czwartek, 19 maja 2016

Rozmowa (VII) - zakończenie

Jakby co, medycznie to ja jestem noga, a pewnych rzeczy nie chciało mi się tym razem sprawdzać. 
Skończyliśmy Głupstwo i Rozmowę, na kolejną niedzielę zostaną nam Uwikłani. I... Tu uwaga, na prośbę jednej z czytelniczek, kolejnym opowiadaniem będzie "Tysiąc odcieni bieli". Chorągiewki w górę, wiwatujemy! Możecie wznosić okrzyki "bosko, bosko" :-D Nabijam się, ale coś mnie obsiadły ostatnio zmartwienia, to trzeba pożartować. 

link do części VI - klik

           Rozmowa (VII) - zakończenie
– Teraz jestem śpiąca – wymruczała sennie.
– Trochę niewygodna pozycja jak na spanie, nie sądzisz?
– Chyba tak.
Posadził ją, patrząc jak ze skromnie spuszczonym wzrokiem, porządkuje ubranie, a na koniec zapina sukienkę, aż pod samą górę. Potem odgarnia włosy opadające na twarz.
– Herbaty? – zaproponowała niepewnie. – I chyba powinieneś… – wskazała na rozpięte spodnie.
– Schować go? Cóż, po wszystkim nie prezentuje się tak imponująco – odparł ze śmiechem. – Poproszę, z sokiem.
Przygotowywała tę herbatę, nie patrząc na Filipa. To było głupie, bo nie powinna się wstydzić, nie po tym wszystkim, czego doświadczyli tej nocy, ale z drugiej strony czuła dziwne onieśmielenie. Dobrze że na chwilę zniknął w drzwiach łazienki. Mogła odetchnąć i uspokoić rozszalałe serce. Niestety, gdy wrócił miał zadowoloną minę, zuchwały uśmiech i najwyraźniej wcale nie przejmował się tym, że unikała jego wzroku. Pod ścianą umościł wygodne siedzisko z płaszcza, a kiedy podała mu kubek, znaczącym gestem poklepał miejsce obok tego, które zajął.
– Chodź. Jak wypijesz, to służę moimi kolanami. Też niewygodnie, ale razem będzie nam cieplej.
– Racja – westchnęła, siadając. – To stary budynek, ciężko go dogrzać.
– Mamy czas na więcej – beztroskim tonem rzucił dwuznaczne słowa, zerkając na nią znad swego kubka. Oczywiście, od razu się zarumieniła. Najgorsze było jednak to, że wcale nie zamierzała zaprzeczać. Zamyślona, popijała herbatę, smętnie myśląc, że poniosła porażkę na całej linii frontu. Tylko że… ta porażka była taka przyjemna. Odstawiła puste naczynie, opierając głowę o ramię siedzącego obok mężczyzny. Za to on bez słowa, przyciągnął ją bliżej, sadzając sobie na kolanach i ciasno obejmując.
– Śpij – wymruczał. – A obiecuję, że przebudzenie będzie więcej niż przyjemne.
– Ja cię nie poznaję…
– I słusznie, jeszcze mało o mnie wiesz. Dopiero będziesz musiała mnie poznać.
– Warto? – zerknęła w górę, łapiąc jego spojrzenie.
– Pewnie pomyślisz, że ze mnie zarozumiały drań i pewnie będziesz miała rację, ale powiem, że warto – oświadczył ze śmiechem.
– Seks, nawet najbardziej odlotowy, to nie wszystko.
– A czy ja mówiłem o seksie? Oceniaj mnie całościowo.
– Całościowo? Łącznie z pierwszym wrażeniem, gdy rozdrażniony oraz wściekły pojawiłeś się w tym pokoju?
– Fatalna pogoda, brak obiadu, zmęczenie. Ostatnie na co miałem ochotę, to bezproduktywne dyskusje z podstarzałymi nauczycielkami. Nigdy się nie wściekasz? Aaa! Zapomniałem. Wtedy gdy mi przyłożyłaś byłaś wściekła.
– Jesteś niepoprawny.
Nie odpowiedział. Delikatnie całował jej włosy, a ona zamknęła oczy, delektując się bliskością. W zasadzie to nie miała ochoty zasypiać, żeby nie stracić nic z cennego czasu spędzonego razem. Bo skąd wrażenie, że gdy zaśnie, to wszystko zniknie? Oczywiście i tak skończy się już jutro, gdy rozejdą się do swoich domów, wymieniając numery telefonów, z których być może nigdy nie skorzystają. Albo i nie. To zależy od Filipa, bo sama Nadia czuła, że jest gotowa na więcej. Dużo więcej. Seksu, rozmów, wspólnie spędzonych nocy, pocałunków.
– Śpisz?
– Uhm – mruknęła. – Obiecujesz, że za godzinę mnie obudzisz?
– Obiecuję.
Więc zasnęła.
***
Powieki były dziwnie ciężkie. Podniosła je z trudem, a potem w zdumieniu wpatrywała się w wysoki, biały sufit, gdzieniegdzie upstrzony odchodami much. Zdezorientowana, przez bardzo długą chwilę zastanawiała się, co to ma znaczyć. Zasnęła przecież w objęciach Filipa, a teraz jest w miejscu, którego nie znała. Nos wyłowił całkiem nowe zapachy, obce, dziwnie drażniące zmysły. Z boku słychać było jednostajne pikanie. Obróciła w tym kierunku głowę i patrzyła teraz na mały monitor, który rejestrował pracę jej serca. Zerknęła w dół, na nieruchomo leżącą dłoń, do której podczepione były rurki z różnymi płynami. Na wysoki stojak kroplówki. Na białą szpitalną pościel, na smukłe, strzeliste okno bez ozdób, aż wreszcie na pielęgniarkę, która ukazała się w drzwiach.
– O boże! Ocknęła się pani!
– Ja… – musiała odchrząknąć. Gardło miała suche i ściśnięte. Nic nie rozumiała. Dlaczego drzewo za oknem pokryte było bielą kwiecia, a nie śniegiem? Co się tu u diabła działo?
– Zaraz dzwonię do pani rodziny – siostra najwyraźniej była wzruszona. Coś tam sprawdziła, coś poprawiła, a później szybkim krokiem wybiegła z sali. Nadia znowu została sama. Coraz bardziej przerażona i oszołomiona, w milczeniu przyglądała się własnym dłoniom.
Najbliższa godzina okazała się dla niej pasmem udręki. Pojawiło się kilku lekarzy, zapłakana matka, brat i inne osoby, które na zmianę okazywały euforię oraz wzruszenie. Płakały lub śmiały się. Kiedy podano jej lusterko, nie poznała własnej wymizerowanej twarzy. Wyglądała jakby przeszła niezwykle restrykcyjną dietę. Dopiero kiedy nadszedł nobliwie wyglądający mężczyzna w białym kitlu, chyba zorientował się, że pacjentka znajduje się na skraju załamania nerwowego. Wyprosił całe towarzystwo, po czym usiadł na krześle stojącym przy łóżku i wszystko cierpliwie jej wyjaśnił.
Miała wypadek. Bardzo poważny wypadek, obrzęk mózgu, liczne uszkodzenia narządów wewnętrznych, śpiączka i tak dalej. Potrącił ją samochód, nad którym pijany kierowca stracił panowanie. Zła pogoda i śliska droga dołożyły swoje. Straciła przytomność wkrótce po dotarciu do szpitala, potem zapadła w śpiączkę i dopiero teraz się obudziła.
– Jak długo? – spytała drżącym głosem Nadia.
– Ponad cztery miesiące.
– Bałam się, że lata – odparła z westchnieniem ulgi. - Nie pamiętam jednak samego wypadku.
– To normalne. Niech się pani nie martwi. Być może ucieknie pani kilka dni – uśmiechnął się kojąco.
– Nie sądzę. – Przypomniała sobie Filipa. Musi poprosić, aby ktoś przekazał mu wiadomość. Boże! Może on nawet nie wie, co się stało! – Porównajmy. Kiedy dokładnie miałam ten wypadek?
– Piątego grudnia – zerknął w kartę. – Z tego co mówił pani koleżanka z pracy, przyjechała pani na spotkanie z jednym z rodziców krnąbrnego ucznia.
– Jak to piątego? – Nadia nieoczekiwanie pobladła. – To… niemożliwe!
– Samochód potrącił panią przed samą szkołą, na pasach. Kierowca nie był mocno pijany, ale normy przekroczył. Na szczęście tuż obok przejeżdżał jeden z sanitariuszy pracujących w naszym szpitalu, w zasadzie wracając do domu. Zatrzymał się, wezwał karetkę i błyskawicznie przystąpił do udzielenia pierwszej pomocy. To dzięki niemu jeszcze pani żyje.
Nadia milczała. Przestała cokolwiek rozumieć. Przecież noc z piątego na szóstego grudnia spędziła z Filipem, zamknięta w szkolnej sali. Może coś pokręciła? Ale co? Co u diabła? Nagle tknięta dziwnym impulsem, uniosła głowę i spytała:
– Widział pan tego mężczyznę, który mnie potrącił?
– Tak się składa, że owszem, widziałem. Też go przywieźli, bo miał złamaną rękę i uraz głowy. Brak pasów.
– Jak wyglądał?
Lekarz zrobił zdziwioną minę, lecz odpowiedział.
– Niski, tęgawy. Ciemne włosy, przerzedzone na czubku i bardzo wydatny nos. Tylko tyle zapamiętałem. No i był blady, bardzo blady. Temu akurat się nie dziwię.
Chaos w jej głowie pogłębił się. Przestała cokolwiek rozumieć.
– Czy teraz czuje się pani lepiej?
– Niezupełnie. Ja… – zawahała się. Przyszło jej do głowy, że jeśli wyjawi swoje myśli, to wyślą ją w trybie pilnym do psychiatry. Dlatego z trudem postarała się o coś na kształt uśmiechu. – Sądzę, że teraz dam sobie radę. Jestem jedynie oszołomiona.
Lekarz skinął głową i wyszedł. Za to wróciła zaaferowana rodzina. Nadia niewiele mówiła, aż w końcu zamknęła oczy, symulując zmęczenie. I naprawdę zasnęła.
Przez kilka następnych dni dochodziła do siebie. Wspominała każdy szczegół tamtej nocy, nie mogąc uwierzyć, że była tylko wytworem wyobraźni. Nie, gorzej, wszystko wskazywało na to, że sprawcą była jej podświadomość. Posłusznie łykała i robiła, co kazano, bo jak najszybciej pragnęła się stąd wyrwać. W końcu poprosiła brata, aby przyniósł laptopa. Wieczorem, drżącymi dłońmi napisała imię i nazwisko Filipa. Pierwszy oczywiście wyskoczył facebook. Nadia szybko kliknęła i z bijącym jak oszalałe sercem, oczekiwała na otwarcie strony.
Mężczyzna na fotografii faktycznie przypominał jej Filipa, tego ze snu, ale jednocześnie był inny. Na jego twarzy malowała się obojętność, w oczach cynizm. Potężnie rozczarowana Nadia stwierdziła, że to nie był ten, którego tak dobrze zapamiętała. Był podobny, bardzo podobny, ale jednak odmienny. W zasadzie to patrząc na niego wracała do tych nieprzyjemnych momentów sprzed dziesięciu lat. Tak, to był prawdziwy Filip, w którym tak długo była beznadziejnie zakochana, a który złamał jej serce. Obojętny, zimny, wiecznie niezadowolony z życia, taki… Długo szukała właściwego słowa. Nijaki? Tak, to chyba było odpowiednie określenie.
Ale skoro to nie był „jej” Filip, to w takim razie pozostawała tylko trzecia możliwość.
Wszystko to sobie wymyśliła.
Każdy szczegół, słowo, gest, każdy jego uśmiech, każdą uszczypliwą uwagę, seks, orgazmy…
Rozpłakała się. Prawie do samego końca wierzyła, że to jakiś dziwny zbieg okoliczności, że naprawdę się spotkali. Tymczasem ona to sobie tylko „śniła”.
Mijały kolejne dni. Choć fizycznie doszła do siebie, to w środku czuła się dziwnie pusta. W dzień pogrążała się w marzeniach, w nocy śniła. O mężczyźnie, który tak naprawdę nie istniał. Czasami śmiała się z tego w głos. Czasami płakała, gryząc skraj pościeli. Pragnęła wrócić do domu, by móc wykrzyczeć swoje rozczarowanie, całą złość i rozpacz. W skrajnej desperacji postanowiła odszukać Filipa, tego, który naprawdę istniał. To nie było trudne, bo wiedziała, że brat koleżanki wciąż utrzymuje z nim kontakt. Wystarczyło poprosić o adres pod jakimś konkretnym pretekstem. Pojechać tam, przekonać się, że istnieje ktoś podobny do Filipa z jej snów. Właśnie, podobny…
Nadszedł dzień, kiedy wzruszona Nadia pożegnała się z personelem. Matka w tym czasie poleciała gdzieś z ogromnym bukietem kwiatów, brat i ojciec zabrali wszystkie torby oraz pakunki, zanosząc je do samochodu. Ostrożnie zeszła na dół, tam gdzie obok wejścia znajdował się oddział ratowniczy.
I wtedy usłyszała jego głos.
W pierwszej chwili pomyślała, że oszalała.
Ale był taki wyraźny, rozbawiony i poirytowany jednocześnie. Nie docierał do niej sens wypowiadanych słów, lecz głos… Tak szybko jak mogła skierowała się tam, gdzie znajdował się jego właściciel. Wyszła zza rogu, a potem znieruchomiała. W odległości zaledwie trzech, czterech metrów, stało dwóch mężczyzn, sanitariuszy, trzymając w rękach papierowe kubki z kawą i rozmawiając. Jeden z nich spojrzał na oniemiałą Nadię, uśmiechając się szeroko.
A ona uświadomiła sobie nagle, że był kropka w kropkę taki sam, jak Filip, o którym tyle marzyła. No tak! Sanitariusz! Ten, który uratował jej życie. Teraz wie, czyj obraz nosiła tak długo w głowie i sercu. Zarumieniła się, bo przypomniał jej się seks. Żeby w takiej chwili myśleć o czymś tak przyziemnym. Przyjemnym, odezwał się drwiący głos w jej głowie. Przyjemnym. Poza tym to niesłychane, żeby tak bardzo przypominał pierwszego Filipa, tego nadętego buca z czasów liceum. Ten sam owal twarzy, ta sama sylwetka, te same usta, nos, nawet kolor oczu. Tylko włosy miał nieco jaśniejsze.
– Pani do mnie? – spytał mężczyzna, nieco zdumiony faktem, że ktoś tak intensywnie wlepia w niego wzrok. Z pewnością pacjentka, może nawet taka, którą tu przywiózł. Nie, chyba nie. Śliczna była, zapamiętałby. Śliczna, choć blada i strasznie wychudzona. Dopił kawę i podszedł do Nadii, po drodze wyrzucają kubek.
Zaprzeczyła ruchem głowy, gwałtownie się rumieniąc. Co powinna zrobić? Co powiedzieć? Zresztą, on najwyraźniej jej nie pamiętał. Posmutniała. Przecież nie mogła rzucić się na szyję obcemu facetowi. Za to zrobiła coś innego. Odwróciła się na pięcie i uciekła. Pędziła, potrącając stojących na korytarzu ludzi, wypadła na zewnątrz i z ulgą stwierdziła, że tuż pod wejściem, stoi samochód rodziców. W pośpiechu zajęła tylne siedzenie i skuliła się, próbując uspokoić świszczący oddech. Stanowczo nie była w formie.
– Coś się stało kochanie? – Zdumiony ojciec zajrzał przez okno.
– Nic. Chcę już wrócić do domu.
– Mama właśnie idzie, o tam. Z jakimś mężczyzną. Zdaje się, że jest to ten, który cię uratował.
– Tato, proszę! – jęknęła, zsuwając się na podłogę. – Błagam, nie wydaj mnie.
Ojciec wyglądał na zdumionego, ale spełnił jej prośbę. Skulona, słyszała tylko głos nieznajomego. Nie wiedziała dlaczego, ale nie chciała go widzieć. Nie teraz, gdy wyglądała jak ofiara katastrofy. Co w pewnym sensie było prawdą.
Godzinę później siedziała już w mieszkaniu rodziców, w swoim starym pokoju, gapiąc się na widok za oknem. Wiśnie już przekwitły, teraz drzewa uginały się pod ciężarem zielonych jeszcze owoców. Nadia z trudem przełknęła ślinę. Przeczesała palcami krótkie włosy. Obcięto je przed operacją. W zasadzie bezsensownie, bo pokrojono ją w całkiem innym miejscu. Dłonią dotknęła lewego boku. Wyczuła świeżą bliznę, długą, z pewnością szpecącą, ale nie to teraz było najważniejsze.
On był najważniejszy. Istniał naprawdę. W zasadzie mogła go nazwać swoim bohaterem; w końcu wszyscy twierdzili, że uratował jej życie.
– Oszalałam, zwariowałam, powinnam się leczyć – powiedziała, wodząc puszkiem palca po spierzchniętych wargach. – Muszę się z nim spotkać. Porozmawiać. Zrozumieć, co było wytworem mojej wyobraźni, co prawdą.
To dziwne, ale ta decyzja ją uspokoiła. Położyła się na łóżku, błogo uśmiechając.
Jej Filip istniał naprawdę. Pojawiła się myśl, że może być całkiem inny, może mieć żonę, może być w kimś zakochany. Tych „może” było zbyt wiele. Odrobinę zepsuły jej humor. Lecz zasypiając zrozumiała, co powinna zrobić.
***
Z trudem wytrzymała dwa tygodnie. Dopiero po tym czasie uznała, że wygląda na tyle dobrze, aby zrealizować swój plan. Przedtem przeprowadziła małą akcję wywiadowczą. W końcu głupio byłoby sterczeć cały dzień przed szpitalem, wypatrując obiektu swego zainteresowania.
Był gorący, lipcowy wieczór. Ubrana w zwiewną, błękitną sukienkę Nadia, wysiadła z taksówki, która podwiozła ją pod drzwi główne szpitala. Ale nie weszła do środka. Skręciła w prawo, kierując się na parking za budynkiem, ten przeznaczony dla personelu. Nagle raptownie przystanęła, wpatrując się w stojącego do niej tyłem mężczyznę. Majstrował coś przy ogromnym, czarnym motorze. Miał na sobie dżinsy i zwykłą koszulkę, plecak leżał na ziemi, tuż obok. Starając się za wszelką cenę nie stukać obcasami, podeszła bliżej. Splotła dłonie, potem nerwowym gestem otarła je o materiał sukienki, a na samym końcu zacisnęła w pięści. Wzięła głęboki oddech.
– Cześć.
Odwrócił się zaskoczony, unosząc w niemym zdumieniu brwi.
– To ty? – odpowiedział zamiast powitania. A potem dodał rozbrajająco się uśmiechając. – Zapamiętałem, bo rzadko która kobieta ucieka na mój widok w takim pośpiechu. Trzeba przyznać, że błyskawicznie doszłaś do siebie.
– Czuła opieka rodziny – mruknęła. Nie miała ochoty bawić się w żadne podchody, więc postanowiła spytać się prosto z mostu. – Ponieważ dowiedziałam się, że w zasadzie to uratowałeś mi życie, chciałaby zaprosić cię na kolację. Samego lub z żoną czy partnerką, kogo tam masz – dokończyła, modląc się jednocześnie, aby jednak był singlem.
– Nie mam żony – poweselał. – A z partnerem?
Wielka gula utkwiła Nadii w gardle. Jednak błyskawicznie opanowała targające nią emocje.
– Może być z partnerem – odparła starając się, aby zabrzmiało to obojętnie.
– Cholera! – mężczyzna zaklął, wzdychając żałośnie. – Myślałem, że ci się podobam, a ty faktycznie chcesz mnie tylko zaprosić na kolację.
Spojrzała w jego rozbawione oczy. Tak, zdecydowanie były szare, bez domieszki błękitu i zieleni. Nieco kpiące. Nie było w nich jednak tego uczuciowego chłodu, tej obojętności podszytej pogardą, która tak długo ją prześladowała. Dziesięć cholernych lat…
 I nagle roześmiała się.
– Nadia – przedstawiła się, wyciągając dłoń. Od czegoś w końcu wypadało zacząć.
– Filip – odpowiedział z szerokim uśmiechem, ujmując jej rękę.
  A ona jeszcze zdążyła się zastanowić, czy w łóżku jest tak samo dobry, jak to sobie wyobrażała.
 

46 komentarzy:

  1. No to kiedy Głupstwo, jeśli skończone ? Rozmowa miała być w niedzielę :P

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko kochana! Taki nagły obrót sprawy o 360? :o

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to Głupstwo już skończone?! Miałobyć jeszcze jedna część... o.O

    OdpowiedzUsuń
  4. I DE AL NE :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, aż miło przeczytać :)

      Usuń
  5. Babeczko 😊 super!!! Nie spodziewałam się takiego zakończenia i tym bardziej mi się podoba brawoooo 💙💜💛💚

    OdpowiedzUsuń
  6. Super!! Zaskakujące zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż za niespodzianka! :) Potrafisz zaskoczyć, jak nikt inny :) Nie wiem, czy powinnam dodać coś tak oczywistego ale skoro i tak pisze komentarz... świetne opowiadanie!
    e.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodawaj, dodawaj. Jak wspominałam, jestem łasa na komplementy jak kot na śmietanekę ;)

      Usuń
  8. Babeczko, jestes wspaniala! Jestem Twoja fanka od około poltora roku.Nie udzielam się zbyt często gdyż studia pochlaniaja mój caly wolny czas. To opowiadanie z poczatku zapowiadalo sie inaczej.W sensie zaskoczylo mnie zakończenie! Na ogromny plus! Rozmowa to zdecydowanie fantastyczne opowiadanie w kazdym calu! :) Pozdrawiam goraco Ciebie i Twoje pociechy :) Julka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tych wszystkich komentarzach czuję, że udało mi się Wami trochę zakręcić. I dobrze, bo już tu się nudnawo robiło ;) Dzięki za pozdrowienia.

      Usuń
  9. Jak to skonczylismy Glupstwo? Nie dodalas ostatniej czesci :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakonczenie szok! Nie spodziewalam się tego nawet przez chwile.

    OdpowiedzUsuń
  11. Och babeczko opowiadanie swietne, ale cos mi sie wydaje ze sie pomyliłas nieco i mialk byc glupstwo a rozmowa w niedzielę. Niewazne :-) pisze pierwszy raz.. jestem pod wielkim wrazeniem Twojej tworczosci, opowiadania sa genialne.. moglabym czytać i czytac Twoje opowiadania, to lepsze niz ksiazka :-)
    POZDRAWIAM CIE KOCHANA SERDECZNIE I ŻYCZĘ BYS ZAWSZE MIALA TAKA FANTAZJĘ DO PISANIA :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i za pozdrowienia. A opowiadań będzie jeszcze sporo, bo pisanie to znakomita ucieczka od problemów dnia codziennego!

      Usuń
  12. Jak dla mnie zbyt zagmatwane i nie ogarniam o co chodzi tak naprawdę...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale,ale jak to skończyliśmy głupstwo??? Jak? Gdzie i kiedy???

    OdpowiedzUsuń
  14. Pomylilam sie... Dzis mialo byc Glupstwo, a w niedziele Rozmowa... To nic, bedzie odwrotnie :-) Tak to jest, jak bloguje sie po nocach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mogę ustawić budzik na niedziele 1 minuta po północy?? Nie chce nic mówić, ale Rozmowę czytałam właśnie nocami, po przebudzeniu. Dla mnie Twoje opowiadania są takim powerem, by mieć energie i uśmiech. Pozdrawiam mocno:)

      Usuń
  15. Kurczę, brakuje mi jeszcze jednej części. Chciałabym się dowiedzieć jak im się układa, choć kilka zdań! Czy opowiedziała mu o swoim śnie, czy okazał się takim jakiego sobie wyobrażała, czy spotkała jeszcze po tym wszystkim "pierwszego" Filipa?... Dręczą mnie pytania :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Babeczko kochana, czy pojawi się może w niedługim czasie jakieś opowiadanie w stylu ona delikatna niewinna dziewczyna, on typowy macho? Dawno nie było czegoś w stylu Długu czy Historii pewnego... Oczywiście wszystkie opowiadania są cudowne ale stęskniłam się za czymś takim... Pozdrawiam,
    Anielka

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak już masz Głupstwo to daj:)) po co czekać do niedzieli?:p
    Super opowiadanie,dziękuję :))K.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nooo... Na tablecie kiepsko się pisze :-) Oczywiście, dodawałam zaplanowane w nocy, Mały już się nieco wiercił w łóżeczku i coś pomyliłam. Tym razem na waszą korzyść, bo przypominam, że w święta dałam ciała w odwrotną stronę. Głupstwo będzie w niedzielę, przyjemności trzeba dzielić. Pewnie niektórym brakuje kilku zdań, ale ciąg dalszy zostawiam waszej wyobraźni.

    Opowiadanie o typowym macho? Hm. Muszę zerknąć do folderu z opowiadaniami. No pewnie! Będzie Tysiąc odcieni bieli! Nie wiem czy słowo macho do głównego bohatera pasuje :-) ale kawał skurwiela (sorry za niecenzuralne określenie) jak najbardziej!

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam kiedy glowny bohater jedt kawalem skurwiela! Nie moge sie doczekac:D

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetne opowiadanie, z resztą jak zawsze!! Czekam na kolejne <3 W sumie to fajnie by było gdybyś kiedyś zrobiła kolejną część :D A tak z kwestii technicznej, to nie działa wersja strony na telefon :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz? Ostatnio nieco kombinuję z ulepszaniem, więc mogą być różne zawirowania :-)

      Usuń
  21. babeczko, a tego głupstwa to nie da rady dzisiaj?

    OdpowiedzUsuń
  22. Hehe ja rownież uwielbiam takich bohaterow, ciekawe tylko czy bohaterka bedzdzieichutka niewinna myszka czy pyskata dziewczyna :D w takim razie czekam z niecibedzdziscia na to opowiadanie, zdradz nam tylko Babeczko kiedy mozemy sie go spodziewac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej normalna, taka wypośrodkowana ;-)

      Usuń
  23. Zakończenie świetne. Takie nietypowe. :) I już czekam na niedzielę, żeby przeczytać "Głupstwo". :)

    OdpowiedzUsuń
  24. To ja się cieszę, że udało mi się Was nieco zaskoczyć. A już w pewnym momencie chciałam je wykasować i napisać inaczej.
    Głupstwo będzie, będzie, nie gorączkować się...

    OdpowiedzUsuń
  25. Ehhh a ja sie tak ciesze na Tysiac odcieni bieli, ze jak dla mnie to to opowiadanie mogloby byc w niedziele zamiast Glupstwa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy skończyć Głupstwo, bo za długo się to ciągnie :-)

      Usuń
  26. Hej Babeczko,piszę mój pierwszy komentarz :P jesteś świetna! Mam pytanie, co z opowiadaniem "Pewnego dnia, w innym miejscu"?(mogłam trochę przekręcić tytuł) Zamieściłaś jego fragment w zapowiedziach razem z " Bo tylko czarne oczy". Ten fragment był świetny i nie mogę się doczekać, aż wstawisz kolejną część. Z góry dziękuję za odpowiedź :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie piszę :-) Jeszcze przydałaby się burza, miałabym klimat... Będzie na niedzielę, bo Rozmowa już się skończyła. Może być?

      Usuń
    2. Jesteś wspaniała, pewnie, że może być! :D już nie mogę się doczekać :D

      Usuń
  27. A ja błagam o następne części "On". To moje ulubione opowiadanie. Tęsknię za nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka Babeczko, ja też czekam na "On" niecierpliwie czekam... zafascynował mnie ten utwór ,dlaczego? bo można powiedzieć że znałam kogoś w życiu realnym kto przypomina bohatera tego opowiadania, niestety przestałaś kontynuować opowiadanie , sprawiło mi to przykrość małą ,ale rozumiem że masz życie osobiste swoje sprawy i obowiązki więc nie pisałam nic co wskazywało by na moje rozżalenie z powodu braku kontynuacji,postanowiłam skreślić kilka słów teraz ,bo zamierzasz wprowadzić nowe opowiadania a "On" nadal zostaje w zawieszeniu.To wspaniale że wena Cię nie opuszcza i masz nowe opowiadania do przekazania czytelnikom,ale kochana Babeczko ,masz też czytelników którzy czekają cierpliwie na opowiadania którymi już zdobyłaś serca i umysły ,MY nadal czekamy ,cichutko ,cierpliwie i z nadzieją ,nie zapominaj też o NAS, proszę....
      Pozdrawiam serdecznie Anna

      Usuń
    2. Nie zapominam, słowo. Opowiadania "On", "Kara" oraz "Nie umiem..." leżą mi ciężarem na sercu, wątrobie i innych wnętrznościach. Co jakiś czas wracam do nich, czytam, rozmyślam i nic z tego nie wychodzi. Za dobre są, aby dać im byle jaką kontynuację, więc chciałabym poczekać do dnia, gdy siądę i bez problemu dopiszę kolejne części. Od razu powiem, że najbardziej prawdopodobne jest to dla Oriny i Doriana. To nie jest dla mnie zwykłe romansidło, gdzie stukam sobie w klawiaturę z radosnym upojeniem, co mi tam przyjdzie do głowy. Chcę aby zachowało swój klimat, chcę tajemnicy, gry pozorów, narastania napięcia erotycznego. Wtedy będę z niego zadowolona. I wtedy je opublikuję :-)))

      Usuń
    3. Witaj Kochana ;-)
      wiem, rozumiem ,zbytni pośpiech bo czytelnicy czekają może zniszczyć naprawdę więcej jak tylko opowiadanie, cóż polecę po całości ,opowiadanie byle każdy może napisać ,ale Ty nie piszesz opowiadań Babeczko, Ty tworzysz dzieła,tak to są dzieła, nie opowiadanka, czyta się Twoją twórczość więcej jak chętnie, zaskakujesz, oburzasz ,podniecasz i inspirujesz, zmuszasz do refleksji, pobudzasz do śmiechu ,wyciskasz łzy z oka,dlatego ja rozumiem dlaczego na pewne dzieła trzeba poczekać, nic na siłę, co nagle to po diable, trzymam kciuki za Ciebie i życzę naprawdę wytrwałości i pozdrawiam serdecznie Anna

      Usuń


    4. Dziękuję, to naprawdę piękny komentarz. I nie masz pojęcia jak wiele daje satysfakcji. Bo przecież każdy autor chce wywoływać w czytelniku te same emocje, które czuje pisząc takie opowiadanie. Cudownie jest słyszeć, że ktoś odbiera to, co tworze w ten sam sposób, śmieje się z tego, co miało być śmieszne, płacze, gdy i mnie się łza w oku kręciła...
      Pozdrawiam i zapraszam więc na dużo, dużo więcej :-D

      Usuń
  28. 6/10 szału nie było, przesłodzone i nieprawdopodobne, powiewa tandetą, przeczytaj jeszcze raz swoje dzieło i zastanów się czy jest spójne. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ty napisz jakieś swoje dzieło i wtedy zobaczymy jak tobie to wyjdzie. Coś mi się wydaje, że nawet w połowie nie dorówna temu opowiadaniu.
      ;)

      Usuń
    2. Nieprawdopodobne to bywa codzienne życie... Moje opowiadania nazwałabym raczej przewidywalnymi :-)

      Usuń
  29. Wybacz, ale...ch*jowe. Podobnie jak z "bo tylko czarne oczy" chciałaś zrobić coś ciekawego i innego, ale coś się po drodze zj*bało :(. Przepraszam za wulgaryzmy, ale jestem straaasznie zawiedziona juz kolejny raz z rzędu. Mam nadzieje, że to tylko chwilowy kryzys i w następnych opowiadaniach powróci ci dawny pazur. Mimo wszystko pozdrawiam Ciebie ciepło i życze ogromnej weny!

    OdpowiedzUsuń
  30. jestem w szoku...choć chyba wolałabym aby to nie był sen tylko rzeczywiste przypadkowe spotkanie po latach zakończone tak niespodziewanie i z szansą na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń