poniedziałek, 7 października 2013

Nikomu ani słowa (VI)

Dobra. Przyznam się. Wykasowałam prawie wszystko co napisałam i zaczęłam od nowa. Liczba obejrzanych dziś przeze mnie romantycznych filmów spowodowała, że przeszła mi ochota na gnębienie głównych bohaterów. Będzie więc na koniec "i żyli długo oraz szczęśliwie", choć z pewnością nie wszystkim spodoba się mój wybór :-)

link do części V - klik

          Nikomu ani słowa (VI)

Był tak zamyślony, że nawet nie usłyszał cichego pukania. Ocknął się dopiero, gdy do środka weszła Marika. Ostrożnie i nieśmiało, jakby się go bała… Bała?
– Sytuacja rodem z brazylijskiego serialu – powiedziała na wpół żartobliwie, powoli zamykając za sobą drzwi.
Maks zasępił się jeszcze bardziej. To nie był strach. Raczej nie chciała, by widział to Nataniel.
– Nie taki odpoczynek chciałem ci zaproponować.
– Daj spokój. A zrobi się naprawdę zabawnie, gdy zjawi się twoja żona.
Jęknął. Potem przypomniał sobie, ze Oliwia opalała się gdzieś na jednej z malowniczych plaż Polinezji i odetchnął z ulgą.
– Chociaż to zostanie mi oszczędzone.
– Czasami żałuję, że wysłałam do ciebie tego maila.
– Czasami?
– Czasami – potwierdziła podchodząc bliżej. Stanęła tuż obok i delikatnie musnęła dłonią jego włosy. Potem przeczesała je palcami, przyglądając się Maksowi w zadumie.
Uniósł wzrok i pierwszy raz pomyślał, że ta nieśmiała, trochę zagubiona dziewczyna pewnego dnia zamieni się we wspaniałą kobietę. Była w niej siła, która powoli przebijała się na zewnątrz, upór i ciepło, związane z ogromną wrażliwością. Przypominała Klarę, ale jednocześnie wydawało się, że będzie inna, twardsza.
– Co się stało z ojcem Amelki? – spytał niespodziewanie.
– Dlaczego teraz akurat o to pytasz?
– Bo… – zakłopotał się. Jak wytłumaczyć pokrętny tor własnych myśli. – Jesteś podobna do siostry, lecz choć wydajesz się słaba i bezbronna, to mam wrażenie, że powodem nie jest twój charakter, tylko sytuacja, w jakiej cię poznałem. To śmierć Klary odebrała ci siłę. Ale dochodzisz do siebie. Twoja siostra była inna. Czy to dlatego, że zranił ją jakiś mężczyzna? Ojciec jej dziecka?
Ujęła jego twarz w obie dłonie i roześmiała się.
– Ależ się zakręciłeś! Jesteś pewien, że będzie ze mnie twarda baba z jajami?
Odwzajemnił uśmiech i objął ją w pasie, przyciągając ku sobie. Potem wtulił twarz w jej brzuch, wciąż czując ciepłe, delikatne dłonie i nic nie odpowiedział.
Marika patrzyła w zadumie na krótkie ciemne włosy, poprzetykane licznymi pasmami siwizny. Nigdy nie zastanawiała się ile mógł mieć lat? Czterdzieści? Mniej? Może więcej? Od kiedy go poznała, traktowała bardziej jak ojca czy przyjaciela. Nigdy nie pomyślałaby… Zagryzła wargi, przypominając sobie pocałunek.
Było inaczej niż z Natanielem. Jakby to określić?... No właśnie. Wtedy w ogrodzie, miała wrażenie, że włożyła palec do kontaktu. Teraz z Maksem, to zaledwie zanurzenie dłoni w letnim spodeczku mleka… Szkoda! Naprawdę szkoda. Był inny, cieplejszy, bardziej zrównoważony.
A Nataniel? Cóż! Zresztą pozostała jeszcze inna kwestia.
– Wiesz, że nie powinieneś mnie całować?
Maks mruknął coś potakująco.
– W końcu jesteś żonaty – kontynuowała w zamyśleniu.
Gdzieś tam pojawiła się nieśmiała nadzieja. Sądził, że powie, iż woli jego brata.
– Dziś jestem, jutro nie – podniósł głowę i złowił jej poważne spojrzenie.
– Maks! Tak nie można. Trzeba być odpowiedzialnym za podjęte decyzje.
– Że jak?! – Aż otworzył usta ze zdumienia.
– Czy w interesach też taki jesteś? Wątpię. Nie odniósłbyś takiego sukcesu.
– Pocałuj mnie! – poprosił znienacka, schrypniętym z emocji głosem.
– Maks! – Usiłowała wydostać się z jego objęć. – Przestań, proszę! To wszystko nie ma sensu.
– A może właśnie ma?
– Jesteś sporo starszy, doświadczony, żonaty.
– Wolisz Nataniela, prawda?
– Nikogo nie wolę! – nieoczekiwanie się rozzłościła. – Co ja jestem? Karta przetargowa w waszej prywatnej wojnie? To nie durny serial obyczajowy, tylko moje życie!
– Wiem. – Puścił ją, zaskoczony tym napadem gniewu. – Więcej się to nie powtórzy. I daję ci słowo, że  bez względu na wszystko możesz na mnie liczyć.
– To miło, ale nie wierzę już, że działasz bezinteresownie. Ufałam, że tak. Ale na tym świecie nic nie ma za darmo.
Gorycz ostatnich słów, sprawiła, że się zawstydził.
– Idziemy z Amelką na spacer. Same – powiedziała z naciskiem, wychodząc.
Jeszcze bardzo długo siedział, wpatrując się w zamknięte drzwi. Posępnie, bez jakichkolwiek sensownych myśli. Był tylko jednego pewien – musi zrobić porządek w swoim życiu. A zacznie od własnego małżeństwa.
***
Dwa kolejne dni upłynęły we względnym spokoju. Towarzystwo za wszelką cenę usiłowało nie wchodzić sobie w drogę. Marika z Amelką najchętniej wychodziły rankiem, gdy wszyscy jeszcze spali i wracały wieczorem, gdy Nataniel z Zoe szli na kolację, a Maks zamykał się w swoim pokoju z butelką wódki.
Trzeciego wieczoru Marika nie wytrzymała. Kiedy tylko jej siostrzenica zasnęła, energicznym krokiem podeszła do zamkniętych drzwi i zapukała. Nikt nie odpowiedział, ale nie zamierzała zrezygnować. Nacisnęła klamkę, która ku jej zdumieniu ustąpiła.
Przeraziła się panującego wszędzie bałaganu. Maks leżał na łóżku i smacznie pochrapywał. Obok walały się puste butelki i brudne szklanki. Poczuła wyrzuty sumienia, że nie zainteresowała się tym wcześniej. A jeśli on naprawdę coś do niej czuje? W takim razie to nie jej było ciężko, tylko Maksowi.
Usiadła tuż obok i westchnęła. Miała całe dwa dni, by wszystko sobie przemyśleć. Przeboleć fakt, że w pokoju tuż obok, kocha się z inną obiekt jej uczuć. Nataniel wciąż się podobał, ale na samo wspomnienie jego osoby, czuła dziwny niesmak.
Maks wydawał się bliższy, normalniejszy. Bezpieczniejszy. Był bardziej przewidywalny i najwyraźniej nieszczęśliwy. Doskonale zdawała sobie sprawę, że po ich ostatniej rozmowie nie wyjechał tylko dlatego, by nie zostawić ich samych, zdanych na łaskę Nataniela. Widziała, że bolało go, iż odsunęła się wraz z Amelką, pod byle pretekstem unikając jego towarzystwa. Teraz pomyślała, że źle zrobiła. Czy naprawdę na to zasłużył?
– Hej, śpiochu! Obudź się! – Lekko szturchnęła ramię Maksa.
Otworzył oczy i usiadł raptownie. Przez chwilę wyglądał na zdezorientowanego, a potem krzywo się uśmiechnął.
– Ach, to ty!
– Maks – starała się, by jej głos przybrał surowe brzmienie. – Wyglądasz jak pół nieszczęścia. Nieogolony, w brudnej koszuli, pijany. Co to ma znaczyć?
Chyba nie spodziewał się tego.
– Sam nie wiem. – Przesunął palcami po włosach, potem po podbródku. – Faktycznie, przesadziłem.
– Myślałam, że zjemy któregoś wieczora kolację przy kominku, pogadamy. A ty co noc spijasz się do nieprzytomności!
Łypnął na nią podejrzliwie okiem.
– Kolację? Daj mi pół godzinki. – A potem zerwał się raptownie i prawie biegiem udał do łazienki. Marika zaczęła się śmiać.
– No co? – Już rozebrany, wyjrzał zza drzwi.
– Nic, nic. Idę do kuchni.
Wsadziła do piekarnika dwie porcje tortellini w srebrzystych foremkach i posypała je serem. Ze spiżarki wyciągnęła flaszkę wina, a z szafki dwa kieliszki. Ledwo postawiła je na stole, na schodach dały się słyszeć ciężkie kroki.
– Ładnie pachnie. – Maks z lubością pociągnął nosem, dopinając ostatnie guziki koszuli.
– Lubisz włoską kuchnię na szybko?
– Lubię. I jestem potwornie głodny. – Zerknął do wnętrza piekarnika. – Małe te porcje.
– Oddam ci połowę swojej.
– Nie, zaczekaj. Co my tu mamy? – Z tymi słowami otworzył lodówkę i wyjął jakieś sery, kawałek zimnego mięsa. Marika przyglądała się temu bez słowa. – A może szampan?
– Szampan? To chyba Nataniela? Dla nas jest białe wino – dodała z wahaniem.
– I co z tego? – Maks wzruszył ramionami i łokciem zamknął lodówkę. – Chodź. Poradziłaś sobie z rozpaleniem ognie? No, no…
– Przestań. To nic trudnego.
Spojrzał na nią roześmiany. Chyba po prostu żartował? Poczuła nagłe zażenowanie. Skąd u niego taki dobry humor?
– No chodź! – Ciepła dłoń mężczyzny pociągnęła ją na obszerną kanapę przed kominkiem. – Zaczniemy od szampana.
– Maks, twój brat się wścieknie. I słusznie.
– I tak chodzi naburmuszony. Pewnie przypuszczał, że zastanie tu tylko ciebie i Amelkę. O mnie nie pomyślał, bo miałem wrócić wieczorem do domu.
– Dobrze, że zostałeś – odparła cicho. Maks złapał jej spojrzenie i uśmiechnął się.
– Wiem. I Mariko, pamiętaj jedno. Nie byłaś i nie jesteś żadną kartą przetargową pomiędzy mną, a mym bratem. Po prostu bardzo mi się podobasz. Nawet nie przypuszczasz, jak bardzo.
– A może jednak?
– Nie – pokręcił głową. – Bo gdybyś wiedziała o czym teraz myślę, to po pierwsze zdrowo byś mi przyłożyła, a po drugie, od razu poszłabyś się pakować.
Zerknęła na niego z namysłem. Był dużym, muskularnym mężczyzną. Ponadto było w nim coś dzikiego, coś co wymykało się jakimkolwiek słowom, co nie pasowało do oficjalnego wizerunku szanowanego biznesmena. I choć Nataniel działał na nią w niezwykły, czysto fizyczny sposób, to gdyby szukała otuchy czy pocieszenia, z pewnością wybrałaby Maksa. Niesprawiedliwe, ale nie potrafiła nic poradzić na to, co czuła.
Siedział teraz obok, w niedbale zapiętej koszuli, ze zmierzwionymi, wciąż mokrymi włosami, z uśmiechem na ustach i rozbawieniem w oczach. Opuściła wzrok i zgryzła wargi. Wtedy spojrzenie zawadziło o silne, duże, opalone dłonie. Gdy pomyślała, że mogłyby one pieścić jej skórę, dotykać ciała, dotrzeć do najbardziej intymnych zakamarków…
– A może nie? – powiedziała cicho, podnosząc głowę.
– Nie kuś mnie, bo nie grzeszę i nigdy nie grzeszyłem powściągliwością – szepnął Maks, delikatnie pieszcząc zarumieniony policzek dziewczyny.
– To wszystko jest takie dziwne.
– Jest.
– Już sama nie wiem, co powinnam zrobić?
Patrzył bez słowa, myśląc, jak mu cholernie trudno trzymać się od niej z daleka. Dlatego pił przez ostatnie dwa dni. Alkohol pozwalał zasnąć, mącił pamięć. Odsuwał to, co nieprzyjemne. Bo Maks wiedział, że czeka go długa, uciążliwa procedura rozwodowa. Teraz był pewien, że to zrobi. Z melancholią pomyślał, że jedyną osobą, która z tego naprawdę ucieszy, będzie Agata.
– Rozwodzę się – rzucił twardym głosem. Marika uniosła zdumiona brwi.
– Tak nagle?
– A co niby męczyło mnie przez ostatnie dwie doby?
– Jak zareaguje twoja żona?
– Nie pytaj – mruknął. – Za to moja siostra chyba upije się ze szczęścia!
– Maks? To chyba nie przeze mnie? Nie chciałabym…
– Przez ciebie również. Ale głównie dlatego, że od dawna byłem pewien, iż popełniłem błąd.
– Głupio się czuję.
– Nie musisz. Prędzej czy później i tak by się to skończyło.
– Ale czy ona też będzie tego chciała?
– Ma kochanka, więc chyba aż tak bardzo jej na mnie nie zależy – powiedział z ironią. – A gdy dodatkowo dostanie kilka milionów na otarcie łez, to będzie niezwykle łatwa sprawa.
– Milionów? – Nagle Marika poczuła się taka malutka, taka biedna. Uświadomiła sobie, że nie tylko wiek i doświadczenie ich dzielą. Kilka milionów, ot tak! Nie, musi z tym wszystkim skończyć. Zapomnieć zarówno o Maksie, jak i o Natanielu. Wrócić do szarej codzienności, zanim na dobre któryś z nich złamie jej serce, a potem zostawi trochę pieniędzy na otarcie łez. Nie, jej miłość nie była do kupienia.
– Co się stało?
– Ja… Nic – chrząknęła. – Nasza kolacja jest gotowa.
Wstała i podeszła do piekarnika. Maks uważnie ją obserwował. Nie mógł nie zauważyć, jak nagle pobladła podczas rozmowy. Ale dlaczego? Pewnie myślała, że płytki z niego facet, skoro tak podchodzi do sprawy własnego małżeństwa. Głupio wyszło, ale powiedział to, co czuł.
– Pomóc ci? – Pokręciła głową. – Dobrze. Otworze wino.
Przez następnych kilka minut zajęci byli jedzeniem. Pierwszy skończył Maks, odsuwając od siebie puste naczynie i ponownie nalewając wina do kieliszków. Pierwszy raz w życiu nie zaprotestowała. Było jej tak niesamowicie lekko i beztrosko. Może faktycznie alkohol pomaga się odprężyć?
Z ulgą oparła się o miękkie poduchy kanapy, zrzuciła buty i podwinęła nogi. Potem oparła głowę na ugiętej dłoni i spojrzała na siedzącego obok mężczyznę. Wydawał się zapatrzony w ogień buzujący na kominku. I zamyślony. Dookoła panowały prawie całkowite ciemności, bo lampę w kuchni wyłączyła, a przedtem, o dziwo nie zauważyła, że nic poza tym się nie pali.
Prócz blasku ognia. Migotliwe cienie przesuwały się po ich twarzach, za oknem słychać było coraz głośniejsze bębnienie kropel deszczu. Zrobiło się dziwnie intymnie, tak jakby na całym świecie było tylko ich dwoje i cisza panująca między nimi.
Marika pomyślała, że być może kolacja we dwoje, to nie był najlepszy pomysł. I to nie Maksa się bała, ale swoich własnych uczuć oraz pragnień. Chęci utonięcia w jego ramionach, przytulenia się, kolejnego pocałunku. Bo dlaczego by nie?
Zawstydzona własnymi marzeniami, duszkiem dopiła wino.
– Chcesz jeszcze? – Maks oderwał się od własnych myśli i chwycił butelkę.
– Lepiej nie. Bo będziesz musiał mnie zanieść do łóżka – uśmiechnęła się szeroko.
Wyraźnie widziała jak przełknął ślinę.
– Do twojego czy mojego?
– No nie wiem… A w którym byłoby nam lepiej?
– Masz rację. Nie pij więcej.
Odstawił wino, czując, że najwyraźniej trzęsą mu się dłonie. Nie, nie w ten sposób. Rozumiał, że dziewczyna wypiła za dużo i jej zachowanie jest wynikiem nieprzemyślanych pragnień. Nie wolno wykorzystać mu tak jednoznacznej sytuacji. Zamknął oczy i zaklął w duchu, błagając przy tym, by wrócił Nataniel z Zoe. Wtedy wszystko samo się rozwiąże.
– Mariko, chyba powinniśmy pójść spać.
– Dlaczego? Tak jest mi dobrze.
Przysunęła się bliżej i oparła czoło o jego ramię.
– Naprawdę jest mi dobrze – wymruczała, bawiąc się skrawkiem białej koszuli. Chwycił smukły nadgarstek i z powagą spojrzał w migotliwe, szare oczy.
– Nie wiedziałem, że ktoś może upić się trzema kieliszkami wina?
– Ja chyba mogę – zaczęła się perliście śmiać.
– Tak, to widać. – Odsunął się od niej i wstał. Czuł, że jeśli tego nie zrobi, to puszczą wszelkie hamulce. Zerknął w dół. Marika siedziała z miną zasmuconego dziecka, z ustami wygiętymi w podkówkę. Zamknął oczy i zaklął w duchu.
– Boję się o ciebie?
– O mnie? – zdziwiona uniosła głowę. – Chyba nie. A może boisz się, że ja cię uwiodę, a ty nic na to nie poradzisz?
Zatkało go. Dosłownie. Wciąż wlepiał w nią osłupiały wzrok, gdy wspięła się na kanapę i zarzuciła ramiona na jego barki. Patrzyła mu w oczy z figlarną miną, jakby za chwilę miała spłatać psikusa. Przygryzła wargi i uśmiechała się, tak szczerze, tak prawdziwie.
– Dobrze. To zanieś mnie do łóżka.
Gdzie to skromne, zabiedzone i piszczące dziewczątko? Gdzie jej strach i obawy, gdzie nieśmiałość? Stanowczo, za bardzo spoił ją tym alkoholem. A teraz musiał poradzić sobie nie tylko ze zbytnio rozzuchwaloną dziewczyną, ale i ze samym sobą. To drugie było stanowczo trudniejsze.
W pośpiechu chwycił ją na ręce, nie zważając na ciepło kobiecego ciała, na delikatny, nieznany mu zapach, na włosy ocierające się o jego twarz. Niemal wbiegł po schodach. Kiedy zatrzymał się na górze, zamruczała niczym zadowolony kot. Dosłownie.
– Marika, koniec z tym. Porozmawiamy jutro, jak będziesz trzeźwa.
– Nie jestem pijana. – Czubkiem języka posmakowała szorstkiej skóry.
Szybkim ruchem postawił ją na podłodze.
– Jesteś. I to bardzo. Jeszcze wczoraj…
– To było wczoraj. – Mała dłoń wślizgnęła się pod koszulę i rozpoczęła wędrówkę po jego torsie.
Poddał się. Nie miał tyle siły, by zaprotestować. Spragniony bliskości, odszukał gorące wargi dziewczyny i pocałował ją. Był tak wygłodniały, że nie zwrócił nawet uwagi na głośne trzaśnięcie drzwi wejściowych. Wsunął ręce pod jej ubranie i pieścił nagą skórę, czując, że Marika oddaje jego pocałunki z takim samym żarem. Nie do wiary, ile uczuć mieściło się w tej młodej, drobniutkiej kobietce.
Jakim cudem udawało się to jej ukrywać na co dzień?
Nagle poczuł silne szarpnięcie, a chwilę potem stanął oko w oko z rozwścieczonym bratem. Nie zdążył uchylić się przed ciosem, tak silnym, że upadł na plecy. Dotknął obolałej twarzy. Na palcach miał krew.
– Nataniel? – powiedział zdziwiony. – Oszalałeś?
– Nie jesteś nic lepszy ode mnie – warknął brat. – Dlaczego wcześniej nie wpadłem na ten pomysł? Wystarczy flaszka wina, kilka słodkich słówek i gadka o nieszczęśliwym związku!
– Nataniel, to nie tak! – Marika odważyła się zaprotestować. W jednej chwili wróciło poczucie rzeczywistości. Poza tym trudno było jej zrozumieć to, co czego była świadkiem. – To moja wina.
– Twoja? – Zmrużył oczy i podszedł bliżej. – Jesteś taką samą dziwką jak twoja siostra. Tylko ty masz większe szanse, by ci się powiodło.
– Bydlak! – Dała krok do przodu, zamierzając go uderzyć, ale był szybszy. Chwycił jej dłoń i odepchnął dziewczynę do tyłu.
– Nataniel, przestań! – Maks niepewnie stanął na nogach. W końcu on również sporo wypił. Przed kolacją prawie całe pół litra wódki. – Wracaj na dół. Porozmawiamy na rano.
Ale tamten nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Uśmiechnął się wrednie, spoglądając wprost w pełne łez oczy Mariki.
– Wiesz co jest pocieszające? Jak już z ciebie skorzysta, to być może i ja będę miał szansę? Przez całe życie zbierałem na tym polu resztki po Maksie, przypuszczam, że teraz nie będzie inaczej.
Tyle było jadu, tyle złości w tych słowach, że oboje spojrzeli na niego zaszokowani. Nie chciała więcej tego słuchać, nie chciała patrzeć na pełnego agresji Nataniela. Zrobiła to, co jako pierwsze przyszło jej do głowy. Uciekła.
Maks stał w milczeniu. Doskonale zrozumiał, aluzję o resztkach. Była kiedyś taka dziewczyna, dawno temu, kiedy Nataniel ledwo co wkroczył w wiek dorosłości.
– Chodzi o Alinę? Nie wiedziałem…
– Ty nigdy nie wiesz! Bierzesz to, na co masz ochotę nie patrząc na innych. Wielki zdobywca kobiecych serc – powiedział z goryczą brat i zszedł na dół.
Maksowi nie pozostało nic innego jak wrócić do sypialni. Na szczęście pod łóżkiem znalazł nieotwartą jeszcze butelkę whisky. Po raz pierwszy w życiu miał ochotę upić się do nieprzytomności.

***
Marika po raz kolejny walnęła z jękiem czołem, o gładką powierzchnię ściany prysznica. Jak mogła? Jak mogła tak się zachować?
Było jej tak okropnie wstyd. Najchętniej od razu spakowałaby się i wróciła do domu. A później już na dobre zapomniała o obu braciach.
Pozwoliła, by ciepły strumień wody uderzył ją prosto w twarz. Potem zakręciła kurki i owinąwszy się ręcznikiem, wyszła. Przeczesała palcami mokre włosy. To przywołało wspomnienie wczorajszego wieczoru i Maksa siedzącego tuż obok niej. Mimowolnie się uśmiechnęła. Może i popełniła masę głupstw, ale niektóre z nich były takie przyjemne… Jak ten moment, gdy pochylił się nad nią i zaczął całować. Gdy czuła jego niecierpliwe dłonie na swoim ciele.
Cóż. Nigdy więcej wina w tej ilości. Zwłaszcza gdy ma się tak słabą głowę jak ona.
Ubrała się i wyszła z łazienki. Zmarszczyła brwi, gdy zauważyła, że Amelki nie ma w pokoju. W pośpiechu poszukała butów, a potem zbiegła na dół. Na szczęście z kuchni dobiegł do jej uszu wesoły głosik siostrzenicy.
Gdy weszła do środka, ukazał się jej oczom dość niecodzienny widok.
Przy kuchennym stole siedział ponuro zadumany Nataniel, wciąż w piżamie, a tuż obok, zajęta rysowaniem i beztrosko nucącą Amelka.
– Nareszcie jesteś – mruknął. – Musiałem zrobić śniadanie.
To było nawet zabawne. Zwłaszcza po wczorajszej awanturze.
– Gdzie twoja dziewczyna? – spytała z pozorną beztroską, wyjmując z lodówki sok pomarańczowy.
– Śpi. Zaszaleliśmy tej nocy – dodał złośliwie.
Spojrzała na niego z ukosa. Najwyraźniej faktycznie niezbyt dobrze spał, bo pod oczyma widniały sine cienie, a poza tym wyglądał na zmęczonego. Nagle zyskała pewność, że powodem nie były nocne igraszki.
– Zaszaleliście? Miałam tak mocny sen, że nic nie słyszałam.
– Pijacki.
– Owszem. Ale wspaniale się wczoraj bawiłam.
– Uważasz, że to zabawne, gdy kłócę się z własnym bratem? – spytał z niedowierzaniem.
– A, nie. Mówiłam o tym wcześniej.
Zacisnął zęby z taką siłą, że linie szczęki stały się wyraźnie widoczne.
– O tym wcześniej? – wycedził powoli.
– O kolacji przy kominku i szczerej rozmowie. Także o pocałunku. Chyba oboje z Maksem za dużo wypiliśmy?
– Czyżby?
– Tak. Jest przecudowny, ale nie w ten sposób, w jaki myślisz.
Spojrzał na nią spod opuszczonej głowy, jeszcze mocniej ściskając kubek z kawą.
– A w jaki myślę?
– Chyba sam najlepiej wiesz.
– Nie, nie wiem! – ryknął znienacka, zrywając się z miejsca. Zdziwiona dziewczynka podniosła głowę.
– Nataniel, w tej chwil przestań! – surowo powiedziała Marika. – Wystraszyłeś małą.
Miał ochotę wykrzyczeć, że ma to w dupie. Miał ochotę na wiele rzeczy, ale nagle dostrzegł w jej wzorku nieme ostrzeżenie. Zniknęło płochliwe dziewczę, nie wiadomo skąd pojawiła się całkiem inna Marika.
– Przepraszam – mruknął i z powrotem usiadł. Bynajmniej nie miał ochoty odejść.
– Ciociu, mogę obejrzeć kucyki? Patrz, za chwilę będą w telewizji!
– Możesz. Ale pamiętaj, to szklane szaleństwo skończy się wraz z przyjazdem do domu.
Mała zebrała swoje kredki, wzięła kolorowanki i wciąż wesoło podśpiewując przeszła do salonu, gdzie Marika włączyła telewizję.
Potem wróciła do kuchni, gdzie ku jej zdumieniu wciąż siedział Nataniel.

link do części VII - klik

39 komentarzy:

  1. Za krotkie Babeczko. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie miało być 2 części.

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę, niech Maks będzie w finale. Pliiizzzz....

    OdpowiedzUsuń
  4. Słuchajcie, może to nie wygląda, ale sprawdziłam w wordzie: poprzednio było od strony 28 do 33, a teraz od 33 do 43. Ustawienia standard, jakby ktoś także chciał sprawdzić, czcionka 12. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, Marika musi wybrac Maksa.

    OdpowiedzUsuń
  6. NIE NIE NIE! Przechodzony, stary Maks niech się rozpłynie we mgle:) Jest całkowicie aseksualny i taki jakiś dziadowaty:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cobym nie zrobiła, to i tak zadowolona będzie połowa z Was... Aż się boję dać zakończenie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ ja się doczekać nie mogę zakończenia:)). Co żeś tam wymyśliła, bo rozumiem, że to już kolejna poprawiona wersja. Mam cicha nadzieję, że przechodzony Maks dalej będzie już tylko pił:)

      Usuń
  8. Marika musi być z Natanielem, ponieważ Maks zawsze dostaje wszystko podane na talerzu ten jeden raz niech ma coś Nataniel:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Proszę Babeczko daj zakończenie dzisiaj plissssss! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. co wy macie z tym Maxem? jaki on przechodzony? bo starszy? co z tego, ze starszy, jesli nie zaznał nigdy szczęścia. Lepszy jest kawał chama i kobieciarza niz szczery, wrażliwy mezczyzna? czlowiek po nieudanym małżeństwie juz nie zasluguje na szczescie?
    Nataniel nawet nie potrafi zaopiekować sie dzieckiem, jest świecie oburzony, bo musiał zrobić jej śniadanie? z takim czlowiekiem dziecko powinno sie wychowywać? no chyba nie bardzo.
    Oczywiscie przyjmę zakończenie jakim jest, choc to moje ulubione opowiadanie wiec wolałabym zeby Max zaznal szczęścia i miłości. Natanielowi Marika pasowalaby gdyby byla sama. Chyba, że ozywisz Klare i zwiazesz ją z Maxem;) to niech sobie Nataniel bierze tą Marike. Choć zauważyłam, ze mloda dostaje pazurka, co mi sie podoba;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klary nie ożywię. Już jej zrobiłam sekcję zwłok, nie da rady ;-)

      Usuń
  11. Jestem za Natanielem. Jak dla mnie jest ciekawszą postacią, bardziej buntowniczą, co osobiście wolę. Tak czy inaczej przeczytam ;) może kolejne opowiadanie już dziś (jutro) ?

    OdpowiedzUsuń
  12. Będzie, co będzie. Jak w życiu. Na razie wciąż jestem nastawiona romantycznie, więc większość moich bohaterów będą omijały wszelkie nieszczęścia :D

    OdpowiedzUsuń
  13. A może pojawi się jakiś sobowtór klary i zawróci bardziej w głowie małżowin niż marika

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie może dostaniemy jutro prezent w postaci kolejnej części ?;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Psyt... Jestem na basenie i kończę "Basen". Swoją drogą muszę zmienić tytuł, bo strasznie durny jest :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. E tam typowe kobiety narzekaja , wybrzedzaja. Ktos zarzuca, ze Natalnie nie umie zaopiekiwac sie dzieckiem. Ehh Moj maz do teraz ma problem ii jest kochajacym ojciem. Ehhh gderacie jak przekupki. Nue z Bstanielem nie z Maxem . Babeczko to zrob z kobieta.. hihi zartuje teraz

    OdpowiedzUsuń
  17. Pisze z komorki I wdarly sie chochliki.sorry

    OdpowiedzUsuń
  18. Proszę daj kolejną część juz dzisiaj bo umrzemy z niecierpliwości =D

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja bym właśnie chciała żeby to właśnie Max związał się z Mariką. Nataniel to takie duże naburmuszone dziecko które nie dostało cukierka i si wścieka. A Max od początku mi się podobał i mam nadzieję na happy end ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Babeczko Twoje opowiadania uzalezniaja ! Ja jestem za Maksem poniewaz az tak wielkiej roznicy wiekowej nie ma. Znam malzenstwa z roznica 12 lat i jest ok. Kazdy zasluguje na to by kochac i kochanym byc. A mlody niech korzysta . Niech sie wyszumi to sadze ze wiele zrozumie. Pozdrawiam serdecznie i oczywiscie czekam na wiecej !

    OdpowiedzUsuń
  21. W mojej rodzinie dwie ciocie maja mezow o 10 I 12 lat. Oba malzenstwa sa zgrane. Do tej pory nie widac roznicy. Dochowali sie w sumie 4 dzieci a takze wnuczat. Za to moja siostra ma o rok mlodszego meza.Moj brat ma zone o 14 lat mlodsza. :) przyklad z mediow Magda Zawadzka I Holubek.Nie obstawiam za nikim. Obaj Panowie maja to iskre. Ahhh Sama Babeczko zadecyduj z kim zostanie. Pozdrawiam uzależniony czytelnik:)

    OdpowiedzUsuń
  22. MAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAKS ;D

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak ja się boję poniedziałku... Chyba nie odwiedzę bloga przez tydzień, aby opadły emocje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. więc dodaj nam tą końcówkę już, prosimy!
      skoro już masz zakończenie to nie przetrzymuj nas...
      I wtedy już skończą się te dyskusje:) a tak będą trwały caaaałyyy tydzień:|

      proszę, proszę, proszę x 1000000!

      Usuń
    2. Wrzucaj ba bloga. Te wyliczanki zaczynaja przypominac Mode na sukces . Ehh wrzucaj . Bedziesz miała z głowy.

      Usuń
  24. Pięknie Babeczko!

    Choć moje serducho dzisiaj w żałobie, Twoje pewnie też...

    Pozdrawiam,
    LIA.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak zawsze wspaniale:)
    Babeczko skoro czytelniczki wadzą sie o to czy ma być Max czy Nataniel to może wprowadzić postać 3 chłopa i będzie po sprawie:).
    Ja osobiśce jestem za Natanielem choć chyba zwykle w ksiazkach kobiety wbierają tych bardziej niegrzeczych mężczyzn

    Pozdrawiam
    Wiedźma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ją też kiedyś coś podobnego zaoferowalam to babeczka odpisała mi że pana Zbyszka z naprzeciwka

      Usuń
  26. Będę szczera, ja już wyboru dokonałam. Jakbym wprowadziła trzeciego chłopa, to pewnie całość ciągnęłaby się do świąt :-)

    Stara wersja brzmiała tak: Amelka gubi się w górach, nieczuły Nataniel odmawia pomocy, a Maksa nie ma bo musiał wrócić na jeden dzień, by podpisać jakieś papiery. Tutaj następowały rzewne opisy rozpaczy itd. Maks wraca, dziecko się odnajduje, Marika tonie w jego ramionach... Całe towarzystwo wraca do domu. Nataniel odwiedza dziewczyny w ich domu, powiedzmy, że dochodzą do pewnego porozumienia. Ble, ble, ble... Jednak Natanielowi znów odbija, poniewiera zakochaną dziewczyną, wykorzystuje ją, a potem perfidnie zostawia, oznajmiając, że mu nie zależy. Marika jest w ciąży, a nade wszystko ma złamane serce. Maks się rozwiódł i też ma złamane serce, bo wie, że ona go nie kocha. Na końcu hajtają się na zasadzie "lepszy wróbel w garści"... Ogółem, wszyscy wyszli z tej imprezy tacy pokiereszowani uczuciowo...
    Tyle stara wersja. Nowsza jest optymistyczna, każdy lokuje uczucia w odpowiednim miejscu, itd...

    Zresztą, co ja będę dużo mówić. Sami zobaczycie :-) O, sorry. Przeczytacie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ale dzisiaj albo jutro przeczytamy prawda? =D PROSZĘ!!!!!!!!!!!!, :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiedy kolejna część? :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Osobiście jestem za Maksem. Co z tego że straszy? Mój luby ma o 10 wiosen więcej niż ja i ta różnica wieku w niczym nam nie przyszkadza. Jestem za Maksem bo zaopiekuje się młodą i niedoświadczoną Mariką i będzie bezpieczna. A i Maksowi potrzebny jest ktoś kto go pokocha i uleczy jego zbolałą duszę :)
    A Nataniel - jak dla mnie jest zbyt niepewny i mi się to nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  30. Proszę daj następną część tego opowiadania jesteś niesamowita!:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Czemu ze wszystkich swoich bohaterek robisz dziwki, a bohaterów erotomanów? Uwielbiam to jak piszesz, ale to nie daje mi spokoju. Marnujesz się, wydaj coś. Pokaż, że potrafisz, a nie liszesz takie teksty. Oczywiście nie mogę oderwać od nich oczu... ale czuje taki niedosyt... wszystkie teksty są podobne. Jasne każdy ma ma swój własny styl itd, ale sama nie wiem. Po prostu ci zazdroszczę talentu, ale jestem zła o to jak go wykorzystujesz ;-;

    SM

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja jestem całkowicie za Natanielem. Żył, biedaczek, w cieniu brata, a teraz się zakochał... Maks nie może mu odebrać szczęścia!

    OdpowiedzUsuń