sobota, 20 lipca 2013

Pomyłka (III)

 Nie ma mnie i nie będzie przez najbliższe trzy dni, ale zostawię wam coś na pocieszenie :))) Oczywiście kolejną część Dżina, mały fragment Pomyłki i zapowiedź czegoś nowego.

Daję krótki fragment, bo jestem w trakcie przerabiania tekstu i tylko tyle zdążyłam zrobić. Chyba że chcecie płytkie i łatwe zakończenie w stylu: padli sobie w ramiona, po czym żyli długo i szczęśliwie... Chyba nie :)))

Udanego weekendu!!!

link do części II - klik

          Pomyłka (III)

- Aniu, co ci jest? – Najwyraźniej zmartwiona Irka usiadła obok na ławce, wpatrując się z zatroskaniem w bladą twarz siostry. Wieczór był ciepły i pogodny, dookoła cykały świerszcze i delikatnie szumiały drzewa.
- Chyba się przeziębiłam.
- Kłamczucha. To coś więcej niż zwykły katar.
- Nie chcę o tym mówić, nie teraz.
- Ale przecież widzę, że leży ci to kamieniem na wątrobie. – Irka zrobiła śmieszną minę, ale ani trochę nie rozweseliła tym siostry. – Chodzi o to, co wydarzyło się na imprezie?
- Nie. – Ania znużonym gestem odgarnęła włosy z czoła i oparła się słup werandy. – Raczej o to, co się wydarzyło po…
Zdumiona Irka w milczeniu wysłuchała suchej relacji z wydarzeń w bibliotece. Bez wdawania się w zbędne opisy i szczegóły, Anka wyrzuciła z siebie wszystko po kolei, pominęła jedynie najbardziej pikantne detale. Jednak nie omieszkała dodać z goryczą, że był to najlepszy seks w jej życiu. Zacięła się dopiero przy samej końcówce.
- No i co? – Zniecierpliwiona siostra szturchnęła ją w ramię, by przerwać przedłużające się milczenie. – Czy on po tym całym zajściu, po prostu wyszedł, mówiąc na odczepnego, że kiedyś tam się zdzwonicie?
- Nie - wyjąkała zarumieniona z emocji dziewczyna. – To ja…
- Boże! Nie mów, że go wywaliłaś?
- Tak jakby…
- Aniu! Dlaczego?
- Wstydziłam się – pisnęła tamta cieniutkim głosem. – Przecież to w gruncie rzeczy całkiem obcy człowiek.
- A nie masz ochoty, by to zmienić?
- Mam.
- No to, na co czekasz? Dziś piątek wieczór, wszyscy bawią się w Picollo. Marsz do pokoju, zrobić się na bóstwo. Za godzinę ruszamy!
- Nie wiem czy to dobry pomysł?
- Najlepszy! – Irka z wyraźnym zniecierpliwieniem pogoniła siostrę. – No dalej, dalej. Pożyczę ci tę czerwoną sukienkę.
- Ale ona ma dekolt do pasa i kończy się w połowie pośladków – jęknęła Anka.
- I właśnie o to chodzi.
- No pewnie. Nie dość, że chętna i łatwa, to w dodatku ubrana niczym dziwka. Pięknie, nie ma co!
- Wydziwiasz. Sadzisz, że gdybyś ubrała się w zgrzebny worek, to zaczęłabyś mu się bardziej podobać?
- Ale dlaczego akurat ta czerwona?
- Bo idealnie pasuje do twojej urody i figury. – Irka stanowczo ujęła ją za ramię i pociągnęła za sobą, do wnętrza domu.
Niechętna tym poczynaniom Ania, z cierpiętniczą miną poddała się wszelkim zabiegom upiększającym. Godzinę później, ponurym wzrokiem wpatrywała się w swoje odbicie. Czekała na Irkę, która poszła poprawić makijaż i zmienić ciuchy.
Do lokalu weszła z duszą na ramieniu i sercem w piętach. Nareszcie zrozumiała, o co chodziło w tych dziwacznych powiedzonkach. Gdyby nie Irka, mocno trzymająca ją za ramię, to nie wiadomo, czy po prostu nie odwróciłaby się i uciekła.
Dominik siedział wygodnie rozparty na jednej z kanap i wyglądał nieprzyzwoicie dobrze. Na szczęście, nie zauważył ich.
- Irka, proszę, chodźmy najpierw się napić – szepnęła siostrze na ucho stłumionym głosem.
- Tchórz! Ale niech ci będzie.
Zamówiły dwa duże, mocne drinki.
- Pij swojego, a ja na chwile skoczę do łazienki.
- Sama?!
- Aniu, na Boga, przecież jesteś dorosła! Nic ci się tu nie stanie przez pięć minut. – Siostra posłała jej ironiczne spojrzenie i zniknęła w tłumie.
Anka oparła łokcie na blacie i smętnie zapatrzyła się w stojącą przed nią szklankę. W zasadzie wcale nie miała ochoty na alkohol, ale musiała, po prostu musiała, dodać sobie czymś odwagi. Padło na egzotycznego drinka.
Kusiło ją by spojrzeć w stronę loży, zajmowanej przez ich znajomych.
Kusiło ją tak bardzo, że w końcu odwróciła się i spojrzała prosto w zaskoczone, błękitne oczy.
- Ania? – Posłał jej szeroki uśmiech. – Kogo, jak kogo, ale ciebie nie spodziewałem się tutaj spotkać.
- Przyszłam z siostrą. – Czuła, że z ledwością wypowiada te słowa.
Najgorsze było jednak to, że najchętniej po prostu rzuciłaby mu się w ramiona, przytuliła do szerokiej piersi, poprosiła o pocałunek.
Co tu dużo mówić – była stęskniona jak cholera! A on stał nieruchomo i nie uczynił nawet najmniejszego, zachęcającego gestu. Uśmiechał się tylko i mierzył ją spojrzeniem.
- Jeśli chodzi o to, co wydarzyło się w bibliotece…
- Wolałbym, abyśmy o tym nie mówili – odparł lekko zmieszany. Zrozumiała dlaczego, gdy do jego boku przytuliła się wysoka, długowłosa brunetka. Miała mocny makijaż i nogi, o których mówi się, że sięgają nieba. Dominik odwzajemnił jej pocałunek i ponownie spojrzał na Anię. Tym razem, jakby przepraszająco.
Z trudem się uśmiechnęła. No ładnie, ona od kilku dni nie myśl o nikim innym, każdą chwilę wspomina niczym najcenniejszy klejnot, a on… Ukradkiem zacisnęła dłonie w pięści, wbijając paznokcie w delikatną skórę. Odrobinę pomogło. Przynajmniej udało się powstrzymać łzy.
- Nie ma sprawy – powiedziała siląc się na beznamiętny ton. – Również uważam, że nie ma o czym.
Brunetka posłała jej bezczelnie ciekawskie spojrzenie. Zmierzyła pogardliwie wzorkiem od góry do dołu, potem wydęła usta i bez odrobiny uprzejmości, powiedziała coś cicho do Dominika. Skinął głową, choć bez wyraźnego entuzjazmu.
- My już idziemy. Mamy ochotę, no wiesz… - Mrugnął okiem i pozwolił, by jego towarzyszka pociągnęła go za sobą.
Przy barze pozostała samotnie Ania, czując, że już dłużej nie może powstrzymywać łez. To było zbyt wiele, dla biednego serca, które w jednej chwili rozpadło się na tysiące drobnych kawałeczków.
A na co ona właściwie liczyła? Tak się kończą znajomości, które zaczyna się od seksu. Nie na darmo słynna maksyma jej ulubionego pisarza mówiła: kto szybko daje, ten dwa razy daje.
Ktoś dotknął jej ramienia. Podniosła głowę i napotkała pełen współczucia wzrok Irki.
- Widziałam.
- Po co mi to wszystko było? – rozpłakała się, ukrywając twarz na ramieniu siostry.
- No już cicho. – Tamta poklepała ją po ramieniu. – Zaraz wrócimy do domu. Po drodze kupimy całą butlę wina i duży kubełek lodów. Zobaczysz, będzie dobrze.
- Kiedyś pewnie i tak. Ale jak to boli!
- Chodź siostrzyczko. Czas opłakać zawiedzione nadzieje. A od jutra znów ruszyć na podbój męskich serc.
- Wiesz co? – Anka podciągnęła nosem i nagle się roześmiała. – Rodzeństwo to najlepszy wynalazek tego świata.
***
Ania siedziała zadumana nad książką. Od dobrej godziny nie zdołała przeczytać ani jednej strony.
Ale w jej głowie krystalizował się nowy plan.
Dominik wszędzie chwalił się swoją dziewczyną, zarówno w realnym, jak i w wirtualnym świecie. Było ich pełno na facebooku, na twitterze, nawet na nk. Oliwy do ognia dolała Joanna, która wpadła wczoraj na małą przyjacielską wizytę. Można powiedzieć, ze wręcz toczyła pianę z pyska, opowiadając z wściekłością, o swych zawiedzionych nadziejach.
A dziś rano Ania znalazła pęk kluczy, w kąciku, gdzie kochała się z Dominikiem. Bez trudu zdobyła adres jego zamieszkania i z desperacją postanowiła, że pójdzie i porozmawia z tym podłym uwodzicielem. 

Tym bardziej, że okres spóźniał się jej grubo ponad dwa tygodnie. Mogły to być nerwy, a mogło być również coś innego… O tej drugiej możliwości starała się na razie nie myśleć.
Westchnęła i z hukiem zamknęła książkę. Potem poprawiła fryzurę, przypudrowała świecący nos i musnęła wargi błyszczykiem. Wbrew wszystkiemu nie chciało się jej wysilać. Zamierzała tylko wygarnąć mu co myśli i wrócić do domu.

link do części IV - klik

2 komentarze: