poniedziałek, 27 lutego 2017

Wszystko czego pragnę (II) - treść płatna

Ponieważ większość z Was używa telefonów, nie widzicie tam wiadomości, które umieszczam na panelu po lewej. Dlatego chciałabym, abyście z uwagą przeczytali kilka słów poniżej. 

Po pierwsze: dziś tekst zamieszczony poniżej, jutro i w weekend Do piekła i z powrotem. Z pewnych względów zmieniłam kolejność, bo jak wiadomo zazwyczaj przeplatam teksty płatne i bezpłatne. 

Po drugie: mam nadzieję, że jeszcze w tym miesiącu pojawią się zapowiadane przeze mnie zmiany. Bardzo duże zmiany, więc proszę się nie wystraszyć, jak wejdziecie na bloga, a tam... ;-) Wtedy zyskacie również możliwość zapisania się na newsletter. Newsletter będzie totalnie bezpłatny i będę go wykorzystywać do co tygodniowego przesyłania nowych tekstów. Na początek będzie to Wygrana III. Ponadto teksty te nie będą publikowane na blogu, a po zakończeniu ich w newsletterze, zostaną przekształcone w ebooka i będą dostępne już jako treść płatna. Warto więc nie przegapić i zapisać się na samym początku. Przy czym nie mam tu na myśli jednego dnia, a około 30, więc spokojnie, zdążą nawet te osoby, które mojego bloga odwiedzają raz na miesiąc ;-) Nie trzeba będzie się tłoczyć przy "wejściu".

To na razie tyle, wracam do poprawiania kawałka na jutro. Wzięłam w obroty biednego demona i powiem Wam, że będzie zabawnie ;-)

         Wszystko czego pragnę (II)
Po statku mogła poruszać się bez ograniczeń. Nie wiedziała czy uznano ją za nieszkodliwą, czy też za zbyt głupią, aby w czymkolwiek mogła zaszkodzić. Fakty były takie, że nie zamknięto jej, ani nie przydzielono osobistej straży. To było irytujące. Z drugiej strony, trudno było nie zauważyć, że cała załoga szykuje się do jakiejś akcji. Choć nie do końca rozumiała tę całą krzątaninę i większość wykonywanych czynności, instynkt podpowiadał, że były to przygotowania do walki.
Kapitan był niczym duch, najwyraźniej unikający towarzystwa niechcianego więźnia. To było przykre, ale z drugiej strony zaczynała rozumieć dlaczego. Wrodzona przekora dała o sobie znać i Amara niczym gończy ogar, podążała jego tropem przez cały statek. Nikt, prócz niego nie chciał z nią rozmawiać. Wzruszano tylko ramionami i odwracano wzrok. Załoga, zarówno jej męska jak i żeńska część, wydawała się zakłopotana obecnością człowieka na ich okręcie. I może odrobinę zła, że kapitan do tej pory nie zrobił z tym porządku. Osobnik wrogiej rasy, choćby nie wiadomo jak nieszkodliwy, musiał po prostu wzbudzać takie emocje. Ale byli zbyt zdyscyplinowani, by sprzeciwić się rozkazom.
Przez pierwsze kilka dni jeszcze się tym przejmowała, starając się unikać czyjegokolwiek towarzystwa. Potem przestało to mieć znaczenie. Chciała tylko jednego – znów zobaczyć jego twarz, usłyszeć głos.
W końcu zawędrowała do całkiem nieznanego miejsca. Mimo iż błąkała się po statku już od dłuższego czasu, to były zupełnie nowe rewiry. Ładownia przytłaczała swym ogromem i pełno tu było tych istot pochłoniętych pracą, dymu i snopów iskier. Najwyraźniej intensywnie nad czymś pracowano. Ostrożnie rozejrzała się dookoła. Mało kto zwrócił uwagę na jej obecność. Podążając wzdłuż ściany, przyglądała się doskonale zorganizowanej pracy, jakby ktoś niewidzialny pociągał za sznureczki, sterując wszystkim z wirtuozerską precyzją. Stanęła jak wryta, gdy wśród tego całego tłumu dostrzegła półnagiego dowódcę, mocującego się z jakimś żelastwem. Przyglądała się w podziwie napiętym muskułom, doskonale wyrzeźbionemu ciału. Nawet teraz, pokryty smarem i potem, obudził jedynie zachwyt. Pewnie jeszcze długo stałaby jak przysłowiowy słup soli, gdyby mężczyzna nie uniósł głowy i nie spojrzał prosto w jej oczy.
I on zamarł w bezruchu, ciężko oddychając po niedawnym wysiłku, klnąc w duchu. Przecież to było oczywiste, że w końcu się spotkają. A teraz stała tam, wlepiając w niego najwyraźniej zafascynowany wzrok, tak intensywny, iż poczuł się zakłopotany. Skoro nie chciał jej zabić, trzeba było wsadzić ją z powrotem do poobijanej kapsuły i wysłać na ziemię. Dlaczego nie mógł się na to zdobyć? Dlaczego z całej siły odsuwał od siebie tą decyzję, zasłaniając się nawałem pracy i spraw do załatwienia? Nie spodobała mu się odpowiedź, której udzielił sam sobie. Ale tym razem nie mógł stchórzyć, odwrócić się i odejść.
– Co tu robisz?

Podała mu niewielki skrawek czystego materiału, wygrzebany z kieszeni. Podejrzliwie spojrzał na wyciągniętą ku niemu, drobną rękę.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!