sobota, 5 września 2015

Spadek VII

Jestem trochę zła sama na siebie, bo gdybym nie uparła się tak głupio, że następnym postem będzie zakończenie złośnicy, to nie byłoby tak długiej przerwy. Dziś skapitulowałam, po tym jak po raz kolejny odpaliłam stacjonarny i przypomniałam sobie o tym po kilku godzinach. Zastanawia mnie, jak sobie radzą kobiety, które mają z piątkę pociech? Chylę czoła, bo ja z dwójką logistycznie nie wyrabiam... Nie wspominając o tym, że dobijają mnie finanse. I tu się Wam poskarżę. Z dość prostego powodu - urodziłam 12 czerwca i nadal czekam na pierwszy zasiłek macierzyński. Jestem przy tym pełna goryczy, bo za chwilę mijają trzy miesiące. Ustawowo ZUS ma 30 dni. I co z tego? Polecę z pyskiem, pełna pretensji, to naślą mi kontrolę i wszystko opóźni się jeszcze bardziej. Jak ja kurwa nie cierpię tej złodziejskiej, porąbanej instytucji!!! W ciąży na zwolnieniu byłam niecałe dwa miesiące, a oni mi napisali, że mam roszczenia chorobowe. Ta troska państwa o przyrost naturalny poraża. Wspomnę tylko, że jak w 2007 szłam na macierzyńskie, to problemów z płatnościami żadnych nie było. Szkoda gadać... 

Dobra, uszło ze mnie trochę pary :-) No i wpadłam przed chwilą na świetny pomysł nowego opowiadania, którego na razie nie sprzedam. To właśnie sprawiło, że zamiast zaryć nosem w poduszkę, siedzę ziewając i pisząc. A przy okazji dałam w końcu nowy kawałek. Trochę mnie niepokoi w jaki kierunku zmierzają bohaterowie, ale kiedyś już wspominałam, że nie do końca nad tym panuję. Robią co chcą, a kiedy próbuję naprowadzić ich na inne tory, zamierają w bezruchu, a ja mogę ogłosić koniec pisania. Znaczy się, natchnienie zdechło ;-)

Link do części VI - klik

            Spadek VII
Trochę mnie rozśmieszyło to, że podczas gdy tydzień temu za wszelką cenę starałam się unikać towarzystwa Sebastiana, zwłaszcza sam na sam, to teraz wyczekuję tego z niecierpliwością. Co prawda nadal czułam chaos, nie mogłam sprecyzować własnych myśli, ale humor, nie wiedzieć dlaczego, miałam znakomity. I nie pamiętam, kiedy ostatnio spędziłam przed lustrem tyle czasu…
Wymarzona okazja trafiła się popołudniu, kiedy Kuba i Konrad pojechali po brakujące materiały, Adam oraz Mateusz po obiad, a Sebastian został na włościach. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Nerwowo przygładziłam włosy, zerknęłam w lustro i z duszą na ramieniu udałam się na poszukiwania przyczyny zamieszania w mej duszy.
Długo nie musiałam szukać. „Przyczyna” siedziała sobie w cieniu pod rozłożystą koroną lipy, rozwalona w zdezelowanym fotelu, z nogami na stole, pochrapując jednostajnie. Na dodatek, jeśliby nie liczyć postrzępionych dżinsów, była całkiem naga.
Stanęłam tuż obok i znacząco chrząknęłam. Nie zareagował.  Trochę dziwnie było tak gapić się na śpiącego Sebastiana, zwłaszcza w obliczu wczorajszych wydarzeń. Chrząknęłam głośniej, a gdy i to nie odniosło skutku, postanowiłam się odezwać.
– Dzień dobry – powiedziałam i natychmiast się zakłopotałam. Banalne powitanie, banalne słowa. Ale skuteczne, bo otworzył oczy i wpatrywał się teraz we mnie badawczo, wcale nie wyglądając na zaspanego. Najgorsze było jednak to, że we mnie budziła się powoli pokusa, aby sprowokować go do powtórki z naszego ostatniego spotkania. Ciekawe czy byłoby to trudne?
– Przyszłam po swoją garderobę. To po pierwsze.
Uśmiechnął się kpiąco, a potem znacząco poklepał po prawej kieszeni. Nie cierpiałam tego asymetrycznego, pełnego drwiny uśmieszku. Nie cierpiałam, choć jednocześnie mnie fascynował.
– A po drugie, to co wczoraj się wydarzyło, to czysty przypadek.
Wzruszył ramionami jakby w ogóle się tym nie przejmując. Sięgnął po papierosy i nie patrząc na mnie, zapalił jednego. Potem pochylił się i podniósł z ziemi na wpół opróżnioną butelkę z piwem.
– Co się stało, że pozbyłeś się krasnoludzkiej brody? – wypaliłam bez zastanowienia. Zaciągnął się dymem, jednocześnie unosząc brwi w wyrazie zdziwienia. Czy on w końcu coś powie? Cokolwiek, niech tylko do diabła się odezwie!
– Oddawaj moje majtki! – syknęłam nieoczekiwanie rozzłoszczona, podchodząc bliżej i wyciągając rękę. – W tej chwili!
Ze spokojem wypuścił kłąb dymu.
– Bo co? – Głos miał głęboki i schrypnięty. Ale w końcu odezwał się, a ze mnie uszło odrobinę pary.
– Bo kupiłam je w komplecie ze stanikiem.
– Jeśli masz go na sobie, to pokaż. Wtedy oddam.
Zarumieniłam się. Akurat miałam, ale nie przyszłam tu, aby odstawiać prywatny striptiz. Dodatkowo irytowały mnie własne myśli, bo jak żywa stanęła przed oczyma scena, gdy powoli się rozbieram, a on siedzi w bezruchu, obserwując to, z dłonią na… Nie potrzebowałam lustra, aby wiedzieć, że zrobiłam się czerwona.
– Masz oddać, to co zabrałeś, a przede wszystkim więcej się do mnie nie zbliżać, bo w przeciwnym wypadku poproszę Kubę aby cię zwolnił.
– Sadzisz że cię posłucha? Bo?
Ostatnie słowo wypowiedział niemal ze śmiechem. Dlaczego on tak lekko traktował wczorajszy pocałunek, a ja jedynie pragnęłam sprowokować go do powtórki? Czy dla niego to tylko zabawa? Może najzwyklejszy przypadek? Nie, w to ostatnie nie uwierzę. Nie przez przypadek myszkował w moich rzeczach, gdy byłam nieobecna. To coś jeszcze, coś więcej. Oblizałam zaschnięte usta, łapiąc jego spojrzenie. Tym razem nie było obojętne ani drwiące. O nie! Nie po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że pakuję się w kłopoty. To nie jest ktoś, komu mogę dać po łapach, gdy sytuacja mnie przerośnie.
– Dlaczego obciąłeś włosy i zgoliłeś brodę? – Nie wiem dlaczego akurat kwestia jego nadmiernego owłosienia była dla mnie tak ważna. Może pragnęłam usłyszeć, że to z mojego powodu?
– Zrobiło się za gorąco – mruknął. – Pewnie chciałaś usłyszeć coś innego? – dodał złośliwie jakby czytając w moich myślach.
– Tak, pewnie – prychnęłam. – Zjawiłam się tu, aby domagać się adoracji nieokrzesanego idioty.
– Z tym idiotą to przesadziłaś – odparł ze spokojem, wstając. Doszłam do wniosku, że właśnie nadszedł moment, by ewakuować się ucieczką, ale zanim zdążyłam przekuć myśli w czyny, powoli objął mnie, przyciągając ku sobie. Pochylił się, opierając swoje czoło o moje i przygryzając dolną wargę. Wyraźnie było widać na co ma ochotę, a ja beształam się w duchu za brak protestu. Przeciwnie, moje serce biło jak oszalałe, kolana zmiękły, a w głowie zawirowało na wspomnienie smaku jego ust, żaru ciała. Ładnie wyglądało to moje wczorajsze postanowienie, by trzymać się z daleka, nie ma co!
– Grzecznie poproś – wyszeptał, wodząc wargami po moim rozognionym policzku. Nie spytałam głupio o co, ten etap mieliśmy już za sobą.
– Tylko o zwrot moich majtek – odszepnęłam, przymykając oczy i delikatnie wodząc dłońmi po jego nagim ciele.
– Jesteś pewna? – Usta Sebastiana zawisły nad moimi, dzieliły nas teraz zaledwie milimetry. Czułam gorąco jego oddechu, zapach papierosów, cierpki piwa i cień miętowej gumy do żucia.
– Tak. I bywam uparta.
– Nawet teraz? – Silne dłonie wślizgnęły się pod cienki materiał sukienki, powędrowały ku górze, docierając do pośladków i zatrzymały się. Przycisnął mnie do swego ciała w bardzo jednoznaczny sposób, nadal błądząc wargami po mojej twarzy. Tym razem jednak postanowiłam mściwie, że to nie ja skapituluję.
– Zwłaszcza teraz – odpowiedziałam, zerkając na niego spod półprzymkniętych powiek. Paznokciami wyżłobiłam czerwone ślady na muskularnych ramionach, biodra wysunęłam do przodu, ocierając się o jego uda.
– Ja również bywam uparty.
– Jak bardzo?
– Bardziej niż przypuszczasz – wymruczał, a potem czubkiem języka zaczął pieścić moją szyję. Odchyliłam głowę do tyłu, rozkoszując się tym, co za chwilę zrobię. I nagle gwałtownie go odepchnęłam.
– Trudno – wzruszyłam ramionami, odwracając się na pięcie. – W takim razie wracam do pracy.
Nie uszłam nawet dwóch kroków. Brutalnie chwycił moje ramię, obracając mnie prawie w miejscu i pocałował. Zmiażdżył usta bez jakiejkolwiek delikatności, nie prosząc, a żądając i biorąc. A ja słusznie odgadłam, że tak jak wczoraj, tak i dziś nie zaprotestuję. Zniknęła gdzieś moja dawna nieśmiałość, jak mgła rozwiały się wszelkie obawy. Pożądałam i byłam pożądana, a ta myśl sprawiła, że znalazłam się prawie na granicy szaleństwa. Oddałam pocałunek z niemniejszą siłą, tuliłam się do jego ciała, chaotycznie gładząc dłońmi spoconą skórę. I pragnęłam jeszcze więcej, jeszcze mocniej. Pragnęłam spełnienia, pragnęłam poczuć go w moim wnętrzu, pragnęłam… Egoistyczne, cudowne uczucie! Sebastian na chwilę przerwał i ścisnąwszy mój podbródek, zmusił mnie bym spojrzała mu w oczy.
– A mój kuzyn? – spytał schrypniętym z emocji głosem. – Chociaż… Może się podzielimy. Co w rodzinie to nie zginie.
To nie było pytanie, ale stwierdzenie. Z wściekłością go odepchnęłam. Stałam naprzeciwko, usiłując wyrównać oddech, targana emocjami jakich nigdy wcześniej nie zaznałam. Gniew mieszał się z pożądaniem, rozczarowanie z podnieceniem. Jak on śmiał!
– Gnojek! – wysyczałam. Byłam gotowa wydrapać mu oczy, choć jeszcze przed chwilą pragnęłam czegoś zupełnie innego. Nie poznawałam samej siebie. Zawsze umiałam nad sobą zapanować. Co się zmieniło od wczorajszego wieczoru?
– Chyba wrócił. Może go spytamy? – Sebastian wyglądał na rozbawionego. Był podniecony, na co jednoznacznie wskazywała wypukłość pomiędzy jego nogami, ale i przy tym dobrze się bawił.
– Gnojek! – powtórzyłam, choć tym razem w moim głosie więcej było goryczy niż złości. Nie zatrzymał mnie po raz kolejny, a ja biegłam tak długo, na ile starczyło mi tchu. Zatrzymałam się dopiero nad pobliskim jeziorem. Usiadłam na ściętym pniu, otulając się ramionami. Potem przyłożyłam dłonie do rozognionych policzków. Co mnie u diabła opętało? Sprowokowałam go. Nie protestowałam. Gorzej, byłam zdolna sama się na niego rzucić. Zaczęłam się śmiać. Chichotałam nieco histerycznie bez opamiętania, a na samym końcu się rozpłakałam. Niedobrze, myślałam, ocierając łzy wierzchem dłoni. Najwyższy czas znaleźć sobie porządnego faceta, takiego jak na przykład Kuba. Dziwne, bo tym razem wspominałam go bez uprzedniej fascynacji, raczej z niechęcią. Ciekawe czy chociaż się domyślał się… Puknęłam się w czoło. Kuba z pewnością nie należał do tych porządnych. Na swój sposób znajomość z nim była dla mnie równie niebezpieczna, co z jego kuzynem. To również był typ faceta, co zdobywa i porzuca. Musiałabym się bardzo postarać, by zatrzymać takiego przy sobie. Zaślepiona okazywanym mi podziwem, wyposzczona na gruncie randkowym, od samego początku nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Za bardzo zapatrzyłam się w jego błękitne oczy, stwierdziłam z ironią. Od dziś trzymam się od nich obu z daleka, a jeśli już będę chciała seksu, to lepiej wybrać Sebastiana. Z nim nie potrafiłam wiązać żadnych planów na przyszłość. Westchnęłam, wstając. Czas najwyższy umówić się na prawdziwą randkę. Chyba nawet zgodzę się na kandydata, którego wyszukała dla mnie moja przyjaciółka. Przyda się odrobina normalności.
Nie zauważyłam nawet, kiedy znalazłam się na własnym podwórzu. Wszyscy już wrócili, na co wskazywał panujący w kuchni gwar. Mogłam uciec na górę, tchórząc. W zamian za to uśmiechnęłam się pogodnie, zsunęłam ramiączko sukienki na ramię i przejrzałam się w lustrze wiszącym w przedpokoju. Pierwsze co rzuciło się w oczy, to nabrzmiałe wargi i rozszerzone emocjami źrenice. Posłałam sama sobie całusa i dziarsko wkroczyłam do kuchni. I choć Sebastian nie odezwał się ani słowem, to w jego wzroku zauważałam teraz znacznie więcej. A kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, a on poklepał się znacząco po prawej kieszeni, wybuchłam nieoczekiwanie śmiechem. W końcu jakoś musiałam dać ujście rozpierającemu mnie szczęściu.
***
Przeciągnęłam się leniwie, zrzucając z łóżka kołdrę. Potem przeturlałam na brzuch i zastygłam, pogrążając się w marzeniach. Poddałam się. Nie było sensu udowadniać samej sobie, czego pragnę. Zauroczył mnie. Zafascynował. Obudził uczucia, o których istnieniu nie miałam pojęcia. I dzięki temu czułam się nieopisanie szczęśliwa. Na dodatek ten dreszcz emocji w oczekiwaniu na to, co powinno się wydarzyć. Ze wszelkich sił starałam się również nie myśleć co będzie dalej. Jednorazowy seks? Wakacyjne przygoda? Przecież od takiego typa nie powinno wymagać się więcej. Raczej trudno było wyobrazić go sobie jako kogoś, przy kim mogłabym się budzić każdego ranka, z kim mogłabym dzielić się problemami i marzeniami. Uśmiechnęłam się, tym razem ze smutkiem. Niebezpieczna gra, bo jeśli się zakocham… 

link do części VIII - klik
 

10 komentarzy:

  1. Prosimy o następną część! *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna niespodzianka w ten deszczowy poranek! :)
    E.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super , czekam na kolejną część :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Babeczko, ja mam jedna core a daje czadu za 3;) czasem nie mam sily z poskromieniem jej isie poddaje a doba jest za krotka jak dla mnie;) glowa do gory maly podrosnie i za rok bedziesz tylko wspominac;) opowiadanie jak zwykle powala czekam na wiecej i wiecej bo czuje niedosyt;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może zacznę od tego, że się przedstawię.
    Jestem Marika i bardzo cenię sobie Twoje opowiadania. Jesteś dla mnie pewnego rodzaju autorytetem i uwielbiam czytać Twoje opowieści. W każdej z nas jest cząstka erotomanki. :)
    Wpisałam adres swojego bloga, bo dopiero zaczynam przygodę w pisaniu, ale niestety przepisów kulinarnych. Czekam na więcej historii :)
    Marika

    OdpowiedzUsuń
  6. Nooo właśnie ten Zus wrrrr:((
    opowiadanko osłodziło mi moje serducho,a poza tym tak to czasem bywa chcemy to a idzie inne:)
    pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  7. Babeczko błagam dokończ opowiadanie "ON" mam po nim taki niedosyt czekam najbardziej na jego kontynuację.. mogę cię błagać nawet na kolanach jak będzie trzeba! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. polecam , nowy blog dla kobiet - http://niewolnicabdsm.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy będzie następny twój wpis?

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy kolejna część? Czekamy już 2 tygodnie 😢

    OdpowiedzUsuń