piątek, 19 sierpnia 2016

Dużo zmian... nas czeka :-)

Witajcie kochani!
Wiem, że z niecierpliwością czekacie na kolejny kawałek tekstu, ale niestety bardzo rzadko siadam ostatnio przed kompem. Powodem są codzienne bóle głowy, których nie mogę się pozbyć, nawet przy pomocy tabletek, których i tak za wiele nie mogę łykać :( Najpierw myślałam, że to migrena, ale jednak chyba coś poważniejszego.
Jadę pojutrze nad morze i podjęłam rewolucyjną decyzję, że nie zabieram ze sobą komputera. Detoks... Po powrocie czeka mnie w pierwszej kolejności wizyta u okulisty, a jak to nie pomoże, to i u kilku innych specjalistów. Na razie wróciłam do pisania ręcznego, przy tym tak się wzrok nie męczy. Gdybym tak nie gryzmoliła, to pewnie dałabym tekst w postaci skanów :-)
A tak w ogóle dużoooo zmian nas czeka, chociaż nie zdradzę na razie o co chodzi ;-) Pozytywnych zmian oczywiście. Musi mi tylko wystarczyć sił do ich realizacji i w tym celu mam zamiar zapisać się na coś relaksującego. Czyli naukę gry na fortepianie ;-) Serio.  Brałam pod uwagę basen czy jogę, ale to muzyka najlepiej działa na mnie terapeutyczne. Będę też motywować tym moją córcię, bo w tym roku wchodzi jej do programu drugi instrument - fortepian. 
Dziś tylko tyle, za to pod koniec przyszłego tygodnia spodziewajcie się nowego kawałka, bo mam nadzieję, że jak wrócę, to od razu ruszę może nie z kopyta, ale przynajmniej z jednym postem tygodniowo :D

wtorek, 9 sierpnia 2016

Uwikłani (III)

Kochani! Żyję, nic mi się nie stało, nie wyjechałam na wakacje, nie porzuciłam Was na dobre ;-) Z wakacjami to akurat szkoda, bo kilka dni oderwania od codzienności, to jest to, czego teraz potrzebuję najbardziej. Zresztą zapowiadałam, że może być krucho z nowymi postami, bo jadę na rezerwie rezerwy. Naprawdę wierzę, że po kilkudniowym pobycie nad morzem to się zmieni i ruszę do pisania z nowymi siłami. Teraz też tylko daję nowy kawałek i idę spać. Po dwóch dobach nieustannej migreny, na którą tabletki gówno pomogły, marzę jedynie o łóżku. Na szczęście migrena ustąpiła, ale i tak muszę w trybie przyspieszonym do lekarza, bo nie da się żyć, jak to paskudztwo dopada człowieka raz na tydzień... A jak kiedyś czytałam o migrenie, to się podśmiechiwałam, że to taka fanaberia. To chyba kara boska za te kpiny...

link do części II - klik 

            Uwikłani (III)
Leniwie przeciągnęła się, dopiero potem otworzyła oczy.
Była sama. Usnęła po cudownym seksie, a teraz znów była sama. Wolna. Leżała na łóżku naga, niedbale przykryta skrawkiem pościeli. Kajdany, które jeszcze wczoraj krępowały jej nadgarstki, leżały porzucone w kącie. Za oknem widać było nowy, pełen słońca dzień.
Przeciągnęła się rozkosznie, przywołując w pamięci poprzedni wieczór. Rozmasowała odrobinę zdrętwiałe ramiona, zastanawiając się, gdzie zniknął jej towarzysz. Tak naprawdę niewiele wiedziała o tych odmieńcach. Byli inni, niebezpieczni, szaleni. A może jednak to nie do końca była prawda? Ten… On nie wyglądał na potwora. Owszem, był oschły, brutalny, tajemniczy, ale nie zrobił jej krzywdy. No właśnie, tutaj tkwił problem. Nie zrobił niczego, czego ona sama by nie chciała. Czy myślałaby w ten sposób o gwałcicielu, który dwukrotnie wziąłby ją siłą? Bynajmniej.

środa, 27 lipca 2016

Uwikłani (II)

Zaczynamy od krótszego.

link do części I - klik

           Uwikłani (II)
Siedziała skulona w kącie. Skrępowana, oczekiwała na przybycie swego oprawcy. Choć nie, to nie było właściwe słowo. Jednak jakie nim było? Wzruszyła ramionami, sącząc ostatnie krople wody z butelki, którą zostawił. Gdy wyszła wczoraj z łazienki, zabronił jej się ubrać. Pod ścianę, na przybrudzony materac, który pojawił się nie wiadomo skąd, rzucił koc i poduszkę. Potem ją skrępował. Przykuł łańcuchem do metalowej rury biegnącej wzdłuż ściany, pozostawiając minimum swobody. I poszedł spać. Ona również poczuła się znużona, a kiedy ocknęła się rankiem, była już sama. Obok stała butelka wody, talerz z jedzeniem i wiadro. Zarumieniła się ze wstydu, bez trudu odgadując jego przeznaczenie.
Czas wlókł się niemiłosiernie. Na samym początku próbowała się uwolnić. Nadaremnie. Później analizowała wygląd pomieszczenia, starając się nie myśleć o jego właścicielu. Zastanawiała się czy w związku z zaginięciem ich grupy, zorganizowano akcję ratunkową. I czy jeszcze ktoś prócz niej przeżył. Teren miał być czysty, rekonesans krótki, zapoznawczy. Nie wiadomo skąd pojawili się oni. Pamiętała że kilka osób zginęło na miejscu. Może komuś udało się dotrzeć do śmigłowca? Wątpiła. Oni byli szybsi, kilkakrotnie silniejsi, bezlitośni. Kilkunastoosobowa grupa złożona z jednego naukowca i wystraszonych pierwszym wypadem w teren studentów, nie miała żadnych szans. Nawet z eskortą dwóch żołnierzy, którzy mieli ich chronić.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Pewnego dnia, w innym miejscu (XII)

Zaparłam się, że dziś nie odpuszczę i skończę to opowiadanie. Jest prawie druga w nocy i dopięłam swego :) Przyznam że bardzo długo głowiłam się nad zakończeniem, aby nie zepsuć tej "wisienki na torcie". W końcu pozostałam przy wersji pierwotnej, napisanej niemal na samym początku, odpowiednio ją modyfikując. Wasze opinie mile widziane. Jak zawsze :-D

link do części XI - klik 

            Pewnego dnia, w innym miejscu (XII) - zakończenie
– A teraz wiesz? Sądzisz że wiesz? – zadrwił, odzyskując pewność siebie. Z wściekłością ukąsił ją w szyję. Tym razem krzyknęła z bólu. I nagle zrozumiała, że nie powstrzyma jego pożądania. Nie zapanuje nad tym, nad czym on sam nie potrafił zapanować. Gorzej, nie będzie umiała zapanować nawet nad własnym ciałem.
– Zabierz mnie stąd – poprosiła po raz kolejny. Miała rozpaczliwą nadzieję, że wysłucha jej prośby. Wiedziała że za moment zacznie się krwawe przedstawienie i ta myśl przyprawiała ją o prawdziwy obłęd. Nie chciała i nie mogła na to patrzeć.
– Nie! – syknął. – Chcę cię mieć tu i teraz, patrząc na… – niespodziewanie przerwał, unosząc głowę. Na jego twarzy pojawiło się skupienie, jakby czegoś nasłuchiwał. Potem gwałtownym ruchem zakrył jej usta dłonią. – Ani drgnij! – rozkazał szeptem.

środa, 20 lipca 2016

Już wróciłam :)

Siedzę właśnie i szlifuję ostatni kawałek tekstu, więc będzie jeszcze w tym tygodniu. Dopadła mnie moja stara znajoma, migrena i czuję się jak na porządnym kacu. Dziwnie tak, nie piłam, a świat wiruje ;-) Zna ktoś jakieś domowe sposoby na migrenę? Na szczęście starsza pociecha na wakacjach z dziadkami, to mam odrobinę więcej luzu. Małemu wystarczy podstawić odkurzacz, na bite pół godziny spokój. Wyobraźcie sobie takiego małego gzuba szorującego długą rurą po podłodze. Jakbym włączyła ustrojostwo to kwestię odkurzania miałabym z głowy. Mam nadzieję że z tego nie wyrośnie ;-) 
Oki, wracam do tekstu.
Buziaki

PS. Nie wypaliłam się, nic z tych rzeczy. Po prostu nawet jeśli chciałabym pisać, to nie mam kiedy. Co z tego, że paluszki świerzbią :(