czwartek, 20 kwietnia 2017

Do piekła i z powrotem (XIX) - zakończenie

Powiem Wam tylko, że w planach na święta nie miałam anginy... Ciężkie święta, szkoda gadać. W każdym razie do końca tygodnia raczej nie będzie niczego, bo muszę nadrobić braki w wielu dziedzinach. Takie pranie to za chwilę zacznę liczyć w tonach ;-))
Do "zobaczenia" więc w przyszłym tygodniu. A Davyana i Darię wykańczamy, zresztą end był już napisany od dawna i tylko czekał na połączenie z resztą tekstu. Taki mój stary sposób pisania... :-D
Babeczka

           Do piekła i z powrotem (XIX)
– Obudź się śpiochu. – Ciepły oddech pieścił jego ucho, a seksowny tembr głosu pobudzał. – Pora wstać!
Mruknął coś niewyraźnie i usiadł. Tuż obok miał Omenę, półnagą i chętną. Ale wcale nie miał na nią ochoty.
– Długo? – spytał ziewając.
– Prawie dwanaście godzin. Ale poradziliśmy sobie bez ciebie i…
– Jak to poradziliście? – błyskawicznie otrzeźwiał. – W czym?
– Gracjan znalazł odpowiedniego człowieka. Teraz wystarczy że…
– Nie! – wrzasnął, wyskakując z łóżka. Czarownica zmarszczyła z niezadowoleniem brwi. – Sam to zrobię – dodał szybko.
– Nie powinieneś. To ma być męski potomek jednego demona, nie dwóch.
– Miałem na myśli jej pojmanie – mruknął Davyan, drapiąc się po brodzie. – Resztę zostawię wam.
– No nie wiem – wstała, przyglądając mu się z powątpiewaniem. – Dziwnie się zachowujesz od powrotu. Nie zakochałeś się, aby w tej dziewczynie?
Mało brakowało, a ukatrupiłby cholerną czarownicę na miejscu. Głównie dlatego, że tak trafnie zgadła. W zamian za to, chwycił ją za gardło i brutalnie przycisnął do ściany.
– Podłe insynuacje! – wysyczał. – Macie nie wchodzić mi w drogę, zrozumiano?
– Zapomniałeś, że jesteśmy po tej samej stornie? – wychrypiała, z trudem łapiąc powietrze. – Pamiętaj, co przysięgałeś swojemu ojcu.
– Ja tu ustalam zasady. Też to sobie zapamiętaj! – Jeszcze mocniej zacisnął palce, a potem niespodziewanie poluzował uchwyt. Ziewnął obojętnie, nie zwracając uwagi na kobietę o poczerwieniałej twarzy. – Jest coś do jedzenia?
– Jest. W kuchni.

piątek, 14 kwietnia 2017

Recydywista (III) - treść płatna

Dziś to, a na świąteczny weekend zakończenie Do piekła i z powrotem :-)

            Recydywista (III)
Poszedł. W milczeniu wdrapał się na ostatnie piętro kamienicy, w zasadzie już poddasze. Mieszkanko było niezwykle przestronne. Salon połączony z kuchnią, całkiem duża łazienka i dwie sypialnie, po jednej dla każdej z dziewczyn. Lidia szybko przebrała się w dres, zastawiła wodę na herbatę i wtedy zabrała się za niego.
– Zdejmij koszulkę – rozkazała.
– Po co? – spojrzał na nią posępnie spod opuszczonej głowy.
– Jest cała mokra. I brudna – dźgnęła go palcem w pierś. – Wrzucę do pralki i za godzinę będzie sucha i czysta. No dalej!
Zdjął. Z kwaśną miną pomyślał, że słuchanie jej poleceń zaczyna mu wchodzić w krew. Dobrze że nie upierała się przy spodniach.
– To ten wąż? – spytała zafascynowana, dotykając palcami tatuażu na po lewej stronie.
Skinął głową, obserwując ją coraz bardziej zamglonym wzrokiem. Miała takie delikatne dłonie. Pachniała deszczem i czymś ulotnym, czego nie potrafił zidentyfikować.
– Mówiłeś, że czaszka z piszczelami oznacza mordercę. A co oznacza wąż?
– Zemstę.
– Zemstę? – zmarszczyła brwi. – Na kim się mściłeś?
– Na nikim. Zemstę dokonaną oznacza wąż oplatający sztylet.
– Czyli jeszcze jej nie wykonałeś? Dobrze to rozumiem? – dopytywała się dalej, jednocześnie wciąż pieszcząc skórę na jego piersi.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Recydywista (II) - treść płatna


           Recydywista (II)
– Przepuścisz mnie?
– A co za to dostanę? – spytał ze śmiechem.
– Raczej czego nie dostaniesz – rozległ się za jego plecami głos pełen sarkazmu. Zza zielonej kurtyny wyłoniła się potężna sylwetka Tymoteusza. Twarz miał spokojną, ale spojrzenie pełne tłumionego gniewu.
– Matka cię szuka – zwrócił się do znieruchomiałej dziewczyny. Lidia skinęła głową i szybko zniknęła. Lecz gdy Szymon chciał pójść w jej ślady, silna dłoń zacisnęła się na jego ramieniu.
– Skrzywdź ją, a cię zabiję. – Drgnął, odwracając się i posyłając kose spojrzenie starszemu mężczyźnie.
– Dlaczego miałbym ją krzywdzić? – spytał krótko.
– Twój brat jest dla mnie jak rodzina. Ty nie. Tylko ze względu na niego, zgodziłem się, abyś mógł się tutaj dzisiaj zjawić.
– Nie wierzysz w moc resocjalizacji? – zakpił Szymon, macając się po kieszeniach i wyciągając papierosy. – Po cholerę miałbym mścić się za własne błędy i to jeszcze na twoich dzieciach? Odbiło ci czy co?
– Doskonale pamiętam, co mi powiedziałeś po rozprawie. Czyżbyś zmienił zdanie?
– Tak.
Tymoteusz nie odpowiedział, mrużąc oczy. Szczerze mówiąc, to już żałował, że uległ prośbie przyjaciela. Mariusz też lepiej by zrobił, pozbywając się ukochanego braciszka z domu. Ten mężczyzna był niebezpieczny, potrafił wpaść w niekontrolowany szał. Był zgorzkniały, cyniczny i żądny zemsty. Minęło piętnaście lat i zmienił się, ale na gorsze. Wtedy jego czyny były skutkiem głupoty, obecnie wyrachowania.
– Trzymaj się od mojej córki z daleka – zagroził po raz kolejny.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Do piekła i z powrotem (XVIII)

Powiem szczerze, że chciałam, aby było bardzo, bardzo romantycznie, ale mi nie wyszło, bo oboje rzucili się na siebie kichając na romantyzm ;-)
No i normalnie już myślałam, że tego kawałka dziś nie dodam, bo co chwilę ktoś mi przeszkadzał. Tak, wieczorem też. Mąż ;-) Dlatego tak późno...

            Do piekła i z powrotem (XVIII)
– Kontynuujemy? – wymruczała, drapiąc paznokciami jego pierś. Kołysała się coraz szybciej, czując pod sobą nadal sztywnego i twardego członka. Patrzył na nią błyszczącymi oczyma, palce zacisnął na krągłych biodrach. Szaleństwo wróciło, a kolejna fala pożądania zaćmiła umysł. Mętnie pomyślał, że jego nadzieja, iż gdy nasyci się dziewczyną, będzie mógł ją zabić, była płonna. Więcej, była głupia. Pragnął jej z taką siłą, pożądał tak mocno, że nie potrafił nad sobą zapanować. Chciał się z nią kochać całą wieczność, szybko i brutalnie, wolno i delikatnie, we wszystkich możliwych pozycjach, w najbardziej niezwykłych miejscach. W każdej dostępnej chwili. Chciał ją mieć przy sobie i dla siebie. Chciał ją chronić i chciał widzieć w jej oczach to, co teraz. Całkowicie zapomniał o powodach, dla których się tu znalazł. Czuł smak jej warg, koniuszek języka badający wnętrze jego ust, splatający się z jego językiem w namiętnym, chaotycznym tańcu. Nigdy wcześniej nikogo tak nie całował. Więcej, uważał że pocałunki to bzdura, nic nieznaczący element gry wstępnej.
Lekko się uniosła, a potem bardzo powoli zaczęła nabijać na jego sterczącą męskość. Obserwował z zachwytem, jak jej twarz wykrzywiła się w paroksyzmie rozkoszy przeplatanej bólem. Gdy pochłonęła go ponad połowę, cichutko zajęczała.
– Więcej nie dam rady – wydyszała mu do ucha. – Jesteś za duży.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Recydywista (I) - treść płatna

Jak zwykle pierwsza cześć ma dłuższy bezpłatny wstęp, abyście mogli sami ocenić, czy chcecie dokonać zakupu czy nie. 

         
  Recydywista (I)
Rozejrzał się po swoim starym pokoju. Niewiele się tu zmieniło przez ostatnie szesnaście lat. Ktoś widać dbał, by utrzymać czystość, a jednocześnie niczego nie ruszał. Na biurku leżały pożółkłe gazety, na półce przestarzałe kasety magnetofonowe, w szafie odzież, w którą dawno się już nie mieścił.
Piętnaście lat wycięte z życia, spędzone w więziennym piekle. Mężczyzna pochylił głowę, a w jego oczach ukazała się czysta, nietajona nienawiść. Odliczał dni, czekając na wolność, obmyślając coraz to nowsze plany zemsty, ale dopiero teraz, stojąc w nieco zakurzonym pokoju zrozumiał, jak wiele mu odebrano. Nieważne, że zasądzony wyrok był jak najbardziej słuszny. Zdradzili go ludzie, którym bezgranicznie ufał.
– I jak? Zadomowiłeś się? – Za jego plecami rozległ się głos starszego brata.
– Powiedzmy – odparł lakonicznie. – To pokój chłopca.
– Nie przesadzaj, miałeś dwadzieścia jeden lat.
– Miałem – przytaknął, otwierając szufladę biurka. Tak jak się tego spodziewał, znalazł tam luźną kartkę, niedokończony list do dziewczyny, o której już dawno zapomniał. Zgniótł go, a potem wyrzucił do stojącego nieopodal kosza. Po krótkim namyśle to samo zrobił z pozostałą zawartością szuflady. Nic co przypominało o życiu sprzed odsiadki nie było ważne.
– Mów jeśli będziesz czegoś potrzebował. – Brat wycofał się z pokoju, zamykając drzwi.
Szymon uśmiechnął się ponuro. To czego chciał, był zmuszony zdobyć sam. A pragnął jedynie zemsty. Miał zaplanowanych kilka różnych wariantów, w zależności od sytuacji. Tym razem nie da się złapać, niczego nie zawali. Nikomu nie zaufa.
– Piętnaście cholernych lat! – wysyczał, zaciskając dłonie w pięści. – Ja ci obłudny skurwielu jeszcze pokażę!