sobota, 18 lutego 2017

Do piekła i z powrotem (V)

Na dobry koniec dnia...

            Do piekła i z powrotem (V)
Zamilkli. Daria popijała kawę, a mężczyzna siedział, postukując w blat palcami. Wyglądał na zaniepokojonego, chociaż nie było w nim widać strachu.
– Powiesz coś w końcu?
– Musimy to sprawdzić. Jeżeli mówisz prawdę… – zmarszczył czoło. – To sytuacja przedstawia się nieciekawie.
– Na co mu mój brat?
– Nie wiem. Ale to on jest narażony na podwójne niebezpieczeństwo.
Miał rację. Cały szkopuł tkwił w tym, że chociaż byli bliźniętami, to Daria odziedziczyła jednak sporo po ojcu, podczas gdy jej brat był tak zwyczajnie ludzki, że aż zbierało się na mdłości. Gdyby Davyan go dorwał, nie miałby żadnych szans.
– Musimy go ukryć – powiedział Aleksander, jakby odgadując jej myśli. – Skoro wie o tobie, to kwestia czasu i to dość krótkiego, żeby dowiedział się o Aleksie. W zasadzie od razu powinnaś przyjść z tym do mnie. Gdzie jest twój brat?
– Pochrapuje na górze, aż kołdrę podwiewa pod sufit – mruknęła.
– Idź po niego. Niech się spakuje.
– Nie będzie zadowolony. Jutro ma randkę.
– Mam gdzieś jego zadowolenie. Tu chodzi nie tylko o jego życie. Mają jakiś plan i muszę się dowiedzieć jaki.
– Może ja bym mogła…
– Nie! – Aż uniósł głos. – Nie mieszaj się w to. Trzymaj się od niego z daleka, a w razie czego, masz mnie wezwać.
Z daleka? rozmyślała buntowniczo Daria, pukając do sypialni brata. Jeszcze czego! Taka okazja może się nie powtórzyć. Prawdziwy demon, z krwi i kości, niebezpieczny, podniecający i… Westchnęła. Z taaakkkiiimmm sprzętem! A ona miałaby odpuścić? Nigdy w życiu.
– Wstawaj! – Potrząsnęła ramieniem śpiącego chłopaka. – Na dole czeka na ciebie Aleksander. I chyba ma ważny interes.
***
Z ponurą miną spoglądał na pobojowisko w kuchni. Zresztą, cały dom wyglądał podobnie. Nie, żeby się tym przejmował, ale właśnie przed chwilą przez przypadek roztrzaskał ostatnią butelkę wódki.
– Do stu czartów! – wysyczał. Trudno, będzie musiał ruszyć dupsko i udać się do najbliższego sklepu. Akurat to go nie martwiło, ale nie cierpiał zmiany postaci. Dużo lepiej czuł się w swojej własnej skórze, niż jako ten podstarzały mięczak. Tylko ostatnie rozkazy brzmiały niezwykle jasno – żadnych wędrówek jako demon.

piątek, 17 lutego 2017

Uzurpator (całość) - treść płatna

Zgodnie z obietnicą podaję poniżej link do całości.
Ze względów technicznych płatność TYLKO PRZELEWEM! Proszę nie wysyłać smsów, bo chociaż jest na nie rubryka, to usługa nie jest aktywna.

czwartek, 16 lutego 2017

Uzurpator (IX) - treść płatna

Bardzo długi, soczysty kawałek. Głównie dlatego, że obiecałam osiem lub dziewięć części i już nie chciałam tego zmieniać. Powiem wam, że to jedno z moich najdłuższych opowiadań, a jeśli bym się postarała, rozwinęła poboczne wątki, to urosłoby i do trzy tomowej sagi. Kto wie, może się kiedyś to pokuszę? ;-)

           Uzurpator (IX)
Z hukiem trzasnęły drzwi. Odwróciła głowę i spojrzała prosto w rozszerzone wściekłością oczy bestii. Nie były już czarne, a żółte, w kolorze siarki. Źrenice zwęziły, lecz nie tak jak ludzkie. Teraz przypominały dwie, wąskie, pionowe szparki.
I nagle zrozumiała, dlaczego patrząc na Danjala, wciąż przychodziło jej do głowy podobieństwo z Selimem. Dlaczego obaj górowali nad nią fizycznie, dlaczego obaj ją pociągali. A ostatnie słowa Selima? To właśnie chciał jej wtedy powiedzieć. On wiedział, wiedział kim naprawdę jest Danjal.
– Jesteś demonem? – spytała zaskoczona. Była tak bardzo zdumiona, że przestała się nawet bać. W zasadzie w ogóle się nie bała. Całkowicie zobojętniała na to, co się może wydarzyć.
– Doigrałaś się! – wysyczał tak zimnym głosem, aż się wzdrygnęła.
– Nie. Odpłaciłam pięknym za nadobne. Zresztą nie przypuszczam, żeby dla tych ludzi miało to aż takie znaczenie.
Podszedł bliżej niż na wyciągnięcie ręki. Wstała, unosząc dumnie głowę. Nie potrafiła jednak stłumić swej fascynacji. Kolejny demon! Czyżby aż tylu krążyło ich po świecie ludzi, maskując się tak znakomicie jak on? Całkiem prawdopodobnie. I wtedy przypomniała sobie pewne wydarzenie. Zieloną poświatę, gdy przesunął dłonią po kamiennej ścianie. I bursztynową.

wtorek, 14 lutego 2017

Do piekła i z powrotem (IV)


           Do piekła i z powrotem (IV)
– Davyan. – Całkiem zapomniał, że nie powinien zdradzać własnej tożsamości. Gapił się tylko na jej krągły tyłeczek, opięty elastycznymi dżinsami, czując, że za chwilę eksploduje. Nie odrywając wzorku od tych wspaniałości, szedł za nią aż do wyjścia. Dopiero tam Daria odwróciła się, to zamarła w bezruchu, a jej policzki momentalnie pokryły się purpurą. Nic dziwnego. Ogromny, gruby i sterczący członek, to dość niecodzienny widok. Nie przywykła do takich rzeczy. Spojrzała wyżej i wtedy napotkała zamglone, pełne zwierzęcej chuci spojrzenie. I zrozumiała, że nie powinna zostawać tu ani sekundy dłużej.
– Do zobaczenia jutro – wyjąkała, wycofując się na zewnątrz. Demon podążył za nią, ani trochę nie przejmując się panującym chłodem.
– Nie! – wrzasnął z wściekłością, rzucając pustą butelką, która roztrzaskała się o nieco przekrzywiony płot. Chciał jej dopaść jednym susem, ale dziewczyna była szybsza. Ruszyła przed siebie ostrym sprintem. Wiedziała, że nie jest w stanie mu uciec, ale miała przynajmniej nadzieję, że nie będzie za nią ganiał ze sterczącym kutasem na wierzchu. Słuszną, bo kiedy się w końcu obejrzała, Davyan stał pośrodku pustego pola, onanizując się energicznymi ruchami.
– Te demony to jednak są zboczone – mruknęła, ponownie czerwona z zakłopotania. Ciekawe czy ojciec też taki był? Trochę dziwne było rozmyślać w tym kontekście o własnych rodzicach, ale nie potrafiła nad tym zapanować. A gdy dotarła do leśniczówki, nie weszła od razu do środka. Oparła się plecami i drewniany słup i usiłując uspokoić oddech, pomyślała, że Davyan się jej spodobał. Niedobrze, bardzo niedobrze. Tylko co mogła na to poradzić?
– Demon, morderca, a na dodatek cholera wie, jakie ma zamiary. Oszalałaś kretynko! Całkiem oszalałaś!

poniedziałek, 13 lutego 2017

Pałka (II) - treść płatna

Po raz kolejny wspólne opowiadanie czyli babeczka & mikakamka zapraszają. Tym razem nie w całości, a w częściach. Całość będzie dostępna na końcu. Linki do opowiadania w zakładce po lewej - kto ma wersję na telefon, musi zmienić na wersję na komputer, inaczej ich nie znajdzie.

            Pałka (II)
Rozdział 3 - Kaśka
Rano miałam problem z otwarciem oczu. Powieki jakby skleiły się, nie chcąc wpuścić do mózgu obrazu poranka. Gdy w końcu udała mi się ta sztuka, okazało się, że nie potrafię unieść głowy.
Ile ja tego cholernego wina wypiłam? I dlaczego? Bo mi facet w oko wpadł?!
A no tak, robiłam sobie rachunek sumienia i doszłam do wniosku, że marna ze mnie kobieta. Bez porządnego związku na koncie, bez perspektyw na coś konkretnego. Najgorszym okazało się jednak to, że przez ostatnie lata czułam się ogarniętą, samowystarczalną kobietą. Byłam święcie przekonana o braku potrzeb względem mężczyzn. Nie tęskniłam, nie pragnęłam, a popęd załatwiałam „Panem Żelkiem” na baterie, który mieszkał w szufladzie pod łóżkiem. Zakopany w zapasowych poszewkach, pod awaryjnymi kołdrami czekał na moment, gdy najdzie mnie chcica. Nachodziła coraz rzadziej więc doszłam do wniosku, że minął mój czas rozpłodowy, więc i potrzeby maleją.
I tak oto zgrabny zadek pana policjanta zaburzył mi spokój hormonalny, doprowadził do upicia się, w dodatku na smutno.