piątek, 19 lipca 2013

Dżin (III)

Tego reklamować nie muszę :)

Dżin (III)

Popędziłam prosto do ogródka hotelowego, gdzie spodziewałam się znaleźć swoich przyjaciół. Kiedy usłyszałam znajome głosy, zdecydowałam się na desperacki i w sumie dość żałosny krok. Jednym susem wskoczyłam w zielony gąszcz otaczający niewielki placyk i delikatnie odsunęłam ręką duży liść jakiejś roślinki, by mieć widok na rozgrywającą się scenę.
Po prawej stronie, przy okrągłym stoliku siedzieli prawie wszyscy, łącznie z Laną, która nie wiadomo skąd się wzięła. Brakowało tylko Adriana. Po lewej, tuż przy wejściu, wygodnie rozpostarty w ratanowym fotelu, ulokował się dżin, udający szalone zainteresowanie czytaną gazetą. Tak był tym pochłonięty, że nie zauważył powłóczystych spojrzeń wysyłanych przez każdą z obecnych tutaj pań.
Zanim zdążyłam się zastanowić, co też on kombinuje, ujrzałam nadchodzącego Adriana, który z wielką ostrożnością niósł tacę pełną napojów.
W momencie, kiedy mijał dżina, ten wykonał zręczny manewr polegający na podstawieniu nogi, niczego niespodziewającemu się chłopakowi.
To łajdak… Aż sapnęłam z oburzenia, ale ta reakcja była niczym w porównaniu do piekła, które wybuchło tuż przede mną.
Prawie cała płynna zawartość szklanek wylądowała na ubraniu i włosach Laury. Nieszczęsny Adrian błyskawicznie podniósł się i doskoczył do swej lubej. Niewiele to jednak pomogło…
Główny sprawca zamieszania w zaciekawieniu przyglądał się całej awanturze. Tylko raz przeniósł wzrok w kierunku miejsca gdzie się ukrywałam i szelmowsko uśmiechnął. Potem wstał i dyskretnie podążył za wściekłą Laurą, która właśnie szła do pokoju się przebrać. Zdążył jeszcze pochylić się nad dorodną rośliną w rogu ogródka i szepnąć.
- Ja idę pocieszać, ty zatrzymaj swego ukochanego. Powodzenia!
I już go nie było.
Rzuciłam spojrzenie na wściekłego i rozgoryczonego Adriana, który siedząc masował potłuczone kolano, a potem bez słowa, rakiem wycofałam się z kryjówki i podążyłam za dżinem. Jedno było pewne – musiałam mieć go na oku. Dopiero, gdy upewnię się, że spełnia swoją obietnicę, będę mogła wrócić i zająć się obiektem mych westchnień.
Na paluszkach podeszłam do drzwi pokoju Laury i Adriana. Ze środka dobiegały przytłumione głosy, raz po raz przerywane damskich chichotem. Jak widać dżin nie próżnował…
Z największą ostrożnością nacisnęłam klamkę. Na szczęście apartamenty miały taki układ, że z szerokiego łóżka nie było widać wejścia. Padłam na kolana i na czworakach wślizgnęłam się do środka. Potem powolutku wychyliłam głowę zza rogu i zamarłam zaskoczona.
Stali do mnie bokiem, przytuleni do siebie, więc bez problemu mogłam obserwować całą akcję. Dżin powoli zabierał się do roboty, wodząc leniwie ręką po prawie całkiem nagich plecach Laury. Szeptał jej przy tym coś do ucha, drugą dłoń zanurzając w burzy rudawych loków. Ona, odchyliwszy głowę, uśmiechała się kusząco. Bez problemu pozwoliła mu odwrócić się tyłem i zmysłowo zakręciła kształtną pupą. Amir jęknął przeciągle i niemal w ułamku sekundy pozbył się swojego ubrania. Znów przytulił się do jej pleców, niecierpliwym ruchem wydobył z biustonosza parę niedużych piersi i zaczął je pieścić, mocnymi, kolistymi ruchami. Potem jedna z dłoni powędrowała na dół, rozpinając zamek obcisłych dżinsów i szybko się ich pozbywając. Pchnął cicho mruczącą z narastającej rozkoszy dziewczynę do przodu, a ona opadła na przedramiona, opierając się o ramę łóżka. Przez chwilę z aprobatą przyglądał się wspaniałemu widokowi, jaki się przed nim roztaczał.
Ja również! Nieco zdezorientowana i zawstydzona, mogłam po raz kolejny podziwiać, ogromnego, sterczącego we wspaniałym wzwodzie, członka. Może to i głupie, ale powoli czułam, jak i moje podbrzusze zaczyna pulsować, jak twardnieją piersi i nabrzmiewają spragnione pocałunków wargi. Niemal wbrew sobie, jedna z dłoni powędrowała w kierunku najbardziej intymnego miejsca, wsunęła się pod cienki materiał bielizny i dotknęła rozpalonej kobiecości. Cichutko jęknęłam, a potem zanurzyłam palec w gorącym i coraz bardziej wilgotnym wnętrzu. Zaczęłam pomalutku poruszać nim, spod wpółprzymkniętych powiek przyglądając się parze na wielkim łożu.
W tej samej chwili dżin z całym impetem natarł na wypięte pośladki Laury i jej krzyk zagłuszył wszelkie inne odgłosy. Wygięła się przy tym jak struna, odrzucając głowę do tyłu i zaciskając pięści na śliskiej pościeli. Łóżko zaskrzypiało ostrzegająco, gdy mężczyzna zwiększał tempo, z coraz większą siłą wbijając się w jęczącą przed nim kobietę. Jedną ręką trzymał kształtne biodro, drugą zacisnął na ramieniu i walił bez opamiętania, niczym na konkursie, kto szybciej i mocniej. Widziałam wyraźnie malującą się na jego twarzy rozkosz, ale też i lekkie rozbawienie, jakby nie do końca traktował to, co robił, na poważnie. Jednak nie przeszkodziło mi to do doprowadzenia się na szczyty ekstazy…
Nagle Amir eksplodował z ochrypłym okrzykiem, silnym ruchem przyciągając swą kochankę do siebie, a do mego, nieco otępiałego umysłu dotarło właśnie, że skończył. W panice wycofałam się i biegiem ruszyłam do swego pokoju. Otwarłam drzwi i wpadłam do środka, nieruchomiejąc niby ten słup soli tuż za progiem.
- Jak?...
- Czary mary. – Dżin beztrosko siedział na fotelu, dyndając w powietrzu przełożoną przez oparcie nogą. Na szczęście był ubrany…
- Podobało ci się?
- Yyyy… - wyrwało się z mych ust.
- Nie bądź tak skromna. Skoro zostałaś do końca, a w dodatku sama sobie zrobiłaś dobrze, to znaczy, że byłem niezły!
Poczułam, wykwitające na policzkach krwawe rumieńce wstydu, i dziwną miękkość w okolicach kolan.
- To nie twoja sprawa! – Usiłowałam go wyminąć z godnością i obojętnością, ale ten paskudnik chwycił mnie za przegub dłoni i przyciągnął do siebie, siłą sadzając na kolanach.
- Jak chcesz, to wciąż jestem do usług… - wyszeptał kusząco.
Bez zastanowienia walnęłam go łokciem w podbródek. Jęknął i bez cienia litości zrzucił mnie z kolan na podłogę.
- Jędza! – powiedział z pretensją, masując obolałą szczękę.
- To moja gra wstępna – stwierdziłam złośliwie, wstając. – To co? Kontynuujemy?
- Miałaś pocieszać pięknego Adriana, czyż nie? – Zmienił temat.
- Musiałam dopilnować pewnego złośliwego i podstępnego typka.
- Twój luby głosik, aż ocieka jadem. I jak się spisałem?
- Szkoda, że to było tak kameralne przedstawienie.
- Nie tak bardzo. W końcu ty się załapałaś na miejsce dla vipów.
- Paskuda – mruknęłam, znów czując zdradliwy rumieniec. - I co dalej?
- Jutro zrobimy powtórkę z rozrywki i zaprosimy dodatkowego widza. Jak myślisz, wścieknie się i obije mi mordę, czy też rozszlocha na twym ramieniu?
- Nie rób z niego niedołęgi!
- Nie muszę. – Zręcznie uchylił się przed ciosem. – No co? Mówię, co myślę!
Pewnie zdołalibyśmy się pokłócić, ale w tym momencie do pokoju weszła Lana. Kiedy tylko jej wzrok padł na Amira, rozjaśniła się niczym słoneczko.
Cóż… Tutaj należało podjąć działania za pomocą dość radykalnych środków. Doskonale wiedziałam, na co się zanosi i nie miałam ochoty pocieszać później puszczonej w trąbę przyjaciółki.
- Żadne takie – odezwałam się surowym tonem. – On jest żonaty. – Wskazałam na dżina, który zamarł z otwartymi ze zdumienia ustami. – I ma piątkę dzieci, najmłodsze dopiero co się urodziło.
Lana znieruchomiała, wybałuszając na nas oczy.
- Że jak? – spytała słabym głosem.
- Ano tak. I ponieważ jest ubogim wieśniakiem, za niewielką opłatą pomaga mi zdobyć Adriana – dodałam po chwili namysłu, widząc ich pełne niedowierzania spojrzenia. – A teraz idę na obiad, bo jestem potwornie głodna.
Odwróciłam się i nie bacząc na wciąż znieruchomiałych rozmówców, z godnością opuściłam pokój.
Posiłek był niezły, choć znów sok pomarańczowy smakował jak wyciskany z plastikowych owoców, a kawa robiona była chyba z wody morskiej. Co oni u licha do niej dodawali?
Skończyłam jeszcze zanim zjawiła się Lana. Samotność sprzyjała rozmyślaniu i kiedy dopijałam ostatni łyk wody, miałam już na nowo sprecyzowane plany. Oczywiście dotyczyły dzisiejszego wieczoru i Adriana. Choć po prawdzie, po raz pierwszy od długiego czasu zwątpiłam czy warto o niego walczyć. Nie wiadomo skąd nadeszło skojarzenie z kozą… Otrząsnęłam się ze zgrozą, a potem surowo zrugałam sama siebie. Nie porzuca się w jeden dzień wieloletnich marzeń. I koniec, kropka!
Zostały mi więc zaledwie dwa życzenia. Zakłopotałam się, bo przypomniało mi się, że też chciałam pokoju na świecie i tym podobnych bzdur. Ale ten paskudnik na pewno tak zinterpretuje moje żądanie, że w pośpiechu znów będę musiała wszystko anulować. Do diabła, więc z pokojem i ogólnoludzką miłością! Pomyślę o tym później, na razie mam coś innego na głowie.
Upiorna wyobraźnia podsunęła obraz całkiem nagiego mężczyzny, z ogromnym członkiem we wspaniałym wzwodzie. Czym prędzej pozbyłam się tego widoku, z uporem usiłując przywołać wspomnienie błękitnych jak niebo, oczu Adriana.
I znów nadeszło skojarzenie z kozą…
Zaklęłam w duchu. Coś mi tu śmierdziało czarami. Energicznie podniosłam się z miejsca i ruszyłam na poszukiwanie Amira. Złapałam go nad basenem, gdzie pod rozłożystym parasolem czarował jakąś babę, wpatrującą się w niego maślanym wzrokiem.
- Przepraszam, jesteś mi potrzebny. – Bez ceregieli ujęłam go pod ramię i pociągnęłam za sobą.
- Straciłem okazję na tak piękne bzykanko – powiedział z pretensją, wywijając się z mego uścisku. – Chyba, że ty?...
- Nadzieja umiera ostatnia, prawda?
- Sama przyznaj, że miałabyś ochotę!
- Owszem. Otruć cię lub zepchnąć z dachu dziesięciopiętrowego budynku.
Nieoczekiwanie objął mnie w pasie i pochylił się tak, że niemal ustami dotknął moich warg. Nie chciałam tego, ale czułam jak zasycha mi w gardle, miękną kolana, a w dodatku wilgotnieje pewne bardzo intymne miejsce, pomiędzy kurczowo zaciśniętymi udami. Do takiego stanu nie doprowadził mnie jeszcze żaden mężczyzna.
- Serio? – spytał cicho, zatapiając we mnie intensywne spojrzenie czarnych oczu.
Przełknęłam ślinę, usiłując rozpaczliwie odzyskać władzę nad ciałem.
- Nie ma mowy – wyjąkałam, wyplątując się z jego objęć. – Wisisz mi jeszcze dwa życzenia.
Przez chwilę obserwował mnie w milczeniu. Potem nagle odzyskał swój ironicznie pogardliwy wyraz twarzy.
- Może życzysz sobie pokoju na świecie?
Spojrzałam z wyrzutem.
- No co? Sama mówiłaś, że to piękne…
- Amir – powiedziałam niespodziewanie łagodnie. – Wiesz, czego pragnę.
- Ten idiota na ciebie nie zasługuje – mruknął, odwracając wzrok.
- Przecież go nie znasz?
- Wiem więcej, niż przypuszczasz. Moja niewola ma swoje dobre strony…
Zastanowiłam się. Czyżby potrafił czytać w myślach? Wzdrygnęłam się. To by była prawdziwa katastrofa!
- Pewnie wyobrażasz sobie teraz, że umiem czytać w myślach? – spytał rozbawiony, jednocześnie wodząc wzrokiem za szczupłą i ponętną blondynką.
Zirytowałam się.
- Idź już sobie lepiej na ten podryw.
- Skoro każesz… Zobaczymy się wieczorem. W łóżku – rzucił przez ramię. Czy on wciąż musiał mnie denerwować? Ponuro patrzyłam jak z wrodzonym wdziękiem mota upatrzoną ofiarę. No cóż, jeśli nawet posługiwał się przy tym magią, to nie było jej znów aż tak wiele.
A gdyby tak… Nie odważyłam się dokończyć tej śmiałej myśli. Z determinacją, po raz kolejny, przypomniałam sama sobie, do kogo należy moje serce. Goryczą napełniało mnie to, że musiałam uciekać się do takich sposobów. Co się stało, że Adrian nie był już jedynym, który zajmował me myśli? Przeklęty Amir! Po raz pierwszy pożałowałam, iż kupiłam tego magicznego rupiecia. I w dodatku za prawie całe kieszonkowe.
Przez to wszystko zapomniałam, o co miałam go spytać i zasypiając, wciąż miałam przed sobą obraz kozich oczu w przepięknym odcieniu błękitu…

6 komentarzy:

  1. kiedy coś dla tych starych, najwierniejszych czytelników?

    OdpowiedzUsuń
  2. A co, by duszyczki chciały?

    OdpowiedzUsuń
  3. A chciałyby "pechową dziewczynę", "spod ciebie to powstanie", gdyby szanowna autorka dorzuciła jeszcze coś z zapowiadanych tekstów np. "historia pewnej znajomości" to byłaby pełnia szczęścia!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszego mam spory kawałek gotowy - to akurat piszę na bieżąco, niech on tylko poleży z kilka dni. Będzie na bank w przyszłym tygodniu.
      Drugie planuję na wtorek, potem może piątek i koniec.
      Trzecie się pisze :))) i pewnie będzie na początek sierpnia.

      Usuń
  4. Kiedy następna część ? bo nie mogę się doczekać ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kozie oczy- a wyobrażasz go sobie z taką bródką jeszcze? Od razu Liloo by przeszło:-)

    OdpowiedzUsuń