piątek, 20 stycznia 2017

Uzurpator (V) - treść płatna

Tak jakoś wyszło, że zdążyłam dodać w zaplanowanych Dzieło sztuki, a nie zdążyłam dać Uzurpatora. Więc teraz nadrobimy zaległości. dziś kolejna cześć, już wkrótce następna.

           Uzurpator (V)
– Cała zdrętwiałam. I chce mi się pić – narzekała Naija, kręcąc się w siodle pomimo tego, że poruszali się z dość znaczną prędkością. – Zatrzymamy się?
– Nie.
– Proszę! Mdli mnie.
Miała dosyć. Cały dzień w siodle, to było zbyt wiele. Obolała, zdrętwiała, z pęcherzem coraz wyraźniej sygnalizującym swoje potrzeby i z żołądkiem, który właśnie szykował bunt, czuła się tak źle, jak nigdy dotąd. Najwyraźniej on był przyzwyczajony do takich warunków, ona nie.
– Wytrzymaj jeszcze trochę wasza wysokość – wyszeptał jej na ucho. – Niedaleko stąd stoi opuszczona chata. Chyba, że wolisz tę okolicę?
Z niechęcią rozejrzała się dookoła. Biała, pokryta śniegiem równina nie wyglądała zachęcająco. Uniosła wyżej głowę, wpatrując się w wysokie szczyty, których wierzchołki skrywały się w niskich, ołowianych chmurach. Od ostatniego postoju musiało minąć sporo czasu. Ze wstydem przypomniała sobie swoją własną propozycję. Jak mogła temu prostakowi zaproponować seks? Nigdy więcej żadnego wina, lepiej już ugasić pragnienie czystym śniegiem. Potem przypomniała sobie jego reakcję. Zaskoczenie, niezdecydowanie. I tylko to, bo nie powiedział stanowczo „nie”.

– Jak długo? – spytała zwięźle, starając się odegnać niebezpieczne myśli.
– Godzina, może mniej.
– Nie wiem, czy dam radę.
– Jeśli naprawdę będzie źle, to się zatrzymamy.
Zamknęła oczy, ale to okazało się błędem. Natychmiast poczuła smak żółci w ustach. Zaczęła głęboko oddychać, powoli, starając się uspokoić. Chwila słabości minęła, a przed nim zamajaczyły pierwsze sylwetki drzew. Skupiła się na pokonywaniu własnej słabości tak bardzo, że upływający czas przestał odgrywać jakąkolwiek rolę. Ocknęła się dopiero, kiedy zatrzymali się przed czymś, co w przeszłości faktycznie mogło być budynkiem, a teraz przypominało kupę kamieni przysypaną śniegiem.
– To jest ta chata? – spytała z niedowierzaniem.
– W środku wygląda to o wiele lepiej – wyjaśnił, zeskakując z siadła i ponaglając ją bez ceregieli, aby zrobiła to samo. Niestety, Naija była tak zdrętwiała z niewygody i zimna, że spadłaby jak kamień, gdyby nie podtrzymały jej silne dłonie.
– Same kłopoty z tobą – mruknął, popychając ją ku wejściu.
– Dlaczego ten koń idzie za nami? – spytała podejrzliwie.
– Mam go zostawić na tym mrozie? Też jest zmęczony.
– Po prostu wspaniale, cudownie. Jak pospólstwo, spanie w jednej izbie ze zwierzęciem.
– Nie narzekaj. Jemu przynajmniej nie zaproponujesz seksu.
Spąsowiała, wściekła zarówno na niego, jak i na samą siebie. Oby jak najprędzej trafili do tego lorda. To przynajmniej arystokrata, nie tak jak ten jej godny pożałowania małżonek, czy ten tutaj.
W środku panował półmrok. Pomieszczenie, w którym się znaleźli, sprawiało przygnębiające wrażenie. Puste palenisko na samym środku, kamienne, zimne ściany, okna zabite spróchniałymi deskami. A może to były okiennice? Żadnych pozostałości po meblach, za to wszędzie walały się niewiadomego pochodzenia śmieci.
– Jak tutaj ohydnie – odezwała się, podczas gdy Selim zdejmował siodło i uprząż z konia.
– Upiornie – zgodził się z nią. – Ale lepiej niż byśmy mieli nocować na zewnątrz.
– Tęsknię za kąpielą.
– A za mężem? Za nim nie tęsknisz? – zakpił.
– Nie – ucięła krótko, rozglądając się z niechęcią, otrząsając się z zimna. Chyba to zauważył, bo nagle rzucił w nią grubym kocem.
– Masz. Zaraz rozpalę ogień i będzie odrobinę lepiej – dodał, kierując się ku wyjściu.
– Ogień? A niby z czego? I nie boisz się, że ci ucieknę?
– Nie masz szans – odparł krótko, znikając. Naija stała pośrodku, gapiąc się ponuro w wygasłe palenisko. Ogień? Dobre chociaż to. Oparła się plecami o zimną, kamienną ścianę. Nie tak wyobrażała sobie swoją zemstę, nie takie miała palny ucieczki. W zasadzie trudno było nawet nazwać to ucieczką. Wciąż miała skrępowane dłonie, jednak nie z tego powodu nie potrafiła wykorzystać sytuacji, gdy Selim ulotnił się na bliżej nieokreśloną odległość. Przypuszczała, że miał rację mówiąc, iż nie ma szans. Nie tutaj i nie teraz. Chociaż jak wciąż będzie wyczekiwała idealnej chwili, to zdążą dojechać do celu.
– Wróciłem. – Drgnęła, słysząc nieco rozbawiony głos. Ale nic nie odpowiedziała, w milczeniu przyglądając się jak rozpala ogień. Dopiero gdy złocisty płomień wystrzelił w górę, gdy poczuła promieniujące od niego ciepło, zbliżyła się, wyciągając przed siebie dłonie.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!
 

2 komentarze:

  1. Świetne:) ta dolina pod lodówcem kojarzy mi się z jedną z części Thorgala. A uwielbiam ten komiks 😉

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam tylko te kawałeczki i czekam z niecierpliwością na THE END, żeby móc wykupić całość 😁

    OdpowiedzUsuń