czwartek, 16 lutego 2017

Uzurpator (IX) - treść płatna

Bardzo długi, soczysty kawałek. Głównie dlatego, że obiecałam osiem lub dziewięć części i już nie chciałam tego zmieniać. Powiem wam, że to jedno z moich najdłuższych opowiadań, a jeśli bym się postarała, rozwinęła poboczne wątki, to urosłoby i do trzy tomowej sagi. Kto wie, może się kiedyś to pokuszę? ;-)

           Uzurpator (IX)
Z hukiem trzasnęły drzwi. Odwróciła głowę i spojrzała prosto w rozszerzone wściekłością oczy bestii. Nie były już czarne, a żółte, w kolorze siarki. Źrenice zwęziły, lecz nie tak jak ludzkie. Teraz przypominały dwie, wąskie, pionowe szparki.
I nagle zrozumiała, dlaczego patrząc na Danjala, wciąż przychodziło jej do głowy podobieństwo z Selimem. Dlaczego obaj górowali nad nią fizycznie, dlaczego obaj ją pociągali. A ostatnie słowa Selima? To właśnie chciał jej wtedy powiedzieć. On wiedział, wiedział kim naprawdę jest Danjal.
– Jesteś demonem? – spytała zaskoczona. Była tak bardzo zdumiona, że przestała się nawet bać. W zasadzie w ogóle się nie bała. Całkowicie zobojętniała na to, co się może wydarzyć.
– Doigrałaś się! – wysyczał tak zimnym głosem, aż się wzdrygnęła.
– Nie. Odpłaciłam pięknym za nadobne. Zresztą nie przypuszczam, żeby dla tych ludzi miało to aż takie znaczenie.
Podszedł bliżej niż na wyciągnięcie ręki. Wstała, unosząc dumnie głowę. Nie potrafiła jednak stłumić swej fascynacji. Kolejny demon! Czyżby aż tylu krążyło ich po świecie ludzi, maskując się tak znakomicie jak on? Całkiem prawdopodobnie. I wtedy przypomniała sobie pewne wydarzenie. Zieloną poświatę, gdy przesunął dłonią po kamiennej ścianie. I bursztynową.

– Czy ja również?... – spytała zaszokowana.
– Ty? Ty! – ryknął śmiechem. Doskonale wiedział, o czym pomyślała. – Daleko ci do mnie księżniczko, bardzo daleko. Chociaż to prawda, masz w sobie odrobinę naszej krwi. Wiele setek lat temu, kilkoro z nas błąkało się po tym świecie i spłodziło niezliczoną ilość bękartów.
– Całe szczęście – mruknęła. – Po co ta maskarada?
– Z wielu powodów, ale żaden z nich nie jest teraz ważny.
– A Selim? Dlaczego go zabiłeś, skoro był taki jak ty?
– Nie był taki jak ja! – syknął, mrużąc oczy. – Był takim samym kundlem jak ty, może jedynie odrobinę czystszej krwi.
A więc miała przed sobą prawdziwego demona, z krwi i kości. Od razu wiele rzeczy zyskało niespotykaną głębię. Te wszystkie historie o jego nadludzkiej sile okazały się prawdą, lecz w zupełnie innym wymiarze. Co dziwniejsze to Selim miał więcej fizycznych cech, które różniły go od ludzi. Danjal z kolei wykazywał większe podobieństwo do człowieka. Chyba że to była iluzja?
– Co teraz? – spytała krótko, odważnie patrząc w te nieludzkie oczy.
– Niedobrze – przechylił głowę na bok i kciukiem dotknął jej policzka. – Bardzo niedobrze. Zdemaskowałem się przed tobą. A tego nie powinienem robić.
Wiedziała, co miał na myśli. I nagle poczuła ogromne znużenie, zmęczenie tak wielkie, że pozbawiło ją sił. Oparła się o stojącego naprzeciwko mężczyznę, chociaż nie szukała u niego zrozumienia czy litości.
– W takim razie mnie zabij. Nie przedłużaj, jestem już tym wszystkim wyczerpana.
Spojrzał z góry na ciemny węzeł włosów z wplecionymi w niego klejnotami. Wcale nie chciał jej zabijać. Nie teraz i nie później. Owszem, był wściekły, bo pokrzyżowała jego plany, ale od dawna nauczył się panować nad swą brutalnością, nad gniewem i nad żądną krwi bestią. To właśnie pozwoliło mu z takim powodzeniem udawać zwykłego człowieka. Dopiero dziś Naija tak bardzo wyprowadziła go z równowagi, że zrzucił tę maskę i ukazał swą prawdziwą twarz.
– Nie chcę cię zabijać – powiedział cicho, gładząc palcami aksamitnie miękkie włosy. – Jesteś mi potrzebna do realizacji pewnych przedsięwzięć.
– Lhana ci nie wystarczy?
– To absurdalne pytanie. Przecież zdajesz sobie sprawę, że nie.
– A inne kobiety?
– Nie ma żadnej, która miałaby twoje pochodzenie. – Przy ostatnich słowach miała wrażenie, że wypowiadając je, zawahał się. Uniosła głowę, podbródek opierając na jego piersi. Patrzyła prosto w oczy o barwie siarki, w pionowe źrenice. Patrzyła z nieukrywaną fascynacją. Tak, te oczy były jakby dopełnieniem całości. Zawsze miała wrażenie, że rysy twarzy Danjala, choć idealnie harmonijne, nie zdradzały żadnych ludzkich uczuć. Owszem, bywał rozbawiony, wściekły, podniecony. Ale to była tylko gra, gra pozorów. Od samego początku wyczuwała ten fałsz, chociaż nie umiała go ani nazwać, ani zrozumieć, co było jego źródłem. Teraz za to miała wrażenie, że ogląda doskonałą całość. Klasyczne piękno, okraszone okrucieństwem, nieludzkim okrucieństwem, bo i nie pochodziło od człowieka.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!

6 komentarzy:

  1. Moje ulubione Twoje opowiadanie ! Zrób z tego sagę to z pewnością ją kupię :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze zrozumialam, że póki co to ostatnia część? Jeśli tak, to kiedy będzie można wykupić całość? Obiecałam sobie czekać na wszystkie części i smaku sobie robię czytaja te wszystkie pochlebne komentarze 😁

    OdpowiedzUsuń
  3. Też bym kupiła bez wahania ☺️
    Bardzo podoba mi się, że jednak są szczęśliwi. Mam nadzieję, że tak pozostanie do końca całość nawet jeżeli to będzie długa saga 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko! Nigdy bym się nie spodziewała takiego zakończenia! Brawa! :o

    OdpowiedzUsuń