czwartek, 19 marca 2015

Echo (II)

Mówią, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami... Mają rację. To tyle a propos kulawych wpisów, długiej nieobecności i ogólnego zaniedbania bloga.
Od razu dodam, że z dzidzią wszystko dobrze, będzie chłopak :-) małżonek szaleje ze szczęścia, przy czym oboje z córcią toczą walki o imię. Za to jak widać kondycja mamusi nie jest najlepsza, stado zmartwień jak czarne kruki krąży nad moją głową i nijak nie da się ich przepędzić. Tym razem są to bardzo przyziemne, finansowe kłopoty, które jednak potrafią człowiekowi odebrać chęć do działań i zepsuć nastrój. Bardzo skutecznie dodam.
Dlatego więcej nic nie obiecuję, nic nie planuję, bo teraz już wiem, że zawiodę. Same chęci to nie wszystko. Spędzam sporo czasu przed kompem, ale głównie jest to związane z pracą oraz celem zarobkowym. Na bloga nie starcza sił (niewygodna pozycja) oraz czasu. Mam tylko nadzieję, że to minie...

Link do części I - klik

            Echo II
Milczałam podczas drogi powrotnej. W dole brzucha czułam nieprzyjemny ucisk, w ustach gorycz porażki. Radek również milczał, choć wkurzająca była już sama jego mina. Najwyraźniej świetnie się bawił, a moje publiczne upokorzenie przed główną nieprzyjaciółką oraz niedoszłym chłopakiem, sprawiało mu satysfakcję.
Do awantury doszło, gdy wysiedliśmy przed domem. Radek zapłacił taksówkarzowi, po czym bez pośpiechu zaczął szukać klucza. Ja stałam w bezruchu, godnie nadęta, wpatrzona w jeden punkt.
– Kluseczko…
– Czego? – warknęłam niezbyt uprzejmie. Wcale nie chciałam wyładowywać swej frustracji na jego osobie, ale przysięgłam, że nie zdołam się powstrzymać, jeśli usłyszę jakąś głupią uwagę.
– Osobiście uważam, że wiele nie straciłaś – oznajmił optymistycznie, po czym szarmancko otworzył przede mną drzwi.
– Pewnie. Nadobna Gosieńka ma mnie teraz za oszalałą z samotności desperatkę, oko na ciebie… Och! – jęknęłam, wplatając dłonie we włosy. – Po co plotłam te bzdury o wielkiej miłości i rychłym ślubie? Nie mogłam pobawić się w grę domysłów? Nie mogłeś mnie powstrzymać?
– Miałem być szaleńczo zakochany, ślepo zauroczony i tak dalej. Poza tym przyhamowałem cię, gdy chciałaś się rzucić na tego biedaka.
– Biedaka?! – ryknęłam, gwałtownie się odwracając.- Biedaka?!
– No i mogę się z tobą ożenić, jeśli chcesz – dodał beztrosko. – Wyślesz jej zaproszenie, a mnie zapłacisz w naturze.
– Kretyn!
– Marudzisz babo. To czysto handlowy układ.
– W dupę sobie wsadź swoje układy!
Zamierzałam właśnie godnie porzucić jego towarzystwo, kiedy bezczelnie zaczął się śmiać. Błyskawicznie się odwróciłam i pewnie gdyby wzrok mógł zabijać, Radek w mgnieniu oka padłby trupem na wypolerowaną podłogę. A tak jedynie otworzył drzwi do własnego mieszkania i szerokim gestem zaprosił mnie do środka.
– Chodź kluseczko, zawrzemy umowę wstępną. Cały czas mam na ciebie ochotę…
– A ja nie. Nie zadowalam się byle czym czy też byle kim – oświadczyłam zimno.
Nie wiem co bardziej mu się nie spodobało – słowa czy ton, w jakim zostały wypowiedziane.
– Czyżby? Ale to mnie poprosiłaś…
– Nadajesz się do takich rzeczy jak mało kto. Uwsteczniony analfabeta o mentalności jaskiniowca, na dodatek bredzący w kółko o jednym i tym samym – w miarę jak mówiłam, jego twarz tężała. Nigdy wcześniej nie widziałam Radka wściekłego, rozzłoszczonego, przynajmniej nie na mnie. – Tylko twój wygląd można policzyć in plus. Zgadnij jednak co zostanie za jakieś trzydzieści lat? Podtatusiały podrywacz nastolatek, za wszelką cenę próbujący podbudować swoje ego za pomocą wątpliwej jakości podbojów – dodałam szyderczo. Szczerze mówiąc czułam się podle, więc za wszelką cenę pragnęłam zniszczyć i jego dobry humor. Tym swoim samozadowoleniem, wiecznym optymizmem działał mi na nerwy jak rzadko kiedy. Przestało być dla mnie ważne czy to, co mówię jest zgodne z tym, co myślę. Że to nie na nim powinnam wyładować swą złość. Winne były moje idiotyczne pomysły i obłuda Pawła, który usiłował wykombinować sobie na boku dodatkową podrywkę. Ale kłębiące we mnie emocje musiały znaleźć ujście. Radek miał po prostu pecha i zbyt mało wyczucia, by milczeć, pozwalając mi na skrycie się wśród własnych czterech ścian i wypłakanie całej złości.
Dlatego pięć minut później siedziałam w kącie łazienki, z rolką papieru toaletowego po prawej i zanosiłam się płaczem tak gwałtownym, że aż dostałam czkawki. Radek nie odpowiedział, a jedynie rąbnął drzwiami z taką wściekłością, że mogłam się tylko domyślać, jak bardzo zabolały go te słowa.
Zrobiłam z siebie kretynkę. I tam, na przyjęciu, i tutaj, na dole gdy obraziłam człowieka, który zawsze wyciągał do mnie pomocną dłoń. Kretynkę stulecia, o mentalności rozkapryszonego dziecka. Pal licho Gośkę i Pawła, ale Radek? Nie mogłam się powstrzymać i po prostu pomaszerować bez słowa na górę, do siebie? Czy to naprawdę było takie trudne?
Wstałam i zrzuciwszy ubranie, weszłam pod prysznic. Przez dłuższą chwilę pozwalałam, by woda spływała po mojej twarzy, spłukując łzy, makijaż i gorycz. Potem, już owinięta w ręcznik ruszyłam w kierunku kuchni. Doskonale pamiętałam, że gdzieś w zakamarkach apteczki mam tabletki nasenne. Mocne, zapisane kiedyś przez znajomą lekarkę. Odszukałam je, połknęłam dwie popijając wodą z kranu, po czym tak jak stałam, z wilgotnymi włosami i całkiem naga, bo mokry ręcznik porzuciłam na podłodze, padłam na łóżko. Co nie oznacza, że przed zaśnięciem nie zdążyłam sobie jeszcze popłakać.
***\
– Zachowałam się wyjątkowo głupio. Przepraszam – powiedziałam z determinacją, gdy tylko otworzył drzwi. Nie odpowiedział od razu. Patrzył wyjątkowo ponuro, opierając się o framugę i wciąż milczał.
– No, powiedz coś – pogoniłam go niecierpliwie.
– Co?
– Najlepiej, że mi wybaczasz.
– Nie mów? – Tym razem to w jego głosie dosłyszałam szyderstwo. – Zależy ci?
– Tak.
– Jeśli się boisz, że wymówię umowę najmu mieszkania, to zbyteczne.
– Radek! To nie fair!
– Możesz tu mieszkać do czasu, gdy znajdziesz kogoś lepszego niż ja, uwstecznionego analfabetę, o mentalności jaskiniowca.
Zatkało mnie. Żeby tak mocno wziął sobie te słowa do serca? To do niego niepodobne. Przyjrzałam się mu podejrzliwie i dopiero teraz zauważyłam, że miał na sobie wczorajsze spodnie, wczorajszą koszulę, zmierzwione włosy i przekrwione oczy. Dotarło do mnie, że pił i to ostro, a ten dziwny zapach to przecież woń alkoholu.
Upił się? Z mojego powodu?
– Przestań! Bo wyrzuty sumienia mnie dobiją.
– Akurat – mruknął, ale odsunął się, gestem zapraszając do środka. – Masz wrażliwość krwiożerczego aligatora. Mało co cię dobije.
– Własna głupota na pewno.
Udał, że niedosłyszał. Usiadłam przy stole kuchennym i grzecznie poprosiłam o kawę. Może przywróci naszym relacjom odrobine normalności?
– Gdybyś mnie wczoraj nie drażnił…
– Chciałem cię pocieszyć.
– W niewłaściwy sposób.
– Tak, zauważyłem – stwierdził z ironią, po czym zajął miejsce naprzeciwko.
– Wiesz jakie to wkurzające słuchać po sto razy dziennie twoich niesmacznych aluzji erotycznych czy dwuznacznych propozycji?
Opuścił głowę. Milczał przez dłuższą chwilę, po czym nagle spytał:
– A pomyślałaś kiedyś, że naprawdę mam ochotę na coś więcej niż przyjaźń?
Zatkało mnie. Te słowa zabrzmiały wyjątkowo poważnie. Poważne były również jego oczy, zatopione w moich źrenicach.
– Ale po wszystkim nie byłoby mowy o naszej przyjaźni.
– Nie, o tym na pewno nie byłoby mowy – odparł cicho. Było coś dziwnego w tonie jego głosu, w wyrazie twarzy. Nie zrozumiałam dlaczego, ale nagle poczułam się zmieszana. Radek jako nie-przyjaciel? Jako… kochanek? Żadne tam śmichy chichy, ale prawdziwy seks. Pocałunki, pieszczoty, intymność.
Tylko co potem? A jeśli bym się zakochała? On z pewnością nie, byłaby to dla niego kolejna przygoda i kolejne zwycięstwo. A dla mnie? Nie potrafiłam w ten sposób podejść do spraw damsko-męskich. Seks, owszem, ale jedynie gdy łączyłoby nas coś trwalszego, coś głębszego, a nie jedynie ochota na chwilę zapomnienia.
– Czasami mnie kusiło – powiedziałam powoli, lekko się uśmiechając. – Lecz co później? Połamałbyś moje spragnione uczuć serduszko i poszedł dalej. Przecież mnie znasz. Gdybym się zgodziła, oznaczałoby to, że się zakochałam. A dla ciebie byłoby to jedynie kolejne nacięcie na wezgłowiu łóżka – dodałam żartobliwie.
– No tak… – odparł cicho. – Jeśli tak to widzisz, to masz całkowitą rację.
Pewnie, że miałam. Tylko skąd uczucie zmarnowanej okazji? Nieokreślony żal i smutek? Spojrzałam na jego silne dłonie, potem prosto w zamyślone oczy i głośno westchnęłam. I wtedy Radek nieoczekiwanie się roześmiał.
***
Wydawałoby się, że wszystko wróciło do normy. Sprzeczaliśmy się jak dawniej, wymienialiśmy głupawe uwagi, oglądaliśmy wspólnie wyjątkowo krwawe filmy, gdzie trup ścielił się gęsto, a sama akcja nie miała zbyt wielkiego sensu. On wychodził wieczorami na te swoje randki, ja spędzałam je pod ciepłym kocem z lekturą w ręku. I po staremu się nudziłam.
Jednak coś się zmieniło. Nie umiałam tylko ująć tego w słowa, jasno sformułować. Miałam jednak słuszne wrażenie, że Radek traktował mnie inaczej. A może to nie to, może to on się zmienił? Albo ja? Tylko w jaki sposób?
Pewnie te rozmyślania doprowadziłyby mnie do rozstroju nerwowego, gdyby nie walentynki. Nie cierpiałam cholernej daty od kiedy skończyłam osiemnaście lat i pomimo upływu czasu, zmiany wyglądu oraz wzrostu powodzenia, nic się nie zmieniło. Klęłam za każdym razem, gdy zbliżał się TEN dzień. Jasne, że umawiałam się wtedy na romantyczne kolacje czy szalone wypady, ale nigdy jeszcze nie skończyło się to dla mnie zbyt dobrze. Zawsze kilka dni po wyłam do poduszki, zastanawiając się, dlaczego drań nie zadzwonił. W końcu, któregoś roku, doszłam do wniosku, że po prostu wybieram nieodpowiednich mężczyzn. To miały być więc moje drugie walentynki, które spędzałam oglądając łzawe romansidła, popijając wino i zużywając karton chusteczek. Magiczna data, nie ma co…
Zaopatrzyłam się w niezbędne akcesoria, tudzież kolekcję beznadziejnych filmów klasy b, lecz gdy nadszedł wieczór, kierowana nieoczekiwanym impulsem, postanowiłam sprawdzić, co tam u Radka. Dotychczas zawsze obdarowywał mnie kwiatkiem, żartobliwie pytając czy może się rozebrać, owinąć czerwoną wstążką i zostać moją walentynką. Kwiatka przyjmowałam, ale na słowa reagowałam rozmaicie. Tak było odkąd się do niego wprowadziłam, zawsze z samego rana, kiedy nawet nie zdążyłam na dobre wygrzebać się z pościeli. Ale nie w tym roku. Cóż. Sama byłam sobie winna.
Nie skradałam się, nie ukrywałam, tylko energicznie zapukałam do jego drzwi. Kiedy otworzył, jedynie westchnęłam, bo rzadko widywałam go tak ubranym.
– Gdzie się wybierasz? – spytałam podejrzliwie, ładując się do środka. – Ja rozumiem garnitur, ale pierwszy raz widzę cię w smokingu.
– Na bardzo elegancką imprezę, w towarzystwie wyjątkowej kobiety – odpowiedział, żartobliwie puszczając do mnie oczko. – Sądziłaś, że będę paradował tak w domu?
– Nie.
Usiadłam na kanapie i przytuliłam poduszkę. Nie do końca rozumiałam dlaczego, ale mój humor drastycznie się pogorszył.
– Nowy czy stary podbój?
– Obiecujący kluseczko, bardzo obiecujący – oświadczył z zadowoleniem, poprawiając muchę. – A ty jak zwykle w domu?
– Jak zwykle – mruknęłam.
– Zresztą… Może ją wkrótce poznasz, chcę by za miesiąc czy dwa wprowadziła się do mnie – dodał zamyślony.
Zamurowało mnie. To oznaczało coś bardzo, bardzo poważnego.
– Chcesz się ustatkować? – wyjąkałam zdumiona.
– Już dawno. Tylko szukałem odpowiedniej kobiety.
No i po naszej przyjaźni. Było, minęło, nie wróci.
– I znalazłeś? – spytałam przygnębiona.
– Powiedzmy…
Jakoś mnie ten jego pełen wątpliwości ton wcale nie pocieszył. Wystarczyły fakty. A one były takie, że po raz pierwszy od kiedy zamieszkałam na piętrze, chciał w swoim świętym lokum obecności kobiety. Po prostu świetnie. Te walentynki będą mi się jawić w przyszłości jako wyjątkowo nędzne, pełne czarnych myśli i smętnych rozważań o straconych szansach.
– A ty jak zwykle zostajesz w domu?
– Nie mam zamiaru kusić losu. A tak w ogóle, to nie wiesz, co trzeba zrobić, by załapać się na etat zakonnicy?
O mało się nie udusił ze śmiechu, wampir jeden. Siedziałam, ponuro wpatrzona w skręcającego się w konwulsjach Radka, dopóki się nie uspokoił. Czerwony na gębie, z nieco potarganą czupryną, otarł łzy z oczu i odezwał się na wpół kpiącym, na wpół rozbawionym głosem:
– Kluseczko, byłabyś idealną kurtyzaną, ale zakonnicą? Wywaliliby cię po pierwszej dobie.
– Powołanie się nie liczy?
– Jakie powołanie? O czym ty bredzisz? Jesteś przygnębiona i zniechęcona, tylko tyle. Proszę – otworzył lodówkę i wyjął z niej butelkę czerwonego wina, którą następnie prawie wcisnął w moje ramiona. – To na pocieszenie.
– Mam się upić? – spytałam z niedowierzaniem.
– A co innego ci pozostało? – zakpił.
Prychnęłam. Jednak naprawdę byłam w tak kiepskim humorze, że nawet nie miałam sił się złościć. Pożegnałam go ponurym „cześć”, życzyłam gromkim głosem szampańskiej zabawy, w duchu pragnąc, by to babsko, z którym się umówił, połamało sobie nogi, a później powlekłam się na górę. Wino zostawiłam na stole kuchennym.
Wieczór spędzony w przymusowej samotności bywa wyjątkowo podły. Walentynkowy wieczór spędzany w przymusowej samotności, jest jeszcze gorszy. Skuliłam się na kanapie, w duchu przeżywając gorycz każdej porażki w relacjach damsko-męskich. Zegar w kuchni tykał miarowo, a ja siedziałam w bezruchu dobrą godzinę, z rzadka tylko pociągając nosem. W końcu doszłam do etapu, gdy użalanie się nad sobą przestaje przynosić satysfakcję. Pojawiła się myśl o antidotum, w postaci gorącej kąpieli pełnej pachnącej piany, relaksującej muzyczki w tle i tej butli z winem, którą zostawił mi Radek. Dodałam do tego zapalone świeczki i wyraźnie się ożywiłam. Traf jednak chciał, że w swojej łazience dysponowałam jedynie prysznicem. Za to z obszernej wanny z bajerami, mogłam korzystać w apartamencie Radka, co czyniłam dość rzadko i zawsze pod jego nieobecność. Nie żebym się ukrywała, ale drażnił mnie jego tęskny wzrok, gdy gościnnie zapraszał mnie do korzystania z tych luksusów. Teraz nadarzyła się znakomita okazja, bo byłam pewna, że nie wróci do rana, a poza tym wymagała tego sytuacja kryzysowa.
Ubrałam się w puszysty szlafrok, podpięłam włosy, zapakowałam do torby wszelkie niezbędne akcesoria i zeszłam na dół. Kwadrans później z lubością przyglądałam się swemu dziełu. Piana pachniała czekoladą i cynamonem, jedyne oświetlenie stanowiły migoczące płomieniami świeczki, rozstawione po całej łazience, więc nie zwlekając zrzuciłam szlafrok i zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Potem sięgnęłam po słuchawki odtwarzacza mp3 i odchyliłam głowę do tyłu, zanurzając się w relaksującej muzyce i drażniących moje zmysły, zapachach. Raz po raz sięgałam po kieliszek pełen aksamitnego, czerwonego wina. Przyznam, że pierwszy i drugi wszedł dość gładko, zwolniłam dopiero przy trzecim. W końcu głupio byłoby się schlać, zasnąć, a na samym końcu utopić w wannie. Aż tak zdesperowana nie byłam. Puściłam jeszcze nieco ciepłej wody, czując prawdziwą błogość rozchodzącą się nie tyle po ciele, co po przemarzniętej, skostniałej duszy. Przynajmniej do momentu, gdy otwarłam oczy, aby sięgnąć po kieliszek i ujrzałam siedzącego na skraju wanny Radka. Błogość przeszła momentalnie, za to uświadomiłam sobie, że on wpatruje się w pokryte pianą moje piersi.
– Co tu robisz?! – jęknęłam, zrywając z uszu słuchawki i zanurzając się na przyzwoitą głębokość. Czyli tak, by z piany wystawała tylko głowa.
– Mieszkam – odpowiedział uprzejmie.
– Miałam na myśli twój przedwczesny powrót.
– Postanowiliśmy kontynuować nasze spotkanie w moich apartamentach.
Najpierw mnie zamurowało. Przypomniałam sobie jednak jego słowa sprzed kilku godzin i pomyślałam, że tak naprawdę nie powinnam się dziwić. Za to on tak, nie wspominając już o kobiecie, którą zaprosił. Ładny pasztet. Wracają na romantyczny wieczór przy kominku, a zastają mnie, całkiem nagą, w wannie pełnej piany.
– Bardzo przepraszam – wyjąkałam, raptownie się podnosząc. Natychmiast przypomniałam sobie, że jestem naga, więc jeszcze szybciej powróciłam do pozycji wyjściowej. A w zasadzie zrobiłabym to, gdyby nie utrata równowagi i śliska powierzchnia pod moimi stopami. Wrzasnęłam, chwyciłam ramię Radka i rymnęłam jak długa, rozbryzgując wodę po całej łazience.
– Kluseczko, nic ci nie jest? – spytał zaniepokojony, wyciągając mnie energicznym ruchem z odmętów aromatycznej kąpieli.
– Nic – odparłam słabo, prychając resztkami wody. – Nie gap się tak, tylko podaj mi coś do okrycia.
– Szkoda – westchnął, ale posłusznie podsunął puszysty ręcznik. Rozmiarów ścierki do naczyń.
– Żarty na bok! – rozzłościłam się nieoczekiwanie. – Tym mam się owinąć?
– Dlaczego chcesz zasłaniać tak piękny widok? – spytał tęsknie, zdejmując jednocześnie przemoczoną marynarkę.
– Przestań się wygłupiać. Ona w końcu tu zajrzy.

link do części III - klik

PS. Wiecie, że ptaszki zaczęły dziś swój  koncert o trzeciej nad ranem? Miło tego słuchać :-) Jak widać nowy wpis zawdzięczacie mojej bezsenności, bo w dzień pewnie znowu nie znalazłabym czasu.

27 komentarzy:

  1. Ale niespodzianka! I od razu dzień stał się lepszy! :-) Z tęsknoty za Twoimi opowiadaniami zaczęłam czytać wszystkie już napisane od początku :-) Babeczko pozdrawiam i ściskam Cię serdecznie. I trzymam kciuki żeby wszystko się po układało po Twojej myśli :-* ps. Gratuluję chłopaka! Cudnie mieć parkę :-)
    Alicja K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie może kontynuacja tego opowiadania w przyszłości? ;)


    Julija

    OdpowiedzUsuń
  3. Wypoczywaj dużo, a nami się nie przejmuj, poczekamy! :-) pozdrawiam, Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej bejbe :)
    jak to ładnie nazwałaś. ja po prostu mówię, że mi te cholery napierdalają za oknem :D
    :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przejmuj się czytelnikami. Trzymam kciuki za maleństwo. Realna rodzina jest ważniejsza od wirtualnych czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna część! Kiedy następna, Babeczko? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo miły prezent na urodziny <3 Mogłabym zawsze taki dostawać :)
    ~ M

    OdpowiedzUsuń
  8. Swietne,pomimo faktu,iz druga czesc miala byc zaraem ostatnia to wszystko fajnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. kochana Babeczko - ja ci moge cala noc swiergolic pod oknem bylebys tylko czesciej wstawiala swoje cudowne opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miały być dwie części. :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Już koniec? ;o

    OdpowiedzUsuń
  12. Droga Babeczko ! Jak zwykle opowiadanie rewelacyjne , szkoda tylko że kończy się w takim momencie .. Prosimy abyś nie pozwoliła Nam wiernym fanom , czytającym Twojego bloga codziennie obsesyjnie z rana znów długo czekać na kolejne ;))

    OdpowiedzUsuń
  13. Będzie kochana jeszcze jedna cześć ? :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam. Zdrowia dla Was Babeczko :)

    OdpowiedzUsuń
  15. To ta druga część z tego krótkiego dwuczęściowego? Rozumiem cdn no bo jakże to tak ...jest smak i dalej jak 😜

    OdpowiedzUsuń
  16. Cześć Babeczko:)))

    Fajnie,że u Was dobrze i jeszcze znalazłaś czas dla nas..:) Chłopak powiadasz,no to wyrównało się w rodzince.
    Pozdrawiam ciepło Kasia

    OdpowiedzUsuń
  17. Aj!!!! w takim momencie? no wiesz co... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Babeczko, czy to koniec, czy będzie jeszcze część III?

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam nadzieję że to nie koniec i wkrótce dodasz zakończenie:-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdrowie powinno i jest u Ciebie priorytetem, bardzo się z tego powodu cieszę. Nie obiecuj jednak niejednokrotnie czegoś, czego nie jesteś w stanie zrobić. Stawia Cię to w złym świetle, Babeczko. Pozdrawiam. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Daj bóg jak najwięcej bezsennych nocy... ta można sobie pomarzyć. Wredna baba ze mnie co nie !? ;) Tak czy siak, liczę na rychłą kontynuację. Pozdrawiam. K.K.

    PS: Żyjemy w szarej codzienności, ale zawsze trzeba mieć nadzieje, że pojawi się malarz z ... ósmym kolorem tęczy.

    OdpowiedzUsuń
  22. czy to juz koniec tego opowiadania czy bedzie jeszcze kolejna czesc? :) najlepsze jakie kiedykolwiek czytałam! <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Miały być dwie części??
    Czyli co już koniec?

    OdpowiedzUsuń
  24. Kocham i uwielbiam cudowny ten rozdział :)
    Mam nadzieje ze kolejna czesc dodasz szybciej ;)
    No i oczywiście zdrowia dla dzidziusia i gratuluje chłopca :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dlugo jescze mamy czekac na nast czesx?

    OdpowiedzUsuń
  26. Świetne, ale kiedy nowa część ? :)

    OdpowiedzUsuń