piątek, 8 stycznia 2016

"Małe trzęsienia ziemi. Trzy noce"

Zaczniemy od życzeń, spóźnionych choć szczerych:

W NOWYM 2016 ROKU ŻYCZĘ WAM
ZDROWIA I SPOKOJU DUCHA
A NADE WSZYSTKO
MIŁOŚCI
NIEKONIECZNIE SZALONEJ I PEŁNEJ EROTYZMU 
ALE SZCZEREJ I PRAWDZIWEJ

A SOBIE WYDANIA PRAWDZIWEJ KSIĄŻKI ;-)

A na razie, krótkie, "babeczkowe" opowiadanko. W całości.

           Małe trzęsienie ziemi. Trzy noce.

Noc pierwsza.
Gniew czy rozczarowanie to zbyt mało powiedziane. Siedziała w bezruchu, a łzy spływały po jej twarzy, kapały na brudną podłogę, wsiąkały w dekolt sukienki. Siedziała całkiem na uboczu, w najmroczniejszym z możliwych kątów, starając się być niewidoczną dla kręcących się dookoła ludzi. A rozbawiony tłum, świętujący hucznie Sylwestra, omijał wzburzoną falą ten zaciemniony kącik.
Kiedy otarła wierzchem dłoni mokre policzki, pojawiły się kolejne łzy. Chwyciła stojącą obok butelkę, pociągając z niej sporego łyka. Lecz tym razem alkohol jedynie palił przełyk, wirował w żołądku, nie przynosząc ulgi dla zbolałej duszy. Jeśli naprawdę chciałaby zapomnieć, musiałby wypić znacznie więcej albo wyrwać sobie z piersi bolące serce. Chociaż czy to właśnie serce ją bolało? Smętnie pomyślała, ze raczej wątroba od nadmiaru alkoholu albo płuca od zaduchu i smrodu papierosów. Uniosła głowę i pociągając nosem, rozejrzała się dookoła. Co ona tu u diabła robiła? Na co liczyła pojawiając się w tym miejscu i w tym towarzystwie? Czyżby na to, że jakiś oszołomiony alkoholem lub prochami frajer, zaciągnie ją gdzieś na ubocze i obmacując, zaproponuje szybki numerek? Skrzywiła się z goryczą. Nie, nie na to. Przyjęła zaproszenie, bo miał się tu pojawić Dominik. I owszem, przyszedł. Wraz ze swoją obecną dziewczyną. Piękną, wysoką, o figurze modelki i twarzy anioła. Taki rudzielec jak ona, na dodatek płaski jak deska, nie miał szans. Szkoda tylko że posłuchała koleżanki i założyła na siebie tę głupią kiecką. Dobrze że chociaż wzięła buty na zmianę, bo jednak szpilki okazały się diabelnie niewygodne. A Dominik nie spojrzał w jej kierunku ani razu. Pił, bawił się, tańczył, a pomiędzy tymi czynnościami z zapałem całował swoją dziewczynę. Raz nawet zniknęli na dość długo i nietrudno się było domyślić, co robili. A ona siedziała w tłumie taka samotna, smutna, z trudem powstrzymując płacz. Jak na pogrzebie. Bo to był pogrzeb – jej zawiedzionych nadziei. Była świetną kumpelą, którą zauważał, gdy czegoś potrzebował, ale jeśli chodziło o coś więcej, to nie miała szans. Gorzej, jak widać nie zasłużyła sobie nawet na najbardziej banalny komplement.
Zerknęła na reklamówkę leżącą tuż obok. Potem zrzuciła szpilki, zamieniając je na ukochane martensy. Narzuciła na siebie płaszcz, na głowę wetknęła włóczkową czapkę ze śmiesznym pomponem i nie zamieniając z nikim ani słowa, wyszła na zewnątrz. Chciała wrócić do domu, położyć się we własnym łóżku i płakać. Mogła wziąć taksówkę, ale potrzebowała odrobiny ruchu i dużo, dużo świeżego powietrza. Postanowiła że wróci nocnym autobusem. Lokal, w którym się bawili leżał w ścisłym centrum, do Kaponiery miała całkiem niedaleko. Postanowiła pójść dookoła, aby dać sobie więcej czasu na wytrzeźwienie i dlatego wybrała trasę prowadzącą przez most dworcowy. Świat pokrył się bielą, a co dziwniejsze śnieg padał coraz mocniej i mocniej. Mróz szczypał ją w policzki, kiedy skulona przemykała obok okazałej bryły Browaru. Teraz najgorszą rzeczą nie była zawiedziona miłość, a brak rękawiczek i skostniałe z zimna ręce. Próbowała zmieścić je w malutkich kieszeniach płaszcza, ale odniosła jedynie połowiczny sukces.
I właśnie wtedy, kiedy nad miastem zabrzmiały huki pierwszych wystrzałów, wtedy gdy na niebie ukazały się rozbłyski fajerwerków, a wszystkie zegary wybiły północ, idąc obok opustoszałego parku, usłyszała głośny pisk opon dochodzący zza jej pleców. Błyskawicznie odwróciła się i zamarła z ustami otwartymi do krzyku. Strach sparaliżował ją do tego stopnia, że nie miała najmniejszej szansy na ucieczkę. Na całe szczęście hamujący gwałtownie samochód uderzył w słup znajdujący się dwa metry od niej. Wystrzeliła poduszka powietrzna, a przerażona dziewczyna ruszyła w kierunku pechowego auta. Od razu zauważyła, że miało dwóch pasażerów, jednego na miejscu kierowcy, drugiego siedzącego z tyłu. Nie, nie dwóch! Trzech! Na tylnym siedzeniu leżało bezwładne ciało.
– Nic się wam nie stało? – krzyknęła, drżącymi dłońmi wyciągając komórkę z maleńkiej torebeczki przewieszonej przez ramię. – Halo! Dzwonię po pogoto…
I umilkła, bo w momencie, gdy dotarła do rozbitego okna pojazdu, ujrzała wycelowany w siebie czubek broni.
– Dawaj telefon! – warknął rozkazująco mężczyzna, gwałtownie otwierając tylne drzwi auta. – I żadnych numerów, bo skończysz jak ta tam – głową wskazał bezwładnie porzucone ciało. Podążyła za jego wzrokiem i zdrętwiała ze strachu. Było wystarczająco jasno, by na kremowej tapicerce zauważyć mieniące się rubinową czerwienią ślady krwi, by dojrzeć szybę pokrytą chmurą ciemnych kropeczek. Posłusznie podała nieznajomemu telefon, w panice zastanawiając się, co powinna zrobić. Wtedy dał się słyszeć drugi męski głos, wściekły i poirytowany.
– Ty kretynie! Musiałeś strzelać?
Kiedy pojawił się drugi mężczyzna, wiedziała już, że nie ma najmniejszych szans na ucieczkę. Dwóch postawnych uzbrojonych facetów, na dodatek bezlitosnych i zdeterminowanych i ona jedna, drobna, zaskoczona, nadal otumaniona spożytym w nadmiarze alkoholem.
– Ugryzła mnie – powiedział ze złością ten, który do niej celował. Był wysoki, szeroki w barach i wąski w biodrach. Mogła się założyć, że pod grubą kurtką znajdują się muskularne ramiona i twarde bicepsy. Włosy miał obcięte tak krótko, że trudno było sprecyzować ich kolor, oczy ciemne, prawie czarne, cerę smagłą pomimo panującej pory roku, twarz o regularnych rysach ze śladem ciemnego zarostu. Był młody, może niewiele starszy od niej, choć w jego oczach widać było cynizm pomieszany z szaleństwem. Gdyby nie to, uznałaby go za cholernie przystojnego.
– Szymon, ty głupku! Ile razy mam powtarzać, że najpierw masz myśleć, potem strzelać.
– Gdybym tak robił braciszku, to już dawno by nas dorwali. A co mam zrobić z tą tutaj? Pijana i samotna, ale po spotkaniu z nami z pewnością popędzi na najbliższy komisariat. Do wozu i odstrzelić? – spytał z gwałtownym zainteresowaniem.
Drugi z mężczyzn zbliżył się do trwającej w bezruchu dziewczyny i władczo, wręcz brutalnie ścisnął jej podbródek, zmuszając by spojrzała w górę, w zmrużone po kociemu oczy.
– Cześć rudzielcu. Powiem krótko – masz dwa wyjścia. Pierwsze - nie zgadzasz się i będzie to twój pierwszy oraz ostatni dzień tego roku. Drugie – grzecznie jedziesz z nami, nie szamoczesz się, nie krzyczysz, nie robisz podejrzanych gestów. W przeciwnym wypadku kończysz podobnie jak twoja poprzedniczka. No i masz pięć sekund do zastanowienia. Raz, dwa, trzy…
– Pójdę – odpowiedziała schrypniętym głosem. - Tylko mnie nie zabijajcie, proszę! – dodała błagalnie, czując że w jej oczach pojawiając się łzy. Wszystko toczyło się za szybko, nawet nie zdążyła rozejrzeć się w poszukiwaniu pomocy. Zresztą, czy to by miało sens? Przypadkowy, z pewnością nietrzeźwy przechodzień przeciwko dwóm uzbrojonym bandytom? Lepiej nawet nie próbować szukać ratunku. Nie w tej chwili, gdy młodszy mężczyzna celował prosto pomiędzy jej oczy, a starszy bacznie obserwował każdy ruch.
– Mądra dziewczynka – pochwalił nieznajomy i silnym ruchem ujął ją za ramię. – Szymek weź z auta nasz bagaż i idziemy. Tam – wskazał pobliski parking. – Poszukamy nowego wozu. Ty poprowadzisz.
Dziesięć minut później, dwa kwadranse po północy, śmiertelnie przerażona Monika siedziała na tylnym siedzeniu Land Rovera mknącego na zachód opustoszałą drogą. Dłonie miała skrępowane solidnie wyglądającym sznurkiem, w głowie prawdziwy mętlik, a kolana jak z waty. Z przodu siedziało dwóch dowcipkujących mężczyzn, co chwila zerkających do tyłu, aby sprawdzić czy na pewno nie robi niczego głupiego. Byli na tyle pewni siebie i bezczelni, ze wstąpili jeszcze po kawę oraz kanapki na pobliską stację.
– Jesteś głodna rudzielcu? – drwiąco spytał ten drugi, którego imienia jeszcze nie słyszała. – A może coś do picia?
– Nie – wyjąkała. Niczego od nich nie chciała. Pragnęła by zapomnieli, że w ogóle istnieje. Wiedziała jednak jak małe są na to szanse.
– Nic? Jak chcesz – wzruszył ramionami. Potem auto ruszyło, a ciszę przerywał jedynie jednostajny szum radia. Chociaż Monika przysięgłaby, że słychać również bicie jej przerażonego serca.
– Dlaczego… – odezwała się cichym, niepewnym głosem. – Dlaczego mnie zabraliście?
– Pytasz o to, dlaczego nie zabiliśmy cię na miejscu? – Szymon zaśmiał się kpiąco. – To nie mnie pytaj, a Darka. Ja bym to zrobił bez wahania. Nie lubię zbędnego bagażu.
– Idiota – skwitował jego brat. – To nasze wyjście awaryjne. Zabezpieczenie. Poza tym nie byłoby problemu gdybyś nie zastrzelił dwóch poprzednich zakładników?
– Zastrzelił? – Monika mimowolnie jęknęła, kuląc się na swoim miejscu. Jezu! Po co szła na tego popieprzonego Sylwestra, po co wychodziła z lokalu, po co zapragnęła spaceru?! Trzeba było zadzwonić po taksówkę, pojechać do domu i tam wyć w poduszkę. Zresztą problemy, przez które wpakowała się w tę sytuację wydawały się teraz tak banalne, tak głupie.
– Będziesz grzeczna to odstawimy cię całą i zdrową.
– Co rozumiesz przez grzeczna? – spytała drżącym głosem.
– Poprzednia suka mnie ugryzła – wtrącił z urazą Szymon.
– Trzeba było się do niej nie dobierać.
– Daj spokój. A ciebie nie korciło? Pięć lat siedziałeś w pierdlu i nic? Obcięli ci tam kutasa?
– Wspominałem że mam brata idiotę? – odparł ze śmiechem Darek. – Mój kutas ma się znakomicie. Poszaleje, gdy dotrzemy do celu.
– Możemy sobie zrobić krótki postój. Pójdę na papierosa, a ty zabawisz się z rudą.
– Nie gustuję w nieletnich, a ty nie strasz dzieciaka.
Monika już chciała otworzyć usta i powiedzieć, że tak w zasadzie to niedługo skończy dwadzieścia jeden lat, ale nagle zrozumiała, że zwiódł ich jej wygląd. Po dziewczęcemu smukła, drobna, wydawała się zazwyczaj o pięć lat młodsza niż w rzeczywistości. Jeśli będzie cicho, to być może oddali od siebie kolejne niebezpieczeństwo – gwałt. Wielka gula utkwiła jej w gardle, bo choć obu mężczyznom niczego nie brakowało, to nie tak wyobrażała sobie swój pierwszy raz. Nie! Z żadnym z nich!
– E tam. Cycki ma, cipkę ma, więc nie widzę w czym problem?
Starszy brat zerknął w lusterko, na pobladłą twarz ich zakładniczki. Problem polegał na tym, że miał wiele grzechów na sumieniu, ale brzydziły go gwałty. A dziewczyna naprawdę wyglądała na młodziutką. Dałby jej z szesnaście lat, nie więcej. Choć poza tym była kurewsko pociągająca. Burza miedziano-rudych loków otaczała szczupłą twarzyczkę o ostrym, trójkątnym podbródku. Wrażenie robiły ogromne oczy w odcieniu czystego błękitu, otoczone długimi, czarnymi rzęsami. Nosek miała mały, lekko zadarty, usta szerokie, o kącikach uniesionych ku górze. Wyglądało to tak, jakby w każdej chwili miała się uśmiechnąć. No i te piegi. Dłonie, szyja, twarz i pewnie całe ciało pokryte piegami. Za kilka lat będzie z niej piękna kobieta. Szkoda byłoby ją zabijać…
– Powiedziałem, daj spokój. I radzę też trzymać łapy przy sobie – odezwał się ostrzegawczym tonem. – Mam dosyć kłopotów. Przed nami długa droga, a pogoda coraz gorsza. Będziemy musieli zatrzymać się gdzieś i przespać.
– Co to jest półtora tysiąca kilometrów dla nas dwóch.
– Śliska nawierzchnia, zawierucha śnieżna, zmęczenie ostatnią dobą. Znajdziemy przytulny hotelik, a rudzielec wynajmie nam pokój.
– Będą mnie szukać – powiedziała cicho Monika.
– Dziś? Nie sądzę – roześmiał się Darek. – Większość skacowanych funkcjonariuszy będzie odsypiała dzisiejszą nockę. Zgłoszenie o zaginięciu przyjmą dopiero po dwudziestu czterech godzinach. Wtedy będziemy już daleko.
Milczała. Mylił się co do czasu jaki musiał upłynąć, lecz trafnie ocenił działania policji. Poza tym, kto niby miał zgłosić jej zaginięcia? Na imprezie była w towarzystwie znajomych, ale nie powiedziała ani słowa, że wychodzi. Rodzice będą pewni, że wróci nad ranem, albo i później. Lepiej być grzeczną i ocalić skórę. Chyba że nadarzy się okazja do ucieczki. Nie powinna płakać, tylko odzyskać jasny umysł i pewne ruchy.
– Czy mogę dostać jedną kanapkę?
Darek bez słowa podał jej apetycznie pachnącą bułkę. Chwycenie jej nie sprawiło problemów pomimo skrępowanych dłoni. Jadła, przeżuwając wolno każdy kęs i gapiąc się w ciemność za oknem, w migające na horyzoncie światła. Myślała o Dominiku, o tym, jak bardzo była w nim zakochana i o tym, jak beznadziejne to było uczucie. Przypomniała sobie swoje szpilki, pozostawione gdzieś na podłodze lokalu. Zerknęła na torebkę leżącą w bocznej kieszeni tylnych drzwi. Szkoda że nie może niepostrzeżenie wyjąć z niej telefonu. Napisałaby smsa z prośbą o pomoc i… Szybko się zreflektowała. Była trzecia nad ranem. Godzina duchów, godzina gdy kończył się alkohol, a zaczynały problemu z żołądkami. Do kogo niby miałaby napisać?
– Mogę zapiąć pas? – spytała cicho.
– Pas? A może skoczyć po fotelik? – parsknął drwiąco Szymon.
– Możesz – powiedział ziewając Darek. – Tylko daj spokój torebce, telefon wyrzuciliśmy przecież do kosza na stacji.
No tak. Zapomniała że na samym początku jej go odebrano.
– A co niby miałabym z nim zrobić? – odparła z doskonale wyczuwalną goryczą. – To nie durny, amerykański film. Macie prawdziwą broń, a ja jedno życie.
Tak zdumiała go tymi słowami, że aż się odwrócił do tyłu.
– Oryginale stwierdzenie. Poza tym sama, o północy w taką noc? Niech zgadnę? Kłopoty miłosne?
– Coś w tym rodzaju – mruknęła, czerwieniąc się. – Powiedzmy że obiekt moich westchnień nie był zainteresowany – dodała oschłym tonem. – I na tym koniec, nie mam ochoty kontynuować tego tematu.
– Nie masz ochoty? – wydawał się szczerze rozbawiony tymi słowami. Jego brat tylko coś mruczał pod nosem. – Niech ci będzie, ale wiedz, że musiał to być kompletny idiota.
W zasadzie zgadzała się z nim. Nawet poczuła odrobinę sympatii do tego obcego mężczyzny, bo wypowiedział na głos to, co ona jedynie pomyślała.
– Dureń – uzupełniła, czerwieniejąc i czując coraz większą złość. Powróciła gorycz rozczarowania, poczucie upokorzenia, pojawił się nie żal, a gniew. – Osioł! Kretyn! No dobrze, wiem dlaczego ja tak sądzę, ale ty? – spytała podejrzliwie.
– Jak by nie chowała tak głowy pomiędzy ramionami, wyprostowała się, uśmiechnęła, odważniej spojrzała na świat, to trup męski gęsto by się ścielił u twych stóp. Śliczna jesteś rudzielcu, choć momentami ciężko to zauważyć.
– No nie! – roześmiał się Szymon. – Nie mów, że ci się podoba ta piegowata chudzina?
– Nie jestem chuda, jestem szczupła – oświadczyła z urazą Monika, łapiąc spojrzenie ciemnych, drwiących oczu w lusterku. Potem zerknęła na Darka, który nadal obserwował ją z zachłanną ciekawością. Był inny niż brat; trochę starszy, trochę wyższy, trochę bardziej muskularny, miał trochę dłuższe włosy, trochę ciemniejszą cerę, trochę mniej regularne rysy twarzy. Lecz oczy miał węższe, stalowoszare, w czarnej oprawie rzęs. Malowało się w nich wyrachowanie i okrucieństwo, żadnego szaleństwa. To był ktoś, kto wszystko kalkulował na chłodno, kto umiejętnie dokonywał podsumowania zysków i strat. Pewnie dlatego jeszcze żyła. I ktoś taki uważał, że jest śliczna? Nie do wiary! A może ten fakt powinien ją zaniepokoić? Jeśli dobrze usłyszała, to właśnie wyszedł z więzienia. Nagle się przeraziła. Już lepszy był ten drugi, który uważał ją za niepozorną gęś.
– Gdzie jedziemy? – Niewinnym pytaniem spróbowała zamaskować swoje zmieszanie.
– Na zachód.
– A dokładnie?
– Niech to nie zajmuje twojej ślicznej główki. – Darek odwrócił się, rozłożył fotel i wygodnie się na nim umościł. – Zdrzemnę się. Dasz sobie radę?
– Dam – mruknął Szymon. – Potem się zamienimy. Dziadowskie warunki jazdy! Normalnie bylibyśmy już pod granicą. Chyba miałeś rację, czeka nas przymusowy postój.
– Najgorsze co może nas spotkać to korek na drodze.
– W sylwestrową noc? Nie żartuj!
Nie doczekał się odpowiedzi. Darek przymknął oczy i znieruchomiał. Był zmęczony, wiec zasnął w mgnieniu oka. Monika próbowała podążyć tą samą drogą, ale była zbyt roztrzęsiona. Tyle się wydarzyło. W zasadzie to wszystko było przerażające, chociaż… W lusterku napotkała wzrok Szymona. Na kilka sekund ich spojrzenia się skrzyżowały, po czym mężczyzna puścił oczko i wrócił do obserwacji drogi. Wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, serce zaczęło jej bić znacznie szybciej niż powinno. Zagryzła wargi, uśmiechając się do siebie. Syndrom sztokholmski? Ofiara zauroczona lub zakochana w porywaczu? Nie, to przecież nie ona. Jeszcze czego! Chociaż trzeba przyznać, że obu braci miało w sobie coś takiego… Wygląd, niebezpieczny błysk w oczach i coś jeszcze, co sprawiało, że z pewnością podobali się wielu kobietom. „Alkohol namieszał ci w głowie” upomniała samą siebie, opierając czoło o chłodną szybę. Na zewnątrz robiło się coraz jaśniej i coraz bardziej było widać, że tego roku trafiła się zima stulecia. Zamknęła oczy i starym, wypróbowanym zwyczajem zaczęła liczyć do tysiąca. Pora zasnąć, wzmocnić siły, sprawić by umysł funkcjonował wydajniej. Tylko wtedy ma szanse na realną ocenę sytuacji, a może i na ucieczkę. Liczyła powoli w myślach, próbując skupić się tylko na tym. I gdzieś w okolicach tysiąca w końcu jej się udało. Zasnęła.
Pobudka nie należała do najprzyjemniejszych. Całe ciało miała zdrętwiałe, w ustach dziwny smak, w głowie wirowało jej niczym po przejażdżce na karuzeli. Na dodatek odezwał się żołądek.
– Jak się spało rudzielcu? – powitał ją kpiący głos Darka. Teraz to on siedział za kierownicą, a jego brat drzemał w fotelu pasażera.
– Niby dobrze – skrępowanymi dłońmi próbowała poprawić wzburzone włosy. – Za to teraz jest gorzej – dodała markotnie.
– Za trzy kilometry parking. Na zewnątrz prawie minus dziesięć, więc na pewno się orzeźwisz.
Jęknęła. Minus dziesięć? A ona miała na sobie wiosenny płaszcz, cienkie pończoszki i buty bez ocieplenia. Dobrze chociaż, że zabrała czapkę.
– Jest tam również automat z kawą. To chyba dobra wiadomość?
– Powiedzmy – westchnęła. – Widać że doskonale znasz tę trasę?
– Tak.
I tylko to. Nic więcej. Skręcił w prawo i po chwil pełna obaw Monika wysiadła z samochodu. Od razu zaczęła dygotać w przeraźliwie chłodnym powietrzu. Darek wysiadł również, a później zrobił dwie zaskakujące rzeczy: zdjął więzy z jej dłoni i okrył ciepłą, o kilka numerów za dużą kurtką.
– Pamiętaj, masz być grzeczna – ostrzegł, wyciągając z kieszeni papierosy. – Tam są toalety. Nikogo tu nie ma, więc nie muszę ci towarzyszyć. Ale ucieczki nie radzę próbować.
Chciała powiedzieć, że chyba oszalał. Dookoła same pola, zasypane śniegiem po pas, a na dodatek znów zaczęło padać. Wzruszyła jednak tylko ramionami, biegiem podążając do łazienki. Po tak długim czasie dokuczał również pełny pęcherz.
Kiedy stanęła przed lustrem, przeraziło ją własne odbicie. Blada twarz, podkrążone oczy, poszarzałe usta. Wyglądała fatalnie i tak też się czuła. Opryskała się wodą, poprawiła włosy i spojrzała ponownie. Potem się rozszlochała. Czuła się taka samotna, gdzieś w nieznanym miejscu pośrodku obcego kraju, gdy na zewnątrz panowała potężna zawierucha i czekała na nią dwóch porywaczy, z których jeden na pewno był mordercą.
– Chcę do domu! – walnęła zaciśniętą dłonią o gładką powierzchnię umywalki. – Chce do domu! – krzyknęła głośniej, a potem zaniosła się płaczem.
– Przestań histeryzować! – syknął mężczyzna, który pojawił się znienacka w pomieszczeniu. – Za dzień, góra dwa, będziesz wolna. Byłabyś szybciej, ale mamy kiepską pogodę na podróże.
Oparła się plecami o ścianę, obserwując go spod oka. Nawet w tym bezlitosnym, rażącym bielą świetle prezentował się doskonale. Chociaż nie do końca, bo zauważyła siateczkę zmarszczek wokół oczu.
– Ile masz lat? – wyrwało się jej z zaciekawieniem.
– Potrafisz zaskoczyć człowieka – mruknął. – Trzydzieści siedem.
– Tak dużo? – Nie zdołała ukryć w swoim głosie rozczarowania. – Za dużo… – i raptownie zamilkła.
– Za dużo? – uniósł kpiąco brwi. – Na co za dużo?
– No… – zająknęła się, czerwieniejąc. – Na różne rzeczy.
– Różne? – Tym razem otwarcie z niej kpił. – Wierz mi dziecinko, nie jestem za stary na seks. Pod tym względem mogłabyś się poczuć zaskoczona.
O ile to w ogóle było możliwe, poczerwieniała jeszcze bardziej. Zbyt trafnie odgadł, choć niezupełnie myślała o seksie. Zwłaszcza z nim. I tu pojawił się problem, oraz wyrzuty sumienia, bo wcale nie czuła obrzydzenia, gdy ten pomysł pojawił się w jej głowie. A to było złe, bardzo złe i bardzo, bardzo głupie. Otrząsnęła się, postanawiając czym prędzej zmienić temat.
– Gdzie ta kawa?
– Zaraz pójdziemy.
– A gdzie twój brat?
– W męskiej toalecie. Chodź – przywołał ją ruchem dłoni. Posłusznie podeszła. Obecnie sprzeciw na nic by się nie zdał. Gorzej. Mógł zaognić sytuację. – Za jakąś godzinę dojdziemy do małego motelu. Zresztą prognozy są tak pesymistyczne, że lepiej przeczekać najgorszą zawieruchę w ciepłym pokoju.
Kawa, nawet jak na taką z automatu, okazała się cudownym nektarem. Była gorąca, aromatyczna, z odrobiną pianki. Choć parzyła jej dłonie i usta, cały kubek wypiła w pospiechu. Potem nieśmiało poprosiła o kolejny.
– Też czarna, bez cukru i mleka?
– Może czekolada na gorąco? – Monika uważnie przestudiowała obrazki na automacie. Język w jakim napisano instrukcję potwierdził podejrzenia, że byli na terytorium Niemiec. Dowiedziała się więc w jakim kierunku jechali i niestety, tylko tyle.
– Nie związałeś jej – Szymon szeroko ziewnął, poirytowany zimnem i niewygodą.
– Nie ucieknie – odparł ze spokojem Darek.
– Skąd wiesz?
– A niby dokąd? Od dwóch godzin jedziemy bocznymi drogami, a dookoła sam śnieg i lód. Rudzielec nie wygląda na głupią. Prawda dzieciaku?
Nie cierpiała, gdy tak się do niej zwracał. Owszem była ruda, ale to nie powód, by tak ją nazywać. Nie wspominając o dzieciaku.
– Obiecałam być grzeczna. Zresztą, nie mam wyboru.
– To zapnij pas, ruszamy.
Kawa i czekolada odrobinę poprawiły humor. Patrząc w okno zastanawiała się, co porabiają jej znajomi i czy ktoś w ogóle zauważył, że zniknęła. Doszła do wniosku, że szanse na to są marne. Może za kilka godzin, gdy zapadnie zmrok, a ona nie pojawi się w domu. Rodzice poczują się zaniepokojeni, zaczną do niej dzwonić, potem do jej przyjaciół i może nad ranem cała ta ferajna dojdzie do wniosku, że w tajemniczy sposób zniknęła. Pocieszające, nie ma co.
Samochód skręcił w prawo, zjeżdżając z autostrady. Po chwili okazało się, że znacznie węższa droga jest również znacznie mniej przejezdna. Darek mruczał coś ze złością pod nosem, Szymon drzemał, tylko od czasu do czasu otwierając oczy, a ona gapiła się w widok za oknem, usiłując odnaleźć coś, co pozwoliłoby jej na lokalizację ich położenia. Na próżno. Śnieg sypał zbyt mocno.
– To naprawdę śnieżyca stulecia – powiedziała zamyślona. - Pomyśleć że pogodynka zapowiadała kilka dni temu możliwe opady śniegu.
– Możliwe? – prychnął Darek, zwalniając i po raz kolejny skręcając w prawo. Zajechali pod niewielki, parterowy budynek. Gdzieś w oddali widać było błyskający neon, poza tym parking przed nim był pusty, a w oknach nie świeciło się ani jedno światło.
– Jesteśmy na miejscu. Wysiadka – oznajmił głośno, szturchając brata.
– Mogę pożyczyć twoją kurtkę? – spytała nieśmiało Monika.
– Bierz. I podaj swoją torebkę.
Nie ośmieliła się zaprotestować. Darek z ciekawością wygrzebał z niej etui z dokumentami, a potem aż gwizdnął zaskoczony.
– Nie dałbym ci tych dwudziestu lat – odezwał się ze śmiechem. – No proszę, proszę.
– Mówiłem, że dziura to dziura – Szymon przeciągnął się, sięgając po papierosa.
– Daj spokój, to już robi się nudne. Zostaniesz w samochodzie, a ty rudzielcu pójdziesz ze mną. Wynajmiemy kwaterę. Masz posłusznie wykonywać moje polecenia i szeroko się uśmiechać. Zrozumiałaś?
Skinęła głową. Gdy wyszła na zewnątrz, otrząsnęła się z zimna. Pomyślała, że temperatura musiała spaść o kolejne kilka stopni, a wiatr znacznie przybrał na sile. Szarpał teraz włosami, wymykającymi się wełnianej czapeczce, sypał śniegiem w oczy. Stanęła zdezorientowana, bo nie wiedziała gdzie ma iść. Na szczęście Darek pojawił się tuż obok, silnym gestem ujmując ją za ramię. Nie zaprotestowała. Po chwili znaleźli się w małym pomieszczeniu, przypominającym biuro. Było tu ciepło, zacisznie i przytulnie, choć śmierdziało wódką i papierosami. Za wysokim kontuarem siedział mężczyzna o nieprzytomnym wzorku i rozpiętej koszuli.
– Chcielibyśmy wynająć pokój – odezwał się Darek wcale nie najgorszym niemieckim. Monika zerknęła na niego z niechętnym podziwem. – Z dużym, małżeńskim łóżkiem. Prawda kochanie? – delikatnie ścisnął jej łokieć. Skinęła głową, w panice myśląc tylko o tym, co przed chwilą usłyszała.
– Może być apartament? – spytał, ziewając recepcjonista. – Dwa pokoje, duże łóżko i kanapa.
– Tak.
Załatwili formalności i w końcu znaleźli się w niewielkim pokoju, w który dominowało ogromne łóżko, zasłane kapą w złocistym kolorze. Cała reszta była stonowana i tak jakaś bez wyrazu – jasne ściany, białe meble, wąski pasek tiulowej firany na oknie i brązowe abażury lamp. Do tego drugie, znacznie mniejsze pomieszczenie z sofą i fotelem w buraczkowym kolorze i telewizorem oraz łazienka bez okna, ale za to z kabiną prysznicową z mlecznego szkła. Wszystko nijakie, nierzucające się w oczy, a jednak Monika odetchnęła z ulgą, zdejmując z opuchniętych i zziębniętych nóg buty. Skuliła się w fotelu, który po wejściu wskazał jej Darek.
– Wolę mieć cię na oku – powiedział krótko. Dziewczyna była zbyt spokojna, zbyt posłuszna. Nie wierzył, że nie będzie próbowała uciec. Czekała jedynie na bardziej dogodny moment, taki, w którym ucieczka zakończy się sukcesem. Wolałby żeby dała spokój, bo naprawdę zamierzał ją puścić, gdy dotrą do celu. No i bardzo nie podobała mu się myśl, ze w przeciwnym razie będą musieli ją zabić.
– Niedaleko stąd jest stacja. Idę kupić coś do jedzenia i papierosy. Jakieś życzenia? – spojrzał pytająco na pobladłą nagle Monikę.
– Tak. Mogę pójść z tobą?
– Po co? – zdziwił się, a potem nagle zreflektował. – Szymon będzie grzeczny, prawda braciszku? Popilnujesz ją przez te pół godziny i tylko to – dodał z naciskiem widząc jak w oczach jego brata pojawiły się niebezpieczne błyski.
– Nie ma sprawy.
– Dotarł do ciebie sens moich słów? – Darek chwycił go za poły kurtki i brutalnie potrząsnął. – Dotarł?!
– Cholera, daj spokój. Kumam, chcesz rudą dla siebie. Słowo harcerza, że nie tknę jej i nie zabiję, nawet jeśli będzie próbowała uciec. No, może wtedy jedynie porządnie jej przyłożę. Za karę.
– Żebym to ja nie musiał karać ciebie. A ty masz siedzieć cicho i go nie prowokować, zrozumiałaś?
Pokiwała głową, zaplatając drżące dłonie. Była tak przerażona, że zapomniała poprosić, aby kupił jej szczoteczkę do zębów i pastę. Albo chociażby paczkę miętowych gum. Siedziała nieruchomo obserwując Szymona, który rozsiadł się na kanapie, zapalając papierosa. Po namyśle, wyjął broń zza pasa i położył ją przed sobą na stoliku. Oczy Moniki śledziły każdy jego ruch, a w pokoju panowała niczym niezmącona cisza.
– Boisz się? – odezwał się w końcu mężczyzna, wypuszczając z ust kłąb dymu. Kaszlnęła. W zasadzie to nie cierpiała papierosów.
– Tak.
– Szkoda. Nie będziesz uciekać? Też szkoda. Mógłbym cię ukarać – powiedział tęsknym wzorkiem mierząc jej postać. Miał dziwnie hipnotyzujące oczy. I bardzo seksowny uśmiech. Ale przypomniała sobie plamy krwi na jasnej tapicerce i urok, który roztaczał prysnął. W jego miejscu na powrót zagościła obawa. Żałowała, że nie wymusiła na Darku żeby zabrał ją ze sobą. Uśmiechnęła się z sarkazmem. Ona wymusiła na nim? Zakładniczka na porywaczu? Zabawne.
– Im dłużej się przyglądam – zaczął Szymon – tym bardziej rozumiem, co on w tobie widzi. Tylko że dla mnie masz za małe cycki.
Spuściła głowę, zerkając w dekolt sukienki. I co z tego, powiedziała jej mina, ale sama Monika nie odezwała się ani słowem. Szymon nagle wyprostował się i energicznym ruchem przyciągnął ku sobie fotel, na którym siedziała. Zaskoczona, cicho krzyknęła, kuląc się jeszcze bardziej na swoim miejscu. Potem wzdrygnęła się, bo położył smagłą dłoń na jej białym udzie. Nie spuszczając z niej wzorku, drwiąco się uśmiechnął, a jego ręka przesunęła się, kreśląc leniwie chaotyczne wzory na cienkim materiale pończoch. W duchu błagała o powrót Darka. Tak naprawdę tylko jemu zawdzięczała to, że wciąż żyła. Nieważne jakie pobudki nim kierowały – wyrachowanie czy pożądanie, ważne, że gwarantowało to jej bezpieczeństwo.
– To naturalny kolor? – spytał cicho Szymon, drugą ręką przeczesując potargane loki. – Piękny. Ogniście rudy, ale piękny.
– Wolałabym… – zaczęła i zamilkła, widząc niebezpieczny błysk w ciemnych oczach. Gdzie do cholery podział się Darek? Silna męska dłoń dotarła do wnętrza jej ud, wywołując dziwne wibracje w całym ciele. Wyprostowała się, choć wiedziała, że czerwień pojawiła się również na jej szyi, przedramionach. Nie zdawała sobie za to sprawy jak seksownie wyglądała z tym rumieńcem, z błyszczącymi od strachu i ciekawości oczami, z rozchylonymi delikatnie ustami. Szymon powiódł kciukiem po rozpalonym policzku, musnął czubek nosa, a na końcu samym opuszkiem obrysował kontur warg. Chciał się zabawić, bo mało co tak podniecało, jak strach w oczach ofiary, ale pojawiło się coś więcej. Spodobała mu się.
– Wróciłem – rozległo się trzaśnięcie drzwi. Monika zamarła przerażona, ale sekundę później się odprężyła. Nareszcie!
– Znowu nie możesz utrzymać łap przy sobie? – odezwał się z ironią Darek, stawiając na stole dwie duże, papierowe torby. Potem zdjął ośnieżoną kurtkę, rzucając ją na stojące nieopodal krzesło. Zsunął też buty i na bosaka podszedł do kanapy, zabierając ze sobą jedną z toreb. – Masz rudzielcu. Bez szaleństw, ale udało mi się kupić podstawowe kosmetyki. Pasta do zębów, żel pod prysznic, krem, grzebień. Nie wiem czy odpowiednie, ale mieli kiepski wybór.
Zachłannie chwyciła podawaną torbę. Zajrzała do środka i od razu poprawił jej się humor. Jak cudownie! Będzie mogła się wykąpać, rozczesać potargane włosy, ukoić suchość skóry na policzkach. Szkoda że nie ma zapasowych ciuchów. Westchnęła, a Darek nagle się roześmiał.
– Zobacz, co leży za zakupami.
Zaintrygowana wstała i podeszła do stołu. Szlafrok! Biały, puszysty, choć o dwa numery za duży. Chwyciła go w obie dłonie i odwróciwszy się, z prawdziwym podziwem spojrzała na Darka. No, doprawdy! Nie spodziewałaby się takiej domyślności po tym mężczyźnie.
– Dziękuję. Mogę pójść teraz do łazienki?
Skinął głową, zapalając papierosa i sięgając po nieotwartą jeszcze butelkę. Bacznie obserwował twarz dziewczyny. Ach te baby! Taka radość na widok kilku zwykłych kosmetyków. Kiedy Monika zniknęła, spojrzał na siedzącego w milczeniu brata.
– Mówiłeś poważnie z tym puszczeniem jej wolno? – spytał Szymon.
– Tak. Przecież w niczym nam już wtedy nie zagrozi.
– To głupie.
– A zabijanie niby jest mądre?
– Podoba ci się to ją przeleć i tyle. A potem ją zlikwidujemy.
– Nie. Co cię opętało? – warknął poirytowany Darek. – Jesteśmy w połowie drogi do celu, w dodatku nikt nas nie ściga. Mamy forsę, a na miejscu czeka na nas dodatkowe kilka milionów oraz fałszywe dokumenty. Za tydzień będziemy wylegiwać się na plaży pod palmami, gdzieś w egzotycznym kraju. Więc po cholerę mamy zabijać bogu ducha winną dziewczynę?
– Jak ty jej nie chcesz, to ja ją wezmę. Mam ochotę na… – Szymon nie zdołał dokończyć, bo brat rzucił się na niego, zwalając na podłogę i z całej siły dociskając do dywanu.
– Masz trzymać łapy przy sobie! – syknął. – Czego nie rozumiesz w mojej krótkiej prośbie?
– Dobrze, już dobrze – Szymon zrzucił go z siebie i wstał, rozmasowując ramię. – Ależ się wściekasz. Pójdę na dziwki, ale masz jej pilnować. Bo zrobi słodkie oczy i ucieknie, a ty nie zdołasz jej dogonić, bo zaplątasz się we własne gacie.
– Nie ucieknie.
– A co? Zauroczyłeś ją swoim ponurym spojrzeniem i grymasem, który dopiero przy odrobinie dobrej woli można nazwać uśmiechem?
– Nie. Bo mam kajdanki i albo obetnie moją, albo swoją rękę. Nawiasem mówiąc, śpisz tutaj. A w okolicy nie ma żadnego burdelu, więc lepiej napij się i połóż.
– Jest pub.
– Taaa… Z pewnością dziś oblegany.
– Pesymista. Chyba faktycznie pójdę spać, bo nie da się z tobą gadać.

Noc druga.
Podczas gdy bracia toczyli rozmowę, Monika wykąpała się, rozkoszując się gorącym strumieniem aksamitnie miękkiej wody. Przeprała też bieliznę, rozczesała potargane włosy, a na samym końcu usiadła na zamkniętej klapie ubikacji, zamyślając się. Było dobrze, ale przed nimi noc. Powinna wyczekiwać okazji do ucieczki? A może przywiążą ją do łóżka. Zarumieniła się. Pod puszystą tkaniną szlafroka była całkiem naga. Może to nierozsądne? Trudno, nie mogła przecież założyć mokrej bielizny. A z ucieczką lepiej sobie odpuścić. Dziwne, ale chyba wierzyła słowom Darka. Musiała jedynie uzbroić się w cierpliwość i unikać sam na sam z jego bratem. Wstała, lecz zanim wyszła z łazienki, zapatrzyła się w swoje odbicie w lustrze. Nie wyglądała najgorzej. Delikatny rumieniec zabarwił jej twarz, oczy wydawały się ogromne w szczupłej twarzy, rozchylone usta kusiły. Odsunęła od siebie myśl, kogo mogły kusić. Nawet nie powinna…
– Długo jeszcze? Też chciałbym się wykąpać?
– Nie, nie. Już wychodzę.
Podczas gdy Darek zniknął w łazience, zjadła kolację w towarzystwie milczącego, ale i drwiąco uśmiechającego się Szymona. Popijając nieco suchą kanapkę gorącą herbatą, starała się nie zwracać uwagi na jego towarzystwo. A jednak myśli stały się dziwnie poplątane, a do głowy przychodziły całkiem szalone pomysły. Na przykład przypomniała sobie, jak kiedyś upiła się z koleżankami przy ognisku. Babskie towarzystwo, wieczór na uboczu i szczere zwierzenia pod wpływem nadmiaru alkoholu. Każda z nich miała wyjawić swoje największe, najskrytsze erotyczne pragnienia. Pojawiły się więc pejcze, kajdanki, seks w dziwnych miejscach, romantyczny lub brutalny, a także seks w trójkącie. Z dwoma mężczyznami. Doskonale pamiętała w głód w oczach Magdy, gdy snuła na ten temat fantazje. Zdawała też sobie sprawę, że ten niepokój, który teraz odczuwa związany jest nie ze strachem, ale z czymś zupełnie innym. Wbrew samej sobie, wyobraziła sobie scenę jak z najgorętszego filmu porno: ona i obu braci. Zachłysnęła się herbatą i wizja zniknęła.
– Masz dziwną minę.
– Coś sobie przypomniałam – bąknęła zmieszana. Z całej siły unikała jego wzorku, bojąc się, że wyczyta prawdę w jej spojrzeniu. Na szczęście z łazienki wyszedł Darek.
– Padam na pysk. W radiu mówili, że to dopiero początek zamieci. Jutro ma być najgorzej. – Ziewnął. – Pewnie daleko nie ujedziemy.
Szymon nie odpowiedział. Wygodnie rozpostarty na krześle, obserwował uważnie zarumienioną Monikę. Coś sobie przypomniała? Akurat. Dałby głowę, że myślała o seksie. Ciekawe czy z nim, czy z jego upartym bratem?
– Idziemy spać rudzielcu – powiedział Darek, zapraszającym gestem wskazując sypialnię. – Dalej, bo nie mam ochoty czekać.
– Mam spać z tobą? – spytała spłoszona, podążając za nim do drugiego pokoju.
– Obawiam się, że nie masz wyjścia. – Pomachał jej kajdankami przed nosem. – Decyduj, która ręka. Mnie obojętnie.
– Ale…
– Nie sądziłaś chyba, że zostawimy cię samopas? – powiedział z ironią. – No dalej.
Pięć minut później mocno zmieszana Monika leżała obok pochrapującego mężczyzny. Jej prawy i jego lewy nadgarstek były połączone solidnie wyglądającymi kajdankami. Skuliła się na boku, ostrożnie odsuwając na jak największą, możliwą odległość. Najpierw bezmyślnie gapiła się w okno, na biel widoczną zza szyb. Powoli policzyła do stu, usiłując pozbyć się nadmiaru emocji. Potem zapatrzyła się w regularny profil mężczyzny. Miał ładny nos, prosty i wąski. I rzęsy. Czarne, jak gdyby ktoś pomalował je kawałkiem węgla. Do tego te stalowo szare oczy, ukryte teraz po zamkniętymi powiekami. Fascynujące połączenie. Zauważyła cień zarostu na policzkach. Powiodła wzrokiem niżej. Zanim położył się do łóżka, zdjął sweter, zostając w samej koszulce z krótkimi rękawami. Przygryzła usta gapiąc się na muskularne ramię, na duże i silne ręce, o palcach zaciśniętych na gładkiej powierzchni kołdry. Naszła ją szalona pokusa by dotknąć jego torsu, sprawdzić czy ma umięśniony brzuch. Gorzej! Miała chęć powędrować dłonią niżej, aż do zakazanych rejonów. Otrząsnęła się ze zgrozą. Skąd ten pomysł? Skąd u niej tyle śmiałości? Zazwyczaj nawet bała się o czymś takim pomyśleć, a tutaj na dodatek sytuacja była dość kuriozalna. Przecież ten facet ją uprowadził! Była jego zakładniczką, a jej życie zależało od jego widzimisię. Powinna raczej obmyślać plan ucieczki, nie łudząc się że ją uwolnią, a nie marzyć o… Nie, nie, nie! Koniec z tym. Musi się przespać, nabrać sił. I zmądrzeć.
Niestety, to ostatnie może okazać się najtrudniejsze. Zamknęła oczy i zaczęła liczyć. Bez tego i dziś się nie obejdzie. Kiedy była już przy czterech tysiącach, nieoczekiwanie poczuła ogromne zmęczenie. Zasnęła.
A potem…
Już nie spała, ale jeszcze się nie obudziła. Znajdowała się w magicznym miejscu w czasie, pomiędzy jawą, a snem. Oszołomiona, nie do końca kontrolująca swoje ciało, nie do końca zdając sobie sprawę z tego gdzie się znajduje, i w czyim towarzystwie. Lekko uchyliła powieki, lecz dookoła panował jedynie półmrok. Jaśniejsza łuna biła od okna. Monika uśmiechnęła się. Śnieg. Chłód. Zimowa cisza. Jej zaś było ciepło i wygodnie, choć chyba odrobine zdrętwiała. Ostrożnie się poruszyła i wtedy zrozumiała skąd pochodziło rozgrzewające ją ciepło. Do jej pleców przylgnął mężczyzna. To jego dłoń delikatnie, leniwie, gładziła jej ciało, wprawiając je w drżenie, przynosząc cudowne uczucie nieznanej wcześniej przyjemności. Jednocześnie nieznacznie poruszał biodrami, ocierając się o jej pośladki czymś niezwykle twardym. Monika naprężyła się, bez żadnych skrupułów zanurzając się w narastającej rozkoszy. Była wyjątkowo rozluźniona i… podniecona. Pomiędzy udami czuła coś lepkiego, wilgotnego, piersi stały się niesłychanie wrażliwe na każdy dotyk. To było cudowne, jak pełen zmysłowej przyjemności, niezwykle erotyczny sen. Wcale nie chciała, by się skończył. Wręcz przeciwnie, ona również zaczęła delikatnie ocierać się biodrami, odchylając głowę do tyłu, napinając mięśnie szyi. Głośno westchnęła, gdy gorące wargi dotknęły jej skóry, gdy silne dłonie zacisnęły się na piersiach. Zapragnęła teraz znacznie więcej, zapragnęła doznań bardziej intensywnych, emocji, których nigdy tak mocno nie odczuwała. Oszołomiony pożądaniem umysł, gdzieś tam zanotował, że męskie dłonie podwinęły szlafrok do góry, że wkradły się pomiędzy uda, dotarły do gorącego, mokrego wnętrza. I wtedy usłyszała ciche przekleństwo.
– Do diabła! – Ciepło i dotyk drugiego ciała zniknęły. – Nie tylko twoje włosy są jak ogień rudzielcu.
Zamrugała zdezorientowana oczyma. Panował półmrok, wciąż padał śnieg, a ona nadal czuła podniecenie. Niezgrabnie przewróciła się na plecy i napotkała wzrok Darka. Oczy błyszczały mu pożądaniem, na skroni perlił się pot, oddech wyraźnie miał przyspieszony. Dopiero teraz dotarło do niej z całą jasnością, co się wydarzyło. Przecież mało brakowało…
Gdyby nie łączące ich kajdanki, to zerwałaby się z łóżka i uciekła. Nie mogła tego zrobić, ale odsunęła się na sam skraj, zwiększając dzielącą ich odległość. Niezdarnie próbowała poprawić szlafrok, czując jak jej policzki pokrywają się czerwienią. Czy do jasnej cholery, zawsze musi się tak rumienić?!
– Trochę za daleko to zaszło – zaczął powoli nadal nie spuszczając z niej wzorku. Na dodatek jego prawa dłoń leniwymi ruchami masowała sporą wypukłość pomiędzy nogami. – Sam nie wiem czy powinniśmy skończyć czy kontynuować?
– Muszę do łazienki – wyszeptała.
– Do łazienki? – roześmiał się cicho. Z ociąganiem sięgnął do tylnej kieszeni spodni, wyjmując stamtąd kluczyk. – Proszę bardzo – powiedział, rozkuwając ją. – Tylko na przyszłość pamiętaj, że moja wytrzymałość też ma swoje granice.
Odwróciła się w progu, z całej siły ściągając pasek od szlafroka.
– Twój brat mówił, że siedziałeś? To prawda?
– Tak. Pięć długich lat.
– No cóż… – bąknęła, w pośpiechu zatrzaskując za sobą drzwi. Była na siebie zła. Po co zadała to pytanie?
– Jesteś kretynką stulecia – oznajmiła swojemu odbiciu w lustrze. – Żałosną, samotną kretynką, rzucającą się na każdego mężczyzną, który zwróci na ciebie uwagę. Chociaż – zawahała się. – Chociaż on naprawdę jest diabelnie przystojny.
Westchnęła, opierając się plecami o zimne kafle. Najbardziej zawstydzał ją fakt, że to nie ona zaprotestowała. Ciekawe dlaczego zrobił to Darek? Przecież podała mu się niczym danie główne, na talerzu, z dekoracyjnym listkiem sałaty. Nie mogła zwalić winy na alkohol, bo od ponad doby nic nie piła. Na sytuację? Może. Oby jak najprędzej dotarli do celu. I nagle pojawiły się wątpliwości czy puszczą ją wolno. W zasadzie nie mieli powodu, by zabijać ją na sam koniec. Lecz czy takim jak oni potrzebny był powód? Szymon był stuknięty, on na pewno strzeliłby już na samym początku pozbywając się kłopotliwej baby. A Darek? Wyrachowany, opanowany, zabrał kłopotliwy balast ze sobą. Po tym, co wydarzyło się przed chwilą, już wiedziała, że nie dlatego, aby ją zaliczyć. Zakładniczka? Po co im zakładniczka? Zmierzali do celu w pośpiechu, ale nie wyglądało na to, aby ktoś ich ścigał. Zacisnęła zęby. Cholera! Przecież znała ich imiona, widziała ich twarze. Czy kogoś takiego puszcza się wolno? Nie, nie puszcza, odpowiedziała sama sobie. Najwyższy czas przestać zachowywać się niczym anemiczna, niedorozwinięta debilka i zacząć wypatrywać drogi ucieczki. Pewnej drogi, bo nie potrzebowała dodatkowych kłopotów, a nuż mówili prawdę i będzie wolna po dotarciu do celu?
– Strasznie to wszystko skomplikowane – wyszeptała. – I jak ja mam do diaska z tego wybrnąć?

Noc trzecia
Mężczyzna prowadzący samochód, syknął poirytowany. Warunki jazdy stawały się coraz gorsze. Miał tego dosyć. Trzeba było posłuchać samego siebie i zostać w hotelu na jeszcze jedną noc. Zerknął w lusterko. Na tylnym siedzeniu drzemał jego młodszy brat. W uszach miał malutkie słuchawki, w zaciśniętej dłoni iPoda. To jemu zawdzięczał wolność, choć nie wiadomo na jak długo. Z pewnością policja zaczęła już go szukać, lecz chyba nie spodziewali się, że zdoła uciec tak daleko. W zasadzie gdyby nie pogoda już dawno byliby na miejscu, w Genewie. Ba! Być może siedzieliby w samolocie, w klasie biznesowej, popijając szampana i snując plany na przyszłość. Teraz to jednak mało ważne, bo musiał uporać się z aktualnymi kłopotami. Jeden z nich siedział tuż obok, z rudą głową kiwającą się z boku na bok i smacznie pochrapywał.
W zasadzie nie była im do niczego potrzebna. Ale gdyby jej nie zabrali, to wtedy musiałby pozwolić Szymonowi strzelić. To dziwne, ale nie miał ochoty tego robić. Przypominała wystraszonego wróbelka, z tymi ogromnymi oczyma, trójkątnym podbródkiem i filigranową sylwetką. Bezbronna, zaskoczona ptaszyna. Prychnął z niesmakiem. Ależ mu się zebrało na porównania. Dziewczyna jak dziewczyna, może trochę bardziej urodziwa od innych. Tylko że naprawdę nie chciał jej skrzywdzić. Tak jak ostatniej nocy, gdy drżąca tuliła się do niego, na wpół przytomna odwzajemniała pieszczoty. Nigdy wcześniej nie przepuściłby takiej okazji, zwłaszcza po tak długim okresie wstrzemięźliwości. Trudno było mu zrozumieć samego siebie.
Wyciągnął rękę i bardzo delikatnie pogładził zmierzwione włosy Moniki. Nie zareagowała. Potem opuszkami palców dotknął piegowatego policzka. Śliczna, naprawdę śliczna. Syknął, bo samochód zniosło na lewo. Nie powinien się rozpraszać podczas jazdy w takich warunkach. Zerknął na gps. Do celu pozostało im jeszcze ponad pięćset kilometrów. Jeśli odbije w prawo, będą mogli przenocować w przytulnym hotelu. Tylko tym razem będzie lepiej jeśli weźmie pokój z trzema łóżkami.
– Planujesz postój? – Szymon zerknął zza jego ramienia.
– Tak. Mam dosyć jazdy w takich warunkach. Po drodze mamy Stuttgart, zanocujemy na obrzeżach.
– Super, nie mogę się doczekać – odparł jego brat z przekąsem. – Ale tym razem ja śpię z rudą.
– Przestań mnie drażnić. Dwie ulice dalej jest niewielka mordownia, dostaniesz wychodne skoro tak ci spuchły jaja.
Szymon zachichotał.
– Pies ogrodnika. Sam nie ruszy, a drugiemu nie da.
Darek wzruszył ramionami. Było mu to obojętne. Byle tylko brat trzymał się z daleka od Moniki.
– Jesteśmy na miejscu? – rozległ się zaspany głos dziewczyny.
– Nie. Przed nami jeszcze jeden nocleg.
– To dobrze. Całkiem zdrętwiałam i jestem głodna jak wilk.
– Kupimy po drodze kanapki. A potem prosto do hotelu.
– I znowu będę mogła się wykąpać – powiedziała rozmarzona, wspominając gorący prysznic. Dobrze że w tej chwili nie widziała wyrazu twarzy obu braci, bo wtedy zmuszona byłaby zacząć się bać. Szymon patrzył na nią z zachłanną ciekawością, Darek z całej siły zacisnął palce na kierownicy. Obraz nagiej, mokrej dziewczyny, jaki pojawił się w jego głowie, sprawił że przeszył go dreszcz. Było niczym potężny, niespodziewany impuls, na dodatek uświadomił sobie, że jeśli Szymon wyjdzie, to przynajmniej na pół nocy zostaną sami. To się porobiło!
Zaspana Monika nie zwróciła uwagi na nagłą ciszę. Kiedy dotarli do celu, nieśmiałym głosem poprosiła o ponowne pożyczenie kurtki. Darek burknął coś pod nosem, ale nie odmówił. Jemu nie przeszkadzało, że na kilka minut został w samym swetrze. Kiedy szli do pokoju, spojrzała na niego z podziwem. Prawdziwy twardziel a nie napompowany sterydami ważniak. Dziwnie się to kłóciło z wizją bezlitosnego porywacza-mordercy, który na samym początku zapowiedział, że bez skrupułów ją zabije. Poza tym nawet w amerykańskich filmach porywacze byli mniej przystojni. Westchnęła, a później cicho się roześmiała. Za to ona za rolę głupiej gęsi zdobyłaby Oskara.
Tym razem pokój miał trzy łóżka, choć był równie bezbarwny co poprzedni. Za to miał również kominek, a w łazience znajdowała się ogromna wanna. Też dobrze – oceniła Monika. Długa, odprężająca kąpiel w pianie, to było jeszcze lepsze niż szybki prysznic. Zdaje się że w papierowej torbie miała jakąś małą buteleczkę odpowiedniego specyfiku. Najpierw jednak zabrała się za jedzenie. Darek położył się na łóżku, włączając telewizor, a Szymon stał przy oknie z nosem w telefonie.
– Dobra, znalazłem – oznajmił w końcu tonem pełnym satysfakcji. – Wrócę o północy i postaram się niczego nie zgubić, ale dobrze zabawić.
– Nie narozrabiaj – powiedział poirytowany brat.
– Będę grzeczny. Wam też życzę dobrej zabawy. Możecie wykorzystać kajdanki – dodał, dopinając kurtkę. Późnij trzasnęły drzwi i w pokoju został trwający w bezruchu Darek i zaskoczona Monika.
Sami? Zostali sami na… zaraz, która to godzina? Osiemnasta. Tyle czasu? Onieśmielona, utkwiła wzrok w widoku za oknem. Potem nieśmiało zerknęła na milczącego mężczyznę. Ciekawe co by powiedział, gdyby zaproponowała mu wspólną kąpiel?
– Pójdę do łazienki – odezwała się drżącym nieco głosem.
– Byle nie na sześć godzin – odparł z przekąsem. – Nie musisz uciekać, nic ci nie zrobię.
– Szko… – wyrwało jej się mimo woli. Ależ wpadka!
– Mam cię zgwałcić czy zabić? – Darek podniósł się, mierząc ją nieprzyjemnym spojrzeniem. Sprawy nie ułatwiała mu twardniejąca w zastraszającym tempie męskość. Cholerny Szymon. Musiał wychodzić? W jego towarzystwie było mu o wiele łatwiej nad sobą panować.
– To nie tak – zakłopotana i czerwona jak burak Monika wstała, planując ewakuować się do łazienki. – Źle mnie zrozumiałeś.
– Źle? Czyżby?
Pomyślała że lepiej nie kontynuować tej dyskusji. Wykąpie się i położy. Policzy do tysiąca, pięciu lub dziesięciu tysięcy i może zaśnie. No a przed tym Darek przykuje ją do metalowej ramy łóżka. Umykając, zabrała ze sobą papierową torbę. Zamek na drzwiach wyglądał na lichy, ale lepszy taki niż żaden. Odkręciła kurki w wannie, nalała lawendowego płynu i związawszy włosy w niedbały kok, zanurzyła się w pachnącej pianie. Mogła teraz przymknąć oczy i pogrążyć się w marzeniach. Powróciła myślami do wieczoru sylwestrowego. Wyobraziła sobie jak siedzi samotnie przy stole racząc się winem, a wtedy wśród rozbawionego tłumu pojawia się on, patrzy w jej stronę, podchodzi, a w jego oczach widać wyraźny podziw. Oczywiście nie było sensu ukrywać przed sobą kim był „on”. Uśmiechnęła się. Tańczą, piją szampana, rozmawiają. Gdy wybija północ, on kradnie całusa. Oczywiście nie zwracają na ciekawskie spojrzenia zgromadzonych wokół nich ludzi, ani na malującą się na ich twarzach zazdrość, ani na uznanie. On jest nią zauroczony, ona pławi się w blasku jego adoracji. Ech… „Głuptas z ciebie dziewczyno. Pamiętasz Dominika?” strofowała samą siebie. Tak, w nim też była zakochana, choć teraz to uczucie wydawało się być bladym cieniem tego, co czuła od ostatnich godzin. Zresztą w Dominiku była zadurzona bardziej platonicznie. Do Darka czuła coś więcej, coś co nieśmiało mogła nazwać pożądaniem.
Podczas gdy Monika dawała popis swojej wyobraźni, obiekt jej westchnień klęczał przed kominkiem rozpalając ogień. Potem usiadł po turecku na podłodze, przeciągnął dłonią po twarzy, ale w końcu się poddał, powracając myślami do Moniki. Co takiego miała w sobie ta dziewczyna, że aż do tego stopnia potrafiła go zaabsorbować? Gorzej, on pragnął czegoś więcej. W zasadzie mógł to dostać poprzedniej nocy, ale wtedy potrafił jeszcze się zreflektować. Niestety z każdą upływającą godziną coraz mniej nad sobą panował, coraz mniej panował nad swoimi myślami. Co dziwniejsze, nigdy wcześniej nie doświadczył czegoś podobnego. To pewnie ta odsiadka, stwierdził ponuro. Szymon miał rację, powinien zaszaleć, choć niekoniecznie z uroczym rudzielcem. Lepiej by było…
Z łazienki dobiegł głośny huk. Darek zerwał się z miejsca, jednocześnie przypominając sobie o małym oknie tuż nad wanną. Jeśli ona coś kombinuje… Zacisnął zęby. Nie daruje! Oczywiście drzwi łazienki były zaryglowane, ale czego mógł się spodziewać? Bez namysłu odsunął się, wymierzył mocnego kopniaka i wpadł do środka.
Monika stała nieruchomo, patrząc na niego wielkimi, przerażonymi oczami. Z wanny powoli spływała woda, pachniało lawendą. Nerwowo poprawiła ręcznik, choć i tak niewiele zdołała nim zakryć. Zauważył piegowate uda, ramiona, w zasadzie wszystko. Porcelanowa biel i złocisto rude kropeczki. Cholernie podniecające.
– Co to za huk? – spytał krótko.
– Nie wiem.
– Nie kłam. Dobiegał stąd.
Podszedł bliżej. Dziewczyna chciała cofnąć się w panice, ale plecami uderzyła w rant umywalki.
– Naprawdę nie wiem. To chyba z góry?
– Chyba? – stwierdził drwiąco, mrużąc oczy. Wyciągnął dłoń i sprawdził zamknięcie okna, Nie było zbyt duże, ale od biedy ona mogłaby się przez nie przecisnąć. Jednak nie wyglądało na to, by próbowała to zrobić. – Co tam chowasz rudzielcu?
Monika pobladła. Kiedy napotkała pełne mrocznych pragnień spojrzenie Darka, jej ciało zalała trudna do opisania fala gorąca. Nic nie mogła na to poradzić. Zacisnęła bardziej kurczowo uda i dłonie na materiale ręcznika. Chciała go wyminąć i uciec, ale nie zdołała. Za to znalazła się w jeszcze gorszej sytuacji, bo teraz za plecami miała zimną ścianę łazienki.
– Nic.
– Nic? – Był tak blisko, że czuła ciepło jego ciała. – Ja sądzę, że kłamiesz, bo chowasz tam sporo skarbów.
– Nie rób mi krzywdy – poprosiła drżącym głosem.
– Krzywdy? A kto mówi o krzywdzie? – Pochylił się, muskając wargami jej nagie ramię. Silne dłonie objęły ją w pasie, przesunęły się niżej, zacisnęły na gładkich pośladkach. Potem przycisnął ja do swego ciała, a ona doskonale poczuła, jak bardzo był podniecony. Trudno było ukryć taką rzecz. – Wywal ten cholerny ręcznik! – warknął, wyrywając jej mokry materiał z rąk. Teraz była całkowicie naga, bezbronna. Jednak nie tylko przerażona. Czuła coś jeszcze, coś co nie powinno się było pojawić, coś, co sprawiło, że nie zaprotestowała kiedy delikatnie uniósł ją w górę. Opasała go nogami, zarzuciła dłonie na ramiona i pocałowała. Do niczego jej nie zmuszał. To ona pragnęła tego pocałunku. Przycisnęła usta do jego warg, nieśmiało wsunęła czubek języka do środka, gdy mężczyzna odwzajemnił pocałunek. Przygniótł ją do ściany całym ciałem, poruszał biodrami, ocierając twardym jak kamień penisem o wnętrze zgrabnych uda, rękoma pieścił piersi, wplatał je we włosy, przesuwał po rozpalonej skórze. I całował, wygłodniały, spragniony, podniecony tak bardzo, że czuł, iż lada chwila eksploduje. Szarpnął zapięciem spodni, uwalniając nabrzmiałego penisa i bez odrobiny delikatności wbił się w jej wnętrze. Zadrżała, ale nie wycofała się. Pozwoliła, by dotarł do samego końca, by zakosztował i dostarczył rozkoszy. Krzyczała za każdym mocniejszym pchnięciem, czasami tylko jej jęki tłumił pocałunkiem. Coraz mocniej, brutalniej, gwałtowniej. Aż do chwili gdy świat zawirował mu w głowie, gdy poczuł jak dziewczyna drży, przeżywając ekstazę i gdy sam wystrzelił, przeżywając orgazm. I to jaki orgazm! Dawno tak nie szczytował. I miał przeczucie, że było to spowodowane nie tylko długoletnim postem, ale i czymś więcej.
Dysząc, podniósł głowę, nie spuszczając wzroku z zarumienionej twarzy Moniki. Patrzył na jej przymglone oczy, nabrzmiałe usta, czerwone plamy pokrywające policzki i dekolt. Patrzył ze satysfakcją, bo właśnie taką chciał ją ujrzeć. Miał gdzieś wcześniejsze przemyślenia. Pragnął jej, a przeżyty przed chwilą orgazm jedynie zaostrzył apetyt. Poza tym wszystko potoczyło się zbyt szybko.
– Powinnam się jeszcze raz wykąpać – roześmiała się, delikatnie gładząc jego policzek.
– Daj spokój – mruknął podnosząc ją do góry. Łazienka to nie było odpowiednie miejsce. Dużo lepszym było wygodne łóżko lub podłoga przed kominkiem. Monika beztrosko machała nogami, obejmując go za szyję i szeroko się uśmiechając. I właśnie ten uśmiech doprowadzał do szaleństwa. Jak u diabła coś tak banalnego mogło wywoływać taką burzę w sercu i umyśle? Nie potrafił odpowiedzieć sobie na to pytanie, zresztą uznał to za mało ważne. Znacznie ważniejszym faktem było powracające podniecenie, twardniejąca męskość, pragnienie by znów ją całować.
– Ściągnijmy pościele na podłogę, przed kominek – zaproponowała.
– Zaczynam się zastanawiać czy gdzieś cię po drodze nie podmienili? – Spojrzał głęboko w jej roześmiane oczy.
– Dlaczego?
– Byłaś przerażona, jąkałaś się, a teraz proszę!
– A powinnam nadal się bać? – spytała poważnym tonem. Posadził ją na łóżku, a sam przykucnął, tak, że jego oczy znalazły się dokładnie naprzeciw jej oczu.
– Powinnaś – powiedział cicho. – Zadaję sobie pytanie dlaczego przestałaś?
– Kochałeś się ze mną.
– To tylko seks. Szybki numerek bez zobowiązań. – Już w momencie gdy wypowiadał te słowa, wiedział że nie mówi prawdy. To nie był tylko seks, nie z nią. Powinien być, ale nie był. I to powoli zaczynało go niepokoić.
– Szybki numerek? – Nie rozzłościła się. Posmutniała. Zwiesiła głowę, po omacku sięgając po skraj prześcieradła. Niezdarnie usiłowała zakryć swoją nagość, ale udało się to zaledwie połowicznie. Rude włosy przysłoniły twarz, ale odgarnął je do tyłu, nieoczekiwanie czule i bardzo delikatnie.
– Nigdy nie spytałem cię jak masz na imię. Wiem to tylko z dokumentów.
– Monika.
– I sam się nie przedstawiłem. Darek.
– Trochę to zakręcone, nie uważasz? – roześmiała się przez łzy, które zdradziecko wymknęły się z oczu.
– Trochę? Zabroniłem bratu strzelać, bo zrobiło mi się żal bezbronnego dzieciaka o wystraszonym spojrzeniu. Potem okazało się, że ten dzieciak jest śliczny, seksowny i trochę starszy niż przypuszczałem – wykrzywił usta. – Ale i tak za młody dla kogoś takiego jak ja. Więc niech to będzie tylko seks. Zgoda?
Spojrzała na niego tak żałośnie, że o mało co się nie złamał.
– To nie to samo.
– Bez jaj. Czego byś chciała? Żebym wyznał ci miłość? – spytał z ironią. – Po jednym numerku? Aż tak dobra nie byłaś.
Spoliczkowała go. Z całej siły uderzyła w twarz, ścierając z niej ten drwiący uśmiech.
– Nieładnie – powiedział tylko z błyskiem w oku. – Nie rób tego więcej.
Więc zrobiła. Lecz tym razem zablokował cios i pchnął ją z taka siłą, że jak długa padła na łóżko. Błyskawicznie wstał, zdejmując spodnie wraz z bielizną. Oczy Moniki rozszerzyły się ze zdziwienia, z ust wyrwał się okrzyk zaskoczenia. Patrzyła zachłannie na sterczącą we wzwodzie męskość, grubą, potężną i świadczącą o tym, jak bardzo jej właściciel było podniecony.
– Dobrze, pomyliłem się. To nie był jeden szybki numerek.
Pochylił się, kładąc ręce na jaśniejących bielą udach. Twarz wtulił pomiędzy małe, jędrne piersi, delektując się zapachem kobiecego ciała.
– Jak śmiesz?! – Próbowała się oswobodzić, ale wtedy chwycił ją z jeszcze większą siłą, przygniótł, unieruchomił i pocałował. Zatracił się w tym pocałunku, zapominając o całym świecie, przestając panować nad własnym pożądaniem. A ona go odwzajemniła. Paznokcie wbiła w twardą skórę na karku, rzeźbiąc w niej głębokie bruzdy. Biodrami ocierała się o sztywnego penisa, nogi skrzyżowała na prężących się, męskich pośladkach. Gra wstępna? Jaka gra wstępna! Była gotowa ledwie jej dotknął, po pierwszym pocałunku, po pierwszej pieszczocie. Nawet jeśliby tego nie chciała, uczucie to było tak instynktowne, tak pierwotne, że nie miała siły aby z nim walczyć czy nad nim zapanować. Zresztą nie tylko ona. Darek uniósł się nieznacznie, patrząc z satysfakcją na twarz Moniki, jednocześnie bardzo powoli zagłębiając się w jej wnętrzu. Wiedział, czuł, jak bardzo była podniecona. Gardłowy jęk tylko to potwierdził.
– Oszaleję przez ciebie rudzielcu – mruknął, pokrywając pocałunkami jej twarz, pieszcząc dłońmi każdy zakamarek ciała. Mętnie pomyślał, że gdyby nie pogoda, to już dawno byłoby po wszystkim. Oni gdzieś w powietrzu nad Atlantykiem, ona być może w drodze powrotnej do domu. – Uwielbiam śnieg – wymamrotał pomiędzy jednym, a drugim pocałunkiem. Poruszał się powoli, tym razem bez zbędnego pośpiechu, jakby delektował się każdym kęsem wyśmienitej potrawy. Kilka mocniejszy i kilka słabszych ruchów na przemian. Potem tych mocniejszych było coraz więcej, jak i głośniejszych jęków czy okrzyków rozkoszy, które wydzierały się z kobiecych ust. Monika przymknęła oczy, odchylając głowę do tyłu, zatracając się w przyjemności. Choć przed chwilą czuła rozczarowanie i złość, teraz przestało się to liczyć. W zasadzie to tylko zintensyfikowało doznania.
– Mocniej! – poprosiła, a w zasadzie zażądała drżącym głosem. – Mocniej, błagam!
Skoro tak… Plecy mężczyzny unosiły się coraz szybciej, wbijał się w nią coraz głębiej, przygryzając sterczące sutki, jedną rękę wplatając w rude włosy, drugą zaciskając na kształtnym pośladku. Chciała więcej? Nie ma sprawy. Uniósł głowę, a potem zacisnąwszy zęby, zaczął poruszać się niczym w amoku. To była szaleńcza jazda, zakończona rozlewającym się po całym ciele orgazmem. Co dziwne, oboje szczytowali niemal w tym samym momencie. I oboje chwilę potem opadli wycieńczeni na łóżko.
– Lubisz egzotyczne kraje? – Ciszę zakłócaną jedynie ich świszczącymi oddechami, przerwało nieoczekiwane pytanie.
– Egzotyczne? – Monika podparła głowę łokciem, patrząc mu prosto w oczy, delikatnie ocierając spocone czoło. – Nie wiem. W żadnym nie byłam.
– No tak – mruknął zamyślony, całując wnętrze jej dłoni. – Wiesz że mamy jeszcze trzy godziny zanim wróci mój brat?
– W takim razie możesz wyznać mi miłość – zażartowała, choć serce wyraźnie jej przyspieszyło. – Jesteśmy już po dwóch szybkich numerkach.
– Zabawne – skwitował to krzywym uśmiechem. Lecz tak naprawdę nie potrafił się na nią złościć, nie w takiej chwili. Na dodatek właśnie przyszedł mu do głowy całkiem szalony pomysł. Nierozsądny. Głupi. Ale pojawił się i za nic nie dawał się spławić.
– Bywam zabawna.
– Właśnie widzę.
Położył się na boku, uważnie wpatrując się w jej zarumienioną twarz. Ponieważ niepostrzeżenie starała się zakryć kawałkiem kołdry, pomógł bez słowa, chociaż wolałby patrzeć na jej nagie ciało. W pokoju było dość jasno, od bieli na zewnątrz i od strzelającego ognia na kominku. Dziwne, ale dopiero teraz to zauważył.
– Jesteś cała piegowata – powiedział z zachwytem. – Calutka!
– Niestety.
– Jakie niestety? To cudowne?
– To że jestem piegowatą chudziną?
– Jesteś szczupła, nie chuda – odparł z błyskiem w oku.
– Przed kim uciekacie? – odważyła się zadać pytanie na całkiem inny temat.
– Przed policją – mruknął. – Zwiałem z warunkowego.
– Tylko tyle? A twój brat?
– On po prostu mi towarzyszy.
– Coś tu nie pasuje. Pięć lat to niedużo. A po drodze zostawiliście już dwa trupy. Po co?
– Bo nie zamierzamy wrócić – uciął rozmowę niezamierzenie ostrym tonem. Potem położył się na plecach, z jedną ręką pod głową, drugą nadal przeczesując rude włosy dziewczyny. Nie miał jej za złe, że pytała, ale też i nie zamierzał zdradzać szczegółów. Zresztą po co? Jutro i tak się rozstaną. Nie spodobała mu się ta myśl. Zwłaszcza gdy Monika przytuliła się do jego boku, kładąc głowę na ramieniu. Palcami przesunął po jej nagich plecach, ale wciąż milczał, bojąc się słów, które cisnęły mu się na usta.
– Jestem śpiąca – odezwała się w końcu. – Chyba dziś nie będę musiała liczyć do tysiąca.
Spojrzał w dół, ale oczy miała zamknięte. Lekko się uśmiechała. I była tak cholernie śliczna oraz pociągająca, że po raz kolejny pomyślał, że musi ją ze sobą zabrać. Ich znajomość powinna trwać dłużej niż trzy noce.
– Nie skujesz mnie? – spytała sennie.
– Nie.
– Dlaczego?
– Bo wiem, że nie uciekniesz.
– To dobrze. I masz rację, bo z kolei ja wiem, że nie zrobisz mi krzywdy. I nie pozwolisz, by zrobił to ktoś inny.
Tym razem przemilczał jej słowa. Patrzył jak zasypia, patrzył na delikatną twarz, na kuszące usta i długie, ciemne rzęsy. I na piegi. Gapił się bez skrepowania na te wszystkie szczegóły, czując że tym razem spotkało go coś nieoczekiwanego. Żadna z kobiet, z którymi był nie przypominała tej tutaj, żadna nie wywołała nigdy takiego zamętu w jego głowie. Sięgnął po skraj kołdry i przykrył ją aż po samą szyję. Nie miał ochoty, aby Szymon zobaczył zbyt wiele. Z pewnością usłyszy sporo kpiących słów jutro rano, ale szczerze mówiąc miał to w dupie. Ogień w kominku dogasał, lecz Darek nie zwrócił na to uwagi. Długo patrzył w okno, później na śpiącą Monikę, cały czas zastanawiając się, co ma u licha z tym wszystkim zrobić. Trudno oszukać samego siebie, a prawda była taka, że ta dziewczyna go zauroczyła. A nawet więcej, o wiele więcej.

Po trzeciej nocy.
Obudziła się, kiedy oni siedzieli przy stole jedząc śniadanie. Onieśmielona, owinięta kołdrą, umknęła do łazienki. Kiedy wyszła w pokoju był tylko Szymon, patrzący na nią z lekceważeniem.
– Gdzie jest…
– Wróci. Ale na szybki numerek nie ma już czasu – dodał drwiąco.
Zarumieniła się. Czyżby rozmawiali o tym, co wydarzyło się w nocy? Wątpiła. Po prostu niektóre rzeczy były zbyt oczywiste, a Szymon nie był głupcem. Domyślił się, zwłaszcza że gdy wrócił, spali przytuleni w jednym łóżku. Wypiła kawę, zjadła suchą bułkę, podczas gdy on włączył telewizor i oglądał wiadomości.
– Skończyłaś już? – spytał krótko.
– Tak.
– To ubierz się i idziemy. Darek czeka na nas w aucie. Ty z przodu, ja muszę się zdrzemnąć.
Niedobrze. Skoro nie chciał jej nawet widzieć, to było bardzo źle. Żałował? W milczeniu wsiadła do samochodu, a potem podniosła głowę, napotykając baczne spojrzenie szarych oczu.
– Wyspałaś się?
– Tak. A ty?
– Mnie zdrętwiało ramię – odparł nagle rozbawiony. – Szymon gdzie się jeszcze wybierasz?
– Zostawiłem papierosy na parapecie.
– To idź, ale wracaj szybko na jednej nodze. Już dawno powinniśmy być w drodze.
– To nie ja się upierałem, żeby ruda się wyspała – powiedział rozzłoszczony brat. – Zaraz będę.
Mieli minutę. Może mniej. Bez namysłu pochylił się i pocałował zaskoczoną dziewczynę. Pachniał kawą, miętową gumą do żucia i szaleństwem ubiegłej nocy. Z dreszczem rozkoszy odwzajemniła pocałunek, choć tak naprawdę miałaby ochotę na dużo, dużo więcej.
– To powitanie. I podziękowanie. – Pogładził ją po policzku.
– I pożegnanie – dodała cichym głosem.
– Też.
Nic nie rozumiała. Wydawało się, że mu się podoba, że chciałby czegoś więcej, a jednak świadomie z tego rezygnował. A potem wrócił Szymon i ruszyli. W zasadzie przez kilka następnych godzin panowało między nimi milczenie. Darek prowadził, Monika przyglądała się widokom zza okna, Szymon drzemał, a gdy już się obudził z satysfakcją zaczął opowiadać o swoich ostatnich podbojach. Mniej więcej od połowy Monika zaczęła się czerwienić, usiłując nie słuchać pikantnych opisów, aż w końcu uciszył go Darek. Zresztą dojechali do celu. Wkrótce krążyli po ulicach Genewy, szukając odpowiedniego adresu.

– To tutaj – Szymon wskazał na okazały budynek. – Walizka w bagażniku?
– Tak. Zrób wszystko według planu, a ja będę czekał tam za pół godziny – wskazał na pobocze. – Tylko odwiozę rudzielca.
– Niech ci będzie. – Brat nadal nie wyglądał na zadowolonego z faktu, że puszczali ja żywą. Wysiadł, a Darek ruszył, by po kilku minutach ponownie się zatrzymać.
– Jesteś wolna – powiedział tylko. – Tam jest komisariat policji – wskazał na wysoki, szary budynek.
Spojrzała w tamtym kierunku. Miał rację. Wystarczyło wysiąść, pokonać kilkanaście metrów i łamaną angielszczyzną wytłumaczyć swoją sytuację. Tylko tyle i aż tyle. Zerknęła na Darka. Siedział nieruchomo, wpatrując się przed siebie, z dłońmi na kierownicy. Żadnym gestem nie zdradził czy chciałby żeby została. Zresztą, co to za przyszłość? U boku kryminalisty, pewnie poszukiwanego listem gończym. Musiałaby rzucić studia, zostawić rodzinę i przyjaciół. W zamian dostałby tylko jego. Gdyby chociaż trochę dłużej się znali. Ale nie, to były zaledwie trzy dni, albo raczej trzy noce. Pierwsza, sylwestrowa, spędzona w samochodzie, w podróży. Druga, w hotelu. I trzecia, ta najważniejsza. Gdy się kochali, gdy zaznała bliskości jak nigdy wcześniej. Czy to coś znaczyło? Czy miało jakąś wartość? Położyła dłoń na klamce. Opuściła głowę, czując napływające do oczu łzy. Przecież mówił jej tyle wspaniałych słów, dlaczego teraz milczy? To proste – chce się jej pozbyć. Nacisnęła klamkę, a jednocześnie uniosła głowę.
– Muszę? – spytała żałośnie i niemal wbrew sobie.
Darek drgnął. Właśnie tego się obawiał. Że będzie chciała z nim zostać. A nie powinna. Była młoda, naiwna, nie pasowała ani do niego, ani do jego świata. Trudno było mu się z nią rozstać, ale przez ostatnie godziny dużo o tym rozmyślał i niechętnie dochodził do jednego wniosku. Musi zakończyć tę znajomość zanim na dobre się zacznie. Czasami tylko miał wrażenie, że to i tak za późno. Była słodka, cudowna i w zasadzie o niczym innym nie marzył, jak o tym, aby została. Z wielkim trudem przyszło mu udawanie beztroski czy obojętności.
– To lepsza opcja na życie – uśmiechnął się blado. – Pospiesz się Rudzielcu, brat na mnie czeka.
Łzy spłynęły po bladych, piegowatych policzkach. Otarła je wierzchem dłoni i gwałtownie otworzyła drzwi. Czuła dziwnie nieprzyjemny ucisk w okolicach żołądka, serce waliło jej jak oszalałe, ale zrozumiała, że to koniec ich krótkiej znajomości.
– O wyborze lepszej opcji to ja decyduję! – powiedziała i ze złością rąbnęła drzwiami. Zanim ruszył, zdążyła jeszcze złapać jego pełne kpiny spojrzenie. Potem została sama. To zdumiewające jak bardzo można czuć się samotnym w tłumie całkiem obcych ludzi, w miejscu, którego w ogóle się nie zna. Czarny Land Rover zniknął za zakrętem, a ona wciąż stała łykając łzy i usiłując stłumić narastający ból.
– Powinnam była nie wysiadać – powiedziała sama do siebie. Z drugiej jednak strony zdawała sobie sprawę, że było to nierealne. Rozejrzała się dookoła nieprzytomnym wzrokiem. Najchętniej ruszyłaby biegiem w kierunku, w którym zniknął samochód, nawet jeśli wiedziała, że i tak go nie dogoni. Problem polegał na tym, że nie potrafiła tak po prostu się poddać. Zaznała tyle różnorakich uczuć w przeciągu ostatnich kilku dni, od przerażenia po fascynację, a na samym końcu… Dlaczego znów musiała się zakochać w czarującym draniu, który ją porzucił?
Usiadła na ławeczce stojącej nieopodal, którą pokrywał gruby dywanik śniegu. Z nieba zaczął sypać biały puch, a ona siedziała nieruchomo, zamyślona, pełna bólu i rozczarowania, nie zważając na chłód, na zapadający zmrok. Łzy wciąż płynęły, więc po omacku poszukała w kieszeni chusteczki. Nie znalazła ją ani w prawej, ani w lewej kieszeni. Była jeszcze jedna kieszonka, wewnętrzna. Pomacała ręką, wyczuwając niewielkie zgrubienie. Może nawet cała paczka chusteczek? Z nadzieją włożyła dłoń do środka i zamarła, gdy wyjęła niewielką, białą kopertę. Wciąż zdumiona otworzyła ją, zastanawiając się, skąd u licha się tam wzięła. W środku były pieniądze i kartka, a na niej nabazgrano kilka słów: „jeśli się zdecydujesz to znajdziesz mnie” i tu napisano adres. Poniżej widniał jeszcze numer telefonu i podpis. Darek. No co za drań! Bezczelny, wredny drań! Łaskawca się znalazł. Jak się zdecydujesz, to możesz przyjechać. Aż zabrakło jej słów z oburzenia. Mało brakowało, a podarłaby kartkę na drobniutkie kawałeczki, gdy jej wzrok padł na obcy napis „Police”. No tak… Może niesłusznie się wścieka? W końcu były porywacz wyjawił miejsce swego pobytu własnej zakładniczce, a na dodatek zostawił ją pod komisariatem policji. Zaufał jej, tak jak i ona mu zaufała, nie podejmując żadnej próby ucieczki. Może to nie było zadufanie w sobie, a nieśmiała nadzieja? Nie potrafił inaczej i podjął ryzyko, które mogło okazać się dla niego zgubne? W każdym bądź razie musiała zadzwonić. Teraz! Natychmiast! Zaczepiła pierwszego lepszego przechodnia, którym okazał się być młody chłopak. Bez problemu zrozumiał jej słabą angielszczyznę, podając komórkę i broniąc się przed przyjęciem zapłaty. Podziękowała i drżącą ręką wystukała numer. Dopiero po piątym sygnale ktoś odebrał.
– Nie spodziewałem się, że tak szybko znajdziesz kopertę. – W głosie Darka słyszała rozbawienie.
– Szukałam chusteczki – odparła krótko. – Skąd wiesz, że to ja?
– Ten numer ma tylko mój brat, który właśnie siedzi obok. Zgaduję że wyprosiłaś telefon u przypadkowego przechodnia?
– Słusznie zgadujesz. A teraz zatrzymaj się, zrób zakręt o sto osiemdziesiąt stopni i wróć po mnie – zażądała stanowczo. – Tylko się pospiesz, bo jakbyś nie zauważył, to jest cholernie zimno. I zaczyna się ściemniać.
– Jesteś pewna, że chcesz lecieć ze mną? – Czy jej się zdawało, czy dosłyszała słabo maskowaną radość?
– Po takiej śnieżycy Meksyk to naprawdę niezły pomysł. – I rozłączyła się. Potem usiadła na ławce, chuchając w zziębnięte dłonie i wpatrując się tam, gdzie miał pojawić się za chwilę czarny Land Rover. Z całą stanowczością stwierdziła, że to szaleństwo. Lecz jak cudownie być po prostu szaloną i zakochaną. Naprawdę cudownie.

18 komentarzy:

  1. hejka, dla mnie za krotko bylo, moze troche za naiwnie i za slodko, na poczatku za brutalnie i mrocznie i chyba nie podoba mi sie ze ludzi w centrum poznanai zabijasz, az tak niebezpiecznie nie jest (nie liczac paru przypadkwo w ostatnich trzech latach), i zez duzo szczescia i pomyslnosci z pewnie udana wydana ksiazka w tym roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie sobie pisałam kolejny post, gdy na zewnątrz rozległ się głośny rumor i zapaliła się czujka. Ktoś grasował po ogrodzie, ale potknął się o plastikowe krzesło i narobił hałasu. Komando foki wyskoczyły, przepłaszając niechcianego gościa, który umykał w podskokach, po drodze zgarniając wspólnika. Serio piszę. Tak się dziwnie zbiegło z Twoim komentarzem, że hej! Aż mnie to rozbawiło :-)

      Usuń
    2. Gfzie ty mieszkasz? Na wildzie czy na debcu? Ze cie strasza. W sumie jak sobie pezypomne to u rodzicow tez ostatnio sie kradzieze zdazyly w zeszlym eoju nawet dwa razy ktos im wszedl I cos wyniosl raz nawet z wlamaniem. Z 3 lata temu sasiad tez napad z bronia mial. Nie chce pi sac ze to takie czasy ale gdzies to potem cieniem sie kladzie w glowie I potem sie firme ochroniarska wynajmuje. Dobrze ze nie jest sie samemu jak cos sie zdaza

      Usuń
  2. Świetne opowiadanie na jeden raz. Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej takich cudaków :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana popraw ten fragment "rozczesać potargane oczy," :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się.:) Uwielbiam rude bohaterki. :) Może dlatego, że sama jestem ruda. :D
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. "Babeczkowe" opowiadanie = bardzo dobre opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. "...rozczesać potargane oczy" ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mało! :-( Ale bardzo fajne opowiadanie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobre, dobre, ale zawsze może być lepiej, czyli WIĘCEJ ;) Uwielbiam rude bohaterki, szkoda, że jestem blondynką...
    PS: Bez tchu czekam na kolejne części "Nie umiem stąpać tak cicho" oraz "On".

    OdpowiedzUsuń
  9. Nawet nie wiesz, Babeczko, jak dobrze jest zatracić się w Twoich opowiadaniach, kiedy wcale nie jest do śmiechu. Dziękuję, że dzięki Tobie mogę oderwać się od swojego życia i przynajmniej wyobrażać sobie, że piękna miłość istnieje naprawdę. Nigdy nie przestawaj pisać! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Inspiracją po części historia Ewy T.? ;) świetne opowiadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. hej. ja mam tylko jedną uwagę. W opowiadaniu jest sugestia że Monika jest dziewicą. Po pierwszej "akcji" fakt ten odbił sie bez echa. Jakos mi brakowało nawiązania do tego. Cała reszta super... czekam na resztę opowiadań z WIELKA niecierpliwoscią. przepięciom mówimy NIE!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszystkiego dobrego w 2016 i oczywiście spełnienia tych planów z początku posta :)

    OdpowiedzUsuń
  13. No Babeczko.. Powiem Ci, że "miazga" :D Dawno się tak nie podjarałam! A opowiadanie aż się prosi o dalszą część! Nie wiemy za co siedział Darek :( Poczytałabym jeszcze o ich losach, może Dominik po jej zaginięciu zacząłby się nią interesować, Monika miałaby dylematy, jednak przez swoje pożadanie zostałaby przy mega seksownym Dareczku, mmm Babeczko ja Cię proszę! Haha no, w lutym mam urodziny, więc może spełnisz moje marzenie o dalszej części . Pozdrawiam gorąco i.. lecę do męża! Hihi buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  14. ahhh... uwielbiam takie opowiadania.
    zły zbir, przemoc.. siła faceta.. ona taka bezbronna..
    może dalszą część ? :( błagam...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana Babeczko jak wydasz książkę to będę stać jako jedna z pierwszych w kolejce po egzemplarz :) Uwielbiam Twój styl pisania - do niedawna miałam dość kiepskie zdanie o polskich autorach książek - zazwyczaj nie wciągały mnie na tyle bym czytała z wypiekami na twarzy - wiem, że na książce Twojego autorstwa nie zawiodę się :) Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń