wtorek, 11 lutego 2014

Walentynkowa opowieść (I)

    Poszukuję wielbicielek tudzież wielbicieli twórczości Tori Amos, którzy mają zamiar wybrać się na jej czerwcowy koncert w Warszawie. Też chętnie bym pojechała, ale musiałabym to zrobić sama i tak jakoś mi łyso... Może znajdzie się ktoś, kto również będzie na tym koncercie?

    Zabawny zbieg okoliczności zmusił mnie do dopisania jeszcze słowa wstępu. Otóż święty Walenty, gdy został wtrącony do więzienia zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika. Zabawne jest to, że w opowiadaniu poniżej główna bohaterka też jest niewidoma. Taki mały zbieg okoliczności ;-)

          Walentynkowa opowieść (I)

Michał z irytacją spojrzał na zegarek.
Po jaką cholerę w ogóle się zgodził?
A tak, miał przecież prywatny dług do spłacenia. Więc kiedy Bartek, jego dobry znajomy ze studiów zadzwonił z prośbą, nie mógł odmówić. Zwłaszcza, że w obliczu tego, co tamten zrobił dla niego, dzisiejsza przysługa wydawała się drobnostką.
Jednak gdy pomyślał, że wieczór zapowiadał się tak pięknie…
Zgrzytnął zębami ze złości i z łoskotem zamknął szufladę biurka.
Ostatni dzień w pracy, zaplanowana upojna nocka i jutro w południe wyjazd na zasłużone wakacje. Nareszcie!
Dobrze, zrobi to co obiecał i jak najszybciej się ulotni.
Michał był świetnie zapowiadającym się prawnikiem. To właśnie na rodzimej uczelni poznał swego czasu Bartka, który na piątym roku wziął na siebie przewinienie kolegi. Gdyby nie to, Michałowi odebrano by prawo jazdy. Bartek wzruszył ramionami i oznajmił, że kilka punktów karnych nie ma dla niego znaczenia.
Oczywiście po zakończeniu studiów nie utrzymywali kontaktu, dopiero ostatnio, zupełnie przypadkiem spotkali się w pubie.
Po kilku piwach Bartek zrobił się zbyt rozmowny. Zdradził koledze, że opiekuje się siostrą, bo ich rodzice zmarli kilka lat temu, a nie mają bliskiej rodziny. I właśnie dlatego podjął pracę kuriera. Po prostu nie miał ani sił, ani czasu na walkę o pozycję w świecie adwokackim.
– Wiesz – bełkotał, rozochocony nadmiarem promili – Kinia jest cudowna, ale wciąż wymaga mojej opieki. Także finansowej. I po prostu muszę… – jego głos przeszedł w niewyraźne mamrotanie.
Więcej i sam Michał nie pamiętał. Oboje mieli wtedy nieźle w czubie.
Rozstali się i na prawie rok zapomniał o dawnym koledze.
Aż do dziś, gdy ten zadzwonił i poprosił go o przysługę.
– Chodzi o moją siostrę – oznajmił zwięźle. – Nie bój się, nie mam zamiaru zrobić z ciebie niańki. Ale dobrze by było gdybyś pomógł zrobić jej dziś zakupy i przygotował obiad na jutro. Miałem awarię na trasie i nie wrócę na czas. Zgoda?
– Zgoda – odparł kwaśno Michał. Nie uśmiechała mu się opieka nad rozwydrzoną smarkulą, co to nawet sama sobie nie potrafiła ugotować posiłku.
Zarzucił płaszcz, owinął szyję szalikiem i pożegnawszy sekretarkę, raźnym krokiem ruszył w kierunku samochodu. Trzeba przyznać, że w tym roku zima pokazała na co ją stać. Po ciepłym listopadzie, wilgotnym grudniu, nadszedł styczeń z obfitymi opadami śniegu i siarczystym mrozem. Początek lutego nie był nic lepszy.
Ze swego biura pod wskazany adres nie miał daleko. Tylko dzielnica nie przypadła mu do gustu i długo krążył szukając jakiegoś strzeżonego parkingu. W końcu znalazł, i to całkiem niedaleko. Uspokoiwszy się co do kwestii bezpieczeństwa auta, ruszył pod podany mu przez Bartka adres. Stara kamienica odstraszała lekko odrapanymi drzwiami i nikłym zapachem uryny. Pokonał wrodzoną niechęć do takich miejsc i przeskakując po dwa schody, wbiegł bez trudu na ostatnie piętro. Nawet nie dostał zadyszki. Energicznie nacisnął dzwonek. Potem kolejny raz, znacznie bardziej zniecierpliwiony.
– Kto tam? – rozległ się zza drzwi kobiecy głos.

Kobiecy? Bartek nie wspominał o dziewczynie czy żonie. Michał poczuł nagłą irytację. Skoro taka istniała, to nie mogła zająć się smarkulą?
– To ja, Michał.
– Ach! Dobrze, już otwieram.
Rozległ się zgrzytliwy dźwięk zamka i delikatnie pobrzękiwanie łańcucha.
– Proszę wejdź szybko, bo ciepło ucieka.
Korytarz nie był dobrze oświetlony, ale i tak zdumiał go widok kobiety którą ujrzał. Nie była ani wysoka, ani niska. Miała za to trójkątną twarzyczkę, w której dominowały wielkie, brązowe oczy i zgrabne usta, o lekko uniesionych jak u fauna kącikach. Długie, kręcone włosy przytrzymywała opaska na czole. Cerę miała bladą, wręcz białą, oczy i włosy w ciepłym odcieniu brązu. I figurę, której pozazdrościłaby jej niejedna kobieta.
– Nie spodziewałam się ciebie tak szybko.
To także zauważył. Była chyba tylko w samym szlafroczku.
– Ty mnie?
– Jestem Alina, siostra Bartka – przedstawiła się, wyciągając zgrabną, małą rączkę.
– Siostra? – powtórzył osłupiały Michał.
– Pewnie sądziłeś, że jestem jakąś narwaną smarkulą? – roześmiała się perliście.
– Coś w tym rodzaju – mruknął. Cholera! Jeśli kolega chciał go wyswatać, mógł to zrobić w inny sposób. – Mam z tobą jechać na zakupy?
– Tak. Tylko pozwolisz, że się ubiorę.
Odwróciła się, kierując w głąb korytarza. Mimo woli utkwił wzrok w jej krągłej pupie, rozkołysanych biodrach i falujących włosach.
– Ależ nie, nie za mną – przystanęła i z uśmiechem położyła mu dłoń na piersiach. – Drzwi po prawej prowadzą do kuchni. Poczęstuj się herbatą.
– Nie bardzo rozumiem… – zaczął.
– Jestem niewidoma – wskazała ręką na stojącą w kącie laskę. – I Bartek boi się, że w taką pogodę mogę sobie zrobić krzywdę. Jest ponoć bardzo ślisko?
– Jest – potwierdził zdławionym głosem Michał. Niewidoma? Faktyczne, choć miała piękne oczy, to było w nich coś dziwnego. Teraz już wiedział co.
Wszedł do małej, klaustrofobicznie ciasnej kuchenki. Po lewej i naprzeciwko ciągnął się rząd dębowych szafek, które lata swej świetności miały już za sobą. Po prawej znajdowało się ogromne okno, a pod nim mały stolik i wiklinowy fotel. Na blacie leżała otwarta książki i stał kubek z herbatą. Usiadł i jakby mimowolnie przesunął palcami po jednej ze stronic. Wypukłości z pewnością układały się w jakiś wzór, ale Michał po raz pierwszy spotkał się z alfabetem braila.
Siedział tak, gapiąc się w okno, zdumiony rozwojem sytuacji. A zwłaszcza dopiero co poznaną kobietą. Nie potrafił zrozumieć sam siebie. Owszem byłą ładna, nawet piękna w jakiś szczególny, trudny do określenia słowami sposób. Ale spotykał takich dziewcząt na kopy. Dlaczego więc akurat ta wywarła na nim tak piorunujące wrażenie?
– Przepraszam, że tak długo – weszła do kuchni, zaplatając włosy w warkocz. – Zrobiłeś sobie herbatę?
Nagle wróciła złość.
– Nie miałem ochoty – odparł niezamierzenie szorstko. I bezczelnie gapił się na jej ciało, na jej twarz. Dopiero teraz spostrzegł całą masę szczegółów – sposób w jaki się poruszała, dotykała każdej rzeczy. Nieco ostrożny, choć przecież w swoim mieszkaniu musiała znać najmniejszy nawet szczegół.
– Pewnie Bartek wymusił na tobie pomoc? – lekko się zarumieniła.
– Byłem i wciąż jestem mu winien znacznie więcej – uciął Michał. – Ale jutro wyjeżdżam na wakacje i dlatego mogę być zdenerwowany.
– To może…
– Nie ma mowy. Pogoda naprawdę jest fatalna.
– Obiecuję, że zakupy będą szybkie, a obiad na jutro zamówię sobie z jakiejś knajpki.
Wyglądała na zawstydzoną faktem, że musi korzystać z pomocy obcego.
– Chyba że… Możesz tez pójść sam. Dam ci listę. Będzie szybciej i bez wstydu.
– Wstydu? – zamarł w bezruchu. – Jakiego wstydu?
– Ludzie się na mnie gapią, nie wiedząc jak powinni się zachować.
– Owszem, ale bądź pewna, że to nie z powodu twojego kalectwa – uciął krótko. Zapalił w korytarzu światło i sięgnął po czerwony płaszczyk. Jedyny jaki znajdował się na wieszaku.
– Nie tylko – potwierdziła cichutko, pozwalając mu, by pomógł się jej ubrać. Potem wyciągnęła z szuflady szalik i czapkę.
Michał tylko stał, obserwując ją. Stał i zastanawiał się, co mu odbiło? W głowie czuł totalny zamęt, w ustach suchość, a na dodatek ani na moment nie potrafił oderwać od niej wzroku. Gorzej niż przed jakimkolwiek egzaminem – pomyślał z wisielczym humorem. Otworzył po dżentelmeńsku drzwi, ale później nie skorzystała z jego pomocy. Schodziła powoli, dłonią przesuwając po śliskiej poręczy, wpatrzona przed siebie.
Lecz gdy znaleźli się na zewnątrz, stanowczo objął ją ramieniem. Leciutko się uśmiechnęła i nie zaprotestowała. Była dużo niższa od muskularnego Michała i tak szczupła w pasie, że pomyślał ze zdumieniem, iż przy odrobinie uporu mógłby ją objąć obiema rękoma.
– Na szczęście do sklepu mam blisko.
Mruknął coś, czując jak opanowują go dość niezwykłe uczucia. Bo w świetle zapadającego wieczoru wyglądała na jeszcze delikatniejszą i bardziej kruchą niż tam, w mieszkaniu. Włosy okazały się nie brązowe, lecz w interesującym odcieniu miedzi, oczy znacznie większe, ze złocistymi iskierkami, cera wręcz porcelanowa, zabarwiona rumieńcem.
Zacisnął wargi, dopasowując swój krok do kroku kobiety. Chciał jak najszybciej odbębnić obowiązek i wrócić do domu.
Uciec.
Znów się skrzywił, gdy wytłumaczyła mu, jakiego sklepu szukają. Nie lubił tanich dyskontów. Zresztą miał tyle pieniędzy, że zaopatrywał się w najbardziej luksusowych delikatesach. Nie mógł jednak wtrącać się do cudzego budżetu.
Alina przez cały czas milczała. Zżerała ją ciekawość, jak tez wygląda nieznajomy kolega jej brata. Wyczuła, że był wysoki, bardzo wysoki. I chyba nieźle zbudowany? A poza tym miał taki seksowny, głęboki głos. I cudownie pachniał. Była ogromnie wyczulona na takie niuanse. Wzrok zastępowała innymi zmysłami.
Jednak Michał wydawał się nastawiony dość wrogo. Mało co mówił, a jeśli już, to używał ostrego, szorstkiego tonu. Widocznie Bartek faktycznie nie trafił w odpowiedni moment ze swą prośbą.
Cichutko westchnęła. Nie widziała, ale to nie oznaczało, że było tak zawsze. Mogła sobie wyobrazić swego towarzysza, jego wyraz twarzy, nawet oczu.
Tylko po co?
– Po co ci tyle słodyczy? – z zamyślenia wyrwał ją głos Michała.
– Lubię czekoladki. Wstąpimy jeszcze do herbaciarni, tu naprzeciwko. Zgoda?
– Dobrze.
I tylko tyle. Zdawkowe odpowiedzi, mało uprzejmy ton. Całe szczęście, że to tylko ten jeden raz.
Podczas gdy Alina pocieszała się w ten sposób, Michał gapił się na nią bez ustanku, zastanawiając się co ma zrobić. Oczywiście powinien po wszystkim pożegnać się i odejść. Ale kusiło go by zostać odrobinę dłużej, jeszcze trochę móc napawać się jej widokiem. Doprawdy, czym go oczarowała, że nie mógł oderwać od niej wzroku?
Gorzej. Z minuty na minutę chciał czegoś więcej. Pocałunków, pieszczot, dotyku.
Seksu.
Gdy tylko wyobraził sobie ją nago, wijącą się pod jego ciężarem na dużym łożu, zrobiło mu się niesłychanie gorąco.  
Zapakował zakupy do torby i chwycił ciepłą dłoń Aliny. Była taka mała, delikatna, prawie jak ręka dziecka.
– Przejdziemy przez ulicę do tej twojej herbaciarni.
– Dzięki.
W środku było ciepło, przytulnie i bosko pachniało. Kobieta przymknęła oczy, z lubością wdychając te wszystkie aromaty.
– Piękne prawda?
– Chciałbym, abyś się pośpieszyła. Mam jeszcze masę spraw do załatwienia.
Kłamał. Bezczelnie kłamał. Po prostu nie umiał przy niej zachować zdrowego rozsądku, żadnej powściągliwości.
Zrumieniła się zmieszana.
– Przepraszam, już wybieram i płacę.
Usiadł przy małym stoliczku, obserwując jak z szerokim uśmiechem rozmawia z ekspedientką. Widocznie była tu stałą klientką. Powąchała dwie lub trzy podsunięte puszki po czym zdecydowanie wskazała jedną z nich.
– Wybrałam czarną z prażonymi migdałami.
– Możemy już iść?
– Tak.
Alina nagle posmutniała. Mężczyzna wydawał się wściekły i rozdrażniony. A szkoda, bo chętnie zaprosiłaby go na herbatę i ciasteczka, pogawędziła odrobinę. Znów zostanie sama, w małym przytulnym mieszkanku na ostatnim piętrze starej kamienicy.
Jak zawsze.
Kiedy pokonywali ostatnie metry, zaczął padać śnieg. Michał zaklął głośno, ale Alina roześmiała się radośnie, usiłują złapać kilka białych płatków czubkiem języka. Pociągnął ją za sobą niemal brutalnie.
– Prze…
– Przestań do cholery przepraszać! – warknął, wpychają ją w ciemną czeluść klatki.
Zamilkła. Nie odezwała się ani słowem, aż do momentu gdy znaleźli się w mieszkaniu. Bez sprzeciwu pozwoliła mu odwiesić swój płaszcz, choć z tym nigdy nie miała kłopotu i weszła do kuchni.
– Może jednak coś wypijesz? – spytała nieśmiało.
Miał ogromną ochotę powiedzieć, że nie ma mowy. Ale stała tuż obok, z głową przechyloną na jedno ramię, nieco wystraszona i tak cholernie pociągająca. Jak mógł się temu oprzeć?
– Mam kwadrans wolnego. Zdążysz zrobić te prażone migdały?
– Zdążę – rozjaśniła się niczym słoneczko, a Michał poczuł, że dosłownie usuwa mu się grunt spod stóp. W pośpiechu wyszedł na korytarz i odwiesił swój płaszcz. Potem wrócił i zajął krzesło przy maleńkim stoliku, wiklinowy fotel zostawiając Alinie.
– Czy często Bartek tak cię zostawia?
– W zasadzie bardzo rzadko – powiedziała zamyślona. Podziwiał każdy, precyzyjny ruch jej dłoni, taki cudownie płynny, subtelny. – Ale teraz nie miał wyboru, a na dodatek ta awaria.
– Wróci jutro?
– Pojutrze.
– Aha – Michał przyjął z jej rąk filiżankę z parującym napojem. Po głowie tłukły mu się różne myśli. Pojutrze? Mieliby mnóstwo czasu…
Nie! Stop! Nie powinien nawet o tym myśleć!
– W zasadzie byłem pewien, że jesteś nastolatką.
– Nastolatką? Jestem starsza od brata o trzy lata.
– Nie mów? Serio? – Tym razem nie udawał zdziwienia.
– Tak wyszło. I nie zawsze byłam ślepa – usiadła naprzeciwko i podsunęłam mu puszkę pełną aromatycznych ciastek.
– To brzydkie słowo.
– Ale prawdziwe.
– I nie pasuje do ciebie.
– Może. Bartek mówił, że znacie się ze studiów? – zręcznie zmieniła temat.
– Tak. Wyświadczył mi wtedy przysługę.
– Wiem – uśmiechnęła się. – Wszystko wiem. Dobrze, że choć wtedy przeżył tyle beztroskich dni.
– Kiedy zmarli wasi rodzice?
– Dwa lata temu. Najpierw ojciec, potem matka. Jakby nie potrafiła bez niego żyć – dodała zamyślona Alina.
– A ty? Czy Bartek do końca życia będzie miał cię na swoich barkach.
Tym razem poczerwieniała dość mocno.
– Ja… – odchrząknęła. – Skończyłam Akademię Muzyczną. Wtedy wszystko wydawało się takie łatwe. Ale po śmierci rodziców, długo, bardzo długo nie mogłam dojść do siebie.
– Jaki instrument?
– Fortepian. Pewnie powiesz, że mało oryginalnie?
– Kompletnie się na tym nie znam. U mnie w rodzinie dominują tradycje prawnicze. Spotkasz w niej adwokatów, prokuratorów, sędziów, ale żadnego artysty.
Zaczęła się śmiać.
– Czyli twardo stąpacie po ziemi?
– Tak. Nawet żony wybieramy z branży.
– Też wybrałeś żonę z branży?
Zawahał się.
– Nie jestem żonaty.
– Dlaczego? – spytała zdumiona. – Wydajesz się być pewny siebie, przedsiębiorczy i Bartek mówił, że robisz oszałamiającą karierę. Czy jesteś brzydki?
Tak, to było dość bezpośrednie pytanie.
– A jak sądzisz?
Zmarszczyła brwi.
– Cóż… Mogłabym cię obejrzeć dłońmi. O ile nie masz nic przeciwko?
Zanim zdążył zastanowić się nad jej propozycją, powiedział tak. Wstała i z wyraźnym wahaniem podeszła bliżej. Potem usiadła mu okrakiem na kolanach i bardzo ostrożnie położyła ręce na twarzy.
Michał zamarł. Miał ją teraz tak blisko, że widział złociste iskierki w brązowych oczach, czuł cudowny, kobiecy zapach, ciepło drobnego ciała. Alina westchnęła i drżącymi palcami zaczęła błądzić po jego policzkach.
– Wcześniej zauważyłam, że jesteś wysoki. Nawet bardzo.
– Metr dziewięćdziesiąt z hakiem – mruknął.
– W dobrej kondycji, bo słyszałam jak wbiegasz po schodach, lecz nie miałeś nawet lekkiej zadyszki. Zresztą… – jej dłonie powoli rozpięły guziki koszuli, poluzowały krawat, a potem wsunęły się pod materiał o dotknęły gorącej skóry na torsie. – Zgadłam – Alina najwyraźniej poweselała. – Wysoki i muskularny. Musisz oszałamiająco wyglądać w garniturze.
Mężczyzna zamknął oczy, czują jak jego tętno przyspiesza, a podbrzusze zaczyna wysyłać niepokojące sygnały. Na razie jednak wciąż nad sobą panował.
– Dobrze, idziemy dalej. Twarz szczupła, zgrabny nos, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, proste brwi i dość długie rzęsy. Brunet?
– Jasny szatyn.
– I ktoś tu ma elegancko przystrzyżoną bródkę – dodała wesoło. – I na podstawie kształtu ust, dodam, że z pewnością jesteś stanowczym i upartym mężczyzną. A oczy? Jakiego koloru są twoje oczy?
– Ciemno niebieskie – powiedział schrypniętym głosem. Wbrew samemu sobie położył dłonie na jej biodrach.
– Hm – wydawało się, jakby nad czymś się zastanawiała. – Nie jesteś brzydki. I ślicznie pachniesz – dodała jeszcze bardziej zbliżając twarz do jego twarzy. – Więc problem nie tkwi w wyglądzie lecz w charakterze.
– To, że jestem samotny nie jest problemem.
– Lubisz to? – spytała zdziwiona. – Przecież nikt nie lubi samotności.
– Mam rodzinę od święta, znajomych i przyjaciół na weekendowe spotkania i kobiety na te wieczory, gdy mam ochotę na seks – odparł lakonicznie. – Dlaczego więc mówisz o samotności?
Pochyliła głowę. Ostatnie słowa wywołały dziwne uczucie przykrości.
– Miałam na myśli życie osobiste – wyjaśniła cicho. Zdawała się nie zauważać, że męskie dłonie błądzą po jej ciele. – Ale masz rację, nie jesteś samotny. W porównaniu ze mną… – roześmiała się, lecz tym razem z dobrze wyczuwalną goryczą.
– Masz tylko brata?
– Kilkoro znajomych jeszcze z czasów studiów, jedną przyjaciółkę, która jest już zamężna i tak pochłonięta życiem osobistym, iż nie ma dla mnie za wiele czasu. Chciałabym mieć psa – powiedziała zamyślona. Palcami wciąż muskała jego twarz i kark, nie przypuszczając, że Michał panuje nad sobą resztą sił. Czuł, jak jego serce przyspieszyło, jak oddech stał się głośniejszy, a ciasny materiał spodni więzi sztywniejącego członka.
– Więc dlaczego nie masz?
– Bartek nie lubi zwierząt. I twierdzi, że nie miałby czasu by na co dzień wychodzić na spacery. A kiedy mówię, że mogłabym to robić sama, tylko prycha pogardliwie i kończy dyskusję. A przecież nie jestem aż tak bezradna, prawda?
– Prawda – Michał przyłapał się na tym, ze intensywnie wpatruje się w te kuszące usta. Co by się stało, gdyby ją pocałował? Sama mówiła, że jest samotna.
Alina westchnęła i chciała wstać. Lecz wtedy całkiem nieoczekiwanie, silnie ją przytrzymał. Z całej siły zacisnął palce na zgrabnej pupie i przyciągnął ku sobie tak blisko, że jęknęła zdumiona.
– Wiesz, że igrałaś z ogniem?
Od razu zrozumiała, co miał na myśli. Siedząc tak, doskonale wyczuwała nabrzmiałą męskość, ogromną i twardą. Krwisty rumieniec rozlał się na jej policzkach i szyi, a Michał pomyślał, że nie widział jeszcze kobiety, która rumieniłaby się w tak pociągający i podniecający sposób.
– Mógłbyś mnie pocałować? – nieoczekiwanie spytała drżącym głosem.
– Nie będę w stanie skończyć tylko na pocałunku.
– A na czym? – wyszeptała mu do ucha, jednocześnie wplatając palce we włosy.
Musiałby być z kamienia, by dłużej się opierać własnym pragnieniom. Przylgnął do jej warg, wgryzł się w pełne, miękkie usta, językiem wdarł do wilgotnego wnętrza. Nie potrafił być delikatny. Jej obecność, jej bliskość, doprowadziła go do takiego stanu, gdzie przestało się liczyć cokolwiek poza pocałunkami. Fakt, że kobieta delikatnie poruszała biodrami, ocierając się o jego sztywnego członka, spotęgował jeszcze te doznania i sprawił, że Michał stanął na krawędzi najcudowniejszej erekcji w całym swoim życiu.
Całował ją coraz zachłanniej, coraz mocniej. Tylko na chwile przerwał, by ściągnąć z niej sweter, potem rozpiąć staniczek i móc zatopić twarz w pełnych, jędrnych piersiach.
– Michał! – powiedziała cicho.
Złapał zębami jeden z różowych, sterczących sutków. Bawił się nim chwilę na zmianę ssąc i przygryzając jego końcówkę, czasami nawet tak mocno, że pojękiwała z bólu. Lecz nie zaprotestowała, bo ten ból w połączeniu z całą gamą innych emocji, był czyś nie do opisania, czymś cudownym.
Przez ostatnie dwa lata była tak samotna, tak przeraźliwie samotna. To nie było remedium na jej wszystkie problemy, ale mogło zaspokoić zmysły, ukoić tęsknotę. Nawet jeśli miała stać się dla niego przygodą na jedną noc.
I wtedy w ciszę przerywaną jękami i westchnieniami, wdarł się ostry dźwięk telefonu.
Michał zdrętwiał, bo od razu zrozumiał, kto dzwonił.
Ona także zamarła w bezruchu. Coś się zmieniło. Bardzo subtelnie, ledwo wyczuwalnie, ale to było tak, jakby nagle odzyskali zdrowe zmysły.
Wyrwała się z jego uścisku i poszukała dłonią swetra. Leżał na stole, tuż za jej plecami. Szybko wciągnęła go na siebie, podczas gdy Michał z ponurą miną sięgnął do kieszeni po telefon. Nacisnął na zajęte i spojrzał na zarumienioną, drżącą kobietę. Otuliła się ramionami i spuściła wzrok, jakby dzięki temu mogła ukryć swe myśli.
– Muszę już iść.
– Dobrze.
Miała spokojny, beznamiętny głos.
Podniósł się i z irytacją popatrzył w dół, na spore wybrzuszenie w spodniach.
Wzruszył ramionami. Płaszcz wszystko zasłoni, a zanim dotrze do domu, podniecenie minie. A gdyby nawet nie, to czekała tam na niego kobieta, która będzie potrafiła je ukoić.
Gdy już się ubrał, jeszcze raz spojrzał na stojącą tuż obok Alinę.
Wyglądała tak żałośnie, skulona, samotna i wciąż tak samo fascynująca.
– Żegnaj – powiedziała cicho.
Wcale nie miał ochoty wychodzić, zostawić jej samej. Zresztą czuł w głowie taki mętlik, że sam nie rozumiał swoich uczuć. Zawsze pewny siebie, błyskotliwy i wygadany, od momentu, gdy ujrzał ją po raz pierwszy, nie mógł zebrać myśli.
Ale taki jednorazowy numerek tylko by ją skrzywdził. A tego nie chciał. Po raz pierwszy w życiu miał wyrzuty sumienia, które jedynie na krótko przygłuszyło pożądanie. Gdy już się ocknął, powróciły z podwójną siłą.
– Do zobaczenia – rzucił w pośpiechu i wypadł z mieszkania. Parę sekund dłużej i nie dałby rady tego zrobić. Po prostu musiałby wrócić, by znów ją pocałować. By znów poczuć to samo, co przed kilkoma minutami.
Z łoskotem zbiegł po drewnianych schodach.
Nie wiedział, że Alina przekręciła klucz w drzwiach i oparła się o nie plecami. A potem osunęła na ziemię, przestając nad sobą panować. Duże łzy spłynęły po jej policzkach i nagle zaniosła się rozpaczliwym łkaniem.
Dlaczego? Dlaczego nie była taka jak inni?
A tak? Żebrała o odrobinę czułości, o minimalne zainteresowanie. Sprowokowała go do takiego działania, bo zapragnęła czegoś więcej niż marzeń przy lampce wina czy też zaspokajania zmysłów w zaciszu własnej sypialni.
Pragnęła mężczyzny. Albo tylko seksu. A najlepiej jednego i drugiego.
Bartek był cudownym bratem, ale traktował ją jak porcelanową, kruchą laleczkę. A ona była kobietą z krwi i kości. Miała swoje potrzeby, swoje pragnienia.
I czym się to skończyło? Była gotowa rzucić się w ramiona pierwszego lepszego mężczyzny, który zechciałby ją zaliczyć.
Michał był zniecierpliwiony, wręcz zły, że musiał się nią zająć. Kompletnie nią nie zainteresowany. No, może za wyjątkiem ostatnich minut, ale faceci to zazwyczaj takie stworzenie, które nie przepuszczają okazji.
Roześmiała się przez łzy i wstała. Pogasiła światła i włączyła radio, stojące na kuchennym parapecie. I bardzo długo siedziała zamyślona w fotelu, pijąc zimną już herbatę.

link do części II - klik

28 komentarzy:

  1. Zapowiada się świetnie :) już zacieram rączki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne, czekam na kolejny :)) xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi się główna bohaterka - traktowana jak krucha dziewczyna, a naprawdę wydaje się twarda i dzielna :)
    Jedna uwaga - na początku Bartek nazywa swoją siostrę "Kinia", a potem ona przedstawia się jako Alina. Czyżby zmiana imienia? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie co z tym imieniem? :) Kinia czy alina?:)

      Usuń
    2. Małgorzata - Gitka - przykład z życia wzięty... Coś jeszcze mam wyjaśnić ;-)

      Usuń
  4. Zawsze punktualna ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. No to czekalam i sie doczekalam :) opowiadanie jak zwykle cudowne i takie inne niz wszystkie do tej pory. Mam takie mieszane uczucia ale oczywiscie pozytywne taka fascynacja poplątaną ze zdziwieniem bo nie takiego opowiadania sie spodziewalam, ale oczywiscie zaskoczylas mnie na plus i juz z utesknieniem czekam na ciag dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne ! Już chce jutro i kolejną część !
    Brawo ! :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne i smutne jednocześnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O Bejbe!
    Świetnie się zaczyna i wciąga jak tornado!
    Walęwtynki będą miały niezłe ukoronowanie :-).
    Ja już wiem, co on jej kupi ;-)
    Czekam na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Początek troszkę mnie zdziwił- ta prośba "zrób zakupy z moja siostrą" z lekka mnie zaskoczyła ale po przeczytaniu całości nabrało to jakiegoś sensu.
    Ogólnie zapowiada się fajna historia ;-)
    Czekam ja jutrzejszą część ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo piękna i wzruszająca część. Dziękujemy Ci Babeczko :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zwylke nie zawiodlam sie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mniam... mam propozycję, dodaj do reakcji jeszcze jedną "super", "extra" albo coś w tym rodzaju :p, te które tam są nie nadają do tego tekstu :D No, umiesz zostawiać czytelniczki na głodzie :D
    Brawo :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie się zaczyna! Super pomysł z tą niewidomą dziewczyną. W końcu każdy ma prawo zaznać w życiu szczęścia. Niecierpliwie czekam na rozwój wydarzeń. :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Droga Babeczko,
    choć bywam tu bardzo często, to rzadziej zostawiam komentarze. Wybacz, ostatnio pochłonięta byłam sesją (którą na szczęście wczoraj pomyślnie skończyłam) i przed snem, po walce z książkami i ustawami, czytałam sobie Twoje opowiadania. Są przepiękne. I zmiana bloga na wielki plus.

    Nowe opowiadanie też mi się bardzo podoba. Już nawet łza się w oku zakręciła, a postać Michała jest mi bliska z powodu studiów ;)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Aneczka^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne opowiadanie :) następna część po północy??

    OdpowiedzUsuń
  16. Jedno słowo - BOMBA!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super jak zawsze :-)
    A kiedy dodasz następną część wygranej ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Następna część jak zawsze po północy ? :3

    OdpowiedzUsuń
  19. niby fajnie się zapowiada, ale po kilku zdaniach już wiadomo, że on się zakocha itd itp. a na koniec i tak będą żyli długo i szczęśliwie

    OdpowiedzUsuń
  20. super opowiadanie . zapowiada sie ciekawie :)
    pozdrawiam AD

    ps. malutki blad tylko znalazlam @na blacie lezala otwarta ksiazki... :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Można liczyć na wygraną po północy ?

    OdpowiedzUsuń
  22. Coś pięknego, fascynującego... Dziękuję i czekam...
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  23. Babeczko cieplejsze kolory Twojego bloga były lepsze :-) Te są takie ponure ...

    OdpowiedzUsuń
  24. Opowiadania jak najbardziej okej, od dawna czytam i wpadam co jakiś czas :)
    Taka mała uwaga, z tego co wiem, niewidomi który nie widzą od urodzenia, nie rozpoznają kolorów... Ale to tylko taki drobny szczegół :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Normalnie mi smutno... Ale happy end pewnie będzie:-)))

    OdpowiedzUsuń