czwartek, 9 czerwca 2016

Pewnego dnia, w innym miejscu (VI)

Drugich nie było jak świętować, bo odliczałam minuty do porodu :-) Za to dziś...

Grafika z okazji trzecich urodzin bloga

Kawę i ciacho szykujecie sami, ja "stawiam" solidny kawałek tekstu. Po przeczytaniu którego... Cicho sza! Nie dodam nic więcej.

link do części V - klik

            Pewnego dnia, w innym miejscu (VI)
Z drzemki wyrwało ją głośne pukanie do drzwi. Nie, nie pukanie, ale walenie. Zamroczona, przez moment bezradnie rozglądała się dookoła, nie rozumiejąc, co się stało i gdzie się znajduje. Później usiadła z głośnym jękiem. Śnieżyca, ucieczka Klary, śmierć Piotra, wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą.
– Już idę! – powiedziała głośno, bo najwyraźniej ktoś za drzwiami tracił powoli cierpliwość. Kiedy przekręciła klucz, do środka wtargnęła zapłakana Ewa.
– Co znowu? – Widok łez koleżanki jedynie ją zirytował.
– Witek… – chlipnęła tamta rozpaczliwie.
– Umarł? – Weronice zrobił się słabo.
– Nie, ale chyba to coś więcej niż niestrawność.
– Do jasnej cholery! – wymamrotała, sięgając po buty. Ubrała je w pospiechu, a potem wstała, kierując się w stronę pokoju kolegi. Co za przeklęte miejsce, pomyślała. Zupełnie jak z amerykańskiego horroru klasy b. Przypomniała sobie słowa Maksyma o słusznym porównaniu i poczuła, jak żołądek ściska jej się w supełek. Czyżby nie żartował?
– Co się stało? – spytała ostro, gdy już znalazła się przy łóżku Witka. Faktycznie, nie wyglądał najlepiej. Blady, z włosami zlepionymi potem, z przymkniętymi oczyma, leżał nieruchomo, oddychając z prawdziwym trudem, jakby coś uniemożliwiało mu złapanie tchu. Obok, na krześle, siedział Maciek. I miał niezwykle poważny wyraz twarzy.
– Wysoka gorączka, kilkakrotnie wymiotował. Nie wiem, co się dzieje. Nie znam się. To Piotr studiował medycynę.
Zamilkł. Weronika również. Zrobiło się im dziwnie nieswojo.
– Gdzie jest Adam?
– Chyba śpi, Siedział tu ze mną, a potem powiedział, że musi się zdrzemnąć.
– Dobrze, niech śpi. Jak będzie potrzebny, to go obudzimy.
Do pokoju ukradkiem wślizgnęła się Ewa. Zajęła miejsce na podniszczonym fotelu, stojącym pod oknem.
– Gospodyni ucięła sobie poobiednią drzemkę, jej wnuk chyba też, bo nie zareagował, gdy pukałam. Albo gdzieś poszedł – odezwała się szeptem.
– Śpią? Która godzina? – Weronika spojrzała pytająco na Maćka.
– Prawie siedemnasta.
– Przespałam pięć godzin? – powiedziała zdumiona. – Dziwne. Piotr nie żyje, a nas wszystkich zmorzył nagły sen?
– Pogoda parszywa, a tutaj w zasadzie nie ma nic innego do roboty.
Tym razem nie odpowiedziała. Z niepokojem przyglądała się choremu Witkowi, zastanawiając się, co powinni zrobić w tej sytuacji. Albo raczej jak powinni tego dokonać.
– Ile razy wymiotował?
– Pięć.
– Pięć? – Zaniepokoiła się. – To sporo. Pije wodę?
– Nie, nie chce nic wziąć do ust.
– Do diabła! – przetarła oczy, wstając. – Idę poszukać Maksyma. Musimy sprowadzić pomoc. Nie wiem jak i kto z nas się tego podejmie, ale nie możemy pozwolić na kolejną śmierć.
– Jest aż tak źle? – Ewa po raz kolejny się rozpłakała.
– Chcesz go leczyć herbatką miętową parzoną przez gospodynię? A co będzie, jeśli okaże się, że to coś o wiele poważniejszego?
– Idź – odpowiedział przygnębiony Maciek.
Żadne z nich nie wspomniało, że pogoda na zewnątrz nie poprawiła się ani o jotę. Weronika z niechęcią zeszła piętro niżej. Stanęła przed drzwiami pokoju Maksyma, zastanawiając się, co powinna powiedzieć, jak ubrać swoje żądanie w proste słowa prośby. To absurdalne, ale czuła się zdenerwowana. Głęboko odetchnęła, nerwowym ruchem odgarniając włosy opadające na twarz, potem wytarła spocone dłonie o materiał spodni i w końcu zapukała. Najpierw lekko, później mocniej. Nic, zero odpowiedzi. Po drugiej stronie panowała jedynie cisza. Bezmyślnie nacisnęła klamkę, a potem pchnęła ciężkie, dębowe skrzydło.
Pokój, zgodnie z oczekiwaniami, był pusty. Panował tu półmrok, chociaż na palenisku nieśmiało pełzały złociste języki ognia. Po prawej stornie stało łóżko, starannie zaścielone i puste. Na wprost jaśniał prostokąt okna. Po lewej znajdował się jedynie kamienny kominek i obszerna, mocno już zdezelowana sofa. To wszystko. Żadnych szaf, szafeczek, bibelotów, ozdób, firanek czy dywaników. Kompletnie nic. A przecież pokoje, które przeznaczyła dla nich gospodyni były, choć staroświeckie, to i na swój sposób przytulne. Za to w tym pomieszczeniu królowała pustka, chłód i ciemność. Weronika powoli weszła, w duchu przeklinając własną bezczelność, ale nie potrafiła się powstrzymać. Musnęła dłonią szorstką narzutę przykrywającą łóżko, dotknęła koniuszkami palców szybę, na której mróz wymalował wymyślne wzory, a na samym końcu podeszła do migoczącego ognia na kominku. Wtedy to zauważyła.
Duży notes leżał tuż pod jej nogami. Wyglądał na niezwykle stary i zniszczony. Kiedyś okładka musiała być w kolorze krwistej czerwieni, ale dawno już straciła swą wyrazistość. Zaciekawiona Weronika zerknęła do środka i zamarła. Wewnątrz były jedynie rysunki wykonane przez niezwykle wprawną dłoń, drobiazgowe, pełne wyrazistych detali, fascynujące i obrzydliwe jednocześnie. Przyglądała się każdej kartce, czując jak policzki jej płoną, a serce przyspiesza.
Seks. Pary, trójkąty, całe grupy. Wykrzywione ekstazą twarze, zaciśnięte kurczowo palce, oczy błyszczące niesamowitym podnieceniem. Zero subtelności, żadnego romantyzmu. Wszystko zostało pokazane w niezwykle brutalny, pozbawiony delikatności sposób. Seks analny, oralny i taki, na który nie potrafiła znaleźć nawet odpowiedniego słowa. Seks ze zwierzętami, pełen wynaturzonego erotyzmu. Tortury, orgie, mężczyźni z ogromnymi członkami w pełnym wzwodzie, kobiety wstrząsane spazmami rozkoszy lub z twarzami wykrzywionymi bólem.
Boże! Jeśli to było dzieło Maksyma… Co też siedziało w głowie tego człowieka? Nagle drgnęła, bo na ostatniej stronie zobaczyła coś nieprawdopodobnego. Siebie. Klęczała naga, opierając się dłońmi o podłogę, z nienaturalnie odchyloną do tyłu głową. Włosy miała rozczochrane, oczy szeroko otwarte, pełne przerażenia. A za nią… Nie nazwałaby go człowiekiem, bo nie było nic ludzkiego w tej dziko wykrzywionej twarzy, w zakrzywionych jak szpony palcach, zaciśniętych na szyi kobiety. Na jej szyi…
– Co tu robisz? – rozległ się cichy głos. Notes z hukiem upadł na podłogą, a Weronika odwróciła się, stając naprzeciwko zachmurzonego Maksyma.
– Ja… Ja przyszłam prosić o pomoc – wydukała w końcu, wściekła na samą siebie, że dała się tak głupio przyłapać.
– O pomoc?
– Tak. Witek, nasz kolega jest chyba poważnie chory. Potrzebuje lekarza.
– I co z tego?
– Gdzie znajdziemy najbliższy działający telefon? – spytała krótko i bez ogródek, mając dosyć jego opryskliwego tonu. Poza tym stojąc oko w oko z twórcą tego, co przed chwilą oglądała, czuła strach. Zwykły, ludzki strach.
– U sąsiada niżej.
– U tego sąsiada? – spytała z niedowierzaniem. To było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. – U tego, do którego trafiła Klara?
– Tak. Ale nic z tego, spójrz za okno – wskazał palcem szaleństwo widoczne za oknem. Weronika podążyła za nim wzrokiem, a później podeszła bliżej, opierając się o wąski parapet. W duchu dziękowała siłom wyższym, że nie poruszył tematu jej niedyskretnego zachowania.
– Ty dałeś radę i to w obie strony – powiedziała, kładąc obie dłonie na zimnej tafli szkła. Powrócił widok sprzed kilku minut. Ten… mężczyzna na obrazku to był Maksym. Tak, chociaż ciężko było go rozpoznać, miała pewność, że to był on. To oznaczało, że fantazjował o niej. Przygryzła wargi, czując że ponownie się rumieni. Nawet przed samą sobą ciężko było przyznać, że jej związki kończyły się z jednego powodu. Wszyscy partnerzy, których miała, po dłuższym czasie okazywali się zbyt nudni, zbyt delikatni, zbyt przewidywalni. A ona chciała czegoś więcej. Może nie koniecznie tego, co było na stronach czerwonego notatnika, ale na samą myśl, że on… Bezwiednie zacisnęła uda. Potem boleśnie uszczypnęła się w przedramię. Koniec z tym. Powinna martwić się stanem zdrowia Witka, a nie brudnymi fantazjami.
– Tak. Wczoraj. – Ostatnie słowa padły bardzo blisko. Zrozumiała, że Maksym stoi tuż za jej plecami. Lecz nawet nie drgnęła. Obudziło się pragnienie, aby po raz kolejny poczuć jego ręce, żar ciała, bliskość. Potrząsnęła głową, przeganiając to pragnienie. Chciała się wycofać, ale na to było już za późno. W panice pomyślała, że w ogóle nie powinna tu wchodzić. Co ją u diabła podkusiło?
Zadrżała, kiedy objął ją w pasie, przyciągając ku sobie. Nawet wspomnienie tego, że ubiegłą noc spędził w ramionach Ewy, nie pozwoliło jej się wydostać spod uroku. Tak zagubiona i tak słaba, nie była nigdy w życiu. Na dodatek w głowie miała tylko ten cholerny rysunek z czerwonego notesu.
– Co się zmieniło od wczoraj? – spytała schrypniętym głosem, jednocześnie niemrawo odtrącając jego ramiona.
– Co? Dużo. Macie już jednego trupa, chcecie mieć kolejne? Bo ja nie zaryzykuję dla obcego człowieka – dodał drwiąco. Weronika od razu otrzeźwiała. Co ona na boga wyprawia?
– Puść mnie!
– Nie! – Z zaskakującą brutalnością oderwał ją od okna, a później pchnął w kierunku ściany. Nie zdążyła zaprotestować, kiedy przydusił ją ciężarem całego ciała, zakleszczając w żelaznym uścisku ramion, unieruchamiając nadgarstki.
Zamarła. Patrzyła teraz prosto w ciemne oczy mężczyzny, nieodgadnione, tajemnicze, pełne żaru. Patrzyła na fascynującą twarz, na drwiący uśmiech, usiłując jednocześnie wyswobodzić się z tej niewoli. Na daremnie. Miał chyba mięśnie ze stali, bo chociaż wytężyła wszelkie swoje siły, nawet nie drgnął.
– Puść mnie! – powtórzyła, ale tym razem z większą złością.
Pokręcił przecząco głową. Pochylił się, wdychając z lubością zapach jej strachu, świeżego, soczystego strachu. Pomyślał, że później będzie pachniała jeszcze cudowniej. Za dwa, trzy dni… Aż mlasnął z zachwytem. Cudownie! Uwielbiał to. Żadnych czułości, pocałunków, zaspokajania potrzeb partnerki. I uwielbiał, gdy się bały. W ich oczach było wtedy coś takiego, co dodatkowo go podniecało. A ta tutaj… Jej dwie koleżanki się nie liczyły. Były zaledwie przystawką. Ona daniem głównym.
– Do kurwy nędzy! – wysyczała rozwścieczona Weronika. – Puszczaj mnie popaprany zboczeńcu! I to natychmiast!
– Jeszcze nie – wargami dotknął gładkiej skóry, w miejscu, gdzie szyja płynnie przechodziła w ramię. – Podobała ci się moja książka? Nie zaprzeczaj, zauważyłem że tak. Więc skoro poznałaś moje sekrety, pora się odwdzięczyć. Chcę cię spróbować.
– Co?! – Aż zachłysnęła się zaskoczeniem. Spróbować? I nagle zrozumiała, gdy zębami chwycił kawałek skóry, a potem najzwyczajniej w świecie ją ugryzł. Krzyknęła z bólu, lecz Maksym bynajmniej nie zamierzał przestać. Teraz muskał koniuszkiem języka niewielką ranę, zlizując malutkie kropelki krwi. Było to tak cudowne, że całkowicie przestał panować nad swoim pożądaniem. Jego męskość stwardniała, pęczniejąc w obcisłych, opinających biodra dżinsach i teraz pulsowała w rytm uderzeń serca. Za to Weronika obok złości poczuła przerażenie. Ten facet nie żartował. Był już gotowy, chociaż minęły zaledwie sekundy. Poruszał się, ocierając nabrzmiałym członkiem o jej podbrzusze. I pomimo tego, że czuła strach i obrzydzenie, jęknęła. Był… Ogromny! Nie, to niemożliwe! Takie rzeczy to wymysł szalonych scenarzystów filmów porno, w realu coś takiego nie było możliwe. I wbrew sobie poczuła ciekawość. Ciekawość, która u niej samej budziła obrzydzenie, ale której nie umiała stłumić czy pokonać. I kiedy on przyspieszył, ocierając się coraz gwałtowniej, unosząc głowę i wpatrując się w nią z szaleństwem w oczach, jęknęła po raz kolejny. Tym razem głośniej, bardziej gardłowo. Puścił jej nadgarstki, jedną ręką zacisnął na kształtnym biodrze, drugą wplótł we włosy. Oddech miał świszczący, przyspieszony, czoło pokryte kropelkami potu, chociaż w pokoju było naprawdę zimno. Po raz pierwszy zapragnął złamać zasady, zedrzeć z niej ubranie i przerżnąć tak, że wyłaby z bólu. I wtedy nagle Weronika zarzuciła mu ręce na ramiona, a ustami przylgnęła do jego warg.
Znieruchomiał.
Nie tego się spodziewał.



Po przeczytaniu którego niektórzy pewnie mnie "uduszą" :-D 

22 komentarze:

  1. Ja Cię nie uduszę! Świetnie i czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wierzę, jal mogłaś przestać w takim momencie 😑 ajh tylko czekać z uprawnieniem na kolejną część☺ jeszcze raz dużo weny i częściej dodawanych tekstów ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Opowiadanie fantastyczne! Chcę więcej! Jak najszybciej :)
    Julka

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepszego aby Twoja wena trwała zawsze. Poproszę więcej nie możesz mnie katować w 30tyg ciąży. ;) M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieee... To jest zajebiste. Babeczko to juz trzy lata Cię meczymy o kolejne części opowiadań pod każdym wpisem :) wszystkiego najlepszego 🎁

    OdpowiedzUsuń
  6. Za krótkie! Ja chcę więęęceejjj! Część wspaniała ale krótka. O rany to już trzecia rocznica :-D
    Wszystkiego najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisz nam sto lat Babeczko! Najlepszości i powodzenia na każdej niwie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No szał, proszę szybko dalsze części bo baaardzo wciąga. I sto lat sto lat :) byle jak najdłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przypomniała mi się historia Simon'a Mol'a ,który miał ogromne powodzenie wśród polek :) Oczywiście dla tych ciekawskich pań próbowanie "dużego" nie zakończyło się zbyt szczęśliwie :) Widzę ,że Weronika też jest taką ciekawską istotką , tylko czy to dla niej zakończy się dobrze ? Zobaczymy ...

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko! W takim momencie...No cóż poczekam. Wszystkiego najlepszego Babeczko z okazji Trzecich Urodzin,przede wszystkim niekończącej się weny,bo o wiernych czytelników to nie musisz się martwi:-*

    OdpowiedzUsuń
  11. Fragment niezły... Czekam na dalsze części :) Kochana dla Ciebie i bloga wszystkiego najlepszego, mega weny żeby każda koleja historia zapierala dech w piersiach ;) i dla Twojego synka z okazji 1 roczku - mnóstwa miłości i radości, pogody ducha i cudownego uśmiechu od ucha do ucha!

    OdpowiedzUsuń
  12. sto lat, sto lat! :* niekończącej się weny i jak największej ilości wolnych chwil, byś mogła pisać i pisać, a my - cieszyć się z Twoich, co raz to nowych tekstów!

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy na niedziele dodasz coś? :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy "Tysiąc odcieni bieli"? :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. no i jestem rozczarowana, niedziela i nie ma co poczytać, nie dość ze skończone w takim momencie to jeszcze nie ma kawalka :( :( :(

    OdpowiedzUsuń
  16. witaj babeczko! gratuluje rocznicy! jestem z Tobą prawie od początku i kilka razy w tygodniu z chęcią lukam na twojego bloga czy jest nowy wpis:-)
    olenka684

    OdpowiedzUsuń
  17. Czekamy na Uwikłani (II).

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy dodasz coś nowego?

    OdpowiedzUsuń
  19. Ah, przerwać w takim miejscu... Czekamy na kolejną część. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak długo nic nie dodawałaś że zaczęłam szukać w necie książek erotycznych. I znalazłam godną, bardzo godną polecenia "edukacja Kopciuszka". Mam nadzieję że to nie jest spam. Chcę się tylko podzielić ciekawym znaleziskiem :)

    OdpowiedzUsuń
  21. "Ubrała je w pospiechu, a potem wstała"

    Chyba założyła buty? :)

    Ola

    OdpowiedzUsuń