czwartek, 23 marca 2017

Do piekła i z powrotem (XIV)

Ależ mi długaśne opowiadanie wychodzi ;-) Od razu słów kilka. Poprzedni i ten tydzień były wyjątkowo intensywne jeśli chodzi o ilość dodawanych postów. Dlatego przyszły zrobię sobie trochę wolnego. Na pewno będzie zakończenie Wszystko czego pragnę, co do reszty to zobaczymy. 

           Do piekła i z powrotem (XIV)
Zamurowało go. Dosłownie. Stał i gapił się, nie wiedząc, co ma powiedzieć i jak zareagować. A na dodatek czuł coś dziwnego, nieprzyjemnego. Wwiercało się w jego umysł, wyczyniało coś nienormalnego z żołądkiem. Jakby ktoś wymierzył mu bardzo silny cios w brzuch. Pomyślał, że zanim dojdzie do realizacji umowy, oszaleje. Zwariuje przy tej cholernej babie. Zgrzytnął zębami, ruszając przed siebie prawie biegiem.
– Jak mogłaś? – powiedziała z wyrzutem Iga. – Przecież on jest jak marzenie. I na dodatek nie może od ciebie oderwać wzroku. Mam nadzieję, że to część większego planu?
– Tak. – Daria skinęła głową. – Naprawdę nie może oderwać wzroku?
– Ten niezaprzeczalny fakt, wręcz bije po oczach.
– Szkoda, że tylko to.
– Tak – Iga zaczęła chichotać. – Niektórzy faceci są jak nosorożce. Chodź, wybierzemy tę sukienkę, niech zzielenieje z zazdrości.
Udały się do najbliższego centrum handlowego. Davyan towarzyszył im, milcząc i posyłając wściekłe spojrzenia. Nawet nie zauważył niezdrowego zainteresowania, jakie wzbudzał u płci pięknej. Nie było kobiety, która by się za nim nie obejrzała, a niektóre wręcz bezczelnie się gapiły, rozbierając go wzrokiem. Miał to w dupie. Najchętniej by kogoś rozszarpał, wyładował jakoś pęczniejące w nim uczucia. Ale nic z tego. Za to dostał torby z zakupami i robił za tragarza.
Na dodatek… Przy zakupie seksownej, czerwonej sukienki zgrzytał zębami z bezsilnej wściekłości. Przy bieliźnie, gdy Daria rozważała wybór pomiędzy dwoma staniczkami, z których każdy był koronkowym dziełem sztuki, o mało co oczy mu nie wyskoczyły z orbit. Ale gdy doszło do zakupu cieniutkich jak pajęczynka samonośnych pończoszek, których walory bezczelnie zademonstrowała jeszcze w sklepie i to na jego oczach, biednemu demonowi prawie poszła para z uszu.
Dotrwał do powrotu do domu, po czym z wściekłością rzucił trzymanymi pakunkami o ziemię. Sapiąc ze złości, pomaszerował do kuchni i energicznie otworzył lodówkę. Daria nie protestowała, kiedy wyjął butelką białego wina, odkorkował ją i przystawił do ust. Przez cały czas doskonale wiedziała, co się z nim działo. Podniosła torby i poszła na górę, do siebie. Wykąpała się, umalowała i ubrała. Z zadowoleniem podziwiała swoje odbicie w lustrze, ale nie tylko to. Nie mogła się doczekać chwili, gdy pojawi się Gracjan. To dopiero będzie konfrontacja. Poprawiła niesforny kosmyk, który wyrwał się zza ucha, przeciągnęła opuszkiem palca po dolnej wardze i spojrzała na zegarek. Zaraz powinien się zjawić. Wzięła małą torebeczkę, po czym starając się poruszać z gracją, zeszła na dół.
Davyan siedział przy kuchennym stole, z taką siłą zaciskając zęby, że można było zauważyć pulsującą na jego skroni żyłkę. Butelka po winie była pusta, a tuż obok stała nowa, jeszcze nienapoczęta.

– Jak wyglądam? – spytała, ignorując fakt, że to jawna prowokacja.
– Jak dziwka, którą zerżnę, gdy będę miał ochotę! – warknął.
– Głupek. O, już jest! – Zaciskając z emocji dłonie, podeszła do drzwi. Gracjan nie zawiódł jej nadziei i wyglądał tak, że gdyby nie Davyan, to szybko by przepadła. Wzięła z jego rąk bukiet kwiatów, zapraszając do środka. Nie zauważyła, że demon podążył za nią i stal teraz, opierając się o framugę drzwi. Stał i gapił się zaskoczony. Nowo przybyły również. Nie znali się, nigdy nie widzieli, ale od pierwszego spojrzenia oboje zrozumieli, kim jest przeciwnik.
– To jest ta twoja randka? – spytał z niedowierzaniem Davyan.
– Tak.
Odchylił głowę do tyłu i zaczął się śmiać.
– Zamknij się! – wysyczał poirytowany wampir. Daria jedynie stała, przyglądając się im w zdumieniu. – Lepiej powiedz, co tu robisz? Szukamy cię od dwóch dni.
– Pracuję na sławę i chwałę – odparł złośliwie demon. – Nie wspominałaś, że to randka z wampirem?
– Z wampirem? – powtórzyła słabo.
– Tych kwestii nie poruszam na pierwszym spotkaniu.
– No tak. A na kolejnym już tak? Między pierwszym, a drugim daniem, oznajmiasz dziewczynie, że będzie deserem?
– Nie każda na to zasługuje – zmrużył oczy Gracjan. – Co on tu robi?
– Nocuje – wyrwało się wciąż zdumionej Darii. Wampir? O jasna cholera! Ależ jej się trafili zalotnicy! Jeden przegryza gardła, drugi tętnice. – Mamy układ.
– To on malował te ściany? – upewnił się wampir, patrząc szyderczo na przeciwnika. – I jak mu poszło?
– Rewelacyjnie.
– Powiesz komuś o tym malowaniu, to długo nie pociągniesz! – zagroził demon.
– To groźba? Już się boję!
– Spokój! – krzyknęła Daria, energicznie przytupując nogą. – Malowanie to żadna hańba. Mój ojciec swego czasu opiekował się gromadką dzieci.
Oboje wybałuszyli oczy, gapiąc się na nią w milczeniu.
– No co? Ponoć nawet nieźle mu szło – wzruszyła ramionami, odkładając kwiaty i sięgając po szal. – Davyan, nalej wody do wazonu i wstaw bukiet. Tylko zimnej. I nie ciesz się, zostajesz w domu. Masz grzecznie siedzieć i czekać, aż wrócę. Złamanie tego rozkazu, to złamanie warunków umowy, zrozumiano?
Warknął coś pod nosem, krzyżując ramiona.
– A ty! – Dziabnęła palcem wampira, który ze złośliwą satysfakcją wpatrywał się w przeciwnika. – A ty powiesz mi, jaka była prawdziwa przyczyna naszego przypadkowego spotkania. I nie próbuj kłamać. Po tatusiu odziedziczyłam wystarczająco dużo siły, aby rozkwasić ci ten orli nos i wybić te ostre kły.
***
Wsadziła klucz do zamka, starając się zrobić to jak najciszej.
Prawie druga godzina, Davyan pewnie już śpi. Zresztą, nie miała ochoty na rozmowy, na tłumaczenia, na jakąkolwiek konfrontację. Nie po tym, jak uświadomiła sobie pewną rzecz.
Gracjan był cudowny. Co prawda nie wiedziała, ile swego uroku zawdzięczał czarom, a ile rzeczywistym walorom, ale sam wygląd wystarczył, aby oczarować dziewczynę. Uśmiech, gorące spojrzenie błękitnych oczu. No, momentami to one wcale nie były błękitne, tylko połyskiwały krwistą czerwienią. Ale szybko do tego przywykła.
I równie szybko uświadomiła sobie, że chociaż doskonale się bawi, to tęskni. Tęskni za swoim demonem, za jego zmiennymi humorami, za ponurym spojrzeniem oczu w kolorze grafitowego nieba. O ile lepiej by się bawiła, gdyby to on zaprosił ją na kolację, siedział naprzeciwko i prawił komplementy. Chociaż Davyan i komplementy… Uśmiechnęła się.
– No! Nareszcie! – Zamarła zaskoczona, z ręką na włączniku światła.
– Myślałam, że śpisz?
Nie odpowiedział, za to podszedł bliżej. Nie wyglądał na zadowolonego, wręcz przeciwnie, oczy błyszczały mu prawdziwą furią, usta wykrzywiły się w pogardliwym grymasie. Nie zwracając na to uwagi, usiadła na pobliskim krześle i z ulgą zdjęła buty.
– Nie jestem przyzwyczajona do tak wysokich obcasów – powiedziała, rozmasowując obolałe stopy. I wtedy Davyan zrobił coś, czego nigdy by się po nim nie spodziewała. Ukląkł tuż obok, biorąc w dłonie jedną nogę i zaczął delikatnie ją masować. Daria zdrętwiała, prawie że przestała oddychać z wrażenia.
– Co robisz? – spytała słabo po dłuższej chwili.
Milczał, ale za to uniósł głowę, patrząc na nią uważnie. Jednocześnie czuła, jak jego palce delikatnie przesuwając się po przegubie, muskając łydkę, aby później wrócić do podbicia. W słabym świetle salonowej lampki, oczy demona lśniły podnieceniem. Wargi miał lekko rozchylone, tak że było widać rozdwojony czubek języka. Ale to co robił, było przyjemne, bardzo przyjemne.
– Dlaczego wróciłaś tak późno? – spytał, a dziewczyna o mało co nie wybuchła śmiechem. On był zazdrosny! Zazdrosny! O nią! Po prostu cudownie! Oczywiście, nie przyzna się do tego nawet na torturach, ale jego oczy, ton głosu i zachowanie mówiły dużo więcej niż słowa.
– Najpierw była kolacja, a potem Gracjan zaprosił mnie na drinka.
– Gdzie? – Davyan zgrzytnął zębami ze złości, na chwilę wypadając z roli czułego adoratora.
– Do apartamentu, który wynajął. Nie zgodziłam się – dodała lekkim tonem, uważnie obserwując jego twarz. Czy to była ulga? Tak, chyba coś w tym rodzaju. – Poszliśmy do klubu i tam spędziliśmy resztę czasu.
– No, ma szczęście – wymamrotał demon. Co prawda byli po tej samej stronie barykady, ale obiecał sobie, że jeśli ten krwiopijca ją tknie, to wypruje mu flaki.
– Skąd wiedziałeś kim jest?
– Wyczułem – mruknął, tym razem przesuwając dłonie dużo wyżej, ponad kolano. Wszystkie emocje, gniew, rozgoryczenie i coś jeszcze, czego nie potrafił nazwać, skumulowały się w dole brzucha, ożywiając jego męskość. Pragnął seksu! Tak bardzo, że powoli przestawał nad sobą panować.
– Davyan! – Daria uniosła jego podbródek palcem. – Widzę, co ci chodzi po głowie. Zresztą, to co zawsze. Ale ja jestem zbyt zmęczona, poza tym mieliśmy umowę.
– Umowę? – wyszeptał bezgłośnie, a jego oczy zabłysły pożądaniem. – W dupie mam umowę! – wrzasnął nagle, a potem chwycił ją, ściągając na podłogę, na puszysty dywan leżący w salonie i zaczął całować. Z trudem go odepchnęła.
– Nie pozwoliłam ci na to! – powiedziała ostrym tonem, starając się wyswobodzić. Leżała na plecach, przygnieciona silnym, męskim ciałem. - Nie dotrzymasz słowa, to i ja swojego nie dotrzymam – zagroziła, z bijącym jak oszalałe serce, czekając na reakcję. Davyan zawisł nad nią, opierając się na wyprostowanych ramionach. Usiłował pokonać własną słabość. Już prawie osiągnął cel, tak niewiele mu brakowało. Ale kiedy przypomniał sobie tego złotowłosego lalusia, całkowicie przestał nad sobą panować. Nikt, a w szczególności jakiś wampir, nie zabierze mu tego, co jego!
– Jesteś moja! – warknął z obłędem w oczach, szarpiąc dekolt sukienki, a potem wtulił twarz w jędrne cycuszki. Daria wykorzystała ten moment osłabienia uwagi i zrzuciła go z siebie. Potem przeturlała się kawałek po podłodze i wstała.
– Przestań! – tupnęła. Davyan także błyskawicznie zerwał się na równe nogi. Dyszał ciężko, ale nie zamierzał cię poddać. Pragnienia, które go opanowały były zbyt silne. Tym razem nie miał na to szans i nie pomogła nawet świadomość, że złamie umowę i nie zdobędzie wymarzonej sławy i chwały.
– Nie mógłbyś zachowywać się normalnie? Tak jak na początku? A ty wciąż rzucasz się na mnie i miętosisz mój biust.
Wysyczał coś niecenzuralnego, szykując się do kolejnego ataku.
I wtedy ktoś głośno zapukał do drzwi. Oboje zamarli. Daria poczuła ulgę, bo zdawała sobie sprawę, że pomimo swojej siły, nie da rady oprzeć się atakowi demona i własnym pragnieniom. Za to Davyanowi przyszło do głowy, że to może ten bęcwał. Ryknął coś strasznym głosem, odwrócił się na pięcie i dopadł drzwi. Najpierw wypruje mu flaki, a potem zajmie się dziewczyną.
W progu stał niski, nieco przygarbiony staruszek.
– Ogromnie przepraszam, że tak w środku nocy, ale paliło się światło… Pan tu mieszka? – spytał znieruchomiałego demona.
– Tymczasowo. – Daria zarzuciła na ramiona szal, aby zakryć rozerwany dekolt i podeszła do sąsiada. – Czy coś się stało? – spytała z niepokojem.
– Ja do pani mamy. Jest może w domu? Moja żona wstała po szklankę wody i poślizgnęła się w kuchni. Nie może się ruszyć i strasznie jęczy, że coś stało jej się w plecy.
– Mamy nie ma – odpowiedziała Daria z namysłem. – Ale doskonale pan trafił, bo ten tutaj – wskazała na milczącego demona – jest znakomitym fizjoterapeutą. Jego dłonie wręcz czynią cuda – dodała z rozbawieniem.
– Tak? – Staruszek spojrzał na wysokiego, mrocznego mężczyznę z powątpiewaniem.
– Dam głowę, że nie będzie nawet potrzeby wzywać karetki. Davyan, ubierz się. I podaj mi mój płaszcz. No!
– Coś ty znów wymyśliła? – syknął, podczas gdy Daria szukała swoich kozaczków.
– To proste. W ramach trzydniowej posługi, pomożesz pewnej starszej, bardzo sympatycznej pani. Odprawisz te swoje hokus pokus i zapomnimy, że o mało co, nie zerwałeś naszej umowy.
– Ja mam uzdrowić człowieka?! – spytał osłupiały. – Ja?! W tym stanie? – wskazał na spore i doskonale zauważalne wybrzuszenie w spodniach.
Zmrużyła oczy.
– Poczekaj chwilę – nakazała, znikając w drzwiach prowadzących do kuchni. Gdy wróciła, trzymała w ręce jakąś paczuszkę. Bez wahania podeszła do demona, odchyliła pasek jego spodni i… Powietrze przeszył niekontrolowany wrzask.
– Jasna cholera! – Z trudem łapał oddech, w pośpiechu pozbywając się dolnej części garderoby. – Co to miało być?
– Mrożony groszek – wyjaśniła cierpliwie. – Bądź mężczyzną, nie jęcz. Zobacz, już lekko oklapł.
– Oklapł? – wrzasnął ze złością. – Jeszcze raz odwalisz taki numer, to ci ręce i nogi powyrywam!
Machnęła lekceważąco dłonią i czymś w niego rzuciła.
– Twoje stare spodnie. Wciągaj i ruszamy na pomoc.
Uniósł ręce, zbliżając rozczapierzone palce do jej szyi.
– Jak ja bym cię!... – wysyczał.
– Zerżnął, sponiewierał i zabił? – spytała domyślnie, patrząc na niego z coraz większym rozbawieniem. – Daruj, ale nie wierzę. I wciągaj portki.
– W co nie wierzysz? – Tak go zaskoczyła tymi słowami, że zapomniał o gniewie. Nawet wydane polecenie wykonał bez sprzeciwu.
Daria westchnęła. Może skończyć już z tym prowokowaniem bestii? Jeszcze faktycznie się zdenerwuje i się na nią rzuci?
– Chodź panie demon – ujęła go pod ramię, pociągając za sobą. – Będziesz robił za cudotwórcę.