czwartek, 2 marca 2017

Do piekła i z powrotem (VIII)

W tym tygodniu wyrabiam podwójną normę :-) A tak serio to zaraziłam się od Małego zapaleniem krtani i na nic poza pisaniem nie mam siły.

           Do piekła i z powrotem (VIII)
– Widzę, że nie zdziwiłeś się, kiedy powiedziałam o bracie. Wiedziałeś, prawda?
– Tak.
– Ciekawią mnie twoi sojusznicy. Bo chyba masz jakiś?
– Miałem – wykrzywił usta z goryczą. – Całkiem niezła była z niej wiedźma. To ona mnie tutaj sprowadziła.
– Była?
– Ciężarówka ją potrąciła. No i z czego się śmiejesz? – spytał z wyraźną niechęcią. – Macie przecież takie przysłowie, że nieszczęścia chodzą po ludziach.
– Poza nią nie masz nikogo? – zmieniła temat, z trudem opanowując wesołość.
– Nie.
– Niech zgadnę. Nie możesz wrócić i nie chcesz tu zostać. Słowem, masz przerąbane!
– Coś w tym rodzaju – mruknął, wpatrując się w dno kubka. – Ale to przejściowe kłopoty.
Nie umiał kłamać. Gorzej. Był w tym naprawdę kiepski. Siedział w tym fotelu, taki skulony, ponury, ze smętną miną gapiąc się w nieokreślony punkt. Tak naprawdę to szczerze mu współczuła. Oczywiście, nigdy nie powiedziałaby tego na głos, bo dostałby prawdziwego szału, ale naprawdę to właśnie czuła. Był tu obcy, zupełnie sam, odcięty od miejsca, które nazywał domem.
– Nie możesz znaleźć innej wiedźmy?
– Ta była silna, bardzo silna. Nawet twój druid nie dałby jej rady.
– Niezupełnie mój, ale wiem, o co chodzi. A teraz – podniosła się strzepując niewidzialny pyłek z nogawki spodni – chcesz jeszcze herbaty?

Skinął głową. Wciąż czuł dziwny ciężar w żołądku. Wczorajszy dzień wypadł fatalnie. Kiepski, przynoszący jedynie chwilową ulgę seks. Potem obżarstwo zakończone… Aż się wzdrygnął na samo wspomnienie. Nigdy więcej żadnego ciasta! Jego dieta składała się głównie z mięsa i to surowego, więc niech tak zostanie. Zerknął na wychodzącą dziewczynę. To takie dziwne, że właśnie ona się nim zajęła. Nie bała się, nie panikowała, nie wezwała na pomoc tego parszywca z jego ekipą. Absolutny spokój i nieco rozbawienia. Wykapana matka, pomyślał z niechętnym podziwem. Ona również nie traktowała Darena jak wroga. Gdy uświadomił sobie sens własnych myśli, mało brakowało, a zerwałby się z miejsca i uciekł. Co te baby w sobie miały, że ulegał im każdy demon? Przecież Daridus też musiał się poddać i nie wykonał powierzonego mu zadania.
– To pewnie ten pech – mruknął, kładąc się na łóżku. Nie miał jednak siły na ucieczkę. Czuł się słaby, jakby ktoś wyssał z niego całą energię. Poza tym ta pościel tak pięknie pachniała, a materac był taki wygodny. Herbata przyniosła odrobinę ulgi zbolałemu żołądkowi i w zasadzie Davyan był po prostu zmęczony. Tak po ludzku. Zdawał sobie sprawę, że to nie dobrze, iż w coraz większym stopniu przypomina człowieka, ale w tej chwili miał to głęboko w poważaniu. Chciał się przespać. Potem zerżnąć tę dziewczynę i zrealizować swój szalony plan. Dokładnie w tej kolejności. Najpierw spanie, pomyślał, zamykając oczy. I szybko pogrążył się w czymś w rodzaju letargu, nie czekając na powrót Darii.
Kiedy więc wróciła, Davyan leżał na łóżku, rozciągnięty jak długi, z nosem wtulonym w jaśka i rytmicznie pochrapywał. Odstawiła kubek i położyła się obok, na prawym boku, tak, aby móc obserwować jego twarz. W zasadzie połowę twarzy, tę, której nie zasłaniała poduszka. Patrzyła i tysiące myśli przewijało się przez jej głowę. W końcu powoli uniosła ramię i dotknęła dłonią szorstkiego policzka, pogładziła spocone czoło. Poruszył się, ale nie ocknął. Wymamrotał coś niezrozumiałego, być może w swoim języku, a być może po prostu go nie zrozumiała. Potem palcem wskazującym przesunęła po spierzchniętych wargach.
Jak na demona, który miał doprowadzić do zguby ten świat, wyglądał wyjątkowo niewinnie. Musiał się nieźle struć tym sernikiem, skoro przez cały ten czas ani razu nie zachował się agresywnie. Owszem, wściekał się, ale tylko to.
– I co ja mam z tobą zrobić? – wyszeptała. Zdawała sobie sprawę, że powinna wezwać Aleksandra. Lecz przecież nie teraz. Zrobiłby z biednego demona mokrą plamę, a tego przecież nie chciała. Zresztą, sama nie wiedziała czego chce. Pomyślała o swoich rodzicach i posmutniała. Nie pragnęła ani takiego losu, ani takiej miłości. Przytuliła dłoń do szczupłego policzka Davyana, a potem bardzo ostrożnie się do niego przysunęła i pocałowała rozchylone wargi Sądziła, że nie zareaguje, ale się pomyliła. Leniwym ruchem przyciągnął ją ku sobie i nagle znalazła się na plecach, przygnieciona silnym, męskim ciałem, z ustami, które brutalnie wpijały się w jej wargi. Patrzyła w oczy koloru nieba przed burzą, pełne obcych, na wpół skrywanych pragnień, na kiełkujące w nich pożądanie, na odrobinę zagubienia. Czuła na swej skórze niecierpliwe palce, zdążające prosto do celu. Rozchyliła nogi, a później uniosła je, oplatając jego plecy. I poczuła też… Głośno zajęczała. Pojawiło się całkiem nowe pragnienie, aby znalazł się w jej wnętrzu, aby eksplodował tam w środku i podarował jej rozkosz, której przedsmaku właśnie zakosztowała. Prężyła się i wyginała, paznokciami żłobiąc na skórze demona krwawe pręgi. Pragnęła go z siłą, która ją przerażała, lecz jednocześnie nie potrafiła się jej oprzeć.
Nagle Davyan zamarł, unosząc głowę i usiłując uspokoić oddech.
– Co się stało? – spytała wbrew sobie zaniepokojona.
– Ja… – stęknął. – Muszę do łazienki.
– W takiej chwili? – roześmiała się. – To idź.
Zerwał się i prawie potykając o własne nogi, wypadł z pokoju. Usiadła na łóżku, dziękując siłom wyższym za taką interwencję. Boże! Nie przypuszczała, że tak szybko może skapitulować. Oparła się o wezgłowie i siedziała, patrząc na krajobraz za oknem. Niezbyt długo, bo wkrótce wrócił demon, jeszcze bledszy niż kilka minut temu.
– To najgorsze, co mnie w życiu spotkało – wyjąkał. – Mogę zostać? Nie mam siły…
Nawet nie czekał na odpowiedź. Zwalił się ciężko na łóżko, ale tym razem w taki sposób, że zarył nosem prosto w jej piersi.
– Dobre i to – wymruczał, podczas gdy zaskoczona dziewczyna patrzyła na czubek jego głowy. Poczuła również, jak objął ją w pasie ramionami, po czym znieruchomiał. – Cycki masz cudne. Kiedyś się na nie spuszczę…
Ostatnie słowa były wypowiedziane prawie szeptem.
***
– Ja tu wracam do domu, a ty śpisz sobie z moim przyszłym katem w objęciach! – Alex latał po pokoju, żywo gestykulując. Daria siedziała na kanapie z podwiniętymi nogami i miną pełną winy.
– To po co wracałeś?
– Miałem zabrać jeszcze kilka potrzebnych rzeczy. I co zobaczyłem?! Co?! – grzmiał.
– Gówno – odparła poirytowana. – Chłopak struł się sernikiem, musiałam go poratować.
– Ty chyba całkiem oszalałaś! Struł się?! Demon?! I dlatego wylądował w twoim biuście?
– Chciał się przytulić…
Takiej pełnej niedowierzania grozy, nie widziała nigdy w niczyich oczach.
– Czekaj, czekaj! – Brat pogroził jej pięścią. – Zaraz tu będzie Aleksander. On się z tobą rozprawi.
– Już jestem. Co się stało? – Druid wszedł do salonu, rozpinając płaszcz.
– Ten demon tu był. – Alex oskarżycielsko spojrzał na siostrę.
– I co? Zaatakował Darię? A może ciebie?
– Zaatakował? Akurat! Wiesz, gdzie go znalazłem? W jej łóżku – wskazał palcem na zakłopotaną dziewczynę. – Chrapał wtulony w jej biust.
Druid uniósł brwi w geście zdumienia, ale wcale się nie rozzłościł.
– Samo wyszło – wyrwało się Darii mimo woli. – Za dużo zjadł i nie skończyło się to dla niego za dobrze. Nic mi nie zrobił, nie był w stanie. Przy okazji zdradził, że sprowadziła go tu jakaś wiedźma.
– Kadyia? - spytał po chwili milczenia Aleksander.
– Nie wiem. Nie wymienił imienia.
Nie zdradziła mu, że wiedźma zginęła w wypadku. Nie miała na to ochoty, bo była pewna, że druid zaraz popędzi do chaty profesora, żeby odesłać jej demona tam, skąd przybył. A tego nie chciała. Zresztą, jej? Od kiedy on był „jej”?
– Tylko ona mogłaby złamać moje zaklęcia. Jest potężna, bardzo potężna, To godny przeciwnik – dodał zamyślony. – Ale ty nie powinnaś tak się narażać.
– Tak łatwo mnie nie pokona.
– Pamiętaj, że nie przysłaliby tu byle kogo.
Akurat, powiedziała jej mina, lecz sama Daria konsekwentnie milczała. Nie zamierzała się kłócić. Nie zamierzała również zrezygnować ze swoich planów.
– Teraz powiesz, jaka z niego krwawa bestia, która w każdej chwili może mi przegryź gardło.
– Coś w tym rodzaju. To nie jest grzeczny chłopiec dziewczyno. To demon.
– Wiem – odparła sucho. – Mój ojciec też nim był.
Aleksander pokiwał zrezygnowany głową. Zdawał sobie sprawę, że jej nie przekonał i nie przekona. Była zauroczona Davyanem, chociaż dobrze to maskowała. I była uparta, jak kiedyś jej matka. Najprościej będzie dążyć do rychłej konfrontacji z Kadyią i poznać jej plany. Zło miało to do siebie, że uwielbiało się chwalić swymi nikczemnymi zamiarami, a ta stara, zreumatyzowana baba czerpała z tego wręcz satysfakcję. Może nie powie wszystkiego, ale na pewno zdradzi niektóre szczegóły. Potem będzie mógł odesłać demona tam, skąd pochodził, unieszkodliwić czarownicę i zapomnieć o sprawie. Nie sam, była na to zbyt silna. Potrzebował pomocy innych. Musi się z nimi jak najprędzej skontaktować, bo w tej bitwie czas stanowczo nie był jego sojusznikiem.
***
– Cześć! – powiedziała wesoło. – Mogę wejść? Przyniosłam sernik – dodała żartobliwie.
Davyan lekko zzieleniał, ale otworzył szerzej drzwi, gestem zapraszając ją do środka. Po mokrych włosach i kroplach wody na skórze widać było, że przed chwilą brał prysznic. Poza tym wyglądał jak zawsze, ponuro i niebezpiecznie fascynująco. Nawet pomimo wyświechtanych, podartych spodni, jedynej garderoby, jaką na sobie miał.
– Żadnych serników! – warknął tylko.
– Żartowałam. To kanapki. Lekkostrawne, bo powinieneś być na diecie.
– To trzeba było przynieść wódkę.
Poszła za nim do kuchni, jednocześnie rozglądając się ze zgrozą. Jak to możliwe, aby jedna osoba doprowadziła do takiego kataklizmu w tak krótkim czasie? Wybuch nuklearny nie dałby lepszego rezultatu. A jeszcze gorsza była świadomość, że on tu mieszkał.
– Chlew nad chlewy! – powiedziała, z obrzydzeniem zrzucając coś z krzesła. – Jak w piekle też tak jest, to od jutra zaczynam chadzać do kościoła.
– Już ci mówiłem, że wasze piekło ma niewiele wspólnego z naszym światem – odparł rozdrażniony. – Dawno temu jakiś zabobonny kretyn natknął się na jednego z moich współbratymców i posrał się ze strachu, myśląc, że spotkał samego diabła. Przez te setki lat nazwa demony przylgnęła do nas, a co więcej zaczęliśmy się z nią utożsamiać.
– Czyli tak długo nawiedzacie ten świat?
– Prawie od momentu, gdy zeszliście z drzew.
– Tak długo? – Poczuła się tak zdumiona, że prawie upuściła talerz z kanapkami. W oszołomieniu odstawiła go na stół, nie zwracając uwagi na leżące wszędzie resztki jedzenia.
– To przenośnia. Według waszej rachuby to będzie – zamyślił się – jakieś pięć tysięcy lat.
– No wiesz! Z drzew to my zeszliśmy trochę prędzej.
– E tam – machnął ręką. – Mów czego chciałaś i wynocha. Mam plany.
– Tak, nawet wiem jakie. Będziesz opanowywał świat – dodała z ironią. – Zrób herbaty jeśli możesz. W czystej szklance.
– Chyba są czyste, nie używałem ich. – Wyjął dwa poszczerbione kubki z szafy i zmyślił się. Gdzie ten ramol trzymał coś takiego jak herbata? Otworzył jedną z szafek i uradowany wyjął z niej jeszcze nienapoczętą paczkę. Pod czujnym okiem Darii umył czajnik i zastawił wodę. Potem zerknął na dziewczynę, która sprzątała ze stołu.
– I tylko to – zaznaczyła, widząc jego zdumiony wzrok. – Nie jestem twoją służącą.
– Jak zdobędziemy ten świat, to będziesz! – oświadczył z triumfem.
– Ta, pewnie. Już się zaczynam bać – spojrzała na niego przeciągle, a potem nagle podeszła bliżej. Dał krok do tyłu, uderzając pośladkami o kant blatu szafki kuchennej.
– Zaraz będzie herbata – oznajmił pośpiesznie.
– Przecież wiem. Czy ty się mnie boisz? – spytała, przekrzywiając głowę.
– Nie, ale mam przy tobie dziwnego pecha.
– Nie kazałam ci jeść tego sernika.
– Jak to nie? – odparł z pretensją. – A kto mówił: taki wielki i wszechmocny demon? No kto?
– Pamiętasz? – zachichotała, prawie się o niego ocierając. – Nie masz ochoty, aby dokończyć to, co zaczęliśmy, zanim cię na powrót zemdliło?
– Tak. Nie! Może później. – Wił się niczym robak na haczyku. Pewnie, że miał ochotę. Zrozpaczony wzrok utkwił w głębokim dekolcie bluzki, który więcej odsłaniał niż zasłaniał, palce zacisnął na kamiennym blacie. Jego męskość ożyła, w błyskawicznym tempie zamieniając się w twardego i sztywnego kutasa, który napierał teraz na mało elastyczny materiał spodni. Daria zamruczała niczym zadowolona kotka, po czym zarzuciła mu ramiona na kark i przytulając się, zaczęła poruszać biodrami. Patrzyła przy tym prowokująco w oczy demona, zastanawiając się, czy pęknie.

I pękł. Tylko nie on, a rura nad nimi. Z głośnym hukiem, zalewając ich strumieniem lodowatej wody. 

7 komentarzy:

  1. Babeczko, jesteś cudowna :) robi się coraz ciekawiej, a Daria chyba faktycznie przynosi biednemu demomowi pecha, rozwaliła mnie ta rura... Wszystkie Twoje opowiadania czytam z zapartym tchem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dopiero początek! (szatański chichot)...

      Usuń
  2. Jak ja kocham te Twoje demony! Cudo :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe jak byś narysowała tego demona o burzowych oczach? Bo moja fantazja szaleje.
    Ps Babeczko dziękuję za te kilka chwil wytchnienia i zapomnienia

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedny demon. Nie dość, że utknął w nieswoim świecie, to jeszcze napastuje go napalona kobieta przynosząca pecha :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No po prostu boskie :-) czekam z niecierpliwością na kolejną część ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie bardzo cieszy wyrabiana podwójna norma w opowiadaniu:),życzę zdrówka Małemu i Tobie:))
    Ojjj te demony...
    Kasia

    OdpowiedzUsuń