wtorek, 28 lutego 2017

Do piekła i z powrotem (VII)

Tylko słówko wstępu - płatne treści już działają. Chwilowa awaria została usunięta.

            Do piekła i z powrotem (VIII)
W tym momencie, Daria zaczęła się śmiać. Chichotała jak oszalała, nie mogąc powstrzymać ataku nagłej wesołości. Davyan posłał jej wrogie spojrzenie, po czym nie bawiąc się w ceregiele, wepchnął zdobycz do męskiego wychodka.
Ledwo zdążyła dać kilka łyków kawy, gdy wyszedł, zapinając zamek od spodni. Znów miał wygląd leciwego, roztargnionego wykładowcy, ale w oczach błysk satysfakcji. Przysiadł się do niej i bez ceregieli przysunął sobie talerzyk z ciastkiem.
– Zgłodniałem – wyjaśnił zdumionej dziewczynie. – Zawsze tak mam po ostrym rżnięciu.
– Ostrym? – odparła z ironią. – Ledwo tam weszliście, a zaraz było po wszystkim.
– Zbyt długa przerwa – odpowiedział, nie wiadomo dlaczego, zezując na nią z wyrzutem. – Masz tego więcej?
– Sernika? Nie, ale możesz zamówić. Co się stało, że nadal paradujesz po mieście jako profesor?
– W tej postaci chroni mnie magia – wyjaśnił, oblizując łyżeczkę. – Dobre. Lepsze niż to, co zamówiłem.
– Podobno seks zaostrza apetyt.
– Głód to czysto ludzkie uczucie.
– Czyli tam, skąd pochodzisz, nie macie nic do jedzenia? I tak na okrągło: niewyżyty seks i brutalne mordy?
– Nic nie wiesz o moim świecie – mruknął, przywołując kelnerkę. – Dziesięć kawałków tego samego – wskazał na talerzyk, na którym leżał ostatni kęs sernika.
Zdumiona dziewczyna zapisała zamówienie, a Daria obserwowała Davyana z narastającą ciekawością. Tak naprawdę niewiele wiedziała o swym ojcu, o jego świecie, o tym, czego tak naprawdę demony szukały na ziemi. Chociaż to ostatnie nie do końca było prawdą. Władzy, pragnęły władzy. Ten tutaj nie był wyjątkiem. Ślepo wykonywał rozkaz, usuwając wszelkie przeszkody, które stanęły mu na drodze. Aż w końcu trafił na nią i piękny plan zdobycia panowania nad ludzkością wziął w łeb. Tak przynajmniej sądziła.

– Zjesz te dziesięć kawałków?
– Mówiłem, że jestem głodny! – warknął z irytacją.
– Mówiłeś też, że nie odczuwacie głodu. To jak to w końcu jest?
– Będąc tutaj – zerknął na nią z niechęcią – zyskuję pewne ludzkie cechy.
– A! Stąd ten kac! Jakie jeszcze ludzkie cechy zyskałeś? Łagodność? Romantyczność? – pytała nie ukrywając ironii.
– Odczep się! – Demon natychmiast się zdenerwował.
– Co ty taki drażliwy? – Odsunęła swoją kawę, podczas gdy kelnerka stawiała na stoliku cały talerz sernika. Davyan pazernie rzucił się na ciasto i załadował sobie do ust potężny kawałek. – Nie opychaj się tak, bo cię zemdli.
– Ho mchi rhobi? – wybełkotał z pełnymi ustami.
Oparła podbródek na dłoni, patrząc z rozbawieniem na pochłaniającego jedzenie Davyana. Pomyślała, że na pewno opłaci to niestrawnością, ale dała spokój z dalszymi pouczeniami. Jak wiadomo, i człowiek, i demon, najlepiej uczą się na własnych błędach.
– Jak tam jest? – spytała nieoczekiwanie, gdy był już przy trzecim kawałku. – Jak jest w twoim świecie? W piekle?
– Jakim tam piekle – burknął, sięgając po szklankę z wodą. – Ta nazwa to wymysł ludzi.
– Davyan, daj spokój. Zostaw tego kwiatka i odłóż wazon. Zamówię ci sok do picia.
– Wazon? – podejrzliwie przyjrzał się trzymanemu naczyniu. – A to w środku to nie woda?
– Owszem, to jest woda, ale…
Wzruszył ramionami i wypił wszystko w rekordowym tempie. Daria z trudem stłumiła śmiech. Nobliwy starszy pan pożerający talerz sernika i popijający go wodą z wazonu, to całkiem niezwykły widok. Jednak dała temu spokój, czując, że ma wyjątkową okazję dowiedzieć się czegoś więcej o tajemniczym świecie demonów. Druid nigdy nie bywał wylewny w tym temacie, a wszelkie wiadomości trzeba było wyrywać z niego zębami i pazurami.
– Wracając do mojego pytania? To jak tam jest? Wiem, co mówi na ten temat kościół, ale…
– A co u licha ma z tym wspólnego kościół? – sapnął. – Piekło to umowna nazwa, tak jak i określenie demon. Mój świat to inny wymiar i tyle. Prowadzą do niego dwa przejścia. Jedno całkiem niedaleko stąd, drugie przysypane lawiną kamieni.
– A którym ty przybyłeś?
– Boczną furtką.
– A jest taka?
– Jakie ty zadajesz durne pytania – skrzywił się. – Pewnie że jest.
Daria zamilkła, w skupieniu obserwując pałszującego ciasto demona. Jak to możliwe, że był momentami taki normalny? A co dziwniejsze, umiał doskonale przystosować się do życia wśród ludzi. Język, zwyczaje, zachcianki. Jego myśli krążyły wokół podobnych spraw. Seks, władza, aktualnie zaspokojenie głodu.
– Jesteś taki ludzki – wymknęło jej się mimochodem. Davyan gwałtownie poczerwieniał. Mało brakowało, a udusiłby się kawałkiem przełykanego sernika.
– Jak to ludzki? – wybulgotał. – Jak to ludzki?!
– Czy w waszym świecie macie panie demonice? – zręcznie zmieniła temat, widząc co się z nim dzieje. Dopiero po chwili skinął głową, ponuro się w nią wpatrując.
– A czy rozmnażacie się tak jak my?
– U nas to idzie prościej. Kopulacja to jak codzienne mycie zębów. No i z czego się śmiejesz?
– Z niczego – machnęła ręką. – Mów dalej. I jedz. Zostały ci jeszcze dwa kawałki.
Zerknął na talerz z wyraźną niechęcią. Czuł, że ma dość. Zresztą, nigdy wcześniej nie doznał takiego dziwnego ucisku na żołądku, wrażenia wypełnienia po brzegi. Pomacał się po brzuchu, po czym z ulga rozpiął spodnie. O tak, teraz znacznie lepiej.
– Chyba już więcej nie dam rady.
– No co ty? Taki wielki i wszechmocny demon? Pogromca tego nędznego świata? – ironizowała, jednocześnie dyskretnie podsuwając mu talerzyk. Westchnął przeciągle, po czym zabrał się do jedzenia z wyraźnym oporem.  Daria patrzyła na niego, zastanawiając się, o co jeszcze mogłaby zapytać. Jak widać Davyan nie miał żadnych oporów w wyjawianiu niektórych tajemnic. To dobrze, ale resztę będzie musiała zostawić na później. Niewiele mu brakuje do eksplozji. Przygryzła wargi, z całej siły powstrzymując wybuch śmiechu, podczas gdy zamyślony demon, wpatrywał się tępo w jeden punkt, żując ostatni kęs sernika.
– Może kawy? – zaproponowała chytrze, gdy skończył.
– Nie.
– Albo herbaty? Albo tym razem kawałek czekoladowego ciasta?
Nie odpowiedział, ale dziwnie pozieleniał na twarzy.
– Niieee… – wyjąkał, łapiąc się za brzuch. – Nieswojo się czuję.
– Ja myślę. Po tylu porcjach sernika.
W tej chwili demon zrozumiał, że dzieje się z nim coś niezwykłego. Jakby jakaś przemożna siła, próbowała wyrwać z niego wnętrzności. Albo inaczej, jakby cos usiłowało się z niego wydostać. Tyłem. I to z ogromną mocą…
– Davyan! – Daria popukała go po ramieniu. – Ty lepiej idź do toalety. Coś widzę, że krucho z tobą.
Zasłonił usta ręką i zerwawszy się, w panice ruszył w kierunku mało rzucających się w oczy drzwi, z napisem wc. Zapomniał jednak o rozpiętych spodniach. Dodajmy, że zbyt obszernych jak na kościste ciało profesora. Więc kiedy dał kilka kroków, zsunęły się w dół, opadając do kolan i ukazując prawdziwie dziadkowe majtasy w geometryczne wzory.
– Davyan! – Daria zerwała się, wybuchając śmiechem. – Co ty wyprawiasz szaleńcze? Portki w garść i dalej, do kibelka. Ta wiosenna zieleń na twej twarzy wyraźnie oznajmia, że będziesz wymiotował. Wiesz, to też jest bardzo ludzki odruch.
– Zabiję cię! – wysapał, z trudem łapiąc oddech. – A teraz wynocha! Zostaw mnie samego!
Nie protestowała. Szybko wymknęła się z toalety, nie chcąc być świadkiem jego porażki. Dziesięć i to sporych, kawałków sernika! Doprawdy, nic dziwnego.
– Biedaczysko – uśmiechnęła się pod nosem. Usiadła przy stoliku i próbując skupić się na czymś innym niż osoba demona, popijała kawę. Czekała. W końcu, po prawie trzech kwadransach, wyszedł z toalety. Już w swojej własnej postaci, chociaż nadal w ciuchach profesora. Był niezwykle blady, a czoło miał zroszone potem.
– Siadaj! – Poklepała miejsce obok siebie. – Zamówiłam herbatę.
– Muszę do domu – wystękał. – Ktoś rzucił na mnie klątwę.
– Klątwę? Akurat! Tak się kończy obżarstwo.
Jednak kiedy usiadł obok, zaniepokojona położyła dłoń na jego rozpalonym czole. Nie odtrącił jej, bo po pierwsze nie miał na to siły, a po drugie, miała tak cudownie chłodną rękę.
– Nie przestawaj – wymruczał, zamykając oczy.
– Zadzwoniłam po taksówkę i zawiozę cię do domu.
– Dobrze. – Tylko na tyle było go stać.
– Będzie za pięć minut. Wstań, ubierzemy cię.
Jak przez mglę pamiętał to, co było dalej. Podróż zniósł nie najlepiej, ale udało mu się opanować odruch wymiotny. Później czuł, że dziewczyna ściąga z niego płaszcz i popycha go na coś miękkiego, coś co bardzo przyjemnie pachniało. Zdążył jeszcze pomyśleć, że jego kanapa była twarda i wąska, więc to chyba nie to, a potem głośno chrapnął, pogrążając się w błogiej nieświadomości.
***
Obudziło go lekkie potrząsanie za ramię. Ziewnął szeroko, po czym otworzył oczy i zamarł w bezruchu. To z pewnością nie była jego kwatera. Pokój był jasny, przestronny, pełen słońca, które bezczelnie zaglądało przez rozchylone zasłony. Łóżko szerokie, wygodne, z puchatymi, pachnącymi pościelami, w których leżał teraz zakopany.
– Pobudka! – rozległ się wesoły głos i do sypialni weszła Daria, niosąc w dłoniach tacę. – Serniczek na śniadanie?
Momentalnie zzieleniał, zrywając się na równe nogi.
– Gdzie jest łazienka? – wychrypiał.
– Wyjdź na korytarz i skręć w prawo. Następne drzwi prowadzą do…
Nie czekał, aż skończy, tylko rzucił się we wskazanym kierunku.
– Jasna cholera! – wysapał, opierając się o umywalkę i wpatrując w swoje odbicie. Zmierzwione włosy, zapuchnięte oczy, spierzchnięte wargi. Krajobraz jak po bitwie. Dobrze że nikt się nie dowie, iż pokonał go zwykły sernik… Na samo słowo znów go zemdliło. Opłukał twarz zimną wodą, tęsknie zerkając w stronę prysznica. Jednak nie miał siły na kąpiel. Poczłapał z powrotem do pokoju, w którym czekała na niego Daria.
– Herbata miętowa. – Posadziła go w fotelu, wciskając w ręce porcelanowy kubek. – Pij, dobrze robi na te sprawy.
Ponieważ sam zapach działał kojąco na jego zbuntowany żołądek, odważył się dać łyka. Ani się obejrzał, a wypił całą szklankę. Daria w tym czasie krążyła po pokoju, porządkując porozrzucaną odzież. Potem usiadła, wpatrując się w niego z nieskrywaną ciekawością.
– I jak? Lepiej?
– Lepiej. Gdzie jestem?
– W moim domu. Mama wyjechała na kilka dni na sympozjum, brata ukrył przed tobą druid i zostałam sama na włościach.
– Jak to ukrył?
– Normalnie. Ponoć w bezpiecznym miejscu. Nie pytaj gdzie, nie wiem tego. Nie powiedzieli mi – wzruszyła ramionami.
– Kurwa! – Przetarł dłonią twarz. – Ukrył?
– Widzę, że nie zdziwiłeś się, kiedy powiedziałam o bracie. Wiedziałeś, prawda?
– Tak.

6 komentarzy:

  1. Taka nieepodzianka ma 25 urodziny 😍
    Budujesz takie napiecie ze ciagle chce więcej 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sto lat zdrowia i pogody ducha!!!

      Usuń
  2. Hahahahaha, Babeczko! sernik pokonał demona? fantastyczny pomysł, Twoje opowiadania poprawiają mi humor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszna broń... A nie wygląda, prawda? :-D

      Usuń
    2. od tego momentu będę uważała na sernik, skoro nawet demona tak załatwił hahaha

      Usuń
  3. No i kiedy ten obiecany ślub Darii z Davyanem? Będzie go karmić serniczkiem! xd

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.