wtorek, 6 grudnia 2016

Tysiąc odcieni bieli (XIII) - zakonczenie

Wiecie jak trudno zmiękczyć chociaż trochę takiego twardziela i wydobyć odrobinę ludzkich uczuć z prawdziwego bydlaka? Uff! 
Mikołajkowy, soczysty kawałek na zakończenie :-)
Przepraszam, że tak po macoszemu traktuję komentarze, ale naprawdę brakuje mi czasu i gdy już siądę przed kompem, to piszę. Wszystkie komentarze czytam na telefonie, ale nie lubię stamtąd odpowiadać. Przepis na pierniczki w linku: 
https://slodkababeczkarnia.blogspot.com/2014/12/pierniczki-przepis-autorski.html tylko zamiast 15 g proszku do pieczenia, powinno być 30g. I nie ma żadnej sody. Na początku dodawałam, ale wielkiej różnicy nie robiła, za to psuła smak.
Uzurpator wkrótce, tylko uporam się z codziennymi zobowiązaniami.

          Tysiąc odcieni bieli (XIII)
– Gdzie jesteśmy? – spytała wciąż zamroczona.
– W drodze do twojego domu. Znalazłem w torebce dowód i sprawdziłem gdzie mieszkasz.
– Po co?
To wrogie pytanie wcale nie zbiło go z tropu.
– Zemdlałaś – wyjaśnił lakonicznie.
Jechali dość wolno. Deszcz padał z taką siłą, że wycieraczki z ledwością nadążały oczyszczać szyby. Silnik mruczał cicho i uspokajająco. Była cała mokra, otulona w zbyt obszerną marynarkę.
– Dobrze. Nie musisz wjeżdżać na osiedle.
– Jak chcesz.
Wzruszył ramionami i skręcił w wąską uliczkę. Po prawej stronie stały wysokie na trzynaście pięter bloki. Stare, ponure, pełne zabrudzonych okien i odrapanych balkonów. Skrzywił się nieznacznie. Ohydna okolica.
– Tutaj? – spytał zatrzymując się pod trzynastką.

– Tak. Dziękuję za troskę – powiedziała bezbarwnym głosem. Wysiadła z auta nawet się nie pożegnawszy. Zaczekał, aż wbiegnie po schodach i zniknie w czeluści pogrążonej w półmroku klatce. Potem ze spokojem znalazł miejsce parkingowe i podążył tuż za Agnieszką. Po prostu brakowało mu sił, by zostawić to w ten sposób. Musiał jeszcze raz… Rafał zmarszczył brwi, stając przed pomalowaną na brzydki, brązowy kolor windą. Musiał jeszcze raz co? Chyba kompletnie mu odbiło. Powinien natychmiast to zakończyć i wrócić do siebie.
Ale kiedy wjechał na ostatnie piętro, kiedy stanął przed prostymi, odrapanymi drzwiami z wymalowanym na nich numerem, nie potrafił się już wycofać. Po drodze minął jeszcze jakąś wystraszoną starszą panią, lecz nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Energicznie zapukał, bo nigdzie nie zauważył dzwonka. Potem zrobił to jeszcze raz z narastającą złością.
W końcu drzwi ostrożnie się uchyliły. Zdążyła się przebrać w zwykły, wytarty dres. Włosy, choć nadal mokre, związała w ciasny kok na czubku głowy.
– Po co za mną szedłeś? – spytała z rezerwą.
– Wpuść mnie!
– Rafał. Daj spokój. Miałeś rację, nie powinnam była się zjawiać. Źle zrobiłam.
– Wpuść mnie!
– Nie, bo…
Pchnął drzwi, a zaskoczona Agnieszka uskoczyła do tyłu. Zatrzasnął je za sobą z hukiem i spojrzał na wyraźnie przerażoną kobietę. Potem rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znalazł.
To było bardzo malutkie mieszkanko. Kawalerka, nie więcej niż trzydzieści metrów. Po prawej aneks kuchenny, po lewej łazienka, na wprost pokój z niewielkim oknem, bez balkonu. I zaspany chłopczyk, z potarganymi włosami, w rozciągniętej piżamce w niebieskie paski. Stał pośrodku, pod pachą trzymając wysłużonego misia i przecierając oczy. Wyglądał na jakieś dwa, trzy lata. Może nawet mniej?
– Mamo?
Mamo? Gdyby na głowę znieruchomiałego Rafała zawaliło się niebo, nie byłby bardziej zdumiony. Spojrzał na pobladłą Agnieszkę i nagle skojarzył kilka oczywistych faktów. Nie zabezpieczał się. Nigdy nie pytał, czy ona to robiła. I tak dziwnie łatwo się poddała, gdy powiedział, że między nimi koniec. Czy to dlatego? Czy wiedziała wtedy, że była w ciąży? Czy to dziecko… Ciemne włosy, ciemne oczy, szczupła twarz z charakterystycznymi łukami brwi. Dziecko, które tak bardzo przypominało jego samego ze starych fotografii.
Nawet nie potrzebował potwierdzenia.
Niczego nie potrzebował.
To był jego syn.
***
Całą noc spędził w fotelu. Tępym wzrokiem wpatrywał się w niebo za ogromnym oknem. Od czasu do czasu pociągał łyk bursztynowego płynu z trzymanej w dłoni butelki. Siedział tak, odkąd wrócił po odwiezieniu Agnieszki, nie zdjął nawet przemoczonej marynarki.
Jego dziecko?
Jak mógł do tego dopuścić? Jak mógł być tak nieostrożny, tak lekkomyślny? On, zawsze doskonale panujący nad sytuacją, nad tym, co robił. Jak mógł tak kurewsko się wkopać?
Znał odpowiedź. Przy niej o wszystkim zapominał, postępował nieracjonalnie, dając się ponieść pragnieniom. Przecież właśnie z tego powodu zrezygnował. Uciekł… Butelka wymsknęła mu się z ręki, rozbijając na granitowej posadzce. Nie zwrócił na to uwagi, bo dawno była już pusta. Ukrył zmęczoną twarz w dłoniach, przeczesał palcami włosy. Tak dobrze mu szło. Dlaczego się zjawiła?
Drgnął. Po raz pierwszy dotarło do niego z całą świadomością, że działo się z nią coś złego. Nie! Powiedziała, że robi to dla najbliższej osoby. Dla syna? Dla jego syna?
Nie wiedział o nim, nawet nie przypuszczał, że mógł istnieć. Zresztą, gdyby wtedy coś podejrzewał, nie dopuściłby do jego narodzin. Gdyby było trzeba, siłą zawlókłby ją w odpowiednie miejsce. Bez względu na sprzeciw, nie licząc się z jej zdaniem. A ona to wiedziała. I dlatego milczała przez tyle czasu. Dopiero teraz… Zmarszczył brwi.
Mimo wszystko, dlaczego przez tyle czasu nic nie powiedziała?
Nie pisnęła ani słówka?
Oprócz złości czuł potężne rozczarowanie, żal, pewność że stracił coś niezwykle cennego, coś czego nigdy nie odzyska. Czas. Czas był jedną z niewielu rzeczy, których nie mógł kupić. Przypomniał sobie ogromne oczy chłopca, jego delikatną buzię, bezbronność i tak wielkie podobieństwo do siebie samego. Jego nieśmiałe, odrobinę wystraszone „mamo”.. To dziwne, ale do chaosu panującego w jego umyśle i duszy, dołączyła zazdrość. Nie taka, jaką czasami czuł, wyobrażając sobie szczęśliwą Agnieszkę w ramionach innego mężczyzny, a która sprawiała, że wpadał w szał. To było coś innego, bardziej subtelnego, a jednak równie mocno spalało od wewnątrz.
Obok mniej ważnych pytań, pojawiło się jeszcze jedno. Przyszła, bo potrzebowała pieniędzy. Wiedział już dla kogo, ale nie znał powodu, dla którego to uczyniła. Niepokoiło go to. Była uparta, silniejsza niż przypuszczał. Z mieszkania wyprowadziła się po trzech dniach, lokal opuściła po tygodniu. Jakby chciała udowodnić mu, że tym razem się nie podda. Zrezygnowała z niego równie łatwo, jak on z niej. I nagle równie niespodziewanie wróciła. Inna. Szczuplejsza, bledsza i piękniejsza. Nie umiał temu zaprzeczyć. Dla niego zawsze była najpiękniejsza. Zawsze, chociaż robił wszystko, aby wymazać jej obraz ze swoich myśli.
Do wczoraj był pewien, że mu się to udało.
Wstał. Chwiejnym krokiem podszedł do lodówki, wyjmując stamtąd na wpół opróżnioną butelkę wina. Nic innego już nie miał. Dobre i to, stwierdził, pociągając solidnego łyka. Wino był wytrawne, cierpkie i doskonale schłodzone. Rafał oparł się o ścianę, przymykając oczy. Chłodne szkło przyłożył do czoła. Znów pojawił się obraz chłopca.
Gwałtownie się wyprostował. A jeśli to on potrzebował pomocy? Jeśli nie chodziło o zabezpieczenie jego przyszłości, ale o coś poważniejszego? Przecież mówiła, zaraz… jak to powiedziała? Coś o braku innej możliwości. Zmarszczył czoło, przesuwając po nim drżącą ręką. Miała takie smutne oczy. Zmęczone, podkrążone, jakby pozbawione nadziei.
Jego oddech przyspieszył. Nie, nie może tam wrócić. Jeśli to zrobi, to przepadnie. Zabraknie mu siły, aby ją zostawić, znów pojawią się te dziwne pragnienia, pożądanie, tęsknota. Nie może. Potrzebną sumę prześle przez pośrednika. I wróci do swojego uporządkowanego życia bez uczuć.
To było doskonałe wyjście. Tylko dlaczego, zamiast ulgi pojawił się żal?
***
Znów stał przed brązowymi drzwiami bez dzwonka. Wściekły, zawzięty i zdecydowany. Nie, nie na kapitulację. Wręcz przeciwnie.
Podniósł zaciśniętą pieść, aby załomotać, kiedy drzwi nieoczekiwanie się otworzyły. Jednak po drugiej stornie nie zobaczył Agnieszki, lecz całkiem obcego mężczyznę.
– Pan do nas? – spytał nieznajomy, patrząc na niego przenikliwie. Był wysoki, szczupły, z bystrymi oczami, spoglądającymi zza szkieł okularów. Rafał w pierwszej chwili pomyślał, że pomylił piętra, jednak gdy z głębi mieszkania usłyszał damski głos, zamarł. W jego duszy rozpętało się piekło, puls przyspieszył, nozdrza zadrgały.
– Do Agnieszki – warknął głucho. A więc to tak! Ta wywłoka z kimś była! Cholerna, puszczalska dziwka! To prawie pewne, że ten bachor nie był jego, a podobieństwo tylko mu się przywidziało.
– Matti, pamiętaj jeszcze… – Kobieta pojawiła się za plecami nieznajomego i zamilkła raptownie. Tuż obok niej stał chłopiec, piastując w objęciach tę samą, nieco przybrudzoną zabawkę, co wczoraj. Spojrzał z ciekawością w rozwścieczone oczy Rafała, a potem zgrabnie wdrapał się na stojący w pobliżu wózek.
– Będę pamiętał, nie martw się – odpowiedział ciepło mężczyzna. – Wrócimy za kwadrans. Chyba, że mamy zostać? – spytał, unosząc brwi.
– Nie. Kwadrans to nie wieczność – uśmiechnęła się blado. – Poradzę sobie.
– Jak chcesz.
Pchając wózek, minął znieruchomiałego na progu Rafała, po czym zniknął za rogiem.
– Czego chcesz? – Drgnął, słysząc niechętne pytanie.
Nie odpowiedział. Bez pozwolenia wepchnął się do środka. Wpuściła, go, chociaż robiła to z widocznym wahaniem. Była zaskoczona, ale nie tym, ze się pojawił, lecz tym, jak wyglądał. Wczorajsze ubranie, przekrwione oczy, zmierzwione włosy, wyraźna woń alkoholu.
– Musimy porozmawiać.
– Dobrze. Byle szybko, mam niewiele czasu.
Przedpokój był tak mały, że z ledwością się tam zmieścili, a ciasna przestrzeń stworzyła na dodatek atmosferę intymności. Rafałowi było to obojętne. Dłonie oparł o ścianę, pochylając się i zakleszczając w prowizorycznym uścisku zaskoczoną Agnieszkę.
– Kto to był?! – Każde jego słowo, chociaż wypowiedziane prawie szeptem, krzyczało. Oddech stał się chrapliwy, a twarz zamieniła się w nieludzko wykrzywioną maskę. Niejednokrotnie była świadkiem jego napadu szału, lecz w takim stanie widziała go po raz pierwszy. – Kto to był do kurwy nędzy?! – wrzasnął.
Mało brakowało, a roześmiałaby mu się w twarz. Dopiero teraz przyszło jej do głowy, że mógł dwuznacznie zrozumieć obecność Mateusza.
– Uspokój się – odparła. – Nowy partner mojej przyjaciółki. Powinieneś ją pamiętać. Oboje pomagają mi jak mogą.
– Mam w to niby uwierzyć?
– Nie musisz – wzruszyła ramionami. O dziwo, ten gest sprawił, że uszło z niego trochę pary. – Zresztą, skąd przekonanie, że muszę się tłumaczyć ze swojego życia osobistego?
– Bo to mój syn. – Mało brakowało, a dodałby, że ona też jest jego. – Dlaczego to przede mną ukryłaś? – dodał agresywnie. Tego tonu nie złagodziło nawet to, że naprawdę źle wyglądała, zwłaszcza w jaskrawym świetle jarzeniówki wiszącej z boku. – Nie miałaś prawa!
– Nie miałam prawa do czego? Daruj, ale czy mam ci przypomnieć, kto kogo się pozbył jak niewygodnego śmiecia?
Była tak blisko. Tak niepokojąco blisko. Pojawiły się wspomnienia. Pierwszego spotkania, burzy, jaką już wtedy wywołała w jego ciele i umyśle. A on tego nie lubił. Nienawidził. Wszystkiego nienawidził. Spalającego od wewnątrz uczucia zazdrości, również.
– To moje dziecko, prawda? – Chociaż przed chwilą sam odpowiedział sobie na to pytanie, to nadal chciał mieć pewność. Gdzieś tam wciąż majaczyło wspomnienie mężczyzny w okularach. Dlaczego miał wierzyć bez zastrzeżeń w jej słowa?
– Nie Rafale, to tylko mój syn. I nie dziw się, że odmawiałam ci ojcostwa. Zresztą, o ciąży dowiedziałam się prawie dwa miesiące po naszym ostatnim spotkaniu.
– Dałbym ci pieniądze, abyś się wyskrobała.
Tym razem go uderzyła. Po raz pierwszy, odkąd ją znał, ujrzał taką wściekłość w błękitnych oczach. Po raz pierwszy odważyła się na coś takiego.
– Wynoś się! – Chciała go odepchnąć, ale nie pozwolił na to. Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w jej usta, walcząc z pragnieniem, które tak naprawdę było nie do pokonania. Te trzy lata nic nie dały. Stłumione uczucia powróciły z jeszcze większą siłą, a tęsknota za jej dotykiem niemal pozbawiła go resztek panowania nad sobą.
– Dam ci te pieniądze – mamrotał, półprzytomny z pożądania. – Chcę tylko…
– Mam się sprzedać za życie syna?
– Skoro tak bardzo go kochasz, to nie powinno być problemem. Poprzednim razem sprzedałaś się za kamienicę.
Mało brakowało, a odepchnęłaby go z całej siły, krzykiem żądając, aby się wyniósł. Co za bydlę! Z całej siły zacisnęła wargi. To nie czas na tłumaczenie, że poprzednim razem to fascynacja, a nie umowa, były powodem, dla którego tak szybko mu uległa. Ten człowiek i tak tego nie zrozumie, nie był do tego zdolny.
– Pożyczysz mi te pieniądze? – Po raz kolejny zadała to samo pytanie. – Bo jeśli nie, to możesz już iść. Nie jesteś mi do niczego więcej potrzebny.
Dopiero kiedy na głos wypowiedziała te słowa, dotarło do niej w jaki sposób mogą być zrozumiane. Zauważyła na twarzy Rafała słabo maskowaną wściekłość.
– Pewnie, że pójdę! – warknął, ale nie ruszył się nawet o centymetr. Za to podniósł w górę prawą rękę, na chwilę zawiesił ją w powietrzu, a następnie dość nieporadnie dotknął palcami zarumienionego policzka. Sprzeciw zniknął. Musiał, po prostu musiał chociaż ją pocałować. Ten wewnętrzny, niczym nietłumiony nakaz okazał się tak silny, że Rafał przestał nad sobą panować. Ale Agnieszka wykręciła głowę na bok, odsuwając się z odrazą.
– Śmierdzisz – powiedziała tylko. – Coś ty robił w nocy?
– Nie twoja sprawa.
– Łatwiej byłoby wyjaśnić, że piłeś.
– Nic nie jest łatwe.
– Nie rozumiem cię – przekręciła głowę, spoglądając prosto w ciemne, teraz mocno przekrwione oczy. Dziwne, bo brakowało w nich tej wiecznej pogardy, pewności siebie, gniewu. Po raz pierwszy od kiedy go spotkała, wyglądał na nieco… zagubionego. – Nie chcę od ciebie nic poza sumą, którą i tak oddam. Ani uznania ojcostwa, ani zainteresowania, niczego. Więc według ciebie jest w tym trudnego?
– Brak powodu.
– Brak powodu? – uśmiechnęła się ze smutkiem. – Jakiś czas temu lekarz rodzinny skierował nas do specjalisty, na dokładne badania. Dwa tygodnie temu zapadła diagnoza, potwierdzona przez liczne grono, które zebrało się na konsylium. Od tego czasu żegnam się z Malutkim przed każdym zaśnięciem, bo mam świadomość, że rankiem mogę obudzić się obok… – zabrakło jej siły na wypowiedzenie tych kilku słów. Były zbyt okrutne. Za to Rafał zamarł w bezruchu.
– Co mu jest? – spytał w końcu niechętnym tonem.
– Wada serca. Do naprawienia, ale nie u nas. Droga operacja, długa podróż. I kostucha depcząca nam po piętach. Lwią część potrzebnej sumy pożyczyła mi Basia z Mateuszem. To ten facet, którego o mało co przed chwilą nie pobiłeś. Ja też miałam trochę oszczędności. Znajomi dorzucili kilka groszy. Lecz to zbyt mało. Chcę sprzedać mieszkanie, ale to wymaga czasu.
– Więc zgłosiłaś się do mnie?
– Tak. – Mimowolnie położyła obie dłonie na jego piersi, unosząc głowę i patrząc ze smutkiem w gniewne oczy. – Ostatnia, najwątlejsza deska ratunku.
Zagryzła wargi i nagle znów się rozpłakała. Dźwigać na swoich barkach taki ciężar, tyle problemów i to okropne uczucie bezsilności. Poczuła, że ma dość. A tuż obok stał mężczyzna, którego wciąż kochała, którego nadal tak mocno pragnęła. Silny, twardy, o szerokich ramionach, w których teraz bez sprzeciwu utonęła. Łkała, przytulona do niego, z głową ukrytą na muskularnej piersi, szukając pocieszenia i ratunku. Przestał jej nawet przeszkadzać nieprzyjemny odór alkoholu.
– Ja już nie mam siły – szlochała. – Nie mam siły! Nie potrafię pomóc własnemu dziecku. Wiesz jakie to okropne?
Nie wiedział. Nawet nie starał się tego zrozumieć. Za to czując ciepło jej ciała, jego kuszącą miękkość, od razu pomyślał o czymś innym. Skapitulowała. Mógł postawić twarde warunki, miał ku temu jak najlepszą okazję. Dlaczego więc się wahał, dlaczego miał wrażenie, że ta droga zaprowadzi go na skraj przepaści?
– Dam ci pieniądze – wymamrotał niewyraźnie, wtulając twarz w miękkie, pachnące wczorajszym deszczem włosy. Pomyślał, że to koniec. Tak długo walczył, z samym sobą, ze swoimi pragnieniami. Czy nie łatwiej byłoby po prostu się poddać? – Albo jeśli chcesz, to wszystko załatwię. Transport, klinikę, lekarzy, co tylko chcesz.
– Chyba ostro piłeś dziś w nocy – stwierdziła z goryczą, prostując się gwałtownie. – Nie, wolę jedynie pożyczkę. Nie stać mnie na rozczarowanie, nie w tym wypadku.
Chciała wyplątać się z jego objęć, ale zanim to zrobiła, Rafał pochylił się i przylgnął do jej drżących ust. Dłużej nie mógł się powstrzymywać. Smakowała łzami i czymś jeszcze, dla czego nigdy nie potrafił znaleźć odpowiedniego określenia. Ale właśnie owo „coś” doprowadzało go do szaleństwa. Żadna inna kobieta tego nie miała, żadna nie działała na niego w ten sposób.
– Dam ci wszystko – szeptał podniecony, pokrywając pocałunkami jej twarz i przesuwając dłońmi po ciele. – Tylko muszę cię mieć. Tutaj, teraz!
– Zwariowałeś!
– Muszę! – syknął z zawziętością, próbując zdjąć z niej spodnie. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był tak napalony, kiedy tak bardzo stracił nad sobą panowanie.
To zdumiewające, ale nie zapłonęła tak jak dawniej. Nic nie poczuła, kompletnie nic. Zero podniecenia, żadnego pożądania. I nawet się tym nie zdziwiła. Od dłuższego czasu żyła w takim stresie, nie przespała tylu nocy, że seks stał się ostatnią rzeczą o jakiej by pomyślała. Nie protestowała jednak słowami, wiedząc że i tak na nic się to nie zda. Energicznie wyrwała się z objęć Rafała, dając kilka kroków w tył. Po raz pierwszy widziała tak wielkie niedowierzanie malując się na czyjejkolwiek twarzy.
– Ale ja nie muszę – odparła ze spokojem. – Teraz już nie.
Przez chwilę miała wrażenie, że się na nią rzuci. Szczerze mówiąc, bała się tego. Nawet w takim stanie był silniejszy i mógł zrobić to, na co miał ochotę. Lecz nie, nadal trwał w bezruchu, w zamian jednak uśmiechnął się szyderczo.
– Zrobiłaś się oziębła. Nie szkodzi, poczekam aż bachor umrze, wtedy do mnie wrócisz. Może będę mógł cię pocieszyć?
Głos miał spokojny, ale słowa… Tym razem to ją doprowadziły do szaleństwa.
– Ty cholerny skurwielu! – syknęła, zaciskając dłonie w pięści. – Wynoś się! Wynoś się z mojego domu, z mojego życia!
– Z miłą chęcią – wzruszył ramionami, otwierając drzwi. Kiedy je zatrzasnął, uderzyło w nie coś ciężkiego. Uśmiechnął się z satysfakcją, ale sekundę później spochmurniał. Jego zwycięstwo było jednocześnie przegraną. Co tu dużo ukrywać, wyraźnie to czuł, zwłaszcza pewien fizyczny aspekt swojej porażki. Dlatego zamiast z windy, skorzystał ze schodów. Wyszedł na zewnątrz, licząc na to, że rześkie powietrze schłodzi rozpalone ciało. Może i tak by się stało, gdyby przed swoim samochodem, zaparkowanym oczywiście wbrew wszelkim przepisom na kopercie zarezerwowanej dla straży pożarnej, nie zauważył okularnika z chłopcem na rękach. Nie dostrzegli go jeszcze, bo stali plecami do klatki, z której wyszedł. Mały wyraźnie powtarzał uradowany jedno słowo „autko”, a trzymający go mężczyzna z cierpliwością tłumaczył wszystkie detale. W tym momencie Rafał uświadomił sobie, że to on powinien tam stać, mówić te słowa, to jego powinien obejmować za szyję ten brzdąc. Tymczasem kilka minut temu… Przełknął z wyraźnym trudem ślinę. A potem podszedł bliżej, wyciągając z kieszeni kluczyki. Rozległ się cichutki dźwięk, a chłopiec zaśmiał się uradowany.
– Może chciałby zobaczyć jak jest w środku? – spytał schrypniętym z emocji głosem.
– Pewnie że tak – uśmiechnął się lekko Mateusz. – Ma prawdziwego bzika na punkcie samochodów. A ten tutaj, to prawdziwe cacko. Nawet dla dwuletniego smyka. Proszę. – I bez pytania wcisnął chłopca w ramiona zaskoczonego Rafała. Malec, co dziwne, nie zaprotestował. Wskazał jedynie rączką upragnione autko i groźnie zawarczał. Rafał, co dziwniejsze, również nie zaprotestował. Gapił się na niego zachłannie, a ponaglony pełnym zniecierpliwienia okrzykiem, szybko podszedł do samochodu i otworzył drzwi. Posadził malca na miejscu kierowcy, a ten natychmiast stanął na nóżkach, z zaciekawieniem rozglądając się dookoła.
– Mówiłem, że ma bzika – roześmiał się stojący obok Mateusz. – Za to Agnieszka chyba mnie zabije.
Rafał nie spytał o powód, o sens tych słów. Był zajęty czymś innym. Przykucnął, przekrzywiając głowę na bok i nie spuszczając oczu z syna. Tak, syna. Nie miał co do tego żadnych wątpliwości, zwłaszcza teraz, gdy mógł na niego patrzeć z tak bliska.
Ciężko było przywyknąć do tej myśli. Równie ciężko było ją zaakceptować. W jego życiu nie było miejsca na takie rzeczy. Przez ostatnie trzy lata planował swoją przyszłość w najdrobniejszych szczegółach, pozbył się balastu niechcianych uczuć i wydawało się, że jego świat stał się taki stabilny, że nic nie będzie w stanie go zmienić. Uniósł dłoń i nacisnął klakson. Chłopiec roześmiał się, a potem spróbował powtórzyć tę czynność.
– Do cholery – wymamrotał Rafał, raptownie wstając. I po świetlanej przyszłości u boku wziętej modelki, hedonistycznym zaspokajaniu własnych potrzeb, pomyślał kwaśno.
– Zajmiesz go jeszcze z jakieś pięć minut? – spytał stojącego obok mężczyznę, zadzierając głowę i próbując zgadnąć, które okna należały do mieszkania Agnieszki.
– Nawet kwadrans, jeśli aż tyle potrzebujecie.
Ale Rafał nie czekał na odpowiedź. Z zawziętą miną wjechał windą na górę, a potem po raz kolejny załomotał do drzwi.
– Otwórz! – wrzasnął. – Bo jak nie, to je wyważę!
– Coś się stało małemu? – Na zapłakanej twarzy Agnieszki ukazało się przerażenie.
– Nie. Bawi się moim porsche. – Wepchnął się do środka. – On nie ma imienia?
– Ma – mruknęła. Podeszła do jedynego okna w mieszkaniu, biorąc po drodze szklankę z wodą.
– Jakie?
– A co cię to obchodzi?
– W zasadzie nic. Daj mi dokumentację medyczną i pakuj walizki – rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Wylatujemy wieczorem.
– Serio? Skąd w tobie ta bezinteresowność?
– Żadna bezinteresowność. Będę miał okazję przelecieć cię w połowie drogi nad Atlantykiem.
Po raz pierwszy w jej oczach pojawiło się rozbawienie. Spojrzała bystro na pochmurnego, nabzdyczonego Rafała. Porsche? Zabawne. Co będzie następne? Prywatny odrzutowiec, którym polecą?
– Nie dasz rady tak szybko załatwić formalności. Paszporty mam, ale wizy, ustalenie terminu wizyty…
– Założymy się?
– Nie. Nie zakładam się z tobą, nie zawieram żadnych umów. Starczy jednego razu. Poza tym – zawahała się. Miała jednak taką szaloną ochotę go sprowokować. – Poproś.
– Ja?! Zwariowałaś? – wysyczał, przyciskając ją z całej siły do twardego parapetu. Zresztą nie tylko parapet był twardy… I jak do cholery mógł sądzić, że wygra? W jej obecności nigdy nie potrafił pokonać własnego pożądania.
Agnieszka pomyślała, że to naprawdę zabawne. Tyle razy próbowała wyobrazić sobie Rafała wyznającego swoje uczucia. Bezskutecznie, bo nawet jej wyobraźnia miała granice. Lecz może jednak warto zacząć od czegoś mniej znaczącego, od czegoś drobniejszego? Czyli od seksu. Jak zwykle. Zaczęła się śmiać. Rafał błyskawicznie wrócił do tej swojej odpychająco-oziębłej miny. Chciała wierzyć, że mu zależało, ale normalne, ludzkie odruchy miał takie jak zawsze, czyli szczątkowe.
Będzie ciężko. Ale ta droga pomimo wielu zakrętów, kusiła na swym końcu czymś, co można było określić jako szczęście. Może jednak było warto nią podążać? Uniosła dłoń i delikatnie dotknęła szorstkiego policzka. Drgnął, lecz nie odsunął się.
– Dałam mu imię po tobie – powiedziała ze spokojem. – Całą resztę odziedziczył na szczęście po mnie.
– Jakie tam szczęście. Wyrośnie na nieporadnego mięczaka, który… – Po raz pierwszy od początku ich pokręconej, pełnej złych emocji znajomości, to ona odważyła się go pocałować. Nie przytulił jej, nie zmiękł, nie wyznał nagle miłości.
Na początek po prostu nie odepchnął.
 

34 komentarze:

  1. Ech, spodziewałam się innego zakończenia, ale jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  2. Następnym razem jak jacyś inni bohaterowie nie będą się zabiezpieczali to nie wrabiaj ich w dziecko... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to za problem ? Takie życie

      Usuń
  3. Co za koniec.. aż mnie ciarki przeszły ;o
    Monia ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakończenie jest idealne do całej historii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super cześć tylko to zakończenie takie nie do końca różowe xd cieszę się że mieli dziecko bo ja uwielbiam opowiadania gdzie młoda dziewczyna ma dzieci :D jakoś mnie to kręci :) oby takich więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A kiedy będzie kolejna część opowiadania ON?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś mi nie pasuje to zakończenie do tego opowiadania, ale tak czy siak opowiadanie bardzo mi się podobało! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja dalej czekam na zwiariowaną bohaterkę jak z "Głupiej miłości" czy "Bo tylko czarne oczy" :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy będzie newsletter

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze mnie to zastanawia, że z powodu głupiej dumy kobiety odmawiają dziecku prawa do alimentów i prawa do poznania własnego ojca. Alimenty nie są w końcu na kobietę tylko na dziecko.

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  11. Idealnie otwarte zakończenie na drugą część:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym pomyślałam.

      Usuń
  12. Babeczko, kłaniam się w pas! Jak dla mnie - zakończenie jest idealne. Relatywnie do ciężaru gatunkowego tego opowiadania, to happy end. Nie w wariancie "żyli długo i szczęśliwie", bo w tym przypadku, na tym etapie historii, słodki finał nie miał prawa bytu, ale zdecydowanie widać światełko w tunelu - i nie jest to pociąg:)Jastrzębski z dnia na dzień nie przestanie być bydlakiem - w tak cudowne przemiany to ja nie wierzę, ale zdaje mi się, że te podłe, sukinsyńskie odzywki to takie ostatnie podrygi, bo sam czuje, że już przepadł z kretesem, a zarazem boi się, że jeśli pozwoli sobie na okazanie bodaj odrobiny czułości i troski, to przerwie to tamę i powrotu nie będzie. Jak się przez całe życie było zimnym s..., to trudno przestać nim być tak z dnia na dzień. Agnieszka pokazała klasę i mam nadzieję, że nie da się już Jastrzębskiemu spacyfikować i odrze go z wygodnego płaszczyka draństwa. A czego nie dokona ona, to załatwi mały Rafałek - żeby nie wiem, jak się Rafał zapierał, to jak mu się syn wpakuje na kolana, przytuli, powie "tatusiu", to nie będzie w stanie dziecka odtrącić. To, że odstąpił od planu na idealne, wygodne życie jest dowodem, że posiada serce nie tylko w znaczeniu anatomicznym. Mimo, że jego dotychczasowe postępowanie zdecydowanie temu zaprzeczało. Mam nadzieję, że Agnieszka i synek porządnie i z wyczuciem go przećwiczą: porządnie, bo zasłużył na karę, a z wyczuciem, żeby znowu nie schował się do skorupy. Chociaż, pewnie by już nie umiał wrócić do poprzedniego stylu życia.
    No i proszę, pownerwiałam się przez całe opowiadanie, a teraz doczekałam się satysfakcjonującego mnie finału:)
    Dziękuję Święty Mikołaju:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... Właśnie o to chodziło! Idealnie się wczułaś w moje zamiary, zresztą nie ty jedna. Ktoś taki jak Rafał nie zamieni się pod wpływem chwili w usychającego z miłości. Nie, nie ten typ. Przesłodzone zakończenie za nic tu nie pasowało, z kolei takie bez happy endu także.
      A poza tym - bardzo proszę!
      Święty Mikołaj :-)))

      Usuń
  13. Jak dla mnie zakończenie rewelacja. Dlaczego? Bo powiedzieć "Kocham Cię" to prosta sprawa, ale nauczyć się i drugą osobę kochać krok po kroku jest piękniejsze od słów. Fajnie, że zdecydowałaś się na to drugie.
    Aż chciałoby się właśnie poznać tą historię właśnie z tej perspektywy.
    Ściskam gorąco!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Najlepsze opowiadanie a zakonczenie bardzo mnie zaskoczylo, ale oczywiście pozytywnie. Cudenko! Popłakalam się :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Napiszę tylko tyle - nie pasowało mi tu "nieszczęśliwe" zakończenie. Nie pasowało "szczęśliwe" typu: padają sobie w ramiona, namiętnie całując się, w złocistym świetle zachodzącego słońca ;-)
    Od razu dodam, że wersja sprzed dwóch lat, była bardziej cukierkowa i za h*** nie pasowała mi do całości :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. babeczko moja droga cudowna, ja chciałam powiedzieć ze jest idealnie, ale... czuje nie dosyt i blagam cie abys z czasem wrocila do tego opowiadania jako ciag dalszy, i tu by bylp fajnie gdyby teraz rafalek musial zabiegac o względy Agnieszki, w kocnu to teraz ona się potrafila opanować a on nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. O DZIĘKI CI DOBRA BABECZKO!
    Prezent mikołajkowy idealny, mimo że znów się poryczałam. Dobra robota!
    Pozdro,
    Naty

    OdpowiedzUsuń
  18. Czy tylko ja odczuwam niedosyt?? Mam kompletny haos w glowie... che wiedziec co będzie dalej chociaż by to mialo być na maxa przeslodzone.. chciałabym choć odrobine zrozumiec rafala... zostawiasz mnie babeczko rozchwiana emocjonalnie...

    OdpowiedzUsuń
  19. Moja wyobraźnia ma swoje granice ;-) Nie, stanowczo nie widzę mężczyzny pokroju Rafała zabiegającego o względy kobiety w normalny, przyjęty przez ogół sposób...
    :-D

    OdpowiedzUsuń
  20. Super opowiadanie, czytając je miałam cały karuzelę emocji, zazwyczaj tych negatywnych ze względu na naiwność Agnieszki i bestialstwo Rafała, ale też kilka tych pozytywnych, dlatego cieszę się z takiego otwartego zakończenia, bo niby happyend, ale stare przyzwyczajenia się w nim odezwały, nie zniknęły magicznie w jedno popołudnie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Znakomite ! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej
    Jak Ty dałaś radę wykreować takiego typa? Przecież to chyba nie człowiek - istnieją w ogóle tacy dziwni ludzie na tym świecie? Chyba nie ;)

    Poza tym - to całkiem zdolna jesteś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takiego nie spotkałam. Z różnymi bydlakami miałam do czynienia, ale z takim typem nie. Całe szczęście, chciałoby się powiedzieć, bo straciłabym więcej nerwów niż Wy, czekając na kolejną część :-D

      Usuń
  23. Uzurpator kiedy? ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie jestem pewna czy to szczęśliwe zakończenie.
    Facet jest regularnym psychopatą a Agnieszka ma syndrom ofiary. I jak każda ofiara przemocy w związku, tłumaczy swojego oprawcę i nie potrafi od niego odejść.
    W normalnym życiu ich dziecko miałoby problemy z depresją, znalezieniem partnera lub próbami samobójczymi, bo nie było w stanie wynieść z domu prawidłowego wzorca normalnych relacji międzyludzkich.

    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście jest to opowiadanie a nie prawdziwe życie. A zakończenie napisane tak ze każdy może dopisać swoje 😉

      Usuń
    2. Moim zdaniem zakończenie jest idealnie dopadowane do gatunku, bo choć uwielbiam książki psychologiczne, to w tego typu opowiadaniach nie mam ochoty zastanawiać się nad potencjalnymi negatywnymi skutkami oddziaływania Rafała na psychikę malca. Tak samo zresztą rozśmieszył mnie komentarz pod jednym z opowiadań, gdzie któraś z czytelniczek oskarżyła babeczkę o to, że poprzez nie pisanie o antykoncepcji daje zły przykład młodszym dziewczynom, które ją czytają. Komentarz dosyć zabawny zważywszy na to, że z tego co mi się wydaje jest to blog literacki, a nie edukacyjny. O metodach i konieczności zabezpieczania się młode dziewczyny dowiadzieć się mogą m.in. w szkołach (tam obligatoryjnie), z telewizji, poprzez internet, gazety, kampanie etc.
      Uff ale się rozpisałam... w każdym razie puenta miała być taka, że pisząc trzeba umieć zachować spójność stylu i moim zdaniem babeczka póki co radzi sobie z tym świetnie ;)

      Usuń
  25. Babeczko kochana, odpowiedz czy i kiedy będziesz kontynuowała "Onego". Pięknie proszę o odpowiedź 😊

    OdpowiedzUsuń
  26. Zakończenie idealnie dopasowane do charakteru opowiadania, nie musi być zakończeniem szczęśliwym.

    Ola

    OdpowiedzUsuń