poniedziałek, 12 września 2016

Uwikłani (VI) - zakończenie

Powiem szczerze, że zazwyczaj nie mam problemu z zakończeniem, bo piszę je na samym początku. Później wystarczy wybrać drogę do owego zakończenia, mniej lub bardziej pokrętną, jednak zazwyczaj satysfakcjonującą. Niestety, nie tym razem. Może dlatego, że opowiadanie od samego początku nie miało żadnej koncepcji, prócz opisów seksu? Może dlatego, że miało być krótsze? Cholera wie. Czasami tak bywa. Kto mnie czyta, wie, że już raz totalnie zabrakło mi weny na zakończenie (patrz - Nikomu ani słowa). Tym razem przyznaję się szczerze, że poprawiałam i rozmyślałam nad ostatnią częścią kilka dni, a jednak nie jestem z niej zadowolona. Nie chodzi o to, że ktoś powie "jest napisana na siłę", bo przypominam, że przy takiej częstotliwości publikowania nowych kawałków, nie ma czasu na wielomiesięczne dumanie nad ich jakością. Zaletą i wadą moich tekstów jest spontaniczność. Taka forma ekspresji, dla niektórych dobra, dla innych zła. Ale moja.

PS. Dziś w nocy śpię sama... No, niezupełnie, ale wiecie o co chodzi? :-) Dziwne uczucie...

link do części V - klik

            Uwikłani (VI)
Alisa z trudem uspokoiła oddech. Jago leżał tuż obok, na plecach, z rozrzuconymi ramionami, niczym pokonany zawodnik na arenie. Uśmiechnęła się. Było w tym wiele prawdy, chociaż nie wiadomo czy to ona go pokonała, czy jego własne pragnienia.
– Warto było zaryzykować – powiedziała cicho, głaszcząc jego ramię.
– Dla seksu? – wychrypiał.
– Nie. Dla ciebie.
Tym razem otworzył oczy. Zmienił pozycję, kładąc się na boku i podpierając głowę ramieniem.
– Czego dotyczyło to przeczucie? – spytał, zmieniając temat.
– Bo ja wiem? Na początku wszystko wydawało się takie… nierzeczywiste. Później nikt nie próbował wydobyć ze mnie za wiele. Poprzestano na ogólnikowych pytaniach. Wysłuchano w skupieniu, ale bez zbytnich emocji. Zobowiązano do milczenia. To nie było do końca normalne, bo ja raczej spodziewałam się niedowierzania, a także skrupulatnego przesłuchania. Obcy to przecież potwory, szaleńcy.

– Mam wrażenie, że od początku w to nie wierzyłaś?
– Wierzyłam, ale jakie miałam wyjście? Byłam zdana na twoją łaskę i – uśmiechnęła się ponownie – na twoją ciekawość. Byłam tak przerażona niewolą, że błagałam o natychmiastową śmierć. Przynajmniej do drugiego razu. Ta współpraca… Masz z tego korzyści?
– Tak. Lecz ta nienawiść, ona nadal istnieje. Nie myśl, że robię to z miłości do ludzi.
– Wystawiasz swoich, zwabiasz ich w pułapki, szpiegujesz i to wszystko dla paru sztuk broni i jedzenia?
– Nie, tylko szpieguję. Zdaję raporty. Dla broni, dla pożywienia, ale i dla kilku innych gadżetów.
– Bardzo praktycznie – zakpiła. – A co potem? Co jeśli twoi się o tobie dowiedzą?
– Nic – wzruszył ramionami. – Będę żył dalej, albo będę martwy.
Nie do końca mu wierzyła, bo w dokumentach, które z takim trudem zdobyła, było kilka zastanawiających zdań. Nie chciała jednak poruszać tego tematu. Prywatna krucjata Jago była wyłącznie jego sprawą.
– Kłopoty – powtórzyła w zamyśleniu. – Tak, to dobre słowo. Chciałam cię jedynie odnaleźć, a teraz… Teraz nie mam żadnego planu na przyszłość.
– Musisz wrócić.
– Nie chcę. Nie mam po co.
– Wolisz tak żyć? – spojrzał na nią z niedowierzaniem.
Westchnęła.
– Powiedziałam że wiem wszystko, prawda? Dosłownie wszystko. Te tutaj, to tereny niczyje, pas jałowej, zniszczonej ziemi, pas zrujnowanych miast. Granica, po której obu stronach rosną w potęgę dwa różne państwa. Jedno coraz wyraźniej silniejsze od drugiego. W całkowitej izolacji, pod kontrolą rządów i wojska. Oficjalnie mamy was za dzikusów, opętanych szałem zabijania. A przecież prawda jest o wiele gorsza. Dlatego w takim pośpiechu moja rasa przygotowuje program kosmiczny, jedyną drogę ucieczki z tej planety.
– Skoro twierdzisz, że wiesz wszystko, to zdajesz sobie również sprawę z tego, że jestem wyrzutkiem. Banitą. Tylko dlatego zgodziłem się na współpracę.
– Zostańmy tutaj – położyła dłoń na jego piersi. – Tak długo jak się da.
Nie odpowiedział. Pochylił się i delikatnie ją pocałował. Przyszłość wydawała się taka niepewna. Jeśli będą razem, staną się wrogami każdej ze stron. Zamknięci w tych czterech ścianach, z wiecznym poczuciem zagrożenia. Każde wyjście na zewnątrz będzie groziło śmiercią. Każdy krok w kierunku rozwiązania tej patowej sytuacji nie będzie miał sensu, bo dla takich jak oni, nie będzie miejsca po żadnej ze stron barykady.
– Lepiej zrobisz jak wrócisz.
Leżała na plecach, patrząc prosto w ciemne, nieludzkie oczy Jago. Leniwym ruchem uniosła obie dłonie, ujmując w nie jego twarz. Delikatnie przesunęła palcami po szczupłych policzkach, powiodła opuszkami po linii bruzd wokół ust. Fascynował ją, fascynowała ją jego inność, siła. Nie chodziło tylko i wyłącznie o seks, chociaż i ten był cudowny. Z wyjątkiem ostatniego razu. Jej wargi zadrżały, pojawił się uśmiech.
– Mam ochotę na więcej – wymruczała cicho. – Wiem, że ty też.
Po staremu zachował milczenie, a może po prostu wyczerpał już limit słów na dzisiejszy dzień? Oddał pocałunek, pochylając się i przykrywając ją swym ciałem. Zniknął gdzieś uprzedni pośpiech, pojawiło się przyjemne rozleniwienie. Tym razem ogień nie buchnął gwałtownym płomieniem; tym razem jego języki pełzały powoli, pochłaniając centymetr po centymetrze każdy kolejny kawałek. Alisa zamknęła oczy, rozrzuciła ramiona i oplotła nogami szczupłe biodra kochanka. Odwzajemniła pocałunek, wsuwając język pomiędzy jego wargi, niemal enigmatycznie badając każdy szczegół, każdy zakamarek. Czuła jak jego męskość ożywa, jak twardnieje, rośnie, potęgując rozkosz i przynosząc obietnicę spełnienia.
– Naprawdę tęskniłam – wyszeptała. – A ty?
– Także.
Otworzyła oczy, napotykając mroczne, pełne ognia spojrzenie.
– Uratowałeś mnie dla zysku?
– Nie – odparł z wahaniem. – Uratowałem cię pod wpływem niezrozumiałego impulsu.
– Ale to ty sprowadziłeś pomoc, prawda?
– Tak.
– I uznałeś, że będzie dla mnie lepiej, jeśli zobaczę, że cię zabili?
– Niezupełnie… – Jego dłoń coraz odważniej przesuwała się po jej skórze. – On naprawdę myślał, że mnie zabił.
– Tyle mojej satysfakcji, że musiało boleć jak cholera.
– Bolało – uśmiechnął się krzywo. – Strzelał ze zbyt bliskiej odległości.
– A gdyby kamizelka zawiodła? Gdyby celował w głowę?
– Zginąłbym.
Pokręciła głową z dezaprobatą. Jednak nie pozwolił jej zbyt długo nad tym rozmyślać. Kolejnym pocałunkiem stłumił słowa, a jego nabrzmiały członek powoli wślizgnął się do gorącego, wilgotnego wnętrza. Nie spieszył się do celu, lecz dążył uporczywie naprzód, do samego końca. Jęknęła, gdy poczuła to cudowne wypełnienie, jego wielkość i twardość. Nieznacznie uniosła biodra ku górze, palce zaciskając na muskularnych ramionach. Wtuliła się w ciało mężczyzny z taką siłą, z takim głodem, że stali się jednością, poruszając się w tym samym rytmie. Coraz szybciej, coraz gwałtowniej. Tym razem bez przerażenia, a jedynie z fascynacją obserwowała jego przemianę. Siniejącą skórę, siateczkę srebrzystych żył, coraz bardziej szalone, nieludzkie oczy, usta wykrzywione w zwierzęcym grymasie. Nagle przestał być delikatny. Uderzał coraz mocniej, wręcz wbijając się w nią, jakby chciał wyładować przepełniającą go wściekłość. Lekko się uniósł, a palce niczym szpony zacisnął na jej piersiach. Z rozchylonych warg wydobywał się świszczący, głośny oddech. Na skórze perlił się pot. Alisa wygięła ciało w łuk, bez sprzeciwu poddając się temu, co robił. Krzyczała i nawet nie starała się stłumić tego krzyku. Coraz odważniej błagała o więcej, prosiła, aby przestał się kontrolować.
– Jago! – zacisnęła dłonie na pościeli. – Mocniej, mocniej!...
I tym razem nie wytrzymał za długo. Lecz nie wycofał się. To, że ona akceptowała jego szaleństwo, tę nieludzką i pełną okrucieństwa część natury, podnieciło go jeszcze bardziej. Chciał jednocześnie zadać ból i podarować niewysłowioną rozkosz. Paradoksalnie, i jego doprowadziło to na skraj przepaści, przyniosło ekstazę.
Kilka minut później, gdy ich oddechy uspokoiły się, a serca przestały bić jak oszalałe, zrozumieli, że jednak coś się zmieniło. Seks przestał być tylko seksem. Nabrał nowej, o wiele subtelniejszej głębi.
– Jesteś pewna? – odezwał się nieoczekiwanie Jago.
– Tak. – Złowiła jego spojrzenie, palcami przesuwając po spoconym czole.
Znów zapadła cisza. Alisa przymknęła oczy, przywołując wspomnienie ich pierwszego spotkania, późniejszych koszmarnych dwunastu miesięcy, gdy sądziła, że go zabili. I euforii, w jaką wpadła, gdy w końcu dowiedziała się prawdy.
– To zostań dopóki nie zmienisz zdania – usłyszała jeszcze. Potem przytulił się do niej i zasnął. Ona nie. Czuwała, bo miała coś jeszcze do zrobienia.
Po długim, bardzo długim czasie, wstała, otulając się kocem. Podeszła do okna. Na horyzoncie było widać pierwsze promienie wschodzącego słońca, niebo rozświetliło się różową łuną. Nadchodził nowy dzień. Alisa westchnęła ciężko. Potem odwróciła się i sięgnęła po porzuconą bluzę. Z bocznej kieszonki, wydobyła coś małego, co bez problemu mieściło się w dłoni.
Usiadła na skraju łóżka, w skupieniu przyglądając się śpiącemu mężczyźnie. Wiedziała, że nie pochwaliłby tego, co za chwilę zamierzała zrobić. Tylko czy miała inne wyjście? Tak, Jago powiedziałby, że tak. Mogła wrócić do swoich. Jednak nie chciała. Wolała zostać w tym zrujnowanym świecie, u boku mężczyzny, którego tak niespodziewanie pokochała. Bo jeśli to nie była miłość, to co nią było?
Rozluźniła palce. Zdjęła osłonkę z igły, która srebrzyście zalśniła.
– Co robisz? – Silna, męska dłoń, zacisnęła się na jej nadgarstku.
– To proste. – Z powagą spojrzała w rozwścieczone oczy Jago. – Ty nie możesz się zmienić. Ja tak.
– Oszalałaś?! – syknął.
– Wybrałam.
– Tak? A zdajesz sobie sprawę, jakie masz szanse na przeżycie?
– Proszę – przykryła jego rękę swoją dłonią. – Muszę spróbować.
Usiadł. Bardzo długo milczał, wpatrując się w twarz Alisy, szukając w niej potwierdzenia tego, co zamierzała zrobić.
– To kiepski wybór. Chcesz się stać taka jak ja? Nieobliczalna, niebezpieczna, szalona? – powiedział w końcu.
– To pozwoli mi przetrwać.
Nagle uzmysłowił sobie, że miała rację. Nie było innego sposobu, bo ile czasu mogli ukrywać się wśród tych czterech ścian? Ile czasu mogli igrać z losem? A przecież tak naprawdę nie chciał, aby odeszła. Może dlatego wyjął strzykawkę z rąk znieruchomiałej dziewczyny, a później to zrobił.
Nie zaprotestowała, nie skrzywiła się. Potarła miejsce, gdzie wbił przed chwilą igłę, a potem położyła się na łóżku, wyciągając do niego ramiona.
– Teraz nie mogę już wrócić – uśmiechnęła się. I pocałowała go. Nie po raz ostatni, ale po raz kolejny. Można nawet powiedzieć, że po raz pierwszy.

koniec
 

8 komentarzy:

  1. a mi się bardzo podobalo, cudownie dopracowane i zakończenie jak i seks który wydaje mi się ze był jednym z najlepszych jaki opisalas, jak i zyciowe wybory... bo nie oszukujmy się codziennie stajemy pred trudnymi wyborami, zwłaszcza w sprawach sercowych... dla mnie naprawdę bomba

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię twoja spontaniczność☺ i z utęsknieniem czekam na Onego😁

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się to zakończenie podoba :) Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Babeczko, dobrze wyszło. Jestem zadowolona z zakończenia. Gratuluje Ci też odwagi, że udostępniasz swoje opowiadania. Ja nie mam już takiej odwagi. Tylko moi najbliżsi znajomi czytają i oceniają je.

    Pozdrawiam i życzę wiele pomysłów na kolejne historie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niespodziewałam się takiego zaskoczenia! Jestem pod miłym wrażeniem. :-)



    PS. Teraz będzie Tysiąc Odcieni Bieli? :-D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to nie jest zakończenie opowiadania na 6+ to ja nie wiem! Bardzo mi się podoba i życzę dalszej weny! A teraz błagam już chyba po raz tysięczny o Tysiąc odcieni bieli... :) xxx

    OdpowiedzUsuń
  7. Nareszcie szczęśliwe zakończenie! Ostatnio na blogach które czytam pojawiają się potwornie smutne zakończenia. Ale to jest piękne. Dziękuję babeczko. I proszę o Tysiąc...
    Pozdrawiam
    S.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniałe zakończenie! Nie mogło być lepszego.
    Czy tylko ja czekam na "Nie umiem stąpać tak cicho"??? Zaintrygowalo mnie,no!

    OdpowiedzUsuń