poniedziałek, 14 października 2013

Nikomu ani słowa (VII)

       Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie miałam czasu :(
      W tym tygodniu kończymy "Nikomu ani słowa". Kolejna, ostatnia część będzie w środę. Reklamacji co do wyboru Mariki nie przyjmuje ;-) Dla przypomnienia powtórzyłam kilka akapitów.
        Potem będzie trochę luzu, bo zacznę porządki na blogu. 
       Przyjemności!

link do części  VI - klik

          Nikomu ani słowa (VII)

Przy kuchennym stole siedział ponuro zadumany Nataniel, wciąż w piżamie, a tuż obok, zajęta rysowaniem, beztrosko nucącą Amelka.
– Nareszcie jesteś – mruknął. – Musiałem zrobić śniadanie.
To było nawet zabawne. Zwłaszcza po wczorajszej awanturze.
– Gdzie twoja dziewczyna? – spytała z pozorną beztroską, wyjmując z lodówki sok pomarańczowy.
– Śpi. Zaszaleliśmy tej nocy – dodał złośliwie.
Spojrzała na niego z ukosa. Najwyraźniej faktycznie niezbyt dobrze spał, bo pod oczyma widniały sine cienie, a poza tym wyglądał na zmęczonego. Nagle zyskała pewność, że powodem nie były nocne igraszki.
– Zaszaleliście? Miałam tak mocny sen, że nic nie słyszałam.
– Pijacki.
– Owszem. Ale wspaniale się wczoraj bawiłam.
– Uważasz, że to zabawne, gdy kłócę się z własnym bratem? – spytał z niedowierzaniem.
– A, nie. Mówiłam o tym wcześniej.
Zacisnął zęby z taką siłą, że linie szczęki stały się wyraźnie widoczne.
– O tym wcześniej? – wycedził powoli.
– O kolacji przy kominku i szczerej rozmowie. Także o pocałunku. Chyba oboje z Maksem za dużo wypiliśmy?
– Czyżby?
– Tak. Jest przecudowny, ale nie w ten sposób, w jaki myślisz.
Spojrzał na nią spod opuszczonej głowy, jeszcze mocniej ściskając kubek z kawą.
– A w jaki myślę?
– Chyba sam najlepiej wiesz.
– Nie, nie wiem! – ryknął znienacka, zrywając się z miejsca. Zdziwiona dziewczynka podniosła głowę.
– Nataniel, w tej chwil przestań! – surowo powiedziała Marika. – Wystraszyłeś małą.
Miał ochotę wykrzyczeć, że ma to w dupie. Miał ochotę na wiele rzeczy, ale nagle dostrzegł w jej wzorku nieme ostrzeżenie. Zniknęło płochliwe dziewczę, nie wiadomo skąd pojawiła się całkiem inna Marika.
– Przepraszam – mruknął i z powrotem usiadł. Bynajmniej nie miał ochoty odejść.
– Ciociu, mogę obejrzeć kucyki? Patrz, za chwilę będą w telewizji!
– Możesz. Ale pamiętaj, to szklane szaleństwo skończy się wraz z przyjazdem do domu.
Mała zebrała swoje kredki, wzięła kolorowanki i wciąż wesoło podśpiewując przeszła do salonu, gdzie Marika włączyła telewizję.
Potem wróciła do kuchni, gdzie ku jej zdumieniu wciąż siedział Nataniel.
– Coś jeszcze? – spytała ze spokojem, odkładając naczynia do zlewu.
– Jak ja bym ciebie!… – zaczął z pasją.
Marika oparła się jedną dłoń o bla stołu, a drugą ujęła się w pasie.
– Jak ty byś mnie co?
– Najchętniej skończyłbym to, co kiedyś, na samym początku zacząłem!
– Po całej nocy miłosnych igraszek? – Patrzyła na niego z doskonale wyczuwalną ironią. – Śmiem wątpić czy miałbyś siłę?
– Nie drażnij mnie!
– Jakże bym mogła?
Gdyby nie Zoe, która pojawiła się w drzwiach, przysięgłaby, że się nią rzuci. Posągowa piękność wciąż ziewając, podeszła do Nataniela i zdawkowo cmoknęła go w policzek.
– W końcu spotykamy się na śniadaniu.
– W końcu – potwierdziła ze spokojem Marika.
– Zaspałyście? Widzę, że nie tylko Nat miał ciężką noc. Przez kilka godzin siedział w fotelu i gapił się w okno. Nie miałam z niego absolutnie żadnego pożytku – dodała z wyrzutem.
Marika zagryzła wargi i spojrzała wprost w oczy Nataniela. Ale ten wstrętny kłamczuch celowo omijał ją wzrokiem. I najwyraźniej był wściekły, że Zoe go wydała.
– A tak. Wspominał coś o braku snu i tak dalej. – Z całej siły powstrzymywała się od śmiechu. – Nie krępujcie się, my i tak zaraz wychodzimy. Amelka?
Zaniepokojona brakiem odpowiedzi, szybkim krokiem weszła do salonu. Był pusty, choć w telewizji wciąż leciała ulubiona bajka siostrzenicy, a na tapczanie leżała jej maskotka.
– Mela, gdzie jesteś kochanie?
Zajrzała do łazienki, wyszła na zewnątrz, potem pobiegła na górę. Dziewczynki nigdzie nie było. Marika poczuła jak strach dławi ją w gardle, a serce zaczyna bić niczym szalone.
Z powrotem wpadła do kuchni.
– Nataniel! Mała zniknęła! Wszędzie szukałam i nie mam pojęcia… - nerwowo wyłamała palce.
– A czy to moja sprawa? – wzruszył ramionami nawet na nią nie spojrzawszy. Dalej spokojnie czytał gazetę i pił kawę. Zoe siedziała naprzeciwko i tylko bezmyślnie się uśmiechała.
– Ale…
– Idź do mojego brata. Wielki Maks z pewnością ci pomoże – powiedział z dobrze wyczuwalną ironią.
Dłużej nie zamierzała prosić. Z głośnym tupotem wbiegła ponownie na górę, wykrzykując z rozpaczą imię dziecka.
– Co się stało? – Maks wyglądał na mocno oszołomionego. Chyba przed chwilą się obudził.
– Poszła tylko do salonu oglądać telewizję, a teraz jej nie ma! Nigdzie! I nie odpowiada jak wołam!
– Cicho, spokojnie. – W sekundzie odzyskał przytomność umysłu. – Pewnie poszła do ogrodu.
– Też tam byłam. Maks! – Tyle było przerażenia, tyle rozpaczy w jej głosie, że bez słowa wybiegł z pokoju. Błyskawicznie zbiegł po schodach, przeskakując po dwa, trzy. Nie bacząc na to, że jest na bosaka, albo że na dworze panuje przenikliwy ziąb, wybiegł do ogrodu. Za moment wrócił, kierując się wprost do kuchni.
– Rusz dupę! – warknął do brata. – Furtka jest otwarta. Nie odeszła daleko, musimy jej poszukać.
– To nie…
– Nataniel! Przestań do diabła pielęgnować swoje urazy i choć raz w życiu zrób coś, za co nie dostaniesz nagrody.
– Maks, chodźmy sami! – Marika pociągnęła go za rękaw. Miała rację, nie było czasu.
– Zadzwonić po policję? – Ku ich zdumieniu nawet Zoe wyglądała na przejętą.
– Nie, dzięki. Na to chyba za wcześnie.
W mgnieniu oka włożył buty i narzucił na siebie kurtkę. Wciąż strasznie szumiało mu w głowie, zbierało na wymioty, ale teraz nie było to ważne. Opanował mdłości i chwyciwszy drżącą rękę Mariki wybiegł poza teren posesji.
Na szczęście nie musieli długo szukać. Za rogiem kucała Amelka, głaszcząc ogromnego, pręgowanego kota.
– Zabiję smarkatą! – jęknęła Marika, rzucając się w kierunku dziewczynki. Maks oparł się o słupek, miłosiernie znajdujący się tuż obok. Miał chyba kaca tysiąclecia…
– Poszłam za kotkiem – tłumaczyła dziewczynka, nie rozumiejąc całej sytuacji i usiłując wyswobodzić się z objęć ciotki. – Jest śliczny, zobacz!
– Kochanie, nie możesz wychodzić sama. Jeszcze na dodatek nic nie mówiąc!
– To źle?
– Bardzo się przestraszyłam – oświadczyła poważnie Marika. Zerknęła na Maksa. Dopiero teraz zauważyła, że kiepsko wyglądał. – Wracaj do łóżka – poleciła mu. – Zrobię ci kawy i przyniosę.
O dziwo, nie sprzeciwił się. Pokiwał głową i chwiejnym krokiem skierował ku domu.
– Ciociu, już więcej nie będę. – Amelka tym razem dobrowolnie się do niej przytuliła.
– Wierzę. Chodź, obejrzysz do końca bajkę, a ja uszykuję dla wujka lekarstwo.
– Jest chory.
– Tak jakby – uśmiechnęła się Marika.
Starannie zamknęła za sobą drzwi, tym razem przekluczając je. W kuchni już nikogo nie było. Nagle przypomniała jej się reakcja Nataniela. To było przykre, że brakowało mu nawet zwyczajnej, ludzkiej życzliwości. Może i nieco spanikowała, ale czy gdyby sytuacja była bardziej poważna, to zareagowałby inaczej? Wątpliwe. A to bolało.
Kiedy stawiała tacę z kawą w sypialni Maksa, wyszedł właśnie z łazienki owinięty w ręcznik. Gdy ją ujrzał, odrobinę się speszył.
– Wziąłem prysznic. Teraz lepiej się czuję.
 Widzę. Ale wciąż masz dziwny, bladozielony odcień skóry.
– Przepraszam. Zamiast zabierać was na wycieczki, ja wciąż tylko piję.
– Zrobiłeś sobie wakacje od trzeźwości?
– Tak jakby.
Usiadła na brzegu łóżka, patrząc na niego z ciekawością.
– Kiedyś Klara opowiadała mi o swojej pracy. O ludziach, kierownictwie, nawet kilka słów o szefie. Ale nie rozpoznałabym cię w tym wizerunku.
– Dlaczego?
– Przedstawiła cię jako bezlitosnego, twardego w interesach biznesmena, którego boi się całe biuro. A sekretarka ma w szufladzie schowane krople uspokajające.
– Aż tak źle?
– No właśnie… Tymczasem od samego początku okazałeś się zupełnie inny.
Usiadł tuż obok. Marika przygryzła dolną wargę i odwróciła wzrok. Jakby nie było Maks miał na sobie tylko ręcznik. Trochę za dużo było tej nagości. Czuła się przez to dziwnie. Nie, nie była zawstydzona. Raczej zafascynowana. Maks był seksowny, przystojny i silny. Nagle przypomniała sobie jak ją całował i spąsowiała.
– Chyba powinieneś się ubrać?
– Chyba tak – mruknął delikatnie, powolnym ruchem odgarniając kosmyki ciemnych włosów za zgrabne uszko. – Zamknęłaś drzwi wejściowe na klucz?
– Teraz tak.
– To dobrze. – Do dłoni dołączyły usta. Pieścił jej skórę oddechem, tak subtelnie, że niemal nie czuła ich dotyku.
– Nie…
– Cicho – szepnął. – Daję słowo, że zaraz przestanę. Pozwól tylko się dotykać.
Objął ją w pasie i stanowczym ruchem posadził na kolanach, tyłem do siebie, tak że mogła oprzeć głowę na jego ramieniu. Wydała mu się taka drobna, taka bezbronna. Nie zaprzeczał, że to także go podniecało. Ta dziwna bezradność, niewinność. Cholera! Podniecało, to za mało powiedziane.
Zacisnął palce na niezbyt dużych, ale kształtnych piersiach dziewczyny. Westchnęła i przykryła jego dłonie swoimi. Poruszyła przy tym pupą, wyrywając z ust mężczyzny głośny jęk. Jego członek twardniał w zastraszającym tempie, a pożądanie rosło.
Zapomniał o całym świecie. O żonie, o Klarze, o bracie tuż za ścianą. Niecierpliwymi palcami rozpiął jej bluzeczkę i z koronkowego stanika wydobył dwie śliczne półkule, zwieńczone różowymi sutkami. Zaczął z pasją pokrywać pocałunkami twarz dziewczyny. I nagle uzmysłowił sobie, że  nigdy wcześniej nie kochała się z żadnym mężczyzną…
– Nie bój się – wyszeptał ponownie. Choć wydawało mu się, że to on się boi bardziej. Był przerażony własnym brakiem opanowania, emocjami opanowującymi całe ciało z siłą huraganu, niszczącymi każdą barierę.
Pragnął więcej. Pragnął poczuć dotyk nagiej skóry, wsłuchiwać się w ciche okrzyki rozkoszy, poczuć czy była wilgotna i rozpalona pożądaniem, tak samo jak on.
Dlatego nie namyślając się dłużej, uniósł dziewczynę i sprawnie zsunął z niej spodnie wraz z bielizną. Przez moment miał wrażenie, że zaprotestuje, ale ogromne szare oczy również były pełne ukrytych pragnień.
– Ale tylko…
– Tak, tak – odparł niecierpliwie. Rozchylił poły ręcznika, a potem posadził ją na powrót, lecz tym razem kiedy poczuł na swym członku jędrne pośladki dziewczyny, z jego ust, wydarło się bardzo głośne westchnienie. Z ledwością opanował się, by nie posunąć się dalej.
– Tak dobrze? – spytała szeptem, urywanym głosem. Potem powoli zaczęła się o niego ocierać. Zamarł, ale jedynie na chwilę.
Zdążył pomyśleć, że to chyba koniec z jego samokontrolą.
– Marika! – wycharczał. – Ja dłużej nie dam rady… Chcę cię! Tu i teraz!
– Ale mówiłeś…
– To nie ruszaj się, błagam!
Zamarła, wstrząśnięta tym, co zauważyła w jego oczach. Ale to było takie cudowne, czuć ogromnego, nabrzmiałego członka, zapach podniecenia i niesamowitą wilgoć pomiędzy udami, tak obfitą, że strużkami spływała po ich wewnętrznej stronie.
– I co teraz? – spytała bezradnie.
– Teraz ostrożnie wstaniesz, ubierzesz się i wrócisz do małej.
– A ty?
– A ja postaram się uspokoić.
– Nie mogłabym ci pomóc?
– Lepiej nie. – Przymknął oczy, rozluźniając uchwyt.
Czuł jak wstała. A potem nagle na jego nabrzmiałej męskości, wylądowała mała, delikatna dłoń…
Otworzył zaskoczone oczy. Siedziała tuż obok, pieszcząc go bez wyraźnej wprawy, ale z zapałem nowicjusza, który odkrył nagle nieznane dotąd światy.
– Tak dobrze? – spytała tylko.
Chwycił szczupły nadgarstek i odsunął. Powinna wyjść. Już, teraz!
– Marika, nie rozumiesz?
– Nie jestem dzieckiem, doskonale rozumiem! – nagle się rozzłościła. – Ale skoro nie, to nie! Twój wybór!
Wzburzona wybiegła z pokoju zostawiając osłupiałego Maksa, z niedowierzaniem wpatrującego się w drzwi, które zatrzasnęła z taką siłą.
Pomyślał, że jest głupcem. Ale pierwszy raz w życiu bardziej zależało mu na kobiecie niż na seksie z nią. To byłą całkiem nowe, zaskakujące uczucie.
***
– I jak? Podoba się wam?
– Tak. – Marika odgarnęła natrętne kosmyki włosów. – Ale nie mam zielonego pojęcia gdzie jesteśmy!
– Nie szkodzi, za godzinę będziemy w domu.
Spojrzała na śpiącą w jego ramionach dziewczynkę i westchnęła. Z chęcią zamieniłaby się z nią miejscami…
Maks na ostatni dzień zaproponował wycieczkę. Wjechali wyciągiem na górę, a potem poprowadził je tylko sobie znanymi szlakami, w miejsce tak urokliwie, że bardziej przypominało baśniowy krajobraz niż cokolwiek innego.
Ale ponad dwu godzinny marsz zmęczył dziewczynkę.
– Tak szybko? Szliśmy dłużej?
– To będzie skrót.
– Aż nie chce się wracać – powiedziała w zadumie. Siedziała na trawie zajadając kanapkę i popijając ją kubkiem gorącej kawy.
– Wiem – uśmiechnął się, ukradkiem prostując zdrętwiałe ramię.
– Pewnie też byś coś zjadł?
– Później. Nalej mi tylko coś ciepłego do picia.
Wyswobodził jedną rękę i wziął od niej kubek. Przyglądała się mu w zadumie, zastanawiając się jak to możliwe, że stanowili tak zgrany zespół? Amelka podczas drogi ani razu nie wspomniała, że tęskni za matką. Cały czas wesoło gawędziła z Maksem, który bardzo poważnie odpowiadał na każde pytanie, czasem puszczając do niej oczko.
– Dlaczego nie masz dzieci? – spytała impulsywnie. – Idealnie nadawałbyś się na ojca.
– Dotąd wystarczali mi moi siostrzeńcy i siostrzenica.
– Dotąd?
Nie odpowiedział. Ale wbrew sobie miała ochotę drążyć ten temat.
– A twoja żona?
– Ona nie chce – odparł krótko. – Zresztą jeszcze przed naszym ślubem zapowiedziała, że jeśli zaszłaby w ciążę, to ją usunie. Wtedy to mi odpowiadało.
– Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie?
– Ty Mariko. I bardzo cię proszę, zakończmy rozmowę w tym miejscu.
– Jak sobie życzysz – powiedziała zdumiona.
Z żalem pożegnała urokliwy zakątek, w kotlince pomiędzy wysokimi górami, zastanawiając się czy jeszcze kiedykolwiek go zobaczy. Ruszyła za Maksem wciąż niosącym śpiące dziecko. Pomyślała z rozbawieniem, że muskuły czasem na coś się przydają. Przypomniał się jej Nataniel. Ale i tym razem towarzyszyła temu wspomnieniu gorycz. Chyba powinna sobie odpuścić wszelkie marzenia z nim związane.
W ogóle stwierdziła, że chyba totalnie jej odbiło. Miała ochotę na seks z dwoma facetami, na dodatek braćmi. Ona, która wcześniej, wzbraniała się przed czymś więcej niż drobne pieszczoty. No, ładnie!
A na dodatek jeden z nich jest starszy o ponad piętnaście lat i żonaty, a drugi pokręcony psychicznie i z uporem demonstruje swoją nową dziewczynę…
To wszystko wydało się jej nagle tak zabawne, że wybuchła śmiechem. Zdumiony Maks obejrzał się do tyłu, ale machnęła ręką, dając mu do zrozumienia, że wszystko w porządku.
Jednak wesołość nie minęła.
Towarzyszyła Marice nie tylko do końca dnia, ale również podczas powrotu do domu, kiedy mknęli autostradą, ona wciąż rozweselona, Maks ponuro zadumany.
***
– Zakochałem się – powiedział po prostu. Agata zakrztusiła się popijaną właśnie kawą.
– Raczej nie pierwszy raz?
– W ten sposób pierwszy.
– A co na to Nataniel?
– On?
– Wiesz, myślałam, że on i Marika…
– Domyśliłaś się? – mruknął ponuro sięgając po kawę.
– Mówiłam, że niczego nie robisz altruistycznie.
– Teraz pewnie powiesz, że nie jestem do tego zdolny?
– Źle mnie zrozumiałeś. Po prostu widziałam, że dziewczyna ci się podoba.
– Stary baran jestem przy niej.
Agata spoważniała. Maks naprawdę miał problem. Był przygnębiony do tego stopnia, że niemal go nie poznawała. On, zawsze taki energiczny!
– Oliwia zgodziła się na rozwód – dodał.
– Nareszcie! Po co ty się w ogóle żeniłeś z tą flądrą? Ile weźmie?
– Nie pytaj. Dużo. Ale za to wszystko odbędzie się szybko i sprawnie. Już podpisaliśmy porozumienie.
– Maks, ty się lepiej ciesz. Uwolnisz się od morowej zarazy, to po pierwsze. A po drugie, w końcu się zakochałeś. I może będziesz szczęśliwy?
– Cały czas mam wrażenie, że jeśli tylko Nataniel by zechciał, wybrałaby go bez wahania. Pomimo tego jak ją skrzywdził.
– Ach! To stąd ten ponury nastrój? – Agata zapaliła papierosa i z nieukrywaną przyjemnością się nim zaciągnęła.
– Palisz przy dzieciach?
– A gdzie tu widzisz dzieci? Zresztą, a ja nie człowiek? Nie mam prawa do własnych słabości?
Po raz pierwszy od kiedy przyszedł, uśmiechnął się.
– No tak. Na matkę polkę, to ty się siostrzyczko nie nadajesz.
– Kocham ich wszystkich i oddałabym życie w razie potrzeby. Ale to nie znaczy, że nie mam prawa do własnej prywatności. Poza tym, bez krótkiej smyczy jestem szczęśliwsza, a oni także.
– Dobrze, nie kłócę się. Na tym akurat się nie znam.

link do części VIII - klik

25 komentarzy:

  1. Interesująca część :) powiem szczerze, że od początku kibicowałam Natanielowi, ale wyraźnie pokazał ze jest zwykłym dupkiem (tak, jak większość facetów) i teraz skłaniam się bardziej ku Maksowi.
    Ale bez względu na wybór Mariki czekam z zaciekawieniem na zakończenie i przyjmę go takie jakie będzie, bo wiem, że pozytywnie mnie zaskoczy :)
    Kocham Twoje opowiadania Babeczko, masz ogromy talent :)
    Pozdrawiam,
    W.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czemu, ale pozostanę przy kibicowaniu Natanielowi :) Przyjemne opowiadanko

    OdpowiedzUsuń
  3. Nataniel wcale nie musiał być dupkiem, to babeczka takim go wykreowała. Tylko dlatego żeby wybrała Maksa! :D Ohhh babeczko :* NATANIEL ? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie to ze by mi sie nie podobalo, ale jakos tak mdla sie ta opowiesc wydaje, nagle nataniel stracil jaja (za przeproszeniem), maks sie nawrocil, nie wiadomo z czego, nic poczekam na zakonczenine

    OdpowiedzUsuń
  5. Maks górą ;-) !!!

    S.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybciutko się wypowiem. Nie chodzi o to, że Nataniel jest dupkiem. To zwykły uparciuch, który nie wie co traci. Gdzieś na początku doskonale podsumowała go siostra. Poszukajcie, znajdziecie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Twoje opowiadania Babeczko! Czekam na kolejną cześć i nie zmieniam zdania ! Czyli Maksiu bedzie ojczymem Amelki hm może niech oni beda mieli upojną noc ktora zakonczy sie ciążą. Wiem lukier az szczypi ale czasami trzeba.Pozdrawiam Roma

    OdpowiedzUsuń
  8. Babeczko kibicuję Maksowi, mam nadzieję, że im się uda. Maks musi wygrac. :))
    Pozdrawiam i nie mogę się doczekac środy, tylko nie wiem o której godzinie wrzucisz Babeczko to na bloga, już się nie mogę doczekać, zresztą wszyscy Twoi fani się niecierpliwią. Jesteś fantastyczna ze swoją twórczoscią. Dalej pisz i twórz dla nas, bo my chcemy fajnych opowiadań, uciekamy od świata rzeczywistego w ten świat marzeń. :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli w takiej sytuacji, gdzie zniknęła Amelka, Nataniel nadal wolał się upierać i stroić fochy... to już innego wyboru niż Maks nie biorę pod uwagę :) może i Nataniel się opamięta, ale mam nadzieję, że za późno i Marika wybierze Maksa. Jak dla mnie facet musi dać przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, wsparcie. Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na ostatnią część jednocześnie żałując, że będzie to już ostatnia...
    Frania

    OdpowiedzUsuń
  10. Co będzie jutro? ; )))

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlaczego mam przeczucie że wybierze jednak Nataniela...? i bardzo mi się to przeczucie nie podoba bo od samego początku kibicuję Maksowi !:P

    OdpowiedzUsuń
  12. Maaaaks :D ja chę Maksa :) musi być Maks :) Babeczko nie ma innej opcji XD

    OdpowiedzUsuń
  13. Już dawno nie udzielałam się na forum, wiec zamierzam nadrobić stracony czas:) Opowiadanie "Nikomu ani słowa" od samego początku budziło wiele kontrowersji wśród czytelników, przynajmniej ja odnioslam takie wrażenie. Wstęp i pierwsza część zapowiadały się wręcz znakomicie, miałam nadzieję , że całą ta historia będzie naprawdę równie fascynująca. Tak i na tej nadziei się skończyło...To co dzisiaj przeczytałam to po prostu zasługuje na słynne słowa" końca Waść, wstydu oszczędź". Co to niby ma być? Szczęśliwe zakończenia osobiście sama uwielbiam, ale wole realne historie a to co napisałaś jest podyktowane jedynie dla jakiś ułomnych czytelników. O zgrozo jak możliwe jest aby dziewczyna która się niby szanuje, od razu po śmierci swojej ukochanej siostry jakby nigdy nic wyjeżdża w góry z facetem który przyczynił się do śmierci siostry? Jakie dziecko nie rozpacza po śmierci matki, tylko ciągle się cieszy i do obcego faceta mówi wujku? Co to za pomysł z tym wyjazdem w góry , po co to niby ma być czy autorce wyczerpały się już bardziej kreatywne pomysły? Dzieciak wychodzi z domu za kotkiem, dziecko które straciło matkę i do niedawna bało się własnego cienia? A ta Zoe i przyjazd z nią Nataniela, skąd takie puste imiona? Jak w jednym domu przestraszona dziewczyna jeszcze podobno plocha dziewica przebywa z dwoma facetami którzy zniszczyli jej życie i jakaś obcą baba z dzieckiem które wnioskuję z tego co przeczytałam ma chorobę psychiczną bo ku.... Chce odpocząć? Po czym skoro tak łatwo o siostrze zapomniała? Facet który jest wnioskuje starym chciwcem dostaje olśnienia i zakochuje się w młodej pustej dziewuszynie? Ludzie co to za tania Polska " Moda na sukces"? Tragedia. Nie realne, puste. Droga autorko pisząc coś takiego podświadomie wmawiasz ludzia że takie historię to chleb powszedni to już nie jest odskocznia od szarej prozy życia i zatrzymanie się nad historią która może rozweselić to co piszesz ma wpływ na ludzi widzę to po komentarzach. Szanuj czytelnika, czy jest tępą dzidą czy też inteligentem nie rób ludzką wody z mózgu po co to wszystko? Na forum ludzie opowiadają o swoich dzieciach rodzinie facetach romansach wszystkim bo widzą w tobie nadzieję że stworzysz coś co poruszy ich serca do głębi. Pokładają w tobie taka nadzieje nie idź na łatwiznę, nawet jeśli przez pół roku nic nie napiszesz a później dasz coś cudownego ludzie będą powracać do twojej twórczości. To co ciagniesz od paru wątków to nie jest dobre to jest szajs w całej swej okazałości, nie wyłączaj się w to co już jest bądź indywidualna ale niech ta twórczość zaowocuje czymś musi przynieść coś dobrego. Bóg dał Ci talent nie marnuj jego na jakąś nowo modną pisanine to nie przynosi pożytku. Mądrzy ludzie a takich jest mało nie zachwycą się czymś takim. Chciala byś uznania to najpierw pokaż że na nie zasługujesz. Ja bym nie chciała takich głupich pochwał gdy to co bym robiła nie było by naprawdę świetne, ponieważ znam swoją wartość i ty też ja znasz to by uwlaczało mojej godności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,podyktowany dla ułomnych czytelników".. .. ,,madrzy ludzie nie zachwyca sie czyms takim"- egoistyczne zazdrosne dno

      Realnie, nierealnie pisz Babeczko dalej!!

      Usuń
  14. Całkiem zniszczyłaś bohaterów tego opowiadania. Najpierw Klara, która tak mocno kochała swoją córkę i tak zażarcie jej broniła, że z tej miłości popełniła samobójstwo, czyniąc z Amelki sierotę. Sama dziewczynka to też jedynie wypełniacz - nie pyta o mamę, nie tęskni do niej, wciąż jest pogodna, miła, etc. No proszę! Potem Marika - najpierw mdła, potem nagle znikąd pojawił się u niej charakterek. Następnie Maks: twardy, może nieco prostolinijny, biznesmen, który niespodziewanie staje się wzorem wszystkich męskich cnót (z wyjątkiem ciągoty do alkoholu). A na końcu Nataniel... Nataniel, któremu kibicowałam, ale tylko dlatego, że jest czarnym charakterem, a ja czarne charaktery kocham. Nataniel, który z jednej strony jest bezdusznym prawnikiem, z drugiej gwałcicielem, z trzeciej typ typem męskiego bohatera, który "niby jest zły, ale pod wpływem miłości się zmienia", a z jeszcze kolejnej to kompletny dupek i idiota. Ach, no i zapomniałabym o tej jego stronie pokrzywdzonej przez Maksa.
    Szczerze mówiąc, nie wiem, na kogo wypadnie, powoli przestaje mnie to obchodzić, bo cokolwiek się nie wydarzy, będzie niewiarygodne. Marika i Maks? To brzmi jak jakaś nieśmieszna komedia. Marika i Nataniel? To w ogóle ostry zakręt.
    A tak na serio, zrobiłaś taką operę mydlaną, że... brak słów. Doskonale widać, nawet bez Twojego komentarza, w którym momencie zaczęłaś iść na rękę Czytelnikom i doszłaś do wniosku, że Marika musi wybrać między braćmi. Te meandry, które zaczęłaś stawiać... "a bo Maks jest taki fajny, a bo Nataniel taki nieszczęśliwy, a bo Maks dużo pije, bo Nataniel jednak jest bardziej pociągający, a bo Maks rzuca wszystko dla Mariki, a bo Nataniel to tylko taki uparciuch..." Abstrahując od tego, że dwóch facetów bije się o tak nijaką kobietę, to... naprawdę? To jest nierealne - nie tak nierealne jak lukrowane zakończenie, które powoduje słodycz, ale tak nierealne, że powoduje niesmak.
    Rozumiem, że w pewien sposób chciałaś uniknąć powtórki z "Pomyłki" - wszak tamto zakończenie w ogóle było tak odjechane, że długo zbierałam szczękę z podłogi po jego przeczytaniu - ale czy nie prościej byłoby po prostu zostawić powyższe opowiadanie jako jednoczęściowy tekst? Choć, jakby na to nie patrzeć, wszystkie Twoje opowiadania dobrze się zaczynają, a im bardziej rozkręca się akcja, tym robi się nieciekawiej (wyjątkiem jest "Wygrana", której poziom utrzymałaś niemalże do końca - "niemalże" bo ostatnia scena z Robertem, który mówi Alicji, że ma spadać drzewo, a potem nagle każe jej wsiadać na motor też jest wzięta z kosmosu; ach no i jeszcze "Dżin" - powiem Ci szczerze, że choć moja romantyczna dusza cierpiała przy zakończeniu, z czysto technicznego punktu widzenia było ono genialne).
    Do czego dążę?
    Może zacznę od początku. To „Historia...” przywiodła mnie na Twojego bloga, więc śledzę go od kilku tygodni. I powiem Ci szczerze, że wciąż nie wiem, dlaczego regularnie tu wchodzę. Pewnie dlatego, że jestem nieuleczalną romantyczką, a wszelakie romanse są dla mnie niczym powietrze – i dlatego też pewnie jestem w stanie zrozumieć tak wiele pozytywnych komentarzy Twoich Czytelników. To, co napisałam powyżej jest jedynie ułamkiem tego, co myślę, ale chyba nie ma sensu, bym się mocniej rozwodziła. Moim celem nie jest jakiekolwiek urażenie Cię, tylko jestem po prostu tym rodzajem Czytelnika, jakiego ja sama wysoko cenię u siebie; takiego, który nie obawia się napisać tego, co myśli. A ja myślę, że masz niesamowity talent do wymyślania historii, za co naprawdę Cię cenię – i dlatego też bardzo żałuję, że ich wykonanie jest takie różne. Po prostu czasem zdarzają się takie zwroty akcji, że naprawdę trudno mi w je uwierzyć – dużo trudniej niż w szczęśliwe zakończenia. Prócz całego „Nikomu ani słowa” niech za przykład posłużą też: przeszłość Gabriela, zakończenie „Pomyłki” czy gwałt Sammy.

    OdpowiedzUsuń
  15. [cd] Łatwiej się pisze, gdy się wie, o czym się będzie pisało. Sądzę, że też zdajesz sobie z tego sprawę, bo widać to w „Czasie poświęconym zemście” - tu nie ma fałszywych ruchów; w innych tekstach jest ich sporo. Gdy tworzysz bohaterów i akcję, stwórz ich prawdopodobnymi. Poprawi to na pewno komfort czytania.

    Oczywiście, możesz mnie zawsze uznać za głupiego trolla albo kogoś, kto nie ma racji. Nawet jeśli ten komentarz przejdzie przez moderację, pewnie czeka mnie gorący sprzeciw ze strony Twoich Czytelników. Raz kozie śmierć, prawda?

    Pozdrawiam Cię. :)

    O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przepraszam bardzo, dlaczego miałabym uznać za trolla kogoś kto po prostu pisze mi gdzie według niego popełniłam błąd?
      To nie grzech wyrażanie własnego zdania. Ja usuwam tylko obraźliwe wpisy ;-)

      Poza tym, pewnie nie pamiętasz, ale w jakimś poście pisałam mniej więcej to samo. Może nie plan, bo z planów guzik mi wychodzi (jak bym pokazała pierwotną koncepcję Pechowej dziewczyny to byście nie poznali...). Ale dobrze jest gdy na samym początku napiszę koniec. Zakończenie, do którego dążę całą akcją jest jak cel. Zmienia się tylko droga. Na przykład w "Czasie" dawno już mam zakończenie. Za to na szczęście zrezygnowałam z wyświechtanego motywu zombi i dałam coś bardziej prozaicznego.

      Reszta w kolejnym poście, bo uważam, że należy Wam się kilka słów ode mnie :-)

      Usuń
    2. zgadzam się w 100% z tym co pisze anonim o 1.20 :)

      A.

      Usuń
  16. Mogę się zgodzić z każdym argumentem, bo niestety większość zarzutów ma solidne podstawy. Ale na miłość boską - Klara NIE POPEŁNIŁA SAMOBÓJSTWA!!!
    Powrót do drugiej części i powtórzyć czytanie :-)))


    OdpowiedzUsuń
  17. Babeczko dzisiaj środa i coś miało byc a nie ma :((((

    OdpowiedzUsuń
  18. Środa powoli mija a ostatniej części nie ma :-( Babeczko proszę dodaj jak najszybciej bo umieram z ciekawości :-D M.T

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj Babeczko, miala byc w środę ostatnia :( cześć. A ni ma. Bierzesz nas na wytrzymałość? ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie żebym się czepiała, jednak;

    ,,Był po pracy, więc zamiast garnituru, w którym go zazwyczaj oglądali, maił* na sobie sprane dżinsy i białą polówkę."
    * miał

    :-) tak mi się w oczy rzuciło.

    OdpowiedzUsuń
  21. Marika oparła się jedną dłoń o bla stołu, a drugą ujęła się w pasie.. - gdzieś t uciekło:-) "blat"

    OdpowiedzUsuń