wtorek, 9 sierpnia 2016

Uwikłani (III)

Kochani! Żyję, nic mi się nie stało, nie wyjechałam na wakacje, nie porzuciłam Was na dobre ;-) Z wakacjami to akurat szkoda, bo kilka dni oderwania od codzienności, to jest to, czego teraz potrzebuję najbardziej. Zresztą zapowiadałam, że może być krucho z nowymi postami, bo jadę na rezerwie rezerwy. Naprawdę wierzę, że po kilkudniowym pobycie nad morzem to się zmieni i ruszę do pisania z nowymi siłami. Teraz też tylko daję nowy kawałek i idę spać. Po dwóch dobach nieustannej migreny, na którą tabletki gówno pomogły, marzę jedynie o łóżku. Na szczęście migrena ustąpiła, ale i tak muszę w trybie przyspieszonym do lekarza, bo nie da się żyć, jak to paskudztwo dopada człowieka raz na tydzień... A jak kiedyś czytałam o migrenie, to się podśmiechiwałam, że to taka fanaberia. To chyba kara boska za te kpiny...

link do części II - klik 

            Uwikłani (III)
Leniwie przeciągnęła się, dopiero potem otworzyła oczy.
Była sama. Usnęła po cudownym seksie, a teraz znów była sama. Wolna. Leżała na łóżku naga, niedbale przykryta skrawkiem pościeli. Kajdany, które jeszcze wczoraj krępowały jej nadgarstki, leżały porzucone w kącie. Za oknem widać było nowy, pełen słońca dzień.
Przeciągnęła się rozkosznie, przywołując w pamięci poprzedni wieczór. Rozmasowała odrobinę zdrętwiałe ramiona, zastanawiając się, gdzie zniknął jej towarzysz. Tak naprawdę niewiele wiedziała o tych odmieńcach. Byli inni, niebezpieczni, szaleni. A może jednak to nie do końca była prawda? Ten… On nie wyglądał na potwora. Owszem, był oschły, brutalny, tajemniczy, ale nie zrobił jej krzywdy. No właśnie, tutaj tkwił problem. Nie zrobił niczego, czego ona sama by nie chciała. Czy myślałaby w ten sposób o gwałcicielu, który dwukrotnie wziąłby ją siłą? Bynajmniej.
Usiadła na łóżku, podpierając dłonią podbródek. Zamyśliła się.
Nie pamiętała czasów sprzed rozszczepu. Mogła o nich jedynie czytać, oglądać stare filmy, przechadzać się ulicami dawnych miast w wirtualnej rzeczywistości. To nie był idealny świat, ale wtedy jego panami była rasa ludzka. Potem pojawił się wirus, zginęły miliony, wielu uległo mutacji, stali się obcy, przerażający. Stali się inną rasą. Świat się podzielił, na nieliczne ludzkie enklawy spokoju i na tereny gdzie żyli ONI. Wyglądający prawie tak samo, czujący prawie to samo, ale niebędący ludźmi. Najpierw kryli się pod ziemią, uciekali, zaszczuci, przerażeni, zdezorientowani. Lecz było ich coraz więcej i więcej, bo wirus wciąż zbierał swoje żniwo, aż w końcu zbuntowali się i zaatakowali. Nie pomogło wystrzelenie kilku pocisków nuklearnych, dzięki którym zachodnia Europa i część Azji stały się jałowym pustkowiem, nie pomogła broń konwencjonalna. Wśród zmutowanych również było wielu naukowców, wojskowych, zbyt wielu. Na siłę odpowiedzieli siłą. Więc ludzie wycofali się do swoich nielicznych przyczółków; tam żyli, stamtąd kontynuowali podbój kosmosu, wiedząc, iż nadejdzie dzień, gdy Ziemia stanie się zbyt mała dla dwóch ras.
Tę wiedzę wbijano do głowy każdemu od kołyski. Zainfekowani byli potworami, koniec, kropka. Szaleńcami, którzy niczym wściekłe zwierzęta rzucały się na każdego przedstawiciela rasy ludzkiej. Kolejne szczegóły bywały jeszcze bardziej makabryczne. Sama pamiętała przynajmniej dwa tuziny takich krwawych historii, opowiadanych w gronie przyjaciół. Tymczasem prawdziwe życie spłatało jej figla, bo chociaż znalazła się w rękach odmieńca, to nadal żyła. Więcej, kochała się z nim i to wcale nie wbrew własnej woli.
Alisa zasępiła się. Tylko co dalej? Wyraźnie dawało się zauważyć, że ukrywał jej obecność przed swoimi ziomkami. Nie znała jego imienia, nie wiedziała o nim absolutnie niczego, a co gorsza zamienili ze sobą zaledwie kilka słów. Przywołała w pamięci wczorajszy uśmiech. Dotknęła palcami ust. Nie, nie uwierzy, że mógłby ją skrzywdzić. Jednak co dalej? Uwolni ją? Uwięzi tutaj? To wszystko nie miało sensu.
Drgnęła, gdy na zewnątrz dało się słyszeć głośny rumor. Potem słychać było głosy, kilka serii z automatu i dzikie krzyki, pełne bólu i wściekłości. Skuliła się na łóżku, sięgając po kołdrę. Strach powrócił. Irracjonalnie zapragnęła, aby w drzwiach ukazał się nieznajomy, aby przytulił ją i chociaż gestem dał znać, że wszystko będzie dobrze. Takie zachowanie nie bardzo do niego pasowało, ale jak widać kobieca wyobraźnia nie ma granic. Szkoda że nie znała jego imienia. Dziwnie było myśleć o nim „on”.
Echo krzyków i strzelaniny ucichło. Alisa wstała, bo nagle poczuła się głodna. Pomyślała że do wieczora ma dużo czasu. Przeżuwając twarde mięso po raz kolejny rozejrzała się dookoła. Mogłaby tu posprzątać. Chociaż troszeczkę, tak żeby wyglądało lepiej, ale nie rzucało się to w oczy. Najpierw jednak prysznic.
Kilka godzin później zadowolona z siebie dziewczyna siedziała przy stole pijąc herbatę. Miała na sobie jeszcze lekko wilgotny kombinezon, ale już czysty i z zacerowanymi dziurami. Trzeba przyznać, że czuła się o niebo lepiej. Ciało płonęło w oczekiwaniu na to, czego mogła doświadczyć tego wieczoru. Jeśli scenariusz będzie taki sam, to on niedługo przyjdzie, wykąpie się, zje i… Zacisnęła uda, z głośnym westchnieniem przygryzając wargę. Była tak podniecona, że czuła wilgoć moczącą materiał ubrania, nabrzmiałe i sterczące sutki, żar na policzkach.
W końcu nie mogąc zapanować na własnym ciałem, drżąc pod wpływem emocji, wstała i zaczęła przechadzać się po mieszkaniu. Podeszła nawet do okna, chociaż wcześniej starała się tego nie robić ze względu na ryzyko zauważenia przez niepożądane osoby. Zapadał zmierzch. Już powinien był wrócić.
Zaczęła liczyć. Do stu, potem do tysiąca. W końcu znużona usiadła na łóżku, z całej siły tłumiąc szarpiący nią niepokój. Znów zaczęła liczyć. Gdy doszła do pięciu tysięcy, za oknem zapadł mrok. Pojawił się strach. A co jeśli coś mu się stało? Nie wróci, a ona zostanie tu sama, bezbronna, zagubiona… Rozejrzała się z przerażeniem. Na stoliku tuż pod oknem zauważyła prawie całkiem opróżnioną butelkę. Może to alkohol? Spróbowała, pociągając solidnego łyka. Kilka sekund później spazmatycznie łapała oddech, a z zaczerwienionych oczu leciały łzy. Napitek okazał się piekielnie ostry, prawie nie do przełknięcia. Cóż, przynajmniej była pewna, że to alkohol.
Każdy kolejny łyk był ostrożniejszy, bardziej wyważony. W końcu pusta butelka poturlała się po podłodze, a Alisa smacznie zasnęła na łóżku. W pokoju zapanowała ciemność i cisza, przerywana od czasu do czasu potężnym chrapnięciem.
Kiedy wszedł do środka, powitał go panujący mrok. Pomyślał, że dziewczyna uciekła, wykorzystując to, że jej nie skrępował.  Pstryknął włącznikiem i mieszkanie zalało łagodne światło. Gdy zobaczył jak smacznie śpi na łóżku, zastygł w bezruchu.
A więc nie uciekła. Spała. Przekrzywił głowę, zacisnął usta. Potem starając się czynić to bezszelestnie zaryglował drzwi, odłożył broń i udał się do łazienki. Kiedy wrócił całkiem nagi, jego członek sterczał już we wspaniałej erekcji, jednak najpierw postanowił zaspokoić ten bardziej prozaiczny głód. Jadł powoli, wciąż gapiąc się Alisę. W jego głowie pojawiły się dziwne myśli, jeszcze bardziej obce niż te wczoraj. Nie bał się ich, nie wstydził, chociaż coraz bardziej go irytowały. Na początku wszystko wydawało się takie proste. Niecodzienny łup, chęć wykorzystania okazji, a potem, kiedy już mu się znudzi, pozbycie się kobiety w dość oczywisty sposób. Nie liczył na współpracę, przekonany że to, czego zapragnie, będzie musiał wziąć siłą. Tymczasem ona go zaskoczyła. Splątała myśli, pokrzyżowała plany. Nie tak miało być…
Przeżuł ostatni kęs i wstał. Rozluźnił mięśnie, podchodząc do łóżka. Dziewczyna leżała na plecach, z rozrzuconymi ramionami. Usiadł obok, Ostrożnie rozpiął zamek kombinezonu, rozsunął na boki miękki materiał, musnął wierzchem dłoni sterczące sutki. Cichutko westchnęła, ale się nie obudziła. Pochylił głowę, wtulając twarz w płaski brzuch. Zaciągnął się zapachem nagiego ciała, przymykając oczy i pogrążając w narastającym pożądaniu. Za oknami dał się słyszeć hałas. Znów ktoś kogoś zabijał. Normalne. Seria z karabinu automatycznego wdarła się w ciszę, przecinając ją niczym ostrze sztyletu. Wtórował jej agonalny krzyk pełen wściekłości. Zamroczona Alisa otworzyła oczy, napotykając nieprzeniknione spojrzenie mężczyzny. Drgnęła przerażona, gdy hałas z zewnątrz nasilił się.
– Cicho – położył palec na drżących wargach. – Tutaj jesteś bezpieczna.
Jednak rozluźniła się dopiero pod wpływem dotyku jego dłoni. Zsunęły z jej ramiona ubranie, odrzucając je na bok. Błądziły, z niezwykłą precyzją docierając do najczulszych punktów. Uśmiechnęła się, na powrót zamykając oczy. Miał rację, przy nim czuła się bezpieczna. Przygryzła usta, gdy zwinne palce dotarły do podbrzusza. Bez skrępowania rozłożyła uda, zapraszając do środka, do rozgrzanego podnieceniem wnętrza. I krzyknęła cicho, gdy poczuła tam zwinny język, powoli i dokładnie badający każdy milimetr. Uderzyła w nią nieznana wcześniej fala rozkoszy. Wiła się, jęcząc coraz głośniej, ale mężczyzna nie przerwał. W żelaznym uchwycie uwięził jej biodra, pragnąc, aby tym razem sama dotarła na szczyt. Nieustępliwy język wwiercał się w ciasną dziurkę, dotykał nabrzmiałej łechtaczki, bawił się nią. A kiedy dziewczyna odchylając do tyłu głowę, naprężyła całe ciało, głośno krzycząc, zrozumiał, że osiągnął swój cel. Błyskawicznie przerwał, silnym ruchem odwracając ja na brzuch, rozchylił pośladki i wbił się brutalnie w mokrą, wstrząsaną spazmami rozkoszy cipkę. Poruszał się jak w amoku, uderzając o wypięte pośladki, zagłębiając się aż po sam koniec. Nie obchodziły go krzyki; zresztą zaskoczenie bardzo szybko zamieniło się w akceptację. Oparty na przedramionach, opływający potem, z wściekłością kąsając szyję i kark Alisy, dążył do spełnienia. Nie trwało to długo, bo zbyt mocno był podniecony. Wystarczyło zaledwie kilka minut, by pogrążyć się w ekstazie, tryskając gorącym strumieniem w jej wnętrzu.
Później, półprzytomny zsunął się na łóżko. Zamknął oczy, a ciszę przerywały jedynie ich świszczące oddechy. Poczuł jak zmęczona dziewczyna przytuliła się do jego boku. Nie zaprotestował i nie odepchnął jej. W zasadzie to po raz pierwszy w życiu miał potrzebę przedłużenia odczuwanej przyjemności, a wręcz zastąpienia jej czymś o wiele subtelniejszym. Dotykiem, pieszczotą, pocałunkiem. Uśmiechnął się lekko, gdy gorące usta dotknęły jego warg.
– Mam na imię Jago – powiedział, gdy na chwilę przerwała, unosząc głowę. Napotkał zdumione spojrzenie błękitnych oczu, a potem to on ją pocałował.
***
Kolejny poranek, taki sam jak ten poprzedni. Kolejny dzień, który spędziła bijąc się z myślami, próbując zapanować nad chaosem w swojej głowie. Nudziła się. Wariowała. Marzyła o tym, co będą mogli zrobić wieczorem. W swych marzeniach posuwała się coraz dalej, wymyślała coraz to bardziej wyuzdane scenariusze. Chwilami przerażała ją własna zachłanność. Innym razem miała wrażenie, że oszaleje, że nie da rady doczekać do jego powrotu. Wtedy z całej siły zaciskała uda. Później fundowała sobie lodowaty prysznic. Na samym końcu poddała się. Dwukrotnie zaspokoiła swoje potrzeby, a kiedy leżała na łóżku, dysząc głośno, nadal czuła niedosyt. Nadal pragnęła seksu.
Najgorsze było oczekiwanie. Snuła się po pokoju, zaglądała w zakamarki, aż w końcu ośmieliła się podejść do okna. Ostrożnie zerknęła przez brudne szyby. Od razu zorientowała się, że mieszkanie znajduje się na drugim piętrze. Na wprost miała zrujnowany budynek, z czarnymi plamami po ogniu rozlewającymi się po ścianach. Brakowało mu dachu, nie miał okien. Poniżej widać było szeroką, pustą ulicę, zawaloną rdzewiejącymi wrakami samochodów, porośniętą chwastami, pełną śmieci. Więcej nie zdążyła zobaczyć, bo gdy po prawej stornie zauważyła grupkę osób, cofnęła się w panice. Mimo wszystko była na terytorium wroga. W zasadzie to, że jeszcze żyła, było cudem.
Skuliła się na łóżku, czując nagłe ściskanie w żołądku. To wszystko było zbyt skomplikowane, zbyt nieprawdopodobne. Z jednej strony euforia przeplatająca się z nadzieją, z drugiej strach i niepewność. Przypomniała sobie swój świat, dom, rodzinę. Westchnęła. Pragnęła tam wrócić, lecz jednocześnie chciała też zostać. Najgorsze było to, że nie potrafiła pogodzić tych dwóch pragnień.
Czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu nadszedł kolejny wieczór. Zapadł zmrok. Najpierw czuła złość, że tak długo nie wracał. Później strach. Gdy zasnęła, był to niespokojny sen, bardziej podobny do czuwania. Krótki, nieregenerujący sił. Gdy się obudziła, Jago wciąż nie było. Rozczarowanie było wręcz namacalnym, fizycznym bólem. Usiadła na łóżku, oplatając kolana ramionami i zagapiła się na niebo widoczne za oknem. Księżyc wędrował po nim, godzina po godzinie, a ona siedziała tak, drżąc ze strachu i niepokoju. A kiedy nadszedł ranek, przerażona Alisa zrozumiała, że być może została sama.
Jago nie wrócił. A to oznaczało, że coś musiało mu się stać. Być może zginął, być może leżał gdzieś ranny, konając w agonii. Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się.
 


link do części IV - klik

21 komentarzy:

  1. Nie każ czekać na kolejną dawkę tego wciagajacego opowiadania tak długo jak na tą część... proszę proszę proszę ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezus Maria, cudne! Chociaż... Jago? To imię kojarzy mi się z nieokrzesanym dzikusem z dżungli, który nawet nie wie co to kobieta:-) Zaskoczyłaś mnie Babeczko oj tak... Ale opowiadanie po prostu nie z tej planety:-D Czy zakończenie mogłoby być szczęśliwe i lukrowane?
    Pozdrawiam
    S.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe!!! Życzę dużo wypoczynku Babeczko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne opowiadanie :) Babeczko, jestes wspaniała, że dajesz nam taką przyjemność czytania takich cudeniek :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojjj Babeczko... jedyne co przychodzi mi do głowy to:CHCĘ JESZCZE... i pliiisss!!! Nie każ nam długo czekać na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
  6. No powiem szczerze że bywało lepiej, jakieś bez polotu to opowiadanie takie bez celu, bez konkretów takie nijakie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... Sądziłam że to jasne, że chodzi o seks, a cała reszta to jedynie maleńki dodatek ;-)

      Usuń
    2. Anonimowy widocznie lubi erotykę a nie porno :)
      Swoją drogą to byłby pomysł na ankietę - ilu czytelników kręci w opowiadaniu opis seksu a ilu fabuła która do niego prowadzi?

      Ha! Czy można napisać interesujące czytelników opowiadanie erotyczne, w którym nie byłoby seksu sensu stricte?

      Ola

      Usuń
  7. Kiedy kolejna część? : )

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedno z najlepszych opowiadan!

    OdpowiedzUsuń
  10. A takie pytanie. Masz zamiar skonczyc ,,On''?
    Genialne opowiadanie trzymające w napięciu ale co dalej? Ciekawość mnie zżera a tu nic...

    OdpowiedzUsuń
  11. No wlasnie, i co dalej? :P

    OdpowiedzUsuń
  12. babeczko ja wiem ze masz dla nas mało czasu, ale co z naszymi niedzielnymi opowiadaniami? tesknie za nimi

    OdpowiedzUsuń
  13. Babeczko nie koncz prosze tego opowiadania szybko bo moim zdaniem ma szanse zostac najlepszym opowiadaniem na blogu :-) mam tez nadzieje ze ta para bedzie mogla zostac razem - choc nie wiem gdzie znajda takie miejsce i sposob skoro sytuacja na swiecie tak wyglada hmm ... No ale moze daloby rade? ;-) choc jago to chyba alkoholik ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja wole osobiscie tego typu mroczne opowiadania od dowcipnych w stylu wygranej i dzina - choc tamte tez porywaja :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba żyjesz skoro akceptujesz komentarze? :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarze łatwo akceptować nawet z komórki :-)
      A co do reszty... Od dwóch tygodni próbuję pozbyć się bólu głowy, który na początku brałam za migrenowy. Nic z tego, żadne tabletki nie pomagają, a do tego mdli mnie na potęgę. Zresztą przez ostatni rok niepokojąco wiele razy bolała mnie głowa. Czas udać się w podskokach do lekarza :)))

      Usuń
    2. Ojej miejmy nadzieję, że to nic poważnego! Życzymy zdrówka :)

      Usuń
    3. Zbadaj cholesterol. Miałam to samo.

      Usuń
  16. A czy tysiac odcieni bieli bedzie w niedlugim czasie kontynuowane?

    M.

    OdpowiedzUsuń