poniedziałek, 13 marca 2017

Do piekła i z powrotem (XI)

Następna będzie Pałka :-) Trochę było teraz przestojów, ale za to prawie skończyłam tekst poniżej, tak mnie ciągnęło do pisania. 

            Do piekła i z powrotem (XI)
Posłusznie zajął miejsce na jednym z krzeseł. Patrzył, jak dziewczyna wyjmuje kubki, jak przygotowuje dzbanek pełen aromatycznego napoju. A w zasadzie to gapił się na jej tyłek, wyobrażając jak wbija się swoim kutasem pomiędzy jędrne pośladki, aż po sam koniec, brutalnie, bez litości, wsłuchując się w nieustający krzyk przepełniony bólem. Potem odrobinę się wycofuje i znów atakuje, coraz szybciej, coraz mocniej. A na samym końcu spuszcza się do środka, przeżywając nieprawdopodobną ekstazę.
– Proszę! – Daria postawiła przed nim kubek, całkiem nieświadoma myśli, jakie przewijały się przez głowę demona. – Z cukrem?
– Nie.
– Mam ciasto. Ale to sernik – zerknęła na niego z rozbawieniem. – Chcesz?
– Nie.
Nie rozgniewał się, nie wpadł w szał. Wydawał się nieobecny myślami, a wzrok miał taki rozmarzony, maślany. Nie musiała długo się zastanawiać, co mu chodziło po głowie. Oczywiście seks, a jakże by inaczej!
– Jak tam twoi nowi wspólnicy w zdobywaniu świata? – spytała, ostrożnie dając pierwszego łyka i zajmując miejsce naprzeciwko.
– Dobrze. Doskonale – zgrzytnął zębami ze złością, bo wyraźnie słyszał w jej głosie nutki ironii. – Wiedźma jest niezła. Posuwałem ją całą noc.
– Całą noc? – Daria zarumieniła się z oburzenia. Co za palant! Ale czego innego mogła się spodziewać po demonie? Wierności? Ha, ha, ha! – Nie mogłeś… no wiesz. Wystrzelić?
– Niby czemu?
– Bo sam powiedziałeś, że męczyłeś się z tym całą noc.
– Nic takiego nie powiedziałem! – syknął. – Nie zmieniaj znaczenia moich słów!
– Nie zmieniam. Tak to zrozumiałam.
Pomyślała, że skoro on okazał się wrednym draniem, ona nie powinna się nad nim litować. Wstała i otworzyła lodówkę, a później wyjęła z niej talerz pełen sernika.

– Głodna jestem – oświadczyła ociekającym słodyczą głosem, patrząc jak demon lekko zielenieje na twarzy. – Chcesz też?
– Nie.
– Są dwa rodzaje. A nawet trzy – przyjrzała się z uwaga trzymanemu kawałkowi. – Ten jest na kruchym spodzie, ten z brzoskwiniami, a ten wygląda obco. Chyba jeszcze takiego nie jadłam.
– Przestań! Zjedz, co masz zjeść, bo wywalę to cholerstwo za okno!
– Coś ty taki drażliwy?
– Nie przyszedłem tu na pogaduszki! – Z hukiem odsunął krzesło, zrywając się na równe nogi.
– A na co? Ach tak, już wiem. Przyszedłeś mnie zabić.
Patrzyła na niego z rozbawieniem znad krawędzi kubka, a Davyan czuł, że za chwilę eksploduje. Tym razem z wściekłości.
– Jak powiesz, gdzie jest twój brat, śmierć będzie szybka i bezbolesna – obiecał.
– To ten wasz plan? – pokręciła głową z niedowierzaniem. – Czy twój?
Nie odpowiedział. Obszedł stół, a potem pochylił się nad znieruchomiałą dziewczyną, opierając dłonie na blacie i oparciu krzesła.
– Mów! – zażądał.
– Tak się zastanawiam… – potarła kciukiem czoło. W jej głowie powoli krystalizował się pewien pomysł. – Zawsze chciałam poznać swego ojca. Aleks również. Czy możesz dać słowo, że mój brat przeżyje rytuał?
Zaskoczyła go. Nie spodziewał się tak szybkiej kapitulacji.
– Potrzebujemy kilku kropli, a nie wiader – powiedział powoli. – Transakcja to transakcja. Czego chcesz w zamian? Bogactwa? Władzy?
Przygryzła wargę. Patrzyła na skupionego, wyjątkowo poważnego demona i zastanawiała się, czy warto podjąć tę grę.
– Na początek darujecie nam życie.
– My? Zgoda – wzruszył ramionami. Nie powiedział jednak, że nie odpowiada za to, co zrobi Daren, gdy już będzie mógł się pojawić w tym świecie. – Coś jeszcze? Czegoś jeszcze żądasz?
– Tak?
– Czego? – dopytywał się niecierpliwie. Miał wrażenie, że nigdy nie był tak blisko celu. Wierzył w jej słowa. Ludzie byli słabi i chciwi, łatwo było omamić ich obietnicami bez pokrycia. Bo na co komu bogactwo w piekle? Czy potrzebne są kosztowności, gdy dookoła panuje chaos, gdy nie ma za nie czego kupić? On wiedział, że nie są. Ale jak widać, ona nie. Uśmiechnął się chytrze. Co prawda obiecał, że jej nie zabije, lecz kto powiedział, że musi dotrzymać słowa? Był tym złym, niczego nie musiał. Tak, bycie draniem miało wiele zalet. Wypełni powierzone mu zadanie, a potem wykorzysta dziewczynę na wszelkie możliwe sposoby. Zrobi z nią, co tylko mu się zamarzy. I na końcu zabije. Cudownie!
– To czego chcesz w zamian? – powtórzył.
Daria uniosła rękę, kładąc ją na jego piersi, uśmiechając się figlarnie.
– Ciebie  Davyanie – powiedziała cicho. – Chcę ciebie.
– Mnie? – Totalnie zgłupiał. O co jej chodziło? Jak to jego?
– Ciebie. Nie na zawsze – roześmiała się widząc jego pełną zgrozy i niedowierzania minę. – Ale powiedzmy na miesiąc. Będziesz grzecznie i potulnie wykonywał moje rozkazy, spełniał życzenia. Aha, obowiązuje trzydniowa zaliczka. Po tym nie tylko dowiesz się, gdzie znaleźć Aleksa. Dostaniesz więcej, bo sami do ciebie przyjdziemy. To jak, umowa stoi?
***
Davyan jak oszalały miotał się po i tak już doszczętnie zdemolowanym pomieszczeniu. Dawno już nie czuł tak ogromnej wściekłości. A wszystko to przez głupią propozycję.
Miał niepowtarzalną okazję poprowadzić swego władcę do zwycięstwa. Oczywiście pozostawała jeszcze kwestia dotrzymania słowa, ale nie wierzył, aby dziewczyna kłamała. Nie była głupia, wiedziała że gdyby po wszystkim chciała się wycofać, nie darowałby jej tego. A przecież nie można ukrywać się przez całe życie.
Najgorsze było, że to on stał się kartą przetargową. Trzy dni w ludzkiej niewoli. Trzy cholerne dni, podczas których będzie musiał nad sobą panować. I to w jej towarzystwie! Daria wyraźnie zastrzegła: żadnego seksu, alkoholu i zabijania. Pal licho ten miesiąc po, bo z kolei on nie zamierzał dotrzymywać słowa, ale te trzy dni przed jawiły mu się jako najgorszy koszmar.
Usiadł zmęczony przy połamanym stole, z gniewem waląc w niego pięściami. Wyobraził sobie, jak z triumfem przyprowadza ofiarę. Potem otwiera się brama i będzie mógł się pławić w sławie oraz chwale. Dołączy do najpotężniejszych, bo uda mu się to, czego nie zrobił nikt inny.
– Trzy dni, trzy doby – wymamrotał. – Kurwa jego mać!
Dopił to, co chlupotało jeszcze na dnie butelki. Sięgnął po sweter i buty. Na samym końcu ponuro się rozejrzał. Nie zamierzał tłumaczyć się ze swego zniknięcia ani Lahowi, ani Omenie. Po prostu powie im, że ma coś do zrobienia i basta. Będą się dziwić? Niech się dziwią.
Godzinę później stał znów przed niewielkim, piętrowym domkiem. Załomotał energicznie, chcąc jak najszybciej położyć głowę pod topór.
– Zgadzam się! – powiedział, gdy tylko otworzyły się drzwi.
– O, Davyan! – Dlaczego do cholery tak się cieszyła, gdy tylko się pojawiał? – Tak szybko? Sądziłam że…
– A nad czym miałem rozmyślać – odparł z kwaśną miną. – Zaczynamy odliczać?
– Najpierw wejdź.
Posłusznie pomaszerował za nią do kuchni, znów gapiąc się na zgrabny tyłeczek. Został posadzony przy stole, a dziewczyna stanęła przy kuchence, energicznie mieszając w garnku, coś tam dosypując i przestawiając. Zapatrzony w jej pupę, pociągnął nosem. Przyjemnie pachniało. Apetycznie. I chociaż rzadko zwracał uwagę na takie głupoty, to tym razem poczuł się głodny.
– To jak będzie? – spytał poirytowany, bo jego żołądek zaczął się dość dziwnie zachowywać.
– Ustalmy najpierw kilka zasad. – Odwróciła się przodem, oblizując w zamyśleniu dużą, drewnianą łyżkę. Demonowi o mało co, oczy nie wyszły na wierzch. Już nie wiedział, który głód był gorszy. – Żadnego alkoholu, seksu i rękoczynów. Nie bałaganisz, nie dobierasz się do mnie, nie lądujesz nosem w moim biuście. I nie pyskujesz, bez szemrania wykonując każde moje polecenie. Spać będziesz w pokoju Aleksa. Mojej mamy nie ma, wysłałam ją do spa, niech się przygotuje przed spotkaniem ukochanego.
– O, tak! – Davyan uśmiechnął się złośliwie. – W ramach przygotowań przed spotkaniem ukochanego, polecałbym odwiedzić okoliczne zakłady pogrzebowe.
– Nie zalewaj. Aż tak nikt się nie zmienia.
– Zobaczymy! – Zatarł z zadowoleniem dłonie. Daria krzywo się uśmiechnęła. Jej matka wcale nie pojechała do spa. Ukrył ją druid, stwierdzając, że na razie tak będzie najlepiej. Ją również chciał, ale odmówiła. Wtedy po raz pierwszy zobaczyła Aleksandra rozgniewanego. Tyle tylko, że na niej jego gniew nie robił wrażenia.
– Zobaczymy – potwierdziła z roztargnieniem. – Chyba muszę jeszcze dosolić.
W pierwszym momencie nie wiedział, o czym mów. Dopiero potem zorientował się, że chodziło jej o bulgoczącą na piecu potrawę.
– Masz jakiś bagaż, czy coś? – spytała, wracając do mieszania.
– Bagaż? Nie, na co mi bagaż? – wzruszył ramionami.
– Ja cię bardzo przepraszam, ale po pierwsze mój nos mówi, że wymagasz natychmiastowej kąpieli, a po drugie twoje ciuchy także wymagają błyskawicznej interwencji. Chcesz mi tu latać nago po mieszkaniu?
– Mam to w dupie.
Daria zmrużyła oczy. Już ona mu pokaże przez te trzy dni. A potem? Potem się zobaczy. Z pewnością nie będzie łatwo, lecz po raz kolejny, patrząc na siedzącego w ponurej zadumie demona, pomyślała że warto. Podobał jej się. Pociągał. Nie musiała ukrywać przed samą sobą, że w jego obecności czuła podniecenie, a na jego wspomnienie takie dziwne motylki w brzuchu. Uśmiechnęła się. Cóż, słabość do złych chłopców chyba bywa u nich rodzinna.
– Jak chcesz – powiedziała tylko. – Odliczanie czas zacząć. I od teraz nie klniemy – dodała złośliwie. – Żadnych dup, cycków i kutasów. Zrozumiano?
Wymamrotał coś pod nosem, czego nie dosłyszała. Wyglądał przy tym na tak przygnębionego, że aż poczuła wyrzuty sumienia.
– Wiesz co mnie dziwi? Uwierzyłeś mi na słowo. Tak po prostu. To nieco zdumiewające.
– Uwierzyłem. Bo lepiej żebyś go dotrzymała! – syknął, a jego wzrok błyskawicznie stwardniał. – I nie chciałbym być na twoim miejscu, gdybyś próbowała mnie oszukać.
– Przecież nie zamierzam – roześmiała się cicho. – Mówiłam tylko o moim zdziwieniu. A teraz pod prysznic panie demon. Schodami do góry i pierwsze drzwi po lewej. Migiem, bo za kwadrans obiad. Umowa czy nie, ale głodzić cię nie zamierzam. Ciuchy zostaw w łazience i skorzystaj ze szlafroka, który tam wisi. To Aleksa, więc może być trochę krótki. No dalejże, rusz się!
Bez słowa wstał, kierując się na górę. Dobrze, że Daria nie widziała w tym momencie wyrazu jego twarzy, wściekłości w oczach, bo być może zrezygnowałby jeszcze z tej wątpliwej resocjalizacji. A może nie? Uwielbiała wyzwania, a Davyan był wyzwaniem. Największym, jakie ją dotąd spotkało.
W szlafroku wyglądał nieco komicznie. Jednak nie parsknęła śmiechem, tylko postawiła przed nim talerz pełen apetycznie wyglądającego gulaszu.
– Surowe, krwiste mięso to to nie jest – powiedziała z uśmiechem. – Ale zaręczam, że smaczne. Co jak co, ale gotować umiem wyśmienicie.
Bez słowa rzucił się na jedzenie. Wolał nic nie mówić, bo nadal chuj go strzelał, że robił za niewolnika. Tak to przynajmniej widział. Jedli w milczeniu, bo zamyślona Daria również nie miała ochoty na rozmowę. Dopiero kiedy popiła wodą ostatni kęs, postanowiła zapoznać demona z planami na dzisiejszy dzień.
– Znajdę jakieś ubranie mojego brata. Spodnie pewnie będą krótkawe, ale na bal się nie wybierasz. Będziemy malować.
– Malować? Niby co?
– Salon. Potrzebuje odświeżenia. Normalnie zatrudniłabym ekipę, ale skoro mam ciebie, to wykorzystam sytuację.
– I co jeszcze? – spytał zgryźliwie. – Mam pocerować skarpetki, wypucować na wysoki połysk srebra?
– Nie mamy sreber – roześmiała się. Jak widać Davyan nie był tak do końca pozbawiony poczucia humoru. – A co myślałeś? Że rozbiorę się i każę wylizać sobie cipkę?
Zamurowało go.
– Nawet niezła propozycja – mruknął, patrząc na nią z namysłem. – Chciałabyś?
Tym razem to ona się zarumieniła pod wpływem spojrzenia pełnego tłumionego żaru.
– Żartowałam. Malujemy, a wieczorem obejrzymy sobie film, wypijemy piwo, przekąsimy popcornem. Na jutro nie mam planów, ale coś wymyślę.
– Nadal twierdzę, że ta propozycja z lizaniem była najlepsza.
– Jakoś mnie to nie dziwi. Skończ, a ja poszukam ubrania.
Wstała, odstawiła talerz do zlewu i prawie, że uciekła na górę. Dopiero tam, w pokoju brata, usiadła na łóżku, przykładając drżące dłonie do gorących policzków.
– Ale jazda – powiedziała. – Powinnam uważać co mówię. Chociaż – zamyśliła się. – Może akurat to zostawimy na koniec? Tak – poweselała. – To Davyanie zostawimy na koniec. I założę się, że nie będziesz już później potrafił się wycofać…