poniedziałek, 8 września 2014

On (III)

Grypa, której się wyrwałam w zeszłym tygodniu i tak mnie dopadła. Wczoraj skusiłam się na wyjazd na grzyby, choć chyba powinnam była zaaplikować sobie leki i poleżeć w łóżeczku. W zamian za to przedzierałam się przez las, po czym w dwóch tylko miejscach uzbierałam wiaderko kurek i wróciłam schrypnięta, mokra, oblepiona pajęczynami oraz wściekle pokąsana przez komary. Maślaków było tyle, że w okręgu o promieniu pięciu metrów uzbierałam dwie potężne reklamówki. Na dodatek byłam wybredna, tylko najładniejsze maślaczki. Mogłam sobie pozwolić, bo było ich tyle, że ho, ho!!! 
Byle do kolejnej niedzieli, to sobie poleżę. Wcześniej nie da rady, za dużo obowiązków, chyba że padnę na pysk z temperaturą, wtedy jednak okaże się, że nie ma ludzi niezastąpionych...
Musi być ze mną kiepsko, bo dopiero przed godziną przypomniałam sobie, że mam dziś urodziny... Brak słów. Całej rodzinie wmówiłam, że to jutro. Zorientowali się, jak zobaczyli męża z kwiatami. A już miałam nadzieję, że się nie połapią ;-)

Link do części II - klik

          On (III)
Kiedy się obudziła, w mieszkaniu było pusto. Nieznajomy zniknął, zostawiając jedynie ciepłe jeszcze bułki, kawę w ekspresie i karteczkę z wyraźnym poleceniem „nie ruszaj się stąd”. Tak, było równie krótkie oraz treściwe, jak jego wypowiedzi.
Skrzywiła się. Jak miała niby wyjść na zewnątrz? Boso i w piżamie?
Zjadła, wypiła kawę, wzięła prysznic w malutkiej, zimnej łazience. Potem, owinięta w ręcznik, podeszła do szafy i przez chwilę z zadumą wpatrywała się w jej ubogą zawartość. Dwa czarne, identyczne garnitury. Trzy pary takich samych dżinsów. Równiuteńko poukładane skarpetki i bokserki. Także identyczne. Boże! To chyba oznaczało, że miała do czynienia z wariatem? Na czym polegał ten rodzaj wariactwa, nie umiała sprecyzować, ale to nie było normalne. Przymierzyła spodnie. Były o wiele za duże. Nogawki podwinęła, a w pasie związała się dodatkowo znalezionym w szufladzie sznurkiem. Ubrała koszulkę. Bez bielizny i butów, czuła się dziwnie naga oraz bezbronna. Wzięła jeszcze skarpety i dopiero potem spojrzała w lustro. Wyglądała koszmarnie. Zaczęła się śmiać, lecz ten śmiech umilkł równie nagle jak się zaczął.

Zadrżała, bo uzmysłowiła sobie, że gdyby nie ten mężczyzna, to prawdopodobnie byłaby już martwa. Interesujący był motyw jego postępowania. Po prostu ciekawość? A co się stanie, gdy ją zaspokoi? Poczuła strach. A co będzie, gdy postanowi zaspokoić coś więcej niż ciekawość? Intrygował ją, sprawiał, że czuła się bezpiecznie, ale to nie były powody dla których zgodziłaby się na jakikolwiek kontakt intymny. Rozejrzała się dookoła z narastającą paniką. Powinna uciekać. Na policję, do mysiej dziury, byle daleko stąd, od niego, od nieznanych napastników.
I wtedy zaskrzypiał drzwi wejściowe. Wszedł do środka, odstawił torbę z zakupami i dopiero potem spojrzał prosto na nią.
– Cześć – powiedziała schrypniętym głosem. Na razie z ucieczki nici. Byle się nie wychylać, nie prowokować go, może zostawi ją samą po raz kolejny i wtedy będzie mogła spróbować. Czuła się dziwnie nieswojo pod jego bystrym, taksującym spojrzeniem. Dopiero po chwili dotarło do niej, że wyraża podziw.
– Kupiłem odzież – wskazał na porzucone pod drzwiami pakunki.
– Dla mnie?
Skinął głową. Odwiesił płaszcz i zdjął buty. Włosy miał związane w mały kucyk, na sobie jedynie białą koszulkę i dżinsy. Identyczne jak te trzy pary z szafy. Podniósł najmniejszą torbę i wypakował z niej kilka artykułów spożywczych. W tym samym czasie Orina z narastającym podziwem przyglądała się zawartości drugiej torby. Dwie pary spodni, a jakże, dżinsowych, biały sweterek, prosty i bez jakichkolwiek ozdób, kilka koszulek, skarpetki, szal i czapka, podobna do tych, które zostawiła w domu oraz zimowa kurtka. Nie zapomniał również o takich szczegółach jak bielizna. Tylko że ona nie wyglądała na prostą i praktyczną. Wręcz przeciwnie. To były koronkowe cuda najlepszych bieliźniarskich marek. Trzy białe, trzy czarne i jedno czerwone. Frywolne, seksowne i co najdziwniejsze, od razu spostrzegła, że jej rozmiar. Zarumieniła się. Obmacał ją podczas snu czy co? Taka bystrością nie grzeszył normalny facet. Tak, tylko że ten najwyraźniej nie był do końca normalny.
– Pasuje? – spytał tylko, obserwując spod opuszczonej głowy jej reakcję. Zwłaszcza moment, gdy wyjęła bieliznę. Pytanie było retoryczne, bo był pewien, że idealnie trafił z rozmiarem.
– Chyba tak – odparła z wahaniem. – Przymierzę.
Nie odpowiedział, za to pomógł jej przenieść ogromną torbę do łazienki. Rzucił ostatnie, pełne zadumy spojrzenie i cicho zamknął drzwi, pozostawiając Orinę samą. Jeszcze przez moment uspokajała oddech, bo była niemal pewna, że wepchnie się za nią i… No właśnie. Co niby miałby zrobić?
Z ulgą pozbyła się zbyt dużych spodni. Nowa odzież leżała, jakby na była na nią szyta. Zwłaszcza biustonosz. I majtki. Zarumieniła się, a potem spojrzała w lustro, samej sobie w oczy. I co z tego? Na razie miała dosyć problemów, nie powinna pakować się w kolejne. A nieznajomemu daleko było do super bohatera z dziewczęcych snów, choć z pewnością był tajemniczy.
– Wszystko pasuje – powiedziała krótko, wychodząc z łazienki i siadając przy stole. – Ale zapomniałeś o butach.
Bez słowa wskazał na ostatni pakunek. No tak, nie zauważyła go. Kozaczki był lekkie, ciepłe i bardzo wygodne. Pasowały jak ulał.
– Ty to masz oko – stwierdziła z podziwem Orina, a potem nagle zaczęła się śmiać. Masz oko? Doskonale to ujęła, można powiedzieć, że dosłownie. Od razu zrozumiał, o co jej chodzi i również się uśmiechnął. Podsunął kubek z kawą, potem z kieszeni wyjął tajemniczą książeczkę. Całkiem o niej zapomniała.
– Znalazłeś w niej coś ciekawego?
– Tak.
– Tak? – spytała zdumiona. – Może jakieś szczegóły? Wiesz, w końcu chciałabym wiedzieć, bo ktoś chce mi za nią skręcić kark.
– Spróbuj sama – podał jej baśnie, a sam zabrał się za otwieranie przybrudzonej koperty. Czyżby kolejne zlecenie? Nieznacznie się skrzywił. Akurat teraz, gdy był zajęty czymś innym. Wyjął ze środka zwykłą kartkę w kratkę i bardzo długą chwilę przyglądał jej się ze zmarszczonymi brwiami. Orina miała podobny wyraz twarzy, w skupieniu kartkując książeczkę. Nagle mężczyzna gwałtownym ruchem zgniótł otrzymaną wiadomość, a następnie wstał tak energicznie, że krzesło na którym siedział, upadło z rumorem. Podniosła głowę i pobladła. W prawej ręce trzymał ogromny nóż. Przeraził ją chłód jego spojrzenia, zacięty wyraz twarzy.
Spojrzała na porzuconą kopertę, na zgnieciony papier i przyszła jej do głowy straszna myśl.
Bo jeśli naprawdę zabijał na zlecenie, to być może właśnie otrzymał nowe. A dotyczyło niej samej.
***
Kobieta siedząca przy biurku miała zimne szare oczy, szczupłą twarz i jasne włosy, ściągnięte w surowy kok na czubku głowy. Białą koszulę zapięła aż pod szyję, granatowe spodnie były starannie wyprasowane, a ciemne buty wypolerowane na wysoki połysk. Smukłymi palcami, o krótkich, wypielęgnowanych paznokciach, postukiwała w szklany blat biurka.
– A więc nie macie ani książki, ani dziewczyny?
Żylasty mężczyzna siedzący w niewygodnym, ale za to bardzo desingerskim fotelu, wzruszył ramionami, zaciągając się papierosem
– Samanto, nie powiedziałaś nam wszystkiego. Jakim cudem to dziewczątko łamie karki moim ludziom niczym zapałki? Nie wyglądała na kulturystkę.
– Nie jesteśmy na ty – wycedziła, mrużąc oczy.
– Tak? Ile razy muszę cię przelecieć, abyśmy byli?
– To nie ma nic wspólnego z naszymi stosunkami na gruncie zawodowym. Pytałam, dlaczego nie przyprowadziliście mi dziewczyny?
– Moim skromnym zdaniem ktoś jej pomaga. Pytanie raczej powinno brzmieć: kto?
– Żywą lub martwą. Nawet tego nie potrafisz zrobić.
– Nie obrażaj mnie. Co z jej siostrą? Może to ona wynajęła kogoś do ochrony?
– Wykluczone.
– I sama załatwiła czterech dryblasów? A może dlatego jest dla ciebie tak cenna? Czego mi nie powiedziałaś kotku?
– Wiesz tyle, ile powinieneś – w szarych oczach zabłysła złość. – Pamiętaj, jesteś od czarnej roboty, a nie od planowania. Każemy ci kogoś ścigać, robisz to. Zabić, zabijasz. Nic poza tym. A jej siostra… Cóż, jedno mogę stwierdzić z całą stanowczością. To nie ona.
– W takim razie kto?
– Nie wiem – wzruszyła ramionami. – Ale się tego dowiem. Orina ma wszczepiony biochip. Ten zawiera nadajnik GPS, czyli krótko mówiąc jest niczym lokalizator. Dotąd nie był nam potrzebny, ale skoro nie wiemy gdzie się podziała przyda się jak znalazł. Ma on swój niepowtarzalny cyfrowy numer, oczekujący tylko na sygnał radiowy. Kiedy go wyślecie, odpowie. W ten sposób można ustalić, gdzie przebywa dziewczyna. Lecz tym razem tego nie spaprajcie.
– Jak to ma? – spytał z niedowierzaniem mężczyzna.
– Wszczepiono jej tuż po narodzinach.
– Mówisz serio? Bo mam wrażenie jakbym znalazł się w środku pieprzonego filmu sf.
– Kretyn – odparła krótko. Włączyła stojącego na biurku laptopa, przez kilka minut w skupieniu śledziła dane na ekranie, po czym uniosła głowę i powiedziała.
– Idź do laboratorium, do Karla. Zaraz zadzwonię, by poinformować go o wszystkim. Dostaniesz bardzo szczegółową lokalizację. I ostrzegam cię, nie wracaj z pustymi rękoma.
Spojrzał prosto w zimne, wyprane z wszelkich emocji, oczy kobiety i zrozumiał, że tym razem mówi serio. Przez moment zastanowił się, dlaczego tak bardzo zależy jej na niepozornym dziewczątku, z małego, zacofanego kraju leżącego na skraju Europy, lecz momentalnie wzruszył ramionami i wstał. Miał do wykonania zadanie. Nie pierwszy i nie ostatni raz nie zna żadnych szczegółów. Pora więc zapracować na swoją pensję.
***
– Co się stało? – spytała Orina, czując jak jej serce przyspiesza w niesamowitym tempie. – Co chcesz zrobić?
– Podwiń rękaw.
– Ale…
– Podwiń go! – rozkazał głosem nie znoszącym sprzeciwu. Znalazł się tuż przy niej. Oczy miał lodowate, wręcz zmroziło ją ich spojrzenie. Wzdrygnęła się, drżącą ręką próbując podwinąć rękaw swetra.
– Nie, nie tak. Zdejmij go! – powiedział niecierpliwie. Wolałby nie zabrudzić nieskazitelnej bieli puszystego materiału.
– Proszę! Nie rób mi krzywdy! – wyjąkała. Po raz pierwszy, od kiedy go spotkała, naprawdę się bała. Przerażał ją chłód błękitnych źrenic, pewna nieugięta stanowczość spojrzenia. I ostre, lśniące ostrze noża. Zdjęła sweter i chciała otulić się ramionami, zasłaniając własną nagość, ale nie zdążyła. Przytrzymał jej prawą dłoń, potem oparł ją o blat stołu i w skupieniu zaczął macać jej zewnętrzną stronę palcami.
Patrzyła, wciąż przerażona, ale i zdezorientowana. Co on u diabła robił? Zerknęła na zgniecioną kartkę, a następnie podniosła głowę do góry.
– Proszę! – wyszeptała. – Ja wcale nie chcę…
Nie dokończyła. Dwie łzy spłynęły po piegowatych policzkach. Mężczyzna nie zareagował. Zamarł w bezruchu, w skupieniu dotykając pewnego punktu. Dopiero potem na nią spojrzał. Wytrzyma? Wstał i z małej szafki wyciągnął podręczną apteczkę. Wziął też ze sobą dwa czyste ręczniki. To wszystko położył na stole.
– Będzie bolało – oznajmił.
 Orina patrzyła na niego, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Co będzie bolało? Przyciągnęła ramię ku sobie, ale on na powrót je chwycił i nie bawiąc się w delikatności, ustawił je w poprzedniej pozycji.
– Ciesz się, że nie muszę wyrwać zęba.
– Ale po co? – jęknęła.
– Masz lokalizator.
– Lo… Co?!
– Lokalizator – powtórzył cierpliwie. – Maleńki biochip pod skórą.
– Ja?!
Nie odpowiedział, tyko podszedł do lodówki i wyjął stamtąd jeszcze butelką wódki. Polał jej zawartością dłoń dziewczyny, a potem w skupieniu marszcząc czoło, przyłożył do jasnej skóry lśniącą końcówkę noża.
– Będzie bolało. Zaciśnij zęby.
Wciąż przerażona, skinęła głowa. Widziała, że mężczyzna stara się to zrobić jak najdelikatniej, ale to nie umniejszyło bólu. Kiedy było po wszystkim, z trudem łapała powietrze, a łzy kapały z jej podbródka na blat stołu. Za to on ze spokojem opatrywał ranę. Dopiero później na nią spojrzał.
– Chcesz? – wskazał na wódkę.
– Tak. – Chwyciła butelkę i dała sporego łyka. Zakrztusiła się, ledwo go przełknęła. Następnie spojrzała na coś niezwykle maleńkiego, co przypominało metalowy drucik. – Skąd wiedziałeś, gdzie go szukać?
Jak zwykle, nie odpowiedział. Palcami starł łzy z jej policzków, starając się nie patrzeć w dół, na dwie jaśniejące bielą półkule, obleczone w czarną koronkę. Najchętniej ukląkłby i zanurzył w nich twarz. Mógłby poczuć wtedy zapach kobiecej skóry, jej delikatność, aksamitną miękkość i jędrność. Pokręcił głową, bo takie myśli stawały się coraz bardziej niebezpieczne. Zwłaszcza w obliczu wiadomości, którą przed chwilą przeczytał.
Orina jakby domyślając się wszystkiego, sięgnęła po zgniecioną kartkę. Było na niej zaledwie kilka zdań. I rysunek dłoni, z zaznaczonym punktem. Spojrzała na zabandażowaną rękę.
– Nic z tego nie rozumiem. Kto to przysłał? I skąd wiedział, że będę u ciebie?
– Nie wiem. Ty mi powiedz.

Link do części IV - klik


28 komentarzy:

  1. Robi sie coraz ciekawiej. Opowiadanie pierwsza klasa bardzo wciagajace z reszta jak wszystkie inne twoje dziela. Zdrówka zycze :) Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 Więcej tego... Tak długo czekałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę Ci, aby wszystkie plany,
    nawet te wydające się abstrakcyjne udało się zrealizować.
    Szczęścia - dzięki któremu te zamierzenia będą realne.
    Zdrowia, które pomoże w ich realizacji.
    Pieniędzy - bez których, nawet te najwybitniejsze są niczym.
    I przyjaciół, z którymi te sukcesy będzie można dzielić.

    pozdrawiam Sylwia;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj Babeczko, śmiem twierdzić, że to Twoje jak dotąd najlepsze opowiadanie i czekam z niecierpliwością na następne części! Nie każ nam zbyt długo czekać.
    Pozdrawiam Ewa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego Najlepszego!!! Dużo zdrowia , radości i...już Ty najlepiej wiesz, czego Ci życzyć.niech wena twórcza Cię nie opuszcza.pozdrawiam gorąco. I pozwolę sobie przesłać Ci urodzinowego buziaka :¤ marek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwalam ;-) Mój mąż nie czytuje mojego bloga :-)))

      Usuń
    2. Jesli blog zostanie zamkniety tzn ze zaczal ;)

      sg.

      Usuń
  6. Babeczko przede wszystkim miłości! No i weny ;D i wszystkiego naaaaaajlepszego!!! :*





    P.S. Nie wiem dlaczego ale nie lubię facetów z długimi włosami i kiedy czyta o kucyku itd ciągle się zastanawiam kiedy je zetnie xD Wiem to jest chore ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę w sekrecie, że ja również. Ale ON ma długie włosy i nic na to nie poradzę...

      Usuń
  7. Wszystkiego najlepszego, mnóstwa pomysłów i inspiracji, zdrowia, szczęścia i spełnienia najskrytszych marzeń!

    Ps. Opowiadanie jak zwykle - świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia , szczęścia i spełnienia marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Poza motywem z ciężarną na początku, przez który o mało nie zrezygnowałam z czytania tego opowiadania, bardzo mi się podoba.
    AW

    OdpowiedzUsuń
  10. mmm....to opowiadanie jest nie tuzinkowe, ciekawe i nie przewidywalne. Czekam na kolejną część przygód Oriny i nieznajomego :) Życzę Ci ,abyś miała więcej wolnego czasu i weny bo to już da jeden stopień do góry by w życiu być szczęśliwym poprzez samorealizację. Zdrowia i uśmiechu :) :) :)

    Weroniś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Babeczko wszystkiego najlepszego dużo radości z twojej pociechy i może następnych? I wiecznej miłości z mężem! A ja dziś mam urodziny : -)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przyjmij ode mnie spóźnione życzenia!!!

      Usuń
  12. Wszystkiego najlepszego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana Babeczko ! Życzę CI dużo zdrówka i szczęścia a także spełnienia wszystkich Twoich marzeń! Żeby Twoje życie było tak cudne jak Twoje opowiadania i żeby uśmiech nigdy nie znikał z Twojej twarzy. Samych szczęśliwych chwil w gronie rodzinki i prawdziwych przyjaciół.! 1000000000000000000000000 lat życia i jeszcze więcej. Żebyś zawsze miała czas dla siebie, na robienie tego co sprawia Ci przyjemność. Wszystkiego najwspanialszego Babeczko ! :) :* Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Najlepszego Babeczko! 'Najlepsiejszego'! Sto lat!
    Opowiadanie - rewelacja! Znów nie dotrzymałam słowa... Uzależniasz! a ja jak nałogowiec nie mogę się doczekać kolejnej dawki...
    Pozdrawiam cieplutko Anya

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszystkiego najlepszego Babeczko, powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  16. Opowiadanie dość ciekawe, ale widzę drobną sprzeczność, dotyczącą incydentu z lokalizatorem. Jeżeli na kartce był rysunek dłoni z wyznaczonym na nim punktem, w którym zlokalizowane jest urządzenie, to po co Orina musiała zdejmować sweter? Drobny błąd, ale radziłabym to zmienić, bo osobiście zwracam dość dużą uwagę na szczegóły. :P
    Pozdrawiam i niecierpliwie czekam na więcej,
    G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo długo zastanawiałam się, czy ma zdejmować ten sweter czy nie. W końcu jednak uznałam, że biały sweter wypadałoby zdjąć, by go przypadkiem nie zabrudzić krwią. Niby wystarczyłoby podwinąć rękaw, ale ja bym na jej miejscu jednak zdjęła całość :-) Dlatego tak zostało.

      Usuń
  17. Coraz ciekawiej zaczynają się toczyć losy naszej bohaterki. Z niecierpliwością czekam na następną część.

    Spóźnione życzenia spełnieni najskrytszych marzeń i dużo cierpliwości dla czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Najlepszego :-) Dużo zdrówka,szczęścia,pomyślności,spełnienia najskrytszych marzeń!100 lat Kochana Babeczko :-D

    OdpowiedzUsuń
  19. Sto lat natchnienia ;) tez bym zdjela sweter, wygodniej jest kroic;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszystkiego najlepszego ! Spełnienia wszystkich marzeń i dużo radości ;)

    Julex ;]

    OdpowiedzUsuń
  21. wszystkiego najlepszego kochana nasza:)! Szybkiego powrotu do zdrowia i spełnienia wszystkich najskrytszych marzen:) Twoja opowiadania działają cuda. potrafię siedziec do 2 w nocy i czytac po raz kolejny to samo opowiadanie;) Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy:) I mam cichą nadzieję że pojawi się po północy..bo jeśli nie to pewnie znowu wygrzebię coś starego i będe czytac na nowo:)
    Pozdrawiam,
    Karolina:))

    OdpowiedzUsuń
  22. Wszystkiego najlepszego!

    Mam nadzieję, że nie będziemy musiały długo czekać na kolejna część.

    Pozdrawiam.
    Wierna.

    OdpowiedzUsuń
  23. Babeczko, jak zwykle cudownie, ale czy On nie ma jednego oka? Cały czas używasz form jakoby miał oboje oczu i to trochę gubi :)
    Pozdrawiam cieplutko, caluski !

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.