niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozmowa (III)

Całe szczęście, że mam spory kawał tego tekstu już napisany. Dopadło mnie to przeziębienie i za nic nie chce puścić :( No i jeszcze Mały zaczął chodzić. Coś czuję, że roczek przedrepta na dwóch nóżkach :))) Aha. Postaram się na poniedziałek lub wtorek przygotować Głupstwo.

link do części II -klik

           Rozmowa (III)
Mijały minuty. Filip udawał, że przysnął, Nadia najpierw patrzyła na zawieruchę za oknem, potem coraz częściej na niego. W jej sercu zagościł nieoczekiwany żal. Było w tym mężczyźnie coś, co ją pociągało, coś, czemu nie potrafiła się oprzeć. Nonszalancja w zachowaniu, niezwykła pewność siebie granicząca z egoizmem, lekkie podejście do tak poważnych spraw. Może nawet zbyt lekkie, pomyślała kwaśno.

Filip otworzył jedno oko, zerkając na nią z autentycznym rozbawieniem.

– To jak? Skorzystasz z propozycji?
– Nie.
– Mały uparciuszek z ciebie.
– Co tak łagodnie? Nie stać cię na więcej? Gdy ostatnim razem się widzieliśmy, nazwałeś mnie cycatą zdzirą.
– Podbiłaś mi oko – oświadczył beztrosko. – I przyznaj, już wtedy byłaś cycata.
– Zasłużyłeś. I tak, przyznaję, już wtedy byłam cycata – dodała zgryźliwym tonem. – Chociaż nie aż tak jak teraz.
– Niech zgadnę. Podwójne d?
– Nieco więcej – mruknęła dyplomatycznie.
– Ech… Rozpięłabyś górę kiecki, byłoby coś więcej widać. Dlaczego nosisz się jak zakonnica?
– A konkretnie co przez to rozumiesz? Że nie paraduję z gołym zadkiem i biustem na wierzchu?
– Daj spokój. Zapięłaś sukienkę do ostatniego guzika. I jest za długa. Nie musi być jak mini, wystarczyłoby, gdyby nie sięgała kolan.
– Mnie odpowiada. Jakbyś nie zauważył, pracuję w szkole, a to do czegoś zobowiązuje.
– Nie boli cię czasem głowa? – zainteresował się gwałtownie.
– Dlaczego pytasz? – zmarszczyła czoło, nieco zdezorientowana nagłą zmianą tematu.
– Bo ta aureola wygląda na nieco przyciasną.
– Zabawne – skrzywiła się. Wypiła już herbatę i prawie zjadła wszystkie herbatniki. Teraz najchętniej by się przespała. Tylko że płaszcz nadal był lekko wilgotny. Bez słowa wstała i zaczęła przeglądać szafki. Filip obserwował ją, pozornie znudzony, lecz dawało się zauważyć jego zaciekawienie. W końcu, gdy z rozmachem otworzyła jedne z drzwiczek, ukazał się za nimi niecodzienny widok.
– No, no! – powiedział z niekłamanym podziwem mężczyzna. – Ciekawe czyje to? Pani dyrektor potajemnie popija w wolnych chwilach?
Zdumiona Nadia wyjęła z szafki dwie butelki wina marki wino, potocznie nazywane jabolem. Obok stał wielki, litrowy słoik ogórków i leżała mocno zużyta talia kart. Oraz dwie prezerwatywy. Na szczęście one nie były zużyte.
– Jestem pod wrażeniem – nad jej głową rozległ się rozbawiony głos Filipa. – Zestaw jak znalazł na taką sytuację jak nasza. Jesteś pewna, że tego nie zaplanowałaś?
– Dajże spokój! – rozzłościła się nieoczekiwanie, usiłując zamknąć szafkę. Niestety, bez trudu jej w tym przeszkodził.
– Co prawda po tej trzydziestoletniej whisky, tanie wino owocowe z dużą zawartością siarczanów to wręcz profanacja, ale ja nie pogardzę – sięgnął po pierwszą z brzegu butelkę. – Ciekawy zestaw. Po co komu ogórki do słodkiego wina?
– Niedawno jakaś ekipa naprawiała tu instalację – niechętnie powiedziała Nadia. – Pewnie to zostawili.
– Ekipa? Czyżby? Jedli kiszone ogórki, pili jabola, grali w karty i dymali na zapleczu chętne nauczycielki? – pokpiwał Filip. – Co to była za ekipa? Daj namiary, może się zatrudnię.
Nie odpowiedziała, sięgając po drugą butelkę. Z determinacją pomyślała, że może uda jej się porządnie upić i zasnąć kamiennym snem. Nie będzie musiała się martwić o niewygody, o głupie gadki Filipa, o swoje własne uczucia i myśli. Bez zastanowienia otworzyła butelkę i nie używając kubka, upiła potężnego łyka.
– To już i tak jest prawdziwy koszmar, gorzej nie będzie – wyjaśniła zdziwionemu mężczyźnie. – Ależ to ohydne!
– Przegryź ogórkiem – doradził. – Gumki też możemy wykorzystać.
– Nałóż je sobie na ogórka i wsadź, wiesz gdzie. Będziesz miał tę swoją wymarzoną gorącą noc.
– Nie ma sprawy. Też chcesz jednego?
– Wolę większe – wyrwało jej się mimo woli. Faktycznie, ogórki w słoiku rozmiarem nie grzeszyły. – Przez ciebie znowu temat naszej rozmowy toczy się wokół jednego. Czy tobie nawet niewinne warzywo musi kojarzyć się z seksem? – wybuchła z pretensją, podchodząc do okna i odwracając się tyłem do Filipa. Butelkę wina odłożyła na parapet i objęła się ramionami.
– Bardzo przepraszam, ale pomysł z ogórkiem i prezerwatywą był twój. Niegrzeczne myśli chodzą po tej ślicznej główce – ostatnie słowa prawie wyszeptał jej do ucha. – Ja mam dużo większego. Jeśli chcesz, możesz sprawdzić.
– Dziękuję, nie skorzystam – mruknęła zmieszana. Tak, stanowczo, musi się upić, spić do nieprzytomności. Padnie i zaśnie pięknym, pijackim snem. Nie znajdzie się więcej w takiej sytuacji jak ta, gdy czuć ogień na policzkach, żar męskiego ciała za plecami, a w dole brzucha narasta słodkie, obezwładniające uczucie, powoli ogarniając całe ciało i przywołując zakazane myśli. Przygryzła dolną wargę i sięgnęła po butelkę. Nie dała jednak rady wypić więcej niż kilka łyków. Zakrztusiła się, opierając dłońmi o parapet. Filip po przyjacielsku poklepał ją po plecach.
– Nie spiesz się tak. Przez te kilka godzin zdążysz wszystko wypić.
– Od… – zakasłała. – Odczep się!
Silna męska dłoń delikatnie masowała górną część pleców, palce muskały napięte mięśnie karku, a oddech o nucie alkoholu drażnił policzek. Była pewna, że on tak łatwo się nie podda, nie tym razem.
– Daj spokój – wymruczał. – Gdybyś nie miała ochoty już dawno rozmasowywałbym szczękę, albo jęczał w kącie, trzymając się za obolałe krocze. Przyznaj, kusi cię, prawda?
– Jesteś strasznie namolny – odwróciła się, ale to wcale nie polepszyło sytuacji. Patrzyła teraz prosto w pociemniałe z pożądania oczy, wbrew sobie usiłując przywołać wspomnienie smaku tamtego pocałunku. Pierwszego pocałunku. Chyba było nieszczególne, bo pamiętała jedynie złość. Za to teraz… Z rozpaczą pomyślała, że Filip to dupek. Wyobraziła sobie jego pełną satysfakcji minę, jeśli zdobędzie to, czego pragnie. Na nic. Kolana miała jak z waty, serce oszalało, bijąc w zawrotnym tempie, a usta zaschły.  Mimowolnie oblizała wargi, jednocześnie kurczowo zaciskając uda.
– Umiesz grać w karty? – spytała schrypniętym głosem.
– Ja? – Teraz Filip oparł dłonie na parapecie, zakleszczając ją w prowizorycznej pułapce zbudowanej ze swego ciała i zimnego kamienia. Lekko pochylił się, z trudem nad sobą panując. – Gram. Bo co?
– Może zagramy? W cokolwiek.
– Chcesz grać? – roześmiał się. Do głowy przyszedł mu całkiem zwariowany pomysł. – A umiesz?
– Pewnie że tak – prychnęła, wyzwalając się spod jego hipnotyzującego wzroku. – Od piątego roku życia. A ty?
– Okazyjnie. W takim razie mam propozycję. Zagramy w rozbieranego remika.
– Co?!
– Sama pomyśl. Zrobię wszystko, abyś za godzinę siedziała na tym krześle naga. Będziesz więc miała godnego przeciwnika. A jeśli nie, to ja trochę zmarznę – dodał rozbawiony, patrząc, jak zmienia się wyraz jej twarzy.
– No nie wiem – zawahała się. – A jeśli wykażesz się starannie ukrywanym talentem?
– Tchórzysz – odparł lekceważąco, a Nadia zaczerwieniła się z oburzenia.
– Wcale nie! Siadaj – rozkazała, sama zajmując miejsce przy stole. – Tylko żeby nie było narzekań, że zimno, że prosisz o litość czy cokolwiek w tym stylu. Zrozumiałeś?
– Nie będzie.
Gdyby nie alkohol, nigdy by się na to nie zgodziła. Ale głowę miała dziwnie lekką, a poza tym straszną ochotę pokazać temu zarozumialcowi, że tak łatwo mu nie pójdzie. Choćby faktycznie okazał się mistrzem karcianym.
Pół godziny później jedna z butelek po winie owocowym turlała się po podłodze, a druga była w połowie pusta. Po ogórkach pozostało jedynie wspomnienie. Filip siedział w samych bokserkach i koszuli, oraz w jednej skarpetce, Nadia nadal w sukience i bieliźnie, choć już bez butów i pończoch, za to triumfująca. Oskubię go do ostatniej sztuki odzieży, pomyślała zadowolona.
– Znów przegrałeś – oświadczyła z satysfakcją. Policzki jej płonęły, oczy błyszczały podnieceniem. – Skarpetka?
– Nie, koszula – odparł, z niejakim trudem pozbywając się wspomnianej części garderoby. Kiedy rzucił ją za siebie, napotkał pełne z trudem tłumionego zachwytu spojrzenie.
– To prawdziwe? – spytała Nadia, mimowolnie wyciągając dłoń i dotykając nagiego torsu. Szerokie ramiona, umięśniony brzuch, wyraźnie zarysowana drabinka, czekoladowy odcień skóry bez jednego włoska. Dotychczas takie rzeczy widywała jedynie na ekranie telewizora lub w damskich czasopismach. Na żywo – nigdy. No, może niezupełnie, ale tamci mieli zbyt wiele tych mięśni, zbyt toporne szyje i całą masę tatuaży. Nie cierpiała tatuaży. A Filip był wysoki, raczej smukły, doskonale zbudowany. Niczym starożytny atleta. Dlatego nie potrafiła zapanować nad pokusą.
– Prawdziwe – roześmiał się. – Myślałaś, że sztuczne? Nie obrażaj mnie, bo ja spytam o cycki.
– Mógłbyś ładniej wyrażać się o moim biuście – mruknęła obrażona, cofając rękę. Lecz zdążyła musnąć palcami gładką skórę, pod którą wyraźnie rysowały się doskonale wyrzeźbione mięśnie. – Nie jesteś z nimi na ty.
– Może będę?
Prychnęła, ponownie poirytowana. Chociaż ta irytacja była taka niewyraźna, taka mało zdecydowana. Nadia z melancholią pomyślała, że za dużo wypiła. I pewnie dlatego siedzi teraz półnaga, przy stole z najbardziej znienawidzonym facetem w życiu, gapiąc się na niego bezwstydnie. A może to wcale nie alkohol? Może żywiła do niego jakąś słabość, trudne do zdefiniowania uczucie zauroczenia, przeplatające się z wymuszoną niechęcią? Zachwyt, rozczarowanie, na samym końcu nienawiść. Może to ostatnie sobie wmówiła, może tak naprawdę cały czas była w nim zakochana? Tak jak dziesięć lat temu, gdy skoczyłaby w ogień za jego jedno, pełne podziwu spojrzenie. Wtedy afiszował się swą obojętnością, znudzeniem. Teraz wyraźnie widziała w jego wzroku uznanie i pożądanie. Nawet uzmysłowienie sobie, że te rzeczy znikną, gdy tylko uda mu się „zaliczyć”, nic nie pomogło. Piersi stały się dziwnie czułe, sutki stwardniały bynajmniej nie pod wpływem zimna. Pomiędzy udami czuła żar, który rozlewając się na całe ciało, obezwładniał, sprawiając że ciężko było jej myśleć realnie. Oddech stał się płytszy, szybszy, a dłonie drżały, co dawało się zauważyć przy każdym rozdaniu. No i była rozkojarzona.
– Zagapiłaś się - oświadczył z satysfakcją Filip, wykładając karty na stół. – Ściągaj sukienkę, tylko żwawo!
– Ha, ha! – roześmiała mu się prosto w twarz. Potem powolnym i zmysłowym ruchem, rozpuściła włosy, sięgając ręką po klamrę spinającą je z tyłu głowy.
– To oszustwo!
– Wcale nie. Była mowa, że zdejmujemy po jednej rzeczy? Była. Ty się ciesz, że nie noszę biżuterii.
Łypnął na nią podejrzliwie, jakby nie dowierzał tym słowom. Poza tym zaskoczony stwierdził, że śliczna była z tym rumieńcem na policzkach, odrobiną złości widoczną w zielonych oczach, z rozchylonymi wargami i z długimi włosami, opadającymi w malowniczym nieładzie na ramiona oraz plecy. Śliczna i bardzo pociągająca. Aż za bardzo, pomyślał kwaśno, bo pewna część jego ciała, od razu zaczęła żyć swoim własnym życiem.
– Dlaczego?
– Dlaczego co?
– Dlaczego nie nosisz biżuterii?
– Na co dzień nie lubię. Na szczególne okazje mam kilka drobiazgów.
– Pierścionek zaręczynowy? – Sam dziwił się pytaniu, które zadał. Nadia poczerwieniała, a w zielonych oczach ukazał się gniew. Widać poruszył niebezpieczny temat.
– Nie. Ten akurat zwróciłam.
– O! – Oparł łokcie o blat biurka, patrząc na nią zaciekawiony. – Mogę spytać o powód?
– W zasadzie nie. Albo tak, już mi wszystko jedno.
– Więc?
– Więc był takim samym bydlakiem jak ty! Pozbawionym sumienia draniem, który po każdym numerku nacina wezgłowie swego łóżka! – wybuchła, energicznie tasując.
– Mam łóżko bez zagłówka – Filip z trudem opanował śmiech. – Ale kiedyś notowałem to sobie w kalendarzyku…
Uczciwie musiał przyznać, że zasłużył na cios butem, który otrzymał.
– Ja ci się tu serio zwierzam, a ty kpisz – powiedziała z rozgoryczeniem. – Chyba faktycznie jestem pijana, skoro oczekuję po kimś takim jak ty, współczucia czy zrozumienia.
– Jesteś. I nie przesadzaj, skoro cię zdradził, to oznacza jedynie, że nie było wam po drodze. A ty dorabiasz do tego dziwaczną ideologię.
– Tak? Oprócz mnie miał jeszcze pięć „narzeczonych” – odparła z sarkazmem.
– I pewnie był niezły w łóżku?
– Był świe… – urwała gwałtownie. – Po co ja w ogóle rozmawiam z tobą o takich rzeczach?
– Postawmy sprawę jasno. Ja nie mam ani jednej narzeczonej. Nie mam nawet stałej partnerki czy dziewczyny do seksu. Wyrażam się zwięźle i krótko, a w łóżku też jestem świetny.
Przed oczyma stanęła jej scena sprzed dziesięciu lat. Jęcząca dziewczyna i znudzony Filip. Mechaniczny, poniżający seks. Szybki, bez gry wstępnej, bez zakończenia, które powinno być prawdziwym trzęsieniem ziemi.
– O, tak! Widziałam już kiedyś tę twoją świetność – powiedziała z ironią, rozdając karty. – Od tamtego czasu szukam podobnego ideału.
– No proszę. Jak sobie popijesz, to można z tobą nawet porozmawiać. Ba! Stać cię na okazanie poczucia humoru. A jeśli chodzi o seks, to możesz się jedynie przekonać empirycznie.
Wzruszyła ramionami, próbując skupić się na grze. Widok nagiego mężczyzny, skutecznie to utrudniał. Pewnie dlatego znów przegrała.
– Sukienka – oświadczył zadowolony z siebie Filip. – Nareszcie!
– Figa z makiem!
Nadia nieco się podniosła, po czym triumfalnie pomachała mu przed oczyma majtkami. Trzeba przyznać, że widok jego miny, dostarczył sporej satysfakcji.
– Dlaczego nie sukienka?
– Bo nie. A teraz pozbawię cię drugiej skarpetki.
Walka była zażarta, ale i tym razem nie dopisało jej szczęście. Z słabo maskowaną wściekłością zdjęła biustonosz, rzucając go za siebie i starając się nie patrzeć na Filipa. W zasadzie jeśli przegra następną rundę, to ona będzie tu siedzieć nago. Niedoczekanie! Tym bardziej, że już teraz czuła chłód ciągnący po gołych stopach.
– Co się tak gapisz? – spytała niechętnym tonem, podczas kolejnej partii.
– Bez stanika też się prezentują okazale. Bardzo – przygryzł wargę, uśmiechając się – bardzo okazale. Aż chciałoby się w nich zanurzyć twarz.
Zerknęła w dół. Cholera! Sukienka była uszyta z cienkiego materiału, który teraz wspaniale eksponował sterczące, stwardniałe sutki. To dlatego ten palant miał taki lubieżny wyraz twarzy. Zasłoniła się ramieniem, ale skoro miała dalej grać…
– Niech cię diabli! – zażyczyła Filipowi, jednym ruchem zdobywając przewagę i zwyciężając. – Zdejmuj skarpetkę – rozkazała z doskonale wyczuwalną satysfakcją.
– Skarpetkę? – Niespodziewanie wstał i energicznym ruchem pozbył się bokserek. – Skarpetkę zostawię na później – dodał, z zadowoleniem patrząc na osłupiały wyraz twarzy kobiety.
Nadia nic nie powiedziała, tylko nagle odwróciła głowę. Teraz z uporem wpatrywała się w pustą ścianę, ale przed oczyma wciąż miała ten wspaniały widok. Na wpół stwardniały członek, ogromny, gruby, poprzecinany wyraźnie rysującymi się pod cienką skórą żyłkami. Jak on śmiał?! Przecież mógł zdjąć tę cholerną skarpetkę!
 

13 komentarzy:

  1. Hahaha no jak on śmiał??? Fajne opowiadanie Babeczko:)💗

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tu teraz wytrzymać do kolejnej niedzieli...?

    e.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie, tylko nie w takim momencie ;) I jak tu wytrzymać do niedzieli... Życzę szybkiego powrotu do zdrowia! Na wszystkiego rodzaju przeziebienia polecam lewoskrętną witaminę C i książkę "Ukryte Terapie" Jerzego Zięby (dostępną na chomikuj, ale ciii ). Z doświadczenia powiem, że działa. Ja co roku od lat choruje na zapalenie, płuc lub oskrzeli, ewentualnie anginę ropną. Odkąd to stosuje przeżyłam zimę i wiosnę nawet bez kataru, także gorąco polecam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu ciekawie... ale krótko :( ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Czułam że w takim momencie to się skończy ;o
    Proszę, tylko nie każ nam czekać do niedzieli ;v

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, wiem, ale kolejna część w przyszłą niedzielę. Dlatego to się nazywa "niedzielne opowiadanie" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Daj Głupstwo dzisiaj...tak ładnie proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Doczekamy się dziś głupstwa?

    OdpowiedzUsuń
  9. :( tak bardzo liczyłam na głupstwo:(

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy będzie Głupstwo? :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Funkcjonujesz według tego samego kalendarza co reszta społeczeństwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nie. Wczoraj na przykład byłam święcie przekonana, że jest dopiero poniedziałek ;-)

      Usuń