poniedziałek, 26 czerwca 2017

Transakcja (VII) - treść płatna

Jestem zaskoczona, bo dawno żadne opowiadanie, płatne czy bezpłatne nie wzbudziło tylu waszych emocji...    

           Transakcja (VII)
Poniedziałek i wtorek upłynęły w miarę spokojnie. Sebastian nie dawał znaku życia, więc Iza nieco ochłonęła. Z drugiej strony robiła wszystko, aby o nim nie myśleć. Tylko raz pofolgowała swoim marzeniom, a zaraz potem musiała to samo zrobić z ciałem. I trzeba przyznać, że chyba jeszcze nigdy samozaspokojenie nie dało jej takiej rozkoszy. Gnębiona wyrzutami sumienia, oraz dziwną radością rozpierającą ją od środka, nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Nawet wyrzuty czynione przez bliższą czy dalsza rodzinę, która nagle została postawiona przed faktem dokonanym, mało ją obeszły. Za to jak pomyślała o Elizie… Zęby same zaczynały jej zgrzytać.
W środę zadzwonił Adam, prosząc, aby stawiła się u notariusza. Miał przy tym bardzo dziwny głos. Zadbała o każdy szczegół swego wyglądu, lecz wszystko to poszło na marne, bo Sebastian się nie pojawił.
Za to w czwartek…
– Gotowa? – spytał, gdy tylko otworzyła drzwi.
– Do czego?
– Jesteśmy umówieni z księdzem.
– W dupę mnie pocałuj – odparła opryskliwie. Wyjątkowo miała ochotę na bycie niegrzeczną, wręcz chamską.
– Nie prowokuj mnie. – Jego oczy momentalnie pociemniały. – Bo przelecę cię w korytarzu, bez względu na wszystko.
Iza godnie się nadęła, lecz tak naprawdę nie powinna, bo wczoraj podpisała cyrograf z zawartym w nim warunkiem ślubu kościelnego.

Ja, Baba! (X)

           Ja, Baba! (X)
Lena
W żadnym turnieju nie wzięłam udziału. Po niespokojnej nocy byłam podenerwowana i poirytowana. Wsiadłam więc na konia i chociaż udałam się w stronę placu pełnego kramów i ludzi, ominęłam to całe zbiegowisko łukiem i wjechałam w las. Poszukałam sobie ustronnego miejsca, gdzie zamierzałam to wszystko dobrze sobie przemyśleć.
Gwain odpadał. Był sympatyczny, a jego celne riposty oraz spostrzeżenia szalenie mnie bawiły, ale szczerze mówiąc nie czułam się przy nim jak kobieta. Bardziej jak kumpel.
Lancelot… Tutaj miałam spory problem, bo do złotowłosego gburka żywiłam wyraźną słabość. Owszem, irytował mnie, wkurzał, lecz jednocześnie intrygował. No i szalenie byłam ciekawa, czy to o impotencji, to prawda?
Za to Mordred… To był mój prawdziwy problem. Ciągnęło mnie do niego z niesłychaną siłą, lecz dopiero wczoraj dowiedziałam się, że sporo tej siły przyciągania zawdzięczał czarom. Najbardziej fascynujący mężczyzna miałby być wytworem magii? Cholera, cholera i jeszcze raz cholera! Dość długo zżymałam się na tę myśl. Potem jednak wrodzona przekora dała o sobie znać i postanowiłam działać. Na początek musiałam jednak obmyślić podstępny plan. Albo wykąpać się, bo panował dziś wściekły upał. Powinnam znaleźć jakieś ustronne jeziorko… Tknięta tą ożywczą myślą, wsiadłam na konia i zadumałam się. W końcu pełna niezadowolenia, zawróciłam i po chwili znalazłam się wśród głośnego, i co tu dużo mówić, również śmierdzącego tłumu. Odszukałam wzrokiem Lancelota, który właśnie wychylał dzban wina i zeskoczyłam z siodła. Cierpliwie poczekałam, aż skończy pić, a potem do niego podeszłam.

piątek, 23 czerwca 2017

Transakcja (VI)

Tera będę Wam winna dwie baby pod rząd :-) Normalnie bym tak szybko nie dodawała płatnej, ale dawno nie miałam tylu komentarzy z prośbą o więcej.
Poza tym burza idzie, fajnie!

           Transakcja (VI)
Najbardziej bała się reakcji rodziny. Lecz przecież nie mogła ukrywać przed nimi faktu zamążpójścia. Oczywiście, na samym początku rodzice się wzruszyli, rodzeństwo zdziwiło, ale wszyscy byli pewni, że to Kuba się oświadczył. Iza musiała więc głęboko odetchnąć, po czym rzuciła swą bombę.
– Jak to za tydzień? – biadoliła jej mama. – Nawet go nie znamy, a ty chcesz za niego wyjść i to tak szybko?
– Powiedzmy, że decydują o tym względy biznesowe – oparła ostrożnie Iza. – Poza tym, będziecie mieli dużo czasu, aby go poznać.
– Jak w tydzień mamy zorganizować wesele? Suknię? Księdza? Całkiem oszalałaś dziewczyno!
– Mamo! – Iza starała się przekrzyczeć gwar wokół niej. – To będzie ślub cywilny. W gronie najbliższej rodziny.
– Nie jesteś aby w ciąży? – siostra zerknęła na nią podejrzliwie.
– Nie. Jeszcze ze sobą… No wiecie – zarumieniła się, bo przed oczyma stanęła jej scena z samochodu. – Zapylenie chyba odpada, więc nie jestem w ciąży.
Po godzinie sytuacja uspokoiła się na tyle, że Iza mogła w końcu odetchnąć. Nie na długo, bo ktoś zaczął natarczywie dobijać się do drzwi wejściowych.
– Sebastian? – powiedziała zdumiona na widok wysokiego mężczyzny z ogromnym bukietem kwiatów, na dodatek w garniturze i pod krawatem.  – Co ty tu…

czwartek, 22 czerwca 2017

Ja, Baba! (IX)

Miało być zaraz po Transakcji, ale mi się Mały obudził i potem zasnęłam razem z nim :-)

            Ja, Baba! (IX)
Ginewra
Omdlenie wytłumaczyłam upałem oraz zmęczeniem. Całkiem jak za dawnych czasów. Nieznajomy zniknął, zanim zdążyłam odzyskać przytomność, więc teraz siedziałam na stołku, przeklinając własną głupotę.
– Proszę, woda. Może faktycznie powinienem zabrać cie do szpitala? – powiedział zafrasowany Mateusz. – Wyglądasz na zdrową, lecz zdrowe kobiety nie mdleją ot tak, bez powodu.
W moich czasach mdleją, pomyślałam, ale nie odezwałam się ani słowem.
– To był twój druh? – spytałam ostrożnie.
– Druh? Nie, kolega z pracy.
– Z pracy? Jakiej?
– Jestem lekarzem. Leczę złamane paluszki i odrapane kolanka – zażartował.
– Medykiem?
– Można tak powiedzieć, chociaż już nikt nie stosuje tego terminu. Alan przywiózł mi z pracy teczkę z dokumentami. Normalnie bym go zatrzymał na kolacji, ale musze się zając tobą. I nie czynię z tego powodu żadnych wyrzutów – uniósł w górę obie dłonie.
– Wydaje mi się, że go znam – powiedziałam podstępnie. – Tylko nie mogę skojarzyć gdzie i kiedy go spotkałam. Coś mi majaczy, że był wtedy z żoną…
– Z żoną? – Mateusz zrobił dziwną minę. – Wiesz, to by było raczej dziwne. Chyba się pomyliłaś.

środa, 21 czerwca 2017

Transakcja (V)

 Ponieważ wiele osób prosi o dalszy ciąg, dziś dodam dwa posty. Drugi będzie za chwilę z babą :-)  

          Transakcja (V)
Wszystkie jej pomysły wzięły w łeb, gdy znalazła się przy stoliku, gdzie siedziały już trzy osoby. Po pierwsze, cioteczka nie była wcale słodka. Była podstarzałą raszplą, o haczykowatym nosie, świdrującym spojrzeniu i wyraźnie sztucznej szczęce. Obwieszona precjozami, w eleganckiej garsonce Chanel, wbiła w nią zimny wzrok, jednocześnie wykrzywiając usta. Jakby właśnie zjadła coś wyjątkowo niesmacznego. Za to Eliza wyglądała jak marzenie. Była tak idealna, że znakomite samopoczucie Izy błyskawicznie się ulotniło. Znów czuła się szarą myszką, zasiadającą wśród rodziny lwów.
– To ona? – Staruszka odezwała się skrzekliwym głosem. Widać było, że niewiele jej brakuje, aby przenieść się na tamten świat.
– Tak – głos Sebastiana był dziwnie opryskliwy, jakby wcale nie zamierzał nadskakiwać upiornie bogatej ciotce. – I ma na imię Iza, nie zapomnij tego sklerotyczko – dodał drwiąco.
– Bezczelny gad – odgryzła mu się cioteczka. – Bo cię wydziedziczę, jak będziesz pyskował!
– Bo się popłaczę z rozpaczy – warknął, po czym prawie siłą posadził Izę na jednym z krzeseł. – Przestań krakać, bo dziewczyna się wystraszy.
– Wystraszyłaś się? – Wyblakłe, świdrujące oczka spoczęły na Izie, która może nie czuła strachu, ale za to osłupienie z pewnością. Te stosunki rodzinne to mieli ho ho!
– Czy chociaż raz możecie zachowywać się normalnie? – odezwał się z rezygnacją Adam. – Jeden wieczór, błagam!
Ciotka i Sebastian zerknęli na siebie ze wstrętem. I wtedy Izę olśniło. Mimo wszystko, oni się lubili! Staranie ukrywali tę swoją sympatię, pod szorstkimi słowami i ocierającym się o chamstwo zachowaniem, ale lubili się. Może nawet podziwiali? Nic dziwnego, bo charakterki zdaje się mieli podobne.
– No dobrze, panny już poznałam. Chociaż zdaje mi się, że powinniście się zamienić – zrzędziła ciotka. – Jestem Klara i tak macie się do mnie zwracać. Zrozumiano?