sobota, 8 lutego 2014

Ilyn (IV)

        Ponieważ jestem pochłonięta próbami ulepszenia bloga, słowa wstępnego nie będzie :-) Dam je przy kolejnej części Wygranej, jak również podsumowanie swego udziału w konkursie na blog roku. Na razie czytam książkę o Blogerach niejakiego Kominka. Fajna, ale dla mnie totalnie nieużyteczna. Dlaczego? Między innymi radzi on, by w tekstach umieszczać swoje emocje. Taaa... A niby co innego ja za każdym razem robię? Jedyne w czym się całkowicie z nim zgadzam, to samo zakończenie ;-) I wsio.
          Długość tekstu też z pewnością nikogo nie zadowoli. Ale nie martwcie się, jeszcze dwie części i koniec, a ja zaplanowałam sobie, że starczy mi do końca lutego... Ha, ha! Jednak wkrótce będzie gorąco - kontynuujemy Wygraną, tekst na Walentynki, a potem przechodzimy do zapowiedzianej już dawno, dawno temu Kary. Tym razem nie zmienię zamiarów, choćby nie wiem co... Bo mnie zlinczujecie ;-)))

link do części III - klik

          Ilyn (IV)
Przez kilka kolejnych dni starałam się unikać czyjegokolwiek towarzystwa. Zwłaszcza Yarna. Sama przed sobą niechętnie musiałam przyznać, iż mnie intrygował. Było w nim coś dziwnego, coś, z czym nigdy wcześniej się nie spotkałam. Lecz co było tym czymś? Nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie.
Piątego dnia zgodnie z oczekiwaniami przybiliśmy do brzegu. Poczułam ulgę, bo ciasnota mojej kajuty i towarzystwo demonów stanowczo nie sprzyjało dobremu samopoczuciu.
Ze zdziwieniem zauważyłam, że ludzie pozostawieni w niewoli, są traktowani znacznie łagodniej. Zaprzestano brutalnych zabójstw i fizycznego znęcania się. Nasi dotychczasowi wrogowie wyglądali na nieco zmęczonych całą tą sytuacją. Gdyby nie byli potworami, powiedziałabym, że czuli strach.
Yarn wezwał mnie dopiero gdy wróciliśmy do strażnicy.
Siedział przy ogromnym stole, na którym leżała bardzo stara i bardzo zniszczona księga. Ukradkiem zerknęłam co zawierała, ale zgodnie z mymi oczekiwaniami nie potrafiłam rozszyfrować ani słowa.
– Siadaj – wskazał na krzesło, z wysokim, dębowym oparciem.
– Co dalej?
– Ruszamy na wojnę Ilyn. Kolejną. Tym razem, choć przeciwnik jest tak nieliczny, nasze szanse na wygraną są bardzo znikome. Zresztą nawet jeśli zwyciężymy, być może będziemy tak osłabieni, że… - urwał nagle i zmarszczył czoło. Doskonale wiedziałam, co chciał powiedzieć. Będziemy mieli szansę ich pokonać.
Patrzyłam na niego i wcale nie czułam nienawiści. Nawet gniewu. Coś całkiem odmiennego kiełkowało w mym sercu. Nade wszystko żałowałam jednak, że przeszkodzono nam wtedy na statku. Tysiące razy wyobrażałam sobie jak by to było… Teraz również.

Siedział z łokciami opartymi o blat, z pochyloną głową. Jasne włosy ostro kontrastowały z grafitowym odcieniem skóry.
I wtedy poczułam litość. To było co najmniej niezwykłe. Litość?
– Co zamierzasz?
– Jutro ruszamy na wschód. W kierunku gór. Zabieram ze sobą każdego demona, który jest w stanie przystąpić do walki.
– A są takie, które nie byłyby w stanie?
Roześmiał się, ale jakoś tak niewesoło.
– Nie, masz rację. Nie ma takich.
– To wygląda jakbyś nagle się poddał.
– Bo zostawiamy niewolników bez nadzoru? A mam wyjście?
– Tak bardzo zależy ci na pokonaniu Kayla?
– Nie tyle jego samego, co widmowej armii, która mu towarzyszy.
– Dlaczego? – Tym razem nie ukrywałam zdumienia.
– Bo gdy skończy z ludźmi, zabierze się za nas. Za demony. Dla tych stworów nie ma żadnych świętości, nie uznają żadnego przymierza i nie tolerują żadnego pana.
– Ale Kayl…
– To tylko układ. Sam nie wie, co za pakt zawarł. Nie zapanuje nad nimi, gdy przyjdzie odpowiednia chwila. Musimy spróbować teraz, póki jeszcze mamy siłę.
– Czy ja jadę z tobą? – spytałam, zmieniając temat.
– Tak.
– Mam mało czasu na przygotowania?
Westchnął. Wstał i podszedłszy do okna, oparł się dłońmi o framugę. Patrzył na deszczowy krajobraz na zewnątrz, na chaos zgotowany przez naturę. Kraina dolin była ciepłym, przyjaznym miejscem z wyjątkiem pewnych dni, gdy z nieba spadał prawdziwy potop.
A właśnie nadeszła pora deszczowa.
– Ilyn czy masz przy sobie miecz?
– Ten znaleziony na polu bitwy? – spytałam marszcząc czoło.
– Tak.
– Mam. I co z tego?
– Nie zdajesz sobie sprawy czy jest, prawda?
– Mieczem. Ponoć magiczną bronią.
Nie odpowiedział.
Bardzo długo stał tak, podczas gdy ja chłonęłam każdy szczegół jego sylwetki. Narastały we mnie dziwne pragnienia, tak inne od tego co znałam. Ale już nie tak obce.
– Przygotuj się. Wyruszamy jutro z rana.
– Dobrze. Czy nadal… – zawahałam się. Mimo wszystko moja odwaga miała swoje granice. Lecz tak bardzo kusiło mnie by zadać to pytanie.
– Czy nadal co?
Wstałam i podeszłam bliżej. Ostrożnie położyłam dłoń na jego zgarbionych plecach.
– Czy nadal chcesz się za mną kochać?
Nie od razu odpowiedział.
– Potrzebny nam jest każdy sojusznik. A zwłaszcza ty.
– Nie bardzo rozumiem…
– Wtedy, na statku – odwrócił się przodem i przenikliwie spojrzał w me oczy – wtedy dałem się ponieść emocjom. To było głupie.
– No tak – moja dłoń opadła.
– Nie Ilyn, nie dlatego, że już cię nie pragnę – kciukiem uniósł mój podbródek. – Przecież wiesz, co oznacza dla nas sam akt zespolenia? I jak się kończy?
– Mogę się uzdrowić.
– Wiem, że możesz. Ale ja nie mogę dopuścić, byś straciła na to swą cenną moc.
To dziwne, ale stał przede mną taki zwyczajny, wręcz ludzki, pozbawiony aury zła i pogardy. W którym momencie przestał być dla mnie wrogiem? Kiedy nastąpiła przemiana z krwawej bestii w kogoś, kto przypomniał mi, że on był mężczyzną, a ja kobietą?
– Może w tym tkwił nasz błąd? – szepnął w roztargnieniu wodząc opuszkiem po mych wargach.
– Chyba rozumiem.
– Ale teraz dzieli nas prawdziwa przepaść, prawda? A nie każdy jest jak ty, Ilyn.
– Ja też nie potrafię wybaczyć wszystkiego. Za dużo zła widziałam, za wiele bezsensownej śmierci.
– A jednak mnie pragniesz?
Złapałam go za nadgarstek i odsunęłam dłoń od swej twarzy.
– Może w tym tkwi mój błąd?
Jego odpowiedź była niezupełnie taka, jakiej oczekiwałam. Błyskawicznie pochylił się i pocałował mnie, wgryzając się w moje usta, z żarem, którego się nie spodziewałam.
I tak nagle jak zaczął, tak nagle skończył.
– Jeśli wygramy, będziesz moja – oświadczył mi z błyszczącymi od pożądania oczyma. – I wtedy pokażę ci, że demony nie tylko zabijają, nie tylko piją waszą krew. Że mogę dać  znacznie więcej niż przypuszczasz.
– A jeśli przegramy?
– Wtedy będę tylko twoim wspomnieniem.
Im dłużej go znałam, im dłużej z nim rozmawiałam, tym bardziej narastało przekonanie, że mógłby stać się dla mnie kim ważnym. I ta myśl wcale nie napawała mnie wstrętem.
– Wracaj do siebie i porządnie się wyśpij. Nie wiadomo kiedy będziesz miała następną taką okazję.
Wzruszyłam ramionami. Ale nie poszłam do swej kwatery, lecz skierowałam kroki na zewnątrz, tam gdzie trzymano mych współplemieńców.
Spojrzałam na rozległe obozowisko. To nie były setki, ale tysiące, choć przecież tak wielu z nas zginęło. Tutaj, w dolinach, mordowały nas demony. Za morzem wszystkich uśmiercił Kayl i jego widmowa armia.
Ale wciąż byliśmy tak liczni.
I w tym tkwiła nasza szansa na zwycięstwo.
Yarn słusznie obawiał się kolejnego buntu.
Szłam przez obóz, poszukując dawnych towarzyszy, odprowadzana niechętnymi spojrzeniami. Doskonale zdawałam sobie sprawę za kogo mnie mają. Za zdrajcę.
Po części mieli rację.
Jednak równocześnie byłam ich wybawieniem. Musiałam porozmawiać z ocalałymi dowódcami. Wiedziałam, że wielu z nich przeżyło, że ukryli się w tym nieprzebranym tłumie. I że moja intuicja pomoże mi ich znaleźć.
***
Tego dnia z nieba lał się wyjątkowy żar.
Poranek był chłodny, ale już w południe słońce pokazało co potrafi. Na dodatek całkowicie ustał wiatr, więc nie było cienia szansy na jakiekolwiek ochłodzenie.
Jechałam prawie na samym początku kolumny. Przede mną górowała jedynie potężna sylwetka demona. Ale Yarn był zamyślony, nieobecny duchem i w ogóle zdawał się nie dostrzegać mego towarzystwa.
Nikogo poza nim nie znałam. Owszem kojarzyłam wiele twarzy, bo demony przestały być dla mnie tylko i wyłącznie spragnioną krwi watahą. Ale nie imiona. I nikt z nich nie wykazał choćby odrobiny chęci, by nawiązać ze mną nawet banalną rozmowę.
Byłam dla nich takim samym wrogiem, jak oni dla mnie.
W końcu dotarliśmy do rozległej równiny, wśród traw której dotrzeć można pozostałości stojących tu kiedyś budynków. Znów powróciło pytanie, kto zamieszkiwał tę krainę przed demonami? Musiał być to jednak istoty na tyle nam podobne, że znajdywały takie same rozwiązania co do rozmieszczenia oraz wielkości własnych gospodarstw.
A może to także byli ludzie?
Na to pytanie jednak nie znały odpowiedzi nawet demony.
– Tutaj rozbijemy obóz i odpoczniemy. Nie, nie ty Ilyn. Mamy coś do załatwienia – powiedział ze spokojem Yarn, widząc jak zamierzam zeskoczyć z konia.
Nie powiem, by spodobał mi się ten pomysł. Już i tak wystarczająco dużo czasu spędziłam na niewygodnym siodle. Lecz nagle pojawiła się niespodziewana myśl, że może on chce byśmy się po prostu oddalili od całego oddziału.
Bez słowa skierowałam swojego rumaka tuż za Yarnem. Zagłębiliśmy się w zieloną gęstwinę i choć brakowało tu jakichkolwiek szlaków, poruszaliśmy się jakby podążając do doskonale znanego celu.
Jakież było jednak moje zdumienie, gdy nagle skończyły się drzewa i niskie zarośla, i znaleźliśmy się na niewielkiej polance. A tuż przed nami zachód słońca malował fioletowo różowe refleksy w spokojnych wodach niewielkiego jeziorka.
– Mój prezent dla ciebie – rzekł krótko Yarn. – Odśwież się i wrócić przed zmrokiem do obozu.
Zawrócił konia, ale ja byłam szybsza. Złapałam jego ramię.
– Zostań. Nie tylko ja tego potrzebuję.
Na jego twarzy pojawił się szeroki, lekko drwiący uśmiech.
– Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek dojdzie do tego, byś ty zaproponowała mi coś takiego.
– Mówiłam jedynie o kąpieli.
– Tak, z pewnością.

 link do części V - klik

18 komentarzy:

  1. Babeczko ile czesci 'Wygranej' przwidujesz?

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam już że się nie doczekam dziś.Szkoda że tak krótko Babeczko:(,czekam z niecierpliwoscia na ciąg dalszy:). Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. o tak Babeczko dodaj jutro cd bo opowiadanie jest niesamowite :) moje ulubione :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałe jak zwykle. :)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. nie za bardzo rozumiem to:
    – Ilyn czy masz przy sobie miecz?
    – Ten znaleziony na polu bitwy? – spytałam marszcząc czoło.
    – Tak.
    – Mam. I co z tego?
    – Nie zdajesz sobie sprawy czy jest, prawda?
    – Mieczem. Ponoć magiczną bronią.

    i to:
    Wstał i podszedłszy do okna, oparł się dłońmi i jego framugę.

    i jego framuge? tak mialao byc? czy to ja jestem glupia? Hihi, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to ja popełniłam błąd. Moja wina, bo nie chciało mi się przeczytać tekstu przed publikacją ;-) Kiepski humor itd...

      Usuń
  6. nudna część... mało wniosła i nic ciekawego się tutaj nie wydarzyło...a czekalam od srody.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajne... postaraj się na jutro PROSZĘ.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobra, będę "kochana" i dam po północy koleją, ostatnią część. To faktycznie wredne tak trochę Was częstować małymi kawałkami, gdy większość na głodzie ;-)
    Tym bardziej, że sprawdziłam i zostało jakieś 12 stron worda. Niech będzie, najwyżej Wygraną dam dopiero w poniedziałek albo wtorek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak :)
      Bardzo proszę o następna część jutro :)

      M.G.

      Usuń
  9. Oby następna część była już jutro ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Robi się gorąco ;-)
    oby do północy ;-)

    S.

    OdpowiedzUsuń
  11. wiec prosze po polnocy- nie pojde spac- bede czekala ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przypomniało mi się Twoje opowiadanie "Aż do końca świata" i tak mi przyszło do głowy, że ten demon, którego Aidan i Laila spotkali w podziemiach zamku i który trzymał miecz to Yarn.
    Ciekawe czy dobrze kombinuję ale jakoś tak mi się to połączyło ;-)

    S.

    OdpowiedzUsuń
  13. to przeciez był Kayl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zamku mieszkał/był uwięziony Kayl ale wcześniej Aiden i Laila w podziemiach zamku natknęli się na demona na tronie z mieczem w ręku- to był właśnie Yarn ;-)

      Usuń
  14. Babeczko bądź jeszcze bardziej kochana i daj dzisiaj Wygraną :-) Zastanawiam się co ta nasza Alicja jeszcze wymyśli :-)

    OdpowiedzUsuń