wtorek, 15 kwietnia 2014

Kłamca (IV)

Powolutku wracam do formy, choć nadal czuję się dość kiepsko :-(  I mam dość leżenia w łóżku, zwłaszcza że dookoła tyle pracy...

link do części III - (klik)

          Kłamca (IV)
Żadne wcześniejsze doświadczenie, nie przygotowało go na coś takiego.
– Jasna cholera! – wyszeptał, z trudem unosząc głowę. – Co ty ze mną zrobiłaś?
– Ja z tobą? – uśmiechnęła się leniwie, oplatając ramionami jego szyję.
Tym razem nie odpowiedział. Wtulił się w nią, z lubością wdychając zapach spoconej skóry. Gdzieś tam mignęła myśl, że wyjątkowo dobrze wybrał auto, do którego tak bez pytania się wpakował. Chyba pierwszy raz los podarował mu taką szansę.
Delikatnie bawiła się jego włosami.
– Wiesz, to straszne, ale chyba jestem głodna.
– Ja bym się wykąpał – mruknął.
– Szkoda, że nie mam wanny.
Uniósł głowę.
– Pod prysznicem można też się nieźle bawić – powiedział z drapieżnym błyskiem w oku.
– Masz siłę na taki maraton? – Nie tylko słowa, ale i ton jakim zostały wypowiedziane, na nowo rozpaliły ogień w jego ciele.
Błyskawicznie zerwał się i chwycił ją w ramiona. Roześmiała się gardłowo. Po chwili stała pod strumieniem orzeźwiającej wody, z zachwytem wpatrując się w mężczyznę naprzeciwko. Jej ręce błądziły po opalonym torsie, po wytatuowanych ramionach, aż w końcu dotarły w dół brzucha. Westchnęła, gdy poczuła pod palcami twardniejącą męskość. Za dłońmi powędrował wzrok.
Witalij zauważył jak niebieskie oczy robiły się większe i większe, pełne podziwu i narastającego pożądania. Uśmiechnął się krzywo. Tak, przynajmniej tutaj natura nie poskąpiła mu swej łaski.
– Zmieściłeś TO we mnie? – spytała z niedowierzaniem.
– Byłaś mocno rozgrzana.
– Jednak… – pokręciła głową z niedowierzaniem. Pierwszy raz widziała u mężczyzny tak grubego i dużego członka. Wciąż dotykała go delikatnie, muskała opuszkami, czując wilgoć napływającą pomiędzy zaciśnięte uda.
– Weź go do buzi – wyszeptał jej na ucho. Rzuciła mu zdziwione spojrzenie. Woda kapała z jego brody, spływała po płaskim brzuchu, koiła rozpaloną skórę. Ale w oczach miał prawdziwą, nieopisaną żądzę.
Bardzo powoli zbliżyła twarz do jego twarzy, lekko pocałowała, a następnie zaczęła pieścić wargami szyję. Przesuwała się coraz niżej, w końcu zacisnęła palce na wąskich biodrach, a czubkiem języka kreśliła skomplikowane wzory w dolnej części brzucha.
I w końcu objęła dłonią sterczącą męskość. Najpierw, jakby na próbę ucałowała sam czubek. Potem spojrzała w górę, wprost w płonące pożądaniem szare oczy i nie przerywając kontaktu wzrokowego, wsadziła go sobie do ust. Dotarła do połowy i wycofała się, by po sekundzie jeszcze gwałtowniej wessać go do środka.
Mężczyzna ze świtem wciągnął powietrze. Odruchowo wplótł palce w jej włosy, a biodra wysunął do przodu, delektując się narastającą ekstazą.
I nagle, jednym zdecydowanym ruchem podciągnął ją ku górze, przyparł do zimnej, mokrej ściany i wbił się z taką siłą, iż krzyknęła z bólu. Ten ból z każdym ruchem zamieniał się w coraz większą przyjemność, w obezwładniającą rozkosz. Towarzyszyły temu namiętne pocałunki, męskie dłonie przesuwające się po każdej wypukłości jej ciała i coraz głośniejsze jęki. Skrzyżowała nogi na jego biodrach, palce zacisnęła na ramionach, przymknęła oczy i odpłynęła.
– Tym razem nie mam zamiaru skończyć tak szybko – wyszeptał ochrypłym głosem.
– Mmm… – wymruczała. Rozkosz narastała, było jej tak cudownie jak nigdy dotąd w życiu. Wcale nie chciała, by szybko kończył.
Nieoczekiwanie przerwał to, puszczając ją i wysuwając się z jej wnętrza. Jęknęła protestująco i spojrzała na niego z prawdziwym wyrzutem.
Roześmiał się i czule pocałował czubek zgrabnego noska. Potem odwrócił ją i na powrót przyparł do twardej ściany. Lekko ugiął nogi i zanurzył się powoli pomiędzy cudownie krągłymi, wypiętymi pośladkami. Cichy okrzyk, który wydobył się z ust kobiety, świadczył jak bardzo się to jej spodobało.
Dłonie zacisnął na cudownych piersiach, ustami przylgnął do nasady karku i zaczął rżnąc ją z taką siłą, że zanurzał się prawie do samego końca. Na dodatek drugą ręką pieścił ją od przodu, sprawiając, iż kompletnie odjechała.
Krzyczała, wijąc się w jego objęciach, palcami drapała ścianę lub wbijała je w jego uda. Miała wrażenie, że nie wytrzyma tego, że nie da rady przeżyć. Orgazm zbliżał się w oszałamiającym tempie, ale Witalij nie zwalniał i nie przyspieszał. Poruszał się rytmicznie, niebywale szybko i z ogromną siłą. Czuła, jakby za chwilę miał przebić ją na wylot.
– Podoba ci się? – wydyszał jej do ucha.
Potwierdziła ochrypłym, przeciągłym jękiem.
– Tym razem chcę się spuścić w te twoje śliczne usteczka… – szeptał. – Pragnę, byś i ty spróbowała, jak smakuję.
W tej chwili pozwoliłaby mu na wszystko. Była półprzytomna, owładnięta tylko jednym pragnieniem. Wyobraźnia podsunęła jej obraz, jak klęczy z ogromnym członkiem w ustach, jak strużki spermy wypływają z ich kącików, a na twarzy Witalija maluje się niczym nietajona rozkosz.
I wtedy nagle doszła. Najpierw znieruchomiała, potem zaczęła cała drżeć. I krzyczeć tak głośno, że mężczyzna musiał przysłonić jej usta dłonią.
Nie mógł dłużej czekać. Odsunął ją i zmusił, by uklękła. Widział, że nie do końca zdawała sobie sprawę, co się z nią dzieje. Zacisnął zęby i brutalnie wpakował pulsującego członka w rozchylone usta. Zakrztusiła się lecz nie zaprotestowała. Wystarczyły dwa, trzy ruchy, by nadeszło spełnienie. Przytrzymał jej głowę i nie ustąpił, choć w pierwszym odruchu próbowała go odepchnąć. Jęczał głośno, czując jak jego męskość wyrzuca z siebie kolejne porcje spermy, jak orgazm rozpływa się po całym ciele.
Potem oparł się rękoma o ścianę, i głośno dysząc wpatrywał się w nadal klęczącą kobietę. Woda omywała jej zaczerwienione ciało, spływała po sterczących piersiach, docierała do każdego zakamarka.
Marianna również usiłowała uspokoić oddech. Oblizała usta i wstała. Pomogło jej silne ramię, inaczej nie zdołałaby zachować równowagi.
– Smakujesz cudownie – wyszeptała, wtulając się w jego objęcia.
– Jeszcze słowo i znów będę gotowy do akcji.
– Słowo? – uśmiechnęła się przebiegle. – Wiesz, o czym marzę? Abyś mnie skuł kajdankami, uczynił bezbronną i słabą, a później zerżnął na każdy z możliwych sposobów.
– To z pewnością mogę ci obiecać. Akurat w takich sprawach bywam specjalistą – odpowiedział i zakręcił wodę. – Ale jak na razie, ja również zrobiłem się głodny.
Nie spodobały się jej te słowa. Przypomniały z kim tak naprawdę miała do czynienia. Tylko, że… Nie skrzywdził jej. Podarował rozkosz. Czy miała prawo go osądzać?
Witalij nieświadom jej myśli, opasał się ręcznikiem i nie czekając, wyszedł do kuchni.
Mariannie doprowadzenie się do porządku zabrało trochę więcej czasu. Wmasowała w rozgrzaną skórę oliwkę, ubrała szlafrok i rozczesała włosy. Potem zaczęła je suszyć, przyglądając się swemu odbiciu w lustrze.
Czy tego właśnie chciała?
Seksu bez uczuć?
Zamarła. Poczuła nieopisany smutek. Bo ten tak zwany czysto fizyczny akt, był najcudowniejszą rzeczą, jaka ją w życiu spotkała.
Czy naprawdę było to jedynie zwykłe pożądanie? Kaprys wyposzczonego ciała?
Sama w to nie wierzyła, lecz to wcale nie uspokoiło rozedrganych nerwów, nie przyniosło ukojenia.
– Kobieto, co ty tam tak długo robisz? – Drzwi uchyliły się gwałtownie i ukazała się w nich twarz Witalija. Był już ubrany, przynajmniej częściowo, w koszulkę i bokserki.
– Zaraz kończę – odparła szybko, pochylając głowę.
– To dobrze. Znalazłem w szafie szampana i włożyłem go do lodówki. Nie masz nic przeciwko?
Szampana? Uśmiechnęła się szeroko.
– Nie mam. Wyjmij z zamrażalki pizzę i podgrzej ją w piekarniku.
Wymruczał coś pod nosem. Nie dosłyszała, ale to chyba oznaczało aprobatę.
Szybko przemknęła do pokoju i z szuflady bieliźniarki wyciągnęła satynową koszulkę. Błękitną jak jej oczy, z delikatną wstawką z koronki. Narzuciła ją na siebie, ubrała też szlafrok i z duszą na ramieniu udała się do kuchni.
Nic nie mogła poradzić, ale naprawdę się bała.
– Co tak długo?
Objął ją i pocałował. Smakował, o dziwo, sokiem pomarańczowym.
– Wytworna kolacja już w piekarniku.
– Jest po północy. Trudno mówić o kolacji. Poza tym, szampan i pizza?
– Bardziej elegancka wersja zestawu wódka plus kiełbasa – odpowiedział ze śmiechem.
– Nie wiedziałam, że potrafisz żartować?
– Przy tobie robię wiele rzeczy, które mnie zadziwiają – odparł nagle poważniejąc. – Tylko nie wiem czy mi się to podoba, czy też nie?
– Nie chcę rozmyślać o czymkolwiek. Chcę coś zjeść i znów się kochać…
Spojrzał na nią z góry. Tuliła się do niego, zarumieniona, wciąż gorąca i podniecona.
 Mari, co cię opętało? Założę się, że nawet nie jestem w twoim typie.
– Nie jesteś.
– Tym bardziej nie rozumiem?
– A musisz?
– Nie wiem.
Usiadł na krześle i pociągnął ją za sobą. Na jego kolanach czuła się niczym mała dziewczynka z pewnej bajki, która nieoczekiwanie odkryła, że wilk nie musi być taki zły.
Wtulił nos w pachnące świeżością włosy. Bawił się jedwabistymi kosmykami, czując, jak jego męskość znów zaczyna ożywać. Kompletnie przy niej świrował. Coraz częściej zapominał, po co tak naprawdę się tu znalazł i dokąd zmierza. Zapominał o wszystkim, nawet o całej swojej pokręconej przeszłości. Pragnął tylko jednego – dotyku, pocałunków, seksu. W zasadzie to czegoś jeszcze…
– Kim ty naprawdę jesteś? – spytała niespodziewanie.
– Mordercą, gwałcicielem, szaleńcem. Byłem też ćpunem, alkoholikiem, biseksualistą.
– Bi, co?! – oderwała się od jego piersi i spojrzała z niedowierzaniem. – Chyba żartujesz?!
– Niestety nie.
– Lubisz… No wiesz!
– Powiedzmy, że przez pewien czas gustowałem w tych rzeczach.
– Kochałeś się… Och!
– Mari! Wymieniłem kilka niezbyt przyjemnych określeń, a ty zwróciłaś uwagę jedynie na ostatnie. Możesz mi zdradzić dlaczego?
Zarumieniła się. Bo co miała odpowiedzieć? Że poczuła się zazdrosna?
– Skąd te upodobania? – drążyła nieustępliwie. – I nagła zmiana?
– Nie była nagła. Latami pozbywałem się pewnych wspomnień.
– Nie mówisz mi wszystkiego.
– Nie mówię. Pizza chyba gotowa?
Zerwała się z jego kolan. Po chwili zachłannie wgryzała się w gorący, chrupiący kawałek. Witalij wyjął z lodówki szampana. Trudno powiedzieć, że był dobrze schłodzony, ale nie miał ochoty dłużej czekać. Musiał koniecznie się napić.
– Dobra marka – napełnił oba kieliszki do pełna.
– Dostałam w prezencie.
– Od kogo? – Nic nie mógł poradzić na to, że jego głos zabrzmiał nieoczekiwanie szorstko.
– Od kuzynki z Francji. Znasz się na takich rzeczach?
– Znam się nie tylko na gatunkach wódki.
– Nic takiego nie twierdziłam – odparła urażona.
– Ale pomyślałaś?
– To twoje ukryte kompleksy, nie moje myśli.
Chyba miała trochę racji? Wciąż podświadomie czuł się gorszy, jak nieokrzesany dzikus ociekający potem, w towarzystwie subtelnej, delikatnej kobiety.
– Witalij – zaczęła z wahaniem. – Nie złość się, ale chciałabym cię o coś spytać.
– Nie złoszczę się.
– Przybrałeś taki groźny wyraz twarzy…
– Możesz pytać – uciął krótko dalszą dyskusję.
– Czy ty… Jakby to ująć? Jak robiłeś to z własną płcią, to po której stronie działałeś?
Zamarł. Po czym wybuchnął śmiechem.
– Wariatka! – Wyciągnął nad stołem rękę i pogładził całkiem już czerwony policzek. – Nie pytasz ilu zabiłem, jak długo ćpałem, a interesuje cię takie głupstwo. Marianno, bezustannie mnie zadziwiasz.
– To nie jest głupstwo. Kiedy o tym mówisz, w twoich oczach widzę ból. Dlaczego?
Trafiła w sedno. Była inteligentna i spostrzegawcza, ale nie sądził, że do tego stopnia?
– Widzisz? – spytał obojętnym tonem.
– Nie jesteś aż tak nieprzenikniony, jak ci się wydaje.
– Ale nie chcę o tym rozmawiać.
Nie powiedziała nic więcej. Skończyła swój kawałek pizzy, wzięła kieliszek i podeszła do okna.
Na zewnątrz wciąż padało. Jednostajnie, w tym samym rytmie, płynęły z nieba strugi deszczu, wyludniając widoczne poniżej ulice, głośno bębniąc o metalowe dachy kamienic.
A mimo to panorama miasta, która się przed nią roztaczała, zachwycała swym nierzeczywistym pięknem.
– Przepraszam. - Witalij podszedł od tyłu i objął ją ramionami. Oparła głowę na jego piersi, dłonie położyła na jego dłoniach.
– Nie musisz.
– Nie chciałem sprawić ci przykrości. Po prostu uważam, że niektóre sprawy muszą zostać zapomniane. I tak niedługo się rozstaniemy.
Milczała, bo gdyby powiedziała choć słowo, to z pewnością nie potrafiłaby zapanować nad łzami.
– Dziesięciu razy ci nie podaruję, ale jeszcze dwa na pewno – zażartował.
– Dwa… – I nagle wybuchła płaczem. Łkała, wtulona w zdumionego mężczyznę, który bezradnie usiłował ją uspokoić. Najchętniej wrzasnąłby „zamknij się babo!”, ale jakoś nie mógł się na to zdobyć.
– Kompletne szaleństwo! Czemu ryczysz?
Z całej siły kopnęła go w łydkę. Płacz zamienił się w złość. Co za palant! On naprawdę nic nie rozumiał!
– Kretyn! – wrzasnęła.
– Do kurwy nędzy! – syknął. Uniósł ją i posadził na parapecie, tak że teraz patrzyła prosto w rozzłoszczone szare oczy. – O co ci do diabła chodzi?
– Nie dotykaj mnie! Nie będzie kolejnych dwóch razy!
– Nie?! A ja udowodnię, że nie masz racji! Dwa, trzy, pięć, aż będziesz błagać o litość. Przerżnę cię tak, że przez miesiąc nie usiądziesz na tym cudnym tyłeczku.
– Sądzisz, że się przestraszę?
– Powinnaś – odpowiedział ze spokojem. Miał w oczach coś takiego, że poczuła ciarki na całym ciele. Nie oswoiła bestii, a jedynie ją obłaskawiła. Jednak nie potrafiła się bać, przynajmniej nie w taki sposób, jak na początku.
– Zastanawiam się, czy spotkanie ciebie było najlepszym czy najgorszym wydarzeniem w moim życiu? – Palcami przebiegła po jego piersi, dotknęła szczupłej twarzy, wciąż spierzchniętych ust.
Patrzył na nią w ponurej zadumie. Doprowadzała jego ciało do szaleństwa, umysł napełniła chaosem. Nie umiał się jej oprzeć, nie potrafił zrozumieć. Dlaczego nie trafił na jakąś normalną, spazmującą babę, którą mógłby bez skrupułów zastrzelić? Trupa upchnąłby w kącie, ugościł się przez dzień lub dwa i ruszył dalej. A tak?
– Chcesz się kochać czy nie? Bo jeśli nie, to idę spać – warknął poirytowany.
Odepchnęła go i zeskoczyła z parapetu.
– To idź sobie spać – odparła ze złością. Dumnie zadzierając głowę, przemaszerowała obok, wyjęła z kanapy koc i małą poduszkę, po czym wygodnie się na niej rozłożyła.
Chwycił butelkę szampana i przystawił ją do ust. Pił, dopóki nie pokazało się dno. Mierzyła go beznamiętnym spojrzeniem, nie mówiąc ani słowa.
– Na rano zrób jajecznicę – powiedział, zanim zniknął za drzwiami drugiego pokoju.
Tym razem nie wytrzymała. Zerwała się, gwałtownie siadając i wrzasnęła.
– Tak?! Z twoich jaj!
– Wystarczy z tych, co są w lodówce – wyraźnie słyszała, że poweselał.
Jeszcze przez dłuższą chwilę siedziała wściekła, zaciskając dłonie na skraju koca. W końcu wstała i podeszła do apteczki. Wygrzebała jedną tabletkę na sen i energicznie ją połknęła, popijając wodą.
I wbrew wszystkiemu, pomimo burzy szalejącej w jej duszy, zasnęła bardzo szybko.
Nie wiedziała, że Witalij leżał w bezruchu, wbijając wzrok w sufit i z coraz większym trudem panował nad chęcią poddania się. Czuł dziwna niecierpliwość i buzujące w całym ciele podniecenie.
Miał tyle kobiet. Piękniejszych, seksowniejszych, bardziej niewinnych lub odwrotnie – bardziej wyuzdanych. Jedne oddawały mu się dobrowolnie, inne brał siłą, czasami nawet płacił za takie usługi.
Czym więc zauroczyła go właśnie ta jedna? I nie chodziło wyłącznie o seks. Owszem, przede wszystkim o seks, ale było coś jeszcze. Coś, o czym myślał z niechęcią, czego za wszelką siłę próbował się pozbyć. Pomalutku kiełkowało w jego duszy, sprawiając, że przestawał racjonalnie myśleć.
Zamknął oczy. Ale to było jeszcze gorsze. Od razu pojawiły się niechciane obrazy, wspomnienia sprzed kilku godzin i sprzed wielu lat. Przeplatały się z sobą, mieszały, tworząc nową rzeczywistość, powodując, że emocje sięgnęły zenitu.
Zaklął i zerwał się z łóżka. Wcale nie próbując zachowywać się cicho, wtargnął do sąsiedniego pokoju i podszedł prosto do kanapy, na której spała. Mrok nocy rozświetlała jedynie mała lampka w rogu pokoju.
Kucnął i zapatrzył się na śpiącą kobietę.
Leżała na boku, z włosami rozrzuconymi na poduszce, miarowo oddychając przez na wpół rozchylone wargi.
Wyciągnął dłoń i w zamyśleniu pogładził krągłe ramię.
Pomyślał, że musi ją zostawić, uciec stąd, zanim naprawdę będzie za późno.
Chyba jednak już było…
Mógł przez wieczność sycić oczy tym widokiem, do końca życia zachwycać się każdym szczegółem. Wdychać zapach, który doprowadzał go do szaleństwa. Zapach jej ciała, jej potu.
Zamknął oczy i głęboko odetchnął.
Czy powinien wyznać prawdę? Pozwolić poznać demony rządzące jego duszą? Pokazać, kim naprawdę był i jak małe są szanse, by się zmienił?
Bał się.
Bał się, że odwróci się z obrzydzeniem.
Bał się tego, co mógłby zobaczyć wtedy w jej oczach.
Musi to zakończyć tu i teraz. Ubrać się, zostawić krótki liścik na pożegnanie i uciekać. Nieważne gdzie, nieważne jak, byle dalej i szybciej.
Co się do cholery z nim stało? Nigdy nie wierzył w podobne głupoty, seks był jedynie seksem, przyjemnością dla ciała, sposobem rozładowania napięcia. Dlaczego teraz było inaczej?
Już raczej trzeba było ją zastrzelić.
Otrząsnął się ze zgrozą.
– Witalij? – wymruczała sennie, nie otwierając oczu.
– Chcę się z tobą kochać – rzucił desperacko.
Leniwym ruchem zarzuciła ramiona na jego szyję.
– Tylko o tym myślisz? – zaśmiała się cicho.
– Aktualnie jeszcze o tym, że powinienem był cię zabić.
– Mam wrażenie, że nie żałujesz?
– Nie – westchnął. – To wkurwiające, ale nie żałuję.

– Jestem strasznie śpiąca.
– Już ja cię dobudzę laleczko!
Uśmiechnęła się z rozmarzeniem.
– Uwielbiam, gdy mówisz do mnie laleczko.
Uniósł ją w górę.
– Co jeszcze uwielbiasz?
– Gorącą herbatę w zimowe wieczory przy kominku, upalne, letnie nocki i ciebie.
Postawił Mariannę na łóżku i ujął jej twarz w obie dłonie.
– Nie zasłużyłem na to.
– Skąd wiesz?
– Bo chcę się tylko z tobą kochać, nic poza tym.
– Kłamczuch – lekko go pocałowała.
Poczuł nagłą irytację. Dlaczego do diabła uparła się, by go wybielić? Był tym, kim był i nigdy się tego nie wstydził. A ta wkurzająca kobieta usiłuje za wszelką cenę uczynić z niego grzecznego chłopca.
Zacisnął zęby. Może czas pokazać jej, z kim tak naprawdę miała do czynienia?
Puścił ją i sięgnął po leżące na stoliku obok, kajdanki.
– Odwróć się – rozkazał.
Była zaskoczona, ale nie zaprotestowała.
– Co chcesz zrobić?
– Przekonać cię do kilku rzeczy – skrępował jej nadgarstki z tyłu, na plecach. Potem gwałtownym ruchem zdarł z niej satynową koszulkę.
– Co?! – zachłysnęła się z wrażenia. Przez chwilę pomyślała nawet, że może powinna się zacząć bać.
– Twierdzisz, że chcesz poznać o mnie prawdę? – zdjął t-shirt i bokserki. Marianna obejrzała się przez ramię i cichutko westchnęła. Od razu spostrzegła jego dumnie sterczącą męskość.
– Prawdę? – spytała nieuważnie.
Przytulił się do jej pleców, jedną ręką pieszcząc jędrną pierś, drugą zaciskając na szyi kobiety. Jednocześnie nabrzmiałą męskością ocierał się o wypięte pośladki, a ustami delikatnie muskał skraj policzka.
– Wiesz jak najbardziej lubię się kochać?
– Od tyłu?
– Nie tylko – ukąsił ją w płatek ucha. – Kochałaś się kiedyś analnie?
Zamarła, a potem nagle gwałtownie się szarpnęła.
– Witalij, nie! Proszę! Ja nie chcę!
– Nie pytałem się czy chcesz.
– Ale nigdy wcześniej…
– Ułożone dziewczynki i grzeczni chłopcy nie robią tego w ten sposób, prawda? Ale chyba wspominałem, że ja do grzecznych nie należę?
– Przestań! – jęknęła, czując jak jego palce zaczyna masować okolice odbytu. – To obrzydliwe!
– Nie laleczko, ja ci pokażę jak może być przyjemne.

link do części V - (klik)

40 komentarzy:

  1. Ha! Babeczko, ale trafiłaś :) mój mąż jest pół-ukraińcem, i oboje jesteśmy weterynarzami zatoki:)
    Bardzo podoba mi się to opowiadanie, a poza tym myślami jestem z tobą w tych trudnych chwilach.
    Ja to sobie tak tłumaczę, że tylko ciałko zarodka zaliczyło falstart, a duszyczka ciągle tam jest i czeka na nowe ciałko, dlatego twój mąż ma rację że jak tylko dojdziesz do siebie to chce się znów brać do roboty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech... Na razie troszkę zaczeka, bo fizycznie jestem prawdziwa dętka...

      Ukrainiec? No zobacz! W takim razie prośba - jakbyś zauważyła błędy logiczne, daj znać.

      Usuń
  2. PS: skoro Ukrainiec rozpoznał markę francuskiego szampana, to niechybnie musiała to być Wdowa Cliquot ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo za ciętą R.I.P.ostę!

      Usuń
    2. Ależ cmentarnie powiało ;-)

      Usuń
  3. Witaj Babeczko. Bardzo dobre opowiadanie. Rozwija się genialnie powoli. Jak u Hitchcocka .najpierw wybuch a potem napięcie jeszcze wzrasta. Męczy mnie tylko mała myśl. Dlaczego kłamca? Ale na pewno się wyjaśni na końcu. Poczekamy. Pozdrawiam gorąco i życzę zdrowka. 3maj się.u. Uzależniony od Twych opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No! Wreszcie kogoś to zastanowiło!

      Usuń
  4. Witaj!
    Nie będę orginalna, i napiszę, super opowiadanie, dozujesz napięcie....., jestem zachwycona.
    trzymaj się cieplutko, nie dawaj się, dużo zdrówka!!!!!. ANIA

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietna czesc jak zawsze. Witalin to brutal, czemu nikt nie odwiedza tej Marianny, on nie moze jej tego zrobic.

    OdpowiedzUsuń
  6. P.S. dawno temu czytałem podobne opowiadanie ,gdzie dziewczyna też została porwana, ale okazało się na końcu ,że porywacz byl wynajętym przez koleżankę policjantem.tu chyba bedzie inne zakończenie.raz jeszcze pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. och nie, on nie może jej zrobić krzywdy..niech nie robi nic bez jej woli...

    OdpowiedzUsuń
  8. http://chomikuj.pl/panda68/OPOWIADANIA+EROTYCZNE+%28+zaczerpni*c4*99te+z+internetu+%29/D*c5*bcin niby napisane, że zaczerpnięte z internetu, ale wole podzielić się tym co znalazłam : ) w folderze "z demonem" można znaleźć drugie Twoje opowiadanie "Sen" : ) Buziaczek w czółko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, to nie ja... Tylko skoro zaczerpnięte z internetu, to chyba nie powinnam się czepiać?

      Usuń
  9. babeczko jak zwykle zaskoczyłaś mnie pozytywnie;) mega opowiadanie<3

    OdpowiedzUsuń
  10. Opowiadanie super....jest napięcie, są emocje...:) tylko nie daje mi spokoju jedno slowo w tym oto zdaniu "Twierdzisz, że chcesz poznać o mnie prawdę? – zdjął t-shirta i bokserki".....czy napewno t-shirta a nie t-shirt? Całuski :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dla mnie super część i bardzo fajne opowiadanie. Od jakiegoś czasu śledzę większość tekstów na tej stronie i muszę przyznać, że jest Pani bardzo utalentowana :) Wszystko jest tak wciągające, że muszę sprawdzać codziennie czy nie ma nowych części. Mam nadzieję, ze wszystko się u Pani poukłada i życzę dużo szczęścia. Pozdrawiam z Poznania. M

    OdpowiedzUsuń
  12. Nieźle napisane, dobrze się czyta. Ale mnie osobiście bardzo razi coraz częstsze także w mediach mylenie dopełniacza z biernikiem. U Ciebie jest nagminne - powinno być: zdjął kogo?co? t-shirt, wyjął penis, kupił przez smartfon itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że poczułam się zaskoczona. Będę musiała uzupełnić braki. Bez szaleństwa, ale z pewnością coś da się poprawić. Szczerze, ostatnio powróciła myśl, by zapisać się na kilka lekcji :-)))

      Usuń
  13. Babeczko, kiedy kolejne opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
  14. Opowiadanie świetnie trzyma w napięciu, a o osobie Witalija nie wspominając. To chyba moje ulubione opowiadanie :)
    A, widzę tylko że znów wkradł się ten t-shirt
    shirt.

    Bellla

    OdpowiedzUsuń
  15. po przeczytaniu pozostaje mi tylko.spytać Kiedy Następna Część ?

    OdpowiedzUsuń
  16. Babeczko, pojechałaś z Witalijem, nie powiem :D Ognisty miks. Ja co prawda nie lubię przemocy ale i tak podoba mi się opowiadanie. Literówka w zdaniu "Mężczyzna ze świtem" zamiast świstem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeżeli już dojdzie do seksu analnego to proszę nie opisuj go, że trochę bolało a potem było nieziemsko. Do takiego rodzaju stosunku potrzebne jest dłuższe przygotowanie, odpowiednie nastawienie, relaks i zaufanie. A tu póki co nie mamy nic, więc skończy się to brutalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty?!
      Znam osobę, której taki rodzaj seksu, bez przygotowania i relaksu dał mega doznania.
      Naoliwili się waginalnie i heja :D

      Usuń
    2. Dobrze, ja też się wypowiem. Jak dla mnie to zależy przede wszystkim... od rozmiaru. Tu zdradzę odrobinę tajemnic mej sypialni - z wieloma partnerami nie miałam problemu, z moim mężem mam i to spory. ;-)
      Po drugie - oliwka dobra rzecz, ale czasami daje taki poślizg, że nic nie czuć :-)
      Po trzecie - mam wrażenie, że niebagatelną role odgrywa podniecenie. Im większe, tym mniej boli...
      To tak z doświadczenia. I twierdzę, że inni mogą mieć zupełnie odmienne odczucia.

      Usuń
    3. Jesteś bardzo rozwiązła, sex analny z kilkoma facetami, jest się czy, chwalić publicznie.... Opublikuj ten komentarz, zobaczymy ile osób sadzi podobnie.

      Usuń
    4. Jeśli trzech eks partnerów pretenduje do miana kilku, to chyba jestem rozwiązła ;-)
      Stop, pomyłka - byłam ;-)))

      Usuń
    5. w temacie
      http://proseksualna.pl/seks/jak-otworzyc-tylne-drzwi/
      polecam ( innych sytuacjach też, bo laseczka wie o co chodzi ))

      Usuń
    6. Ja przed laty spróbowałam za namową kogoś kogo uważałam za tego jedynego i mi się nie podobało. Skoro się Babeczko wystawiłaś na ocenę to ja także uważam, że 3 partnerów do seksu analnego to tak jakoś nie bardzo o Tobie świadczy w moich oczach... Ale to moje zdanie. Obecnie mój jedyny nie preferuje tak desperackich kroków, skoro mamy tyle ciekawszych sposobów. Pisząc komentarz o tym, że to się musi bez przygotowania skończyć brutalnie chciałam tylko zaznaczyć, abyś utrzymała realizm sytuacji. Pierwszy raz w strachu z wielkim penisem wróży coś niemiłego. A teraz przeczytam co napisałaś w kolejnej części, pozdrawiam.

      Usuń
  18. Też niecierpliwie sprawdzam co chwilę czy jest coś nowego. Opowiadanie genialne :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Będzie 17, minutkę po północy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie 17?

      Usuń
    2. ;-) Znaczy się jutro, po północy...

      Usuń
    3. A co z "mandatem"??

      Usuń
    4. Dostaniecie od zajączka :-)

      Usuń
    5. Babeczko, a ja wręcz przeciwnie. Lubie przemoc w opowiadaniach, trochę brutalu nie zaszkodzi ;P I tylko jedna rzecz. Z całym szacunkiem, ale niezmiernie nie lubię gdy ktoś pisze bądź mówi Np. Ubrał spodnie... Po prostu nie ma czegoś takiego. Co do opowiadania; a tu ci niespodzianka; genialne. Skąd Ty bierzesz te pomysły doprawdy nie wiem. Obyś tylko nie przestawała!!! Pozdrawiam, Olivia

      Usuń
    6. Właśnie widzę, że mam problem z niektórymi konstrukcjami. Chyba będę musiała się dokształcić w towarzystwie korepetytora, ale zostawiam to sobie na lato. Będzie więcej czasu, no i uwielbiam uczyć się na świeżym powietrzu :-)

      PS. Ale przy przecinkach się poddaję...

      Usuń
    7. Chyba jednak nie ma, a szkoda, bo pewnie poprawiłoby mi ten beznadziejny dzień.

      Usuń
    8. Troszkę się spóźniłam, bo czekałam, aż załaduje się bateria w moim super kompie ;-)

      Co do poprawy... Wątpię, bo jakoś ponuro mi wyszło.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.