środa, 8 czerwca 2016

Tysiąc odcieni bieli (I)

Dla Natalii... oraz z okazji zbliżającej się trzeciej rocznicy istnienia bloga :-)

         Tysiąc odcieni bieli (I)
Na stole leżała biała koperta. Taka jakich setki czy tysiące przewijają się na co dzień przez ręce pracowników poczty. Nieco przybrudzona, z zagniecionym prawym rogiem, znaczkiem naklejonym odrobinę krzywo, jakby w pośpiechu. Całkiem zwyczajna.
Kobieta otarła wierzchem dłoni pot z gładkiego czoła, po czym sięgnęła po list, na którym wyraźnymi literami napisano jej imię i nazwisko. Nie wydawała się być przestraszona, raczej odrobinę zaciekawiona, nawet poirytowana. Nikt nie lubi korespondencji od nieznanego adresata. Przyszło jej na myśl, że jest to zwykły list reklamowy. Ewentualnie zaproszenie na durny show, podczas którego natrętni, nieznający umiaru handlowcy będą wciskać tani chiński bubel za grube pieniądze. Była kiedyś na takim pokazie, niby połączonym z występami znanego komika. Wyszła zniesmaczona, zażenowana, zastanawiając się jak ktokolwiek może nabrać się na tak tanie sztuczki. Dlatego w pierwszej chwili chciała zgnieść kopertę i wyrzucić ją do śmieci. Później zrezygnowana westchnęła i oderwała końcówkę, nawet nieszczególnie przejmując się uszkodzeniem zawartości. Była nią pojedyncza kartka papieru, zapisana drukiem, z zamaszystym podpisem u dołu, z oficjalnym logo kancelarii adwokackiej. Przebiegła wzrokiem te kilka wersów, uważnie przyjrzała się dacie, a później usiadła, podpierając podbródek dłońmi. Zadumana, patrzyła w bezruchu na znajomy widok za oknem, skrawek błękitnego nieba, czerwone kwiaty begonii rosnącej w doniczce umocowanej na zewnętrznym parapecie, brązowe dachy sąsiednich kamienic. Zastanawiała się nad przeczytaną treścią. Niby nie powinna była budzić ona niepokoju, a jednak… Otrząsnęła się i ponownie zerknęła na leżący list, którego biel wyraźnie odcinała się od zniszczonej powierzchni drewnianego stołu. Adwokat o nieznanym, lecz dość egzotycznie brzmiącym nazwisku zawiadamiał, że dotychczasowa właścicielka zrzeknie się prawa własności do kamienicy na rzecz swego siostrzeńca. Tej kamienicy, w której na ostatnim piętrze mieściło się małe mieszkanko, a na parterze niewielka piekarnia, które Agnieszka odziedziczyła po dziadku. Dotychczasowa właścicielka, pani Anna na stałe mieszkała za oceanem. Nigdy nawet nie miała okazji jej spotkać. Ale była wyrozumiałym człowiekiem, a czynsze w kamienicy nie wzrastały tak jak gdzie indziej, dążąc do horrendalnych, wygórowanych sum. Zmiana była niepokojąca. Była zapowiedzią czegoś zupełnie nowego, nieznanego.
Zaterkotał leżący na stole telefon. Agnieszka pomyślała, że to chyba telepatia i z uśmiechem odebrała.
– Cześć Basiu.
– Cześć kochanie. Wpadniesz dziś do mnie na kawkę? Wiem że pysznym ciachem cię nie skuszę, bo najlepsze jakie jadłam wypiekasz ty, ale może porcją ploteczek?
– Właśnie przed chwilą pomyślałam, że potrzebuję twojego towarzystwa. Dostałam dziwny list.
– Od wielbiciela? – zachłannie zainteresowała się Basia. – Czas najwyższy!
– Nie. Od adwokata. Uważam że to nie rozmowa na telefon. Będę za kwadrans, zgoda?
– Za pół godziny. Miałam długą noc, dopiero przed chwilą wstałam.
– Dobrze, za pół godziny.
Basia była jej najlepszą przyjaciółką, aż do zakończenia szkoły podstawowej. Później, na bardzo długi czas ich drogi się rozeszły. Spotkała ją przypadkiem w sklepie. Ucałowały się i postanowiły umówić na kawę. Podczas tego spotkania wyszło na jaw, że Baśka jest mamą dwóch uroczych szkrabów. Na dodatek samotną. Radziła sobie wyjątkowo dobrze, choć Agnieszka pamiętała, że nie pochodziła ze zbyt zamożnej rodziny. Tymczasem mieszkała w luksusowym budynku, jeździła całkiem niezłym samochodem, nosiła markowe ciuchy. I pracowała jako kelnerka... Przez pewien czas Agnieszka podejrzewała, że być może dostaje wysokie alimenty. Potem, że ma bogatego kochanka. I wreszcie pewnego dnia po prostu zapytała. Choć trzeba przyznać, że było tuż po suto zakrapianym wieczorze urodzinowym. Zupełnie na trzeźwo nie zdołałaby tego zrobić. Basia natychmiast spoważniała, a następnie głęboko odetchnąwszy, wyjawiła jej szokującą prawdę. Kilka wieczorów w miesiącu, pracowała jako dziewczyna do towarzystwa. Biznesowe spotkania, podróże po świecie, czasami seks. Ostatnie słowa Basia powiedziała prawie szeptem, bojąc się reakcji przyjaciółki. Ale ta tylko smutno się uśmiechnęła. Nie umiała potępiać, bo sama nie znajdowała się w tak trudnej sytuacji – z dwojgiem dzieci, bez konkretnego wykształcenia, tylko po liceum, bez męża czy partnera i z rodziną, która na pewno nie zadawała sobie trudu, by ją wspomóc. Nie krytykowała, nie pogardzała, ale za to zaoferowała pomoc przy maluchach, jeśli zajdzie taka potrzeba.
– Przyniosłam babeczki – powiedziała na powitanie i podała przyjaciółce duże, płaskie pudło. – Te z białą czekoladą i borówkami, które uwielbiacie.
– Po cichu liczyłam na jakieś słodkości – westchnęła Basia, wysoka, zgrabna blondynka, aktualnie mocno rozczochrana i ubrana jedynie w kusy szlafroczek. – Chłopcy są u opiekunki, wrócą dopiero za godzinę.
– Nie zjedz wszystkich – uśmiechnęła się Agnieszka, wchodząc do kuchni. Bez pytania wzięła pękaty kubek, a potem pstryknęła włącznikiem ekspresu. Od dawna nie była gościem w tym domu, a niemalże jego mieszkańcem. Basia była dla niej siostrą, której nigdy nie miała.
– Dwanaście sztuk? Żartujesz?
– Łatwo wchodzą.
– Aż za łatwo – mruknęła Baśka z pełnymi ustami, dobrawszy się do zawartości pudła. – To co to za list?
– Od adwokata będącego pełnomocnikiem obecnej właścicielki.
– Oho, coś złego, prawda?
– Właśnie, że nie wiem – stropiła się Agnieszka, opierając o lodówkę. – Jest w nim wiadomość, że kamienica wkrótce zmieni właściciela.
– Pokaż.
Podała przyjaciółce list. Ta czytała go ze zmarszczonymi brwiami. Potem przełknęła ostatni kęs babeczki i odezwała się zamyślona.
– Rafał Jarzębski. Gdzie ja słyszałam to nazwisko?
– Na pewno nie ode mnie. Dziś spotkałam się z nim pierwszy raz w życiu.
– Czekaj, czekaj… Wiem! – Az podskoczyła na krześle. – Już wiem! Wczoraj, od mojego towarzysza.
Agnieszka zdumiona uniosła brwi. Nigdy nie wypytywała o szczegóły „tej pracy”, ale Baśka czasami sama potrafiła wiele zdradzić.
– Był zachwycony i za wszelką cenę chciał mnie umówić ze swoim partnerem biznesowym, jak się wyraził, który przylatuje do Polski w tym tygodniu. Wymienił dokładnie to imię i nazwisko. Powiedział, że przyda mu się towarzystwo pięknej kobiety na rozluźnienie. Tylko że ja nie mogę, przecież wyprawiam chłopcom urodziny, a w niedzielę z samego rana jedziemy na obiecaną wycieczkę.
– Sądzisz że pojawi się w kamienicy?
– Raczej nie. Tacy jak on załatwiają większość spraw za pośrednictwem prawników i innych. Boisz się czegoś, prawda?
– Boję się eksmisji. Ta kamienica to łakomy kąsek. Dopóki właścicielką była pani Anna, nie musieliśmy się niczego obawiać. Nawet czynsze były więcej niż znośne. Lecz teraz, nie wiem jak to ująć, ale czarno widzę naszą przyszłość.
– Przesadzasz – odpowiedziała Basia, patrząc na nią niepewnie. – Pewnie wzrosną opłaty i tyle.
– Nie byłabym tego taka pewna – mruknęła Agnieszka. Gdzieś tam zamajaczyło dziwne wspomnienie pewnej rozmowy, wspomnienie plotki o siostrzeńcu pani Anny. Nie potrafiła przypomnieć sobie szczegółów, pamiętała tylko swoje odczucia, obawę i niechęć.
– Tak sobie myślę… – rozpoczęła zamyślona przyjaciółka. – Przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Nie protestuj zanim nie skończę. A gdybyś ty zajęła moje miejsce w przyszły weekend?
– Co?!
– Facet potrzebuje towarzystwa na biznesową kolację lub przyjęcie, nie pamiętam szczegółów. Nie wie kim jesteś, a będą rozmawiać o interesach. Na luzie co prawda, ale zawsze można się czegoś dowiedzieć.
– Oszalałaś – opowiedziała słabym głosem Agnieszka.
– Aguś, to nic takiego. Masz pięknie wyglądać, o co w twoim przypadku nietrudno, elegancko się zachowywać, zapewnić mu odrobinę rozrywki. Żadnych intymnych kontaktów jeśli sobie tego nie życzysz. Przyjedzie po ciebie, zjecie kolację, wypijecie kilka drinków, na koniec odwiezie cię do domu. To wszystko. A możesz się dowiedzieć bezcennych rzeczy.
– Pytanie, co mi da ta wiedza?
– Nie wiem. Może dużo, może nic.
– Sama nie wiem…
– Nie będę nalegać, zdecyduj sama. Powiedz tylko słowo, a wszystko zorganizuję.
Agnieszka upiła łyk kawy, zamyślona, wciąż niepewna. W sumie to Basia miała rację. Poznałaby przeciwnika, może dowiedziała się ważnych rzeczy.
– Czy to jest trudne? – zadała w końcu nurtujące ją pytanie. – Albo inaczej, czy byłoby trudne dla mnie?
– Jesteś piękna, choć za mało wykorzystujesz swoją urodę. Mężczyźni powinni ustawiać się do ciebie w kolejce, a tymczasem nie masz żadnego.
– O tym już rozmawiałyśmy – uśmiechnęła się Agnieszka. – Nie tego w życiu szukam.
– Poklasku? Czasem przydaje się podziw innych, mile łechcący nasz ego. Lecz wracając do tematu, nie, to nie będzie trudne. Masz być niczym gejsza, o ile wiesz, co mam na myśli?
– Chyba tak. Jeden wieczór, kilka godzin. Przeżyję. Na pewno bez seksu?
– Zuch dziewczyna. Na pewno, bo wyraził się dość jasno, co do mojej roli. – Basia wstała, sięgając po telefon. – Dzwonię. Później nie będzie odwrotu, czyli zwykłym bólem głowy się nie wyłgasz.
– Dzwoń.
Przysłuchiwała się rozmowie toczonej przez przyjaciółkę, jednocześnie zastanawiając się, w co tak naprawdę się wpakowała. A jednak propozycja ta kusiła tajemnicą, wabiła swą nowością, bo była przecież obietnicą kilku chwil innego życia. Agnieszka uśmiechnęła się do swoich myśli. W wyobraźni widziała samą siebie na tym bankiecie czy przyjęciu, na który miał ją zabrać nieznajomy, piękną i ponętną, Widziała jak prowadzi interesującą konwersację, jak wymienia błyskotliwe uwagi, jak uwodzi… Nawet jeśli nie dowie się niczego o planach nowego właściciela względem kamienicy, to przynajmniej oderwie się od szarej rzeczywistości. Tak, stanowczo jej się to przyda.
***
Cały piątek spędziły na przygotowaniach. Basia zaciągnęła ją do kosmetyczki, umówiła do fryzjera na sobotnie popołudnie, uparła się asystować przy zakupach.
– Nie przyniesiesz wstydu ani samej sobie, ani mnie – argumentowała stanowczym tonem. – Pożyczyłabym ci którąś z moich, ale nie mieścisz się w cyckach. Za duże urosły.
– Bez przesady. Zwykłe c.
– Dam sobie głowę obciąć, ze więcej. No! – powiedziała zadowolona, prezentując wyszukaną przez siebie suknię. – Ta będzie idealna, przymierz.
Agnieszka z zainteresowaniem przyjrzała się małej czarnej. Była bez rękawów, krótka, może nawet zbyt krótka, a może po prostu tak jej się wydawało. Zbyt mocno przyzwyczaiła się do spodni. Miała głęboki dekolt, niemalże na granicy przyzwoitości. Uszyta była z miłej, niezwykle delikatniej tkaniny. No i po ubraniu jej, od razu wiedziała, że to strzał w dziesiątkę. Skromna, a jednocześnie wyzywająca. Jak taki niepozorny kawałek materiału może zmienić człowieka? pomyślała, z zadowoleniem przeglądając się w lustrze.
W sobotę uparta Baśka wpadła na chwilę, by zobaczyć rezultaty działań fryzjera.
– Idealnie! – zachwyciła się. Agnieszka na głowie miała misternie ułożone włosy, jedynie kilka kosmyków wymykało się jakby przypadkowo na wolność, tworząc wrażenie zamierzonego nieładu. Do tego kupiona sukienka, zgrabne szpileczki, stonowany makijaż i ciemnoczerwona szminka. – Tu masz klucze do mojego mieszkania. My wyjeżdżamy około drugiej, będziesz miała spokój. Skombinowałam parę fajnych filmów na dvd, żebyś się nie nudziła.
– Dziękuję.
– Piękna jesteś! – zachwyciła się, podczas gdy Agnieszka nieufnie przeglądała się w lustrze.
– Piękną jest kobieta, która wyrwana w środku nocy z łóżka oszałamia urodą – odparła krytycznie.
– Przestań marudo. Naprawdę niczego ci nie brakuje.
Miała rację. Agnieszka idealnie nadawałaby się do roli królewny Śnieżki. Wysoka, po dziewczęcemu smukła. Czarne niczym heban włosy, jasna, nawet zbyt jasna cera, ogromne błękitne oczy, w oprawie ciemnych, długich rzęs i usta o tak wyrazistym, kuszącym kształcie, że w zasadzie grzechem byłoby ich nie pocałować. Tak przynajmniej myślało wielu mężczyzn, których spotkała na swojej drodze. Tylko Basia wiedziała, jak poważnie podchodzi jej przyjaciółka do każdej znajomości, do każdego związku. Na tyle poważnie, że od roku, po zerwaniu z chłopakiem, nadal była sama.
– Przydałaby się biżuteria.
– Nigdy w życiu! – Agnieszka wzdrygnęła się z niechęcią. – Żadnej biżuterii! Wiesz jak jej nie cierpię.
– Wiem. I to mnie dziwi. Która kobieta nie kocha diamentów?
– Nie mam diamentów – uśmiechnęła się. – I jak? Zdałam sprawdzian?
– Na sto procent – Basia wstała, sięgając po torebkę. – Pamiętaj, że możesz dzwonić do mnie w każdym momencie. Zwłaszcza gdybyś miała kłopoty.
– Szkoda że nie mogę być na urodzinach chłopców.
– Wpadniesz jutro, złożysz im życzenia, a mnie wszystko opowiesz.
– O ile będę miała co.
– Wierz mi, będziesz miała.
Wolała nie dochodzić, co przyjaciółka miała na myśli. Zdjęła sukienkę i spojrzała na zegarek. Po drugiej pojedzie do mieszkania Basi. Nie mogła przecież umówić się pod kamienicą z jej przyszłym właścicielem. O siódmej zejdzie na dół, a tam będzie na nią czekał klient. W zamyśleniu powiodła dłońmi po nagim, jeśli nie liczyć bielizny, ciele. Czy będzie prezentować się wystarczająco dobrze? Nie chodziło o to, że brak jej pewności siebie, ale to będzie całkiem inne towarzystwo. Bardziej wybredne, rozpieszczone bogactwem. Piękne kobiety, przystojni mężczyźni, całkiem jak na niektórych filmach. Uśmiechnęła się. Trzeba zając się czymś absorbującym. Inaczej stchórzy i nie zejdzie na dół, kiedy przyjdzie pora. A co może być ciekawszego oraz bardziej relaksującego od oglądania romantycznych komedii, które przygotowała Basia? Szybko ubrała dżinsy, narzuciła na siebie sportową bluzę i z bagażem udała się do mieszkania przyjaciółki.
Obejrzała aż dwie. Przez ten czas starała się nie myśleć o dzisiejszym wieczorze. Nawet nieźle jej to się udało. Potem napiła się soku jabłkowego i zaczęła ubierać. Poprawiła makijaż, fryzurę, strzepnęła niewidzialny pyłek z sukienki. Zerknęła na zegarek.
Wybiła dziewiętnasta.
Pora na wielki show. Rozejrzała się z zadumą i wyszła z mieszkania. Klucze wrzuciła niedbale do torebki. Pokonanie dwóch pięter w dół zajęło jej wyjątkowo dużo czasu. Aż w końcu dotarła do bramy głównej. Teraz zostało tylko kilka stopni na zewnątrz.
Agnieszka zeszła po schodach, czując jak jej serce przyspiesza w oszałamiającym tempie. Głęboko odetchnęła, po czym ruszyła w kierunku ciemnego, błyszczącego auta. Co tu dużo ukrywać – cholernie bała się tego spotkania. Dopiero teraz to do niej dotarło, dopiero w tej chwili pojawił się strach. Nie tylko z powodu roli, jaką miała odegrać, lecz także z powodu mężczyzny, który właśnie odwrócił się w jej kierunku.
Był wysoki i doskonale zbudowany. Cerę miał smagłą, o oliwkowym odcieniu, twarz szczupłą, pociągłą, o surowo zaciśniętych, wąskich ustach. Jego pierwotny urok podkreślały jeszcze wyraziście zarysowane kości policzkowe i ciemne, prawie czarne oczy. Grafitowy garnitur leżał na nim niczym druga skóra. Pod spodem miał koszulę w podobnym odcieniu i tylko fiołkowy krawat stanowił jedyną barwną plamę wśród tych szarości. Aż dziw, że ktoś taki potrzebował płatnego towarzystwa.
A potem spojrzała mu prosto w oczy i odruchowo się cofnęła. Panika zalała jej umysł niczym wzburzona fala podczas przypływu i mało brakowało, a Agnieszka najzwyczajniej w świecie by uciekła. Nigdy wcześniej nie spotkała się z tak dziwną mieszanką lodowatej pogardy, pewności siebie i tłumionej złości. Wydawał się opanowany i zimny, ale miała wrażenie, że to tylko pozory. Że wewnątrz drzemie nieokiełznana bestia, przyczajona do skoku, gotowa do ataku.
– Ty jesteś Samanta?
Głos miał niski, o głębokiej, budzącej w jej ciele dziwne wibracje, barwie.
– Nie – wyjąkała. Kurczowo zacisnęła dłonie, próbując się opanować.
– Nie? – uniósł brwi, choć wcale nie wyglądał na zdumionego. Mierzył ją przy tym ostrym, przeszywającym spojrzeniem. Jego wzrok nie wyrażał jednak absolutnie żadnej aprobaty, żadnego zachwytu. Jakby nie stała przed nim piękna, seksowna i powabna kobieta.
– Znaczy się tak.
– Sądzę, że zadałem proste pytanie?
– Samanta trafiła do szpitala. Mam ją zastąpić – odpowiedziała drżącym głosem, czując jak rumieniec wypełza na jej policzki. – Jestem Agnieszka.
Zapomniała, że nie powinna była przedstawiać się swoim prawdziwym imieniem. Wyciągnęła w jego kierunku rękę, ale nadal stał nieruchomo, jedynie mierząc ją wzrokiem.
– Nie zamawiałem żadnej Agnieszki. Miała być Samanta.
Nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Wpatrywała się w niego ogromnymi, przestraszonymi oczami, nie mogąc odnaleźć potrzebnych słów.
– Masz doświadczenie? – spytał w końcu.
– Tak.
– Gówno prawda! Z takimi oczami, pasowałabyś raczej do roli dziewicy rzuconej na żer krwawej bestii – warknął i dał krok do przodu.
Nie ośmieliła się powiedzieć, że nawet podobnie się czuje. Mężczyzna wyciągnął dłoń i ścisnąwszy jej podbródek zmusił, by spojrzała mu prosto w oczy. Przy tak niewielkiej dzielącej ich odległości, okazało się to krępujące.
– Może doskonale udajesz? Gerard wiedział, że takie lubię – mruknął, badawczo się przypatrując.
W co ta Baśka mnie wplątała? pomyślała w panice Agnieszka. W co ja sama się wplątałam? Na pierwszy rzut oka widać, że ten człowiek to bezwzględny egoista. Jeśli pani Anna zrealizuje swój plan i zrzeknie się praw do kamienicy na jego rzecz, to lokatorzy już mogą pakować walizki.
– Dobrze, wsiadaj – puścił ją i niedbałym gestem otworzył drzwi po stronie pasażera. Zawahała się. Jeszcze mogła zrezygnować, uciec bez zbędnego tłumaczenia. Ale wtedy cała sprawa odbiłaby się niekorzystnie dla przyjaciółki, a Basia potrzebowała tego dodatkowego zajęcia. Zresztą, jadą w publiczne miejsce, nie zrobi jej krzywdy, gdy dookoła będzie pełno obcych ludzi. Bez słowa wsiadła do samochodu, a on zatrzasnął za nią drzwi i sam zajął miejsce kierowcy.
Ruszyli ostrym zrywem. Prowadził płynnie, ze wzrokiem wbitym w drogę, milczący, wyniosły i ponury. Panująca między nimi cisza była krepująca, ale nie miała odwagi się odezwać. Nie tak wyobrażała sobie to spotkanie. Chciała być czarująca, odrobinę uwodzicielska, elokwentna. Może nawet bardziej niż w towarzystwie innych mężczyzn. Miała przecież zadanie do wykonania. A siedziała nieruchomo, spięta i przerażona.
– Dojechaliśmy – odezwał się nieoczekiwanie.
Skinęła tylko głową, ale widać nie spodziewał się odpowiedzi. Zgrabnie zaparkował i dopiero wtedy na nią spojrzał. Skuliła się w sobie pod wpływem tego przeszywającego spojrzenia.
– Miałem pojawić się w towarzystwie atrakcyjnej, niegłupiej dziewczyny, z którą przyjemnie spędzę czas i której wszyscy będą mi zazdrościć. Jeśli jednak będziesz patrzyła się na mnie takim przerażonym wzrokiem, nic z tego nie wyjdzie. A tego bym nie chciał – dodał z doskonale wyczuwalną groźbą. – Kiedy chcę seksu, idę do burdelu, więc grać osaczone niewiniątko możesz wtedy, gdy zostaniemy sami.
– Zrozumiałam – odrzekła krótko, modląc się w duchu, by przypadkiem nie mieli okazji zostać sami.
Kiedy wysiedli, objął ją ramieniem. Zadrżała. Było w tym geście tyle zdecydowania i pewności siebie, a jednocześnie paraliżującego chłodu. Nie spojrzał jej w oczy, nie uśmiechnął się, nie powiedział komplementu. Tego się nie spodziewała. Nigdy wcześniej nie spotkała mężczyzny, który w tak doskonały sposób panował nad swoimi emocjami. Czy był przystojny? Chyba tak, choć nie umiała teraz tego określić. Na pewno fascynujący. Nie, inaczej. Fascynująco niebezpieczny.
Kiedy weszli do środka, oszołomił ją przepych tego wnętrza, blask świec odbijający się w lustrach o bogatych, złoconych ramach. Obcasy jej butów, delikatnie stukały na gładkiej, lśniącej powierzchni parkietu. Takie miejsca widywała jedynie w filmach i na fotografiach modnych magazynów. Ludzi, którzy siedzieli przy okrągłych stołach, również. Powinna być zachwycona, a czuła jedynie niepewność. Wiedziała dlaczego. Zerknęła na swego towarzysza. Tym razem się uśmiechał. To był jedynie grymas wykrzywiający usta, nie odmienił twarzy, nie dotarł do oczu. Poprowadził ją do towarzystwa zasiadającego przy jednym ze stołów. Dwa wolne miejsca z pewnością czekały na nich. Pozostałe pięć było zajętych. Panowie byli eleganccy, dwóch starszych, jeden młodszy, prawie w jej wieku. Panie zaś, chodź wyglądały zjawiskowo, dawno musiały przekroczyć już czterdziestkę. Tak przynajmniej przypuszczała. Były piękne, doskonale zrobione, szałowo ubrane, ale brakowało im świeżości spojrzenia, czegoś ulotnego, co zdradzało ich prawdziwy wiek.
– Agnieszka – przedstawił ją, odsuwając jednocześnie krzesło, by mogła usiąść. Uśmiechnęła się zdawkowo, starając pozbyć męczących ją obaw. W końcu ci ludzie nie gryźli.
– Nie wiedziałam Rafale, ze masz tak piękną dziewczynę – odezwała się jedna z kobiet, posyłając jej ostre spojrzenie.
– Nie było okazji – oznajmił krótko. – Prawda kochanie?
Przez moment nie rozumiała, że do niej kierował te słowa. To „kochanie” brzmiało w jego ustach niczym obelga. A może tylko ona wyczuła w nim szyderstwo?
– Nie było – poświadczyła słabym głosem, przywołując się do porządku. Wtedy poczuła jak mężczyzna ściska jej nadgarstek, dając do zrozumienia, co myśli o takim zachowaniu. – Poznaliśmy się całkiem niedawno.
Zdawkowe uprzejmości. Puste słowa, układające się w krótkie zdania, chwile ciszy oraz porozumiewawczych spojrzeń. Niewiele zjadła, starając się wypaść jak najlepiej, a przy tym mało mówić i dużo słuchać. Czasami spoglądała na siedzącego obok mężczyznę. On czasami odwzajemniał to spojrzenie. Wtedy mimowolnie drżała. Ten ogień w jego oczach, maskowany obojętnością… Czym był? Nie potrafiła tego rozszyfrować.
W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat kompletnie nieznanej jej pary. Agnieszka spojrzała na Rafała, na jego czysty profil. Przez chwilę podziwiała nienaganne, pełne powściągliwości zachowanie. Czy zawsze był taki? Jej wydawało się to grą, sposobem na ukrycie swego prawdziwego ja. Ale może nie miała racji. Może to była prawdziwa bestia w ludzkiej skórze, człowiek bezwzględny, bezlitosny, po trupach dążący do wyznaczonych sobie celów. A gdyby tak była jego prawdziwą dziewczyną? Nie taką wynajętą na jeden wieczór, ale czymś więcej? Jak to jest być całowaną przez niego? Uśmiecha się wtedy inaczej? Szczerze, bez tego chłodu, namiętnie, bez dystansu, który stworzył wokół siebie? Mimowolnie dotknęła swoich ust, przesunęła po nich opuszkiem palca, a wtedy Rafał odwrócił głowę i spojrzał prosto na nią.

29 komentarzy:

  1. Ohhhh,taaaakk...wiedziałam, czułam , ze dzisiaj coś dasz :) siebie się zapowiada, ekstra. Chociaż "pewnego..."też nie mogę się doczekać.
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszka też ma dwojke dzieci czy nie? :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia, Basia ma dzieci. Agnieszka jest nobliwą panienką, stanu wolnego ;-D

      Usuń
  3. O MATKO! WIĘCEJ BABECZKO! *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Woow, wchodzę sobie tak przed snem, a tu niespodzianka, nowy wpis :D Poprawia humor po dobijającym dniu;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i co dalej? ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha .. super.
    Prawie spóźniłam się przez ten tekst do pracy. Ciekawe czy z facet ewoluuje ewentualnie pokaże swoją "ukrytą wrażliwość i dobroć" czy też okaże się socjopatą, a Agnieszkę będzie ratował rycerz na białym koniu :D
    Fajne ... sama czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieje,ze bedzie slodko - pierdzace, akuray tego mi potrzeba

    K

    OdpowiedzUsuń
  8. I D E A L N E ! ! !
    Weny życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. No w końcu jest to opowiadanie:D po ponad dwóch latach czekania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam zapoznać się z historiami callgirl i wybrać taką, która pasuje do opowiadania ;-)

      Usuń
  10. Dziekuje babeczko :) od razu humor mi się poprawil, niestety mój dzien nie należy do udanych. Opowiadanie zapowiada się fantastycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Idealne :) Dziękuję za poprawienie mi humoru :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam nadzieje ,że z okazji 3 urodzin bloga wstawisz nam tutaj jakąś swoją nową fotkę:) pozdrawiam i miłego wieczoru życzę;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystkiego najlepszego z okazji 3 urodzin bloga ☺ weny i aby częściej fragmenty się ukazywały ☺ opowiadanie mega nawet nie wiem czy bardziej czekam za odcieniami czy w innym miejscu ☺

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem za! :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj Babeczko, świetnie się zapowiada, czekam na więcej :) Mam tylko jedną wątpliwość językową " jak to jest być całowanym przez niego" - brzmi trochę jakby to facet myślał, może lepiej by brzmiało " być całowaną przez niego"? To tylko sugestia, polonistką nie jestem więc mogę się mylić ;) A tak poza tym to bardzo fajnie się Ciebie czyta. Pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, poprawione :-) Tyle razy to czytałam, a nie zauważyłam...

      Usuń
  16. "przerażonym wzorkiem" czy nie powinno być "przerażonym wzrokiem"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że tak. Znowu się ten wzorek przyplątał... Dzięki!

      Usuń
  17. Ja chce nastepna część! 😭😭
    Babeczko ty wiesz kiedy przerwać.... 😀
    Pozdrawiam Magda 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie codziennie wchodzę zobaczyć czy nowa część jest ☺

      Usuń
  18. Mam nadzieję, że połączy ich tylko ognisty romans, a potem każde pójdzie w swoją stronę. Ten facet nie może okazać się dobry, bo ta jego pewność siebie i oziębłość czyni go seksowynym.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zrobi jej dziecko, wywali z chaty, zdesperowana Agnieszka wpadnie w sidła najstarszego zawodu i z Basią będą się puszczać i wychowywać dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam! Kiedy następna część, bo nie mogę się jużżż doczekać?!!! :) O.

    OdpowiedzUsuń
  21. kiedy następna część tego opowiadania? Chyba już dosyć długo czekałam... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie. Zapowiada sie super!

      Usuń
  22. Kochana, wrzuc jak najszybciej kolejne czesci bo czuje, ze to bedzie bomba :-)

    OdpowiedzUsuń