poniedziałek, 27 marca 2017

Wszystko czego pragnę (VI) - treść płatna

Pewnie niektórzy domyślają się, że to część przedostatnia.

          Wszystko czego pragnę (VI)
Beznamiętnym spojrzeniem mierzył skuloną, leżącą na wąskim łóżku kobiecą postać. Wędrował wzrokiem od kształtnych łydek, aż po delikatną twarz otoczoną chmurą miedzianych włosów. Czuł satysfakcję. Była tutaj. Leżała tak bezbronna, nadal nieprzytomna, ze skrępowanymi nadgarstkami i zamkniętymi oczyma. Bezbronna, całkowicie skazana na jego łaskę i nie łaskę. Miał ją. W końcu dopadł. Tak, satysfakcja to dobre słowo. Nie dlatego, że ją odzyskał, ale dlatego, że będzie mógł się zemścić.
Nareszcie! Zemsta!
Najpierw na niej, potem na reszcie tych nędznych robaków. Siedział więc uśmiechając się ze złośliwą satysfakcją. Lecz z każdą upływającą minutą jego myśli stawały się coraz mniej kategoryczne, a na dodatek pojawiło się uczucie, którego tak bardzo nienawidził.
Pożądanie.
Zaklął soczyście na głos, ale to niewiele pomogło. Nie potrafił oderwać oczu od skulonej dziewczyny. W końcu, powoli, jakby czynił to wbrew sobie, uniósł ramię i palcami dotknął miękkiego policzka. Z trudem przełknął ślinę. Pragnienie zemsty ulotniło się niczym mgła, a zastąpiło je coś innego.
Pożądanie.
Dlaczego akurat ona? zadał sobie to pytanie z narastającą rozpaczą. Dlaczego ta kobieta? Nie dosyć, że pochodziła z rodzaju ludzkiego, to na dodatek pokrzyżowała jego cudownie niezawodny plan zemsty. Plan, który miał wypalić w stu procentach, a runął, bo on od samego początku nie potrafił wydać prostego rozkazu. Sprowadził ją tutaj, aby wyładować swój gniew, pokazać ogrom przepełniającej go nienawiści. A może zrobił to z innego powodu? Może po prostu chciał ją jeszcze raz zobaczyć?

– Dość tego! – warknął rozgniewany. Chwycił szczupłe ramię i brutalnie nim potrząsnął. – Koniec spania! Pobudka! Czas na porachunki.
Otworzyła oczy, chociaż spojrzenie miała nieprzytomne, zamglone. Potem lekko się uniosła, a na samym końcu usiadła, łapiąc z jękiem za głowę.
– Rehn? – Nareszcie w jej oczach pojawił się strach. – Nic nie rozumiem…
– To proste i akurat tutaj nie mam nic do ukrycia – wzruszył ramionami. - Jest na Ziemi taka grupa oszołomów, która twierdzi, że obcy, czyli my, to bogowie. Od dawna utrzymują z nami kontakt, udzielając wszelkiej pomocy. Nie mam pojęcia, na co liczą, nie obchodzi mnie to. Jak przyjdzie odpowiednia pora, zginą tak samo, jak cała reszta ludzkości. Ale na razie bywają przydatni.
– Dobrze że za tym porwaniem stałeś ty – posłała mu lekki uśmiech. – Już się bałam, że znowu znajdę się wśród całkowicie mi obcych osób.
– Dobrze? – wysyczał. – Twierdzisz, że to dobrze?
Nie odpowiedziała. Prawnie niezauważalnie cofnęła się do tyłu. A jednocześnie poczuła jak jej serce bije w coraz szybszym tempie, jak gardło zaciska się pod wpływem emocji. Bo dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo tęskniła i jak bardzo jej uczucia były bezsensowne. Kochała mężczyznę, który ją nienawidził, próbował zgwałcić, chciał zabić. Kochała go wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew wszystkiemu. I nawet nie mogła mu tego powiedzieć.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!