poniedziałek, 17 lipca 2017

Ja, Baba! (XV)

Druga wisienka, a potem koniec.


           Ja, Baba! (XV)
Lena
Kolejne dni mijały, a ja jedyne co robiłam, to wałęsałam się bez celu. Lancelot nadal umykał chyłkiem na mój widok, Mordred wyglądał jakby całkiem stracił zainteresowanie. Gwain chyba znalazł sobie jakąś nadobną niewiastę, bo godzinami siedział, komponując poematy i brzdąkając na jakimś instrumencie. Wzrok miał nieprzytomny, minę dziwnie rozanieloną, więc uznałam, że się zakochał i machnęłam ręką na jego towarzystwo. Dwa razy zostałam zaproszona na pogawędkę z Morganą, ale to był raczej monolog niż dyskusja. Za to dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o jej synu i trzeba przyznać, że powolutku zaczynałam mu współczuć. Nadopiekuńcza mamusia uczyniła z jego życia piekło, kontrolując każdy ruch i nadzorując każdą decyzję. To trochę mnie zdumiało, bo nie wyglądał na mięczaka. Z drugiej strony ona była czarodziejką. Niezbyt miło wspominałam moment, gdy musiałam wypić cholerny eliksir na uspokojenie. Musiałam, chociaż nie miałam na to ochoty. Ale musiałam.
Nadeszła fala upałów. Z samego rana spakowałam prowiant i zażądałam konia. Potem pojechałam nad jeziorko, nad którym kiedyś baraszkowałam z Lancelotem. Znalazłam sobie przyjemny punkt w cieniu rozłożystego drzewa, prawie nad samą wodą. Wykąpałam się, zjadłam coś, napiłam się wina, uważając, aby z nim nie przesadzić. Potem w samej koszuli rozciągnęłam się na miękkiej trawie, oddając się ponurym, pełnym melancholii wspomnieniom.
Chciałam już wrócić do domu. Ostatnio powiedziałam to nawet wprost Morganie, lecz spojrzała na mnie zdumiona, pytając, dlaczego nie podoba mi się jej syn. Mordred był coraz bardziej rozdrażniony, bo wizyta krewkiego tatusia jego małżonki, zakończyła się potężną awanturą i zerwaniem przymierza. Po wszystkim Morgana wzruszyła ramionami i powiedziała, że zmieni przeciwnika w żabę. Jej syn dostał szału, a ja salwowałam się ucieczką.
– Może poszukam innego czarodzieja? – mruknęłam, zrywając źdźbło trawy i przygryzając jego końcówkę.

Tylko gdzie? Nie miałam bladego pojęcia, jak się do tego zabrać. Może wypytać mieszkańców zamku? W końcu Morgana nie mogła być jedyną w okolicy.
Upał dobijał. Z nadzieją spoglądałam w niebo, lecz na próżno. Było błękitne jak oczy gburka i na razie nic nie zapowiadało zmiany. W końcu zmęczona gorączką, nadmiarem przemyśleń oraz wypitym winem, zasnęłam. Niestety, moja wredna podświadomość, zrobiła mi na złość i śnił mi się upojny seks z bliżej mi nieznanym mężczyzną. No dobrze, przypominał Mordreda, ale to nie do końca był on. Ocknęłam się gwałtownie, nie dośniwszy finału, ale za to podniecona, pobudzona, z doskonale wyczuwalną wilgocią, sklejającą uda.
– Jasna cholera! – wymruczałam, wiercąc się niecierpliwie na trawie. – Dlaczego nie przyśnił mi się krwawy koszmar?
Wykąpałam się po raz drugi, licząc na to, że chłodna woda przywróci odrobinę równowagi. Nic z tego. Co prawda zewnętrznie mnie orzeźwiła, ale wewnątrz nadal czułam nieznośny żar promieniujący z dołu brzucha. W końcu rozejrzałam się dookoła podejrzliwie, ale nie dostrzegłam niczyjej obecności. Schowałam się za drzewem i z odrobiną skrępowania włożyłam rękę pomiędzy nogi. O mało co nie krzyknęłam, gdy poczułam swój własny dotyk. Zaczęłam lekko pocierać łechtaczkę, gdy nagle, gdzieś całkiem blisko, rozległ się kobiecy śmiech.
– Kurwa jasna! – wysyczałam. Lasu hektary, a oni musieli przypałętać się akurat tutaj i to w takiej chwili! Jeszcze mocniej przylgnęłam do pnia drzewa. Dopiero, gdy głosy stały się całkiem wyraźne, odważyłam się wychylić i zerknąć na nieznajomą parę. Młodzi byli, dwudziestki bym jeszcze nie dała, ubrani dość posolicie. Oczywiście nie na przyjacielskie pogawędki tu przyszli. Pozbyli się wierzchniej odzieży i z zapałem zaczęli się pieścić. Za to ja wycofałam się, przygryzłam wargi i walnęłam głową w drzewo. No jeszcze tego mi brakowało! Nagrzana byłam jak piec hutniczy, samotna, a tuż obok miałam scenę jak z gorącego filmu erotycznego. Nie miałam też siły się ruszyć. Kolana jak z waty, tętno jak po wyścigu na krótki dystans, a na dodatek policzki mnie piekły, a sutki sterczały tak bezwstydnie, jakby za chwilę miały przebić grubą tkaninę koszuli. Za jakie grzechy, pomyślałam z rozpaczą, wsłuchując się w pojękującą dziewczynę. Chyba przeszli do sedna, bo słychać było również rytmiczne plaśnięcia ciał. Znów zerknęłam i pociemniało mi przed oczyma. Zamknęłam je więc i z desperacją zaczęłam się pieścić, jedną ręką mokrą i gorącą cipkę, drugą nadzwyczaj wrażliwe na dotyk piersi.
Na polanie jęki przybrały na sile. Do tego chłopak nie szczędził sprośnych słówek i głośnych klapsów. Poczułam nagłą ochotę, aby zrobić sobie dobrze, patrząc na kochającą się parę, więc przerwałam i wyjrzałam zza drzewa, wykonując półobrót. Na moment zamarłam w bezruchu, podziwiając przedstawienie, którego byłam świadkiem. I wtedy ktoś objął mnie w pasie, jednocześnie przyciskając dłoń do ust.
– Ciii – wyszeptał. – To ja. Nie krzycz, bo ich spłoszysz. Poza tym to byłoby świństwo przerywać im w takim momencie, nie sądzisz?
Pokiwałam głową, bo wcale nie miałam zamiaru krzyczeć. Przynajmniej nie w ten sposób, o którym myślał.
– Chciałaś to zrobić sama? – wymruczał, podczas gdy jego ręka zastąpiła moją, wdzierając się pomiędzy uda. – Dlaczego nie przyszłaś do mnie?
– Bo jesteś wredny drań! – Naprężyłam całe ciało, gdy poczułam jego palce penetrujące moje wnętrze.
– A teraz? Mam ci pomóc?
Nie byłam w stanie zaprotestować, chociaż właśnie to powinnam zrobić.
– Śledziłeś mnie?
– Nie – wyczułam, że się uśmiechnął. – To miejsce często odwiedzane przez pary, które chcą się kochać. Lubię podglądać.
– Popaprany zboczeniec! – wymamrotałam, wijąc się w jego objęciach.
– Może.
Przycisnął mnie plecami do drzewa. Tylko przez moment widziałam jego twarz, oczy błyszczące podnieceniem. Potem ukląkł, zarzucił sobie moją nogę na ramię i… Ze świstem wciągnęłam powietrze. Przylgnął ustami do tego najwrażliwszego miejsca, palec wsunął do środka, a potem, kiedy dołączył do niego drugi, zaczął rytmicznie nimi poruszać, jednocześnie pieszcząc czubkiem języka nabrzmiałą łechtaczkę. Na dodatek drugą ręką sięgnął do moich piersi, a ja momentalnie odjechałam. Palce wplotłam w ciemne włosy, przyciskając jego głowę do mojego łona, z całej siły zagryzłam wargi, aby nie krzyczeć, bo przed sobą miałam parę, która wyraźnie zmierzała ku końcowi. Klęczącą dziewczynę, z wypiętym ku górze tyłeczkiem i posuwającego ją od tyłu chłopaka.
A Mordred… Wprawy w tym, co robił, na pewno mu nie brakowało. Powoli doprowadzał mnie do szaleństwa, a kiedy przestał pieścić piersi, a w zamian za to, zaczął penetrować drugą dziurkę, o mało co nie krzyknęłam. W końcu i tam wślizgnął się jego zwinny palec, a ja zacisnęłam zęby na własnej pięści. Doszłam gwałtownie, prawie w tej samej chwili, co kochająca się para. Drżałam w niekontrolowany sposób, przeżywając chyba najwspanialszy orgazm w moim życiu. Serio. Nie miałam pojęcia, że może być aż tak dobrze. Gdyby nie silny uścisk ramion Mordreda, osunęłabym się na ziemię. To on odciągnął mnie na bok, za drzewo. Po czym wstał i patrząc mi z satysfakcją w oczy, oblizał się. Czoło miał zroszone potem, włosy wilgotne, a na podbródku rozmazane soki z mojego wnętrza.
– Teraz ja – mruknął, po czym chwycił mnie w pasie i nabił na sterczącą męskość. Jęknęłam gardłowo, oplatając jego szyję ramionami, a biodra nogami. Czułam, że szykuje się kolejny orgazm. Zaczął mnie całować, lecz były to mokre, pełne namiętności pocałunki. Jego język był wyjątkowo bezczelny, a podtrzymujące mnie dłonie, boleśnie zaciskały się na pośladkach. Tym razem nie byliśmy cicho, zresztą miałam wszystko w nosie. Mogłaby nas podglądać cała jego drużyna, też miałabym to w nosie. Poruszał się coraz szybciej, uderzając z coraz większą siłą, zanurzając aż po sam koniec. Opływaliśmy potem, lecz panujący upał przestał mieć znaczenie. Na początku pojękiwałam cicho, potem byłam coraz głośniejsza, a kiedy w ekstazie zaczął kąsać moje piersi, krzyczałam bez skrępowania, podczas gdy po moim ciele przetaczała się kolejna fala rozkoszy. Wbiłam paznokcie w jego ramiona, odchyliłam głowę i krzyczałam, podczas gdy on uderzył po raz ostatni, z taką siłą, jakby chciał przebić się na wylot i zamarł, wtulając twarz w moją szyję z przeciągłym jękiem. Potem tylko głośno dyszał, podczas gdy ja nie byłam zdolna do niczego.
Dopiero, gdy nasze oddechy odrobinę się uspokoiły, zorientowałam się, co zrobił.
– Zwariowałeś? – odezwałam się schrypniętym głosem. – Przecież ja się nie zabezpieczam! Mogę zajść w ciążę kretynie!
– Uhm – mruknął. Jakoś nie wyglądał na zmartwionego. Kiedy go odepchnęłam, padł a trawę z rozłożonymi ramionami i leżał tak, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek. Jego męskość, nadal dumnie sterczała, oblepiona moimi sokami i jego spermą. Spojrzałam na nią i poczułam, że nie dam rady się opanować. Klęknęłam, po czym patrząc prowokująco w ciemne oczy Mordreda, zacisnęłam palce u nasady grubego członka, a później zaczęłam go oblizywać. Ze świstem wciągnął powietrze, unosząc głowę, aby lepiej móc mnie obserwować. A ja lizałam, ssałam i pieściłam, wręcz delektując się tą czynnością. W końcu nie wytrzymał i zaczął cicho pojękiwać. Podobało mu się.
– Chcesz jeszcze? – wyszeptał w końcu, kładąc ręce na mojej głowie.
Potaknęłam, bo z ogromnym kutasem w ustach trudno było coś powiedzieć. Pieściłam go jeszcze dłuższą chwilę, po czym przeszłam niżej, wsysając rozgrzanymi wargami po kolei każde jądro. Też były duże i twarde. Podnieciło mnie to, więc czubek mojego języczka powędrował dalej, jeszcze bardziej odważnie. Mordred zaczął postękiwać, a ja pieściłam go , drugą ręką masując twardego jak skała kutasa. Mało brakowało, a na tym by się skończyło. Widząc, co się dzieje, przerwałam, wstałam i leniwym ruchem ściągnęłam z siebie koszulę. Potem dosiadłam go jak narowistego ogiera i zaczęłam ujeżdżać. Moje piersi falowały, a ja napawałam się widokiem męskiej twarzy, wykrzywionej rozkoszą. Pochyliłam się, opierając dłonie o ziemię i galopowałam coraz szybciej. Znów jęczałam, ale tym razem on także. Uniósł głowę i zębami złapał jedną z brodawek, otwartą dłonią wymierzał mi kapsy, raz w jeden, raz w drugi pośladek. Zdumiewające było to, że oboje doszliśmy prawie równocześnie. Najpierw on, kilka sekund później ja.
– Och! – westchnęłam tylko, gdy już leżałam obok, na trawie, usiłując opanować drżenie całego ciała i szalone bicie serca. Po czym położyłam się na boku, zerkając na niego figlarnie. – Będzie jeszcze czy masz już dość?
Łypnął na mnie jedynym okiem. Trzeba przyznać, że minę miał oryginalną; na jego twarzy gościł zachwyt, rozkojarzenie, podniecenie i coś jeszcze, czego nie mogłam rozszyfrować.
– Będzie – potwierdził, wodząc kciukiem po moim ramieniu. – Dobrze że nie powiedziałem Lancelotowi prawdy o przepowiedni.
Zachichotałam, bo doskonale go zrozumiałam. Za to on usiadł i pozbył się resztek odzieży. Potem pchnął mnie, tak że teraz ja leżałam na plecach, a on pomiędzy moimi udami. Zaczął mnie całować, leniwie, powoli. To nawet nie były pocałunki, lecz pieszczota gorących warg. Objęłam go za szyję i zamknąwszy oczy, pozwoliłam mu na wszystko. Pomyślałam przy tym, że czysty seks też potrafi dostarczyć spełnienia. Nie sądziłam wtedy, że tak bardzo się myliłam.

4 komentarze:

  1. Jest świetnie, chociaż od początku wolę Lancelota. Mordred dzisiaj mi zaplusował. Facet jest nie do zajechania ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuje niedosyt! ;-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że nie wrócą do swoich czasów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie Mordred😀

    OdpowiedzUsuń