sobota, 14 lutego 2015

Echo (I)

Witajcie!!! Część pierwsza z dwóch, za długo więc nie będę Was torturować koniecznością oczekiwania na rozwój akcji. Z okazji walentynek, ponieważ jesteście moją platoniczna miłością ;-) chcę Wam życzyć spełnienia najskrytszych marzeń oraz satysfakcji z życia osobistego! O udanym, upojnym i szalonym seksie nie wspominając...
Jestem w mocno melancholijnym nastroju, a mówiąc dosadniej - nieco zdechła, co pewnie daje się zauważyć :-)

           Echo (I)
– No i dlaczego on tak grymasi? – warczałam poirytowana, nerwowo latając po całym pokoju. Radek siedział, a w zasadzie leżał na fotelu, z jedną nogą przewieszoną przez oparcie, ze znudzoną miną zajadając kolejne przywiędłe jabłko.

– Prezentujesz skrajny pesymizm – powiedział tylko, z apetytem wgryzając się w biały miąższ. – Facet się waha, bo jesteś zbyt agresywna.
– Bzdura! Jestem wyjątkowo łagodna i spokojna! – oświadczyłam z lekka urażona. - Też mi przyjaciel! Po której niby jesteś stronie?
– Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską – zręcznie uchylił się przed poduszką, którą w niego rzuciłam. – I wciąż mam nadzieję, że kiedyś cię zaliczę…
Westchnęłam. Ileż razy droczyliśmy się właśnie w ten sposób. On i ja, nieodłączna para, od kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Czyli od piaskownicy, gdy ukradł moje wiaderko, a ja w zamian przywaliłam mu metalową łopatką. Tym wiekopomnym czynem zasłużyłam sobie na wieczny szacunek oraz dziwaczną przyjaźń. Przyjaźń pomiędzy wojującą feministką, a facetem zaliczającym dziewczyny niczym kandydat do rekordu księgi Guinnessa. Zresztą wystarczyło na niego spojrzeć; wysoki, zbudowany niczym młody bóg, wąskie biodra, szerokie ramiona, silne, duże dłonie o zadbanych paznokciach. Twarz spod dłuta Michała Anioła, wyżelowane ciemnoblond włoski, opalenizna niczym z tropików i oczy. Ach, te oczy! Kpiące, w kolorze czystej zieleni, niczym wiosenna trawka na łące. Szerokie usta, najczęściej rozciągnięte w ironicznym uśmiechu. A wisienką na torcie był oczywiście seksowny, dwudniowy zarost i sprane, obcisłe jeansy. Dupcię miał w nich taką, że laski śliniły się na ten widok niczym rasowe buldogi. Ja nie. Kiedyś, w czasach gdy hormony wściekle buzowały w moim ciele, troszkę próbowaliśmy tego i owego. Kilka pocałunków, niewinne pieszczoty. Udało nam się nawet umówić na jedną randkę. Podczas której rozbiłam mu na głowie szklankę po piwie. I słusznie, bo zamiast adorować mnie, gapił się na blond pudla w obcisłej mini, o wydatnym biuście. Subtelne napominanie nie pomogło, zastosowałam więc metodę radykalną. Zaraz potem pojechaliśmy na pogotowie i przestał przypominać ofiarę brutalnej napaści. Za to ja się obraziłam, bo przez cały ten czas bezczelnie się śmiał.
– Wracając do Pawła. Postąpiłam zgodnie z twoimi wskazówkami. Naczekałam się jak głupia na propozycję pierwszej randki. Nie dam rady czekać na propozycję drugiej – wyjęczałam, tarmosząc dłońmi włosy.
– Będziesz miała na głowie istne ptasie gniazdo.
– Mam to z dupie! Chcę Pawła! Seksu!
– Seksu? – Radek błyskawicznie się ożywił.
– Nie zaczynaj!
– Ja? Sądzisz, że nie spodobałoby ci się?
– Nic nie sądzę.
– No dobrze. Chodź tu dziewczynko – chwycił przegub mojej dłoni, przyciągając mnie do siebie i sadzając na kolanach. – Pocieszę cię.
Zerknęłam na niego podejrzliwie. Potem w bok, na stojący w pobliżu wazon. Chyba to zauważył, bo zaczął się śmiać.
– Jakaś ty nieufna. Przecież doskonale wiesz, że tylko się z tobą droczę. Czy kiedykolwiek zrobiłem coś wbrew twojej woli?
Tak, właśnie w tym leżał problem. Był jak brat, jak bliski kuzyn, jak przyjaciółka od serca. Ale gdzieś tam majaczyło dziwne wspomnienie. Nie do końca mogłam je sprecyzować, nie do końca byłam pewna, czy po prostu mi się nie śniło, ale siedziało uparcie na obrzeżach mojego umysłu, nie dając się jasno określić. Wspomnienie dotyczyło suto zakrapianej imprezy alkoholowej, a w zasadzie tego, co mogło się wydarzyć tuż po niej. Potrząsnęłam głową i ciężko westchnęłam, wtulając się w szeroką, męską pierś.
– Czy w ogóle istnieje taki mężczyzna, który jednocześnie byłby zapatrzony we mnie niczym w obrazek, starał się spełniać każdą zachciankę, każde pragnienie, a jednocześnie byłby władczy i dominujący? A może pragnę nieosiągalnego? Jestem chyba zdrowo pokręcona.
Dłoń Radka przeczesywała moje włosy. Delikatnie, powoli, dostarczając otuchy i przyjemności.
– Jesteś, choć uważam, że w pozytywnym znaczeniu tego słowa. I ile razy powtarzałem ci, nie mów co studiowałaś i gdzie pracujesz, dopóki nie wpadnie w twoje sidła.
– Mam się tego wstydzić?
– Nati, błagam! Fizyka, lotnictwo, kosmonautyka? Jesteś specjalistą od napędów lotniczych. Większość nawet nie wie z czym to się je.
– Kiedyś twierdziłeś, że poszłam na polibudę, aby złapać męża – odparłam złośliwie.
– Ja sądziłem, że po to zdobyłaś czarny pas w karate?
– Ty też masz czarny pas!
– Ale nie do zdobywania kobiet.
– Radek! – powiedziałam groźnie. Doskonale wiedziałam, że z racji wykonywanego zawodu oraz przynależności do maksymalnie tajnych służb, jego umiejętności były dużo większe. Za to czas wolny spędzał najchętniej w towarzystwie płci pięknej oraz moim. To drugie znacznie rzadziej, bo jednak nic nie przebije tabunu chętnych, długowłosych oraz biuściastych panienek. Chociaż ostatnio… Zmiana była subtelna, ledwo zauważalna i przyznam, że lekko niepokojąca.
– Do zdobywania kobiet wystarczy mi ta maczuga, wystrugana w wolnych chwilach z nogi od zabytkowego krzesła po pradziadku.
– A ja myślałam, że ta wytatuowana i umięśniona klata? – mruknęłam, wtulając nos w jego szyję oraz wygodniej moszcząc się na kolanach.
– To też kluseczko, to też – wymruczał, bawiąc się moimi włosami.
Nie cierpiałam tego głupiego przezwiska z dzieciństwa. Faktycznie, byłam wtedy nieco kluskowata, zarówno z wyglądu jaki i z charakteru, ale kto mi się naraził, szybko dostrzegał swą pomyłkę. Potem wyrosłam, wysmuklałam i zaczęłam łamać męskie serca, przy okazji wystawiając swoje własne na potężne wstrząsy. Z Radkiem straciłam kontakt podczas studiów, ale kiedy nasze drogi całkiem przypadkowo się skrzyżowały, oboje uznaliśmy, że warto kontynuować naszą znajomość. Na gruncie ściśle koleżeńskim oczywiście. Nic innego nie wchodziło w rachubę. On twierdził, że jestem zbyt mało subtelna i kobieca, ja, że nie mam ochoty dzielić się facetem z połową kraju. Stanęło na luźnych kontaktach i piątkowych wypadach na piwo, a w krótkim czasie przekształciło się w prawdziwą przyjaźń. Damsko-męską chociaż żadne z nas w nią nie wierzyło. Wzruszyliśmy ramionami, przestając się tym przejmować i reagować na głupie docinki znajomych. W końcu nawet razem zamieszkaliśmy. Wyłącznie przez przypadek, bo Radek odziedziczył klockowatą willę po babci i z chęcią wynajął mi całe piętro. Przeprowadziłam generalny remont, zyskując wygodny dwupokojowy apartament, z jasną kuchnią i przestronną łazienką. Poza tym mój gospodarz nigdy nie zapraszał swoich podrywek do domu. W tym celu wynajął kawalerkę w centrum, powtarzając, że jego dom to azyl, do którego nie ma wstępu żadna kobieta. Oprócz mnie, bo w nosie miałam wszelkie nakazy i potrafiłam wyciągnąć go o trzeciej nad ranem z łóżka, żeby zrobił coś z tym cieknącym kranem. Kapie i mnie denerwuje, nie mogę zasnąć, więc musi temu zaradzić. Zazwyczaj mamrotał pod nosem różne inwektywy, człapiąc na piętro, a raz nawet zasnął pod moim łóżkiem w sypialni, to wtedy, gdy wydawało mi się, że ktoś chodzi po dachu, ale przenigdy się nie złościł. Za to ja wpadałam w szał, gdy w towarzystwie nazywał mnie czule „swoją kluseczką”. Potem się przyzwyczaiłam.
– Wydawał się taki idealny – westchnęłam, wspominając Pawła.
– Nigdy nie wierz politykom.
– To człowiek wizjoner – zaprotestowałam.
– Trzy lata i będzie taki sam jak wszyscy. Własną matkę sprzeda byle dopchać się do koryta.
– I kto tu jest pesymistą? Radek, bierz tę rękę z mojej pupy!
– Jest taka pulchniutka…
– To nie znaczy, że możesz ją obmacywać niczym towar na straganie.
– Natalka, kochanie! Wrzućmy na luz. Ty dostaniesz seks, ja spełnię swoje odwieczne marzenie.
Gdyby nie kpina w jego głosie, to musiałbym się obrazić.
– Nie trudź się. To już na mnie nie działa. Nie jestem ani trochę rozgniewana.
– Szkoda – zrobił markotną minę. – Tak ślicznie się złościsz.
– Nie złoszczę się ślicznie. Przypominam nadętego goryla, o przekrwionych oczach, bluzgającego na prawo i lewo pianą z pyska.
– Ja się chyba domyślam, dlaczego ten facet dał nogę.
– Radek!
– Z nabzdyczonym gorylem, broniącym zawzięcie swojej świętej cnoty, mało kto by wytrzymał – kontynuował w zamyśleniu.
– Radek!!!
– Tak kluseczko? – zerknął tęsknie w mój dekolt. Dałam mu pstryczka w nos i energicznie wstałam, lekko się zataczając.
– Bo będę zwracać się do ciebie per „penisku do wynajęcia” – zagroziłam.
– Jakie do wynajęcia? Ciebie zaliczyłbym za darmo…
Co za paskuda. Nigdy poważny, rzadko kiedy taktowny, a na dodatek cholernie seksowny. Rozbawiła mnie rymowanka. Podeszłam do lustra wiszącego w przedpokoju i z dezaprobatą przyjrzałam się swojemu odbiciu. Krótkie, obcięte na pazia włosy w odcieniu starego złota, otaczały szczupłą twarz o wyraźnie trójkątnym podbródku. Duże oczy w odcieniu morskiej zieleni. Dołeczek w policzku, gdy się uśmiechałam. Pełne, nawet zbyt wyraziste usta. Prosty, bardzo klasyczny nos. Całkiem niezła figura, wzrost średni, pupcia seksowna.
– Jest więcej niż dobrze – oświadczyłam zadowolona. Z boku dał się słyszeć szatański chichot. – Twoje zdanie się nie liczy, jesteś za bardzo zmanierowany.
– Czyli biorę tylko towar z najwyższej półki?
– Tak zauważyłam – pogłaskałam się z aprobata po płaskim brzuchu.
– Przesadzasz. Ciebie też bym wziął, chociaż oscylujesz w granicach środka.
– Zamiast się wygłupiać, powinieneś szykować się na randkę – spojrzałam na niego znacząco. – Dziś piątkowy wieczór.
– A jakby tak… – Radek zmierzył mnie nieodgadnionym wzorkiem – zamówić sobie pizzę, wyjąć z lodówki czteropak piwa i obejrzeć jakiś dobry, piracki film?
– Ze mną?
– Tylko z tobą. Lubisz przecież kino akcji, krwawe napierdalanki i tym podobne.
– Lubię. A Paweł pewnie nie zadzwoni – westchnęłam rzewnie.
– To co kluseczko? Robimy sobie piżama party?
– Co ci się tam lęgnie w tym wyżelowanym łbie? – spytałam podejrzliwie. – Dobrowolnie rezygnujesz z upojnego wieczoru?
– Upojnego? – powiedział markotnie. – Wciąż to samo. Podrywam, zaliczam, uciekam łgając o kolejnym spotkaniu. Czasami myślę, że robię to bardziej z przyzwyczajenia.
Wybałuszyłam oczy. Naprawdę wyglądał na zniechęconego. Zadumałam się i doszłam do podobnych wniosków. Scenariusz oklepany aż do granic wytrzymałości. Trzeba było chłopa pocieszyć.
– Dzwoń po tę pizzę. Na grubym spodzie, z podwójnym serem i zaznacz, że jak przypalą, to wyląduje ona na głowie dostawcy.
– Brutalny babsztyl.
– Za fuszerkę nie płacę.
Chichocząc, sięgnął po telefon. Cóż… Wymarzona randka to to nie była. Lecz potężny, ociekający dodatkami kawał pizzy, krwawy film, gdzie trup ścielił się gęsto, towarzystwo Radka oraz dwa wypite duszkiem piwa, całkiem porządnie poprawiły mi humor.
***
Dwa dni później siedziałam nieziemsko rozczarowana przy wigilijnym stole moich rodziców, z szerokim uśmiechem przylepionym do ust i rządzą krwawego odwetu w sercu.
Ten podły palant nie zadzwonił. Nie przysłał nawet krótkiego, banalnego smsa z życzeniami. Nic. Totalnie nic! Zainwestowałam w niego kilka tygodni mego bezcennego czasu, prawie się zakochałam, a on co? Bezczelny skurwiel! Pochłaniając aromatyczny barszczyk miotałam w duchu różne inwektywy, ale na całego rozkręciłam się dopiero przy makiełkach i rybce. Planowałam upojną kolację w pierwszy dzień świąt, równie upojny seks w drugi, a w zamian za to będę siedzieć pod kocem, obżerając się i oglądając beznadziejne filmy, sama, samiuteńka… Wizja przerażająca, ale od razu przypomniałam sobie, że Radek również spędza święta u rodziców. Dom tuż obok, a może też miał w planach jak co roku nudę i obżarstwo? Namówię go na kino! Ostatnio byliśmy na Hobbicie…
Godzinę później stałam przed drzwiami jego mieszkania, przytupując z zimna i chuchając w zziębnięte dłonie, bo choć nie spadł jeszcze śnieg, to mróz panował nieziemski. Chyba z minus dziesięć czy coś koło tego. Idealna pogoda na spacerek, tylko muszę wrócić po rękawiczki.
– Cześć – oznajmiłam radośnie, pakując się do środka. Nie wyglądał na zdziwionego, raczej na zniechęconego. Ale to mnie nie zraziło. – Czas spalić te wszystkie kalorie.
– Przeczuwałem to. Nie chce mi się – mruknął, starannie zamykając drzwi. I natychmiast się ożywił. – Są też inne sposoby na spalanie zbędnych kalorii.
– Milcz erotomanie. Szukaj skarpet, wkładaj sweter i idziemy. A jutro może kino? Leci ostatnia część krasnali.
– Niewtajemniczony pomyślałby, że idziemy na przygody Koszałka Opałka – burknął, znikając w głębi domu. Podążyłam za nim, doskonale wiedząc, że obżarta specjałami rodzina zażywa słusznego odpoczynku w salonie na piętrze. Może to było dziwne, ale Radek co roku spędzał w ten sposób święta oraz sylwestra. Żadnych wyjazdów, szampańskiej zabawy, kobiet, przyjaciół, kompletnie nic. Jakby przez ten tydzień chciał od wszystkiego odpocząć. Kiedyś złośliwie wmawiałam mu, że to dlatego, iż tęskni do rodzinnego życia. Z każdym mijającym rokiem dochodziłam do wniosku, że być może miałam rację.
– Kwadrans, nie dłużej – zastrzegł, pojawiając się już ubrany. – Śniegu co prawda nie ma, ale zimno jest jak cholera.
– Muszę się cofnąć po rękawiczki.
– Pożyczę ci moje.
W zasadzie nie zależało mi na szałowym wyglądzie. Bez pośpiechu wciągnęłam na dłonie grube, wełniane rękawice i zadowolona przyglądałam, jak kończy się ubierać.
– Fryzurka ci się zepsuje – powiedziałam złośliwie, patrząc jak zakłada czapkę.
– E tam… To tylko spacer z tobą.
Szturchnęłam go łokciem, ale wcale nie czułam się urażona. W końcu przed chwilą pomyślałam to samo. Wyszliśmy na ulicę, więc wepchnęłam rękę pod jego ramię i przytuliłam się. Trzeba przyznać, że tempo nadaliśmy sobie od samego początku zabójcze.
– To co z tym kinem? – postanowiłam drążyć temat.
– O ile mnie pamięć nie myli, miałaś mieć jutro randkę?
– Bydlę jednak nie zadzwoniło – oznajmiłam nieco markotnie. – Trudno. Widać nie był mi pisany. Zostałeś ty, albo kocyk i telewizor.
– Ja się dziwię, że jeszcze chcesz ze mną chodzić do kina – mruknął.
Dwa lata temu, poszliśmy na nocny maraton Władcy Pierścieni. Kusił mnie nie tyle sam film, co rozmach z jakim został zrealizowany. Radek zaopatrzył nas w przekąski oraz popitkę, po czym ja trylogią byłam zachwycona, on nieco znudzony. Uporczywie przedrzeźniał biednego Sama, szepcąc mi na ucho „panie Frugo” i szatańsko chichocząc. Pominę już całą resztę komentarzy, które w połowie drugiej części doprowadziły mnie do prawdziwej furii. Bez namysłu wylałam na jego kolana resztę coli z lodem. Cola jak cola, ale lód mu się nie spodobał i w pospiechu umknął do łazienki. Wrócił pół godziny później, akurat na sceny batalistyczne, więc miałam trochę spokoju. Potem zaczął od nowa… Kiedy wróciliśmy do domu, urządziłam mu karczemną awanturę, fruwały różne przedmioty oraz niecenzuralne słowa, po czym godnie urażona pomaszerowałam na piętro, do swego apartamentu. Dodatkową złość wywołał fakt, że padalec wyglądał na zadowolonego z całej akcji… I zrozum tu kobieto faceta.
– W zeszłym roku ci się podobało – postanowiłam odświeżyć mu pamięć.
– Ta elfica miała boską dupcię.
– Elfica? – spytałam drwiąco. – Teraz rozumiem dlaczego przez cały seans majstrowałeś w okolicach rozporka.
– Dyskretnie dawałem ci znać, żebyś się tym zajęła.
– To nie kino erotyczne.
– A szkoda – westchnął. – Zabrałbym cię kiedyś do takiego.
– Radek, litości. Czy możemy nie zbaczać na tematy dotyczące seksu?
– A jakoś samo tak…
Poślizgnęłam się, ale on zareagował błyskawicznie. Nie miałam szans na najmniejszego fikołka.
– Wracamy? – zaproponował. – Zagramy sobie w karty, wypijemy po lampce wina.
– No tak – skinęłam potakująco głową. Co roku to samo. Wigilia, spacer, kilka rund w karty, pół butelki korzennego, rozgrzewającego alkoholu, a na drugi dzień kino. – Nie jesteśmy normalni.
– Dlaczego? Lubię spędzać czas w twoim towarzystwie.
– To ci nowość – zerknęłam na niego nieufnie. Miał minę niewiniątka i podejrzany błysk w oku. – Zdradzę ci jednak, że ja również. Nie muszę się krygować, udawać seksownego wampa, opowiadać nieskończonej ilości bzdur, prężyć biustu i zastanawiać, czy przypadkiem nie rozmazał mi się makijaż lub zepsuła fryzura.
– Seksownego wampa? – spytał z powątpiewaniem. – Ty?
– Nie zaczynaj!
– Ale wampa? Na dodatek seksownego?
– Radek!
Z kpiącym uśmiechem, szarmancko otworzył przede mną drzwi. Usiadłam w moim ulubionym fotelu, tym który stał najbliżej kominka. Z rozkoszą ogrzewałam zziębnięte dłonie, czekając, aż doniesie wszystko co niezbędne. A kiedy skończyła się pierwsza runda krwawej, zażartej walki, a Radek zniknął w drzwiach kuchni, obiecując przynieść więcej wina, mgliście pomyślałam, że jest mi naprawdę dobrze. W zasadzie mało było momentów w moim życiu, gdy czułam się tak rozluźniona, rozbawiona i bezpieczna. Lekko się wzruszyłam, bo w zasadzie ten dobry humor zawdzięczałam swojemu najlepszemu przyjacielowi. Wiedział, jak bardzo czułam się rozczarowana postępowaniem Pawła, jak bardzo zraniona, chociaż nigdy nie powiedziałam na ten temat ani słowa. No, z wyjątkiem przekleństw. Rozumiał to i chciał mnie pocieszyć. Z rozrzewnieniem wspomniałam zeszły rok, i poprzedni, każdą…
– Masz dziwną minę. Jeśli rozmyślasz o seksie ze mną, to może zagramy w rozbieranego tysiąca? – Tuż nad moją głową rozległ się głos pełen nietajonej nadziei oraz lekkiej drwiny. – Wiesz… Na bezrybiu i rak rybą.
Tak. I oczywiście, jak co roku, musieliśmy się potężnie pokłócić.
***
– Chętnie zabrałbym cię na imprezę – kusiłam Radka. Ale on pozostał niewzruszony.
– Bawić się można cały rok. To idiotyzm żeby fetować tę jedną datę.
– Nie rozumiem. Taki rozrywkowy chłopak…
– Zostaję w domu – oznajmił stanowczo.
– Nigdy nie lubiłeś sylwestra? – mruknęłam, spoglądając na niego pytająco. – Ale nie zdradziłeś dlaczego?
– Baluję prawie co weekend. Nie mogę chcieć odpocząć?
– Nie to nie – wzruszyłam ramionami i zajęłam się salaterką pełną chipsów. W zasadzie było mi obojętne czy go namówię, czy też nie. Do następnego dnia, gdy dowiedziałam się, gdzie odbędzie się impreza i kto będzie gospodarzem. Poprzeklinałam cicho w duchu, zachmurzyłam się, lecz chwilę potem postanowiłam działać.
– Musisz ze mną pójść – oznajmiłam z determinacją, gdy tylko otworzył drzwi. – Jako podpora duchowa oraz obiekt, którego ta małpa z pewnością mi pozazdrości.
– Zwariowałaś? – odparł z niesmakiem. – Co to ja jestem? Boski żigolo?
– Przyjaciel.
– Niech zgadnę? Chodzi o Gosię?
– Tak. W tym roku wyszła za mąż, za jakiegoś pokracznego obcokrajowca. Niby nic, ale będzie się puszyć i nadymać… Wiesz, jakie to jest wkurzające?
– Od kiedy zwracasz uwagę na takie rzeczy?
– Od dziś.
– To nie idź.
– Radek, kochaniutki, zgódź się – złożyłam ręce jak do modlitwy, patrząc na niego błagalnym wzrokiem. – Będę ci co niedziela gotowała pyszne obiadki. Słowo honoru!
Aż się otrząsnął.
– Nie, dziękuję. Ja chcę żyć…
– Spaghetti robię wyśmienite, nie narzekaj.
– Tak, z sosem z proszku – uzupełnił drwiąco. – Co ci nagle tak zależy?
– Nie lubię tej małpy, bo własnych rodaków traktuje jak śmieci. Zważniała w tej Brukseli i zupełnie zapomniała, że jeszcze kilka lat temu pracowała przy taśmie z sardynkami albo jako tele coś tam.
– W seks telefonie?
Zgrzytnęłam zębami.
– Czy tobie wszystko kojarzy się z erotyką?
– Ty nie…
Gdybym nie był mi potrzebny, to z pewnością znów musiałabym się na niego rozzłościć. Założę się, że zrobił to specjalnie, wampir jeden.
– Radunio, najdroższy! Moja podporo duchowa!
– Siadaj. Chcesz herbaty?
Skinęłam potakująco głową i zajęłam miejsce na kuchennym stołku.
– Gdzie są wszyscy? – rozejrzałam się po opustoszałym domu.
– Nie wiesz? Po dwóch dniach świąt, rzucili się na najbliższy market. Co za obrzydliwie konsumpcyjne społeczeństwo – powiedział ze wstrętem, zajmując miejsce naprzeciwko. – Ciekawe czy Gosia jest tak samo piękna jak przed laty.
– Piękna? – prychnęłam z irytacją. – Uśmiechała się jak trup po ekshumacji.
– Trupy po ekshumacji się uśmiechają? – gwałtownie zainteresował się Radek. – Nie wiedziałem…
– Przestań. Wiesz o co mi chodzi. Wargi jej idą tak do wewnątrz – zaprezentowałam – i wygląda jak staruszka stojąca nad grobem. Poza tym ma policzki jak chomik, patrząc na nią tylko chrumkania się oczekuje.
– Zazdrośnica. Śliczna z niej była dziewczyna, zwłaszcza wtedy, gdy ty przypominałaś bielutką, pulchniutką kluseczkę.
– O! Wiem! Zamiast obiadów będziesz mógł mi dokuczać przez, powiedzmy pół roku.
– I tak to robię.
– Ale ja nie będę się złościć.
– To gdzie tu ubaw?
– Jesteś okropny.
– Jestem twoją podporą duchową, pamiętasz – mrugnął łobuzersko okiem.
– Wolisz w sylwestra siedzieć przed telewizorem z rodzicami?
– Tak.
Opadły mi ręce. Co za uparty osioł!
– A więc nie, to nie! – wrzasnęłam, tracąc opanowanie. Jak to się działo, że tylko on potrafił wyprowadzić mnie z równowagi? Przy innych ludziach, płci różnorakiej zawsze zachowywałam się jak normalny człowiek, tylko przy Radku traciłam cechy ludzkiej istoty? Co w nim takiego było?...
– Trudno – zacisnęłam zęby, jednocześnie wyjmując z kieszeni komórkę. – Wyjdę na idiotkę, ale lepsze to niż pełne politowania spojrzenia tej małpy.
– Co robisz? – spytał, jakby lekko zaniepokojony.
– Gdzie jest to p…
W tym momencie wyrwał mi telefon i schował za plecami. Chyba zrozumiał, co zamierzałam zrobić.
– Nie możesz się tak poniżać. Miałaś czekać na jego telefon, nie odwrotnie.
– Mogę – warknęłam, zrywając się z miejsca i usiłując odebrać mu aparat. – Oddawaj!
– Poza tym nie powiedziałem „nie”.
– Powiedziałeś.
– Powiedziałem, że wolę siedzieć w domu, co nie oznacza, że nie pójdę.
– Coś mi tu śmierdzi – chwyciłam go za poły rozpiętej koszuli, prezentującej nagi, idealnie wyrzeźbiony tors i energicznie potrząsnęłam. – Mów, pókim dobra!
– Stawiam dwa warunki.
– Dwa? – prychnęłam.
– Po pierwsze, ubierzesz się jak człowiek. Jak sobie przypomnę tę kolację firmową, na którą cię zaprosiłem…
– Miało być elegancko – warknęłam.
– Elegancko tak – odparł z naciskiem. – Ale ta spódnica za kolano, babciny żakiet, biała bluzka i buty na płaskim obcasie. Jasny gwint, Natalia! Wiesz co ja wtedy przeżyłem? Jakbym szedł na imprezę z własną matką.
– Skręciłam kostkę, nie mogłam ubrać obcasów – wytknęłam mu, nieco zawstydzona wspomnieniem tego wydarzenia. Przecież nie mogłam się przyznać, że czymś mnie wtedy wkurzył i postanowiłam się odegrać.
– Tak? A ja się założę, że zrobiłaś to specjalnie.
– I sądzisz, że teraz to powtórzę?
– Kto cię tam wie – mruknął, gładząc mnie kciukiem po policzku. – Ale jest jeszcze drugi warunek.
– Obiadki?
– Skąd. Włożysz pończoszki. Do tego koronkowy staniczek i seksowną sukienkę, z ledwością zasłaniającą pośladki. Buciki na mega wysokich obcasach.
– To wszystko? – zerknęłam na niego podejrzliwie.
– Tylko to co wymieniłem.
Nie od razu zrozumiałam…
– A majtki?
– Sęk w tym, że nie. Żadnych stringów, szortów czy czegokolwiek. Tylko pas i pończochy – oświadczył z iście diabelskim błyskiem w oku. – Sukienka ma zakrywać ich górę, ale gdy się nachylisz… Sama się domyśl.
– Zwariowałeś? W taki mróz?
– Impreza jest planowana na dworze?
– No nie – odparłam z wahaniem. – Ale jak to tak, bez gaci?
– Ano tak to. Przecież sama przyznałaś, że zdarza ci się zapomnieć o tej części bielizny.
– Ta – popukałam się w głowę. – Latem, gdy zakładam spodnie w domu. Zresztą co to za dziwaczny warunek? Specjalnie to robisz – dźgnęłam go palcem w pierś. – Po to, żeby mnie zdenerwować.
– To mój jedyny warunek. Pojadę z tobą jutro na zakupy, bo gustu to ty nie masz za grosz kluseczko.
– Znaczy się nie eksponuję półnagiego tyłka, a biust nie wylewa mi się z dekoltu?
– Coś w tym rodzaju. To jak? Umowa stoi?
Oczywiście znów mnie podpuszczał, nie wierząc, że tak naprawdę mogłabym to zrobić. Zmrużyłam oczy, udając zamyśloną. Nie zareagowałam nawet wtedy, kiedy jego dłoń zaczęła delikatnie pieścić moje plecy. A co gdybym tak dotrzymała słowa w każdym szczególe? Chociaż na samym początku, bo całej imprezy mogłabym nie przeżyć w zdekompletowanej garderobie. Tylko troszeczkę, wystarczająco by utrzeć nosa temu nieznośnikowi. Uśmiechnęłam się szeroko i strąciłam jego natrętne ręce z mojej pupy.
– Łapy precz! A co do sylwestra – to umowa stoi. Sukienkę wybiorę sama – zasłoniłam mu dłonią usta, gdyż od razu chciał zaprotestować. – Będzie w twoim stylu, więc nie marudź.
– Siedzisz mi na kolanach i sądzisz, że jestem z kamienia? – zgłosił pretensje, kiedy karcąco dałam mu po łapach.
– Mówiłeś, że ja nie kojarzę ci się z seksem?
– Jestem na głodzie – burknął, spychając mnie na podłogę. – Pamiętaj, bez wygłupów. Seksowna kiecka, szpileczki i bielizna. Jak coś będzie nie tak, zostaję w domu.
– Mnie również zależy na własnym wyglądzie.
– Oryginalna z ciebie kobietka, kto wie, co ci chodzi po głowie.
Westchnęłam i duszkiem dopiłam herbatę. Miałam cztery dni, nie licząc dzisiejszego na znalezienie odpowiedniej kreacji. Z bielizną nie było problemu; wbrew temu, co twierdził Radek posiadałam różne seksowne cudeńka. Kiecki za to jedynie trzy, przy czym żadna nie byłaby odpowiednia. No i buty… W tych cudach, o których kupno pokusiłam się pewnego, pięknego dnia, od biedy wytrzymam z trzy godzinki. Jak większość czasu spędzę na kanapie, to może i dłużej.
Dopiero po powrocie do domu, uświadomiłam sobie, jak głupi był to pomysł. Ja z Radkiem, udającym zakochanego we mnie bez pamięci, półnaga, uwieszona na jego ramieniu i bez słowa protestu, a nawet z uśmiechem na ustach, znosząca jego zaloty. To się wkopałam. Ale potem przypomniałam sobie bal maturalny, podsłuchaną w damskiej toalecie rozmowę i zgrzytnęłam zębami, aż echo poszło po pokoju. Dam radę. Byle do północy, potem dyskretnie się ulotnimy. Zawsze byłam uparta i ten ośli upór pomagał pokonać mi wszelakie przeszkody. Teraz również. Zalogowałam się online na konto w banku, sprawdziłam moje możliwości finansowe, a potem skuliłam w fotelu pod kocem, snując pełne triumfu marzenia o sylwestrowej nocy.
***
– Wyglądasz ślicznie – Radek pochylił się nade mną, z rozmachem całując w ucho. – Jestem za tym, byśmy zostali w domu i zajęli się czymś znacznie przyjemniejszym?
– Nie – odparłam twardo. Leciutko drżałam z emocji, bo jednak sukienka była naprawdę krótka, a ja przecież prócz staniczka i pończoch, nic więcej pod nią nie miałam. Oba warunki spełniłam w zupełności i sama nie mogłam się napatrzeć na siebie w lustrze. Radek też wyglądał bosko, zresztą, jak zawsze. Eleganckie spodnie, niebieska koszula, odcieniem dopasowana do koloru mojej kreacji, od góry dwa niedbale odpięte guziki ukazujące skrawek czekoladowej opalenizny i ten błysk łowcy w oczach. Nagle zaniepokoiłam się.
– Co będzie, jak spodoba ci się jakaś inna kobieta? – spytałam ostrożnie. Pewne kwestie wypadało wyjaśnić od razu.
– Nic. Idę tam z tobą, udając zakochanego do szaleństwa – wzruszył ramionami, podając mi płaszcz. – Możesz być pewna, że nie odwalę fuszerki. Pijemy mało, bawimy się szampańsko, od czasu do czasu namiętnie całujemy.
– No tak – odparłam zmyślona, uwagę o całowaniu pomijając milczeniem. Opatuliłam się potem szalem i zaczekałam, aż Radek się ubierze. Przeczucie, że to był porąbany pomysł, gniotło mnie z siłą prasy hydraulicznej. A na dodatek tak strasznie podwiewało od dołu…
W taksówce milczeliśmy. Ja wciąż pogrążona w złowrogich przeczuciach, Radek dziwnie poważny, wpatrujący się w migające za oknem widoki. Mimo wszystko dobrze było tak siedzieć w zupełnej ciszy, przytulając się do jego ramienia. Pomyślałam, że nie spytał o drugi warunek. Rany, on naprawdę nie wierzył, że mogłabym to zrobić! Dobrze, że w malutkiej torebeczce miałam zwinięte w kuleczkę koronkowe szorty, które postanowiłam założyć natychmiast po przybyciu na miejsce. Głupio postąpiłam, nie robiąc  tego od razu, chociaż wiedziałam, że Radek żartował.
– O czym myślisz kluseczko?
– O tym, że chyba powinnam była założyć te majtki – wyszeptałam mu do ucha, starając się, by nie usłyszał tego kierowca. I trzeba przyznać, że tak osłupiałego nie widziałam go nigdy wcześniej.
– Nie założyłaś… – zaczął zdławionym głosem. – Sądziłem, że wiesz, iż żartowałem?
– Całkiem poważnie wyglądałeś stawiając oba te warunki – zerknęłam zalotnie w górę, napotykając jego wciąż pełne zdziwienia spojrzenie. – A mnie zależało na twoim towarzystwie.
Nie odpowiedział, ale jego oczy pociemniały i pojawiło się w nich coś, co stanowczo można było określić tylko jednym słowem. Wolałam nie kusić losu, więc dodałam:
– Mam je w torebce. Poszukam damskiej toalety i założę.
– Nie! – prawie jęknął. – Zostań tak, proszę.
– Perwersyjny jesteś.
– Wiesz jak mnie coś takiego kręci? Będę bardziej wiarygodny.
Przysięgłabym, że chodziło mu po głowie coś innego jak wiarygodność. Już teraz czułam, jak jego dłoń ukradkiem gładzi moje udo. Niestety, płaszcz miałam długi, za kolano, więc nie było szans, by Radek wywinął mi jakiś numer, zwłaszcza, że właśnie dojechaliśmy do celu. Zapłacił kierowcy, szarmancko przytrzymał drzwi, pomagając mi wysiąść i poprowadził po stromych schodach. Impreza odbywała się w rzęsiście oświetlonym budynku, usytuowanym na przedmieściach, w pewnym oddaleniu od ludzkich siedzib. Była przewidziana na ponad sto osób, suto zakrapiana, z witającą nas od progu dudniącą muzyką.
Radek odwiesił mój płaszcz, po czym objął władczo ramieniem. Uśmiechnęłam się z przekąsem, czując jak jego dłoń zsuwa się dużo niżej niż nakazywała to względna przyzwoitość. Wiedziałam, że stara się wybadać czy mówiłam prawdę.
– Nie obmacuj mnie tak publicznie – szepnęłam mu, jednocześnie machając do przyjaciół, siedzących przy okrągłym stoliku. W zasadzie widziałam tu wiele znajomych twarzy, łącznie z tą małpą, przez którą zorganizowałam całą tę szopkę. – Będziesz miał okazję później to sprawdzić.
Prychnął, lecz nie zaprotestował. Przedstawiłam go całemu towarzystwu oraz kilku znanym osobom, które przechodziły obok, po czym zażądałam solidnego drinka. Radek z zapałem spełnił moje życzenie, po czym przyłączył się do beztroskiej konwersacji. Do momentu gdy pojawił się mój arcy wróg czyli nadobna Gosieńka. Kiedy zobaczyła z kim przyszłam, o mało co oczy nie wylazły jej z orbit. Opanowała się jednak, przyjmując minę niepokalanej dziewicy. Już ja te jej numery znałam na pamięć. Walnęłam soczysty opis na temat mojego domniemanego romansu, dodałam hipotetyczną datę ślubu i z satysfakcją obserwowałam jej rzednącą minę.
– Nie nosisz obrączki? – wyrwało mi się z niedowierzaniem w pewnej chwili.
– Rozwodzę się.
– Po sześciu miesiącach małżeństwa?
– To była okropna pomyłka – oświadczyła, robiąc słodkie oczy w kierunku Radka. Za to on wyglądał, jakby lada moment miał wybuchnąć śmiechem. – Zresztą, przed kilkoma tygodniami poznałam mężczyznę mych marzeń.
- Ja również. Za pół roku zamierzamy się pobrać – odparłam głosem ociekającym jadowitą satysfakcją, namiętnie przytulając się do ramienia mego towarzysza. Miałam nosa, małpa jednak ochajtała się dla kasy, jako warunek konieczny postawiła brak intercyzy i teraz elegancko kopnęła swego ślubnego w cztery litery. Słowem – wyssała go jak pijawka swą ofiarę. Co prawda widziałam człowieka raz na oczy, ale nieoczekiwanie zrobiło mi się go żal. Ciekawe, kim był kolejny szczęściarz?
– Zatańczymy? – spytałam Radka, który stanowczo zbyt intensywnie wpatrywał się w tę małpę. Trzeba go było jakoś wyrwać spod hipnotyzującego wpływu Gosieńki. Pomysł był doskonały, bo od razu zerwał się, porywając mnie na parkiet.
– Nie mogę wyczuć, czy mówiłaś prawdę, czy też nie?
– Sam słyszałeś. Rozwód po pół roku, a na dodatek bezczelnie pożerała cię wzorkiem.
Spojrzał na mnie z nieco dziwnym wyrazem twarzy.
– Miałem na myśli twój brak bielizny.
– A ty tylko o jednym!
Pochylił się i wyszeptał mi do ucha, schrypniętym głosem:
– Jak sobie wyobrażę, że wystarczy podwinąć ten kawałek materiału, by mieć dostęp do prawdziwych skarbów… – w tym momencie przycisnął mnie dość jednoznacznie, a ja po raz pierwszy pomyślałam, że być może wcale się ze mną nie droczy. W takim jednak razie, jak najszybciej powinnam odwiedzić damski przybytek i uzupełnić garderobę.
– Co cię napadło? – mruknęłam, usiłując nieco zwiększyć między nami dystans. Niestety, w tańcu okazało się to niezwykle trudnym zadaniem.
– Pożądanie.
– Nic nowego. Z tego co wiem, napada cię bardzo często.
– Ale nieczęsto w twoim towarzystwie.
– Wielkie dzięki – odparłam skwaszona. – To mnie pocieszyłeś.
– Mam robić za powiernika twych trosk czy za owładniętego miłością?
– Wystarczy, że będziesz się zachowywał tak jak na pierwszej lepszej randce – burknęłam. – To chyba nie powinno być trudne.
– Nie, nie powinno – odpowiedział, dziwnie na mnie spoglądając.
– Nie patrz tak, bo czuję się jak małpa w zoo przyłapana podczas kopulacji.
– Kluseczko, twoje teksty są powalające – zachichotał. – Skąd taka znajomość nawyków naczelnych? Sądziłem, że biologia nie była twoją mocną stroną?
– Pozostałość w genach po przodkach.
– To spojrzenie wściekłego goryla także?
– Goryla zaliczyłabym raczej do kuzynostwa – wysiliłam odrobinę umysł, by zabłysnąć wiedzą. – Ta sama rodzina, ale inny rodzaj. Poza tym do najbliższego krewnych należą także szympansy.
– Zawsze poruszasz tak interesujące tematy na randkach? – spytał zaciekawiony. – Nic dziwnego, że zazwyczaj zwiewają w podskokach.
– Podlec. To nie ja zaczęłam.
– Chyba w wolnych chwilach powinienem cię dokształcić.
– Ty?
– Zaufaj mojemu doświadczeniu.
– Nie powinno się ufać zawodowym podrywaczom – odparłam, kątem oka łowiąc zamieszanie na parkiecie po prawej. Jednocześnie przez cały czas poprawiałam zbyt nisko zjeżdżającą dłoń Radka. Powiedzieć, że w jego objęciach czułam się nieswojo, to zdecydowanie ogólnikowa uwaga. Nie wspominając już o tym, że bosko pachniał. Nic tylko wtulić nos w szeroką pierś i odpłynąć. Zawsze uważałam, że jestem zbyt wrażliwa na zapachy.
– Jestem zawodowcem?
– Nie znam pojęcia amatorski podrywacz. – Na parkiecie pojawiła się Gosia w objęciach szałowego bruneta, co nie przeszkodziło jej na posyłanie długich, wieloznacznych spojrzeń w naszym kierunku. Widocznie Radek wpadł jej w oko. Uśmiechnęłam się z przekąsem.
– Satysfakcja? Widać, że twój plan wypalił.
– Nie pochlebiaj sobie. Sądzisz, że gdybyś był wolny, to w podskokach popędziłaby z tobą do najbliższej wolnej sypialni?
– Niekoniecznie do sypialni – wzruszył ramionami. Na plus należy mu policzyć, że nadal nie odrywał ode mnie wzorku.
– Najpierw wybadałaby zawartość twojego portfela i o ile ją znam, to mieściłbyś się w dolnych granicach. Później nastąpiłaby długa gra wstępna, zwana wabieniem ofiary, na końcu zarzucenie sieci, oszacowanie twych zdolności rozrodczych i w końcu być może doszedłbyś do finału.
– Mówiłem ci już, że masz śliczne piersi? Takie idealnie krągłe, aż chciałoby się je schrupać – wymruczał, wtulając nos w moją szyję.
– Zasługa odpowiedniej bielizny.
– Zapomniałaś, że widziałem cię całkiem nago. I doskonale pamiętam każdy szczegół.
– Tyle razy mówiłam, że nie wchodzi się do czyjegoś mieszkania bez pukania! – od razu się zdenerwowałam.
– Ty do mojego wchodzisz.
– To co innego. Nie robię tego bez wyraźnej potrzeby.
– Jak ta hipotetyczna mysz biegająca po kuchni? – spytał szyderczo.
– Żadna mysz! Nie szkaluj mi tu mojego dobrego imienia. To był szczur, ogromny i brudny. Nie potrzebowałam pomocy tylko łopaty.
– Żeby mu przywalić?
– Żeby go eksmitować.
– Łopatą? Chyba na tamten świat?
– Radek! – spojrzałam na niego groźnie, znacznie się odsuwając.
– No co? Z doświadczenia wiem, że to twoja ulubiona broń.
– Jak te dziewczyny z tobą wytrzymują? – wymamrotałam, wyślizgując się z jego objęć i kierując ku łazience. O bogowie! Ile bym dała, by znaleźć się tu w towarzystwie zauroczonego mną mężczyzny, z którym nie musiałabym rozmawiać o małpach czy szczurach, który namiętnym głosem prawiłby mi komplementy, rozpalał zmysły, co pozwoliłoby na snucie ekscytujących planów na kolejne dni, tygodnie, a może i całe życie. Gdzież się podziewał ten mój wymarzony książę? W końcu mógłby się pojawić, nawet bez białego rumaka, ale…
– Natalia?
Stanęłam jak wryta, mając wrażenie, że chyba śnię. To niemożliwe, aby moja upojna wyobraźnia potrafiła tworzyć tak realistyczne wizje? To po prostu niemożliwe!
– Paweł? – wyrwało mi się, możliwe że z zachwytem. Bo i było na co popatrzeć. Stylowy, elegancki, jak zawsze czarujący, mój ideał z uwieszoną u boku nadobną Gosieńką. Los bywał podły, ale jak widać dziś postanowił wyjątkowo się postarać. Statystycznie rzecz biorąc cała ta sytuacja była nieprawdopodobna, wręcz kuriozalna. I jak tu się śmiać z powiedzenia, że świat bywa mały? Czasami bywa wręcz tyciuteńki.
– Co za spotkanie! – Paweł delikatnie pocałował mnie w policzek, jednocześnie zezując w mocno wycięty dekolt. Nic dziwnego, na nasze spotkania, zgodnie z własnym kodeksem randkowym, nie ubierałam się tak seksownie.
– O, tak! – odparłam nieco jadowicie, znacząco zerkając na jego towarzyszkę. – Bardzo zaskakujące.
Paweł roześmiał się, dokładnie wiedząc, co mam na myśli. Dwa tygodnie temu obiecał zadzwonić, snując na głos czarowne wizje wspólnego spędzenia świąt. Na obietnicach się skończyło, a reszta okazała się czystym łgarstwem. Bynajmniej, nie zmieszał się, nie zakłopotał, odważnie patrzył prosto, to w moje zagniewane oczy, to na stojącego za moimi plecami Radka. Poczułam jak zawiść – w końcu do mnie dotarło, kim była nowa miłość Gosi – oraz wściekłość zaczynają dławić mnie w gardle, tworząc mieszankę wybuchową. Jednak lekki uścisk na moim ramieniu pozwolił się opanować i odzyskać nieco zdrowego rozsądku.
– Wspominałaś coś o nowym mężczyźnie w twoim życiu – zwróciłam się do szeroko uśmiechniętej koleżanki. Uh! Jak ja chętnie wybiłabym jej te białe, lśniące zęby. Co do jednego! – Czy moje przypuszczenia są słuszne?
– Owszem. A skąd wy się znacie? – spytała z odrobiną podejrzliwości w głosie.
– Stare dzieje. Dwa przypadkowe randki – zełgał gładko Paweł. Tym razem poczułam chęć na wybicie jego zębów. – A to musi być Radek, twój współlokator, prawda? Natalia opisała cię niezwykle trafnie i w ogromnych superlatywach. Jedyne co miała ci do zarzucenia –  roześmiał się – to ciągłe podrywki oraz ścielący się za tobą trup połamanych, niewieścich serc. Ale widzę, że zaprosiłaś go na imprezę, więc aktualnie chyba oboje jesteście samotni?
To bezczelny łajdak! Przypomniałam sobie łgarstwa na temat wielkiej miłości, głupawą wzmiankę o rychłym ślubie, zauważyłam w oczach Gosieńki gwałtowne zainteresowanie połączone z satysfakcją, bo mimo wszystko nie była aż taka głupia jakbym tego pragnęła i wyrecytowałam w duchu soczystą wiązankę przekleństw. A potem po prostu obróciłam się na pięcie i uciekłam. Najbardziej idiotyczne rozwiązanie, ale jedyne, które przyszło mi w danej chwili do głowy.
Los nie tylko był podły. Bywał również prawdziwym skurwielem, obfitującym w nieprawdopodobne zbiegi okoliczności.

link do części II - klik
 

39 komentarzy:

  1. Bardzo mi sie podoba :)
    I bardzo mi sie podoba, jak klniesz w myslach bohaterek :P

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na "On"ego od kilku miesięcy z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też czekam na "On"ego !!
      A to opowiadanie bardzo mi się podoba, lubię motywy "friends"

      Usuń
  3. Jeju! Cudowne! :O

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się bohaterka ;) I na dodatek moja imienniczka . Natalia

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo często popełniasz w tekstach jeden błąd!
    Wyszukaj wszystko co zawiera "wzork" i pozamieniaj w razie potrzeby na "wzrok".
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie ze wracasz i ze lepiej sie czujesz nie powiem ze tesknilam za tymi wyrazistymi ustami

    OdpowiedzUsuń
  7. Ile będzie jeszcze części tego opowiadania? ; )

    OdpowiedzUsuń
  8. Niezbyt często się tu odzywam. Ale strasznie się stęskniłam za twoją twórczością. Dopiero jak przeczytałam, ogarnęłam jak bardzo mi brakowalo tych opowiadań. To zapowiada się świetnie tak samo zresztą jak dwa pozostałe opowiadania. Mam nadzieję że z ciążą wszystko w porządku. Lofki kiski. Magda :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy to nie dziwne ze kobieta, co prawda pośrednio, lecz nadal kobieta jest w stanie tak mnie podniecić?? Jak zwykle Babeczko chylę czoła przed Twoimi zdolnościami i fantastycznymi pomysłami. Nie powiem, ze cholernie mi Ciebie brakowało, zwłaszcza ze to nie kto inny, tylko Ty zainspirowałas mnie do rozpoczęcia przygody z piórem a raczej z klawiaturą :) chciałam dodać jeszcze tylko jedna rzecz, na temat opowiadania. Oczywiście jest cudowne i pobudzające zmysły, ale zdarzyło mi sie dojść do zbliżenia z najlepszym przyjacielem i okazało sie to jedną z najwiekszych moich życiowych pomyłek. Od tamtej pory na wizje związku opartego na damsko męskiej przyjaźni patrzę przez pryzmat swoich niewesołych doświadczeń i zastanawiam sie czy według Ciebie jest to możliwe ? Ja miałam wrażenie jakbym całowała swojego najlepszego kumpla a nie chłopaka, w dodatku zaczął mnie zupełnie inaczej traktować... Byłaś kiedyś w takim związku Babeczko?
    Pozdrawiam,
    Olivia.K

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne! :) nie mogę się doczekać następnej części :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super! Czekamy na kontynuacje ; )

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, że wróciłaś :) super, że czujesz się juz lepiej i super, że dodałaś takie świetne opowiadanie do tego główna bohaterka jest moja imienniczką :)
    Świetne to opowiadanko i coś czuję, że druga część będzie jeszcze lepsza.
    Mam nadzieję, że szykujesz takie zakończenia jak przewiduje... oczywiście happy end z wielki love story na końcu. Takie coś bardzo by mi się przydało po niedawnym rozstaniu z facetem.
    Cociaż tutaj niech facet okaże się facetem a nie zwykłą świnią ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Podoba mi się i to bardzo:)) Fajnie,że masz już lepsze samopoczucie ,trzymam za Was kciuki:)
    K.

    OdpowiedzUsuń
  14. Babeczko, znalazłam kiedyś twojego bloga i teraz zakładka do niego, widnieje na ekranie głównym mojego telefonu :-) Bardzo się cieszę, że wróciłaś i także jestem zdania, żebyś pokończyła zaczęte opowiadania. Są cudowne i nawet moja koleżanka czyta je razem ze mną w szkole, choć czytać bardzo nie lubi :-) Pozdrawiam i jakbyś znalazła chwilkę, zapraszam na mojego bloga.
    ~whyiwrite

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm... to moja pierwsza wizyta tu, ale po przeczytaniu, na pewno jeszcze tu zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  16. A kiedy 2 cześć ?

    OdpowiedzUsuń
  17. Z zapowiedzi "opowiadania walentynkowego" NIC nie wyszło...

    OdpowiedzUsuń
  18. babeczko kiedy dalsza część?

    OdpowiedzUsuń
  19. Dzisiaj następna, prosimy

    OdpowiedzUsuń
  20. och błagam niech Radek z Natalią wypalą że są razem i się kochają aby zetrzeć uśmieszek z ust tego frajera pawła, niech żałuje co stracił i z ust tej lafiryndy gośki....

    OdpowiedzUsuń
  21. Nieco zdechła czy nie... czyta się Ciebie świetnie !!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ugh... I wróciłam do nałogu czytania babeczkowych opowiadań! Tylko proszę, nie zwlekaj już i wrzucaj kolejną część!
    ~Wierna babeczkowa czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedy planujesz dodać kolejną część Babeczko? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. No czekam czekam i czekam i nic :-( Opowiadanie super :-) codzień tutaj wchodzę po pare razy i sprawdzam czy czasem czegoś nie dostałaś. Ale to mnie szczerze zaciekawiło :-D czekam na ciąg dalszy.. :-D

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedy następna?

    OdpowiedzUsuń
  26. I to juz koniec? myslała, że między Radkiem a Natalią coś się wydarzy;(

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie mów babeczko ze będzie znowu długa przerwa bo nie wytrzymam :(

    OdpowiedzUsuń
  28. Halo, jest juz marzec, gdzie druga cześć?

    OdpowiedzUsuń
  29. Halo babeczko co się znowu dzieję ? :c

    OdpowiedzUsuń
  30. Tak mi smutno jakoś... Nie przeczytałam tego opowiadania, zrobię to jak wrzucisz ostatnią część. Pusto się tu zrobiło, brakuje mi tego codziennego wchodzenia na bloga, odświeżania stron po kilka razy dziennie. Picia pierwszej herbatki na tarasie z laptopem na kolanach. Zatęskniłam za Twoimi opowiadaniami, przykro mi, że czasami zapominam o istnieniu tego bloga jak chyba większość z Nas, stałych czytelniczek co widać po komentarzach.
    Wiem, że czytałam to opowiadanie o złośnicy ale już nie pamiętam o czym było i to też przeczytam jak skończysz.
    Mam nadzieje, Droga Babeczko, że wszystko u Ciebie w porządku i wrócisz do nas niebawem z taką częstotliwością jak wcześniej:)
    Do czerwca jeszcze troszkę zostało ale ja już Ci życzę szczęśliwego rozwiązania:)
    Ślicznego i zdrowego maleństwa:)
    Pozdrawiam cieplutko!
    LIA.

    OdpowiedzUsuń
  31. Oj, kiedy kolejna część? ;) Wkręciłam się w fabułę dość mocno, zwłaszcza, że przypomina mi to trochę sytuację z mojego życia ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Część 2 to chyba na walentynki 2016 będzie. Chyba ze żyje w innej czasoprzestrzeni i juz jest czerwiec i pojechalas rodzić.

    OdpowiedzUsuń
  33. Witaj!!!. Twoje teksty są super. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI 8 MARCA - WIKTOR

    OdpowiedzUsuń
  34. Nastepna czesc mile widziana :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Kochana Babeczko! Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko ok i zarówno Ty jak i Dzidzia czujecie się dobrze :-) Czekamy na Twój powrót z nadzieją :-)
    Paula.

    OdpowiedzUsuń
  36. Więcej proszę! :)

    OdpowiedzUsuń