sobota, 29 marca 2014

Kara (IV)

link do części III - klik     

         Kara (IV)
Nic nie mogła na to poradzić, ale poczuła nagłe współczucie. Po tym mężczyźnie było widać, że wiele przeszedł.
– Odpoczywaj – delikatnie go popchnęła. – Przyniosę coś do jedzenia.
Bez sprzeciwu położył się na niewygodnym łóżku, zamykając oczy i próbując pozbyć się jej wszechobecnego zapachu. Naprawdę, ślicznie pachniała.
To dziwne, ale chyba się zdrzemnął. Kiedy się ocknął, plecy już nie bolały, za to na stoliku obok stało coś, co wyglądało bardzo apetycznie.
Usiadł i wtedy zauważył lekarkę, pochylającą się nad wciąż nieprzytomną dziewczyną.
– Obudziłeś się mięśniaku?
– Tak.
Nie spuszczał z niej czujnego wzorku. Skoro znów był sprawny, może mógłby spróbować? Na samą myśl o tym, czuł jak jego serce przyspiesza, w ustach robi się niebezpiecznie sucho, a  w spodniach coraz ciaśniej.
– To ta zdzira, przez którą mnie skatowali?
– Nie trafiło na niewinnego.
– Z tego co pamiętam, to przysłali ją tu, bo zaszlachtowała całą swoją rodzinę. Mam rację?
– Ojczyma, który ją gwałcił i matkę, narkomankę w ostatnim stadium.
– A mnie uczono, że morderstwo to morderstwo.
– Może masz rację – Julia usiadła na jednym z okrągłych taboretów. Z cichym westchnieniem odgarnęła natrętny kosmyk włosów. – Ale lubię tę dziewczynę.
– Oby kiedyś nie wbiła ci noża w plecy – zmrużył oczy.
– Po takich jak wy, wszystkiego można się spodziewać.
– Co masz na myśli?
– Na bieżąco przeglądam bazę danych. Nikt ze zgromadzonych, nie trafił tu bez powodu. A zazwyczaj było ich wiele.
– Moje również czytałaś?
– Czytałam – posłała mu przeciągłe spojrzenie. – Recydywista jakich mało, kompletnie niereformowalny.
– Pochlebiasz mi – uśmiechnął się, przysuwając ku sobie tacę z jedzeniem.
– Nie potrafię tego zrozumieć – pokiwała w zadumie głową. – Dlaczego do niektórych powód do dumy stanowi ilość wyroków i złych rzeczy, które robili innym ludziom?
– Cnotka się znalazła – mruknął, pazernie pochłaniając przygotowany dla niego posiłek.
– Jak skończysz, to możesz iść.
– Tak bez pożegnania?
Pomachała czymś, co trzymała w dłoni.
– Mam ze sobą magiczny, czerwony guzik.
Prychnął.
– Sądzisz, że się boję? Po tym wszystkim co przeszedłem?
– Sądzę, że nie. Jesteś idiotą, o małym móżdżku, w którym krążą jedynie myśli o zabijaniu, gwałceniu i jedzeniu.
– Gówniane porównanie – zmarszczył brwi. Nie spodobały mu się te słowa.
– Trafne porównanie – wyprostowała się i spojrzała uważnie na nieprzytomną pacjentką. Sztuczny sen wywołany przez narkozę, wzmocni wyczerpany organizm. Powinna się obudzić za jakieś dwanaście godzin, całkiem zdrowa. Julia westchnęła. Jedynie duszy nie potrafiła jej uleczyć. – Za to ciebie miałam już przyjemność widzieć w akcji. Idealnie pasujesz do typa, który wali zdobycz maczugą i wciąga ją do swej jaskini za włosy…
– Aaa! Mówisz o tym! Przecież miałaś ochotę?
– Zmiłujcie się niebiosa – zrezygnowana pokręciła głową. Potem spojrzała mu prosto w oczy. – Ja wiem, że dla takiego typa jak ty, świat ogranicza się do pieprzenia wszystkiego i wszystkich, ale wątpliwą przyjemność bliższej znajomości z tobą, zostawię komuś innemu – dokończyła złośliwie.
– Sama jeszcze do mnie przyjdziesz dupeczko – oparł się o ramę łóżka i spojrzał na nią z pożądaniem pomieszanym z nienawiścią.
– Nie lunatykuję w nocy.
– Zapewniam cię, że będziesz całkowicie przytomna.
– I nie upijam się do tego stopnia.
– Będziesz trzeźwa, przytomna i napalona jak...
– Wystarczy! A poza tym jeśli jeszcze raz nazwiesz dupeczką, to gwarantuję ci kilkugodzinny pobyt na toalecie. A teraz wybacz, muszę zająć się czymś ważniejszym.
Spojrzał na nią spod zmrużonych powiek. Była uparta i to właśnie się mu w niej podobało. Ale to pozory, taka sama dziwka jak wszystkie inne, tylko zgrywa niedostępną, bo wydaje się, że da jej to jakąś przewagę.
Julia wstała i skierowała się ku przeszklonym drzwiom, prowadzącym do jej prywatnego gabinetu.
Damian bez słowa podążył za nią. Zauważyła to dopiero kiedy podeszła do biurka.
– Coś jeszcze? Jakiś medyczny problem?
– O, tak pani doktor. – Z paskudnym grymasem podszedł bliżej. Uniosła brwi i zamarła w oczekującej pozie. Jakoś nie bardzo się jej ten uśmiech spodobał.
– Straszne bóle. Obawiam się, że potrzebna jest natychmiastowa interwencja. – To mówiąc rozpiął spodnie, opuszczając je razem z bielizną. – Z doświadczenia wiem, że najlepszy byłby masaż…
– Najlepsze byłoby gdyby twego ojca wykastrowali za młodu – warknęła rozgniewana, odwracając się tyłem. Ale nie zdołała ukryć rumieńca wstydu, który pojawił się na policzkach. – Ubieraj się troglodyto i jazda mi stąd, bo zawołam strażników.
– Dlaczego tak brutalnie? – w jego głosie pobrzmiewała prawdziwa rozpacz. – Ja tu cierpię…
– Owszem, na przerost ego i brak mózgu.
Tym razem odwróciła się i z premedytacją spojrzała najpierw na jego nagą męskość, potem prosto w oczy. W jej spojrzeniu nie było już gniewu, tylko coś na kształt litości. Kiedy to zrozumiał, wpadł w szał.
– Ty dziwko – ryknął i ruszył w jej stronę. Niestety opuszczone spodnie skutecznie w tym przeszkodziły i wściekły Damian runął u stóp lekarki, zaplątawszy się we własne gacie. To rozjuszyło go jeszcze bardziej.
Kobieta roześmiała się i zręcznie uskoczyła do tyłu. Potem nacisnęła guzik na urządzeniu, którego nie wypuszczała z rąk. Doskonale wiedział co to oznacza. Za kilkanaście sekund zjawią się tu strażnicy i zastaną go na wpół rozebranego, leżącego na podłodze z gołym tyłkiem wypiętym ku górze. Wprost cudownie!
– Nie daruję ci tego suko! – warknął z nienawiścią. – Dorwę cię kiedyś, w miejscu gdzie nie będzie magicznych guziczków alarmowych i tak zerżnę, że będziesz skamleć o litość.
– To groźba czy obietnica? – spytała drwiąco, nalewając sobie kawy do kubka i spokojnie siadając przy biurku.
– Jeszcze zobaczysz! – wydyszał, strząsając z siebie ramię strażnika, który właśnie się pojawił.  – Już idę, nie musicie mnie prowadzić jak psa!
Milcząco skinęła głową na pytający wzrok strażników. Kiedy za całą grupą bezszelestnie zamknęły się drzwi, odstawiła kawę i splotła drżące dłonie. Ona jedna wiedziała, jak wiele kosztowało udawane opanowanie. Ale przed sobą samą nie musiała kłamać – bała się Damiana od pierwszego dnia jego przybycia do bazy. Wyglądał jak hollywoodzki przystojniak, ale był nieokrzesanym, prostackim typem, o wulgarnej mowie i brutalnym zachowaniu. Wystarczyła chwila rozmowy, a czar zewnętrznej powłoki pryskał, nie pozostawiając nic co mogłoby zainteresować jakąkolwiek kobietę. Widziała jego akta i zastanawiała się jak to możliwe, by tego typu facet był aż trzykrotnie żonaty? Musiała kilkakrotnie przeczytać tę informację, bo po pierwszym, niemiłym spotkaniu z nowym więźniem, wydawało się to czystym szaleństwem. A może niektóre kobiety bywały na tyle szalone? Czy też były tak zaślepione wyglądem, że nie zwracały uwagi na resztę? Jaka by nie była przyczyna, z pewnością szybko żałowały swej decyzji, na co niezaprzeczalnie wskazywały rychłe daty rozwodów.
Julia z westchnieniem wstała i zabrawszy kubek z kawą, udała się z powrotem do ambulatorium.

5.
Z ponurą miną wsłuchiwał się w niemal niedosłyszalny szum wentylatorów. Rozmyślanie o zmarnowanych szansach nie było jego ulubionym zajęciem, ale tym razem alkohol, zamiast upragnionego otępienia umysłu i chwilowej ulgi, przywołał wspomnienia. Dzieciństwa, którego nienawidził. Późniejszej walki o lepsze jutro. Pierwszych sukcesów. I zdrady jedynej kobiety, którą kochał. Teraz wiedział, że była to nic nie warta szczenięca miłość, ale wtedy zawalił się cały jego świat. Powrócił na samo dno tak szybko, jakby nie było tych wszystkich lat ciężkiej pracy, wyrzeczeń, marzeń.
Marzenia... Pogardliwie prychnął i pociągnął kolejny łyk z przybrudzonej butelki. Kto je jeszcze tutaj miał? Zmęczeni strażnicy? Czy też może szarzy i smutni mieszkańcy bazy, w większości składający się z niespełnionych naukowców? Albo może więźniowie? Wyrzutki społeczeństwa, których skazano by na śmierć, gdyby nie ta baza. Wieczorami pocieszali się w jedynym barze, tanim alkoholem, marnymi dziwkami i bójkami.
No tak. Była jeszcze lekarka. Ambitna dziewucha, z bogatej, wpływowej rodziny. Której wydawało się, że może zbawić świat i stoi wyżej niż cały ten motłoch, przebywający tu przymusowo.
O tak! Dowiedział się o niej wielu rzeczy. Zazwyczaj były to drobnostki, niepotwierdzone plotki, ale wystarczyło, by wiedział z kim ma do czynienia.
Mała, seksowna suka, przy której czuł się jeszcze większym śmieciem, niż wynikało to z jego całego nędznego życia.
Kiedy przypomniał sobie dzisiejsze zajście, z nieopanowaną wściekłością rzucił butelką o ścianę i tępo wpatrywał się w ściekający alkohol. To było zbyt mało, aby się uspokoić, lecz przyniosło chwilową ulgę.
Jeszcze będzie ją miał! Pokaże na co go stać i nigdy więcej nie pozwoli się nazwać śmieciem. Przymknął oczy, przypominając sobie tą krótką chwilę, wtedy w ambulatorium. Ależ była z niej bojowa kocica! Doskonale pamiętał aksamitną gładkość skóry, wyczuwaną pod palcami, delikatny kobiecy zapach, krągłą miękkość kształtów... Jego ręka sama powędrowała w kierunku krocza, odpinając rozporek i wydobywając na zewnątrz twardniejącą męskość. Silnymi ruchami zaczął się masturbować, wyobrażając sobie, że klęczy przed nim, naga i bezbronna. On stoi, obserwując ją z wysoka, po czym chwyta z włosy i podnosi gwałtownym szarpnięciem. Potem szepcze do ucha rozkazującym tonem: na kolana i ssij suko! Kiedy dziewczyna bez protestu osuwa się na ziemię, przystawia jej głowę do naprężonego penisa, a później zanurza w kusząco rozchylonych ustach, głęboko, aż po same nabrzmiałe jądra. Na chwilę zatrzymuje się w tej pozycji, potem zaczyna pracować biodrami, tak by przesuwał się raz głębiej, raz płycej. To trwa zaledwie chwilę, następnie przerywa, podnosi dziewczynę i odwraca ją tyłem. Bez ostrzeżenia, gwałtownym ruchem wchodzi w wilgotne, mokre wnętrze i rżnie ją, coraz to bardziej przyspieszając, wsłuchując się w głośne krzyki i błagania – prawdziwą muzykę dla jego uszu. I wystarczy kilka pchnięć by dotrzeć do finału, a  potem eksplodować w środku...
Przez chwilę jeszcze leżał w bezruchu, czując jak lepka ciecz oblewa mu dłoń i wsłuchując się we własny, chrapliwy oddech. Potem z goryczą splunął na bok i otarł rękę o skraj koca. Marzenia miał za darmo, a rzeczywistość wciąż pozostawała tak samo gówniana. Dlatego teraz wstał, zapiął spodnie i wciągnął na siebie pierwszą lepszą koszulkę, nie zwracając uwagi na jej czystość czy zapach. Potrzebował dużej ilości alkoholu, może jakiegoś mordobicia, a to zapewniał jedynie miejscowy bar. 

cdn...

17 komentarzy:

  1. Zasypiałam o 2.30 i licznik wskazywał 999,193 czyli w ciągu 8 h stronę odwiedziło 700 osób :):):) WOOOOW !!!

    A co do opowiadania chłonę wszystko co czytasz...Boskie i mandat też jest fajny...lekki, romantyczny czasem tak też trzeba :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak nie do końca. Średnia stron na użytkownika wynosi 2,5 więc należałoby to jeszcze podzielić przez dwa i pół.
      To bardziej symboliczny milion :-))) ale i tak cieszy.

      Usuń
    2. Dodaj anioła dzisiaj błagam ;*

      Usuń
    3. Błagam o anioła i nie umiem.....

      Usuń
  2. "A poza tym jeśli jeszcze raz nazwiesz dupeczką" czegoś tu brakuje :)

    Ale superowe <3 nie mogę się doczekać dalszych części :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Milion odsłon!
    Gratuluję :D
    Uffff, duuuuża liczba!
    Gratuluję.
    Gratuluję..
    Gratuluję...
    Gratuluję....
    Gratuluję.....
    itd. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Babeczko!
    Nie pierwszy raz zdarza Ci się napisać "wzorku"zamiast "wzroku".Urocze to,ale zwracam uwagę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy dalsza część Kary?;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dolaczam sie do pytania :) Kiedy następna Kara ? K.

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy kolejna część ? :) / A.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też się podlaczam. Kiedy nastepna kara i on ?

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej Babeczko, napisz następna część bo to opowiadanie ma niezły potencjał ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. BŁAGAM DOKOŃCZ TE OPOWIADANIE...
    CHCE SIĘ CZYTAĆ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne opowiadanie, dokończ, proszę :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Będzie kolejna część? Tyle czasu minęło ...

    OdpowiedzUsuń
  13. Babeczko! Czy będą dalsze części "Kary" i "On" ? Bardzo proszę o odpowiedź, bo ta niepewność sprawia, że wariuje...

    OdpowiedzUsuń