piątek, 9 października 2015

Spadek (IX)

Ja pierdolę! (za przeproszeniem, ale to słowo najlepiej oddaje moje rozgoryczenie). Miało być tak pięknie. Starsze dziecko w szkole, mąż w pracy, młodsze smacznie śpiące w wózku, a ja miałabym czas na pisanie. Wena jest, pomysłów wiele, palce aż świerzbią, jest tylko jeden problem... Mały w nocy śpi, za to w dzień ucina sobie drzemki po pięć, dziesięć minut. Wypisz, wymaluj, jak starsza siostrzyczka. I do kurwy nędzy oddechu nie mogę przez to złapać, bo jak tylko się obudzi, to mu się na konwersacje zbiera. Grrrr... 
Co zrobić? Przetrwać ;-) 

link do części VIII - klik

            Spadek (IX)
Ktoś objął mnie od tyłu. Zanim zdążyłam zaprotestować, poczułam dobrze mi znany zapach, moje serce wywinęło koziołka, a kolana całkiem zmiękły.
– Co tu robisz? – słabym głosem zadałam pytanie pochylającemu się nade mną mężczyźnie.
– Zmieniłem zdanie.
Nie dociekałam dlaczego. Ta wiedza do niczego nie była mi potrzeba. Za to nadarzyła się okazja, by utonąć w jego ramionach i dać się ponieść pragnieniom.
– Zatańczysz?
– Nie tańczę.
– To zrób wyjątek – wyszeptałam wprost do jego ucha, jednocześnie delikatnie dotykając słabo wyczuwalnej wypukłości pomiędzy nogami. Potem powtórzyłam ten gest, tym razem bardziej stanowczo. Stał za moimi plecami, a ja pieściłam jego męskość, posławszy do diabła skromność i zdrowy rozsądek.
– Nie na taniec masz ochotę – mruknął, nie pozostając mi dłużny. Bez najmniejszego skrępowania zacisnął dłonie na moich piersiach, ugniatając je w powolny, zmysłowy sposób.
– Najpierw na taniec.
Skąd u mnie do licha taka odwaga? Na dodatek w miejscu publicznym, pełnym ludzi, co z tego, że nieznanych? Kątem oka zauważyłam jak Sebastian się uśmiechnął. Potem objął mnie w pasie, pociągając na parkiet. Odwróciłam się, zarzucając mu ramiona na szyję. W wysokich obcasach byłam tylko o pół głowy niższa od niego. Podniosłam wzrok, prowokująco patrząc mu w oczy.
– Wokół nas nieletnia młodzież, więc trzymaj ręce przy sobie – zażartowałam.
– Ja? A kto zaczął?
– Tylko sprawdzałam.
– Sprawdzałaś – wymruczał. – Wiesz że uroczo kłamiesz?
– Można uroczo kłamać? Sądziłam, że jedynie wiarygodnie?
– Nie robisz tego wiarygodnie, a uroczo – obejmował mnie w pasie, przytulony, pochylony, muskając ustami rozgrzaną skórę. Rytm muzyki zmienił się, ale my wciąż kołysaliśmy się powoli, w niemal hipnotycznym tempie. Było cudownie, ale pragnęłam więcej, znacznie więcej. Dotarłam do takiego punktu, gdzie liczyły się już tylko te pragnienia, a zdrowy rozsądek posłałam do diabła. Ja, taka skromna, taka pragmatyczna, zawsze z takim przekonaniem wyznająca, że aby uprawiać seks, trzeba być zakochanym. Pewnie spory udział miały w tym te dwa piwa, które wypiłam, ale nie mogły być usprawiedliwieniem. Wczoraj nie piłam, a też byłam gotowa rzucić się bez skrępowania w jego ramiona.
– Chodźmy stąd – powiedział, podnosząc mnie w górę. Nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się nad jeziorem. Pełno ich tutaj, nie trudno na jakieś trafić, pomyślałam z rozbawieniem. Potem bardzo delikatnie chwyciłam zębami skrawek jego skóry. Ze świstem wciągnął powietrze, ale nie zatrzymał się. W przeciwieństwie do mnie, lepiej znał okolicę. Albo lepiej nad sobą panował? To drugie nie bardzo mi się spodobało i od razu zapragnęłam coś z tym zrobić. Jedną dłoń wsadziłam w rozcięcie koszuli, jakby od niechcenia bawiąc się włosami na jego torsie. Ustami dotknęłam chłodnego policzka, zakreśliłam chaotyczny wzór czubkiem języka. Potem pocałowałam. Z żarem, który jak pożar opanował moje ciało, z doskonale wyczuwalnym pożądaniem, którego nie musiałam i nie chciałam już dłużej ukrywać.
– Zaraz księżniczko, daj mi jeszcze minutkę – odezwał się rozbawiony. Odpowiedziałam kolejnym pocałunkiem, któremu tym razem nie potrafił się oprzeć. Postawił mnie na ziemi, przyciskając całym ciężarem ciała do stojącego w pobliżu drzewa. Dłonie wsunął pod pośladki, ugniatając je z taką siłą, że jęknęłam protestująco. Zdusił ten jęk pocałunkiem pełnym ognia, a mnie zakręciło się w głowie. Palce wbiłam w jego ramiona, biodra wysunęłam do przodu, ale wtedy Sebastian przerwał i cicho się roześmiał.
– Nie, nie tak księżniczko. Zaczniemy od czegoś innego.
Pchnął mnie w dół, zmuszając bym uklękła. Trawa była mokra po dzisiejszej ulewie, ale mnie to nie przeszkadzało. Ciemność nocy rozświetlał księżyc w pełni, więc dostrzegałam więcej niż zarys jego sylwetki. Najpierw rozpiął spodnie. Potem pochylił się, ujmując moją twarz w obie dłonie. W jego oczach ukazała się satysfakcja. Nie musiałam pytać, wiedziałam, że nie tylko ja czekałam na ten moment. Ta początkowa niechęć, później niezdrowe zainteresowanie, zdarzenie w przedsionku…
– Weź go do buzi – rozkazał ochrypłym szeptem.
W poprzednich związkach, każdy z byłych partnerów musiał bardzo długo przekonywać mnie do tej zabawy. Teraz bez najmniejszego wahania objęłam sztywnego już członka ustami, dłonie położyłam na muskularnych udach i zaczęłam poruszać głową. Delektowałam się tym, przymykając oczy, smakowałam go niczym najlepsze wino. Jego twardość, zapach, doprowadzały mnie do prawdziwego szału, podniecały w nieokreślony, trudny do opisania sposób. Sebastian położył rękę na mojej głowie, palce wplótł we włosy, kontrolując tempo. Słyszałam jego głośny oddech, a gdy podniosłam wzrok ku górze, zauważyłam błyszczące z podniecenia oczy, półotwarte usta. Czubkiem języka zatoczyłam kółeczko wokół zsuniętego napletka, potem w dół, aż po same jądra. Na więcej mi nie pozwolił, brutalnie ujmując za ramię i podnosząc. Za to teraz on zajął pozycję klęczącą. Zarzucił sobie moją nogę na ramię i odchyliwszy skrawek majtek, wtulił twarz pomiędzy uda. A kiedy dotarł do tego najwrażliwszego miejsca, cicho krzyknęłam. Jego język dotykał, napierając lub zaledwie muskając, czasami gwałtownie wgryzał się, czasami czułam jedynie gorący oddech. Moje jęki i prośby o więcej wyraźnie sprawiały mu przyjemność, dodatkowo podniecając, bo choć wcale nie zamierzał szybko kończyć, tym razem to on przestał nad sobą całkowicie panować. Znalazłam się w uścisku muskularnych ramion, uwięziona, bezwolna, pogrążona w całkiem nowych doznaniach. A kiedy wbił się w moje wilgotne wnętrze, pocałunkiem przechwytując okrzyk ekstazy, pragnęłam wyłącznie spełnienia. Wcale nie był delikatny, o nie! Jakby odczytując najbardziej mroczne marzenia, brutalnie pieścił moje ciało, podsycał pożądanie ustami, uderzał bezlitośnie, do samego końca. I po raz pierwszy w życiu przekonałam się, że ból splatający się z rozkoszą, potrafi zaprowadzić do miejsca, o którym nawet nie śniłam. Gdyby nie dłoń Sebastiana krzyczałabym bez jakiegokolwiek zahamowania. Zdusił mój głos, z satysfakcją obserwując orgazm, wstrząsający ciałem. Na kilka sekund się zatrzymał, a kiedy ja drżałam, wciąż zamroczona tym, czego doznawałam, nagle bardzo czule mnie pocałował. To było tak nieoczekiwane, tak zdumiewające i tak niepodobne do tego silnego, oschłego i pełnego drwiny mężczyzny, że zamarłam w bezruchu, wlepiając w niego zdziwione spojrzenie. Lecz właśnie wtedy on upomniał się o swoje. Bez słowa, z cichym pomrukiem, wysunął się z mego wnętrza, potem gwałtownie mnie  odwróciwszy, przycisnął ponownie do szorstkiego pnia. Nie protestowałam, tylko oparłszy głowę na jego piersi, przymknęłam oczy, pozwalając dotrzeć mu tam, gdzie i ja byłam przed chwilą. Nie trwało to długo. Zaledwie parę ruchów i poczułam na moich pośladkach ciepły strumień spermy. Chociaż prawdę powiedziawszy, nie miałabym nic przeciwko temu, aby skończył w moim wnętrzu. To było nierozsądne i głupie, bo w żaden sposób się nie zabezpieczałam, ale naprawdę miałam na to ochotę.
Sebastian oparł spocone czoło o mój policzek. Ciężko dyszał, a ja po raz pierwszy poczułam, że wieczór wcale nie jest taki ciepły. Teraz to chłodny wiatr pieścił moje ramiona, chłodził rozgrzaną skórę. Przeciągnęłam się niczym kotka, a potem napotkałam spojrzenie Sebastiana.
– Masz ochotę na więcej? – spytał ochrypłym szeptem. Opuszkiem palca powiódł wzdłuż linii podbródka, figlarnie musnął czubek nosa, subtelnie dotknął nabrzmiałych ust. Nie musiał dodawać, że on z pewnością ma. To wywołało dreszcz szczęścia, bo nigdy wcześniej nie miałam takiego wpływu na żadnego mężczyznę. Poczułam się wyjątkowo seksowna, ponętna i piękna. To, co widziałam w jego wzroku, było najcudowniejszym komplementem, jakim zostałam kiedykolwiek obdarzona. Pożądać bez granic i być pożądanym… I wtedy patrząc prowokująco w oczy Sebastiana, oblizałam czubek jego palca, bez skrępowania wkładając go sobie głęboko do gardła. Miał lekko słonawy smak i zapach moich soków.
– Oszaleć można przy tobie – mruknął. Zachłannie mnie pocałował, w potem objął w pasie, pociągając za sobą. – Chodź, pojedziemy tam, gdzie nikt nie będzie słyszał twoich krzyków.
Rozbawił mnie tym. Oczywiście domyśliłam się, że wracamy do domu. Seks na łonie przyrody był ekscytujący, ale co tu dużo ukrywać, na dłuższą metę niewygodny. Zajęłam miejsce pasażera, kompletnie zapominając, że przecież nie przyjechałam tu sama, a pozostawione w pubie towarzystwo mogło mnie szukać. Sebastian prowadził jak szaleniec, co chwila zerkając w moją stronę. Widziałam z jaką siłą zacisnął zęby. Przysięgam, że gdyby do celu byłby choć kilometr dalej, zatrzymałby się pośrodku drogi i tam się ze mną kochał.
– Trzeba przyznać, że nigdy nie przebyłam tego odcinka w tak krótkim czasie – odezwałam się z lekką kpiną, kiedy gwałtownie zahamował na podwórku.
– Trzeba przyznać, że nigdy nie byłem tak cholernie napalony – mruknął, pociągając mnie za sobą i już w korytarzu usiłując rozebrać.
– Ech… – westchnęłam.
– Wiem że wolałabyś słuchać komplementów jak to od pierwszego spotkania zauroczyły mnie twoje oczy i zmysłowy uśmiech, ale nie tym razem. – Bez problemu podniósł mnie w górę i zaniósł do sypialni na piętrze. Chciałam jeszcze spytać czy mówił prawdę o tym pierwszym spotkaniu, ale zachłannie pocałunki nie dały mi najmniejszej szansy na wypowiedzenie żadnych słów. Rzucił mnie na łóżko, by w pospiechu pozbyć się odzieży. Moja sukienka leżała pewnie gdzieś w okolicach podnóża schodów, a bielizna kilka stopni wyżej. Uniosłam się w górę podpierając ramionami i zachłannie go obserwując. Gdy zsunął spodnie wraz z bielizną, zachłysnęłam się z zachwytu. Płaski, jędrny brzuch, ciemny pasek włosów schodzący w dół, muskularne uda, a nade wszystko twardy, sterczący członek, wcale nie małych rozmiarów. To pewnie stąd ta odrobina bólu, pomyślałam mgliście, mimowolnie się oblizując. Sebastian rzucił za siebie ostatnią sztukę odzieży, a potem z cichym pomrukiem chwycił mnie, brutalnie odwracając w ten sposób, że leżałam teraz na brzuchu, z nosem w miękkich pościelach. Później stanowczym ruchem uniósł moje biodra i wbił się z taką siłą, że wrzasnęłam, bynajmniej nie z rozkoszy.
– Co robisz wariacie? – jęknęłam, usiłując odwrócić głowę i złapać jego spojrzenie.
– To na co oboje mamy ochotę. – Zakręcił biodrami wygodnie rozpychając się w mokrym już wnętrzu.
– A gra wstępna?
– Gra wstępna? – Pochylił się, łapiąc zębami za kawałek mojej skóry na karku. Zaczął się poruszać, a każde uderzenie było silniejsze od poprzedniego. W dodatku jakby chciał pokazać, kto tym razem rządzi, jedną rękę zacisnął na moim brzuchu, drugą zebrał włosy i pociągnął je ku sobie z taką siłą, że ze stęknięciem odchyliłam głowę do tyłu. Już nie protestowałam, czując że ponownie nadchodzi to cudowne przeżycie. Jednak nie zdążyłam zasmakować orgazmu. Sebastian cicho krzyknął, gwałtownie wysuwając się z mego wnętrza i przez moment słychać było tylko nasze głośne oddechy.
– A ja? – zgłosiłam uzasadnione pretensje, kiedy zmęczony przeturlał się na bok. Leżał teraz obok mnie, a jego pierś unosiła się w niespokojnym rytmie. Kiedy zauważył mój pełen pretensji wzrok, zaczął się śmiać.
– To wcale nie było zabawne – obraziłam się, odtrącając jego ramię.
– A gdybym obiecał, że ci to wynagrodzę?
– Dzisiaj?
– Tak – położył się na boku, patrząc nieco kpiąco w moje oczy.
– Nie dasz rady.
– Dam. Przy tobie dałbym radę jeszcze i z trzy razy. – Tym razem nie odtrąciłam ręki, która nadspodziewanie delikatnie pieściła mój policzek. – Miałem przeczucie księżniczko, że mnie wykończysz. I jak ja jutro będę pracował?
– Dostaniesz wolne – odwzajemniłam pełen ognia pocałunek. Zdumiewające jak jego dłonie potrafiły być jednocześnie brutalne i pełne delikatności. Że czasami zerkał na mnie kpiąco, jakby to wszystko było dla niego niezłą zabawą, a czasami z taką czułością, że zbierało mi się na płacz. I tak cudownie czułam się w jego objęciach, przytulona do nagiego, spoconego ciała, wsłuchana w przyspieszone bicie serca. W takiej chwili nawet seks nie miał takiego znaczenia. Pozostać tak na…
– Zjemy coś?
– Uhm – potwierdziłam skinieniem głowy. – Choć raczej bym się czegoś napiła.
– Piwa?
– Wody. – Zerknęłam jak wstaje, po krótkim wahaniu sięgając po spodnie. Trzeba było przyznać, że było co podziwiać. Te szerokie ramiona pokryte tatuażami, wąskie biodra, skóra zbrązowiała od słońca. Silne dłonie. Dzisiejszej nocy wszystko moje. Westchnęłam, po czym napotkałam rozbawione spojrzenie ciemnych oczu.
– Idę zapalić i przyniosę coś do picia. Zostań i przygotuj się na więcej – pochylił się, a ścisnąwszy mój podbródek delikatnie mnie pocałował. Nawet kiedy wyszedł, trwałam w bezruchu, przesuwając palcami po nabrzmiałych wargach. Zadumana, wcale nie zwracając uwagi na własną nagość. Dziwny facet. Mimo wszystko ciężko było odgadnąć o czym myśli. Tak naprawdę nic o nim nie wiedziałam, wcale go nie znałam. Owszem, prace remontowe trwały już ponad miesiąc, spotykaliśmy się codziennie i nawet nie zauważyłam momentu, gdy początkowa niechęć zamieniła się w fascynację, gdy pojawiło się pożądanie. 

link do części X - klik

20 komentarzy:

  1. Jejciu przeczytałam na jednym wdechu, jak zwykle ciagle mi mało😆

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. znaczy się BARDZO dobrze :)
      pozdrawiam C.

      Usuń
  3. Cześć, czytam Twoje archiwalne opowiadania z zapartym tchem. Bardzo mi sie podobają. Cieszę się, że nadal znajdujesz czas na bloga bo na pewno nie jest Ci łatwo. Trzymam kciuki i pozdrawiam, Inez

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam
    Od dwóch miesięcy siedze i czytam i czytam,i nie mogę przestać. Uwielbiam Pani zajefajne opowiadania, bo przypomina mi się wtedy moja historia, krótka jak te opowiadania ale tak samo piękna i zapadająca w pamięć:-) dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W niejednym kawałku są i moje historie :D

      Usuń
    2. No to ciekawe historie miałaś, Babeczko ;>

      Usuń
  5. Super kawałek i jak zwykle mam apetyt na więcej, ale oczekiwanie na "Spadek" dało mi możliwość do przypomnienia sobie kilku Twoich opowiadań w tym mojej ukochanej "Historii Pewnego Nieporozumienia" i coś czuję, że Sebastiana pokocham tak bardzo jak Gabriela :) Pozdrawiam, życzę zdrowia dla całej rodziny bo to przecież najważniejsze no i czekam na kolejny fragmencik, choćby najkrótszy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja dziękuję Bogu ze kiedyś nie przeczytałam wszystkich Twoich opowiadań Babeczko bo teraz gdy noce są długie i samotne to czytam te archiwalne i jednocześnie czekam na dalszy ciąg Spadku :-) a za tą częścią to wchodzilam kilka razy dziennie i wciąż mi mało mało mało... Ale cóż będę wchodzić przez kolejne dnie i wyczekiwac na Twoją obecność :-) pozdrawiam i buziaki dla Twych Malenstw :-) Karola :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam po kilka razy czytam te archiwalne i jeszcze mi się nie znudziły^^

      Usuń
  7. Dawaj następną część!

    OdpowiedzUsuń
  8. Na to czekałam...aż w końcu się "zejdą" chociaż i tak łatwo poszło( takie mam wrażenie) zapewne to dopiero początek:P
    Dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie! Następna! ; )

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam Cię od ponad roku... Albo i dłużej... Nie pamiętam od kiedy. Kocham wszystkie Twoje opowiadania.Wszystko poczytane, na spadek trzeba czekać.. Myślę że gdyby wszyscy a chociażby tylko część Twoich czytelników była Twoimi sąsiadami to na zmianę zajmowalibysmy się Maluszkiem dając Ci warunki do dalszego przelewania Twojej twórczości w sieć. Ja niestety jestem na Śląsku. :-( Nie pomogę więc ani Tobie ani sobie (zwłaszcza) więc wpadłam na pomysł przeczytania wszystkiego od nowa. P.S. Już wiem od kiedy tu zaglądam... Od którejś części Historii pewnego nieporozumienia na którą czekając przeplatałam jej kolejne fragmenty Dżinem. Teraz poczekam w ten sposób na dalszy rozwój Spadku. W końcu Sagę o ludziach lodu...też czytałam dwa razy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też miałam tak przy drugim dziecięciu. Pierwsze spało urywanym snem w nocy, a w ciągu dnia dawało mi dwie godziny luzu, gdy zapadało w kamienną drzemkę. Drugi syn przesypiał całą noc i ani minuty w ciągu dnia.
    Powiem Ci, że wolę drugą opcję. Przy nim się wysypiałam :D
    Nie da się wszystkich srok za ogony trzymać, bo Ci tę rękę wyrwą wraz z ramieniem. Blog ciśnie do pisania, a obowiązków życiowych nie przeskoczysz.
    Nie denerwuj się tak, bo niestety dzieci to wyczuwają i robią się nerwowe, a co za tym idzie - dają w kość mamusi :D
    Sprawy, które mają być, będą.
    Spokojne :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurczę, uwielbiam Twoje opowiadania! Eh, czasem tak jest że jak ma się wenę to czasu brak, a jak czas sie znajdzie to nagle te wszystkie pomysły gdzieś umykają...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow! Przeswietny rozdzial! Pewnie nie powinnam byla czytac go w pracy... ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.