środa, 4 listopada 2015

Głupstwo II (kontynuacja)

U mojej córki w szkole zdiagnozowano u jednego z dzieci krztusiec. Rodzice twierdzą, że chłopiec był szczepiony. Tyle tylko, że dzień po tym, jak lekarz stwierdził u niego krztusiec, wysłali go do szkoły... Bez komentarza. Córcia była szczepiona, z odpornością u niej nie najgorzej, ale mam w domu czteromiesięczne niemowlę. U tak małych dzieci czasami jedynym objawem jest bezdech. Ja pierdolę, czy to kurestwo będzie mnie prześladowało przez całe życie? Dobrze, przepraszam, wierzcie mi nie jestem typem panikary, ale ta wiadomość mocno mnie zmartwiła. W związku z tym dwa pytania do Was, drodzy czytelnicy i czytelniczki. Pierwsze - czy ktoś z Was spotkał się z przypadkiem krztuśca u tak małego dziecka? Drugie - wiem że już kiedyś o to pytałam, ale proszę o radę odnośnie takiego fajnego urządzenia monitorującego oddech, a przyczepianego do pieluchy.
A na poprawę humoru, Głupstwa część druga.
Buziaki

PS. Tak na marginesie - to nie jest wersja alternatywna. To po prostu kontynuacja, która owszem, mogłaby pozostać w sferze domysłów, ale w tym przypadku będzie jednak przeze mnie opisana. Jakby ktoś nie chciał, to niech nie czyta. Wkrótce dam Onego, to zasyci się czymś innym :-D

link do części poprzedniej - klik

          Głupstwo II (kontynuacja)
Wszystkie przyzwoite kiecki były na mnie za małe. Za ciasne w pasie, w biuście i w biodrach. O dobre dwa rozmiary. Smętnie gapiłam się na ciuchy rozrzucone po pokoju, zastanawiając się, w co u diabła mam się ubrać? Za godzinę przyjdzie Konrad, a mnie brakowało jakiegokolwiek pomysłu. Od Dorki nic nie pożyczę, bo też się nie zmieszczę. A może od mamy?
Do czego to doszło, myślałam z niesmakiem, grzebiąc w maminej szafie. W końcu jednak coś znalazłam. Małą czarną, prostą, o ołówkowej spódnicy za kolano, bez dekoltu i bez rękawów. W tali przeciętą czerwonym paskiem. Rozmiar buta mi się nie zmienił, więc od razu doszłam do wniosku, że wspaniale będzie pasować z czerwonymi szpilkami, które kiedyś kupiłam. Dla Karola… Czym prędzej przegoniłam przykre myśli, po czym okazało się, że sukienka zapina się na styk. Musze schudnąć, stwierdziłam poirytowana, przeglądając się w lustrze. Z przodu nieźle. Z tyłu bomba. Z boku… Rany! Ależ mam brzuch! Nabrałam powietrza, wciągając go. No, trochę lepiej. Ale przecież nie będę tak cały czas na wdechu!
Z determinacją wygrzebałam z szuflady ogromne, elastyczne majtasy w cielistym kolorze. Dostałam je od przyjaciółki, tuż po porodzie, jako remedium na niesforną fałdkę. Dziś się przydadzą.
Kwadrans później byłam gotowa. Wyglądałam idealnie, ale czułam się okropnie. Te cholerne gacie uniemożliwiały normalne oddychanie. Były niczym pancerz, niczym tytanowa zbroja. Co z tego, że zniwelowały brzuch, skoro czułam się w nich wyjątkowo niekomfortowo. Na wszelki wypadek włożyłam do torebki zwykłe, bawełniane. W razie czego szybciutko przebiorę się w damskiej toalecie.
– Bosko, bosko – skomentowała mój wygląd Dorka. – Wracasz do formy.
– Bynajmniej. Butelka z mlekiem jest w lodówce. Telefon będę miała pod ręką.
– Nie przesadzaj. Poradzimy sobie doskonale. Marysia do północy twardo śpi, więc masz sporo czasu.
– Wrócę po dwóch godzinach – mruknęłam.
– Poszalej sobie. Czy to nie sukienka mamy? – spytała nagle podejrzliwe.
– Tak. Podaj mi sweter. Nieźle wyglądam, ale dziwnie się czuję.
– Dobrej zabawy. I wspomnij mu, że teraz ja przejęłam władzę nad kijem bejsbolowym – zakpiła.
– Nie omieszkam.
Ucałowałam jeszcze główkę Maleńkiej, wzięłam torebeczkę i pomaszerowałam w kierunku furtki. Minęła dwudziesta, więc miałam nadzieję, że Konrad już tam czeka. Zresztą, spróbowałby nie czekać! Z daleka zauważyłam męską sylwetkę, co mnie nieco uspokoiło. Umówiłam się w głupi sposób i wcale nie chciałam zostać wystawiona. Ciekawe gdzie mnie zabierze? Ba! Ciekawsze było, dlaczego tak nagle mnie zaprosił? Przecież nie z powodu oszałamiającego wyglądu i seksapilu, pomyślałam poirytowana.
A kiedy doszłam do furtki, zdębiałam.
– Co to ma być? – spytałam słabym głosem, wskazując na ogromny motocykl.
– Nasz środek transportu – odparł usłużnie, zachęcająco klepiąc czarne, skórzane siedzenie.
– Chyba żartujesz?!
– Nie. Jakże bym śmiał.
– Może jeszcze każesz mi ubrać na głowę kask? Nic z tego.
– Jak chcesz – powiedział z błyskiem w oku. – Pięknie wyglądasz.
– Ty też – mruknęłam nieuważnie, zastanawiając się, jak bardzo będę musiała podwinąć spódnicę, aby dosiąść to cudo. Wąska była niemiłosiernie, więc wyszło, że sporo.
– Wyglądam pięknie? – zakpił.
Ocknęłam się z zadumy. Wyglądał nieźle. Klasyczne dżinsy, biała polówka, podkreślająca opaleniznę, czarna, skórzana kurtka.
– Zamyśliłam się.
– Wsiadasz? – wskazał ruchem głowy na motocykl. – Daleko nie pojedziemy, wytrzymasz nawet tak ubrana.
– Wsiadam. – Podwinęłam spódnicę, nie zwracając na błysk podziwu w szarych oczach, po czym zajęłam miejsce za jego plecami. Czułam się okropnie. Pancerna bielizna uwierała mnie każdym centymetrem materiału, a na dodatek wyeksponowałam całe nogi. Bałam się przy tym, że pójdzie mi oczko w pończochach, a zapasowych przecież nie miałam. Szpilki również nie nadawały się na ten środek transportu. No i ten ogłuszający hałas… Wtuliłam się w plecy Konrada, a potem gwałtownie wyprostowałam. Nie dlatego, że nie odpowiadała mi scena rodem z romantycznego filmu, i nie dlatego, że postanowiłam być nagle oziębła i oschła. Wręcz przeciwnie, cudownie pachniał, a na dodatek był naprawdę szeroki w ramionach i doskonale zbudowany. Przyjemne uczucie, niepozbawione dreszczyku emocji, obejmować takiego faceta, ale miałam na twarzy starannie wykonany makijaż, a on przed wyjazdem zdjął kurtkę, zarzucając ją na moje ramiona i pozostał w jasnej koszulce. Cholera! Czy ten dziwaczny cień to ślad mojego podkładu? W razie czego będę siedzieć cicho, nie przyznając się do tego. Przecież nie zauważy, co ma na plecach.
Na szczęście droga nie była długa. Zaledwie kilometr, może troszkę więcej. Włoska knajpka przy głównej ulicy, w której jeszcze nigdy nie miałam okazji gościć. Poprawiłam sukienkę, fryzurę i z godnością oznajmiłam, że muszę skorzystać z toalety. Po czym z ulgą pozbyłam się tej pożal boże, modelującej bielizny, którą siłą upchnęłam w malutkiej torebeczce. Trochę zaniepokoiło mnie jej słabe zamknięcie, ale machnęłam na to ręką i wróciłam na salę.
Konrad po dżentelmeńsku odsunął krzesło, nalał wody, bo za wino podziękowałam, a potem zamilkł, wpatrując się w kartę dań.
– Taki kawałek mogliśmy pójść pieszo – odezwałam się zrzędliwym tonem. Wymusił tę kolację, nie będzie więc przyjemnie, o nie! Moją irytację wzmógł fakt, że naprawdę miał ślady moich kosmetyków na plecach. Gwoli ścisłości pudru i szminki. Nie mógł cholera przyjechać jakimś normalnym środkiem transportu?
– Mogliśmy – zerknął na mnie z uśmiechem błąkającym się na ustach. – Ale widok twoich gołych nóg był bezcenny. Za nic bym z niego nie zrezygnował.
– Dlaczego się ze mną umówiłeś? – spytałam prosto z mostu.
Uniósł nieznacznie brwi.
– To wydaje się oczywiste.
– Dobrze. Wytłumacz mi zatem tę oczywistość.
– Jesteś piękna, seksowna, aktualnie samotna. Jako mężczyzna nie muszę chyba dodawać nic więcej?
– W tym starym dresie, w dziurawych kapciach i z chaosem na głowie jawiłam ci się jako seksowna kobieta? W dodatku po tym, jak przyłożyłam ci miotłą? Zaczynam się bać.
– W takim razie – mrugnął pojednawczo – powiedzmy że wydałaś mi się intrygująca. Nie na co dzień jestem ofiarą napaści, a na dodatek napastnik używa takiej broni.
– Akurat to miałam pod ręką – przyznałam uczciwie. – Kij bejsbolowy przejęła moja siostra. Miałam ci o tym wspomnieć, gdybyś miał w planach uwiedzenie mnie i porzucenie.
– Mam.
Wkurzająca była ta jego dziwaczna wesołość. Zachowywał się trochę tak, jakby miał do czynienia z małą, rozkapryszoną dziewczynką. Zerknęłam na niego spod opuszczonych rzęs i nagle zrozumiałam, że wcale nie chcę być tak traktowana. Westchnęłam i odgarnęłam opadające mi na twarz włosy do tyłu. Karol też nie traktował mnie poważnie. Dla niego byłam z kolei okazją do zabicia czasu, gdy jego prawdziwa miłość akurat nie potrzebowała pomocy. Wspaniale!
– Uwiedzenie czy porzucenie? – spytałam markotnie.
– Przecież żartowałem – przykrył moją dłoń swoją i bardzo delikatnie przesunął po niej opuszkiem serdecznego palca. – Na razie to tylko kolacja, choć wspominając widok twoich nóg, miałbym ochotę na znacznie więcej.
Czyli na seks. Cudnie! Dlaczego każdy facet myśli tylko o jednym? Z drugiej jednak strony, ta kolacja była niczym pierwsza randka. A mnie odbija. Całkiem niezły mężczyzna patrzy na mnie z podziwem, prawiąc mi komplementy, a ja w tym widzę kolejną próbę zaciągnięcia mnie do łóżka. Stanowczo, powinnam nad tym popracować. Może nie tylko o łóżko mu chodzi?
– Przepraszam, dawno nigdzie nie byłam. – Bo przecież z Karolem spotykaliśmy się tylko w domu. Wykrzywiłam usta z goryczą na to wspomnienie.
– W takim razie muszę się postarać, żebyś to nadrobiła.
– Chcesz oswoić bestię? – uśmiechnęłam się mimowolnie.
– Akurat nie takiego porównania bym użył. Wybrałaś coś? – Tak raptownie zmienił temat, że z początku nie zrozumiałam, o co mu chodzi.
– Owszem. Wiem że powinnam zamówić porcję dla wróbelka, ale poza obiadem niczego nie jadłam i jestem wściekle głodna – przyznałam uczciwie. – I uwielbiam włoską kuchnię.
– To zaczniemy od przystawki, a zakończymy na deserze.
Skinęłam potakująco głową.
– Często tu bywasz? – spytałam z ciekawością.
– Powiedzmy.
– To może zaskoczysz mnie i sam coś dla nas wybierzesz?
– Ja? – Jego brwi powędrowały w górę. – Dlaczego by nie. Zaufasz mi?
– Tak. Byle tylko nie trzeba było długo czekać. – Nie byłam łakoma, po prostu zaburczało mi w brzuchu. Nieprzyjemne uczucie, zwłaszcza gdy dookoła wszyscy coś jedzą.
Konrad skinął głową, w zamyśleniu wertując menu. Po raz pierwszy mogłam się mu przyjrzeć, odnotowując wszystkie, nawet najdrobniejsze szczegóły. Podobał mi się jego dołeczek w podbródku, stanowczy zarys ust, zmarszczki w kącikach oczu. Zaciekawił drapieżny tatuaż na przedramieniu, przedstawiający, a jakżeby inaczej, wypasiony motocykl i panienkę z nogami do nieba, dumnie prężącą biust. Hormony we mnie nie szalały, nie miałam najmniejszej ochoty na seks, a jednak zastanowiłam się, jak to by było gdyby…
– O czym rozmyślasz? Dam głowę, że o czymś niegrzecznym.
– Za wcześnie na takie rzeczy – mruknęłam usiłując ukryć skrępowanie. – To portret twojej eks? – wskazałam na wytatuowaną panienkę.
– To – zerknął na ramię – według mnie ideał kobiety.
– Taki stary, a taki wybredny.
– Bez przesady – znów się uśmiechnął. - I nie zmieniaj tematu. Zresztą, do twarzy ci z tym rumieńcem zakłopotania.
– To nie rumieniec, to róż na policzkach.
– Założę się, że częściowo mam go na plecach? – spytał z udawaną rezygnacją.
– Róż nie, tylko puder i… – umilkłam spłoszona. Lecz on tylko się roześmiał. Na szczęście dla mnie właśnie pojawiła się kelnerka i postawiła przed nami coś, co wyglądało bardzo apetycznie. Zajadałam z apetytem, zerkając na Konrada, a że nie było tego dużo, szybko skończyliśmy. Kiedy przyniesiono danie główne, zaspokoiłam już pierwszy głód i mogłam dalej, z właściwym sobie wdziękiem, prowadzić konwersację.
– Gdzie teraz będziesz jeździł tymi swoimi maszynami?
– To proste. W drugą stronę. Chyba że kolejna śliczna sąsiadeczka zaatakuje mnie miotłą. Czy ten facet, którego walnęłaś kijem bejsbolowym…
– Nie rozmawiajmy o tym – przerwałam mu ostrym tonem.
– Rozumiem. – Oczy Konrada pociemniały. – Ale wierz mi, nie pasowałaś do niego.
– Wyrocznia się znalazła. Znałeś go chociaż?
– Poznałem pól roku temu. Wystawił dom na sprzedaż, a moi znajomi byli zainteresowani jego kupnem. Rasowy podrywacz, zarozumiały, nadęty w samouwielbieniu egoista.
Aż otworzyłam usta ze zdumienia.
– Jak śmiesz!…
– Próbował poderwać żonę mojego przyjaciela, nawet nie krępując się jego obecnością. Szczerze mówiąc, miałem wielką ochotę mu wtedy przyłożyć. A domu, choć bardzo im się podobał, nie kupili.
Próbował poderwać? To było jak sól na moje świeżo co zabliźnione rany. Jednak w duchu dziękowałam, że nie spotkaliśmy się podczas tej wizyty, o której nawet nie wiedziałam.
– Masz rację – odparłam markotnie. – Ale proszę, nie rozmawiajmy już o nim, dobrze?
Zabsorbowana rozmową, która przybrała zupełnie nieoczekiwany obrót, sięgnęłam po torebeczkę. Chciałam wyjąc z niej telefon, żeby sprawdzić czy na pewno nikt nie dzwonił, ale zapomniałam że upchnęłam w niej te pancerne gacie. Na dodatek łokciem niechcący zawadziłam o odłożony widelec, który z brzękiem spadł na podłogę. Usiłując wykonać dwie czynności naraz, machnęłam trzymaną w prawej ręce torebką, puścił słaby zatrzask i w powietrze wyleciała cielistego koloru płachta, a potem wdzięcznie wylądowała na tacy kelnera, który przechodził obok naszego stolika. Zamarłam, bo cholerne gacie idealnie wyeksponowały wszelkie swoje walory. Osłupiały chłopak upuścił tacę, rozległ się hałas tłuczonych naczyń. Spojrzałam w dół. Na samym wierzchu tego, co upuścił, z brązową plamą umiejscowioną dokładnie w kroku, leżały moje majtasy. Co miałam zrobić? Sięgnęłam po nie, elegancko złożyłam w kosteczkę i na powrót upchnęłam do torebki. Powiedziałam przepraszam do ogłupiałego kelnera i dopiero wtedy odważyłam się zerknąć na Konrada. Czerwony na gębie, z trudem powstrzymywał śmiech.
– Ani słowa! Bo sobie pójdę! – zagroziłam na wszelki wypadek. Biedak, o mało co nie eksplodował.
– Ja… Na chwilę przepraszam – i umknął w kierunku wyjścia. Wcale mu się nie dziwiłam. Wzruszyłam ramionami, kontynuując konsumpcję i udając, że nie zauważam mało dyskretnych spojrzeń pozostałych gości. Do diabła! Miałam przeczucie, że ten cholerny zatrzask puści.
Konrad wrócił po kilku minutach, z oczyma jak królik, wciąż rozweselony.
– Co robiłeś? – spytałam podejrzliwie.
– Popłakałem się ze śmiechu – przyznał uczciwie. – Gabrysiu, jesteś niesamowita! A tak w ogóle po co ci tak szykowna bielizna w torebce?
– To są takie majtki poporodowe – oznajmiłam obojętnym tonem. – Dostałam od przyjaciółki.
– Jako rodzaj antykoncepcji? Mężczyzna zaczyna pieścić kobietę, przesuwa dłońmi po udach, dociera wyżej i umiera ze śmiechu?
– Zaraz tam umiera. Ty przeżyłeś.
– Widok tak. Nie wiadomo co by było w przypadku bliższego spotkania z tym bieliźniarskim cudem. Wiesz co Gabrysiu? Z tobą nie można się nudzić. Jesteś cudowna!
Nie tyle słowa, co ton jakim zostały wypowiedziane, sprawiły że poczułam się naprawdę wyjątkowa. Były niczym plaster na moją zbolałą i kolczastą duszę. Tym bardziej, że we wzroku Konrada, w tych rozbawionych szaro-niebieskich oczach widziałam nie tylko podziw. Więc kiedy odwiózł mnie do domu i całując w policzek spytał, czy mam ochotę na kolejne spotkanie, wbrew wcześniejszym obietnicom, powiedziałam tak. Więcej nie zdążyłam, bo z domu wypadła Dorka dzierżąc w prawej dłoni ten przeklęty kij bejsbolowy. Konrad zaczął się śmiać, ale na wszelki wypadek wolał się ewakuować. A ja tej nocy, po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna, odważyłam się śnić o czymś nowym i wspaniałym. 

link do części III - klik

44 komentarze:

  1. Wyczekiwałam Karolka... a tu klops! ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Eeeee tam, ktoś by nie chciał. Przeczytają z ciekawości a potem ich wciągnie.

    Popłakałam się ze śmiechu! xD
    A nie mówiłam że będzie czad, hihihi

    OdpowiedzUsuń
  3. Och! Żeby tylko Karol nie pojawił się w ostatnich częściach! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Błagam niech Karol wróci! On musi się zmienić!

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadanie jest swietne. Szkoda tylko ze nie przyblizasz wieku bohatera. A co to krztusca... Nie wiem. To ze jest szczepiony nie zawsze gwarantuje brak choroby a szybsze jej zwalczenie i lagodniejszy przebieg. Ciocia miala problem z bezdechem u synka i lekarka polecila jej takie urzadzenie ktore zaczyna pikac gdy cos sie dzieje z oddechem malucha ale niestety nazwy nie znam. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to płytkowe pod materac, ale szczerze mówiąc, przydałoby się to na pieluchę. Dla nas chyba będzie lepsze.

      Usuń
    2. Kiedy kolejna część? A jak dzieciaczki Pani Autorko 😊?

      Usuń
  6. Babeczko zabierz dziecko narazie ze szkoły bo może (ale nie musi) przynieść ci to świństwo do domu. Odporność poszczepienna trwa jakieś 2-3 lata, ja bym nie ryzykowała. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pierwsze co zrobię :-) Dzięki

      Usuń
    2. a po drugie ja bym tez poszla do lekarza dziecego po informacje, najgorsze co mozna zrobic to wpadac w panike, opowiedziala mu o swoich obawach i on/ona powinein ci pomoc, przynjamniej uspokoic

      ps. gacie w opowiadaniu swietne, czekam na dalsze przygody gaci do modelowania sylwetki :D

      Usuń
  7. Babeczko, szczepionka nie daje gwarancji, że córcia nie zachoruje, niestety. Jeśli zaś chodzi o rodziców dziecka które zachorowało - szkoła powinna zażądać od nich zaświadczenia lekarskiego, że dziecko może chodzić do szkoły. U nas w przedszkolu nawet po chorobie zakaźnej muszę dostarczyć zaświadczenie, żę córka już może wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczywiście wiem że szczepionka nie chroni stuprocentowo i właśnie to mnie martwi, bo przy łagodniejszym przebiegu mogłabym go wziąć u starszej córci za zwykłe przeziębienie. A tak nawiasem mówiąc zadzwoniłam do swojego pediatry i okazało się, że to właśnie ona zdiagnozowała ten przypadek :-) Fajna babeczka, dobry lekarz, tyle że prywatny... Przy wizycie bada dziecko od stóp do głów. Trafiłam do niej jak Mała miała 6mcy i nie ukrywam, że uratowała nas wtedy przed szpitalem. Nasza pani pediatra z przychodni też jest niezła, ale nie stać ją by poświęcić na jednego pacjenta pół godziny. Ma dziesięć minut, a i to często z poślizgiem, bo cała poczekalnie pacjentów już czeka...
    W każdym bądź razie, pani doktor uspokoiła mnie, a w piątek i tak mieliśmy jechać na kontrolę z Małym. A niby na mleku z cycka jest. Jak widać przy starszym dziecku, tak to bywa :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. PS. Wracam do pisania, bo berbeć śpi i mam w końcu okazję skrobną choć kilka zdań :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. A gdzie Karol? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niech szybko z tego Karolowa wraca ;)

      Usuń
  11. Babeczko płakałam ze śmiechu! :)
    Czekam na dalszy rozwój :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Co do monitora oddechu polecam snuza hero, u nas spisuje się świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Babeczko mam nadzieję że dzieci będą zdrowe i paskudztwo się nie przyplata. A co do opowiadania to musisz dawać ostrzeżenie ze śmieszne bo czytałam po kryjomu na zajęciach i nie mogłam powstrzymać się od śmiechu :) cudo :) przed oczami stanęła mi Bridget Jones :) a już sama nie wiem który lepszy Konrad czy Karol :) Mieszasz mi w głowie :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Jesteś super! Opowiadanie ekstra, nie mogę doczekać się dalszej części ! Calusy; *

    OdpowiedzUsuń
  15. Babeczko jestes jedyna w swoim rodzaju <3 opowiadanie suuuuuper:) gacie- mistrzostwo świata i okolic, Konrad wydaje sie byc przyzwoitym facetem choc z charakterkiem, no i nie ma przebrzydlego gada(no chyba ze go zrehabilitujesz, np. Odmieniony karlos po 1000 lat spędzonych na medytacjach w Tybecie to ok;) :P to moze dalabym mu szanse ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oby Karol nie wrócił, a jeśli wróci to niech go Konrad wyśle na księżyc. Strasznie mnie ten Karol irytował w pierwszej części.
    Kochana Babeczko, życzę zdrówka dla dzieci, oby żadna choroba się nie przypałętała, sama mam dwójkę dzieci to wiem jakie to przeżycie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Studiuję medycynę i widziałam ostatnio na oddziale malucha (miał coś między miesiącem a trzema, niestety nie pamiętam), który zaraził się krztuścem od rodziców. Faktycznie przebieg tej choroby u takich maleństw jest niebezpieczny. Jeżeli są bezdechy i dojdzie do znaczącego niedotlenienia może pojawić się sinica. Najłatwiej chyba ją uchwycić wokół ust (takie szarawe zabarwienie). Coś słyszałam, że są też szczepionki dla takich małych dzieci ale to trzeba by się dopytać pediatry. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Na razie dziś jedziemy do pediatry, która zresztą uspokoiła mnie już przez telefon, bo to ona zdiagnozowała ten przypadek w szkole córki. Okazało się, że chodzi o nieleczony krztusiec, chłopiec fazę krytyczną przechodził prawdopodobnie w sierpniu. Na razie obserwujemy :-)

      Usuń
  18. Hmmm, można dowiedzieć się kiedy mniej więcej można oczekiwać kolejnej części? :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy będzie kolejna część? ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedy dalsza część nie mogę się doczekać zaglądam codziennie 😊 buu uwielbiam Cię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męczę się z Onym :( Jakoś to co czytam mi się nie podoba, a jak chce coś zmienić to kicha, wskakuje mi na inne opowiadanie. Jeszcze dwa dni i się poddam, publikując Głupstwo...

      Usuń
    2. Coś chyba z tymi dwoma dniami nie wyszło.

      Usuń
    3. Publikuj głupstwo, lepiej to niz Onego lub wcale ma nic nie byc

      Usuń
  21. Babeczko! Przesyłam ci duchową moc, żebyś dała radę, bo gorąco oczekuje tego opowiadania ;D

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak szczerze to mam nadzieję że Karolek ne wróci i z się nie dasz namówić.
    Gacie boskie!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ahh Babeczko, czekam i czekam na kolejną cześć Głupstwa, bardziej niż na Onego. Mam tylko nadzieję, że jeszcze kiedyś pojawi się Karol i dowie się o małej, ciekawa jestem jego reakcji.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedy można się spodziewać następnej części ? :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedy możemy się spodziewać nowej publikacji ? :) Pozdrawiam, życzę weny i mniej problemów ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy nowy rozdział głupstwa? ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiedy kolejna część ? Naprawdę już doczekać się nie mogę :) pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Czekam z utęsknieniem na kolejną część Głupstwa <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Kiedy następna część? ^^

    OdpowiedzUsuń
  30. Mam nadzieje ze Twoja nieobcenosc wynika z braku weny a nie choroby malca...

    OdpowiedzUsuń
  31. Hej,i jak maleństwo? Sporo czasu minęło od ostatniego posta i mam nadzieje,że nie wynika to z żadnych problemów z pociechami :) pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  32. Kiedy można spodziewać się czegoś nowego? :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Droga Babeczko :) śledzę Twoje opowiadania od bardzo dawna. Zauważyłam, że lubisz łączyć młode dziewczyny, kobiety, ze starszymi mężczyznami :) Mam więc do Ciebie małą propozycje :) co byś powiedziała na to abyś napisała jakieś opowiadanie na temat miłości starszego ochroniarza w klubie tak z 40-45 lat do dziewczyny w wieku 20-25 :) chętnie bym o takim czymś przeczytała :) pozdrawiam Cię, życzę dużo zdrowia dla Ciebie i dzieci :) a przede wszystkim dużo weny :))

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.