poniedziałek, 6 marca 2017

Do piekła i z powrotem (IX)

Na dobry początek tygodnia :-)

            Do piekła i z powrotem (IX)
I pękł. Tylko nie on, a rura nad nimi. Z głośnym hukiem, zalewając ich strumieniem lodowatej wody.
Błyskawicznie wyrwała się z jego objęć, dając sporego susa do tyłu. Za to on pozostał na miejscu. Stał w bezruchu, z tak osłupiałym wyrazem twarzy, że nie mogła się nie roześmiać.
– Chodź tutaj! – przywołała go machnięciem dłoni. – Musimy zakręcić główny kran, bo inaczej to będzie prawdziwy potop.
– Kran? – wystękał, z impetem siadając na krześle i wciąż nie spuszczając wzroku z wesołego strumienia lecącego gdzieś spod sufitu. Niestety, albo krzesło było już słabe, albo nie obliczono go na siłę demona, bo rozległ się głuchy trzask i Davyan wylądował na ziemi. Na dodatek coś ewidentnie wbiło mu się w prawy pośladek. Wrzasnął niecenzuralnie, zrywając się na równe nogi, a potem spojrzał nienawistnie w stronę zaskoczonej dziewczyny.
– Wynocha! – wysyczał. – Wynoś się stąd pechowa babo! Ale już!
Popukała się głowę.
– Sądzisz że taka przemoczona wyjdę na trzaskający mróz? Dalej, rusz to ponętne dupsko. Gdzie tu jest pomieszczenie gospodarcze? A może piwnica?
– Piwnica – mruknął niechętnie. Najlepiej byłoby, gdy sam ją wywalił. Lecz z drugiej strony chyba wiedziała, jak opanować katastrofę. On nie. Wskazał jej drzwi prowadzące na dół, ale sam nie zamierzał nic robić. Był zbyt wściekły.
– Nie ma światła – rozległ się stłumiony głos. – Daj latarkę, świeczkę, cokolwiek.
Sapnął ze złością. Im prędzej to załatwią, tym prędzej się jej pozbędzie. Stanął za plecami Darii i wyciągnął przed siebie dłoń. W powietrzu zamigotało coś srebrzyście, a potem w tym samym miejscu pojawiła się niewielka kula ognia, o zimnym blasku.
– Wystarczy?
– Super! – zachwyciła się. – Szkoda że ci jeszcze oczy nie świecą. Schodzimy. Ależ tu stromo!

Nie bez problemu odnalazła główny zawór. Zakręciła go i odsapnęła. Dopiero teraz poczuła, że jest przemoczona do suchej nitki, a na dodatek w piwnicy panuje przenikliwy ziąb. Demon stał obok, obserwując ją w ponurym milczeniu i jak widać nic sobie nie robił ani z tego, że był mokry, ani z zimna.
– Możemy wracać na górę – uśmiechnęła się, próbując opanować szczękanie zębami.
– Ja wracam. Ty się wynoś.
– Nie. I przestań się zachowywać jak niesłusznie skrzywdzony.
Podreptała schodami, nie czekając czy za nią pójdzie, czy nie. Najpierw sprawdziła w kuchni, czy faktycznie przekręciła odpowiednią wajchę. Nie ciekło już, za to panował tu nieziemski bałagan. Jak po przejściu tsunami.
– Cóż, i tak nie widać różnicy – mruknęła, drżąc z zimna. – Davyan, chodź tutaj! Musisz mi pożyczyć coś do przebrania.
– Niby co? – warknął, pojawiając się za jej plecami. – Zresztą, ramol ma pełną szafę. Bierz, co chcesz.
– Nie wejdę do tej sypialni – otrząsnęła się ze zgrozą, kierując kroki do salonu. – Nigdy w życiu! Już wolę posiedzieć przed kominkiem nago.
Widać nie bardzo mu się ta myśl spodobała.
– Dobra, zaczekaj tutaj. Zaraz wracam.
Przysunęła sobie kanapę bliżej żarzącego się ognia, a po krótkim namyśle dorzuciła kilka bierwion. Nie od razu buchnął płomień. Ale i tak czuła cudownie miłe ciepełko. Uśmiechnęła się sama do siebie. Jak dobrze, że rozpalił w kominku. Będzie romantycznie. Biedny Davyan…
– Masz! – rzucił w nią jakimiś ciuchami. Sam bez skrępowania zsunął mokre spodnie i dopiero kiedy zobaczył zdumienie w jej oczach, wściekł się.
– Nie gap się tak! – wrzasnął poirytowany.
– Trudno się nie gapić – odparła filozoficznie. – No, nie odwracaj się tyłem. Zresztą, pupcię też masz szałową. O! Zraniłeś się! Coś ci się wbiło… - Nawet nie zorientował się, że znalazła się tuż obok. Jednym, stanowczym ruchem wyciągnęła z jego pośladka długi kawałek drewna, który wyglądał jak ogromna igła. Demon wrzasnął, po czym dysząc z wściekłości, odwrócił się twarzą do dziewczyny.
– No co? Przecież tylko pomogłam. A teraz pora na mnie.
I bez najmniejszego wstydu, zaczęła się rozbierać. Kiedy doszła do bielizny, miał otwarte usta i prawdziwą żądzę mordu w oczach. A kiedy zdjęła biały, bawełniany biustonosz, z trudem przełknął ślinę. Uwielbiał kobiece piersi, a ona… Do stu demonów! Były takie duże, jędrne. Purpurowe brodawki i sterczące sutki z miejsca go podnieciły. Jakby to ująć tak po ludzku, to był fetyszystą.
Niestety, dziewczyna bardzo szybko zasłoniła te wspaniałości kraciastą koszulą, którą wciągnęła przez głowę.
– Wciągaj portki i przynieś herbatę. O ile ocalała z katastrofy – dodała filozoficznie. Doskonale widziała, co się z nim dzieję, zresztą to nie było trudne do zaobserwowania.
– Muszę sprawdzić… – Niemal bezwiednie wyciągnął rękę w jej kierunku, a wtedy dała mu ostrego klapsa.
– Łapy precz! Sam powiedziałeś, że później.
Igrała z nim. Doskonale wiedziała, dlaczego nie chciał mieć z nią nim wspólnego. Bał się, że skończy jak Daren. No właśnie, przyda się mały wywiad na temat tego, co stało się tak naprawdę z jej ojcem. Daria zasępiła się. To nie był wesoły temat. Nawet teraz słyszała czasami stłumiony szloch z sypialni mamy. A przecież minęło tyle lat.
– Ale ja tylko… trochę… – wystękał wyraźnie podniecony demon. Sam już nie wiedział, co powinien zrobić. Z drugiej strony, chciał ich tylko dotknąć, ponapawać się  miękkością i cudownym kształtem.
Daria zmrużyła oczy. Też czuła podniecenie, ale dużo lepiej nad sobą panowała. A gdyby tak wykorzystać sytuację? Wtulony w jej piersi, półprzytomny, może powie więcej niż zamierzał? Facet pozostanie facetem, pomyślała filozoficznie, rozpinając górne guziki koszuli. Potem pchnęła Davyana na kanapę i sama usiadła na niego okrakiem, przyciągając jego głowę do swego biustu.
– Trochę może być – powiedziała rozbawiona, bo biedakowi o mało co oczy nie wyszły z orbit. Zebrała rękoma piersi i skierowała wprost do jego ust. – Coś ty taki wygłodniały? Nie ma u was chętnych na bzykanko?
– Jest – wymruczał, wtulając twarz i zaciągając się podniecającym zapachem. – Tysiące, setki tysięcy.
– Rozumiem. Tam co godzinę, a tutaj jesteś na wiecznym głodzie?
– Coś w tym rodzaju. – Przyssał się do jednej z brodawek, łapiąc sterczący sutek zębami. Zakrzywione palce wbił w jej kształtne pośladki, przyciągając ciało dziewczyny z całej siły ku sobie. Na dodatek był tak blisko eksplozji, że najchętniej zrobił to, o czym od dawna już marzył.
– Dlaczego trafiając do naszego świata nabieracie ludzkich cech? – Przeczesała palcami ciemne włosy, prężąc się jak kotka.
– Nie wiem. Ale tak jest. – Z determinacją szarpnął wąskim paskiem majtek. W dupie miał wszelkie poprzednie zastrzeżenia. Chciał ją zerżnąć tu i teraz!
– Możesz się dziwnie czuć po powrocie do własnego świata.
– Nie. Zmiany są odwracalne. – Na zmianę ssał, przygryzał i lizał, delektując się tą cudowną miękkością. Był półprzytomny z pożądania. Nawet jego głos stał się bardziej stłumiony, bełkotliwy.
– Rozumiem. Taki okres adaptacyjny w obie strony – wymruczała. Zacisnęła palce na krótkich włosach, po czym gwałtownym ruchem oderwała demona od swoich piersi, wyginając jego głowę do tyłu. Patrzyła teraz prosto w nieludzkie oczy, które jednak były przesycone tak ludzkimi pragnieniami.
– Kto cię przysłał? – spytała ostro. – Wasz legendarny władca? I po co? Mów! Tylko wtedy dam ci więcej…
Normalnie rzuciłby nią o ścianę, albo uderzył. Teraz nie był w stanie. Twardy jak skała penis domagał się uwolnienia, a pożądanie przegoniło wszystkie inne uczucia, ostrożność, nieufność, gniew.
– Daren – wychrypiał. Po czym energicznym ruchem zmienił konfigurację. Teraz Daria leżała pod nim, bardziej zdumiona jego słowami niż czynem
– Daren? A więc nie jesteś naszym wrogiem. Chce wrócić?
Davyan znajdował się na granicy, po której przekroczeniu nic by go nie zatrzymało. Usiadł na dziewczynie okrakiem, po czym obie dłonie zacisnął na zgrabnych półkulach. Jęknął, gdy po raz kolejny poczuł ich ciepło.
– Nie – wysapał. Odpowiadał bez zastanowienia, jakby w ogóle go to nie obchodziło. – Rytuał wymaga tej samej krwi po obu stronach bramy. Krwi jego syna. Ty się nie liczysz.
Z wściekłością szarpnął jej ubraniem i wtedy zrozumiała, że pozwoliła mu zabrnąć zbyt daleko. Owszem, też była podniecona, ale jednocześnie zaniepokojona. Intuicja mówiła jej, że za chwilę może dowiedzieć się czegoś bardzo ważnego. Położyła swoje ręce na dłoniach demona i wygięła ciało w łuk, patrząc mu prowokacyjnie prosto w oczy. I kiedy na moment znieruchomiał, tym razem to ona zmusiła go do zmiany pozycji. Znów siedziała na jego kolanach, chaotycznie poruszając biodrami, ocierając się o gorącą, pulsującą męskość, a jednocześnie pozwalając, aby brutalnie pieścił jej piersi.
– Po co ten rytuał skoro powiedziałeś, że Daren nie chce wrócić? Po co? – spytała ostro. Jednocześnie krzyknęła, bo z taką siłą zacisnął zęby na sterczącym sutku, że po białej skórze popłynęła wąska strużka krwi. – Po co?
Musiała się dowiedzieć. Miała teraz szansę, jedną na milion, bo być może więcej okazji nie będzie.
– On… otwiera bramę… – wystękał. – Pozwól mi…
– Nie!
Błyskawicznie zsunęła się z jego kolan, siadając tuż obok, ale w taki sposób, aby nadal był blisko jej biustu. Palce zacisnęła na purpurowym olbrzymie i zaczęła energicznie poruszać ręką. W tym akurat miała spore doświadczenie. Davyan nie zaprotestował. Przyssał się łapczywie do jej piersi, czując jak zbliża się orgazm. I to jaki! Dawno nie szczytował w podobny sposób. W zasadzie to chyba nigdy…
– Po co chcecie otworzyć bramę? Po co Daren tego chce?
– On znów jest so… – ochrypły jęk. – Szybciej! Rób to szybciej!
– Sobą? Znów jest sobą?
Tym razem Davyan nie odpowiedział. Zawył jak opętany, a jego nabrzmiały kutas wyrzucał coraz to większe pokłady spermy. W ekstazie zaczął kąsać piersi dziewczyny, lecz ona pozwoliła mu na to, jedynie krzywiąc twarz z bólu. Tak, bo to akurat bolało.
I coś jeszcze bolało. Skoro demon twierdził, że nabywają człowieczeństwa w tym świecie, a po powrocie wracają do swego dawnego ja, to znaczyło, że jej ojciec znów zamienił się w jednego z tych potworów. A teraz dybie na życie własnego syna, chcąc za pomocą jego krwi otworzyć bramę pomiędzy ich światami.
– Jeśli mu się uda, to co wtedy się stanie? Davyan! Co wtedy?
Uniosła jego podbródek palcem, z uwagą patrząc na wpółprzytomne oczy. Własne podniecenie upchnęła w kąt, chociaż całe podbrzusze pulsowało gorącem, a na udach czuła wilgoć wyciekających z cipki soków.
– Wtedy – uśmiechnął się szeroko demon z pełną nietajonego zła satysfakcją. – Wtedy zwyciężymy.