poniedziałek, 28 lipca 2014

Głupia miłość (XII) - zakończenie

Wasze domowe sposoby na zmęczenie? Przyznam, że choć nie cierpię wizyt u lekarza, to chyba będę musiała się wybrać. Tak całkiem profilaktycznie. W dzień snuję się niczym cień, o dwudziestej padam na łóżko, po czym budzę się po północy, odwalam kawałek tekstu i dalej idę spać. Do pracy na szczęście na dziesiątą, bo na wcześniejszą godzinę chyba musiałabym się tam udać z wyrkiem... Pewnie gdybym nie pisała, to odwalałabym jakąś inną robotę. A jakbym miała szaloną ochotę na sok grejpfrutowy, to wszystko byłoby jasne ;-)

Link do części XI - klik

          Głupia miłość XII
Czas na konfrontację.
Konrad jak zwykle wyglądał szałowo. Ubrany niedbale i elegancko zarazem, władczo obejmował ramieniem…
No właśnie. O mało co, oczy nie wylazły mi z orbit, a zdumienie było tak potężne, że nieinteligentnie otwarłam usta i tak zamarłam.
To była ta jego partnerka?!
O jasny gwint!
Mężczyzna, w którym byłam zakochana, właśnie składał namiętny pocałunek na ustach nadobnego młodzieńca.
Nie! Ja się chyba powieszę? To niby była ta jego wielka miłość?
Wyprysnęłam spod palmy gubiąc po drodze buty, dopadłam Konrada, stanowczym ruchem odsunęłam blond gogusia i chwyciwszy zbója jednego za klapy marynarki, energicznie nim potrząsnęłam.
– Co to niby ma być palancie?! – wysyczałam.
– Wituś – odpowiedział ze spokojem. – Nie podoba ci się?
– To facet!
– Wiem. Jakbym mógł nie zauważyć – dodał z ironią Konrad, wyplątując się z mojego uchwytu. – Masz coś przeciwko?
– Tak – wyrwało mi się ze znacznym potępieniem. – To żart, prawda?
– Nie, skąd. Kochamy się nad życie i pojedziemy do Paryża wziąć ślub.
– Mówiłeś, że ma niezłą twarz i wymiary!
– A nie? Spójrz tylko na niego! Miód malina!
Zerknęłam na złotowłosego lalusia, szczerzącego zęby, potem na Konrada, a następnie na pełną dezaprobaty minę kelnera, który pojawił się nie wiadomo skąd. Wysiliłam umysł. Nigdy, ale to nigdy wcześniej nie napotkałam nawet najmniejszej wzmianki o jego odmiennych upodobaniach. Owszem podrywał co się nawinęło, ale zawsze były to kobiety.
– Chcesz mi zrobić zdjęcie do kolejnego reportażu twego życia? – spytał drwiąco.
Nie chciałam. Czerwona mgła pojawiła się przed moimi oczami, w następstwie czego rzuciłam się na niego, bijąc, drapiąc i dając pokaz czystego szaleństwa. Skumulowały się we mnie wszystkie negatywne emocje, cały ten żal, strach, zawiedzione nadzieje, dosłownie wszystko. Konrad wzięty z zaskoczenia, gibnął się do tyłu i wpadł prosto w ramiona ochrony. Po czym całe nasze cudownie szczepione towarzystwo runęło na ziemię.
Wtedy dziabnęłam go po raz pierwszy. Z całej siły wbiłam się zębami w nadgarstek, wyrywając z ust Konrada nieludzki skowyt. Potem zaatakowałam kostkę jednego z ochroniarzy, który zawył równie głośno, co jego poprzednik. Wituś stał obok, wydając z siebie przenikliwe piski, co zdenerwowało mnie na tyle, że zdjęłam but i przywaliłam mu w łydkę, ciężkim, masywnym obcasem.
Minutę później sapałam ze złości, trzymana w żelaznym uścisku dwóch kucharzy, kelnera i tego z ochroniarzy, którego nie zdążyłam pokąsać.
Konrad stał naprzeciwko, przykładając pęk serwetek do krwawiącej rany i patrząc na mnie z podziwem. Tak, z podziwem. Nie ze złością czy nienawiścią, ale z podziwem.
– Przestań! – wrzasnęłam i wybulgotałam jakieś przekleństwo.
– Co mam przestać? – podszedł bliżej i teraz już wyraźnie widziałam iskierki rozbawienia w jego oczach.
W tym samym momencie w drzwiach pojawiła się policja wezwana zapewne przez kierownika lokalu. Od razu zrozumieli w czym rzecz i wystartowali z kajdankami. Konrad uczynił ruch, jakby chciał zaprotestować, ale kopnęłam go w kolano i od razu przeszły mu te ludzkie odruchy.
Godzinę później siedziałam w celi, rozcierając bolące nadgarstki i pełną piersią śpiewając rzewne kawałki o miłości. Możliwe krwawej i nieszczęśliwej. Moje towarzyszki czyli podstarzała i wyfiokowana damulka, oraz jej młodsze wydanie, przyglądały mi się w milczeniu z coraz większym podziwem. Nic dziwnego, bo zawodziłam niczym pijak pod budką z piwem, schrypnięta, rozczochrana, z rozmazanym makijażem i w podartym ubraniu.
Na chwilę przerwałam, odchrząknęłam, zaczerpnęłam tchu i ryknęłam z taką mocą, aż szyby zadrżały w oknach. Tym razem zdecydowałam się na poezję. Wyrecytowałam z uczuciem kilka fraszek Kochanowskiego, kilka wierszy zapamiętanych jeszcze z liceum, po czym przerzuciłam się na twórczość własną.
– Cicho! – Tuż przy celi zjawił się purpurowy i dość okrąglutki policjant. – Zamknij się babo, bo cię zaknebluję!
– To będzie pogwałcenie moich praw obywatelskich – pokiwałam złowieszczo głową.
– W dupie mam twoje prawa! – warknął.
– Te wrzaski pomagają mi zagłuszyć wyrzuty sumienia – wyjaśniłam, smętnie przyglądając się swoim paznokciom. – Dałam ciała na całym froncie. Ukochany okazał się gejem, a ja idiotką. W bardzo szerokim znaczeniu tego słowa.
– Zdradził cię z facetem? – zainteresowały się gwałtownie obie panie.
– Tak.
– I pobiłaś go? Za to cię wsadzili?
– Gorzej. Pogryzłam.
Obie wybałuszyły oczy i nieznacznie się odsunęły. Chyba domyślam się dlaczego. Pewnie bały się wariatów.
– Pogryzłaś?
– Gdybym znała jakieś sztuki walki to zrobiłam bym tak – pomachałam ramionami na wzór tajnej agentki z amerykańskich filmów – oraz tak – wydałam z siebie przenikliwe iiii – i byłoby po sprawie. Jednak ponieważ nie znam, byłam zmuszona do zastosowania bardziej przyziemnych, prozaicznych metod. Drapałam, gryzłam i wrzeszczałam. Wygłupiłam się do potęgi i teraz jest mi wstyd.
– E tam – skwitowała starsza.
Łatwo było powiedzieć. Kiedy złość wyparowała, poziom adrenaliny wrócił do normy, dotarła do mnie cała głupota mego czynu. Zachowałam się nie jak dorosła, normalna kobieta, lecz niczym rozpuszczony bachor, któremu kolega nie użyczył w piaskownicy łopatki.
Zajęczałam i wplotłam palce we włosy.
Boże! Jak mi wstyd! Co on mógł sobie o mnie pomyśleć? Już i tak nie był najlepszego zdania, a teraz jeszcze i to! Jeśli miałam jeszcze jakiekolwiek szanse, to właśnie sama się ich pozbawiłam.
Łzy powoli spłynęły po moich policzkach. Jak opisać to, co czułam? Nie, tego nie dało się wyrazić słowami. Trzeba było samemu zakosztować goryczy porażki, bólu rozbitego na drobny mak serca oraz całkowitej utraty nadziei.
Dziwne, ale to było całkiem fizyczne uczucie, głównie kumulujące się w okolicach lewego boku i ściśniętego w supełek żołądka.
– Te, śpiewaczka, zbieraj dupsko. Ktoś wpłacił za ciebie kaucję. Idziesz do domu.
W pierwszej chwili pomyślałam o Konradzie. Lecz potem przypomniały mi się wydarzenia sprzed kilku godzin i zdusiłam w zarodku głupią nadzieję.
Powłócząc nogami wyszłam na zewnątrz i głęboko odetchnęłam rześkim, nocnym powietrzem.
– Aduś…
Obróciłam się i zerknęłam podejrzliwie na zbliżającego się mężczyznę.
– Ależ dałaś przedstawienie!
Uszczypnęłam się w przedramię i syknęłam z bólu. Później uszczypnęłam jego. Skrzywił się, ale nadal drwiąco uśmiechał.
– Zgiń, przepadnij! Chyba faktycznie mi odbiło – stwierdziłam ze zgrozą.
– Ależ skąd. Wiedziałem, że nie odpuścisz sobie możliwości zepsucia mi romantycznego wieczoru – zaczął się śmiać. – Wynająłem początkującego aktora i odegrałem rolę wartą oskara. Jednak trzeba przyznać, że pobiłaś mnie na głowę. Kobieto! Jesteś zdrowo pogięta, wiesz o tym?
– Wiem – objęłam się ramionami i rozpłakałam. Nic nie mogłam na to poradzić, ale miałam wszystkiego dość. Konrada, siebie samej, całej tej kuriozalnej sytuacji i wiecznej wojny między nami. Na początku może było i zabawnie, ale teraz działało jedynie destrukcyjnie.
Podszedł bliżej i położył mi dłonie na ramionach, nieznacznie się pochylając.
– Nie pogryziesz mnie, jeśli cię przytulę?
Zaprzeczyłam ruchem głowy i sekundę później zatonęłam w jego objęciach.
– Pamiętasz? Każdą kłótnię mieliśmy kończyć ognistym seksem?
Siąpnęłam nosem.
– Wiem, łatwiej byłoby o tobie po prostu zapomnieć. Myślisz, że nie próbowałem? Nawet kilka razy spiłem się do nieprzytomności – szeptał. – I co? Nic. Jak wytrzeźwiałem nadal marzyłem tylko o tobie. Masz okropny charakter, jesteś pyskata, kłótliwa, rzucasz się na mnie z pięściami przy każdej okazji, a ostatnio na dodatek pogryzłaś…
Nie mogłam się nie roześmiać.
– Tak sobie myślę, że jeśli w łóżku jesteś równie ognista, co w życiu – delikatnie przygryzł płatek mego ucha – to będzie nam więcej niż cudownie.
Uniosłam głowę i zatopiłam wzrok w jego pełnych rozbawienia oczach.
– Zaprosimy Witusia na mały trójkącik? – spytałam złośliwie.
– O! Odzyskujesz siły! Dlaczego by nie? Ty się wypniesz, on się wypnie, a ja będę korzystał…
– Znów to robisz!
– Co?
– Denerwujesz mnie!
– Ja? Skąd? To ty zaproponowałaś Witusia.
Nie będzie łatwo. Gorzej. Będzie masakrycznie ciężko. Ja miałam trudny, wybuchowy charakter, on małpią złośliwość. Oboje nie lubiliśmy ustępować, oboje kochaliśmy udowadniać swoją rację.
Było jednak coś jeszcze.
Na razie ciężko było to nazwać miłością.
– Ale… – zaczęłam z udawanym oburzeniem.
Nie dał mi skończyć. Za to pocałował, i to tak, że zabrakło mi tchu. Zabrakło również sił na protest. W końcu przerwał, a ja westchnęłam z żalem.
– To jak będzie? Wyjdziesz w końcu za mnie, czy dalej będziemy się bawić w kotka i myszkę?
– Ja cierpiałam, a ty sądzisz, że to zabawa?
– Na własne życzenie. Proponowałem małżeństwo już wcześniej. To ty mnie wyrzuciłaś, traktując jak seksualne mięso armatnie.
– Jeden powód dla którego miałabym się zgodzić?
– Jeden? Mógłbym podać kilkaset. Ale niech ci będzie uparciuchu – oparł czoło o moje czoło i spoważniał. Wpatrywał się prawie bez mrugnięcia, a ja czułam, że robię się coraz bardziej czerwona. – Kocham cię. Naprawdę cię kocham.
Miałam dosyć protestów, przepychanek, awantur.
– Dobrze, zgadzam się.
– Serio?
– Czy twój wyraz twarzy świadczy o tym, że jesteś zawiedziony?
– Ja?
– Nie, pingwin z Afryki! Miałeś nadzieję, że będę się z tobą kłócić do końca życia? – spytałam nieco zrzędliwym tonem.
– Tak – szepnął. – A po każdej takiej kłótni będziemy uprawiać nieziemski seks… To będzie szaleństwo! I wiesz co? Masz moją zgodę, by napisać o tym artykuł.
Nie, nie będzie łatwo. Ale co tam… Nieoczekiwanie się poddałam i przytuliłam do niego z taką siłą, że mało brakowało, by się przewrócił. I ze zgrozą usłyszałam pytanie, które zadałam radosnym tonem.
– A powiesz mi do czego służy ten sprzęt w krytej szufladzie twojego biurka?
 

i koniec, co osobiście uważam za dar niebios ;-)))

15 komentarzy:

  1. Ło matko, rozpływam się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Już się wystraszyłam, że on na serio z tym Witusiem ( fuj fuj mega fuj), a tu tak specjalnie żeby podkręcić atmosferę. :)

    Weroniś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw piszę, że super że jest :D Teraz czytam :D
    I Dzięki za ustawienie do pionu!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super nie mogłam zasnąć wiedząc że będzie kolejna część ale już mogę iść spokojnie spać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziekuje za inspiracje. ....
    Mama karmiąca

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne! Szkoda, że to już koniec :) Buziaki, N.

    OdpowiedzUsuń
  7. No, rzeczywiście, to, że dobrnęliśmy do końca jest prawdziwym sukcesem :D
    Mnie osobiście Twoja końcówka, hmm, zniesmaczyła? Naprawdę naprawdę nie znam nikogo, kto choćby pokusił się o takie zachowanie. Kiedyś wspominałaś, że bohaterki wychodzą z inspiracji samą sobą, więc jeśli jesteś osobą, która pokusiłaby się o taką akcję w restauracji jak tu, to, ekhm... ciekawe musisz mieć życie..
    :)
    Niemniej, czekam na kolejne opowiadania. Mam nadzieję, że wrócisz do swojego poziomu bo osobiście uważam, że ostatnio troszeczkę się wypaliłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, niby to tylko fikcja, Babeczka ma prawo do pisania, jak chce, ale też nie jestem zwolenniczką jakiejkolwiek agresji ;))

      Usuń
  8. Ja jak byłam ciągle przemęczona i senna udałam się do lekarza. Wyniki miałam dobre, a lekarka zapisała mi magzes i żelazo. Po jakims tygodniu, dwóch było okej :)
    A na pobudzenie zamiast kawy czy coś, dobra bd zielona herbata taka w liściach i niezaparzana wrzątkiem tylko gorącą wodą. Dodatkowo przy takiej pogodzie jaka jest świetnie gasi pragnienie :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Co znalazł w jej szufladzie?

    OdpowiedzUsuń
  10. A mnie ta ostatnia część zniszczyła całe opowiadanie... Ta szopka, płacze, jakieś takie dla mnie nienaturalne. Oczywiście rzecz gustu! :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajne fajne ale mi jednak tego Tomka szkoda ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Słabe to z tym Tomkiem… Już całkiem wyzute z wartości i poczucia przyzwoitości…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy nie bywa czasem tak, że chociaż bardzo staramy się być przyzwoici i moralni, to po prostu nam się nie udaje? Cieszę się, że nie potraktowałaś/łeś tego jako element tła, a wczułaś/eś się w sytuację. Stąd te negatywne emocje.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.