poniedziałek, 17 lutego 2014

Wygrana II (VI)

Od razu zapowiem, że kolejna część w przyszłym tygodniu. Bo wiem, że zdążę przeczytać z kilka razy, poprawić i ewentualnie coś zmienić. I przede wszystkim się nie spóźnię ;-)

          Wygrana II (VI)
Robert pomaszerował pod prysznic, a ja wyczołgałam się z niejakim trudem. Stanęłam przed lustrem i poprawiłam sukienkę, a później fryzurę. Wyjęłam z szafy uprzednio pochowane dowody i poszłam do łazienki.
Poczułam ukłucie żalu, bo dawno już nie oglądałam tego widoku. Stał pod natryskiem, z twarzą uniesioną ku górze, delektując się chłodem wody.
Chyba nie należało dłużej zwlekać. Zamknęłam za sobą drzwi, przekręciłam klucz i oparta ramieniem o framugę, chrząknęłam znacząco.
Pewnie gdyby dach wyleciał w powietrze, nie osiągnęłabym takiego efektu. Robert zamarł, wybałuszając na mnie oczy, a woda ściekała mu po twarzy.
– Co ty tu robisz? – wykrztusił z siebie, gwałtownie chwytając wiszący z boku ręcznik. Wyszedł spod natrysku i owinął się nim energicznie.
– Daruj sobie – odparłam ze spokojem. – Setki razy oglądałam cię nago.
– Nago?!
– W łóżku, w łazience, w kuchni i salonie. Nawet raz na plaży – dodałam z rozbawieniem. On naprawę miał tak durny wyraz twarzy…
– Na plaży? – wyjąkał.
– Powiem wprost, bo inaczej daleko nie zajdziemy. A ty jak widać faktycznie nic nie pamiętasz – podałam mu trzymana w rękach makulaturę. – Masz, czytaj.
Posłusznie zrobił co mu kazałam. Widziałam jak zmarszczył brwi, a potem wyraźnie się rozgniewał.
– Co to niby ma być?
– Najlepiej gdybyś spytał ukochanego tatusia. Jest na miejscu.
– To jakiś fotomontaż.
– Dlaczego? – Osłupiałam z zaskoczenia.
– Bo ja kocham Izabelę.
Dobrze, że miałam się o co oprzeć. Inaczej z hukiem usiadłabym na marmurowej podłodze.
– Kochasz… Izabelę?... – wybełkotałam zaszokowana.

– Tak. Jest idealna. Piękna, mądra, zabawna. Nie sądzę bym darzył uczuciem kogoś takiego jak ty.
– Nie sądzisz? – odparłam złowróżbnie. Stał tuż naprzeciwko, cudownie bliski i jednocześnie tak daleki, z odpychającym wyrazem twarzy i pogardą w oczach.
 Co powinnam zrobić? Rozpłakać się? Rozzłościć? Obrazić i wraz z urażoną dumą czym prędzej wynieść się z apartamentu?
Nic z tego.
Po mojej prawej stał kuferek z damskimi kosmetykami. Pewnie tej małpy.
Idealny – oceniłam w oka mgnieniu. Po czym bez dalszego namysłu wykorzystałam dostępną amunicję…
Najpierw poleciały te większe, kremy, jakieś tubki, a nawet nożyczki. Trafiałam co drugi rzut. Reszta rozbijała się na ścianie tuż za jego plecami.
– Oszalałaś? – jęknął, bo akurat trafiłam go prosto w ramię.
– Piękna? – I kolejny rzut. – Mądra? – Następny. – Zabawna? – warczałam ze złością, celując coraz dokładniej. – Ty wredny sukinsynu!
Teraz przyszedł czas na kosmetyki kolorowe i inne drobiazgi. Robert wykorzystując ich małą siłę rażenia, doskoczył do mnie i unieruchomił moje ramiona.
– Zwariowałaś? – wrzasnął rozsierdzony. – Co cię opętało kretynko?
Chciałam go na koniec kopnąć jeszcze w przyrodzenie, ale chyba się zorientował co może mu grozić. Ciężarem całego ciała przycisnął mnie do ściany. Patrzyliśmy na siebie ze złością, z prawdziwą nienawiścią.
– Zawezwę ochronę, a oni policję. I odpowiesz za ten napad.
– Bidulek – zadrwiłam. – Mocno bolało mięczaku?
– Przestań! – syknął, mrużąc oczy. – Bo jak ci pokażę…
– Niby co? Tę nędzną kiełbaskę, która dyndała ci między nogami?
Aż go zatchnęło ze złości.
I nagle zamarł, marszcząc brwi. Pochylił się nade mną i wpatrywał badawczo w oczy.
– Mam dziwne uczucie deja vu…
– Znaczy się więcej kobiet mówiło, że masz nędzną kiełbaskę? – Wciąż jeszcze ziałam jadem.
Uśmiechnął się.
– Nie. Ty złośnico jesteś pierwsza. – Poluzował uchwyt i opuszkami palców przesunął po moim policzku.
– Łapy precz, bo ci je odgryzę! – szarpnęłam się energicznie.
– Nie – odparł ze spokojem. Już miałam mu pokazać, co dla mnie znaczy te jego „nie”, gdy on po prostu mnie pocałował. Tak jak za pierwszym razem, tak jak za ostatnim… Tak jak zawsze. Ale mylił się sądząc, że się poddam. Wolną ręką rozorałam mu skórę na przedramieniu i z całej siły próbowałam zacisnąć usta, by jego język nie mógł sobie tak bezczelnie poczynać pomiędzy moimi wargami. Nie przerwał, tylko zwiększył nacisk. Na dodatek ręcznik, którym był owinięty, opadł na podłogę, nie wspominając o tym, że podczas szarpaniny, podwinęła się moja sukienka. Czułam więc dokładnie jego twardniejącą męskość i swoje rosnące podniecenie. Ta zdrada własnego ciała napełniała mnie jednak wściekłością.
– Puszczaj! – wysapałam ze złością, gdy jego wargi przeniosły się na moją szyję.
– Skoro twierdzisz, że jesteśmy parą, to chyba nie masz nic przeciwko? – podniósł głowę i spojrzał na mnie kpiąco.
– Sypiasz z inną. Mam dużo przeciwko temu! – wrzasnęłam, tłukąc go zaciśniętą pięścią w bark.
Najwyraźniej się zakłopotał.
– Wiesz… To nie do końca tak.
– A konkretniej? – zamarłam, patrząc na niego podejrzliwie.
– Amnezja to jedno. Ale do dziś, do teraz miałem też problemy… No domyśl się z czym.
– Akurat! – prychnęłam. – Jest twardy jak kamień.
– I to mnie dziwi. Izabela tyle razy próbowała… – więcej nie zdołał powiedzieć, bo zagłuszył go mój ryk.
– Jesteś okropna – mruknął. – Ale i taka słodka.
Co on widział w rozczochranym, ziejącym jadem potworze słodkiego, nie wiem do dziś.  Zamknęłam oczy, by się uspokoić, a on zaczął całować moje przymknięte powieki, miękkie płatki uszu, by na samym końcu wrócić do rozchylonych ust.
Tym razem ziemia usunęła się spod moich stóp. Tak bardzo za tym tęskniłam… Z determinacją objęłam go i odpowiedziałam na pocałunek. I nagle wargi Roberta zaczęły napierać mocniej, miażdżąc moje usta z dziką pasją, z namiętnością, której już tyle razy zakosztowałam.
Wsunął dłonie pod moje biodra i uniósł mnie w górę, tak, bym mogła opasać go nogami. Niecierpliwie odgarnął natrętne kosmyki włosów,
Gdy jego ręka dotarła pomiędzy moje uda, próbując odsunąć na bok wąski paseczek stringów, zrozumiałam co zamierza. Pragnęłam go całą sobą, ale nie w ten sposób. Nie teraz.
– Puszczaj! – brutalnie przerwałam pocałunek i wykręciłam głowę.
– Ale… Dlaczego? – wydawał się być oszołomiony i zdumiony.
– Bo ktoś się dobija i to chyba jest twoja mądrzejsza, piękniejsza i zabawniejsza Izabela.
Faktycznie, ktoś walnął kilkakrotnie pięścią w zamknięte drzwi łazienki.
– Robert? – usłyszałam poirytowany głos Karola. – Kto jest z tobą?
– I co ty na to? – spytałam, ostatecznie wyplątując się z jego objęć. – A nawiasem mówiąc, poszperaj w necie. To wystarczy, żebyś miał pewność iż mówię prawdę.
Posłał mi dziwne spojrzenie. Widząc, ze zamierzam otworzyć, w pośpiechu schylił się i podniósł ręcznik. Ale opasanie się nim niewiele dało, bo z przodu miał spory, gustowny namiocik.
– Cholera! – zaklął.
W tym momencie przekręciłam klucz i do środka wpadł jego pokręcony ojczulek.
– Co ty kurwa tutaj robisz?! – wrzasnął, brutalnie chwytając mnie za ramię. Trzeba przyznać, że tak rozwścieczonego nie wiedziałam go nigdy wcześniej.
– Au! To boli!
– Zostaw ją! – Robert usiłując jedną ręką zakryć swój pożałowania godny stan, ujął mnie za drugie ramię i usiłował przyciągnąć ku sobie.
– Dość! – ryknęłam ogłuszająco, wyrywając się im obu. – I jak któryś jeszcze mnie tknie, to nie odpowiadam za siebie! – dodałam złowrogo mierząc ich spod opuszczonej głowy.
Na progu pojawiła się piękna Izabela. Zdumiona, z wyrazem lekkiego niesmaku na cudownie harmonijnej twarzy. Uch! Żeby ja to mogła jakoś zburzyć tę harmonię!
– Co się stało? – spojrzała pytająco na mnie, potem na narzeczonego. – Kochanie?
Chciała do niego podejść, ale Robert cofnął się do tyłu. Przy okazji zahaczył skrajem ręcznika o kant umywalki. Izabela nie zrezygnowała, a on dał kolejny krok w tył. Za gwałtowny, bo puszysta tkanina zsunęła się z jego bioder i oczom całego towarzystwa ukazał się członek Roberta we wspaniałej erekcji.
– Alice? – Gino zaciekawiony wsadził głowę do środka. Skąd się on tu wziął, nie miałam pojęcia. Najpierw zmierzył się wzrokiem z Karolem, potem spojrzał na mego nagiego, czerwonego niczym piwonia ukochanego. Mina, jaką zrobił, stanowczo na zawsze pozostanie w mej pamięci…
– A pan co tu robi?
– Przyszedłem po nią – wskazał na mnie. Widziałam, że z ledwością zachowuje powagę.
– Po nią? – Robert sapnął i chwyciwszy kolejny ręcznik, zakrył kłopotliwą nagość.
Zemsta na zimno jest najlepsza. Ale ta na ciepło też bywa niezła. Rzuciłam się na biednego Gino, niemal wskakując w jego ramiona. Nie zaprotestował, tylko mocno mnie objął.
– Zabierz mnie stąd! – wysyczałam wściekłym szeptem.
– To my już pójdziemy – oznajmił i zgodnie z moim życzeniem, zaczął się wycofywać.
– Zaraz, chwileczkę! – Robert ruszył za nami, ale nie dał nawet dwóch kroków, gdy jego własny ojciec podłożył mu nogę. Dosłownie.
Gino czym prędzej zaprowadził mnie do swego apartamentu. Po czym rzucił na łóżko i sam padł obok, wyjąc ze śmiechu.
– No co? – spytałam, siadając i poprawiając włosy. – Amnezja dotyczy jego ducha, nie ciała.
– O, tak! To było aż za dobrze widoczne.
– A co powiesz o niej? Piękna, prawda? – dodałam z wyjątkowym masochizmem.
– O amnezji?
– O Izabeli.
– Ojciec lepszy.
– Jesteś gejem?
– A wyglądam?
– Pewnie – odparłam zgryźliwie. – Bo każdy to ma wypisane na czole. Wolę wiedzieć, bo może to nie ona ci się spodobała, a Robert. W końcu obejrzałeś sobie wszelkie jego walory.
Kolejny wybuch śmiechu, skwitowałam milczeniem.
– Zawsze mógłbyś poderwać Karola – powiedziałam z namysłem.
– Alice… – Gino usiadł, starł łzy z policzków i spojrzał mi głęboko w oczy. – Wiesz, ja się chyba w tobie zakocham…

cdn...

27 komentarzy:

  1. Cudowne, genialne, i brak słów ale tydzień to kategorycznie zbyt długi okres czasu :-) Może tak wczesniej za tak długie oczekiwanie :-) pozdrawiam Agfa

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednak jego ciało ją zapamiętało ;-) bosko
    Szkoda tylko biednego Gino- już bym wolała aby był gejem niż by się miał w niej zakochać.
    Kibicuję Robertowi- szczególnie po tym fragmencie ;-)

    S.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak krotko? Jestem bardzo nie nasycona .. nie wiem jak wytrzymam tydzien

    OdpowiedzUsuń
  4. To jakiś żarcik? ;) Minęło 11 dni od ostatniej części, a to jest wszystko? I tylko tyle na caly tydzień? Jest poniedzialek :) Pierwszy raz zaczęłam sie śmiać po skończeniu czytania jakiegokolwiek twojego opowiadania. Szkoda, że nie z fabuły (:

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie :D koczuję na twoim blogu już dwie godziny, czekając na wygraną i doszłam do wniosku, że tydzień czekania to okropnie długo :( jednak jeśli następna część będzie tak dobra jak ta, to warto :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kobieto jesteś świetna !!!!
    Ale nie masz dla nas serca ;( przerywać w takim momencie ;)
    nie wiem jak ja wytrzymam do następnego tygodnia :)
    Pisz jak najwięcej bo masz wielki talent ! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Cała tajemnica tkwi w tym, że resztę tekstu mam w głowie... Trochę potrwa zanim przeleję go na kompa. Myślałam, że pójdzie szybciej, ale przez ostatnie dni pisanie idzie mi jak po grudzie... Idę spać, bo może to pomoże. I wam życzę dobrej nocki...

    OdpowiedzUsuń
  8. A wiesz już ile będzie jeszcze części "Wygranej II"?
    I proszę, proszę, proszę- mówię NIE tygodniowej przerwie- to stanowczo za dłuuugo :-(
    nie wiem czy tyle przeżyje ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. O Matko!Jaki Gino xd Ty to umiesz zaskoczyc i rozbawic czlowieka. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Juz dawno sie tak nie usmialam normalnie do lez. Dziekuje i chce wiecej
    Nefdrae

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne, świetne, świetne jak zawsze zresztą;) Przyczepię się tylko do jednego, mianowicie "cofania się do tyłu", inaczej się chyba nie da cofnąć;) Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejne części.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie że się czepiam ale czasem piszesz "cofnął się do tyłu"
    Magda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasny gwint! Znowu! Dzięki, poprawię :-)

      Usuń
  13. I to jest to co lubię!!! nie mdła miłostka, ale pokręcona, zabawna historia, gdzie bohaterka nie wpatruje się "ślepo" w swojego Pana Idealnego tylko ma pazura!!! Za takie historie pokochałam twojego bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Już wolę Gino od Roberta :D ma o niebo lepszy charakter :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Krótkie trochę, znów tyle czekać.. :D Strasznie się dłuży

    OdpowiedzUsuń
  16. Będę czekał cierpliwie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie karz tak dlugo czekac na kolejna czesc, nie moze byc w czwartek?

    OdpowiedzUsuń
  18. Teraz Robercik będzie nieźle wkurzony widząc Alice z Gino. Już wiem co miałaś na myśli pisząc, że to Robert będzie o nią wałczył. I Babeczko nie znęcaj się nad nami dodaj następną część Wygranej wcześniej, bo te "skrawki" nam nie wystarczają.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie. Proszę dodaj wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  20. och błagam niech Robert odtrąci natychmiast izabele i niech uwierzy Alicji!! niech znajdzie dowody, przypomni sobie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Opowiadanie genialne, boskie, super, wspaniałe jak zwykle oczywiście. Bardzo bym chciała i nie tylko ja abyś napisała szybciej ale nie naciskam :) Czekam z zniecierpliwieniem
    Gorąco pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj pieknie, pięknie sobie poczyna:) Wspaniała lektura Babeczko. Dziękuję! Nie wiem jak wytrzymam di przyszłego tygodnia... A coś innego w tym nam zaserwujesz?

    OdpowiedzUsuń
  23. ile będzie części?

    OdpowiedzUsuń
  24. Na samym początku zauważyłam jeden błąd: Poczułam UKUCIE żalu. :3
    Poza tym, świetne :D
    Mad.

    OdpowiedzUsuń
  25. Gino- to błędny tok myślenia. XD

    OdpowiedzUsuń