piątek, 21 marca 2014

Nie umiem stąpać tak cicho (II)

link do części I - klik

2.
Długi, męczący tydzień nareszcie dobiegł końca.
Dziwaczne zachowanie ciotki, jej śmierć, pogrzeb i odczytanie testamentu. Do tej pory Laurze kręciło się w głowie na samo wspomnienie podanej sumy, której stała się niekwestionowaną właścicielką. Do tego ogromny dom, kilka hektarów otaczającej go ziemi i mieszkanie w Paryżu.
Dziewczyna westchnęła z uniesieniem. Własne lokum w jednym z najpiękniejszych miast Europy… Cudownie! Nawet warunek, że przez pierwsze pół roku nie może spędzić ani jednej nocki poza odziedziczoną posiadłością, nie wydawał się tak straszny. Podejrzewała, że ciotka zrobiła to specjalnie, bowiem doskonale znała jej niechęć do ponurego domostwa.
Trudno.
Zrobi to dla siebie, dla Mikołaja, dla tych wszystkich, którym będzie mogła pomóc odziedziczonymi pieniędzmi.
Samochód prowadzony przez osobistego szofera i jednocześnie ogrodnika, dostojnie jechał klonową aleją. Na samym końcu majaczyły zarysy ogromnej budowli, od dziś będącej domem Laury.
Był to potężny budynek z szarej cegły, z kilkoma wieżyczkami, dziesiątkami wysmukłych okien i wypielęgnowanym trawnikiem dookoła. Z przodu, oparty na wysmukłych kolumnach, wznosił się portyk, a tuż pod gankiem widać było masywne, poczerniałe ze starości drzwi.
Doskonale znała historię tej budowli.
Jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej, do polski przyjechał znany francuski archeolog. Przybył na zaproszenie jednego z profesorów i bardzo szybko zakochał się w jego córce. Pobrali się i doczekali syna. To właśnie on kupił zaniedbany budynek od bankrutującego księcia i przeprowadził w nim gruntowny remont lecz młoda para nie na długo cieszyła się swoim szczęściem.
Oboje zginęli w tragicznym wypadku, a schedę po nich objął ośmioletni chłopczyk. On tak jak i ojciec został archeologiem. Trzykrotnie żonaty, doczekał się dwójki dzieci. Jednym z nich była Gerta, drugim jej młodsza, przyrodnia siostra Helena, babcia Laury.
Lecz najdziwniejsze, że nawet gdy w Polsce rządziła tak zwana władza ludowa, nikt nie wtrącał się do spraw domostwa z szarej cegły, nikt nie starał się go rozparcelować.
Nikt. Okoliczni urzędnicy nabierali wody w usta i obojętnie zmieniali temat. Dostojnicy, którzy wykrzykiwali, że należy zrobić porządek z tym „arystokratą”, po jednej wizycie podkulali ogony pod siebie i w pośpiechu opuszczali okolicę.
Z czasem budowla i jej właściciel obrośli w prawdziwą, pełną grozy legendę. W jednej z jej wersji zaprzedał on duszę diabłu, w innej był zasłużonym dla władzy, w kolejnej przekupywał urzędników. Jednak jak było naprawdę, nie wiedział nikt.
Potem zdarzyło się kilka rzeczy równocześnie. Helena, wyszła za mąż wbrew woli ojca. On sam rozchorował się i zmarł, kilka dni po jej ślubie. W ogromnym domu pozostała jedynie starsza Gerta, kucharka, pokojówka i szofer, pełniący również rolę ogrodnika. Taki stan utrzymywał się po dziś dzień, choć wiekową służbę, zastąpiła znacznie młodsza, to zakres ich obowiązków pozostał bez zmian.
I nadal tak miało być, co wyraźnie oświadczyła w testamencie ciotka Gerta.
W duchu Laura była jej za to wdzięczna. Wszystkie te trzy osoby spały na drugim piętrze, w pokojach przeznaczonych dla służby. I bardzo dobrze, bo wątpiła czy dałaby radę spędzić samotnie nockę w tym domu. Tylko jedną, bo jutro miała przyjechać Gabrysia wraz z rodzicami i bratem, ale i tak myśl ta napawała ją prawdziwym przerażeniem.
Wysiadając, zastanowiła się, dlaczego tak bardzo boi się tego miejsca?
Czyżby pamiętne wydarzenie z naszyjnikiem z dzieciństwa? Oczywiście, sam nieznajomy to nie było wszystko. Znacznie gorsza była awantura, którą urządziła ciotka, gdy zorientowała się, że dziewczynki zabrały jej klejnoty. O dziwo, nie krzyczała na Gabrysię, ale właśnie na Laurę. Była tak wściekła, że o mało co od razu nie wyrzuciła ich wszystkich za drzwi.
Tylko z powodu jednego naszyjnika?
Zamyślona dziewczyna wydobyła go spod bluzki i przyjrzała się mu w skupieniu. W promieniach popołudniowego słońca nie wyglądał już na tak bardzo zniszczony. Srebro odzyskało nieco swego blasku, brylant nieśmiało zalśnił w złocistym świetle.
Schowała go z powrotem za materiał i weszła do środka. Za nią podążył milczący szofer, mężczyzna w średnim wieku o dość pospolitym wyglądzie.
Pół roku, pomyślała za zgrozą, rozglądając się dookoła. Stała w ogromnym holu, pełnym zacienionych kątów, o ścianach wyklejonych tapetą w przytłaczające wzory, na wprost mając majestatyczne, dębowe schody, po prawej wejście do salonu, a po lewej do gabinetu. Na parterze pokoje rozmieszczono w amfiladzie, a na samym końcu po jednej stornie znajdowała się kuchnia, po drugiej ogród zimowy.
Zresztą nie tylko hol sprawiał tak ponure wrażenie. Cały ten dom, pokryty patyną czasu, pachnący kurzem i środkami do dezynfekcji, nie pozwalał się polubić, poczuć czyjąś własnością.
Laura z ociąganiem weszła na piętro. Na szczęście mogła wybrać dla siebie sypialnię. Oczywiście wzięła pokój leżący jak najdalej od tego, w którym umarła ciotka. Nie wierzyła w duchy, była na to zbyt wielką realistką, a jednak na samo wspomnienie ich ostatniego spotkania dostawała gęsiej skórki.
W milczeniu przyglądała się jak szofer wnosi walizki, jak cicha pokojówka o pomarszczonej, poważnej twarzy, rozchyla ciężkie zasłony i wpuszcza do środka ostatnie promienie wieczornego słońca.
Drgnęła zaskoczona, gdy rozległ się spokojny, beznamiętny głos.
– Kolację podajemy w mniejszej jadalni punktualnie o siódmej.
Nie odpowiedziała słowami, jedynie skinęła głową.
I została sama.
Jej pokój nie różnił się zbytnio od reszty – te same ciemne tapety, ciężkie meble, łóżko z baldachimem, kilka obrazów, z pewnością cennych, choć patrząc na nie, wykrzywiła twarz w geście odrazy. Krwawa scena polowania i kilka nieznanych osób, patrzących przed siebie martwym, nieruchomym wzorkiem. Będzie musiała coś z nimi zrobić, bo nie wytrzyma tego przez pół roku.
Nawet róże umieszczone w wazonie na toaletce wyglądały na przywiędłe. Miały z pewnością stanowić akcent powitalny, ale dopiero teraz dotarło do Laury, że ten dom traktował ją równie obojętnie, jak ona jego.
Nie chciała tu być i nie chciano by tu była.
Lecz ciotka nie pozostawiła jej wyboru.
Płaszcz odwiesiła na poręczy fotela, przebrała buty na ulubione kapcie z uszami królika i wyślizgnęła się z pokoju. Najgorsze było jednak to, że nie czuła się tu właścicielem, tak jak nigdy wcześniej nie czuła się gościem.
Dlaczego?
Co przerażającego, co tajemniczego kryło się w tej plątaninie pokoi, w ciemnych kątach, w niezbadanych zakamarkach?
Wzdłuż wąskiego korytarza, który biegł przez całą szerokość domu, a kończył się z jednej strony kręconymi schodami dla służby, a z drugiej wieżą o wysokim, bardzo wysokim sklepieniu, umieszczona kilkanaście pomieszczeń. Po lewej, od frontu znajdowały się te bardziej reprezentacyjne, po prawej mniejsze i skromniejsze.
Mogła wejść wyżej, na drugie piętro. Potem na strych. Nigdy wcześniej tam nie była. Ciotka nie pozwalała na samowolne spacery po jej królestwie. Zresztą, rodzina Laury nie należała do częstych gości.
Pomyślała, że nikt do nich nie należał. Ciotka Gerta była samotnikiem, kimś, kto nie chętnie zwierał jakiekolwiek znajomości.
Zeszła na dół, wprost do biblioteki. To było jedynie pomieszczenie, które choć przerażało, budziło również jej ciekawość. I mogła ją w końcu zaspokoić.
Przez pozostałą godzinę do kolacji, Laura przeczesywała palcami zżółknięte kartki zgromadzonych książek, oglądała stare fotografie, w skórzanych, ciężkich albumach. Było tu wiele zdjęć, których wcześniej nie widziała.
I właśnie na jednym z nich dojrzała znajomą twarz. Z lekkim, pogardliwym uśmieszkiem, mężczyzna pochylał się nad ramieniem młodej, pięknej kobiety. U jej stóp siedziały dwie dziewczynki, jedna z poważną miną, druga nieco zagubiona, jakby przerażona.
Laura zmarszczyła brwi. Te dziewczynki to były Gerta i Helena.
Ale przecież to nie mógł być ten sam mężczyzna! Przez ponad pół wieku musiałby się zestarzeć, zmienić. Czyżby to jego syna lub wnuka spotkała wtedy w ogrodzie?
Tak, tak właśnie musiało być.
Choć, co za zdumiewające podobieństwo!
Zamyślona Laura zjadła kolację, pożegnała się ze służbą i taszcząc ze sobą ciężki album, pomaszerowała na górę.
Przebrana i umyta zapaliła wszelkie dostępne źródła światła i położyła się w ogromnym łóżku. Jeszcze raz obejrzała fotografię, na której dostrzegła zagadkowego mężczyznę.
To dziwne, ale miała wrażenie, jakby coś się na niej zmieniło.
Czyżby nieznajomy zamiast na obcą kobietę, patrzył teraz wprost w obiektyw aparatu? Tak drwiąco, pogardliwie, jakby chciał pokazać całemu światu, że jest jego niepodzielnym władcą?
Dziewczyna energicznie zatrzasnęła album.
Dość tego! Powinna się przespać, by jutro ze świeżymi siłami zapoznać z całością odziedziczonej schedy.
Przytuliła się do pachnącej lawendą poduszki. Zamknęła oczy. Przywołała miłe wspomnienia.
Ale sen nie nadchodził.
Spróbowała więc starej, dobrze znanej metody. Poddała się dopiero, gdy doliczyła do trzech tysięcy.
Zniecierpliwiona wstała i zgasiła część oświetlenia. Pozostawiła jedynie małą lampkę na stoliku nocnym i tę na ścianie tuż przy wejściu.
Jednak to nie pomogło.
Na dodatek poczuła, że burczy jej w brzuchu, a za szklankę wody oddałaby królestwo.
Mogła wstać, zejść na dół do kuchni i poczęstować się czym dusza zapragnie.
Ale ten nocny spacer, po pustym, cichym domu, nieco ją przerażał.
Kiedy zegar wybił drugą w nocy, energicznie zerwała się z łóżka i otuliwszy grubym swetrem ostrożnie uchyliła drzwi.
Na korytarzu panował mrok.
Laura pomacała ręką ścianę, szukając kontaktu. Pamiętała, że był gdzieś tutaj.
Był!
Odetchnęła z ulgą, gdy rozbłysły światła, rozpraszając mrok i dodając otuchy.
Stanowczym krokiem wyszła z sypialni i udała się głównymi schodami na dół. Odważnie i dziarsko, bo przecież nie mogła bać się własnego domu!
Bez problemu odnalazła kolejne włączniki i weszła do salonu. Stamtąd prowadziła najszybsza droga przez jadalnię, wprost do kuchni.
Wnętrze ponurego pokoju prezentowało się równie przygnębiająco jak i za dnia.
Na dodatek panował tu okropny ziąb.
Laura ze zdumieniem zauważyła, że jej oddech zamienia się w niewielki obłoczek pary.
Jak to możliwe, skoro w innych częściach domu tego nie czuła?
I dlaczego blask tych nielicznych żarówek był taki przytłumiony?
Gasły. Powoli, niemal niezauważalnie, ale gasły.
Jakby spowijał je coraz większy mrok.
Bzdura! – pomyślała z nieoczekiwaną złością. To jej własna wyobraźnia płata figle.
Energicznie ruszyła ku kolejnym drzwiom, lecz kiedy otwarła je z rozmachem, w panującej ciemności dostrzegła coś, co wywołało u niej gęsią skórkę i przyspieszone bicie oszalałego ze strachu serca.
W najciemniejszym rogu, tam gdzie nie docierało światło księżyca wpadające przez zwiewne firany, lśniły czerwonym blaskiem dwa małe punkciki. Gdyby nie ich krwawy blask pomyślałaby, że to kot-przybłęda w jakiś sposób umknął czujnym spojrzeniom służby i załapał się na darmowy nocleg.
Ale czy jakiś kot mógł mieć oczy w kolorze czerwieni?
Na dodatek zimno stało się tak nieznośnie dokuczliwie, że niemal czuła, jak zęby zaczynają same o siebie uderzać.
Dlaczego do cholery było tu tak zimno?
Bardzo powoli, za wszelką cenę usiłując zachować spokój, Laura wycofała się i trzęsącymi dłońmi zamknęła drzwi.
Potem cofała się, nie spuszczając czujnego wzroku z tego, co znajdowało się tuż przed nią. Choć to głupie, bała się po prostu odwrócić i uciec.
Do momentu, gdy zauważyła, że klamka nieznacznie drgnęła.
Laura zamarła w miejscu, a wraz z nią zatrzymał się czas. Tylko serce biło tak szybko i tak mocno, iż miała wrażenie, że za chwilę wyskoczy z jej piersi.
Jedna z żarówek w kryształowym żyrandolu, zamigotała i zgasła. Tuż za nią podążyła kolejna. I kolejna.
To co poczuła, to nie był już zwykły strach lecz najprawdziwsza panika.
Bez namysłu odwróciła się i biegiem rzuciła w kierunku schodów. Spazmatycznie łapiąc oddech, przeskakiwała po dwa, trzy stopnie, potykała się i ślizgała na ich gładkiej, marmurowej powierzchni. A za nią podążał mrok i chłód, gasła każda kolejna lampa.
Przerażona Laura wpadła jak burza do swojej sypialni i pierwsze co zrobiła, to przekręciła klucz w zamku. Później po kolei zapalała wszelkie dostępne źródła światła.
Pokój zalał sztuczny blask.
Tak silnie kontrastował z tym, czego doświadczyła na dole, że dziewczyna powoli zaczęła się uspokajać.
Na zewnątrz zerwał się silny wiatr. Krople deszczu głucho bębniły o metalowy parapet.
Podeszła do okna i spojrzała w ciemność.
Przesadziła. Nie wiedziała, że taka z niej panikara? Chyba że…
Czyżby ktoś z służby spłatał jej głupi kawał? Stateczna pokojówka? Milczący szofer? A może okrąglutka kucharka, o rumianych policzkach?
Komu jeszcze nie spodobał się fakt, że została właścicielką tego wszystkiego?
O ile było jej wiadomo, ciotka nie miała żadnych spadkobierców.
A może ten mężczyzna, ten spotkany ponad dekadę temu w ogrodzie?
Laura objęła się ramionami i zadrżała.
Babcia Helena już nie żyła. Matka niewiele wiedziała i niewiele mówiła o swej rodzinie. Tak naprawdę to sama chyba niezbyt dobrze znała te wszystkie historie o przodkach.
Pozostawał adwokat i cała biblioteka, pełna przeróżnych dokumentów, pamiętników, aktów narodzin i zgonów.
To syzyfowa praca, ale może poprosi o pomoc Mikołaja? Brat ucieszy się, że będzie mógł okazać się użyteczny.
Zegar wybił trzecią.
Laura otrząsnęła się i wróciła do łóżka. Po krótkiej chwili namysłu nakryła kołdrą, aż po czubek głowy. Leżała tak jeszcze długo, bardzo długo, ściskając w dłoni naszyjnik, symbol jej praw do dziedziczenia. I rozmyślała o wydarzeniach ostatnich dni, dopóki nie zasnęła.

link do części III - klik

30 komentarzy:

  1. miałam nadzieje, że będzie "Kara" : (

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja ze Anioł :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne jak zawsze ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurczę. Czytałam to wczoraj, koło 11. Działa na wyobraźnię, przynajmniej moją. Miałam problem o ciemku iść do wc :) Ale często tak mam jak się czegoś naczytam.

    Czekam na jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  5. Babeczko napisałaś "Potem cofała się do tyłu, nie spuszczając czujnego..." nie można się cofać do przodu. Taki mały błąd stylistyczny. Ogólnie super.

    OdpowiedzUsuń
  6. Troche nudne te części. Na dobra sprawę nic się jeszcze nie wydarzyło ;( Miałam nadzieję na aniołka :<

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobre - juz nie mogę doczekać się kiedy przedstawisz nam pana tajemniczego ze zdjęcia
    Magda.

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie się bardzo podoba, bo to coś zupełnie odmiennego, a ja lubię klimat horroru :)
    Mam tylko 2 zastrzeżenia: na samym początku jest zdanie - "Śmierć ciotki, jej dziwaczne zachowanie, pogrzeb i odczytanie testamentu." - to brzmi, jakby ciotka najpierw umarła, a potem się dziwacznie zachowywała:P
    A drugie to gdzieś w tekście "cofać się do tyłu" :) do przodu nie da się cofać :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tym "cofaniem do tyłu" to już przy trzecim tekście dałam ciała... Nadopisowość, to mój podstawowy problem... Już poprawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czekałam na horror, ale powiem że się zawiodłam. Niby druga część, ale w sumie to nic się nie dzieje. Moim zdaniem trochę za dużo opisów. Mam nadzieję, że w następnej części, akcja ruszy z kopyta.
    Bella

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mi się podoba. Choć nieco przewiduję, że na końcu może się okazać, że ciotka nie była aż taka straszna, na jaką pozowała. Albo też miała do tego wielki powód, tragedię, która ją zamieniła w jędzę. Zresztą, zobaczymy. Ufam Ci babeczko, że jak zawsze wyjdzie super opowiadanie. I te gotyckie klimaty. Rozwijasz się i idziesz jak burza kobieto.

    OdpowiedzUsuń
  12. Prawdę powiedziawszy nieco nudne :( Mam nadzieję,że nie będzie zbyt wiele części, zwłaszcza że również liczyłam na Aniołka

    OdpowiedzUsuń
  13. Babeczko, zapowiada sie cudnie.

    W jednym zdaniu niepotrzebnie dalas spacje przy "nie chętnie".

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale marudzicie. Moim zdaniem opowiadanie zapowiada się bardzo dobrze. Trzyma w napięciu jak dobry thriller i czytelnik cały czas czeka na dalszy rozwoj wydarzen. Ale chyba rozumiem ze czytelniczkom brakuje jakiegos wątku miłosnego od poczatku opowiesci albo ostrego bzykanka :D ale to ze opowiadanie jest inne od poprzednich wcale nie czyni go gorszym :) mnie osobiscie troche sie znudzily historie rodem z mody na sukces więc jestem bardzo zadowolona ze wlasnie takie opowiadanie dodalas Babeczko ;-) czekam z niecierpliwością na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Babeczko, a kiedy kolejna część skrzydlatego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jutro :-)

      Ja go nazywam pierzastym...

      Usuń
  16. My chcemy Karę, tyle przecież na nią czekaliśmy; )

    OdpowiedzUsuń
  17. Babeczko Polska w zdaniu "do polski przyjechał znany francuski archeolog" chyba powinna być z dużej litery. A co do opowiadania to ja jestem nim zachwycona. Tak się wystraszyłam tych czerwonych oczu że aż mi łzy popłynęły :p W nocy normalnie spałam z włączonym telewizorem bo ciągle widziałam jakieś "cienie" :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Przyznam się, że moim ulubionym autorem tego typu literatury jest Koontz. Choć to przy Miasteczku Salem Kinga bałam się wystawić nogi za krawędź łóżka... King jednak jest dla mnie odrobinę nadopisowy. No i początek akcji wlecze się u niego niczym flaki z olejem. U Koontza odwrotnie - mamy bum, a potem spokój i stopniowanie napięcia.
    A kto czytuje obu panów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałam Kinga i muszę przyznać, że świetnie to podsumowałaś. Początki książek ma straszne, nie raz zastanawiałam się czy po takim wstępie czytać dalej. Koontza niestety nie znam. Za to czytałam parę książek Grahama Mastertona przy nich bałam się potwornie a już szczególnie przy "Dziecku ciemności"

      Usuń
    2. Masterton jest przy nich odrobinę bardziej toporny, choć chyba najstraszniejszy. Według mojego odczucia oczywiście. A Koontza polecam z całej siły, zwłaszcza Wizję, Grom, Zimowy księżyc (to ostatnie dość pokaźne tomiszcze, czyta się jednym tchem).

      Usuń
  19. Nie powinien byc przy koncu Mikołaj zamiast Michał? :x

    OdpowiedzUsuń
  20. Nuudne, ciągnie się okropnie. Właściwie to jeszcze nic nie wiadomo - a części są bardzo długie. Wolałabym pierzastego :>

    OdpowiedzUsuń
  21. kolejne genialne opowiadanie..ja juz nie wiem ktore jest najlepsze;)wszytskie jednakowo mi sie podoobaja;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mi tam bardzo się podoba, lubię budowanie napięcia. Chciaż nie ukrywam, że jak większość wyczekuję pierzastego :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie powiem, liczę na pierzastego. Ale to opowiadanko super się zapowiada i czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.