niedziela, 28 sierpnia 2016

Uwikłani (IV)

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu :-)

link do części III - klik

           Uwikłani (IV)
Jago nie wrócił. A to oznaczało, że coś musiało mu się stać. Być może zginął, być może leżał gdzieś ranny, konając w agonii. Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się.
Cały dzień snuła się po mieszkaniu. Cały cholerny dzień nasłuchiwała odgłosu otwieranych drzwi, cichych kroków. Potem nadszedł wieczór. Minęła kolejna noc. Samotna, pełna ponurych myśli. Nie płakała, nie widziała w tym sensu. Gapiła się w jaśniejący prostokąt okna, za którym rozpoczynał się kolejny poranek. Przez te wszystkie godziny doświadczyła całego wachlarza uczuć, od niepewności i zwątpienia, poprzez strach, wściekłość, a na samym końcu rezygnację. Sama nie wiedziała, co powinna zrobić. Zostać tu jeszcze parę dni, dopóki nie skończy się jedzenie? Szukać drogi ucieczki, aby wrócić do domu? Czy może spróbować odnaleźć Jago? To ostatnie wydawało się najbardziej bezsensowne. Jakim cudem miała odnaleźć go na tak rozległym, nieznanym terenie, bez żadnej wskazówki, bez jakichkolwiek śladów? Gdyby jej się udało, graniczyłoby to z cudem.
Kiedy upłynęły kolejne godziny, zrozumiała, że jest skazana na samą siebie. Wtedy obok rezygnacji, obok przerażenia, pojawiła się determinacja. W końcu żyła, miała się dobrze, a w zakamarkach szafy znalazła broń. Tradycyjną, z całym zapasowym magazynkiem.
Musiała wrócić do domu. Chociaż serca aż krzyczało, by ruszyła na poszukiwania Jago, doskonale zdawała sobie sprawę, jak beznadziejne byłoby to posunięcie. Tak naprawdę nie miała nawet pomysłu jak stąd się wydostać. Usiłowała przypomnieć sobie wszystkie szczegóły od momentu wylądowania, lecz nie było ich wiele. Trzy godziny lotu do zakazanej strefy, do ziemi niczyjej, gdzie czekała na nich pułapka. Baza na wyspie, gdzie dotarła odrzutowcem po długiej podróży. Powróciła wspomnieniami do punktu wyjścia, gdy wczesnym rankiem wylądowali na starej, spękanej płycie nieczynnego już od wieków lotniska. Stamtąd zwartą grupą ruszyli do zrujnowanego miasta, niegdyś jednego z największych i najbardziej tętniących życiem. Minęli zaledwie jedną przecznicę, gdy ich zaatakowano. Zmarszczyła brwi usiłując przypomnieć sobie szczegóły. Biegła… Biegła pod słońce, czyli musiała skręcić w lewo. Ile? Niedługo. Dwieście, trzysta, maksymalnie pięćset metrów. Potem potężne uderzenie w głowę pozbawiło ja przytomności. Zerknęła w kierunku okna. Tutaj wschodzące słońce także było po lewej stronie. I to chyba wszystko, co wiedziała. Przeklęła własną głupotę, że nie wykorzystała okazji i nie wypytała Jago o to, gdzie się znajdują. Pewnie zbyt wiele by nie powiedział, ale…
– Mam przerąbane – wyszeptała z rezygnacją. A potem zabezpieczyła broń, narzuciła na siebie obszerną bluzę z kapturem i podeszła do drzwi, modląc się, aby i tu nie czekała na nią przykra niespodzianka.
Nie czekała. Bez problemu otworzyła ciężkie wrota, a potem odetchnęła i wyszła na zewnątrz. Znalazła się w wąskim, długim korytarzu, który z jednej strony kończył się ścianą, a z drugiej zakręcał w lewo. Bezszelestnie zamknęła za sobą drzwi, naciągnęła kaptur na głowę, starając się, aby zakrywał możliwie jak najwięcej i ruszyła przed siebie. Przerażona i zdeterminowana, nie zwracała uwagi na otoczenie, dopóki nie znalazła się przy schodach. Dopiero wtedy odrobinę ochłonęła, rozglądając się dookoła. Tapety oderwane od ścian, poplamione podłogi, powyłamywane deski. Obraz nędzy i rozpaczy. Jak wszędzie tam, gdzie mieszkali oni. Zamyśliła się. Przecież nie byli bezrozumnymi zwierzętami, więc dlaczego tak się działo? Zbyt wiele brutalności? Zamiłowanie do walki? Szaleństwo? Kto to wie.
Bez przeszkód zeszła na parter, a stamtąd do holu głównego. Jeszcze na moment zatrzymała się przed wyjściem na ulicę. Uspokoiła oddech, przywołała do porządku oszalałe serce. I wyszła.
Okolica jak i budynek, który opuściła, wyglądała na bezludną. Widać Jago nie tęsknił za towarzystwem pobratymców. Nad ponurymi ruinami wisiały skłębione, stalowoszare chmury. Skręciła w prawo, mocniej naciągając kaptur na twarz. Zdawała sobie sprawę, że jedyne, co może ją zdradzić, to oczy. Ludzkie oczy. Zacisnęła dłoń na broni, zastanawiając się, czy zdąży ją odbezpieczyć i wycelować. Przerażona jak nigdy dotąd, maszerowała raźnym krokiem przed siebie, nie mając bladego pojęcia dokąd zmierza i jak długo będzie zmuszona tak iść.
Nagle przystanęła, Przed sobą miała spalony wrak śmigłowca, którym przylecieli. Nie zauważyła żadnych ciał, chociaż w niektórych miejscach widać było szkarłatne ślady zaschniętej krwi. Czy tylko ona przeżyła? Drgnęła, gdy gdzieś w oddali rozległy się dzikie okrzyki przeplatane seriami z automatów. Po nich wycie przybrało na sile, by nagle zmienić się w agonalny ryk i urwać. Alisa w panice rozejrzała się dookoła. Niewiele było tu miejsc, w których mogłaby się ukryć. Dopadła wysokiego słupa, podpierającego na wpół zrujnowany budynek. Zamarła tam, rozpłaszczona na ziemi, z policzkiem przytulonym o zimny beton. Lecz nic się nie wydarzyło. Wokół panowała cisza.
Najpierw czekała. Później kilkukrotnie policzyła do stu. W końcu odważyła się wstać. Minęła wrak i doszła do sporych rozmiarów skrzyżowania. Tylko że teraz nie wiedziała, gdzie powinna pójść.
Ktoś brutalnie szarpnął jej ramię, jednocześnie dłonią zakrywając usta. Zanim zdążyła sięgnąć po broń, usłyszała pełen irytacji szept.
– To ja! Co tu do cholery robisz?
Mało brakowało, a zemdlałaby z powodu odczuwanej ulgi.
– Ja… Chciałam… – Nie potrafiła wykrztusić z siebie żadnego wyjaśnienia. – Myślałam, że cię zabili?
– Prawie – mruknął, a potem ją puścił. Błyskawicznie się odwróciła. Przed nią stał Jago, lecz w zasadzie poznała go tylko po oczach. Ubranie wisiało na nim w strzępach, pełne czerwonych plam, zresztą krew miał na całym ciele, trudno jedynie było określić czy własną, czy cudzą. No i był brudny. Niesamowicie brudny, jakby ktoś niezwykle skrupulatnie wytarzał go w błocie. Zatrzymała wzrok na prowizorycznym opatrunku na lewym boku.
– Musimy wracać – powiedziała drżącym ze zdenerwowania głosem. Podtrzymała go ramieniem, ale on nagle zesztywniał.
– Poradzę sobie – odparł opryskliwie. – Tam są twoi – wskazał ruchem podbródka kierunek, w którym uprzednio podążała. – Idź!
Znieruchomiała zaskoczona.
– Moi? Ludzie?
– Też jesteśmy ludźmi! – syknął.
– Przepraszam – zarumieniła się. – Skąd?...
– A co ja? Wróżka? Idź!
– Czy to oni tak cię urządzili?
– Nie.
Odwrócił się z trudem utrzymując równowagę. Poruszał się powoli, wyraźnie kulejąc. Wiedziała, że zabraknie mu siły, aby dotrzeć do mieszkania, bo rana była poważniejsza niż chciał to pokazać. Tęsknie spojrzała w prawo, a potem podbiegła do Jago.
– Oprzyj się o mnie – rozkazała.
– Masz szansę jedną na milion, aby wrócić do domu.
– Wiem. Ty również by przeżyć. Dlatego muszę ci pomóc.
– Nie! – Niemrawo odtrącił jej dłoń, a potem upadł na kolana, pochylając głowę. Zaczął kaszleć, a gdy nad tym zapanował, splunął krwią. Przyglądała się temu w milczeniu, bo zrozumiała, że Jago umiera. Rana była śmiertelna i właściwie cudem było to, że jeszcze żył. Zacisnęła zęby. Śmiertelna w tej sytuacji i w tym miejscu. Jednak…
– Idziesz ze mną – oświadczyła stanowczo, z trudem stawiając go na nogi. Potem zarzuciła sobie jego ramię i ruszyła w kierunku skąd uciekał. Nie zaprotestował. Na jego twarzy perlił się pot, wargi delikatnie drżały.
– Zwariowałaś – wyszeptał. – I tak mnie zabiją.
– Nie ze mną.
– I tak mnie zabiją – powtórzył z uporem. Nie odpowiedziała, brnąc z uporem do przodu. Zsunęła kaptur, modląc się w duchu, aby żołnierze w porę zauważyli, kim była. Jago zwiesił głowę, lecz nadal był przytomny. Potykali się, niejednokrotnie upadali, lecz szli naprzód.
I kiedy w końcu ujrzała upragniony widok, mało brakowało, a zaczęłaby krzyczeć z radości, chociaż celowano do nich z kilkunastu karabinów.
– Nie! – Uniosła dłoń. Nie miała wątpliwości, kogo szukali. – Jestem jedną z zaginionych!
Nikt jej nie odpowiedział, nikt się nie poruszył. Wycieńczony Jago osunął się na ziemię, a do Alisy podszedł jeden z żołnierzy. Badawczo spojrzał w jej oczy, a później gestem uspokoił pozostałych.
– W porządku. Nazwisko!
– Alisa Paul.
Skinął głową, lecz nadal nie opuszczał broni.
– A on?
– On… – zawahała się. I tak odkryją prawdę, nie było sensu kłamać. – On uratował mi życie.
Nie musiała nic więcej dodawać. Dowódca zrozumiał. W ciemnych oczach ukazał się gniew, lecz zbyt dobrze nad sobą panował, by to okazać. Trącił Jago czubkiem buta, ale ten nie zareagował. Chyba stracił przytomność, pomyślała przerażona Alisa.
– Skażony – podsumował. – I prawie martwy.
– Musimy mu pomóc…
– Hola, panienko, my mamy tylko przywieź ocalałych, jeśli takich znajdziemy. Wsiadaj do śmigłowca – rozkazał, kierując czubek broni w stronę nieprzytomnego Jago. Krzyknęła protestująco, jednak nie zdołała zrobić nic poza tym. Silne dłonie ujęły ją za ramiona i została przemocą wepchnięta do helikoptera. Wiła się, przeklinała, lecz to nie miało znaczenia. Było ich kilku, silnych, zaprawionych w bojach, bezlitosnych. Tylko niektórzy przyglądali jej się ze słabo tajonym zdumieniem, bo po raz pierwszy zdarzyło im się spotkać człowieka ocalonego przez obcego 
Skrępowana, przypięta pasem, otoczona żołnierzami, bezsilnie przypatrywała się jak ten, z którym rozmawiała, puszcza krótką serią w leżące bezwładnie ciało. Potem jako ostatni zajmuje miejsce w wznoszącym się w górę śmigłowcu. Nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem; żaden z nich tego nie zrobił.
Zerknęła w dół. Jago leżał na plecach, z rozrzuconymi ramionami. Wszędzie widać było krew. O ile wcześniej umierał, to teraz z pewnością był już martwy. Łzy powoli spłynęły po policzkach Alisy. Nie powinna była go ze sobą zabierać. Mówił prawdę – spotkanie z ludźmi oznaczało dla niego śmierć.
Nic innego.
 
link do części V - klik

28 komentarzy:

  1. Nieee... Czemu go uśmierciłaś? To już koniec?

    OdpowiedzUsuń
  2. Yyy... To koniec? W sensie, ze to zakończenie, tak? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak nie ma "koniec" na końcu, to nie jest to koniec :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo długo czekałam na kolejną część. Twojego bloga czytam od kilku lat, przeczytałam wszystko co tu jest i szczerze mówiąc ta część mam wrażenie była pisana trochę na siłę, wszystko działo się za szybko. Przeczytałam ostatnio komentarz jednej czytelniczki pod postem, która napisała, że nie będzie zaczynała nowych części dopóki nie skończysz tych co zaczęłaś. Rozumiem ją, bo też bym chciała dokończyć czytać niektóre opowiadania np. On, ale też rozumiem Ciebie, że masz pełno pomysłów i paluszki aż rwą się żeby zacząć coś nowego. Mimo proszę żebyś nie zaczynała czegoś nowego bez skończenia starych bo potem koncepcja tego wszystkiego, co chciałaś zawrzeć w opowiadaniu się gubi :c Sama swego czasu pisałam i coś o tym wiem haha
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nic nowego nie zamierzam zaczynać, kończymy to, co jest już napoczęte, tylko co do kolejności nie jestem pewna. Zależy od weny ;-) Ostatnio ruszyłam z "Nie umiem..." i cosik mi się widzi, że to będzie następne.

      Usuń
  5. Doooooooobre! Uwielbiam!
    Dawno nie było takiej niewiadomej :D
    Czekam na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miało być skromne opowiadanko z nadmiarem erotyki...

      Usuń
  6. super ze wrocilas, mam nadzieje ze bol glowy ustanie na zawsze, a ty nas nie przestaniesz zaskakiwać :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję. Bądźmy optymistami :-)

      Usuń
  7. Hmm znowu niecierpliwie będę wypatrywać kolejnego fragmentu😕 proszę nie karz nam długo czekać ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każę, słowo, tym bardziej że jest to krótkie opowiadanie i za chwilę koniec.

      Usuń
    2. A dodasz kolejna część jutro albo pojutrze ? ☺ mogłabym twoje opowiadania czytać codziennie

      Usuń
    3. A ja bym chciała dodawać je codziennie ;-) Postaram się na weekend, słowo.

      Usuń
  8. Może go sklonują i w ten sposób wróci do żywych ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To od razu kilka sztuk ;-) Jeden, no, dwóch do łóżka, jeden do kuchni, jeden do pracy, jeden ruszy na wojnę, jeden do sprzątania, jeden do prac ogrodowych... :-D
      A co tam, pofantazjujmy. Trzech do łóżka...

      Usuń
  9. Och Babeczko, to będzie następne opowiadanie, do którego będę często wracała 😊 lubię takie klimaty, podobnie jak w "Czasie poświęconym zemście". Już nie mogę się doczekać kolejnej części 😉

    OdpowiedzUsuń
  10. Serio dokończysz pisać "Nie umiem stąpać tak cicho"?? O, jak sie cieszę!

    OdpowiedzUsuń
  11. No to jak zaraz koniec Uwikłanych no to może Tysiąc Odcieni Bieli? :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się do pytania :)

      Usuń
  12. Kochana, Ty to wiesz jak zaskoczyć czytelników :D Rewelacja!!!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda ze to opowiadanie bedzie krotkie :-( ale czekam z niecierpliwoscia na kolejna czesc i oczywiscie na "Nie umiem stapac" @ zapowiada sie swietnie :-) pozdrawiam! P.s.czytam tez polecane przez Ciebie blogi ale Twoje opowiadania sa najlepsze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, dziękuję :))) Pewnie też dlatego, że jest ich tak dużo...

      Usuń
  14. Jest jakis link do Nie umiem stąpać...?
    Szukam i za kija znalezc nie mogę

    OdpowiedzUsuń
  15. i weekend się konczy, a babeczka zapomniala o nas :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdzie jest opowiadanie " Nie umiem stapac"? W zapowiedziach tego nie ma :( a jakieś fragmenty"Onego" ? Chyba jestem ślepa, bo niczego nie potrafię znaleźć...buuuu 😢

    OdpowiedzUsuń
  17. W zasadzie to byłby dobry koniec dla tego opowiadania.
    Chyba, że bohaterka chce wrócić poszukać sobie kolejnego jurnego obcego z wielkim ku....

    OdpowiedzUsuń