sobota, 5 października 2013

Czas poświęcony zemście (III)

link do części II - klik

          Czas poświęcony zemście (III)
Bastian siedział w fotelu w całkowitym bezruchu. Z papierosa, który trzymał w dłoni, co jakiś czas spadał popiół, ale mężczyzna nie zwracał na to jakiejkolwiek uwagi.
Jego myśli były zaprzątnięte czymś innym. Kimś innym.
Przymknął oczy i odchylił do tyłu głowę. Lewą ręką położył na rozporku, potem powoli go odpiął i wydobył na zewnątrz na wpół stwardniałą męskość. Lekko się uśmiechnął i posuwistymi ruchami zaczął się masturbować.
Dawno nie był z żadną kobietą. A jeśli nawet, to było to czyste zaspokojenie zmysłów, nic poza tym. Jednak Sara…
Przywołał obraz błękitnych oczu, szczupłej twarzy, tych wszystkich krągłych kształtów, które czuł przesuwając dłońmi po jej ciele, wtedy, gdy była nieprzytomna. Poczuł jak jego członek zaczyna twardnieć w zawrotnym tempie, a oddech staje się coraz bardziej świszczący.
Wyobraził sobie jak całuje pełne usta, jak dotyka wewnętrznej strony zgrabnych ud, przesuwa dłonią w górę i dociera do wilgotnej i gorącej szparki. To było niczym prąd przebiegający przez jego ciało.
Przestał się uśmiechać. W zamian za to poczuł niemal fizyczny ból, ból pragnienia poczucia aksamitnej miękkości jej skóry, specyficznego zapachu kobiecego ciała.
Do licha! Dlaczego nie wykorzystał sytuacji?
Wtedy, w mieszkaniu, była taka bezbronna, taka śliczna.
Ale wiedział dlaczego. Nie chciał dojrzeć w oczach Sary obrzydzenia, strachu i nienawiści. Nie rajcowało go to. Był mordercą, lecz nie gwałcicielem.
Ruch jego lewej ręki przyspieszył. Prawa wciąż zwisała, z niedopałkiem papierosa pomiędzy palcami. Dyszał coraz głośniej, a przed oczyma przesuwały się dziesiątki obrazów. Aż w końcu zatrzymał się na jednym.
Leżał w objęciach Sary. Kształtne nogi skrzyżowała na jego rytmicznie unoszących się plecach, dłonie splotła na ramionach. Niemal słyszał ciche jęki kobiety, widział rozkosz malującą się w pociemniałych z podniecenia oczach.
Naprężył całe ciało, czując jak ciepła i lepka ciecz oblewa mu rękę.
Tak, na razie tylko na tyle mógł sobie pozwolić.
Kobieta, o której marzył, zabije go przy pierwszej lepszej okazji. Bez znaczenia było, co do niej czuł czy też to, że darował jej życie. Musiałby zrobić o wiele więcej.
Bastian wyprostował się i stanowczym ruchem zapiął spodnie. Wyrzucił niedopałek, a drugą dłoń wytarł o skraj kapy, przykrywającej łóżko w wynajętym pokoju hotelowym. To była nędzna buda, typowa dla tego sektora. Ale tutaj mógł czuć się bezpiecznie.
Zasępił się.
Musiał zdecydować co powinien zrobić. I miał przeczucie, że będzie to decyzja, która zaważy na całym jego życiu.
***
Nie zamierzała się poddać. Jednak jeśli jej przeciwnik był inteligentny, a na takiego wyglądał, to z pewnością nie wróci do Cafe Paris. Ani do własnego mieszkania.
Zresztą, dziwne było to lokum. Brudne, odrapane, z połamanymi meblami i dodatkowymi lokatorami. Łóżko zaścielone było śnieżnobiałą pościelą, kilka sztuk odzieży wisiało w szafie, rzeczy osobiste stały na półce, a wszystko to w idealnym porządku, stanowiącym niezwykły kontrast w stosunku do całości. Jakby człowiek, który tu mieszkał, znalazł się w nim przez jakiś zbieg okoliczności.
Z wściekłością walnęła w kruszący się mur budynku przy, którym stała. Miała tylko ten jeden trop. Którędy teraz powinna podążać?
Chyba, że gruby barman też coś wiedział?
Zdecydowanym krokiem skierowała się ku wejściu do lokalu.
W środku jak zwykle było pusto. Vin podniósł wzrok znad polerowanej właśnie szklanki i zamarł zdumiony, widząc wycelowaną w siebie lufę broni.
– Wiem, że był tu mój brat. Wiem, że maczałeś w tym palce, więc mów co wiesz. Albo odstrzelę ci jaja, a potem całą resztę! – W głosie kobiety pobrzmiewała prawdziwa złość. Widać było, że nie żartowała.
Grubas spocił się ze strachu i w panice rozejrzał dookoła. Gdzie podziewał się ten cholerny Bastian, kiedy naprawdę był potrzebny? Pieprzony skurwiel!
– Był – potwierdził ochrypłym szeptem, nieznacznie przesuwając się w prawo.
– E, e, e! Żadne takie. Stój nieruchomo bydlaku! – Sara zdecydowanym ruchem przystawiła mu broń do skroni. Sapnął ze strachu. – Dalej, gadaj!
– Był po prochy. Daliśmy mu trochę.
– My? Znaczy kto?
– Ja jestem tylko barmanem. Narkotykami zajmował się mój wspólnik.
– Wysoki, ciemny, blady?
– Ależ skąd. Tavir był albinosem. Nie żyje.
– Nie żyje? – powtórzyła zdumiona. – Rączki w górze! Nie myśl, że nie zauważam twoich nieudolnych działań. Jak to nie żyje?
– Ja go zabiłem – rozległ się od progu spokojny głos. Sara mimowolnie się obejrzała, a wtedy Vin błyskawicznym ruchem wyrwał spod lady broń. Nie zdążył jej jednak użyć. W jego gardle utkwił sporych rozmiarów nóż, o grubym trzonku, rzucony z niezwykłą precyzją.
– Co za dzień. Kto mi będzie teraz parzył kawę? – Bastian pokręcił z udawanym smutkiem głową. Nie zważając na wycelowaną w siebie broń, podszedł do martwego grubasa i wyciągnął okrwawione ostrze. Wytarł je starannie w jedną ze ścierek leżących przy barze, wsadził na powrót za cholewkę wysokiego buta i dopiero wtedy spojrzał na skamieniałą Sarę.
Nigdy nie widziała, by ktoś zabijał ot, tak sobie. To było… Ten facet był chory!
– Zabiłeś człowieka i martwisz się kawą? – odezwała się z niedowierzaniem. Poczuła jak dłonie zaczynają jej nieznacznie dygotać. Nie miała szans z tym świrem.
– I papierosami – dodał po namyśle Bastian. – Zawsze miał dla mnie spory zapas.
– Psychol!
Co oni wszyscy z tym psycholem?
Widział w oczach Sary strach pomieszany z obrzydzeniem, a więc nadszedł czas na podjęcie poważnych decyzji. Może ją zabić, albo wszystko wyjaśnić. Między innymi oznajmić, że jej brat naprawdę nie żyje. I to nie była najgorsza wiadomość.
Podszedł do stolika i usiadł na jednym z krzeseł, kładąc nogi na stół i zapalając papierosa.
– Dobrze, powiem ci co wiem i to bynajmniej nie dlatego, że do mnie celujesz. Ostatnio zaczęło robić się tu gorąco, postanowiłem więc zwinąć interes i udać się gdzieś indziej. – Zaciągnął się papierosem. – Kilka miesięcy temu skontaktował się ze mną niejaki pan X – zaczął. – Zwykłe zlecenie polegające na dostarczaniu dwóch, trzech ciał na tydzień. Świeżutkie zwłoki, elegancko zapakowane w dostarczone przez niego pojemniki, odstawiane w umówionym punkcie. Tylko ludzie do czterdziestki, a najchętniej dzieci, choć tego starałem się unikać, nie jestem barbarzyńcą.
– Co ty nie powiesz? – syknęła ze złością i usiadła tuż obok, wciąż jednak nie odkładając broni. Choć wiedziała, że  w niczym jej może nie pomóc.
– To tylko biznes. Skoro ja tak dużo dostawałem, to myślę, że ten wyżej zarabiał jeszcze więcej.
– Twój tajemniczy pan X?
– Niestety nie przedstawił się. Typowałem ofiary, a moi wspólnicy elegancko wysyłali ich na tamten świat. Potem czyścili i pakowali w specjalne pudła z lodem.
– Po co? – Sara zmarszczyła brwi. – Tajne eksperymenty rządowe?
– Cóż… Myślę, że powód jest bardziej prozaiczny. – Bastian zagryzł wargi. Przestało mu się podobać, to co zamierzał powiedzieć. Co prawda były to tylko jego przypuszczenia, wnioski wysnute w oparciu o drobne szczegóły, ale w stu procentach był pewien, że są słuszne.
– Myślałaś kiedyś o tym, że człowiek jest istotą mięsożerną?
Sara patrzyła na niego w milczeniu.
– To było dawno temu, w starym świecie. Teraz nie jadamy mięsa – powiedziała cicho. Okropne przypuszczenie powoli wkradało się do jej umysłu.
Po przybyciu kilkuset tysięcy ocalałych, na pustynną i niegościnną planetę, która miała być ich domem, okazało się, że transport zawierający wszelkie materiały genetyczne, wszelkie dane dotyczące fauny ziemskiej uległ zniszczeniu. Na samą Ziemię nie było po co wracać, bo też już nie istniała. Ale człowiek jest zdolny zaadoptować się do każdych warunków. Z czasem tak bardzo przyzwyczajono się do syntetycznego pożywienia, do pokarmów roślinnych, że nie było mowy o powrocie do dawnych zwyczajów żywieniowych.
– Czyżby? – Bastian ironicznie uniósł brwi.
– Chcesz powiedzieć?... – Broń wypadła jej z ręki. Sara tak bardzo pobladła, że przestraszył się, iż zemdleje. – To chyba żart?
– Dwa ciała tygodniowo, osiem na miesiąc, koło setki na rok. Kto to dostrzeże w wielomilionowej społeczności, wśród której ponad połowa nawet nie znajduje się w oficjalnym rejestrze? A mięso ludzkie na czarnym rynku osiąga zawrotną cenę.
– Ale jest surowy zakaz, karany śmiercią?!
– Jest. I co z tego? – spojrzał na nią przenikliwie. – Ja jestem tylko płotką. Wyżej siedzi prawdziwa gruba ryba, nadzorująca interes, który przynosi kupę kasy. Wiesz, że za to co zarobiłem przez ostatnie pół roku, mógłbym kupić apartament w sektorze pierwszym? I jeszcze by mi została reszta? Jak myślisz ile zarobił ten wyżej?
– Sala… Zjedzono?
– Kto wie? Może nawet załapałabyś się na jakieś pieczyste z jego uda, gdybyś miała bogatych znajomych. Jak ten goguś z którym umówiłaś się kilka dni temu na kawę. – Bastian mrugnął okiem i roześmiał się, jakby opowiedział właśnie dobry kawał.
– Nie…niedobrze mi! – Zerwała się z krzesła i wybiegła na zaplecze, w panice szukając toalety. Odrzucona broń, potoczyła się aż pod ścianę.
Kiedy Sara wróciła, była niemal zielona na twarzy. Zatoczyła się, potykając o ścierkę porzuconą na podłodze, ale Bastian błyskawicznie zerwał się, by ją podtrzymać.
– Nie dotykaj mnie! – wysyczała, wyrywając się z jego ramion. Zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział.
– Naleję ci szklaneczkę czegoś mocnego, co postawi cię na nogi.
– Nic od ciebie nie chcę!
Spojrzał na nią z lekką ironią, a potem znów się roześmiał i skierował ku dobrze zaopatrzonej półce za ladą baru.
Zgrzytnęła zębami, zaciskając pięści. Zabije tego pokręconego sukinsyna, gdy tylko będzie miała okazję.
– Nic prócz informacji, mam rację?
Nie zniżyła się do odpowiedzi. Postawił przed nią pełną flaszkę whisky i dwie szklanki. Swoją drogą, skąd on wziął whisky? Usiadł tuż obok, nie przejmując się nienawistnym spojrzeniem Sary. Każdą szklankę napełnił do połowy i jedną pchnął w jej kierunku.
– Pij!
Spojrzała prosto w ciemne, drwiące oczy.
– Lekceważysz mnie. Ale to może być błąd.
– Nie lekceważę. Podobasz mi się.
No ładnie. Czymże sobie zasłużyła na podziw tego szaleńca?
– A ty mnie nie! – warknęła, szczególnie akcentując słowo mnie. – Co myślałeś? Że rzucę się w twoje ramiona? Nigdy w życiu! Musiałabym być nieprzytomna lub martwa.
– Nieprzytomna już byłaś – odparł z dobrze wyczuwalną tęsknotą w głosie. Zmrużyła oczy i badawczo na niego spojrzała.
– To miałeś jedyną i niepowtarzalną okazję na małe macanko. Dobrze, że nie martwa, bo musiałbyś mnie zjeść.
– Przesadzasz. Nie jem ludzkiego mięsa. To tylko interes, a ty bierzesz wszystko zbyt dosłownie.
– Dosłownie!? – walnęła pięścią w stół. – Zabiłeś mi brata pokręcony morderco!
– Ale go nie zjadłem! – mrugnął do niej okiem, najwyraźniej rozbawiony cała tą sytuacją i dopił whisky. – To jak, chcesz wiedzieć więcej czy nie? Bo mam napięty plan dnia i za chwilę się zmywam.
Najchętniej wydrapałaby mu oczy. Starła z twarzy ten bezczelny uśmieszek wyższości i pewności siebie.
– Mów!
Bastian uśmiechnął się szeroko. Jaka ona była słodka, gdy się tak złościła. I naprawdę miała ochotę go zabić. To podniecało! Tak bardzo, że już czuł jak napina się nieelastyczny materiał jego spodni.
– Mam na imię Bastian. – Uznał, że trzeba dopełnić niezbędnych formalności.
– Gówno mnie to obchodzi. Mów!
W najmniejszym stopniu nie przejął się jej wściekłością.
– Na samym końcu nadbrzeża stoi zrujnowany budynek starej fabryki. Tam dostarczaliśmy towar. Zawsze po uprzednim kontakcie telefonicznym.
– Kiedy następny termin?
– Nie ma następnego. Powiedziałem panu X, że zawieszam działalności i znikam. Trochę się wkurzył – Bastian wzruszył ramionami przypominając sobie złość zleceniodawcy i całą masę niezbyt oryginalnych epitetów, którymi go obrzucił. 
– I to wszystko? – spojrzała na niego z niedowierzaniem. – To są te tajne informacje, które chciałeś mi przekazać?
– Mało ci? Twój brat nie żyje, co więcej prawdopodobnie go zjedzono. Ktoś zarabia na handlu ludzkim mięsem i musi być to osoba wysoko postawiona w hierarchii.
Tysiące myśli przelatywało przez jej głowę, kotłowało się w takim natłoku, że o mało nie zaczęła krzyczeć. Ale jedna stanowczo wybiła się na czołówkę.
Pochyliła się w kierunku bacznie obserwującego ją Bastiana.
– Chcę byś mi pomógł. Zadzwonisz i oznajmisz, że masz towar na jeszcze jeden transport. A potem zapakujesz mnie w jedno z tych pudeł.
Doskonale wyczuł napięcie w jej głosie. On miałby pomagać? Za darmo? Przechylił głowę na jedno ramię i uśmiechnął się. Ale tym razem zabrakło rozbawienia, a w zamian za to pokazało się czyste wyrachowanie.
– Co mi za to dasz?
– Nie rozumiem?
– Pytam, co mi za to dasz? Nie robię niczego za darmo dziecinko.
Pobladła.
– Mam trochę forsy odłożonej na czarną godzinę.
– Nie chcę pieniędzy – odparł, pochylając się w jej kierunku.
– A czego?
– Ciebie Saro. Chcę ciebie.

link do części IV - klik

16 komentarzy:

  1. Ło ło ło.. Ale sie porobiło! Z utęsknieniem do Twojego piora czekam na wiecej! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. W życiu bym nie pomyślała, ze może chodzić o ludzkie mięso! Ty to masz pomysły ;) Uwielbiam postać Bastiana, może i jest mordercą, ale nie zmienia to faktu, że kreacja jego bohatera mnie zachwyca :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :-), bo to właśnie chciałam osiągnąć - stworzyć bohatera, którego nie powinno się lubić, ale się lubi.

      Usuń
    2. I moim skromnym zdaniem Ci się udało ;) Bastian jest intrygujący, niby bezwzględny, ale zdolny do jakiś głębszych uczuć ( tak sądzę :D ) . A teraz czekam niecierpliwie na niespodziankę :-)

      Usuń
  3. mam ogromną nadzieje że będzie bardzo pikantna scena erotyczna między bohaterami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uhm... Pomiędzy którymi? ;-)

      Usuń
    2. Oczywiście głównymi

      Usuń
    3. Hm... No nie wiem, nie wiem. Nie miałam w planach ;-)

      Usuń
  4. Super nie moge sie doczkac ciagu dalszego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Prosze wiecej daj juz wiecej ;) Prooooooosze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro. Stop. Niespodzianka. Stop. Po północy. Stop.
      :D

      Usuń
    2. Dziekuje bardzo. Stop. Urzeklo mnie. Stop. Pozdrawiam. Stop. ;)

      Usuń
  6. Babeczko opowiadanie jest po prostu genialne! Bardzo mi się podoba ze względu na to, że jest zupełnie inne od poprzednich i momentami bardzo zaskakujące :P podziwiam za super pomysły i jeszcze lepszą ich realizację! czekam z niecierpliwością na niespodziankę :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Niespodzianka jest typem lekkim, nieskomplikowanym, w sam raz na niedzielne popołudnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniale nie mogę się doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Coraz bardziej mnie ciekawość zżera:-))

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.