż nie jestem właściwą osobą, aby je docenić.
– Pewnie nie. Zresztą normalnie nie rozmawiam z ludźmi w ten sposób.
– Czyli szczerze?
– Ludzie rzadko kiedy chcą szczerości. A powodem mojej musi być reszta bąbelków z szampana – zażartowałam. Trochę było mi głupio, bo w końcu otwarłam się przed kompletnie obcym facetem. Który zrobił coś bardzo nieoczekiwanego. Ujął moją dłoń w obie ręce i podniósł ją do ust. Delikatnie pocałował, pieszcząc koniuszkami palców i nie spuszczając wzroku z mojej zarumienionej twarzy. A ja zmieszałam się do tego stopnia, że wyrwałam ją z jego uścisku.
– Muszę… muszę do łazienki – zełgałam na poczekaniu.