sobota, 14 września 2013

Czas poświęcony zemście (I)

Uczciwie rzecz biorąc, chciałam dokończyć pozostałe teksty. Jednak na skutek wielu komentarzy czytelników, którzy chcieliby przeczytać w końcu coś innego (czyli nie o dziewicach i muskularnych osikach ;-D), zamiast tłumaczyć się i przekonywać, daję po prostu coś innego.
Od razu uprzedzam, że tytuł jest nieco "roboczy", a kolejne części będę dawał raz na tydzień, bo jednak muszę skończyć i poprzednie teksty.


Czas poświęcony zemście (I)

Czas poświęcony zemście
jest czasem spędzonym w piekle


Tego wieczoru mała kawiarenka, gdzieś na obrzeżach Miasta Duchów świeciła pustkami.
Był to wyjątkowo nędzny lokal, taki jakich dziesiątki we wszystkich dzielnicach biedoty, otaczających bogate i luksusowe centrum. W dzień odwiedzali go robotnicy, czasem członkowie załóg statków handlowych, a w nocy prostytutki. Wnętrze nie różniło się od innych tego typu knajp, kontuar z blatem pokrytym ciemnym kamieniem, rzędy butelek na półkach za barem, pęknięte lustra i poobdzierane meble.
Za kontuarem niezwykle krępy mężczyzna, ze zwisającymi w strąkach włosami i czerwoną, nalaną twarzą, czytał stary egzemplarz gazety pornograficznej. Czy raczej należało powiedzieć, że oglądał, ukradkiem masturbując się pod ladą.
Pod jedną ścianą kawiarni znajdował się rząd stolików, po drugiej zaszczytne miejsce zajmował duży ekran telebimu. Lokal był prawie pusty, tylko przy stoliku z odrapanym blatem, który sąsiadował z pomalowanym czarną farbą oknem, siedziała kobieta. Była średniego wzrostu, miała bladą, pociągłą twarz, zeszpeconą przez bliznę biegnącą od oka do kącika ust. Ubrana była w długi, czarny płaszcz, noszący zresztą znaczne ślady zużycia.
Gdy uniosła kieliszek, jej dłoń dygotała. Wypiwszy całą jego zawartość, otarła wargi wierzchem dłoni i podniosła się z miejsca.
Potem ruszyła w kierunku stojącego za barem mężczyzny. Zmierzył ją czujnym spojrzeniem, ale widocznie doszedł do wniosku, że takie chuchro nie może zrobić mu krzywdy.
– Czego? – warknął nieuprzejmie.
– Szukam niejakiego pana Novaka.
– Ha, ha! Dobre sobie! Zjeżdżaj, pókim dobry.
– Z bardzo solidnego źródła wiem, że go tu znajdę.
Mężczyzna splunął w bok i wyjął lewą dłoń ze spodni.
– Cholera – zaklął. – Zawsze przeszkadzają w najlepszym momencie.
Nacisnął na guzik, znajdujący się tuż przy kasie. Jakby w odpowiedzi na ten niesłyszalny dźwięk, za ciemnej kurtyny na samym końcu sali wyłonił się młody mężczyzna. Był tak nijaki, że z trudem można by było stworzyć jego portret pamięciowy. Blady, o jasnych, niemal białych włosach, wyblakłych niebieskich oczach i przeciętnej twarzy.
– Ja jestem pan Novak – powiedział cicho i ujął zdumioną kobietę pod ramię, prowadząc ją w najdalszy kąt lokalu – Siadaj. Nie wyglądasz za dobrze? – zdziwił się z obłudną troską.
– Potrzebuję…
– Wiem. Ale nie mam tego, czego szukasz. S3 to teraz towar niezwykle trudno dostępny na rynku. Możesz dostać tylko niewielką dawkę jedynki. Taką na wzmocnienie, by pomogła ci przetrwać noc. Po więcej wrócisz za dwa dni.
– Nie pytałeś…
– Nie muszę. Osoba, która ci o mnie mówiła, przesłała bardzo szczegółową wiadomość. To jak? Piszesz się na to?
Kobieta odetchnęła z ulgą. Tak, jakby nagle wielki ciężar zleciał z jej serca.
– Z ochotą. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę.
Albinos pogrzebał w kieszeni spodni i wyjął kilka małych, białych pigułek, na których przy odrobinie trudu, można było odczytać symbol – S1.
Kiedy ona delektowała się pierwszą dawką, rozluźniona opierając się o ścianę za plecami i przymykając oczy w oczekiwaniu na nadchodzącą ekstazę, mężczyzna posłał porozumiewawcze spojrzenie barmanowi.
Ten błyskawicznie pojawił się przy stoliku z dwoma czystymi kieliszkami i przybrudzoną flaszką koniaku.
– Na koszt firmy – wychrypiał. Kobieta nie wyłapała w jego głosie złośliwej satysfakcji. Powoli pogrążała się w swym własnym, niedostępnym dla innych świecie.
– Za pomyślne nawiązanie kontaktów! – Blady mężczyzna wzniósł toast, wsuwając do jej drżącej dłoni kieliszek z alkoholem.
Zrobiła jak jej kazał. Najpierw spróbowała odrobinę, potem z szerokim uśmiechem wypiła całość. Potem zaciągnęła się papierosem i spojrzała na swego towarzysza lekko już nieprzytomnym wzrokiem.
Czuła się cudownie. Choć nieco dziwnie. Nigdy wcześniej nie miała wrażenia tak lekkiej głowy, własnego głosu dobiegającego gdzieś z zewnątrz.
Zaczęła się śmiać. Albinos obserwował ją uważnie, ale z niejakim znudzeniem, obracając w dłoniach wciąż pełen kieliszek.
Potem nagle zerwał się z miejsca i ujął ją troskliwie za ramię. Lecz zanim oboje znaleźli się za czarną kurtyną oddzielającą lokal od mrocznego zaplecza, kobieta znalazła się w stanie całkowitej, chemicznie wywołanej hipnozy.
Przestała reagować na cokolwiek.
Z rąk bladego handlarza prochami trafiła prosto w ramiona barmana. Ten przez chwilę przyglądał się wiotkiemu ciału, głośno sapiąc, a później jednym, płynnym ruchem chwycił kobietę i wrzucił do ogromnego pojemnika z wodą, który być może w odległej przeszłości był luksusową wanną wbudowaną w podłogę. Przyklęknął na krawędzi i położył swe ogromne łapsko na głowie kobiety, która patrzyła na niego niewidzącymi oczyma.
Cała reszta była banalnie prosta. Pod tym naciskiem zanurzyła się i pozostała pod wodą. Na początku widać było jeszcze bąbelki powietrza, potem i one zniknęły.
Kiedy skończył, wstał ze stęknięciem i wytarł mokre dłonie o spodni.
– I jak tym razem poszło? – rozległ się tuż obok lekko znudzony i odrobinę pogardliwy głos.
Grubas drgnął z wyraźnym przerażeniem. Z mroku wyłoniła się twarz mężczyzny, przystojna twarz, lecz naznaczona pewnym rysem okrucieństwa i cynizmu. Była jednocześnie pociągająca, jak i odpychająca. Ciemne włosy i oczy silnie kontrastowały z bladością cery, usta wykrzywiał ironiczny uśmieszek.
– Tylko nie krzycz, postawisz na nogi całą okolicę!
Barman chrząknął zakłopotany. Tamten wciąż obserwował go z rozbawionym zdziwieniem, bawiąc się trzymanym w dłoni niedopałkiem papierosa.
– To odrobinę stresująca robota Bastianie. Nie każdy potrafi tak jak ty, zabijać z uśmiechem na ustach.
Ciemnowłosy mężczyzna wzruszył ramionami.
– Praktyka czyni mistrza. Lecz to – wskazał na zwłoki wciąż zanurzone w wodzie – zostawiam takim jak wy.
Grubas spojrzał na niego z nienawiścią pomieszaną z podziwem.
– Nie czepiaj się. Wykonujemy za ciebie całą brudną robotę, panie Novak.
– Oczywiście – roześmiał się tamten. – A teraz Vin, zapakuj ładnie przesyłkę. Nie chcemy chyba zawieść naszych handlowych partnerów?
Po czym odwrócił się i wyszedł, pogwizdując coś melodyjnie.
Idąc opustoszałymi ulicami, zapalił kolejnego papierosa. Po chwili dotarł do niskiego, obskurnego budynku. Lokum, które wynajął przed kilkoma miesiącami, bardziej przypominało pijacką melinę niż miejsce do zamieszkania. Ale akurat tym się nie przejmował.
Z lodówki wyjął schłodzoną butelkę starej, dobrej whisky i wygodnie rozsiadł się w fotelu przy oknie. Potem popijając alkohol i obserwując panoramę miasta, mimo woli zastanowił się nad przeszłością.
Pochodził z dzielnicy nędzy, gdzie więcej było złodziei, morderców i prostytutek niż w całej pozostałej części Miasta Duchów. Zresztą, uśmiechnął się ironicznie, to była doskonała nazwa. Tylko centrum, które należało do bogaczy, nie straszyło wyglądem. Cała reszta… Ech, szkoda gadać.
Kolonia, która miała być chlubą, Nową Ziemią, jak nazywali ją co poniektórzy, stała się skostniałym tworem, zamieszkiwanym przez ocalałą resztkę ludzkości. Te same zło, te same nałogi, te same przestępstwa. No, niezupełnie. Z biegiem czasu ludzie stawali się coraz bardziej pomysłowi.
Drobny złodziejaszek, jakim był  u początków swej „kariery”, szybko trafił na szczyt listy najbardziej poszukiwanych przestępców. Po prostu podczas jednego z napadów uznał, że nie ma sensu brać żywych jeńców i sprawił sobie przyjemność wykańczając ich osobiście. Siedem osób, w tym jakaś kuzynka samego prezydenta.
Z uśmiechem przypomniał sobie szaleństwo, które rozpętał. A najzabawniejsze było to, że wciąż pozostawał nieuchwytny.
Niczym duch.
Potem pojawił się tajemniczy zleceniodawca. Bastian był idealnym kandydatem, do roboty, którą mu zlecił. Pan X, jak go nazywał, odwdzięczał się sporymi sumami szeleszczących banknotów. I to nie zmieniło się od czasów starej, dobrej Ziemi.
Dostarczał ciała. Dwa, trzy tygodniowo. Ofiary typował po starannej obserwacji. Najczęściej byli to samotni narkomani, w zaawansowanym stadium. Nikt ich nie szukał, nikt po nich nie płakał. Znikali, odlatując specjalnym transportem w niewiadomym kierunku.
Dla Bastiana nie miało to najmniejszego znaczenia.
Siedział, popijając i uśmiechając się łagodnie, choć wyraz jego oczu mógł przerazić nawet najodważniejszego człowieka.
***
Na zrujnowanym do połowy murku siedziała kobieta. Czarne, gładkie włosy, miała obcięte na pazia, do tego niezwykle równo przyciętą grzywkę. Nad wydatnymi kośćmi policzkowymi błyszczały ogromne, błękitne oczy. Uwagę zwracały też pełne, wyraziste usta, świadczące o dużej sile woli i twardym charakterze. Nie była piękna, ale jej twarz wręcz prowokowała ludzi do ponownego spojrzenia.
Z uporem wpatrywała się w drzwi obskurnej kawiarni, nad którą wisiał zepsuty neon z napisem „Paris”. Kiedy ujrzała jak do środka wchodzi blady, anemiczny mężczyzna, zmarszczyła brwi i zeskoczyła. Figurę miała gibką i szczupłą, choć pod obcisłym czarnym ubraniem, wyraźnie rysowały się pełne, kobiece krągłości.
Odważnie wkroczyła do obskurnego lokalu i od razu podeszła do baru, gdzie za wysokim przybrudzonym kontuarem siedział gruby, niechlujny mężczyzna.
– Coś podać? – zerknął na nią podejrzliwie. Była zbyt schludna i zadbana, jak na kobietę z tej dzielnicy. Powstało więc pytanie, co tu robiła?
– Tak, wodę. Jestem na służbie – wskazała na naszywkę na piersiach. Dopiero teraz dostrzegł niebieski znaczek sił powietrznych. Jego nieufność wzrosła.
Wzięła swoją wodę i usiadła tuż przy oknie. Piła ją powoli, łyczek po łyczku, uważnym spojrzeniem lustrując cały lokal. Nawet nie próbowała ukryć swego zainteresowania. Gdy skończyła, z kieszeni wyciągnęła niewielkich rozmiarów zdjęcie.
Ponownie podeszła do barmana.
– Widziałeś tego chłopaka? – spytała, patrząc na niego w skupieniu. – Prawdopodobnie była tu gościem dwa tygodnie temu, w godzinach wieczornych.
Pytany, z trudnością zachował spokój. Co prawda nie rozpoznał twarzy, bo tylu ich było, ale niepokojący był sam fakt zadania takiego pytania.
– Bo ja wiem? – wzruszył ramionami. – Codziennie pełno tu narkomanów i tanich dziwek. Może i widziałem, a bo co?
– To mój brat. Uciekł z kliniki, gdzie leczono jego uzależnienie od S1. Jak każdy pacjent miał przy sobie lokalizator. Ostatni sygnał nadano z tego lokalu.
Grubas poczuł jak po jego karku spływa strużka potu. Strach, niczym mokre zwierzątko, ześlizgnął się w dół, po jego plecach.
– I uprzedzę pytanie, dlaczego nie szuka go Straż. Nie interesuje ich los narkomanów, którzy uciekli z odwyku.
Mówiąc to, patrzyła na niego badawczo, jakby chciała coś wyczytać poza słowami. Intuicja podpowiadała jej, że ten facet coś wie. Kiedy powiedziała o lokalizatorze, spocił się niczym mysz. 
– Nic nie wiem. – Ponownie wzruszył ramionami. Ale wyraźnie widziała jak zadrżały mu dłonie, gdy odstawiał butelkę z alkoholem.
– W takim razie może pana zmiennik? – Nie zamierzała się poddać.
Coś przyszło mu do głowy. Uśmiechnął się szeroko, choć na ten widok, dziewczyna wzdrygnęła się z obawą.
– Tak, całkiem możliwe. Przyjdź wieczorem paniusiu, to sobie porozmawiacie.
Skinęła głową i położywszy na ladzie zapłatę, wyszła z lokalu. Szybkim krokiem skierowała się do centrum, uśmiechając się z przekąsem. Ten drań myśli, że da się złapać w tak prymitywną pułapkę? Jeszcze czego!
Nie znała jednak sił przeciwnika, dlatego prócz swych własnych umiejętności potrzebowała jeszcze broni. Małej, poręcznej, dającej łatwo się ukryć pod cienką kurtką. I dużego, ostrego noża, schowanego za cholewką wysokich butów.
Idąca energicznym krokiem Sara nie zwróciła uwagi na śledzącego ją mężczyznę. Tak bardzo była pochłonięta planami na wieczór, że nawet gdyby tuż za nią podążał cały tabun szpiegów, pewnie i na niego nie zwróciłaby uwagi.
Była zbyt młoda, by wiedzieć że broń i upór to za mało, gdy ma się do czynienia z prawdziwymi mordercami.
Bastian zatrzymał się na rogu i zapalił papierosa. Patrzył w zamyśleniu w kierunku budynku, do którego weszła ciekawska nieznajoma.
Zastanawiał się, co powinien z nią zrobić. Poczuł smutek na myśl, że będą ją musieli zabić. Było w niej coś takiego… Delikatność połączona z siłą? Tak, takie jak ona potrafiły człowieka zaskoczyć.
Potrząsnął głową, chcąc się pozbyć niepotrzebnych myśli.
Zaczęło padać, ale on nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Właśnie wpadł na świetny pomysł. Wyrzucił niedopałek, odwrócił się i idąc po nierównym chodniku, pogwizdywał radośnie.
***
Kiedy wszedł do lokalu, napotkał spłoszone spojrzenia dwóch par oczu.
– Spokojnie – powiedział wesoło, zdejmując mokry płaszcz. – To tylko jedna dziewczyna.
– Ten jej brat miał lokalizator. To jest problem! – Gruby Vin z sapnięciem otworzył pełną butelkę wina i postawił na ladzie. – Twoje ulubione. Ale to ostatnia butelka. Trzeba zamówić nowe.
– Wiem. – Ciemnowłosy mężczyzna usiadł na wysokim taborecie i z lubością nalał wina do wysokiego kieliszka. – Zamknijcie drzwi. Wywieście tabliczkę, że nieczynne przez godzinę lub coś w tym rodzaju.
Albinos siedział dotąd w milczeniu. Poniosło go dopiero przy ostatnich słowach.
– Do jasnej cholery! Ją też chcesz utopić? A co potem? Pilot Gwardii Narodowej to nie to samo, co zabiedzony narkoman. A swoją drogą, kiepski wywiad, jeśli przepuściłeś kogoś takiego.
– Zdarza się – Bastian spojrzał na niego z pobłażliwym uśmiechem. Ale w oczach czaiła się niema groźba.
– Za to zdarzenie, wylądujemy wszyscy w mamrze, albo i gorzej.
– Tchórzysz?
Albinos zamilkł, ale jego mina nie wróżyła nic dobrego.
– Co robimy?
Bastian w zamyśleniu bębnił palcami w kamienny blat. Nie chciał się przyznać, ale miał już dość jasno sprecyzowane plany. A nade wszystko nie miał zamiaru rezygnować z łatwego zarobku i coraz bardziej pokaźnego stanu konta w banku.
– Zawieszamy działalność na jakiś czas. Powiedzmy miesiąc. I niech żaden z was nie waży się zrobić jej krzywdy! – dodał z pogróżką w głosie. – To wyłącznie moja sprawa.
***
Sara wróciła do swego malutkiego mieszkanka. Było całym jej światem, celem i marzeniem od wielu lat. Dopiero gdy zaczęła latać jako zawodowy pilot, mogła sobie pozwolić na luksus samodzielnego lokum. Kiedy miała pięć lat, znaleziono ją w stanie hibernacji na błąkającym się w przestrzeni kosmicznej małym statku handlowym. Miesiąc później została adoptowana prze pewnego lekarza i jego żonę. Zyskała rodzinę, a w dalszej przyszłości również brata.
Kiedy zmarli rodzice, Sal stal się jedyną bliską osobą. I może dlatego tak bardzo bolało, gdy widziała jak pomimo jej starań, stacza się coraz bardziej. Ostatnią deską ratunku miała być kuracja odwykowa, załatwiona przez znajomego ojca.
Ale kiedy Sara wróciła po trzech miesiącach misji, dowiedziała się, że Sal zniknął. Zwrócono jej karton z rzeczami osobistymi chłopaka i wskazówki, co do miejsca jego ostatniego pobytu.
I tak trafiła do obskurnej kafejki „Paris”.
Z zaciętą miną otwarła szafkę nocną, wyjęła książki, które tam leżały, a następnie mocno puknęła w tylną ściankę.
Potem wyciągnęła z wnętrza niewielki, poręczny fazer. W pieniu sprawdziła czy wszystko jest w porządku i położyła go na łóżku.
Usiadła obok i westchnęła. I rozpłakała się.
Sal nie żył. Była tego pewna, choć nie widziała ciała, nie usłyszała oficjalnego komunikatu z ust koronera.
Chłopiec z taką ufnością trzymający jej dłoń w dniu, gdy przyjęto ją do Akademii. Był wtedy tak dumny z jej sukcesu…
Wstała i zaczęła krzyczeć. Musiała znaleźć ujście dla swej wściekłości. Tupała, płakała i wrzeszczała tak długo, aż całkiem ochrypła. Mieszkanie było dźwiękoszczelne, więc mogła sobie pozwolić. Potem wyczerpana, opadła na łóżko.
– Sal – wyszeptała cicho, chwytając w dłonie stojące na stoliku nocnym zdjęcie. – Nie martw się braciszku. Gdziekolwiek jesteś, znajdę cię. I zabiję tego drania, który to zrobił!
Kiedy już opłukała wodą zapłakaną twarz, ukryła broń, z namysłem wykręciła pewien dobrze jej kiedyś znany numer na videofonie.
Mogła to zrobić znacznie wcześniej. Mogła wybłagać rozpoczęcie śledztwa. Wiele mogła zdziałać, gdyby tylko poprosiła…
Nie czekała długo. Na ekranie ukazała się twarz młodego mężczyzny, o zmęczonym spojrzeniu.
– Sara? – Wyraźnie się ożywił. – Kopę lata kochanie!
– Cześć – odpowiedziała tylko.
– Po twojej minie widzę, że nie dzwonisz bezinteresownie.
– Nie. Chodzi o Sala.
Tamten wzruszył ramionami.
– Mówiłem ci, że kiedyś zaćpa się na śmierć.
– Mówiłeś. Ale on zniknął. Uciekł z zakładu i wszelki ślad po nim zaginął. Ian, jesteś jedyną osobą, do której mogę się zwrócić o pomoc…
Przeczesał dłonią jasne, niemal białe włosy. Sara z bólem pomyślała, jak bardzo stęskniła się za widokiem tej twarzy, ciepłych migdałowych oczy, roześmianych ust. Choć, czy tylko się tak wydawało, czy też naprawdę wyglądał na udręczonego.
– Chciałam to załatwić sama. Ale myślę, że stałabym się kolejną ofiarą na liście. Nie ukrywam, że zaczęłam się po prostu bać.
– Na jakiej liście?
– Od kilku miesięcy giną w tym rejonie ludzie. Zazwyczaj bezdomni, narkomani, kilkoro dzieci.
Przygryzł wargi.
– Mówisz o sektorze dwunastym?
– Tak.
– Saro, to nie jest sprawa dla ciebie. Lepiej o niej zapomnij.
– Dlaczego? Dlaczego Ianie mam zapomnieć, że ktoś skrzywdził mego brata? Nie zasłaniaj się śledztwem, jak to masz w zwyczaju! – warknęła poirytowana.
– Nie o to chodzi kochanie. Ale to bardzo poważy temat, nawet nie wiesz jak bardzo.
Odrobinę się uspokoiła.
– Jak twoja żona? – spytała, z premedytacją patrząc mu w oczy.
– Saro, nie zaczynaj.
Cztery lata temu poznała przystojnego, szarmanckiego Iana na jednej z imprez organizowanych przez Akademię. Zakochała się od pierwszego wejrzenia i od pierwszego pocałunku. Trochę niepokoiło to, że pochodził z najwyższej warstwy społecznej, poza tym był bogatym i świetnie zapowiadającym się oficerem Straży. A kiedy on odwzajemnił jej zainteresowanie była w siódmym niebie. Dopóty, dopóki pół roku później nie dowiedziała się o jego zaręczynach z wnuczką prezydenta.
Nie pomagały tłumaczenia, że musiał to zrobić ze względu na rodzinną tradycję. Że rodzice wymogli na nim podjęcie tej decyzji, a tak naprawdę kocha tylko ją, Sarę. Zdrada, tym bardziej była bolesna, że wiedząc, iż jest zaręczony, Ian z całą premedytacją spotykał się z nią przez kolejne dwa tygodnie.
To bolało najbardziej. Kłamstwa, oszustwa, puste słowa wypowiadane bez pokrycia.
– Moje małżeństwo nie należy do szczęśliwych. I na tym chciałbym zakończyć temat. A co do zniknięć w sektorze dwunastym, to jeszcze raz powtórzę, nie mieszaj się do tego.
Spojrzał na zaciśnięte usta kobiety, stanowcze, pełne złości spojrzenie. Westchnął.
– Dobrze. Ale to sprawa na rozmowę osobistą. Umówimy się na kawę, gdzieś w jakimś ustronnym miejscu. Znasz takie?
– Owszem. – Nagły uśmiech rozświetlił szczupłą twarz dziewczyny. – Jest taka kawiarnia Cafe Paris. Sprawdź w bazie. I do zobaczenia o siódmej.
***
Ian wściekły zaparkował tuż przy samym wejściu podejrzanej w wyglądu speluny. Zapomniał przez te cztery lata, jak bardzo potrafiła być konsekwentna w swym postępowaniu. Za to doskonale pamiętał smak jej ust i zapach ciała. Wiele dałby, aby znów móc się z nią kochać.
Zacisnął zęby. Sara była uparta, nie uznawała kompromisów. A szkoda, bo jako jego kochanka mogła zajść w Akademii bardzo wysoko.
Tylko że jej „nie” faktycznie oznaczało nie.
Wewnątrz lokal nie prezentował się ani odrobinę lepiej. Sara siedziała w kącie, tuż obok ogromnego telebimu. Podszedł i usiadł, uśmiechając się do niej.
– Na żywo wyglądasz jeszcze piękniej, kochanie.
Odwzajemniła uśmiech, choć przeczył mu chłód w błękitnych oczach.
– Wciąż jesteś na mnie zła, prawda? – Rozpiął ciemny płaszcz i ruchem dłoni przywołał barmana.
– Wciąż – odrzekła lakonicznie. – Wolałabym nie poruszać tego tematu. Mamy mało czasu.
– Mało? – zdziwił się unosząc brwi.
– Sprawy służbowe – odparła krótko. Skłamała, bo nie miała siły zbyt długo przebywać w jego towarzystwie. Dawna rana znów zaczęła krwawić i Sara czuła, że w każdej chwili może wybuchnąć płaczem.
Gruby barman podszedł do nich, stawiając dwie wątpliwej czystości szklanki i butelkę koniaku. Zerkał na nich podejrzliwie spode łba, zastanawiając się kogo ta wścibska baba sprowadziła do jego lokalu. Wyglądał na wojskowego, choć ubranie miał zwyczajnie cywilne.
– Może być. – Ian skinął głową, nawet na niego nie spoglądając. - Proszę podać jeszcze kawę.
– Wspomniałaś, że twój brat zaginął…
– Zaginął? – prychnęła poirytowana. – Jestem pewna, że został zamordowany. Lokalizator wskazał jako ostatnie miejsce jego pobytu ten lokal. Było to piętnaście dni temu. A od dobrego znajomego z prasy, dowiedziałam się, że Straż już dawno interesuje się tą okolicą.
– Owszem, ale to na razie tylko plotki. Chcesz się zemścić Saro? – Pokręcił głową. – Ale na kim? Nawet nie wiesz, czy Sal naprawdę nie żyje?
– Zemsta? To za wielkie słowo. Chcę poznać prawdę i chcę sprawiedliwości. Akurat ty powinieneś wiedzieć, ile to dla mnie znaczy.
– Tak, z pewnością wiem wiele na ten temat – odparł z goryczą.
Zauważył, że ręce się jej trzęsą. Jednym haustem wypiła całą zawartość trzymanej w dłoni szklaneczki.
– Saro – zaczął łagodnie. – Oboje dobrze wiemy, że to nie sprawiedliwości szukasz. Tylko zemsty. Sal był jedyna bliską ci osobą i potrafię to zrozumieć. Ale nie nadajesz się do tego. Ludzie, których poszukujesz, w niczym nie przypominają tych, których znałaś w swym spokojnym i uporządkowanym życiu.
– Mówisz o mnie jak o bezbronnej sierotce, a tymczasem…
– Wiem. Jesteś pilotem, przeszłaś trening, byłaś na kilku misjach. I co z tego Saro? Czy markowane pojedynki są takie same jak te prawdziwe? Ludzie stąd pochodzą jakby z innej planety. Mogą cię zabić bez chwili namysłu, tylko dlatego aby uprzyjemnić sobie czas. A jeśli będą mieli powód…
– Daruj sobie te kazania. Pomożesz mi czy nie?
Pomyślał, że pomoże. Choć nie w taki sposób, jaki by chciała.
– Nie masz ochoty na kolację dziś wieczór? – spytał w zamian za to.
– Jezu! Ian! Jesteś kompletnym palantem! – syknęła, zrywając się z miejsca. – Ale ja potrafię postawić sprawę jasno. Nie mam i nigdy nie będę miała!
Wybiegła wzburzona z lokalu, nie oglądając się za siebie. Ukryła w bramie nieopodal, objęła ramionami i zacisnęła zęby, by nie wybuchnąć płaczem.
Nie, nie, nie! – powtarzała te słowa w myślach, niczym magiczne zaklęcie mogące uchronić od niechcianych emocji. I pomogło.
Kiedy kilka minut później wróciła do lokalu, Iana już nie było. Przy barze kręciła się spora grupa kilku agresywnych mężczyzn. Kawałek dalej siedział obcy mężczyzna. Dziwny. Przyciągający wzrok jak magnez.
Podniósł głowę i uśmiechnął się do niej. Tak łobuzersko, jakby dzielili razem tajemnicę jakiegoś żartu. W ciemnych oczach wyraźnie dostrzegła iskierki rozbawienia.
Nie zdążyła nawet pomyśleć, dlaczego poczuła dziwną niechęć, gdy jeden z gości brutalnie ją zaczepił.
– Hej, patrzcie chłopcy co znalazłem. Nową dziwkę do zerżnięcia.
Jego palce wczepiły się w krótkie włosy Sary. Drugą usiłował złapać ją za biust. W pierwszym momencie poczuła przerażenie, ale błyskawicznie zamieniło się ono we wściekłość. Wykonała półobrót i bez słowa wyrżnęła go w nerki pięścią z wysuniętymi do przodu kostkami palców. Mimowolnie syknęła z bólu. Przeciwnik wrzasnął i padł na kolana.
– Jeszcze któryś? – spytała z pozornym spokojem, patrząc na nich spod opuszczonej głowy.
– Cholerna dziwka! – wyjęczał pokonany i zerwał się na nogi. Zaskoczyła go, ale najwyraźniej nie zrobiła większej krzywdy.
Na niemal zwierzęcych twarzach jego towarzyszy malowało się okrucieństwo i złość.
– Kif, my się nią zajmiemy – oświadczył jeden z nich, olbrzym z ogoloną głową i licznymi tatuażami. Sara nie czekała, aż ją zaatakuje. Wiedziała, że nie da rady całej ósemce. Musiała się przebić i najzwyczajniej w świecie salwować ucieczką. Z goryczą pomyślała, że jej jasnowłosy rycerz, zostawił ją w takim miejscu, tylko dlatego, że nie chciała dać mu dupy. Co za ironia!
– To okropne jakich ludzi dziś się spotyka – rozległ się wesoły głos tuż obok.
Wszystkie głowy odwróciły się w tym kierunku.
Bastian stał z rękoma w kieszeniach ciemnego płaszcza, z papierosem zwisającym z kącika ust i obserwował ich z rozbawieniem.
– Ośmiu na jedną, bezbronną kobietę?
– Nie jestem bezbronna! – wyrwało się z oburzeniem Sarze.
– Byłabyś, za jakiś kwadrans, gdy rozłożyliby cię na stole i rżnęli, tak jak zapowiedzieli – ze spokojem odwzajemnił jej spojrzenie. – A teraz zabieraj swoje śliczne dupsko, póki mam ochotę bawić się w rycerzyka.
– Nie jestem bezbronna! – ryknęła pełną piersią.
Prychnął pogardliwie.
– Chciałaś powalić dwóch lub trzech i zwiać. Ułatwiam ci zadanie.
Łysy olbrzym dał krok do przodu, ale widać było, że się waha. Co nieco słyszał o ciemnowłosym mężczyźnie, przesiadującym w knajpie pod szyldem Paris. Jeśli to był on, to nawet w dwudziestkę nie mieliby szans.
Niestety nie każdy z jego towarzysz wykazał się takim rozsądkiem. Jeden z nich wyciągnął ukradkiem z cholewki buta nóż. Gdy ostrze wystrzeliło w przód, Bastian chwycił go za przegub, wykonał półobrót, zakładając dźwignię na naprężone ramię, dopóki tamten nie wypuścił noża. Następnie zaciśnięta pięść spadła na muskularne ramię osiłka, po czym rozległ się głośny trzask i wrzask.
Trwało to zaledwie ułamki sekundy i odbyło tak szybko, że szczegóły były wręcz niezauważalne.
Bastian odepchnął go na podłogę.
– No proszę, a myślałem, że będę się dziś nudził? – powiedział wciąż rozbawiony i wyjął papierosa z ust. – Któryś następny? – spytał z nadzieją.
 Przeciwnicy mierzyli go w ponurym milczeniu. Sara również. To było siedmiu muskularnych osiłków, o wyraźnym przeroście mięśni nad rozumem. A jednak szczupły nieznajomy, poradził sobie z jednym z nich z taką łatwością, jakby miał do czynienia z małym chłopcem. Teraz ofiara siedziała na podłodze i wyła z bólu.
– Wariat! Chcesz z nami zadrzeć z powodu tej cizi? Mało to dziwek chodzi po dzielnicy? My weźmiemy tą, ty sobie znajdziesz inną – zaproponował ugodowym tonem ten, który wyglądał na przywódcę.
Po czym chwycił nie spodziewającą się tego dziewczynę za kark i brutalnie pchnął do przodu. Upadła, boleśnie zdzierając sobie skórę z wnętrza dłoni.
– Nieładnie. Znów będę musiał przywołać was do porządku, trzeciorzędowe małpy! – Bastian uśmiechał się łagodnie, ale wyraz jego oczu był straszny.
Silnym ruchem ujął Sarę za ramię i postawił na nogach. Przez chwilę patrzyła w ciemne, szalone oczy mężczyzny, stojąc tyłem do przeciwników, tuż przy jego ramieniu.
Pochylił się lekko, a ona poczuła wyraźny zapach tytoniu.
– Droga wolna panienko. I lepiej tu nie wracaj.
Te ostatnie słowa, choć wypowiedziane lekkim i dowcipnym tonem, zawierały w sobie ukrytą groźbę. Nie miała czasu teraz się nad tym zastanawiać. Wybiegła z lokalu, a za nią rozpętało się piekło.

link do części II - klik

22 komentarze:

  1. a jutro przepis na babeczke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na placek śliwkowy :)))
      Naprawdę warto, bo jest pyszny.
      Już się nie mogę doczekać czasu piernikowego, bo mam taki przepis, że ho, ho! Zresztą od dwudziestu lat udoskonalany, rozdany w setkach egzemplarzy i nareszcie będę się mogła podzielić nim z wami :)))

      Usuń
    2. A ja mam przepis na pierniki po babci. Tez juz po modyfikacjaxh moich

      Usuń
    3. To się wymienimy :) Lubię takie stare przepisy po przodkach, bo często są... No cóż, po prostu są wspaniałe :D

      Usuń
  2. nie moje klimaty. zdecydowanie wole te harlequnowate, realne, dobrze sie kończące. uwazam, ze autorka zbyt kombinuje, stara sie zadowolić wszystkich co jest, choc chwalebne, to raczej nie do wykonania. Przeskakiwania miedzy gatunkami mi sie nie podobają. Uwazam, ze autorka powinna wybrać jeden gatunek, który pisze najchętniej i ktory najlepiej ja wyraża i sie tego trzymać. Jesli romans to romans, jei fantastyka to fantastyka.
    bedzie kontynuacja 'nikomu ani slowa'?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. od kiedy fantastyka wyklucza romans i vice versa? np Dżin jest świetny! "czas..." zapowiada się nieźle, nic nie pobije jednak "mojego wymarzonego księcia", humor godny montego pythona
      (przypadkiem usunęłam poprzedni komentarz :)

      Usuń
    3. To się cieszę, bo "Mój wymarzony książe", to mój debiut literacki (taki redakcyjny, oficjalny).
      :D

      Usuń
  3. Jak każde opowiadanie Babeczki, to też już mnie wciągnęło. Chcę więcej=)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze napisane, choć jakoś nie w moim guście. Dziwi mnie fakt ,że autorka która tak świetnie pisze nie czyta ze zrozumieniem komentarzy. Mianowicie chodzi mi o to, że czytelnicy proszą o to aby opowiadania nie były jakoś w połowie pisane jakby z przymusu i znudzenia, aby w kółko nie powtarzały się te same oklepane frazesy to nie chodzi o to żeby przystojnego wysokiego faceta i niska ale kuszącą kobietę zamienić na mizernego niskiego Szczurka i wąsata babę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moi drodzy, odpowiadam hurtem :D
    Akurat ten utwór nie jest próbą udowodnienia na siłę, że chcę dać coś innego - on po prostu jest taki. Mam takich więcej - Kara, Wszystko czego pragnę, Czarownica i poniekąd Trzy mile. Przy czym dwa pierwsze mam prawie skończone, trzeci w powijakach, a Trzy mile poprawiam.

    Po prostu czasem czekoladę muszę przegryź ogórkiem ;-) aby się do niej nie zniechęcić.

    Tematyka sf (nie fantastyka) zawsze była mi bliska, choć w tej dziedzinie mam ogromne kompleksy. Ze względów logicznych łatwo popełnić tu błąd. Nie mówiąc, że bardziej interesują mnie relacje międzyludzkie niż cała ta techniczna otoczka.

    Nie chodzi o to, że nagle diametralnie, zmienię styl, tylko o to, że przejrzałam dysk i będę dawała bardziej zróżnicowane teksty. Czyli obrazowo mówiąc, do słodzonej herbatki dodamy cytrynkę...

    A propos słowa "pod przymusem". Nie chodzi o to, że siedzicie mi nad głową z batem i popędzacie "daj coś, daj coś!" tylko o to, że sam pomysł i jego techniczne dopracowanie nie wystarcza. Konieczny jest jeszcze impuls, natchnienie (jak zwał tak zwał, wiecie o co chodzi). Wtedy dopiero utwór jest idealny.

    Gdybym dała przez ten czas trzy lub cztery teksty, z pewnością nie wydałyby wam się wtórne. Przy większej ilości rośnie ryzyko powtórzeń. A ja dopiero rozwijam skrzydełka.

    Dlatego musicie po prostu wybierać to, co chcecie czytać i to, co wam się podoba. Pisać mi o tym, bo wtedy wiem, które utwory są lepsze niż pozostałe.

    Przy czym w zakładce ebooki napisałam, z których jestem zadowolona na sto procent i pod żadnym pozorem ich nie zmienię. Reszta to wciąż wersje beta.

    Na razie przed wami kontynuacja Pomyłki (ostatnia cześć) oraz Nikomu ani słowa. Niestety obawiam się, że przy tym drugim nie udało mi się zachować równego poziomu i mam wrażenie, że przesmęciłam ;-) Poczytacie - ocenicie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nikomu ani słowa - pewnie kogos jeszcze usmiercilas.
    Albo ktoś został mega nieszczesliwy.
    Albo wszyscy zostali mega nieszczesliwi i nie wiadomo dlaczego bo sami mamy sobie dopowiedziec.
    ;)

    Jak na cos czekam to zawsze sie kończy zle.. poza Wygraną ale ponoc, nie wiadomo dlaczego - wyjątek potwierdza regułę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten... Tego... Zobaczycie.
      A właśnie. Muszę dąć Wygraną :D do poczytania.

      Usuń
    2. Babeczka się miesza czyli coś jest na rzeczy!

      Już z góry protestuję przeciwko braku happy-endów!
      ;)

      Usuń
  7. Dasz cos dzisiaj? Jak najszybciej :*
    Jestes niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Coś nowego będzie jutro z rana.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Po prostu brak mi słów...Genialne ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Miodzio :)
    Jak dla mnie każdy czytelnik ma swoje gusta, nie trafisz we wszystkie więc się nie przejmuj ;) i nie zmieniaj absolutnie swoich opowiadań, o ile nie poczujesz takiej potrzeby, Ty tu dowodzisz.
    Jeśli chodzi o mój gust nie marudzę :) wszystko mi pasuje co tworzysz, nawet jeśli schemat historii się powtarza, np. charakter bohaterów, dla mnie liczy się całokształt. Póki co ani razu mnie nie zawiodłaś, za każdym razem Twoje opowiadania mnie wciągają i absolutnie działasz jak narkotyk ;)

    Tak trzymaj i dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tematyka sf to może nie moje klimaty ale tekst zapowiada się ciekawie, nie mogę się doczekać kontynuacji.
    Julex :]

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy mi się wydaje, czy pan Novak przypomina trochę mnicha z Kodu Leonarda Da Vinci?
    A co do temtyki Twoich powieści. Niemusisz czuć kompleksów. Są spoko niektóre lepsze niektóre gorsze. To normalne u każdego autora który wydał conajmiej trzy książki sf pierwsza jest ok druga już nie.
    Poprostu pisz to co lubisz.
    Każdy może znaleść tu coś dla siebie, może jakbyś przy tytule pisała rodzaj to niebyłoby tych gupich komentarzy? Tak tylko myśle zrobisz jak uwazasz, bo to twój blog, ale dla nas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnicha? Kurczę, nie pamiętam. Traf chciał, że pierwszy zobaczyłam film, który mnie nie zachwycił, więc już po książkę nie sięgnęłam ;-)
      Inspiracja przyszła z innej książki, jakby kto znał dzieła niejakiego Higginsa... Nawet bezczelnie ściągnęłam stamtąd cytat, ale chyba mogłam, bo to ponoć przysłowie, a nie twór własny pisarza.

      Co do tematyki - i tak to wszystko w kółko o miłości :-))) Zmienia się tylko tło. Nie ukrywam, że najbardziej interesuje mnie tematyka damsko-męska, subtelna gra słów pomiędzy dwoma osobami, uczucia - czasem tak nagłe, czasem rozkwitające powoli. Kiedyś się strasznie przed tym broniłam - wychowana na NF usiłowałam na siłę pisać w sposób wzniosły i możliwie niejasny. W momencie kiedy odpuściłam, od razu odnalazłam swój własny styl. Sf? Fantastyka? Owszem, ale teraz jestem już pewna, że tylko jako tło. Raczej nie ma szans, by stać się wątkiem głównym ;-)))

      Usuń
  12. Rzeczywiście- klimat mroczny. Ja za to bardziej jestem ciekawa tych relacji między tajemniczyn brutalem a szarą buntowniczką. :-))

    OdpowiedzUsuń