niedziela, 18 maja 2014

Siedem dni burzy (IV)

Na początku z najlepszymi życzeniami urodzinowymi dla wiernej czytelniczki, która jakiś czas temu prosiła mnie o opowiadanie z żołnierzem w roli męskiej. Natchnienie dopisało, więc jest :-) Sto lat, a poza tym tego, czego pragniesz oraz tego, co jesteś w stanie sobie wymarzyć!!! 

A pod drugie - najadłam się babeczek, popiłam piwem, daję tekst i idę maltretować ;-) ukochanego... Humor wrócił, trolle precz! A jak ktoś jeszcze zarzuci mi, że publikuję tylko wybrane komentarze dla sielskiego klimatu, to ostrzegam, że go wyśledzę przez ip i zapukam do drzwi, by skuć mordę...

Aha. Od dziś zapowiadam, że chamskich, oszczerczych komentarzy typu: idź krowy pasaj, nie będę publikować. Nie dam tej satysfakcji tym, którzy kryjąc się za anonimowością internetu próbują zepsuć mój humor czy obrazić moich czytelników. To moje podwórko i mam takie prawo. Zresztą o tym będzie następny post.

Link do części III - (klik)

         Siedem dni burzy (IV)

Dzień 5

Obiecane towarzystwo przyjechało z samego rana, gdy Karolina jeszcze pochrapywała z nosem wtulonym w poduszkę. Poprzedniego dnia do późna siedziała przed namiotem, gapiąc się w rozgwieżdżone niebo i wspominając ostatnie wydarzenia.
Wspominała każdą chwilę, każdy najdrobniejszy szczegół. Niektórymi się wręcz delektowała.
Pewnie gdyby nie kolejna burza, spędziłaby tak całą nockę.
Poranek tym razem powitał ją siąpiącym deszczem i szaroburym niebem. Był całkowitym przeciwieństwem buzującej w całym jej ciele radości. Z szerokim uśmiechem przywitała się z nowo przybyłymi, nie siląc się nawet, by zapamiętać ich imiona.
Marzyła jedynie o nim.
Wiedziała, że nie da rady oprzeć się pokusie, by odwiedzić samotną chatę i jej tajemniczego gospodarza. Ale los pokrzyżował te plany.

Nie wiadomo kto rzucił pomysł, że skoro pogoda jest do niczego, to warto udać się na zwiedzanie bunkrów. Karolina wbrew samej sobie nadstawiła uszu. O MRU słyszała już dawno, czytała kilka artykułów, ale nigdy nie miała okazji się tam wybrać.
Może to dobry pomysł, by na chwilę wyrwać się spod czaru czyiś niebieskich oczu, spróbować uciec od własnych pragnień?
Nie zrezygnowała z wyjazdu, choć całe jej ciało krzyczało z tęsknoty. Ubrała długie spodnie, kalosze i ciepłą bluzę.
Kiedy już znaleźli się na miejscu i ruszyli podziemną plątaniną korytarzy wraz z przewodnikiem i kilkoma innymi turystami, wcale nie żałowała swej decyzji.
Spacer po pętli Boryszyńskiej był wspaniałym przeżyciem. Te ogromne korytarze, na tyle szerokie, że można byłby nimi jeździć, i te wąskie, gdzie woda chlupocze pod nogami. Graffiti na ścianach, ciekawostki opowiadane przez przewodnika, a nade wszystko atmosfera.
Gdy wyszli w końcu na zewnątrz, uderzyło w nich duszne, wilgotne powietrze i zamglone światło słońca, jakby zanurzonego w mlecznobiałej wacie z chmur.
Następna była pizza w małej knajpce w Międzyrzeczu, na deser lody tuż obok ratusza i nieśpieszny powrót do obozowiska.
Wróciła zmęczona, ale i szczęśliwa.
Jednak gdy tylko zdołała się wykąpać w chłodnych wodach jeziora, zmyć z siebie pot i kurz, pojawiła się tęsknota.
Ciekawe co on robił przez cały dzień?
Czy też o niej myślał?
Ubrała adidasy, obwiązała się bluzą w pasie i spryskała sprayem przeciwko komarom. A potem ukradkiem wymknęła z obozowiska i popędziła w dobrze znanym kierunku.
Trochę była na siebie zła. Czy ten facet rzucił na nią urok, że nie potrafiła wytrzymać bez niego ani jednego dnia? Co będzie, gdy przyjdzie czas powrotu do domu? O tym wolała nie myśleć.
Zziajana dotarła do celu.
Motoru nie było, drzwi tym razem zastała zamknięte na przysłowiowe cztery spusty.
Zawiedziona usiadła w fotelu na tyłach domu. Mijały minuty, później godziny. Tymczasem ona wciąż czekała. Marząc nieśmiało o prawdziwym, upojnym seksie, reżyserując we własnej głowie tysiące różnych wariantów ich ponownego spotkania. Szkicowała w myślach jego portret, potem kawałkiem patyczka na piasku.
Ponownie spojrzała na zegarek. Minęły cztery godziny. Wiki i reszta z pewnością się o nią niepokoją. Tym bardziej, że w planach dzisiejszego wieczora był wyjazd do pubu, by pograć w bilard i potańczyć.
Westchnęła i wstała.
Jeszcze raz rozejrzała się dookoła. Wciąż panowała martwa cisza, zakłócana jedynie odgłosami lasu.
Smutna, pogrążona w niewesołych myślach, wróciła do namiotu. Naprędce wymyśliła jakieś kłamstwo, potem poganiana przez zniecierpliwioną Wiktorię, przebrała się w sukienkę, umalowała twarz i spryskała odrobiną ulubionych perfum.
Pierwszy raz trafiła do tak dziwnego lokalu. Prawie pod gołym niebem, z drewnianymi ławkami i zadymionym parkietem. Żadnych wyrafinowanych drinków, jedynie piwo, trochę innych zimnych napoi, do tego ewentualnie tłuste, soczyste hamburgery.
Wejście całkiem za darmo, kolejka do stołu bilardowego i nieśmiertelna maszyna, na której co odważniejsi panowie sprawdzali siłę swych mięśni.
Zagrała dwie partie i wyszła na taras. Nad głową miała niebo pełne gwiazd, a w serce pełne tęsknoty. Popiła piwo z trzymanej w ręku butelki i oparła się o drewnianą barierkę. Ludzie przewijali się niczym obrazki w kadrze, wchodzili, wychodzili, śmiali się głośno lub pijacko bełkotali. Jedni szli nad pobliskie jezioro, inni stamtąd wracali.
Karolina obserwowała ich z nieukrywaną ciekawością. Uwielbiała to robić. Setki różnych twarzy, każda inna, każda na swój sposób intrygująca. Każda opowiadająca o swym właścicielu odmienną historię.
Ktoś położył dłoń na jej ramieniu. Drgnęła, ale szybko okazało się, że to Marcin, który przyniósł jej kolejną butelkę piwa. Nie odmówiła, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że jej tolerancja nawet na tak słaby alkohol bywa bardzo niewielka.
Obiecała, że zaraz do nich wróci i powróciła do swych obserwacji.
Złapała się na myśli, że tak w zasadzie to wypatruje tylko jednego człowieka. Westchnęła. Tak na poważnie, to wątpiła, by mógł się tu zjawić.
A przynajmniej na pewno nie z powodu jej skromnej osoby.
W końcu postanowiła dołączyć do reszty. Przedarła się przez stojących w przejściu osiłków i zmarła. Przy barze, na jednym z nielicznych stołków siedział on.
Ubrany w skórzaną kurtkę, z łokciami opartymi o mokry blat, popijał piwo, ponuro zapatrzony przed siebie. Potem zapalił papierosa i głęboko się nim zaciągnął.
A ona stała, popychana przez przechodzących ludzi, z oczyma okrągłymi z zaskoczenia i sercem, które usiłowało wydrzeć się z piersi.
Czy to był przypadek?
A może przeznaczenie?
Los, który nieustanie krzyżował ich drogi, miał widać jakiś specjalny plan. Z całej siły pragnęła w to uwierzyć. I wtedy do mężczyzny podeszła wysoka brunetka, odziana w seksowne łaszki, które nawet przy najlepszych chęciach trudno byłoby nazwać ubraniem. Pogładziła jego ramię i coś wyszeptała na ucho.
Wzruszył ramionami i zapalił kolejnego papierosa.
Kobieta bez skrępowania także poczęstowała się jednym i zaciągnęła się, patrząc na niego prowokująco.
Karolina miała dosyć. Żadna lafirynda nie będzie podrywać jej faceta! To głupie, ale właśnie tak pomyślała. Energicznym krokiem ruszyła w stronę pary przy barze i bez namysłu, wspięła się na stołek tuż obok.
Spojrzał na nią zaskoczony.
– Cześć – powiedziała, co przy panującym hałasie mógł odczytać jedynie z ruchu warg.
Nie pozowała na kogoś, kim nie była. Nie rzuciła mu prowokującego spojrzenia. Patrzyła ze spokojem w niebieskie oczy mężczyzny, nieznacznie się uśmiechając.
Nie mógł nie zauważyć, promieniującego z niej szczęścia. I ta błękitna sukienka, ledwo zakrywająca pupę. Smukłe nogi, malutki dołeczek w policzku, blask oczu.
Do diabła! Czy nawet tutaj musiał się na nią natknąć? Specjalnie wyjechał z samego rana, mając zamiar wrócić bardzo późnym wieczorem. Z dwóch powodów – aby nie ulec pokusie i nie pobiec do niej, i aby ona nie mogła zastać go w domu.
Co za cholerny pech! Dopalił papierosa i zagasił go w przepełnionej popielniczce. Zerknął na brunetkę, która z nadąsaną miną mierzyła rywalkę wzorkiem. To byłoby jakieś wyjście.
Tak, byłoby.
Gdyby potrafił się na nie zdecydować.
Skrzywił się i rzucił na ladę kasę za piwo. Potem ujął za ramię odrobinę zdumioną Karolinę i pociągnął za sobą.
Przede wszystkim musiał z nią poważnie porozmawiać.
Dziewczyna najwyraźniej wyobrażała sobie bóg wie co. A on był ostatnią osobą, o której mogłaby marzyć taka delikatna panienka.
Im prędzej, tym lepiej. Jego opanowanie też miało swoje granice.
Znaleźli się na drodze prowadzącej nad jezioro. Dudniąca muzyka z pubu docierała także tutaj, ale przynajmniej była zaledwie echem, a nie główną nutą.
– Idziemy na spacer? – spytała.
– Nie. Pogadać.
– O czym?
Nie odpowiedział, za to pogłębił uścisk na jej ramieniu. Jęknęła protestująco, ale nadal szła razem z nim.
Specjalnie wybrał dość odludne miejsce. Co prawda panowały tu egipskie ciemności, ale przynajmniej mieli małe szanse spotkać tłumy napalonych małolatów.
A propos napalenia. Już czuł, jak jego męskość twardnieje, jak rośnie pożądanie.
– Siadaj!
– Zwariowałeś? Przeziębię sobie… no, wiesz co. Dziękuję, postoję.
Zacisnął zęby i wcisnął dłonie do kieszeni. Stała pod drzewem, opierając się o nie plecami, ze wzrokiem utkwionym w jego twarzy. Światło gwiazd było zbyt słabe, by mógł dostrzec szczegóły, ale wystarczyła sama świadomość jej obecności, delikatny zapach kobiecego ciała, jego żar, wyczuwalny w chłodzie nocy.
– O czym chciałeś rozmawiać?
– Byłaś dziś u mnie?
– Tak. – Nie umknęło mu, że przez moment się zawahała. – Ale dopiero późnym popołudniem. Czekałam.
– Musiałem wyjechać.
– Trudno.
– Nie, nie trudno! – rozzłościł się nagle. – Zakazałem ci przychodzić, prawda? Zakazałem?!
– Cicho! Nie krzycz tak. – Czy mu się zdawało, czy w jej głosie było słychać rozbawienie? – Oczywiście, że zakazałeś.
– To dlaczego do cholery nie posłuchałaś?
– Nie mogłam się oprzeć pokusie…
– Jakiej kurwa pokusie?! – wywarczał. Dał krok do przodu i znalazł się tuż przy niej. Nagle wyrwał rękę z kieszeni i zacisnąwszy ją w pięść, walnął z całej siły w miejsce tuż na prawo od jej głowy. Chropowata kora przecięła skórę, ale ból choć na chwilę przezwyciężył wściekłość. I podniecenie.
Drugą dłonią brutalnie ścisnął jej podbródek i wysyczał:
– Nigdy więcej! Zrozumiałaś?
Jej oczy zaokrągliły się ze zdumienia i strachu. Tak, tym razem wyczuwał w niej przerażenie.
A jednak mylił się sądząc, że się poddała.
– Dlaczego?
– Jeśli chcesz ode mnie tylko tego, bym cię przerżnął, to nie ma sprawy. Możemy to załatwić nawet teraz. Tutaj. Jeśli czegoś innego…
– Zgadzam się – przerwała mu drżącym z emocji głosem.
– Na co? – spytał osłupiały.
– Na rżnięcie. Co prawda ja nazwałabym to inaczej, ale w sumie mówimy o tym samym, więc co za różnica. Prawda?
Zaniemówił. Potem pomyślał z rozpaczą, że ta dziewczyna pozbawi go zdrowych zmysłów. A na dodatek on sam miał na nią taką ochotę…
Głęboko odetchnął. Pochylił się jeszcze bardziej, teraz zaledwie centymetry dzieliły ich oczy i usta.
– Nie. I radzę ci posłuchać dzieciaku, zanim komuś stanie się krzywda. To nie zabawa z napalonym rówieśnikiem, któremu możesz dać po łapach, gdy przestanie ci się podobać.
– To już zauważyłam.
– Więc po prostu jesteś głupia.
– Może – odpowiedziała zamyślona. Smukła, delikatna dłoń błądziła po jego piersi, wywołując gęsią skórkę i coraz potężniejszy wzwód. – Może masz rację. Tylko dlaczego wolę zaryzykować niż zrezygnować?
Patrzyła na niego z taką powagą. Usta miała lekko rozchylone, pełne i kuszące. W oczach, choć było tak ciemno, widział intensywny blask.
I pożądanie.
A może to było jedynie odbicie jego własnych pragnień?
Zaklął i gwałtownie ją puścił.
Potem uciekł. Skapitulował. Prawie biegł, głośno przeklinając. Bo do jasnej cholery, łatwiej było o odwagę na polu bitwy. Tam przynajmniej zasady bywały jasne.
To w obliczu czegoś, czego nie potrafił zrozumieć, czuł się całkowicie bezbronny.
Bo nie potrafił.
Mógł wyjaśnić pożądanie, podniecenie, ale nie tę dziwną tęsknotę. Męczące sny, po których budził się tak najarany, że nie potrafił sobie z tym poradzić.
Dopiero gdy dotarł do zaparkowanego przed pubem motoru, zauważył jak z prawej dłoni kapie krew. Ale to akurat był najmniejszy z jego problemów.
Ten podstawowy, w postaci wciąż zdumionej i roztrzęsionej Karoliny, pozostał nad jeziorem.
Stała nieruchomo wpatrując się w ciemną, delikatnie falującą wodę.
Nagle uniosła głowę. Niebo na zachodzie rozświetlił jasny blask. Zbliżała się kolejna burza.
Jednak nie słabsza niż ta w jej sercu i duszy.

link do części V - klik

16 komentarzy:

  1. Jejku... Babeczko jesteś taka niesamowia :o Proszę, a nawet błagam o więcej!
    Ann.
    Ps. Czytam Twoje opowiadania od roku i uważam, że każde jest coraz lepsze. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech ta historia skonczy sie happy endem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Ciebie i Twojej teksty !

    OdpowiedzUsuń
  4. O ja, jak krociotko :( moze zlozymy sie wszyscy chociaz po zlotowce na jakis maly notebook dla ciebie, zebys nie musiala rywalizowac z mezem o kompa i mogla w kazdej wolnej chwili dla nas pisac :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to dobry pomysł :P Najlepiej nowy tekst co 5 minut hehe
      dobra przesadziłam ale co 10 - 20 hehe

      Usuń
    2. Dniami dodaję :-) Wyjątek zrobiłam dla części I, bo faktycznie za krótka by była.

      Usuń
  5. Pozdrowienia z Międzyrzecza Babeczko! :)
    musze przyznać że trochę w tych bunkrach czasu spędziłam ( praca)
    a po za tym to uwielbiam Ciebie i Twoje mega opowiadania.
    dziękuje za to że tworzysz taką przyjemność dla mojego spracowanego umysłu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My się w tym roku wybieramy, ale z córcią, jeśli trafimy pod namioty w okresie wakacyjnym. Kumata jest, można jej pokazać co nieco :-)))

      A przyjemność, zapewniam, jest obopólna!

      Usuń
  6. Babeczko dlaczego tak krotka ta czesc?:( ale i tak cie uwielbiam;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Opowiadanie jak zawsze wspaniałe :) nie mogę się doczekać kolejnej części :)
    a Zazdrośnikami lub po prostu kretynami nie należy się przejmować :)
    pytanie tylko jedno jeżeli im się nie podoba to po co czytają??
    Babeczko piszesz świetne teksty i od każdego z nich nie można się oderwać i nie śpi się po nocach bo czeka się na kolejną część :* Dziękuję za wszystkie dotychczasowe opowiadania i proszę o WIĘCEJ WIĘCEJ WIĘCEJ :* to jest jak narkotyk :) ale nie mam zamiaru iść na terapię :P
    Pozdrawiam i całuje A.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo bym chciała przeczytać szczęśliwe zakończenie tej historii. Ciekawi mnie też jakie demony kryją się w duszy Jacka. Jakoś mi tak dziwnie, że się przejmuję losami fikcyjnych bohaterów :) Ale to chyba dobrze świadczy o Tobie, jako autorce... Co do tego, co Ci tam ktoś zarzuca... No cóż, najprościej byłoby napisać, że o gustach się nie dyskutuje. Ale po to mamy możliwość komentowania, żeby wyrazić swoje opinie. Chociaż ja to nawet jak czasami wyłapię jakąś literówkę, czy błąd stylistyczny, albo w konstrukcji zdania, to nie piszę o tym w komentarzu. Nie chcę się czepiać, bo to nie o to chodzi. Czytam dla przyjemności, a nie w celach korektorskich. Sama swoje wpisy czytam po kilka razy, żeby się ustrzec błędów, ale przecież nikt nie jest nieomylny. Pamiętajmy też, że za autorami książek stoi cały sztab ludzi, którzy mają za zadanie poprawiać tekst. Za blogiem stoi tylko ten, który go pisze... Może dziewczyny z Twoich opowiadań zbyt często czują naprężone członki na swoich pośladkach :) I może schematy są podobne... Ale czy choćby S.King nie popadł w schemat pisząc raz za razem o pisarzu z niemocą twórczą, famme fatale i dziecku z nadprzyrodzonymi zdolnościami? A mimo to ludzie na całym świecie cały czas sięgają po jego książki i czekają na następne. Bo liczą się emocje! Co prawda gramatyka też, ale miałam się nie czepiać. I jeszcz tylko słówko o bohaterkach Twoich opowiadań - jeśli mają ochotę uprawiać seks z nieznajomym, czy po kilku dniach znajomości, to nikomu nic do tego. Wiadomo, że nie każda z nas odważyłaby się na coś takiego, nie każda dałaby się ponieść tak emocjom jak Karolina, ale o to chodzi, że jak same nie mamy odwagi, to możemy chociaż o tym poczytać i sobie pofantazjować. Koniec i kropka :)
    Pozdrawiam ogromnie i cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  9. Pił piwo a potem ma zamiar jechać motorem?

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam te Twoje opowiadania, w których facet walczy sam ze sobą, żeby nie być z jakąś dziewczyną. To pokazuje, jaką władzę kobiety mają nad mężczyznami, haha! :D
    Świetnie sie czyta, wręcz uzależnia :)
    Mad.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne! :) a ostatnie zdanie jest przepiękne..
    Ostatnio sama przechodzę okropną burzę w sercu i duszy...
    Pozdrawiam serdecznie, N. :)
    PS. Czy u Ciebie Babeczko jest taka piękna pogoda jak u mnie, pod Ełkiem? Czuuuć lato :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wracam któryś raz do tego opowiadania, a dopiero teraz wplotłam w to MRU i sam Boryszyn...pięknie tam, heh...dałabym...hah, dałabym za taką historię, ale nie natknęłam się tam na żadnego wojaka, tylko pana redaktora :) to nic, 30tka koleżanki, może i przed ogniskiem uda się zagłębić w system. ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.