wtorek, 28 czerwca 2016

Pewnego dnia, w innym miejscu (X)

Wróciłam :-) Rozpisywać się nie będę, bo nie na moje złote myśli czy ustykiwania czekacie, a na kolejny kawałek. Dodam tylko, że w tym tygodniu będzie lepiej, bo zeszły był koszmarny...
No i zbliżamy się do zakończenia. To tyle słowem wstępu :-D

link do części IX - klik 

           Pewnego dnia, w innym miejscu (X)
– Nie powinnam – szepnęła Weronika, podejmując ostatnią, desperacką próbę obrony. – Witek został sam. Co będzie jeśli się mu nagle pogorszy?
– Nie pogorszy mu się. – Maksym kreślił językiem chaotyczne wzory na jej szyi. Pojawiło się doskonale zapamiętane szaleństwo. – Po tym, co zażył, nikt nie umiera.
I pocałunkiem zdusił okrzyk zaskoczenia, cisnący się na usta Weroniki. Zaszokowana jego ostatnimi słowami dziewczyna, na dłuższą chwilę zamarła. Powróciły obawy, podejrzenia, powróciła niepewność i strach, lecz było już za późno na sprzeciw. Ogromny, twardy członek torował sobie drogę pomiędzy jej udami, gorące wargi wpijały się za taką siłą, że niemal odbierały dech, a dłonie jak kleszcze zacisnęły się na ramionach, nie dopuszczając do jakiegokolwiek protestu. Chciałaby pozostać obojętna, zachować zimną krew, pokazać swoją wściekłość, lecz jedyne co mogła zrobić, to biernie przyjąć jego pożądanie. Biernie? Jak miała to zrobić, gdy zdradzało ją własne ciało? Wilgoć spływająca po wewnętrznej stronie ud, piersi spragnione pieszczot, głód jakiego doświadczała, gdy ją całował.
Krzyknęła głośno, bo wszedł w nią niespodziewanie brutalnie od tyłu, a on syknął:
– Cicho bądź! Usłyszą nas!
Nie miała siły spytać, kto ich usłyszy. Jęczała cicho, za każdym razem gdy zanurzał się w jej wnętrzu, coraz głębiej, z coraz większą siłą, coraz szybciej. Maksym zasłonił jej usta dłonią, więc teraz wydawała z siebie jedynie stłumione odgłosy świadczące o przeżywanej ekstazie. Telefon, który na samym początku upadł na ziemię, dawał nikłe światło, a w absolutnej ciszy rozbrzmiewały tylko rytmiczne plaśnięcia ciała, ciężki oddech Maksyma i stłumione jęki rozkoszy. To najbardziej niezwykły i najcudowniejszy seks, jakiego doświadczyłam w życiu, pomyślała Weronika w erotycznym uniesieniu. Miała gdzieś to, co było wcześniej, i to co mogło nastąpić. Liczyło się tu i teraz. A tu i teraz nadciągał wielkimi krokami orgazm. Naprężyła ciało, palcami drapała zimną, chropowatą ścianę, a Maksym widząc jej podniecenie, sam wpadł w coś na kształt amoku. Zupełnie przestał się kontrolować, zupełnie jak za poprzednim razem. Przyspieszył, zaciskając zęby, a głuchy warkot wydobył się z jego gardła. Chciał dobrnąć do końca, a potem pchnąć dziewczynę na kolana i spuścić się na jej twarz, jednak nie dał rady. Wbił się po raz ostatni, a potem konwulsyjnie drżąc, eksplodował.
Bardzo długą chwilę trwali tak nieruchomo, połączeni wspólną ekstazą, powoli uspokajając swoje oddechy. Co dziwniejsze, to Weronika jako pierwsza odzyskała nad sobą panowanie. Odepchnęła mężczyznę przytulonego do jej pleców, nerwowym gestem poprawiła ubranie i wciągnęła spodnie. W nikłym świetle twarz Maksyma miała dziwny, nieco przerażający wygląd. Cofnął się, lecz nie zapiął dżinsów. Położył rękę na nabrzmiałej męskości, kilkakrotnie po niej przesuwając, a potem uniósł ją w górę. Powąchał, zaciągając się cudownym zapachem.
Zmieszała się. Nigdy wcześniej żaden mężczyzna nie robił nic tak ostentacyjnego.
– Powiedziałeś coś… – zaczęła niezdecydowanym tonem.
– Jeśli natychmiast stąd nie znikniesz, to będziemy musieli to powtórzyć. Więc migiem na górę – odezwał się schrypniętym głosem i jakby dla potwierdzenia tych słów, wymierzył jej mocnego klapsa w pupę. Krzyknęła zaskoczona, bardziej zdumiona jego lekko rozbawionym tonem niż samym czynem. Po raz pierwszy tak się zachował, tak normalnie?... Powróciły wątpliwości, lecz tym razem innego rodzaju. Zbyt bujna wyobraźnia i nietypowa sytuacja w jakiej się znaleźli, a na dodatek dziwaczne poczucie humoru Maksyma i jego wieloznaczne słowa, sprawiły że być może wysnuła daleko idące wnioski. Nadzieja na coś więcej niż szalony seks, jak hydra podniosła swoje odcięte łby, a Weronika poczuła się nieoczekiwanie szczęśliwa. Szybko pocałowała Maksyma w policzek, a potem nie czekając na reakcję, uciekła na górę, po drodze zabierając porzucony telefon.
W absolutnej ciemności pozostał znieruchomiały mężczyzna. Dopiero po chwili podniósł dłoń i bardzo ostrożnie dotknął twarzy. Dziwne uczucie, pomyślał. Przyjemne.
Otrząsnął się. Już drugi raz popełnił ten sam błąd. Najgorsze było wrażenie, że jeśli dojdzie do kolejnej takiej sytuacji, to popełni go znowu, i znowu… Nie potrafił tego zrozumieć. Co takiego było w tej dziewczynie, że kompletnie tracił nad sobą panowanie?
Zachmurzony, odwrócił się i podążył w głąb piwnicy, dopinając w międzyczasie spodnie. Ciemność wcale mu nie przeszkadzała, bo ciemność była jego sprzymierzeńcem.
***
Ktoś bardzo energicznie potrząsnął jej ramieniem. Zamroczona, zerwała się z miejsca, ale dopiero po chwili dotarły do niej słowa Adama.
– No, nareszcie. Ładnie czuwasz nad chorym – powiedział z sarkazmem.
– Chyba się zdrzemnęłam – mruknęła usprawiedliwiająco. Zaraz potem pojawił się niepokój. – Czy Klara i…
– Nie, nie wrócili. I nie zjawiła się żadna ekipa ratunkowa. Mówiłem, że wyjście w taką śnieżycę, to spore ryzyko.
– Przestań! – rozzłościła się. Sprawdziła stan Witka. Bez zmian. Przypomniała sobie słowa Maksyma, że od tego, co zażył nikt nie umiera. Odruchowo chwyciła się za głowę. Czyste szaleństwo! Już sama nie wiedziała, co powinna myśleć.
– Zrobisz mi herbatę? – spytał Adam, wygodnie moszcząc się na jej miejscu. – Z cukrem proszę. I kawałek ciasta, które upiekła gospodyni. Sama też spróbuj, póki ciepłe. Pychota!
– Najpierw pójdę do łazienki. Później mam coś innego do zrobienia.
– Tak, wiem. Słyszałem – dodał złośliwie. – W sumie go rozumiem, mieszkając na takim pustkowiu bierze się wszystko, co wpadnie w ręce. Albo raczej w spodnie.
– Odczep się! – warknęła. – Trzeba spakować rzeczy Klary i Witka. Ja zajmę się jej plecakiem, ty jego.
– E tam, marudzisz. Robota na pięć minut.
– Pewnie i tak, ale lepiej być gotowym.
Machnął lekceważąco ręką. Poirytowana jego obojętną, pełną pogardy postawą, pomaszerowała do łazienki. Stamtąd do sypialni Klary.
Pokój był zimny i ciemny. Na szczęście zabrała ze sobą nieoceniony telefon. Z roztargnieniem rozejrzała się dookoła. Nienaruszona pościel na łóżku, świadczyła o tym, że Klara nie zdążyła się nawet położyć. Wilgotny ręcznik na poręczy krzesła. Niedbale porzucony plecak. Kilka kosmetyków wyłożonych na stół, pusta szklanka po herbacie i sweter, czerwony, ciepły sweter z mordą śmiesznego renifera, który jej koleżanka tak uwielbiała. Weronika zmarszczyła brwi i podeszła do porzuconej odzieży. Podniosła go, pogładziła opuszkami palców, z całej siły próbując przypomnieć sobie coś niezwykle ważnego, coś co było związane z tym przedmiotem. Jednak nie potrafiła wyłowić tego z chaosu myśli, nie potrafiła umiejscowić w określonym czasie, przypisać jakiemukolwiek wydarzeniu. Lecz jednocześnie dręczyło ją przeczucie, że to coś ma znaczenie.
Ocknęła się potrząsając głową. Potem szybko i sprawnie spakowała rzeczy koleżanki. I dopiero kiedy miała wychodzić, pojawiła się zagubiona myśl.
Zdjęcie, które pokazywał jej Maksym. Niewyraźne, niedokładne, ale Klara ubrana była na nim w czerwony sweter z mordą renifera. Ten, który teraz leżał na podłodze. I ten, w który miała na sobie, gdy trafili do tego domu. W takim bądź razie, skąd się tu wziął?! Absurdalną wydała się myśl, że koleżanka posiadała dwa identyczne egzemplarze tego badziewia. W takim razie…
– Jakie to wszystko popieprzone – jęknęła Weronika. Oparła się o ścianę, zamykając oczy. Grzebała w pamięci, usiłując się przekonać, czy na pewno miała rację. Tak naprawdę mogła się o tym przekonać, proszą Maksyma, aby jeszcze raz pokazał jej fotkę z telefonu. Zaraz, przecież Adam też ją widział, wystarczy że spyta...
Wpadła do pokoju chorego. Na łóżku leżał wciąż nieprzytomny Witek, ale fotel, w którym siedział Adam był pusty. Musiał wyjść zaledwie przed kilkoma sekundami, bo nad kubkiem z herbatą nadal unosiła się para, a w kominku wysokim płomieniem paliły się świeżo co wrzucone polana.
Weronika jeszcze raz rozejrzała się uważnie, usiłując opanować narastającą panikę. Sweter Klary rzuciła w kąt. Przyszło jej do głowy, że jedynym rozsądnym planem byłaby natychmiastowa ucieczka. Tylko że wtedy zostawiłaby Witka tylko pod opieką Adama. Zawahała się. Nie dlatego żeby żywiła do nich jakieś specjalne uczucia, ale w końcu z całej grupy zostali tylko oni. Co miała zrobić? Przecież nie wyniesie chorego na własnych plecach, aż tak silna nie była. A Adam gdzieś się ulotnił. Poza tym Maksym mógł w prosty sposób wyjaśnić tę sytuację. Wystarczyło go znaleźć.
Drgnęła, bo po domu rozniósł się dziwny dźwięk. Ni to łkanie, ni to śmiech. Przerażający, paraliżujący zmysły, narastał przez chwilę, by po kilku sekundach umilknąć na dobre.
Miała dwa wyjścia. Ubrać kurtkę i uciec, albo poszukać pozostałych. Bez słowa odwróciła się na pięcie i wybiegła na korytarz. Otwierała każde drzwi, badała najciemniejsze zakamarki. Drugie piętro, na którym nocowali. Potem pierwsze. Pokój Maksyma, pokój gospodyni. Nic. Zeszła na parter. O dziwo, tutaj też nikogo nie znalazła. Nieobecność starszej pani mocną ją zdziwiła, lecz może nie powinna? Czyżby i ona miała coś do ukrycia? Maksym nazwał ją suką, w dodatku ten sarkazm w jego głosie… Weronika bez namysłu wyjęła z szuflady sporych rozmiarów nóż, z drugiej tłuczek do mięsa. Później odetchnęła i otworzyła drzwi do piwnicy.
I gdzie do cholery podział się Adam, ten nadęty bufon?!
Tym razem nie miała przy sobie telefonu, którym mogłaby oświetlić drogę. Został na kuchennym stole, a ona nie miała ochoty po niego wracać. Stąpała ostrożnie, badając każde miejsce, na którym miała postawić stopę. Z sercem bijącym jak oszalałe, z miękkimi kolanami i bolesnym ssaniem w żołądku, dotarła do celu. Oparła się o ścianę, usiłując uspokoić, starając oddychać płytko i bezgłośnie. W tej ciszy byłoby słychać nawet szelest opadającego piórka. Powoli oswajała wzrok z panującą dookoła ciemnością. Co dziwne, tuż przed nią, w odległości może pięciu, a może i więcej metrów, dawało się zauważyć jasną poświatę, dookoła prostokątnego kształtu. Drzwi, za którymi paliło się światło.

47 komentarzy:

  1. O rany! Ileż komentarzy do publikacji. A mnie trzy dni nie było ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze ekstra, jak zawsze urwane w najlepszym momencie. ;) Umiesz podgrzewać atmosferę, Babeczko. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O zgrozo, urwane w takim momencie i teraz tyle przyjdzie czekać mi na następna cześć! ;D

    PS: poczytałabym więcej fragmentów z ich zbliżeniami :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podobają Pani opowiadania. Cieszy fakt, że stara się Pani dodawać w miarę często kolejne części, mimo "posiadania" małego dziecka. Cierpliwie czekam, również, na opowiadania, które jeszcze nie doczekały się zakończenia. Pozdrawiam cieplutko życząc weny. czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie! Wspaniale!
    Julka

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko dodaj Babeczko coś szybko :) Tydzień nic nie dodawalas :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Ludzie, ja rozumiem, ze opowiadania Babeczki sa super, bo sa, i ze chcialoby sie je czytac bez przerwy.... ale halooo, jak bedzie miala dodac czesc to ja doda nawet z opoznieniem, wiec nie widze sensu w ciaglych komentarzach typu"dodaj cos.... kiedy nastepne.... albo tych, w ktorych wytykacie, ze nie dodala nic Babeczka mimo obiecanego dodania

    OdpowiedzUsuń
  8. Pytanie kiedy następne i wytykanie Babeczcee że nic nie dodaje jest trochę nie na miejscu, ale zrozum też to, że te opowiadania są tak uzalezniające jak używki ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale da sie poczekac bez takich komentarzy :) jakos ja wchodze codziennie i sprawdzam ale nie atakuje komentarzami, ze kiedy i dlaczego jeszcze nie ma :). Da sie wejsc i zobaczyc i sobie odpowiedziec "aha jeszcze nie ma, to sprawdze pozniej, moze bedzie" :)

      Usuń
  9. Skrobnę słówko... Bez tych pytań kiedy i "jęków" że ma być więcej to chyba poczułabym się dziwnie samotnie... ;-D
    Nie oznacza to, że je lekceważę. Daję tyle, ile jestem w stanie dać. I to wszystko.
    :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego żeby nie jęczeć zawsze czekam aż skończysz publikować opowiadanie żeby przeczytać je na raz :D Choć komentarze kuszą, oj kuszą :)

      Usuń
  10. twoje opowiadania sa tak cudowne ze nie można ich przestać czytac, kiedy cos dodasz pochlania nas to tak ze nim się rozkręcimy jest koniec... no i te zakończenia, zawsze nakrecaja ze siedzi się z napięciem i wyczekuje kolejnego kawalka, zagladajac po kilka razy dziennie czy cos już jest

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiście niesamowicie cudne i wspaniałe, ale przerwać w momencie tak pełnym napięcia? O zgrozo! Nie mam pojęcia jak ja przetrwam bez kolejnej części opublikowanej w trybie nagłym. Proszę dodaj "Tysiąc...", albo "Uwikłanych"! Z niecierpliwością czekam na więcej:-D
    S.

    OdpowiedzUsuń
  12. To chyba będzie moje ulubione opowiadanie z tych niecukierkowych które napisałaś. Dawno nie miałam takiego trudności z domyśleniem się co się dzieje w opowiadaniu. Mam nadzieję Babeczko,że wena Cię nie opuści i szybko będziesz wrzucała kolejne części.

    OdpowiedzUsuń
  13. Och dziękuję za wczorajszy prezent w postaci kolejnego kawalka na moje 33 urodziny! :)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne
    Kamila

    OdpowiedzUsuń
  14. Najlepsze bez dwóch zdań

    OdpowiedzUsuń
  15. Czy coś na weekend dodasz? :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tęsknie i czekam

    OdpowiedzUsuń
  17. Już 4 lipca, a babeczki nie ma. Daj znać że żyjesz!

    OdpowiedzUsuń
  18. Proszę... Dodaj coś szybko. :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Haloo czemu nic nie dodajesz??:(

    OdpowiedzUsuń
  20. Smutam że nic nie ma :( Babeczko kochana dodaj cokolwiek :/ czekam na odp.

    OdpowiedzUsuń
  21. tak jasne, w tym tygodniu bedzie lepiej, szkoda ze nic nie dodalas...

    OdpowiedzUsuń
  22. Witam! Czemu nas opuściłaś? Czekamy....

    OdpowiedzUsuń
  23. Babeczko,proszę dodaj coś, bo wchodzenie tu 4567866533 razy dziennie to obsesja :D Pozdrawiam, Ola :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zaglądam kilka razy dziennie i dalej nic nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  25. Dlaczego jest pusto ;( czy coś się stało ? Masz jakieś kłopoty ? ...

    OdpowiedzUsuń
  26. Babeczko... Gdzie ty się podziewasz? Czekamy... A w tym tygodniu miało być lepiej. Zostawiłaś nas w takim momencie. Chcemy przeczytać kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiedy do nas wrócisz? :) Tęsknimy za Tobą i Twoją twórczością. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Trochę nas olałaś... Ja rozumiem, że masz rodzinę i w ogóle no ale jednak jak czymś się zajmujesz w tym przypadku pisaniem opowiadań masz czytelników itd no to nie olewaj ich. Chociaż jakieś wyjasnienie by się przydało dlaczego tak długo a jesli nie umie się czegoś doprowadzić do końca to może być znak, że się wypaliłaś? Tym bardziej szkoda bo Twoje opowiadania są super ale nastawienie do czytelników już nie bardzo. Nie mniej pozdrawiam i czekam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma lepsze i gorsze dni, więc jeśli masz zamkar dalej pisać te bzdury o wypaleniu to za przeproszeniem wy**erdalaj :*

      Usuń
  29. Czekać Czekać Czekać pozostało. Choć sił mało i akcji więcej by się chciało... :) mogę liczyć na zakończenie ciekawe? Bo tempo trochę niemrawe. Wiem że z dzieckiem roboty kupa! Ale interesuje mnie: czy znajdziemy w opowiadaniu kolejnego trupa?

    OdpowiedzUsuń
  30. Babeczko, kochana co się dzieje ? G.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie komentowalam jeszcze zadnego opowiadania, ale wszystkie przeczytalam.. To co piszesz ma sens, jest cudowne .. kuudee.. no brakuje mi slow. Jestem bardzo szczesliwa i zadowolona, ze trafilam na twojego bloga! Zawsze z niecierpliwoscia oczekuje kolejnego rozdzialu, a gdy w koncu jest znajduje sie w niebie.. i czytam :D Chcialabym Ci podziekowac za to, ze piszesz te opowiadania i zyczyc niekonczocej sie weny! :) Gratuluje rowniez wytrwalosci i pomyslow na nowe tresci!:D.
    Pozdrawiam goraco /Kaśka :*

    OdpowiedzUsuń
  32. Jaki tu spokoj na na na
    Nic sie nie dzieje na na na
    Nikt sie nie bawi na na na
    Wszyscy sie nudza na na na

    Beata

    OdpowiedzUsuń
  33. No ale czemu? Pytam się czemu nas tak katujesz? Czemu tak długa przerwa? I bez odpowiedzi? :(

    OdpowiedzUsuń
  34. Halooooooo! Jest tu kto?

    OdpowiedzUsuń
  35. Żyjesz Babeczko? :D

    OdpowiedzUsuń
  36. Dlaczego nadal nic nie ma? :-(:'(

    OdpowiedzUsuń
  37. Dobre ! Naprawdę dobre , mroczne opowiadanie erotyczne :) Takie jakie lubię. Gdyby jeszcze znalazł się jakiś element tzw. czarnego humoru to byłoby "miodzio" :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Tęsknię i czekam.

    OdpowiedzUsuń
  39. Tęsknie i czekam.

    OdpowiedzUsuń
  40. Babeczko...dłużej bez opowiadania nie wytrzymam! musisz cos dodać! blagam Cie...

    OdpowiedzUsuń
  41. Czekam i tęsknie.

    OdpowiedzUsuń
  42. Babeczko co się dzieje??

    OdpowiedzUsuń