piątek, 31 marca 2017

Wszystko czego pragnę (VII) - treść płatna

Część ostatnia.

Link do całości - kliknij tutaj!

         Wszystko czego pragnę (VII)
– Rehn! – jęknęła. – Ty popaprańcu! Przecież to wszystko nie trzyma się kupy. Co siedzi do cholery w twojej głowie?
– Nie chciałabyś wiedzieć – uśmiechnął się krzywo. Stali tak przez dłuższa chwilę, mierząc się wzrokiem.
– Po co mnie tu sprowadziłeś? – spytała w końcu cicho.
– Zemsta to niewystarczający powód?
– Zemsta… Nie jestem pewna, czy chodziło akurat o to – powiedziała w zamyśleniu obserwując jego twarz.
– A o co? – wzruszył obojętnie ramionami.
– Ja tęskniłam.
– Czyżby? – odezwał się z nagłą goryczą, myśląc, że powinien natychmiast skończyć tę rozmowę i wyjść. – Mam się postarać, abyś więcej nie tęskniła? Kiedy do ciebie dotrze, że niektóre rzeczy są po prostu niemożliwe?
– Podczas mojego pobytu w bazie na Marsie – usiadła na łóżku, podpierając się dłońmi o miękki materac i unosząc głowę, aby nie przerwać kontaktu wzrokowego – dano mi możliwość nadrobienia pewnych braków. Dowiedziałam się więc, że pojawiliście się na Ziemi nagle, zachowywaliście roszczeniowo, twierdząc że macie do tego prawo. Akurat tego nie wyjaśniono do końca. Jakie prawo?
– Stare dzieje – mruknął, również siadając, ale na krześle, które wcześniej przysunął do łóżka. – Ponoć też stąd pochodzimy.
– Ponoć?
– Wy macie swoje legendy i mity, my również. O miejscu, z którego zabrali nas bogowie, o miejscu, które było naszą kolebką. Sądzę jedynie, że to nie byli bogowie. Zostawili nam jednak wskazówki, jak wrócić. Więc kiedy nasz świat zaczął umierać, posłużyliśmy się zdobytą wiedzą, aby wyznaczyć drogę do domu.
– Trochę się od nas różnicie. Zewnętrznie – uśmiechnęła się. – Wewnętrznie jesteście tak samo niestabilni  jak my. A więc wróciliście. Dlaczego jednak tak roszczeniowo, dlaczego nie staraliście się współpracować?
– Było nas prawie pół miliona. Dostaliśmy pozwolenie na zasiedlenie jednego z księżyców Jowisza. Ale to za mało. Panowały tam zbyt nieprzyjazne warunki. I nasi przywódcy… – zasępił się. – Gdy nie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o władzę. Oni nie chcieli i nie potrafili pogodzić się z myślą, że będziemy jedynie gośćmi na Ziemi. Napięcie narastało, rozmowy nie przynosiły rezultatu. Zaatakowaliśmy, sądząc, że mamy przewagę technologiczną. W końcu przebyliśmy wszechświat, a wy nawet nie daliście rady wylecieć poza własny układ słoneczny. Pomyliliśmy się. Pewnego dnia nasza kolonia została zmieciona z powierzchni księżyca, zresztą sam księżyc również przestał istnieć. Ocalało kilka statków, które patrolowały przestrzeń pomiędzy zewnętrznymi planetami. Prawie tysiąc pięćset osób. Prawie sami mężczyźni. Za mało żeby ocalić rasę, za mało, aby was zniszczyć, ale wystarczająco, aby dokonać zemsty.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!