wtorek, 14 czerwca 2016

Pewnego dnia, w innym miejscu (VII)

Na początku dziękuję za życzenia!!! Trochę mało się odzywałam, bo w niedzielę była impreza i przyznam szczerze, że do teraz nie doszłam do siebie ;-) Dużo sprzątania, pieczenia, przygotowywania i to wszystko przy asyście znudzonej dziewięciolatki i wściekle ruchliwego rocznego brzdąca... Mąż był w pracy, upiekło mu się. O! Właśnie grzmi. W Poznaniu albo w okolicy szaleje burza :-D Na komentarze postaram się odpowiedzieć jeszcze w tym tygodniu, na maile również, proszę o cierpliwość. Styl telegraficzny mi wyszedł, jedynie tego "stop" brakuje...

link do części VI - klik

           Pewnego dnia, w innym miejscu (VII)
Znieruchomiał.
Nie tego się spodziewał. Pragnął strachu, przerażenia, błagalnego skowytu. A ona go pocałowała. A przecież nigdy wcześniej…
Jak oparzony odskoczył do tyłu. Momentalnie opanowała go wściekłość, zniknęło podniecenie. Weronika zamarła, z przerażeniem obserwując tę nagłą przemianę, a kiedy uniósł ramię, by wymierzyć cios, mimowolnie się skuliła. Jednak nie celował w nią. Pięść z ogłuszającym łoskotem trafiła w ścianę, tuż obok głowy dziewczyny.
Uniosła wzrok, łapiąc jego spojrzenie. Lodowate, pełne nienawiści. Nic nie rozumiała. Co takiego powiedziała czy zrobiła, że tak się zachował? Może to, że przestała protestować? Może lubił, gdy kobiety stawiały czynny opór? Przypomniała sobie Ewę i jej zachęcające uśmieszki. Nie, to chyba nie to. W takim razie... Pocałunek? Wściekł się, bo go pocałowała? Ale dlaczego?
– Wynoś się! – wysyczał.
Nie kazała powtarzać sobie drugi raz. Przerażona tym napadem znacznie bardziej niż poprzednią brutalnością, pędem puściła się w kierunku wyjścia. Z łoskotem wbiegła na piętro i wpadła do swojego pokoju, zamykając drzwi na klucz. Potem usiadła na łóżku, przykładając drżące dłonie do rozognionych policzków.
Nie powinna była pozwolić mu na cokolwiek. Przypomniała sobie zawartość notesu i jęknęła. Przecież te rysunki odzwierciedlały jego chore pragnienia. To właśnie siedziało w głowie tego zboczeńca. Miała rację, nazywając go tak w przypływie złości. I od tej chwili musi się trzymać od niego z daleka, cokolwiek by się działo. Zresztą, ktoś musi wyruszyć po pomoc. Poprosi Maćka, aby poszedł z nią, a Ewa i Adam niech pilnują chorego Witka. Tak, to dobry pomysł. Ryzykowny, szalony, ale dobry. Wyrwie się stąd i nie będzie musiała wracać. Gdzieś bardzo głęboko w jej umyśle zakiełkował żal. Maksym był… Stanowił nie lada wyzwanie, a poza tym ze wstydem musiała przyznać, że chciałby zobaczyć jego męskość, sprawdzić czy naprawdę jest tak ogromna, jak jej się wydawało.
Dlaczego tak się rozgniewał z powodu zwykłego pocałunku?
Przechyliła się do tyłu, padając na plecy. Teraz gapiła się w sufit, pełen migotliwych cieni. Były tak samo niesamowite jak całe to miejsce. Obce, fascynujące, przerażające w swej nieuchwytności. Przypomniała sobie wrażenie z pierwszych godzin pobytu tutaj. Obraz pustego pomieszczenia, gdzie po kątach walały się śmieci, a na zewnątrz zapadał zmierzch. Była racjonalistką niewierzącą w życie po śmierci, hokus pokus czy pokutujące dusze. A jednak tutaj wyczuwała coś niesamowitego, coś czego nie dawało się wytłumaczyć za pomocą naukowych teorii czy zdrowego rozsądku.
– Chcę do domu – pisnęła cichutko, nakrywając sobie twarz poduszką. To prawda, chciała, aby to wszystko się skończyło, a jednocześnie pragnęła czegoś jeszcze. Po raz kolejny pocałować Maksyma. Sprawdzić czy naprawdę to wywołało jego wściekłość i dowiedzieć się dlaczego.
– Wera, jesteś tam? – za drzwiami rozległ się głos Maćka.
– Tak, wejdź. – Usiadła na łóżku, poprawiając ubranie.
– Witek chyba stracił przytomność – oświadczył poddenerwowany kolega.
– Boże, jeszcze to! – wymamrotała Weronika. – Pójdziemy po pomoc. Pytałam gospodarza czy wyświadczy nam tę przysługę, ale odmówił.
– Jesteś pewna?
– A mamy wyjście?
– No nie – odparł z wahaniem. – Ja czy Adam?
– Wolę ciebie.
Nie zapytał dlaczego. Razem udali się do pokoju chorego, gdzie czuwała przerażona Ewa. Witek chyba naprawdę stracił przytomność, bo nie reagował na jakiekolwiek bodźce. Weronika zbadała mu puls, sprawdziła czy oddycha, po czym ciężko westchnęła.
– Obudzę Adama. Zostanie z tobą…
– Nie ma mowy! – koleżanka gwałtownie zaprotestowała. – Nie zostanę w tej upiornej chacie ani chwili dłużej. Mogła wydostać się stąd Klara, mogę i ja.
– Serio? – Weronika zdumiona uniosła brwi. Z drugiej jednak strony rozumiała jej przerażenie. – Nie możemy być pewni, że Klarze się udało.
– Przecież Maksym pokazał ci zdjęcie.
– No tak, zdjęcie – odpowiedziała zamyślona. – Dobrze, będzie jak zechcesz. Adam czy Maciek?
– Ja nie idę – rozległ się od progu naburmuszony głos. – Nie mam zamiaru zginąć, wolę tu poczekać.
Pozostała trójka spojrzała na niego potępiająco. Jakoś się tym nie przejął, tylko usiadł w fotelu, sięgając po kubek z zimną herbatą.
– Kochani, co się stało? – Gospodyni weszła do środka z tacą zastawioną podwieczorkiem. – Jak kolega?
– Źle. Dwoje z nas uda się szukać ratunku.
– Aż tak bardzo? Mogę zerknąć?
Zafrasowana przyłożyła dłoń do czoła Witka. Widać było, że się zmartwiła. Reszta obserwowała ją w milczeniu, absurdalnie wierząc, że znajdzie rozwiązanie.
– Chyba powinniście zaryzykować – powiedziała w końcu. – Trochę się na tym znam i naprawdę jest z nim źle. Chociaż nie umiem określić, co mu dolega.
– Pójdzie Maciek i Ewa – Weronika wstała, sięgając po filiżankę z gorącą kawą. – Pani wnuk powiedział, że to niedaleko, niecały kilometr w jednym kierunku, o ile dobrze pamiętam?
– Tak. Jednak w takiej śnieżycy łatwo zabłądzić.
– Musimy zaryzykować, sama to pani powiedziała.
– Poproszę, aby wam towarzyszył.
– Pytałam. Nie zgodził się – odparła cicho Weronika.
– Zobaczymy. – Gospodyni posłała im pocieszający uśmiech, znikając za drzwiami. Weronika zadrżała. Ta cała sytuacja przestała jej się podobać. Zabłądziła na doskonale znanym terenie. Śnieżyca trwała już kilka dni i nic nie zapowiadało jej końca. Klara uciekła z powodu głupiej kłótni. Piotr niefortunnie skręcił sobie kark. Witek zachorował nie wiadomo na co. Teraz Ewa i Maciek wyruszą w ryzykowną trasę, a ona zostanie sama z Adamem. No, niezupełnie. Jest jeszcze Maksym. Fascynujący, niebezpieczny i co tu dużo gadać, mocno pokręcony, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy związane ze erotyką.
– Jesteś ranna? – odezwał się milczący dotąd Adam. – Co się stało? To wygląda jak ugryzienie.
Bo to jest ugryzienie, pomyślała Weronika, posyłając mu kose spojrzenie.
– Wydusiłam pryszcza – odparła na poczekaniu, wzbudzając tymi słowami nagłe zainteresowanie pozostałej trójki
– Nie żartuj! – prychnęła niedowierzająco Ewa. – W takim miejscu?
– Zdarza się. – Czy oni nie mając ciekawszych spraw niż stan jej szyi? Bez słowa wyszła, kierując się do łazienki. Dopiero stojąc przed lustrem zrozumiała ich sceptyczne miny. To nie było zadrapanie. Klnąc w duchu, zdezynfekowała ranę, a później zakleiła ją plastrem, a w zasadzie dwoma. Jeden był zbyt mały. Kiedy wracała do sypialni Witka, ze środka dobiegł ją gwar wzburzonych głosów.
– Coś się stało? – spytała, patrząc z niepokojem na ich zacięte, pełne złości miny.
– Maksym z nami nie pójdzie – oznajmiła Ewa wydymając ze złością wargi. – Oznajmił to w bardzo dosadnych, niegrzecznych słowach, po czym wyszedł.
– To poradzimy sobie bez niego – Weronika obojętnie wzruszyła ramionami. – Wycofujesz się?
– Nie.
Została przy Witku, podczas gdy reszta udała się na dół, przygotować do drogi. Siedziała, patrząc na nieprzytomnego kolegę i czując, że źle robią. Nie powinni wyruszać w taką pogodę. Maksym nie nadaremnie odmówił swojego udziału w tej wyprawie. Wstała, podchodząc do okna. Śnieg, wszędzie śnieg, wszechobecna biel. Jakby to miejsce skrywało się pod kurtyną przed całym światem. Kto wie, może coś w tym było? Otrząsnęła się ze zgrozą. Nie, nic z tych rzeczy. Powinna zapanować na swoją upiorną wyobraźnią, bo inaczej kiedy nadejdzie pomoc, wyprowadzą ją stąd w kaftanie bezpieczeństwa. Wyobraziła to sobie i nie potrafiła się nie uśmiechnąć.
– Poszli. – Adam zbliżył się od tyłu prawie bezszelestnie. – Zostaliśmy sami.
– Niezupełnie.
– Witek raczej się nie liczy.
– Daj spokój – strząsnęła z siebie jego dłonie. Poczuła niesmak. – Teraz dopiero zaczęłam się martwić. Co powiedziała nasza gospodyni?
– Była zawstydzona uporem kochanego wnuczka, ale twierdziła, że nie ma na niego wpływu.
– I sądzę, że mówiła prawdę. Spałeś, więc teraz czuwasz pierwszy. Masz mnie obudzić albo za cztery godziny, albo gdyby się coś działo.
– Nie zostaniesz? – wydawał się być rozczarowany jej słowami i zawiedziony brakiem zainteresowania.
– Nie. Idę coś zjeść, potem się prześpię i zmienimy wartę. Pilnuj Witka, proszę!
 Będę na niego uważał – powiedział z niechęcią Adam. Chyba nie tak wyobrażał sobie ich „dyżur” przy chorym, ale dziwnie łatwo się z tym pogodził.
Weronika zeszła na dół. W kuchni, przy ogromnym stole siedziała starsza pani. Miała zatroskany wyraz twarzy i zmęczone oczy.
– Mogę prosić o kanapkę?
– Już kochanie, zaraz ci coś przygotuję! – Gospodynie zerwała się z miejsca, posyłając jej pokrzepiający uśmiech. – Spójrz za okno! Śnieżyca ustaje.
Spojrzała.
– Chyba ma pani rację! – Weronka od razu się ucieszyła.
– To dobrze. Kochani, dlaczego nie chcieliście zaczekać do rana? Noc i taka pogoda, to nie najlepsza pora na wędrówki.
– Co za różnica. I tak widoczność jest prawie zerowa. Zresztą, Klarze się udało, chociaż wyruszyła w podobnych warunkach.
Tamta jednak pokręciła głową, nadal mocno zaniepokojona.
– Chciałam, abyście znaleźli u nas schronienie. Marzyłam o długich rozmowach przy szklance aromatycznej herbaty, w cieple kominka, w blasku świec. Mam tyle do opowiedzenia i tak chętnie i was bym posłuchała. A to wszystko… To wszystko potoczyło się nie tak, jak powinno.
Weronika spojrzała na nią ze współczuciem.
– Maksym chyba nie należy do zbyt wylewnych osób?
– Jest małomówny i skryty. Kocham go, ale czasami czuję strach, widząc gniew malujący się w jego oczach. Zewnętrznie jest bardzo podobny do mojego ojca, ale on był serdecznym, życzliwym człowiekiem, o wiecznie roześmianej twarzy. Mój wnuk absolutnie go w tym nie przypomina.
– Jak długo z panią mieszka?
– Od śmierci córki. Nie wiem, kto był jego ojcem, Małgosia nigdy nie chciała rozmawiać ze mną na ten temat. Wyjechała do wielkiego miasta, a po kilku latach wróciła. Schorowana, zgaszona, z małym chłopcem u boku. Gdy umarła, ja przejęłam nad nim opiekę.
– Nigdy stąd nie wyjeżdżał?
– Tylko do pobliskich szkół. Zresztą, nauka go nie interesowała. Terroryzował kolegów, poniżał koleżanki, lekceważył nauczycieli. Wszyscy starali się, aby skończył edukację jak najszybciej.
Weronika zamyśliła się. A więc Maksym mówił prawdę o tym, że mieszka tu całe życie. Dziwne że nigdy nawet nie próbował poznać czegoś innego, wyruszyć w świat, nawiązać bliższych relacji z drugim człowiekiem. Przypomniała sobie czerwony notes i jego zawartość. Wyuzdane rysunki, zwierzęcy, brutalny seks. Przypomniała sobie reakcję Maksyma na niewinny pocałunek. Może to jednak lepiej, że wybrał samotność?
– Czy miał kiedyś dziewczynę? – spytała niedyskretnie.
– Nie – westchnęła gospodyni. – Chociaż kręciło się tu parę takich, co mogłyby mu się podobać. Kilka razy przyłapałam go nawet w bardzo niezręcznej sytuacji, bo mój wnuk nie należy do dyskretnych osób. Ale to wszystko.
Tym razem nie wypytywała o szczegóły. Skończyła swoją kanapkę, więc po prostu wstała i pożegnawszy się, wróciła na górę, do swojej sypialni. Oczywiście zamknęła drzwi na klucz, chociaż dręczyła ją nieprzyjemna myśl, że to i tak nic nie da. Obroni ją jedynie przed niechcianymi zalotami Adama, natomiast Maksym… Sięgnęła po telefon. Nadal brak sygnału. Westchnęła i poszukała w nim gier, które zainstalowała dawno temu. Skupiła się na wypełnianiu pustych pól sudoku, lecz jednocześnie nie potrafiła przestać rozmyślać o Maksymie. Budził w niej zarówno niechęć jak i fascynację, obrzydzenie i jednocześnie pożądanie. To nie było normalne, nie dla niej, ale nie umiała sobie z tym poradzić. Najgorsza była jednak prześladująca ją myśl, że to wszystko nie było dziełem przypadku, ale starannie przemyślanym planem. Czy to możliwe, ze tajemniczy gospodarz bawił się z nimi w kotka i myszkę, kolejno eliminując uczestników pechowej wyprawy? No dobrze, ale przecież nie mógł mieć wpływu na pogodę i na to, że zabłądzili.
A może mógł?
Weronika drgnęła przerażona własnymi myślami. Dosyć tego! Pora wracać do realnego świata i zmierzyć się z realnymi problemami. Nie tworzyć własnej, zakręconej rzeczywistości tylko dlatego, że pewien facet kreował się na tajemniczego outsidera. Musi się wyspać, zastąpić Adama i modlić, aby pomoc nadeszła jak najszybciej.
Roześmiała się na głos. Modlić się? Ona, zadeklarowana ateistka? To dopiero było absurdalne.
Znacznie bardziej niż wizja Maksyma w roli seryjnego mordercy.
***
Zasnęła, ale snem niespokojnym, pełnym dziwacznych majaków. Nagłe przebudzenie nie należało do najprzyjemniejszych. Przez dłuższą chwilę usiłowała opanować oszalałe z przerażenia serce i zrozumieć to, co widzi.
– Oszalałeś? – odezwała się w końcu ostrym tonem, usiłując wstać.
Nad nią okrakiem klęczał Maksym, opierając się na przedramionach i pochylając tak mocno, że prawie czuła ciepło jego oddechu. Miał ponurą minę i zachmurzoną twarz, a w oczach widać było tłumioną złość. Ogień na kominku strzelał wysokim płomieniem, bo przed chwilą musiał dołożyć kilka polan.
– Czego chcesz? – warknęła poirytowana Weronika.
– Dlaczego to zrobiłaś? Co to daje?
Nie miała najmniejszych wątpliwości, o co pytał. Złość minęła, pojawiło się zdumienie. Więc miała rację.
– Pocałunek? Nie wiesz, po co ludzie się całują?
– Nie. Nie rozumiem po co wam to?
– Nam? A ty niby kto? Kosmita? – parsknęła śmiechem, ale natychmiast spoważniała widząc, jak w czarnych źrenicach pojawia się szaleństwo. Lepiej nie drażnić bestii.
  
 

12 komentarzy:

  1. I w takim momencie?! :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Więcej więcej ☺y musisz nam to wynagrodzić za tak długie czekanie Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle w takim momencie buu a kiedy następna część drugiego opowiadania?

    OdpowiedzUsuń
  4. Oho, ciekawe kim on jest? :) Rozdział świetny. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet nie pytam dlaczego teraz przerwałaś, bo to oczywiste ;) Teraz bardziej mnie zastanawia jak Werka wytłumaczy Maksymowi po co ludzie się całują

    OdpowiedzUsuń
  6. CHCEMY "TYSIĄC ODCIENI BIELI"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mów za siebie.

      Usuń
    2. Ja też wole "pewnego dnia..." :D

      Usuń
  7. Bardzo dobry tekst. Ile jeszcze wstawisz części? Co najważniejsze, kiedy kolejna?

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiasz nas torturować :D

    W poniedziałek kończę 21 wiosnę :) Może dodasz jaką część tego opowiadania? ;>

    Pozdrawiam, Aleksandra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no ludzie bez przesady. Nie ma tekstu, pod ktorym ktoś nie prosiłby o fragment na swoje urodziny. Gdyby tak autorka musiala dodawać opowiadania na urodziny każdego swojego czytelnika to w życiu by się z ich pisaniem nie wyrobiła

      Usuń
    2. Powiedzmy że czasami mogę się przychylić do prośby, a czasami nie dam rady choćby nie wiem co ;-) Dziękuję za głos rozsądku.

      Usuń