sobota, 29 marca 2014

Aniol stróż (VI)

Tak, jak obiecałam...

link do części V - klik

          Anioł stróż (VI)
– Zdumiewasz mnie – powiedział Damian przysiadając się do mojego stolika.
– Bo jestem odporna na twój diabelski urok?
– Między innymi
– Mów, co cię tu sprowadza, bo jak znam życie zaraz zjawi się mój anioł stróż.
Damian skrzywił się nieznacznie.
– Twój nieodłączny cień.
– Na dodatek piekielnie zazdrosny.
– No właśnie – ożywił się. – Kompletnie mu odbiło. Kiedyś swoją wyższość okazywał pobłażliwie udzielając mi informacji o swojej przewadze, a dziś? Wczoraj o mało co mnie nie pobił!
– Pobłażliwie? – spytałam z ciekawością.
– Cytował biblię z uśmiechem psychopaty przyklejonym do ust. Trochę pomachał skrzydełkami, powachlował anielską szatą i to było wszystko.
Zachichotałam.
– A ty, w imię starej rywalizacji, nie odpuścisz?
– Za żadne skarby tego czy tamtego świata – przy naszym stoliku pojawiła się kelnerka i Damian zamówił kawę. Obdarzył ją przy tym takim uśmiechem, że biedna dziewczyna o mało co nie zemdlała z wrażenia.
– Nie popisuj się! – wskazałam na niego łyżeczką. – Wiem, że jesteś seksowny i szałowy, ale masz nadprzyrodzoną przewagę.
– Nadprzyrodzoną przewagę to ja mam pomiędzy nogami – mruknął.
– Pewnie też – zgodziłam się z nim. – I nie będę z tobą gadać, dopóki normalnie się nie przedstawisz.
– Mówiłem już…
– To przekształć je tak, żeby było.
Przedstawiciel piekła popatrzył na mnie z zadumą. Potem wymamrotał coś pod nosem.
– Urgh – oświadczył w końcu. – Może być?
– Dobrze, zwracam honor. Wolę jednak tego Damiana – skapitulowałam. – Albo dla odróżnienia będę cię nazywała moim diabełkiem.
– Jestem twój? – ucieszył się z nagła.
– Jest twój? – odezwał się chłodny głos za moimi plecami. Daniel zajął wolne miejsce, a jego oczach widziałam prawdziwą stal. – Czego tu chcesz szatański pomiocie?
– Po pierwsze jej. Po drugie odrobinę cię podrażnić. Jakiś się taki nerwowy zrobiłeś ostatnio.
– Jestem jak ocean spokoju. Więc spadaj!
– A gdzież się podziało twoje anielskie giezełko? – podjudzał Damian. – I gustowny złoty sznureczek, którym byłeś przepasany? O seksownych, rzemykowych sandałkach nie wspomnę…
– Zamknij się złośliwa bestio! – rozkazałam. – Możesz sobie go wkurzać, ale nie w mojej obecności.
– Szkoda – wygiął usta w podkówkę. – Dawno nie słyszałem żadnego cytatu z biblii…
– Zapomnij – mój aniołek nadal był podejrzanie spokojny.
– A może zrobimy konkurs? Kto wygra, bierze ją – wskazał na mnie palcem, nie zważając na mą pełną oburzenia minę. – Porównamy, kto może się pochwalić większym przyrodzeniem.
– I co? Sądzisz, że byś wygrał? – Tym razem w głosie Daniela pojawiły się pierwsze nutki gniewu.
– Podobno przyrząd nieeksploatowany zanika z czasem… – odezwałam się niespodziewanie.
Chyba dolałam tym oliwy do ognia, bo mój aniołek z nagła poczerwieniał.
– Nic mi nie zanikło! – wysyczał. – I nie będę brał udziału w idiotycznych konkursach! Za to twoje przyrodzenie jest jak publiczny klozet. Korzysta z niego każda chętna.
Skąd mu się wzięło to porównanie, nie wiem do dziś. Ale faktem pozostaje, że tym razem gniew pojawił się w ciemnych oczach Damiana.
– Korzysta z niego ta, której na to pozwolę.
– Czyli każda. Nie jesteś zbyt wybredny. W razie potrzeby, przeleciałbyś dziurę w płocie.
– Co ty o tym możesz wiedzieć niebiański wypierdku?
– Z góry doskonale wszystko widać.
– Daniel! – odezwałam się ze zgrozą. Przeleciał? Och! To się porobiło! Skoro mój aniołek używa takich słów…
– Mam dosyć machania skrzydełkami w odpowiedzi na jego obraźliwe inwektywy.
– I wachlowania giezłem – podsunął usłużnie Damian z błyskiem w oku.
– Bo jak ci przyłożę!... Koniec z niebiańską pobłażliwością!
Milczałam, przyglądając się im w zdumieniu i dochodząc do zadziwiających wniosków.
– Jacy wy jesteście do siebie podobni – wyrwało mi się nagle.
Teraz to oni ucichli, wpatrując się we mnie wytrzeszczonymi ze zdziwienia oczyma.
– No co? Taki sam owal twarzy, lekko spiczasty podbródek, kształtne usta, sposób w jaki zarysowane są brwi. Nawet wzrost i figura podobne. Różnicie się jedynie kolorytem. Jeden ciemnowłosy, śniady i ciemnooki, drugi wręcz przeciwnie. Jakby wam tak zmienić kolory, to rodzona matka by nie poznała…
Zatchnęło ich na bardzo długą chwilę.
– Ty tak serio? – Pierwszy otrząsnął się Daniel. W jego głosie słychać było prawdziwe, niczym nietajone przerażenie.
– Całkiem serio.
– Wcale nie jestem podobny do tego anielskiego impotenta! – zaprotestował z nagłym ogniem Damian.
– Nie jestem impotentem!
– Właśnie, że jesteś do niego podobny. Czy też on do ciebie – w zmyśleniu wypiłam resztkę kawy. – Przestańcie się pienić i po prostu to sprawdźcie. Potrzebujemy jedynie dużego lustra.
– Nic nie będę sprawdzał! – przedstawiciel piekła zerwał się z miejsca i opuścił nas w pośpiechu.
– Tak bez pożegnania? Gbur! – mruknęłam, zadziwiona jego pośpiechem.
– Jak mogłaś mnie porównać do tego… Tego…
– Skończ z tymi jękami. Dziś w planach nauka tańca. Ruszasz się na parkiecie, jakbyś połknął drewniany kołek. Trzeba cię odrobinę uelastycznić.
Wykorzystałam to, że Daniel nadal wyglądał na porządnie zszokowanego i ująwszy go za ramię, doprowadziłam do domu. Tam przygotowałam dwa mocne drinki. Doszedł do siebie po pierwszym łyku.
– A fuj! Co to jest?
– Gin z tonikiem.
– Alkohol?
Nie odpowiedziałam, tylko puściłam nastrojową, romantyczna muzykę.
– Najpierw potrenujemy przytulanie – pouczyłam go. – Dalej, wypij to i chodź.
Z urazą odstawił szklankę i podszedł bliżej, wciąż z niewiadomych względów nieco nadęty. Zwinnie wślizgnęłam się w jego ramiona, mocno przytuliłam i zarzuciłam ręce na szyję.
– Mmm – wymruczałam. – Teraz kolej na ciebie.
– To niemoralne!
– Cholera! Ty wciąż swoje? Bo poproszę o tę przysługę Damiana – powiedziałam, groźnie spoglądając w górę.
– Nie ośmielisz się?!
– Ośmielę! Więc łap mnie za pupę, przytul i przestań opowiadać głupoty.
Zawahał się, ale posłuchał. Objął mnie w pasie z taką siłą, że bezwiednie westchnęłam.
– Coś nie tak?
– Nie, wręcz przeciwnie.
To dziwne, ale po poprzedniej sztywności nie pozostało ani śladu. Kołysaliśmy się w tak muzyki, powoli, spokojnie i niesłychanie płynnie. Dopiero po chwili poczułam, że dłonie Daniela zsunęły się nieco w dół, później jeszcze niżej, aż w końcu faktycznie spoczęły na moich pośladkach. Na dodatek na tym się nie skończyło. Wykonywał nimi drobne ruchy, zataczając subtelne kółka i sprawiając, że skraj mojej sukienki unosił się coraz bardziej w górę. Ponieważ miał twarz wtuloną w moje włosy, wyraźnie słyszałam jak oddycha z coraz większym trudem i coraz szybciej bije jego serce.
– Podoba ci się to, prawda? – wyszeptałam.
– Tak.
– A chciałbyś więcej?
– Nie mogę. Ja…
– E tam – bez pardonu pchnęłam Daniela na kanapę, znajdującą się za jego plecami. Następnie błyskawicznie, zanim zdążył zaprotestować usiadłam na jego kolanach i pocałowałam.
Usta miał suche i gorące. Nie zaprotestował, a na dodatek jego dłonie zwinnie wślizgnęły się pod moją sukienkę i zacisnęły się na nagich pośladkach.
– Słaby coś ten twój opór – zażartowałam, przeczesując palcami jego włosy, a jednocześnie ocierając się o coś, co już bardzo wyraźnie czułam pomiędzy swoimi udami.
Daniel odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Tylko wargi miał rozchylone i oddychał z coraz większym trudem. Uśmiechnęłam się i bardzo delikatnie zaczęłam kąsać jego szyję. Jednocześnie zataczałam biodrami małe kółeczka. Jego męskość rosła i twardniała w zaskakującym tempie. To było niesamowite! Jakim cudem udało mu się zachować wstrzemięźliwość przez cały okres swego istnienia?
Naglę z głośnym jękiem zerwał się na równe nogi, zrzucając mnie na podłogę.
– Co się stało? – spytałam zdezorientowana.
– Nie widzisz?! – wplótł dłonie we włosy, mierzwiąc je energicznie jakby w przypływie wielkiej rozpaczy. – Od kiedy się zmaterializowałem, zaczynam zachowywać się jak człowiek! Nie zauważyłem tego wcześniej, ale…
– Bycie człowiekiem ma swoje zalety – odparłam nieco urażona.
– Nic nie rozumiesz! A co jeśli naprawdę się nim stanę? Jeśli nie będę mógł powrócić do miejsca, z którego przybyłem?
– Wiesz… Teoretycznie rzecz biorąc i tak kiedyś do niego wrócisz.
Zamknął się wreszcie i łypnął na mnie podejrzliwie okiem.
– Faktycznie – przyznał niechętnie pod dość długie chwili namysłu. Ja tymczasem przeszłam do kuchni i przygotowałam sobie kawę.
– Muszę pamiętać kim jestem i przestać ulegać zwykłym, ziemskim żądzom – oświadczył z mocą, opierając się o bok lodówki.
Wymownie spojrzałam pomiędzy jego nogi.
– To może być nieco trudne – powiedziałam ze śmiechem.
– Nic nie będzie trudne! – rozzłościł się. – O, widzisz! To przez ciebie! Znów zaczynam zachowywać się jak człowiek!
– Mamy umowę – przypomniałam mu. – Albo zaczniesz się zachowywać jak zakochany we mnie do szaleństwa, albo poproszę o tę przysługę Damiana. On ma wrodzone predyspozycje, nie będzie problemu.
Mój aniołek sapnął oburzony.
– Postaram się. Co rozumiesz przez szaleńczo zakochany?
– Czułe gesty, spojrzenia, czasem pocałunki. Zaczęłam wątpić czy dasz radę.
– Dam!
– Oby – mruknęłam. Pozostały mi cztery dni. Ale tańczyć już umiał. Przynajmniej wolne i romantyczne kawałki. – Idziemy dziś na zakupy. Potrzebujesz garnituru.
– Garnituru?
– Szałowego, w którym będziesz wyglądał seksownie i męsko. I dobrze, gdyby nie był zbyt drogi – dodałam w zadumie. Cóż, trzeba będzie wygrzebać finansowe zapasy. Najwyżej nie pojadę na wakacje. Lecz czego to się nie robi dla własnej satysfakcji.
– I pójdziemy do fryzjera.
– Przecież obcięłaś moje loki?
– Nierówno. Na co dzień może być, ale na tym weselu masz się prezentować niczym egzemplarz idealny.
– A taki idealny będę do ciebie pasował? – spytał złośliwie. – No co? Nie gap się tak!
– Stworzyłam potwora! – powiedziałam ze zgrozą.
– Spójrz na siebie w lustrze i powiedz czy moje obawy nie są słuszne?
Pędem rzuciłam się do łazienki. Potem podejrzliwie przyjrzałam się swemu odbiciu. Owszem, włosy miałam w nieładzie i z czubka nosa schodziła mi skóra, ale nadal byłam sobą.
– O co ci do diabła chodzi?
Daniel, który pojawił się za moimi plecami, przybrał pełen wyższości wyraz twarzy.
– Nie jesteś ani delikatna, ani subtelna. Bardziej przypominasz przekupę z bazaru niż prawdziwą damę.
– Ty to mówisz serio?!
– Brak ci kobiecości – oświadczył stanowczo.
Tym stwierdzeniem przegiął.
Brak mi kobiecości? Subtelności? Nie będę do niego pasować?
– Jeszcze zmuszę cię, abyś odszczekał te słowa – powiedziałam z pozornym spokojem.
– Chodzi o to, że wzbudzasz we mnie żądze? Pewnie tak reagowałbym na większość chętnych kobiet.
Z całych sił powstrzymałam się, by mu nie przywalić. Za to wzruszyłam ramionami i z godnością udałam się do łazienki. Bardzo wolno zamknęłam drzwi i dopiero, kiedy usiadłam na klapie sedesu, wykrzywiłam twarz.
Nie jestem kobieca? Już ja ci anielski skubańcu pokażę! Co prawda nie miałam zamiaru zamienić się w subtelną i nadobną dziewoję, ale za to przyszła mi do głowy inna myśl.
Godzinę później byłam umówiona do kosmetyczki, fryzjera i masażysty. Co prawda o wakacjach mogłam już na dobre zapomnieć, ale teraz było to mało ważne. Po czym wciąż nieziemsko wściekła, zabrałam Daniela na zakupy.
Grymasił niczym operowa diva. Jeden był w złym kolorze, drugi ponoć krzywo leżał, trzeci i czwarty mu się nie podobały…
– Zdecyduj się w końcu! – wysyczałam wściekłym szeptem. – Bo stracę mą anielską cierpliwość!
Spojrzał na mnie i chyba się zawstydził.
– A co ty sądzisz? – spytał ugodowym tonem.
– Dla mnie ten czarny, o modnym kroju. Do tego biała koszula, mucha i klasyczne obuwie. Będziesz wyglądał bombowo.
– Serio?
– Serio. Przecież nie robiłabym sama sobie koło pióra.
– No tak…
Kupiłam mu pod drodze jeszcze sporą porcję lodów i w dość pogodnych nastrojach wróciliśmy do domu. Garnitur powiesiłam w szafie i usiadłam w fotelu, udając, że czytam z zainteresowaniem trzymaną książkę. Daniel usiadł przed komputerem i zachłannie przyswajał wiadomości z wujka google. Jakoś oboje nie mieliśmy ochoty na rozmowę.
Przez ponad dwie godziny snułam plany o uszlachetnieniu własnego wyglądu. Chciałam zrobić wszystko, aby, po pierwsze przeprosił mnie za te słowa o braku kobiecości, a pod drugie nie wytrzymał i sam się na mnie rzucił. Odrobinę trudności sprawiła mi konieczność pogodzenia subtelności i nieśmiałości z wizerunkiem seksbomby. Jednak chyba właśnie po to powstała sztuka flirtu?
Nawet nie wiem, kiedy przysnęłam. Dopiero, kiedy Daniel uniósł mnie w górę, zareagowałam niemrawym sprzeciwem.
– Cicho. Zaniosę cię do łóżka.
Nie miałam siły zaprotestować. Pozwoliłam by jeszcze otulił mnie pierzyną, a potem poczułam delikatny pocałunek na policzku. Uśmiechnęłam się i chyba z tym uśmiechem na ustach, zasnęłam.

link do części VII - klik

22 komentarze:

  1. Pierwsza to przeczytałam? Babeczko, jak zawsze mnie zachwycasz.
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  2. zabrała Daniela na zakupy nie Damiana, tam jest błąd. Poza tym super i jak zwykle za krótko ale zawsze będzie mi za mało Twojej twórczości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne mam nadzieje że szybko pojawi się następna część.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny, chociaż chyba to za słabe określenie.
    Babeczko jesteś wspaniała.
    Czekam na kolejne części:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już nie mogę doczekać się kolejnej części! Moje ulubione opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szósty raz czytam Anioła stróża ;) Czekam na kolejne!!

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy cos dodasz? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepszee! Kocham to opowiadanie ;) Czekam z niecierpliwością na kolejną cześć ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. – Jest twój? – odezwał się chłodny głos za moimi plecami. Daniel zajął wolne miejsce, a jego oczach widziałam prawdziwą stal. – Czego tu chcesz szatański pomiocie?
    ... a w jego...

    Kołysaliśmy się w tak muzyki, powoli, spokojnie i niesłychanie płynnie.
    ... takt...

    – Faktycznie – przyznał niechętnie pod dość długie chwili namysłu.
    ... długiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech... A ja tak się starałam, przeczytałam tekst i kilka razy i co? I wykończyły mnie literówki...
      Ale dzięki, zaraz poprawię :-)

      Usuń
  10. Super :') kiedy będzie kolejna część Babeczko? :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kupiłam mu pod drodze jeszcze sporą porcję lodów i w dość pogodnych nastrojach wróciliśmy do domu.

    Nie wiem czy tak powinno być, ale wydaje mi się, że PO drodze ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super. ;)
    Ale czekam z utęsknieniem na "Nie umiem stąpać tak cicho", ten tekst jest cudowny, ma w sobie to, czego szukam, ah!
    Pozdrawiam ciepło, M.

    OdpowiedzUsuń
  13. kiedy następna część? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Babeczko, kiedy będzie kolejna część? :) Bo zaglądam tutaj co chwilę, to już lekka obsesja!

    OdpowiedzUsuń
  15. Droga babeczko,od dawna czytam Twojego bloga.Teraz po raz pierwszy oficjalnie sie tu podpisze:)Ja zaczynam dopiero przygode z blogowaniem:D Kochana,Uwielbiam Cie w kazdym calu!!I Twoja tworczosc pod kazdym wzgledem!<3 lapiesz za serce,za najmniejsza czastke duszy<3 zycze Ci,by Twoja pasja trwala zawsze i nigdy nie przestawala wierzyc w siebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Podaj potem adres swojego blog, chętnie zajrzę, choć nieczęsto zostawiam ślad po swej obecności...

      Usuń
  16. Uwielbiam to opowiadanie, kiedy będzie kolejna część? :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Chyba powinno być "(...) a PO drugie nie wytrzymał i sam się na mnie rzucił". Po a nie pod :)
    A opowiadanie cudne. Chcę jeszcze :(

    OdpowiedzUsuń
  18. kiedy następna część? Już nie moge się doczekać:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Damian, Daniel.. A późnej zachodzę w głowę który jest który XD

    OdpowiedzUsuń