czwartek, 1 grudnia 2016

Tysiąc odcieni bieli (XII)

Zbliżamy się do zakończenia. Ostatnią, trzynastą część dostaniecie prawdopodobnie na mikołajki :-) Jest już napisana, tylko muszę ją ździebko doszlifować. 
Wiem, wiem, pierwszego miał być Uzurpator.  Ale ponieważ ostatnio dodałam część płatną, to zgodnie z moim nowym zwyczajem, teraz czas na bezpłatną.
Do komentarzy odniosę się, gdy będę miała czynnego neta. Na razie jadę na ostatnich bajtach limitu :-)

         Tysiąc odcieni bieli (XII)
Powrót do domu, był jak powrót do innego świata. Odłożyła torbę w przedpokoju, płaszcz rzuciła na oparcie krzesła. Potem w pośpiechu napiła się wody.
Dwa dni szybko minęły. I trzeba dodać, że były to niezwykle spokojne dwa dni. Pani Anna pilnowała, aby niczego jej nie brakowało i nawet Rafał zachowywał się bardziej po ludzku. Chociaż tak naprawdę to najzwyczajniej w świecie starał się ją ignorować. Czasami, gdy byli w gronie obcych osób, czuła na sobie jego wzrok. Gdy siedzieli obok siebie przy stole, zamieniali kilka obojętnych słów. Jego zachowanie z jednej strony przynosiło ulgę, z drugiej budziło niepokój. Z każdą godziną była coraz bardziej pewna tego, że to ich ostatnie spotkanie.
W końcu nadszedł niedzielny wieczór. Bała się drogi powrotnej, tego, co może się zdarzyć. Okazało się, że niepotrzebnie, bo tym razem środkiem transportu okazała limuzyna, a kierowcą siwawy szofer. Kiedy wyszła spakowana na zewnątrz, przywitał ją informując, że ją odwiezie.
To był cios prosto w serce. Mało brakowało, a rozpłakałaby się na schodach prowadzących na podjazd. Z całej siły powstrzymywała cisnące się do oczu łzy, starając się wyglądać przy tym naturalnie. Słysząc szelest za swoimi plecami, odwróciła się, spodziewając się widoku pani Anny, z którą jeszcze się nie pożegnała. Lecz to był Rafał. Ubrany jak zwykle nienagannie, z jeszcze bardziej ponurą i odpychającą miną niż kiedykolwiek wcześniej.
– Wypada się pożegnać – powiedziała, siląc się na spokój.
– Żegnam.
Och! Z jaką chęcią by mu przyłożyła! Jednak jak zawsze zabrakło jej odwagi.
– Gdzie pani Anna?
– Rozmawia przez telefon. Coś pilnego. Masz zaczekać kwadrans.
– Dobrze – skinęła głową.
Stali naprzeciwko siebie, on o jeden stopień wyżej, spokojny, niewzruszony. Ona coraz bardziej zniecierpliwiona, zakłopotana i zasmucona. Jeśli to miał być koniec, dlaczego musi się męczyć jeszcze te piętnaście minut? Dlaczego nie może odjechać od razu? I po co tu przyszedł? Nie potrzebowała jego lakonicznego „żegnaj”.
– Co z naszą umową? – przerwała krępującą ciszę. Rafał drgnął, a w jego oczach ukazała się prawdziwa furia.
– Zdradziłaś mnie.
– Ja? – podniosła na niego zdumiony wzrok. – Oszalałeś! Zresztą zdradzić można jedynie osobę, z którą jest się w związku.
– Zdradziłaś naszą umowę.
Zrozumiała. Pani Anna musiała niechcący się wygadać, bo nie wierzyła, aby zrobiła to z premedytacją. Wystarczyło kilka słów, by Rafał się zorientował, bo czego jak czego, ale inteligencji nie można było mu odmówić.
– Dopytywała się, co mnie trapi.
– Czyżby? – warknął ze złością. – Nieważne. Zdajesz sobie sprawę, co straciłaś?
– Coś, czego nigdy nie miałam – uśmiechnęła się nieznacznie.
– Dużo więcej – zmrużył oczy, wpatrując się w nią z satysfakcją. – Od przyszłego tygodnia będę jedynym właścicielem jej nieruchomości w tym kraju. Niewiele tego i wyjątkowo nędzny to spadek, ale chyba domyślasz się, jaki będzie mój pierwszy ruch?
– Zdążyłam cię poznać. Domyślam się – potaknęła. Za wszelką cenę starała się nie pokazać, bardzo zabolały ją te słowa.
– Wyprowadzisz się sama czy ma zająć się tym mój prawnik?
Opuściła głowę. Stała w milczeniu, przyglądając się swoim drżącym dłoniom. Zdawała sobie sprawę, że przegrała. I wcale nie chodziło o mieszkanie, tylko o coś znacznie ważniejszego. O miłość, o… Nie, nie będzie płakać. Nie da mu tej satysfakcji.
– Wyprowadzę się sama.
Nie było sensu dalej walczyć. O Rafała, o jego uczucia, o miejsce, w którym się wychowała. O nic. Przestało jej zależeć. Znajdzie sobie nowy cel w życiu. Uniosła dumnie głowę, chociaż była pewna, że ma zaczerwienione policzki i błyszczące oczy. Ale przynajmniej nie płakała.
– Jeśli to wszystko, to możesz iść – powiedziała z pozornym spokojem. – Sama poczekam na panią Annę.
– Wszystko. – Jednak nie wyglądało na to, aby mu się spieszyło. Niewypowiedziane słowa i uczucia, których tak nienawidził, przytrzymywały go w miejscu. Stał, patrząc z góry na trwającą w bezruchu kobietę. Wszystko w nim krzyczało, aby nie kończył tego w ten sposób, aby zdobył dla siebie jeszcze trochę czasu. Aby zrobił coś, by odzyskać spokój, pozbyć się tej spalającej go od wewnątrz tęsknoty. Lecz tym razem wrodzony upór zwyciężył. Musiał odejść. Podjął tę decyzję, gdy zrozumiał, że z każdym dniem, zamiast czuć coraz większą obojętność, zaczyna coraz bardziej mu zależeć. Dlatego teraz gwałtownie się odwrócił i odszedł.
Została sama. Nie chciała już dłużej czekać, nie miała siły udawać, że nic się nie stało. Zbiegła po schodach i wsiadła do samochodu, który po chwili ruszył. Nie straciła panowania nad sobą przez całą drogę. Dopiero w domu…
Pusta szklanka wypadła z drżącej dłoni, rozbijając się z hukiem na podłodze. Agnieszka zaniosła się szlochem, obejmując ramionami i zginając wpół.
Tak, to był właśnie koniec.
***
Siedziała przed nim, tak samo śliczna i pociągająca, jak przed laty. Może tylko w jej wzroku dojrzał większą dojrzałość, może tylko wyglądała na bardziej zmęczoną. Ubrana była w coś burego i całkiem bez fasonu, włosy miała zwinięte w niedbały kok i zero makijażu. Ale oczy… Wciąż były tak samo cudowne. Ogromne, błyszczące, choć otoczone ciemnymi obwódkami. I była blada, zbyt blada i zbyt szczupła. A on choć tak bardzo tego nie chciał, to poczuł niepokój. Co się stało, że ta kwitnąca dziewczyna, wyglądała teraz jak chora, umęczona kobieta?
 Pewnie się mnie nie spodziewałeś – uśmiechnęła się nieśmiało. Zabolało. Zacisnął dłonie na poręczach fotela, panując nad sobą z ogromnym trudem, powstrzymując się, by nie wstać i najzwyczajniej w świecie nie chwycić jej w ramiona.
– Nie. Czego chcesz? – rzucił szorstko. Zbyt szorstko, jakby właśnie ta szorstkość miała zniszczyć to, co czuł, odgrodzić go wysokim murem od własnych pragnień.
– Ja… – zawahała się. – Musisz wiedzieć, że przyszłam tu po bardzo długim namyśle. Gdybym miała jakiekolwiek inne wyjście, jakikolwiek inny wybór…
– Przestań bredzić i przejdź do rzeczy – uciął ostro.
Zarumieniła się. Nerwowo splotła dłonie i opuściła wzrok. Było jej tak cholernie trudno wykrztusić te kilka słów. Prośbę. Gdyby nie chodziło o tak ważną sprawę, kwestię życia lub śmierci, nigdy by się tu nie pojawiła. Nie po tym, jak ją zostawił, jak zmusił do opuszczenia domu, w którym dorastała. Nie po tym, jak złamał jej serce. Lecz nie miała wyboru, a jedyną deską ratunku pozostał on.
– Prosiłabym cię, abyś nie przerywał.
Prychnął z pogardą.
– Mów co chcesz i wynoś się.
– Ja… – zamknęła oczy i głośno odetchnęła. – Ja chciałabym prosić cię o pożyczkę. W wysokości stu tysięcy.  
– Pieniądze? – wykrzywił usta w ponurym uśmiechu. No tak, właściwie o to zazwyczaj chodziło. A więc po to się zjawiła? I co dalej? Jakich argumentów użyje, aby zdobyć pieniądze? Będzie go szantażować? Dziwka. Zwykła, mała dziwka. Jak one wszystkie. – Potrzebujesz pieniędzy?
– Pożyczki. Oddam w przeciągu trzech miesięcy.
– Oddasz? – powtórzył szyderczo. – Zły adres. Powinnaś pójść do banku.
Poczerwieniała jeszcze bardziej. Dłonie zacisnęła z całej siły w pięści. I odważnie spojrzała w jego oczu.
– Nie musisz mnie poniżać. Już i tak czuję się wyjątkowo podle. Jak nigdy wcześniej w życiu. Ale nie robię tego dla siebie.
Siedział w bezruchu, wystukując palcami chaotyczny rytm o blat biurka. Pożyczyć? Kłamstwo. To znowu tylko gra. Za chwilę jąkając się powie, że musi ratować swoje życie. I takie tam inne bzdety.
– Co z tego będę miał?
– Nic. Nie mam ci nic do zaoferowania.
– Też propozycja – prychnął. – Skoro nic na tym nie zarobię, to wynocha.
– Rafał! – wyszeptała błagalnie. W ogromnych oczach ukazały się łzy. Tak naprawdę nie wierzyła w powodzenie swej misji. Ten mężczyzna nic się nie zmienił. Wciąż był podłym draniem bez serca i bez jakichkolwiek uczuć. To, że to przyszła, to był prawdziwy akt desperacji. I głupoty. Jej wiecznej naiwności, że skoro ona go kochała, to ona także coś do niej czuł.
– Powiedziałem nie!
Zamilkła. Opuściła głowę i powoli wstała.
– Przepraszam, że zabrałam ci cenny czas – powiedziała cicho. Nie mógł nie zauważyć, jak po policzkach spłynęły łzy. To go zaskoczyło, bo najwyraźniej nie był to scenariusz, o którym myślał. Poza tym… Wyglądała tak bezbronnie, tak niewinnie, że z trudem opanował pragnienie, by zmienić zdanie. W końcu co mu zależało? W dodatku kwota, dla niego śmiesznie niska, dla niej chyba naprawdę była kwestią życia lub śmierci. Ale zwyciężył upór. Ten sam, który trzymał go z daleka przez ponad trzy lata. Po raz kolejny pojawiła się również chęć udowodnienia jej, nie, udowodnienia sobie, że nic dla niego nie znaczy.
– Zaczekaj – rzucił oschłym tonem. – Trzy dni. Przez trzy dni będziesz moja, będziesz robiła co ci każę i znosiła każde, najbardziej brutalne traktowanie. Będziesz moją suką, posłuszną tylko jednemu panu. Trzy dni i dostaniesz swoje pieniądze. Wkrótce się żenię, to będzie coś w rodzaju wieczoru kawalerskiego.
Spodziewał się zgody, ale Agnieszka tylko spojrzała na niego ze smutkiem. Potem lekko się uśmiechnęła. Wiedziała, że się żeni, czytała to w którejś z gazet. Właśnie wtedy wpadła na ten beznadziejny pomysł, by zwrócić się do niego z prośbą o pieniądze. I po co? Niepotrzebnie rozgrzebała starą ranę, niepotrzebnie się poniżyła. Nowe łzy popłynęły z jej oczu, ale mimo to wciąż się uśmiechała.
– Ani trzech sekund Rafale – otarła policzki. – I życzę ci szczęścia, jeśli w ogóle masz blade pojęcie, co oznacza to słowo.
Nie zatrzymał jej. Patrzył jak wychodzi, jak ostrożnie zamyka za sobą drzwi.
Patrzył i czuł narastającą złość.
Bo z jakiej racji wciąż budziła w nim tyle uczuć? Prawie zdołał zabić w sobie całą tęsknotę. Prawie. Zaręczył się, zamierzał ożenić, miał dziesiątki innych kobiet. Ale to nie zmieniło faktu, że tylko na jej widok tak szybko biło mu serce, tak dziwne myśli przesuwały się przez głowę.
Pożyczka? Nie miała wyboru? I ten wygląd – smutne oczy, blada twarz, zapadnięte policzki. Może to nie gra? Może naprawdę była chora?
Rafał zgrzytnął zębami z wściekłości, ale nie dał rady dłużej zachować powściągliwości. Zerwał się z miejsca i wybiegł z gabinetu. Jak burza minął zdumioną sekretarkę, zbiegł po schodach, przeskakując po dwa, trzy stopnie i kiedy znalazł się w holu głównym,  pędem puścił się w kierunku przeszklonego wyjścia.
Agnieszka stała kilkanaście metrów dalej. Kiedy wyszła była półprzytomna ze wstydu i zażenowania. A jednak czego mogła się spodziewać? pomyślała z goryczą.
Niczego. Był taki jak zawsze. To ona usiłowała sobie czasami wmówić, że mogłoby być inaczej.
Na zewnątrz padało. Z coraz większą siłą, jakby niebo chciało jej pokazać, że płacze razem z nią. To dobrze. Deszcz zmyje jej łzy. Do domu miała ponad pięć kilometrów. Przyszła tu piechotą, wróci w ten sam sposób. Liczy się każda złotówka, choć to i tak za mało. Wciąż za mało…
Stanęła pod niewielkim drzewkiem i wybuchła płaczem. Tak gwałtownym i tak rozpaczliwym, że niemal zgięła się wpół. Oparła rękę o szorstki pień i szlochała.  Bo zostało jej tylko jedno, jedyne wyjście. Zresztą tak samo niepewne jak wszystko. A przecież przyrzekła sobie, że nigdy tego nie zrobi. Za żadną cenę. Zwłaszcza teraz, gdy przekonała się jak bardzo był wobec niej obojętny. Jeśli zdecyduje się na ten krok, rozpęta piekło. Rafał ją zniszczy, zdepcze jak marnego robaka. Tyle że nie ona grała główną rolę w tym akcie.
Półprzytomna, z sercem bolącym tak mocno, jakby ktoś próbował wyrwać je z niej żywcem, oparła się całym ciałem o wiotką brzózkę.
– Co ty wyprawiasz? – usłyszała tuż nad głową wściekły głos.
– Już… sobie… idę… – wyjąkała, usiłując doprowadzić się do ładu. Nerwowo przygładziła włosy, otarła twarz, choć z nieba i tak leciały istne potoki deszczu.
Potknęła i przewróciłaby się, gdy nie silne dłonie, które ją podtrzymały.
– Zaraz…
– Zamknij się do cholery! – warknął Rafał. Był tak samo przemoczony jak ona i znacznie bardziej rozjuszony niż przed kwadransem, gdy pojawiła się w jego biurze. – Po co w ogóle tu przyszłaś? By znów namącić mi w głowie? Znów?! – wrzasnął, chwytając ją za ramiona i potrząsając.
Patrzyła mu w oczy z żalem i obawą.
– Przecież powiedziałam, że sobie pójdę – wyszeptała zdrętwiałymi wargami. – Odrobinę zasłabłam, ale teraz jest już w porządku.
– Nic nie jest w porządku! – wysyczał, po czym gwałtownie przyciągnął ją ku sobie i pocałował. Chciał być brutalny, bezlitosny i gniewny. A w zamian za to zdumiona kobieta poczuła jak wiele było w tym pocałunku nietajonej tęsknoty.
Nagle odepchnął ją z niespotykaną siłą.
– Teraz możesz się wynosić – dodał szyderczo.
Stała w bezruchu. Widział w jej wzorku, że nic nie rozumie. Była jak ranne zwierzę, wpatrujące się błagalnie w swego oprawcę. A potem nagle zadrżała i osunęła się na ziemię. Zanim zemdlała, zdążył do niej doskoczyć i podtrzymać. I nagle zrozumiał, że choć tak bardzo chciał być twardy i bezlitosny, tak bardzo chciałby tylko nienawiści, to ta kobieta zawsze będzie jedyną rzeczą, na której mu zależy. Wbrew samemu sobie, wbrew wszystkiemu, kochał ją, choć nigdy nie wierzył w miłość. W nic nie wierzył.
Nawet w nich. Dlatego trzy lata temu zrezygnował. Poddał się. Zaciął w swym uporze, chociaż niejednokrotnie śniła mu się po nocach, a gdy kochał się z innym kobietami, to widział jej twarz, czuł jej zapach.
Lecz to nic nie dało. Wystarczyło kilka minut, jedno spojrzenie, a wszystkie jego postanowienia ulotniły się. Zniknęły, niczego po sobie nie pozostawiając. Za to, tak jak kiedyś, pojawiła się nadzieja.
 

37 komentarzy:

  1. oj babeczko to zes narozrabiala i jeszcze karzesz nam czekac do mikolajek, oj nie dobra oj nie dobra :P :P :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ona choruje? Bo aż się wzruszyłam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy następna część kochana Babeczko?

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś czuję, że ich wspólne dziecko jest chore..Mam rację? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, zapewne ma z nim dziecko, które jest chore.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając Babeczkę to na 200% tak będzie.

      Usuń
  6. Może ona chora...
    A może ma chore dziecko....
    Eeee nie, nie .. dla dziecka by zrobiła wszystko więc na bank nie dziecko...
    No jak to się skończy....
    Chyba normalnie sama założę se blokadę na Mike, Anne i Babeczki... Taką połroczną to może wszystko zdąży się pokończyć i zaliczę wsio hurtem!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Już wole żeby to ona była chora niż ich "dziecko" :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Babeczko... normalnie się popłakałam. Twoja opowieść rozwaliła mnie na łopatki. Mimo, że nie mogę się już doczekać zakończenia, to na pewno będzie ono świetnym prezentem na Mikołajki! A potem czas zawalczyć o własne szczęście - dodałaś mi odwagi swoimi historiami. Dziękuję!
    Naty

    OdpowiedzUsuń
  9. Babeczko byle NIE do Mikołajek. Nikt tyle nie wytrzyma :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba po trzydziestce zrobiłam się bardziej wrażliwa (czyt.płaczliwa ;-) )... No poryczałam się normalnie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Polonistką nie jestem, ale rzuciło mi się w oczy "Potknęła i przewróciłaby się, gdy nie silne dłonie, które ją podtrzymały". Jak dla mnie, lepiej brzmiałoby "Potknęła się i przewróciłaby, gdyby nie silne dłonie..." :). Super rozdział, ale chyba wiadomo, co będzie ujawnione w następnym - albo ma z nim dziecko i jest chore, albo.. No właśnie, co? Moja wyobraźnia czasem naprawdę jest ograniczona xD.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ohh... Babeczko, ale jeszcze nigdy zadne opowiadanie nie wciagnelo i nie wzruszylo mnie jak ta część. Poprostu jest niesamowite jak całe to opowiadanie i muszę przyznać po tej części ,ze nigdy nie wczulam się tak w sytuację bohaterki, bo poprostu odczuwalam wszystkie jej emocje tak jak ja bym to prawdziwie przeżywała. Piszesz niesamowicie Babeczko i jesteś super ,bo dzięki tobie mozemy czytać tak świetne opowiadania ☺.
    Babeczko , życzę nadal tak pięknej weny ;)

    Pozdrawiam. Julka

    PS. To mój pierwszy komentarz na twoim blogu.już nie mogłam się temu oprzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No! Znaczy się, że wstrząsy są konieczne :-)

      Usuń
  13. Babeczko, jedno z moich ulubionych opowiadań :) fenomenalne! nie da rady dodać szybciej np w niedziele?

    OdpowiedzUsuń
  14. Ohh... Babeczko, ale jeszcze nigdy zadne opowiadanie nie wciagnelo i nie wzruszylo mnie jak ta część. Poprostu jest niesamowite jak całe to opowiadanie i muszę przyznać po tej części ,ze nigdy nie wczulam się tak w sytuację bohaterki, bo poprostu odczuwalam wszystkie jej emocje tak jak ja bym to prawdziwie przeżywała. Piszesz niesamowicie Babeczko i jesteś super ,bo dzięki tobie mozemy czytać tak świetne opowiadania ☺.
    Babeczko , życzę nadal tak pięknej weny ;)

    Pozdrawiam. Julka

    PS. To mój pierwszy komentarz na twoim blogu.już nie mogłam się temu oprzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A może na weekend dodasz Uzurpator? :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam! Proszę dodaj szybciej kolejna część bo nie wytrzymam! :) Jedno z moich ulubionych opowiadan!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nareszcie jakiś przebłysk człowieczeństwa u tego bydlaka Rafałka (tfu, tfu) - nie cierpię gościa. Nie tracę nadziei, że dostanie za swoje - nie planujesz przypadkiem, Babeczko, porządnego łomotu w ciemnej uliczce?:)Może chociaż porządny kopniak z kolana w miejsce najbardziej ku temu stosowne?:)No i Agnieszka wreszcie zmądrzała - przedtem miałam wrażenie, że ma jakiś emocjonalny defekt, albo masochistyczne ciągoty. Zapytacie, po co czytam, skoro oboje tak mnie wkurzają? Czytam, bo wierzę w Babeczkę i mam nadzieję, że mi te nerwy w końcu wynagrodzi - kopniaczkiem w podbrzusze Rafałka chociażby:)
    Podoba mi się taki rozwój akcji - nagłe "nawrócenie się" Jastrzębskiego zgrzytałoby, aż by echo szło, więc cieszę się, Babeczko, że nie poszłaś na łatwiznę. Czy dowiemy się dlaczego ten facet jest aż takim sku****lem?
    Proponowałabym nie rzucać tak pewnikami, że Agnieszka chora, albo dziecko chore, bo się Babeczka wnerwi, że uważamy jej historie za przewidywalne i takie zakończenie nam zafunduje, że się długo nie pozbieramy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre Babeczki zakończenia są pisane na szybko i tylko aby je skończyć.

      Usuń
    2. Guzik prawda, zakończenia zazwyczaj Babeczka ma napisane od dawna lub ułożone w głowie.
      Chwała jej twórczości, buziaki Babeczko :*
      /L

      Usuń
    3. Akurat tutaj zakończenie ma już prawie dwa lata i trochę sobie "poleżało"...
      Widzę, że niektórzy pamiętają, iż mam dziwaczny sposób na pisanie opowiadań :-)))

      Co do samego tekstu... Człowiek ma to do siebie, że czasem błądzi. Zauroczona kobieta tym bardziej. Nie pisnę słówkiem co do zakończenia, same poczytacie ;-D

      Usuń
    4. Mnie się jeszcze majaczy opcja, że Agnieszka pokochała innego mężczyznę i to on jest chory:) Oj, dopiero wtedy Jastrzębski by się wściekł - chowaj się kto może.
      Fakt, że miłość jest ślepa i głucha - zwłaszcza na głos rozsądku, a nadzieja umiera ostatnia. Zresztą pisałaś na początku, że postarasz się, żebyśmy Jastrzębskiego znienawidziły, co w moim przypadku zdecydowanie Ci się udało:)Gdyby poczynania bohaterów nie wzbudzały emocji - czy to pozytywnych, czy negatywnych - to nie chciałoby się opowiadania czytać, a tak trochę się człowiek pownerwia, poirytuje, pokiwa głową nad głupotą postaci, ale nie da się nie czytać, bo jednak coś do tekstu ciągnie. I w tym Twoja siła, Babeczko - odpychasz i przyciągasz. To znaczy, Twoje teksty, bo Ty sama w sobie, to tylko przyciągasz:)

      Usuń
  18. Zawsze jest opcja choroby tej jej przyjaciółki- prostytutki lub jej dziecka.

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  19. babeczko nie wytrzymam dluzej, co 15 minut sprawdzam twoja strone, no zlituj się i dodaj nam cos na zimowy grudniowy wieczor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagrzebalam się w piernikach :-( nie dam rady, bo przede mną jeszcze pieczenia do północy...

      Usuń
    2. Czyli nie tylko ja sprawdzam kilka razy dziennie czy coś Babeczka dodała 😂

      Usuń
    3. Weź mnie, Babeczko, nie stresuj! To już czas piernikowy jest!? Ożeż! Listopad tak mi myknął, że uwierzyć nie mogę, że we wtorek Mikołaj chodzi. Życzę wszystkim czytelniczkom wymarzonych prezentów:)

      Usuń
  20. szkoda wielka szkoda, licze ze jutro jak wroce z pracy chociaż to mnie pocieszy :) wspaniale piszesz i mam nadzieje ze nie zawiedziesz nas i zakończenie będzie z happy endem :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Babeczko pomocy! Nie wiem czy dotarła do Ciebie wiadomość na email,ale właśnie dotyczy Twoich pierników ;-) nie mogę odnaleźć na słodkiej babeczkarni przepisu na nie... :-( Ratuj... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przepis bo też sobie sprawdzałam 😊

      Usuń
  22. Kiedy coś nowego będzie?

    OdpowiedzUsuń
  23. Babeczko z tego co przegladalam na innych blogach opowiadania, Twoje są the Best :) nie mogę się doczekać zakończenia. Mam nadzieje, ze może jeszcze dzisiaj Nas zaskoczysz.
    Dominika, która czyta Cię już prawie rok ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. JUŻ 6 GRUDNIA CZEKAMY NA TOB!

    OdpowiedzUsuń