poniedziałek, 26 września 2016

Tysiąc odcieni bieli (IV)

Zaszalałam, oj, zaszalałam ;-) A to dopiero początek!

link do części III - klik

         Tysiąc odcieni bieli (IV)
Nie poszło łatwo. Basia za wszelką cenę usiłowała wyperswadować jej ten pomysł. Prosiła, ostrzegała, a na samym końcu nawet na nią nakrzyczała.
– Zrozum, nie mogę się wycofać. Chodzi o kamienicę – tłumaczyła jej Agnieszka.
– Gówno prawda! Jesteś nim zauroczona.
– Trochę.
– Trochę? Jak tylko się pojawił, kompletnie ci odbiło. Nie mogłaś oderwać od niego wzroku. Uczciwie muszę przyznać, że on od ciebie również – dodała nieco łagodniejszym tonem. Potem podeszła bliżej i objęła przyjaciółkę ramieniem.
– Aguś, rozumiem fascynację, ale ktoś taki jak on… To prawdziwe, zimnokrwiste i egoistyczne bydlę. Nie masz najmniejszych szans na cokolwiek, co roisz sobie w tej ślicznej główce. Przeleci cię, może raz, może dwa, może nawet kilka razy, lecz to wszystko. Tacy jak on się nie zakochują. Takie jak ty zawsze. Świat jest pełen naiwnych marzycielek o złamanych sercach. Nie chcę, abyś do nich dołączyła.
– Wiem – szepnęła cichutko, kładąc głowę na ramieniu przyjaciółki. – Pilnuj mnie, abym spotkała się z nim tylko ten jeden raz.
– To wystarczy, aby być nieszczęśliwą.
– Nie sądzę. Jesteśmy umówieni na kolację z panią Anną. Tylko tyle.
– Aż tyle. No dobrze – Basia żartobliwym gestem rozczochrała jej włosy. – Raz. Potem zamknę cię w spiżarce, przykuję do kaloryfera i przeprowadzę szkolenie ideologiczne.
Nie rozmawiały już później na ten temat. Wróciła do domu, uważnie obserwując okolicę, czy aby nikt jej nie śledzi. Jednak w niedzielny poranek niewielu było ludzi na ulicy. Kiedy w końcu znalazła się w swoim małym mieszkanku, odetchnęła z ulgą. Z kubkiem gorącej herbaty, skuliła się na kanapie. Panująca dookoła cisza, ukoiła jej nerwy. Aromatyczny napój rozluźnił. Lecz pomimo to, nie potrafiła zapanować na dziwną niecierpliwością, nad niepokojem, który opanował jej ciało. Niechętnie musiała przyznać, że przyjaciółka miała rację. Rafał ją zauroczył. Atrakcyjny fizycznie, jednocześnie pociągał ją i odpychał. Tak naprawdę to pragnęła się z nim spotkać, zetrzeć chłód z twarzy, przegnać pogardę ze spojrzenia. Pragnęła tego wbrew zdrowemu rozsądkowi, na przekór wszystkiemu. Pragnęła tak bardzo, że była gotowa zaprzedać duszę i narazić się na złamanie serca.
I to właśnie ta determinacja, tak ją przerażała.
***
– Gdzie jedziemy? – spytała zaskoczona. – Sądziłam, że zjemy gdzieś w centrum.
– Nie.
Jego odpowiedź była krótka, treściwa, wypowiedziana suchym, wyprawnym z emocji głosem. Powitanie również. Tylko gdzieś w głębi czarnych źrenic płonął ogień pożądania. Jednak tego wieczoru znakomicie nad sobą panował. Na razie nic nie mogła zarzucić jego zachowaniu.
– To gdzie jedziemy? – ponowiła pytanie.
– Zobaczysz.
Prowadził samochód z niespotykaną pewnością siebie, oczywiście szybciej niż przewidywały to jakiekolwiek przepisy. Nie odważyła się zwrócić mu uwagi. Siedziała w bezruchu, od czasu do czasu zerkając na Rafała. Dziś wyglądał jeszcze bardziej intrygująco, choć jednocześnie odpychająco. Miał na sobie czarny, matowy garnitur, czarną koszulę, swobodnie rozpiętą pod szyją, bez krawatu. Trochę jej to nie pasowało do eleganckiej kolacji, lecz szybko przegoniła tę niepokojącą myśl. Sama ubrana była w białą sukienkę, bez głębszego dekoltu, ale za to opadającą na ramiona i lekkim rozcięciem z boku spódnicy do kolan. Włosy pozostawiła rozpuszczone, bez jakichkolwiek ozdób. Makijaż stonowany, usta ledwo muśnięte błyszczykiem. Jedyną ekstrawagancją były cieniutkie niczym pajęczyna pończochy i czarne szpilki, na niebotycznie wysokim obcasie. Nie wiedziała, że to nie strój, a sama jej obecność, każde spojrzenie, doprowadzały do wrzenia siedzącego obok mężczyznę.
– Wspomniałeś że zajmujesz się nieruchomościami – odezwała się niespodziewanie Agnieszka. W końcu dlaczego nie wykorzystać okazji i nie dowiedzieć się czegoś więcej?
– Tak.
Gdyby jeszcze jego odpowiedzi nie były tak zdawkowe.
– Tutaj w Polsce?
– Tutaj? – Po raz pierwszy wyglądał na rozbawionego. – Czasami. Macie znakomitą koniunkturę, idzie dobrze zarobić przy małych nakładach. Wystarczą znajomości i łapówki. Wtedy można kupić wszystko i wszystkich.
– Wy? Przecież… – poczuła się zaskoczona.
– Nazwisko? Język? Co to za problem?
– Ale pani Anna stąd pochodzi.
– Tak jak i moi rodzice. Ale nie ja.
Nic więcej nie dodał. Zamyśliła się. Faktycznie, zmyliło ją polsko brzmiące nazwisko i doskonała znajomość języka. Tak naprawdę bardzo niewiele o nim wiedziała. I nagle poczuła ochotę, aby to zmienić.
– Wspomniałeś coś o spadku – zaczęła ostrożnie. – Ziemia? Kamienice? – dodała, z biciem serca oczekując na odpowiedź. Wzruszył obojętnie ramionami, nie widząc powodu dzielenia się z nią swoimi planami.
– Pani Anna jest chyba bogata?
– Jest.
– A ty?
– Ja? – spojrzał na nią nieco zaskoczony. I raptem się roześmiał. To było tak niesłychane, że przez dłuższą chwilę, nie rozumiała tego, co widzi. Nie był to śmiech pełen radości, raczej sporo w nim było goryczy. Szkoda, pomyślała zawiedziona. Czy tylko na tyle było go stać? Jak wydobyć z tego sopla lodu ukryty żar? Oryginalne porównanie. Sople lodu były zimne, twarde i nic poza tym. Nie powinna więc liczyć na wiele.
W tym momencie Rafał przyhamował, skręcając w drogę prowadzącą na lotnisko, a konkretnie do jego starej części. Zajechał przed wejście, zatrzymał się i nie gasząc silnika, wysiadł. Agnieszka przez moment sądziła, że może po kogoś przyjechali, ale kiedy mężczyzna otworzył drzwi po jej stronie, zrozumiała, że chodzi o coś więcej.
– Wysiadaj – usłyszała polecenie, wydane szorstkim tonem. Z wahaniem ujęła silną, męską dłoń i po chwili stała oszołomiona przed przeszkoloną fasadą budynku. Zauważyła jeszcze, że miejsce za kierownicą zajął obcy mężczyzna w garniturze, a potem została wprowadzona do środka. Rafał po prostu objął ją wpół, pociągając za sobą. Bez najmniejszego słowa wyjaśnienia. Nieco otrzeźwiała, gdy znaleźli się przy bramkach i grzecznie poproszono ją o dokument tożsamości.
– Ale… – zaczęła, lecz jej towarzysz uciął wszelkie protesty, najzwyczajniej w świecie zabierając torebkę i po krótkich poszukiwaniach wyjmując z niej plastikowy kartonik. Patrzyła na to bez słowa, zaniepokojona i… podekscytowana. Czegoś podobnego nigdy nie przeżyła nawet w najśmielszych marzeniach. Całkiem nie bezpodstawnie zaczęła podejrzewać, że to nie będzie kolacja z panią Anną.
Tuż obok nich pojawiła się uśmiechnięta kobieta w granatowym mundurku. Spokojnie przeczekała krótką kontrolę, po czym gestem dała im znać, że mają za nią podążyć. Wsiedli do kolejnego samochodu, który skierował się na północną płytę lotniska. Po czym zatrzymał się przy samolocie o niewielkich rozmiarach. Dopiero teraz Agnieszce przyszło do głowy, że ktoś taki jak Rafał z pewnością nie podróżuje lotami rejsowymi. W nagłym napadzie paniki chciała się wycofać, stanowczo powiedzieć, że pozwala sobie na zbyt wiele. Jednak nie dał jej na to szansy.
– Pani przodem – odezwał się drwiącym tonem, wskazując na trzy niewielkie schodki, prowadzące do wejścia. Obok nich pojawił się starszy mężczyzna, z pewnością pilot, co można było zauważyć po stroju.
– Tylko jeśli mi powiesz, co to ma znaczyć.
Wydawało się, że przy obcych ludziach mogła czuć się bezpieczna. Nic bardziej mylnego. Chwycił ją brutalnie za kark, po czym pchnął do przodu. Nie prosił, nie tłumaczył. Trzeba jednak przyznać, że i ona nie protestowała zbyt energicznie. Po prostu zajęła jedno z miejsc w luksusowej kabinie i spojrzała z obawą na Rafała, który siadał dokładnie naprzeciwko. Samolot rozpoczął kołowanie i szykował się do startu. Uwielbiała ten moment, zwłaszcza, że w dużo mniejszej maszynie, wrażenie było niesamowite.
– Dlaczego akurat samolot? – spytała cicho, gdy maszyna wyrównała lot, rozpoczynając równomierne wznoszenie. Czuła że się zarumieniła. Przestrzeń w której się znajdowali była mała, niemal klaustrofobiczna, sprzyjająca niezamierzonej intymności.
– Bo mi nie uciekniesz – odpowiedział krótko.
– Jest wynajęty?
– Nie, jest mój.
Nie znała się na tych rzeczach, ale te słowa po raz kolejny ją zaskoczyły. Taka przyjemność musiała słono kosztować. Zanim zdążyła pomyśleć, że nie wypada, spytała o to Rafała. Nie odpowiedział, jedynie dziwnie na nią spojrzał. Jakby z niedowierzaniem. Potem sięgnął do barku o marmurowym wykończeniu po dwa kieliszki i butelkę szampana. Nalał do pełna, jeden z nich podając Agnieszce.
– Za naszą owocną transakcję – zadrwił.
Milczała, jednocześnie podekscytowana, jak i przerażona. Lecz wiedziała, że tak naprawdę nie ma wyboru. Mogła uciec jeszcze pięć minut temu, teraz już nie. Nie pozwoliłby na to.
– Długo potrwa lot?
– Tym się nie kłopocz. Umilimy sobie ten czas. – Silna dłoń o smukłych palcach i wypielęgnowanych paznokciach dotknęła jej policzka. Kreśliła na rozpalonej skórze chaotyczne wzory, lecz bynajmniej nie była pieszczotą. Była wstępem do czegoś więcej. Odsunęła się, przerywając ten kontakt, lecz wtedy w ciemnych oczach ukazała się furia. Przez moment wystraszyła się, że ją uderzy, tak jak wtedy, ale nie zrobił tego. Oparł się wygodnie, nie spuszczając z niej wzroku i popijając szampana.
Czuł prawdziwy triumf. Miał ją! Nareszcie ją miał! Ta doba, która upłynęła od ostatniego spotkania, wydawała się wiecznością. Chociaż obiecał sobie, że zachowa cierpliwość zanim dotrą do celu, teraz ta obietnica przestała być ważna. Gdyby nie piloci za jego plecami, to całkowicie przestałby nad sobą panować. Obserwował pełną wyrazu twarz dziewczyny, jej wyraźne zakłopotanie, odrobinę strachu w dużych, błękitnych oczach. Zdawał sobie sprawę, że nie udawała, nie prowadziła żadnej gry i to go podniecało. Do szaleństwa. A kiedy Agnieszka zsunęła szpilki i podciągnęła nogi pod siebie, niewiele brakowało by skapitulował wobec swoich własnych pragnień. Ten drobny, niepozorny gest, ani odrobinę uwodzicielski, a raczej obronny, sprawił, że jego męskość stwardniała, a oddech przyspieszył. Pochylił głowę, lekko ją opuszczając, zacisnął palce na poręczy fotelu. Całe szczęście, że przed chwilą odłożył kieliszek, bo inaczej zmiażdżyłby delikatne naczynie. Agnieszka nie zauważyła tego, bo z całych sił starała się nie patrzeć w jego oczy. Spojrzenie miała utkwione w widoku za oknem. W duchu modliła się, aby ten lot nie potrwał długo. Dokądkolwiek by ją nie zabrał, ucieknie, gdy tylko wylądują. Zrobi to, co powinna była uczynić już dawno. Bez względu na wszystko, na jego wściekłość, na swoje własne pragnienia. Basia miała rację, źle zrobiła godząc się na to spotkanie. Dopiero teraz docierało do niej, jak źle.
– Czy… – odchrząknęła, bo mimo szampana zaschło jej w gardle. W końcu spojrzała na Rafała, lecz zdecydowanie to tylko zwiększyło obawy. – Czy będę mogła zadzwonić do przyjaciółki po wylądowaniu?
Nie odpowiedział. Siedział wygodnie oparty o skórzane siedzenie, mrużąc oczy i próbując się opanować. Zaplanował ten wieczór w każdym szczególe i nie podobało mu się, że będzie go musiał zmienić. Nie lubił zmian tak samo jak nienawidził tracić nad sobą panowania. Tym razem jednak nie potrafił się oprzeć.
– Chodź tu do mnie – rozkazał schrypniętym głosem.
Patrzyła na niego, zaskoczona tymi słowami, nieświadomie przygryzając dolną wargę.
– Nie bardzo rozumiem…
– Chodź! – syknął, tym razem nie starając się stłumić przepełniających go uczuć.
Wstała z wahaniem. Odruchowo poprawiła sukienkę, odgarnęła włosy do tyłu. Więcej nie zdążyła zrobić, bo mężczyzna chwycił jej dłoń, przyciągając w swoim kierunku. Posadził ją na swoich kolanach, a potem wplótł palce w jedwabiste włosy. Drugą ręką błądził po smukłej szyi, sycąc oczy widokiem jej ciała. Dla niego była doskonała. Nie rozumiał dlaczego akurat ta kobieta budziła w nim tyle emocji, lecz był pewien, ze gdy się nią nasyci, odzyska zdrowy rozsądek i władzę nad swoimi myślami. Cała reszta go nie obchodziła.

18 komentarzy:

  1. Oooo, już nie mogę się doczekać następnej części. W takich momentach skonczysz że czuje niedosyt. Kiedy można liczyć na kolejna część?

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    Jeszcze, błagam jeszcze! ;_;
    Monia ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeeeeestt!! Kolejna część!! Dziękuję stokrotnie!!

    OdpowiedzUsuń
  4. I mamy zwycięzcę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle - celujące z dużym plusem!

    P.S. Szkoda, że główna bohaterka tak szybko uległa.

    A.

    OdpowiedzUsuń
  6. Błagaaam niech ona nie będzie taka łatwa... Oczywiście czekam na ciąg dalszy i ściskam Cię mocno Babeczko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj to prawie wszystkie bohaterki Babeczki są łatwe. ;/

      Usuń
    2. E tam... Pitolisz. Prędzej czy później, to jedynie słodka kapitulacja ;-)

      Poza tym - bo następna główna bohaterka będzie święcie broniła swego niepokalanego dziewictwa aż do ostatniego akapitu ;-D

      Usuń
    3. Oooo Babeczko to ja chcę to opowiadanie😊 hehe jestem ciekawa jak ja przedstawisz i juz nie moge sie doczekać

      Usuń
    4. Mogłoby być zabawnie. Nie, na pewno byłoby zabawnie! Muszę to wykorzystać!

      Usuń
  7. Dziekuje i prosze o jeszcze.
    k

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetneeee, uwielbiam, szanuje, podziwiam Twoj talent :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Olsniewajace! Ale zdecydowanie oczekiwanie na dalsze losy bohaterów to nie moja dobra strona;) Kiedy następna część tego opowiadania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, aby na tydzień była przynajmniej jedna część. następna jutro albo pojutrze, zależy jak się wyrobię, bo chciałabym dać jakiś dłuższy kawałek, a nie maluśko, byle tylko post był...

      Usuń
  10. Czarne szpilki do białej sukienki?
    Ekstrawagancko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam gdzieś w jakiejś plotkarskiej gazetce i bardzo mi się spodobał taki zestaw. Szkoda że nie mam możliwości zamieszczenia foto, podziałało by na wyobraźnię i urozmaiciło tekst. Bo do dokładnych opisów garderoby nie mam serca :-) W ogóle ze mnie taki typ, że wszystko jedno, co na siebie wciągnie, byle było wygodne i czyste. Jedynego szmergla mam na punkcie butów!

      Usuń