wtorek, 26 listopada 2013

Pewnego zimowego wieczoru (III)

link do części II - klik      

         Pewnego zimowego wieczoru (III)

Kolejna bezsenna noc.
Zerknęła na proszki leżące tuż obok, na nocnym stoliku.
Westchnęła. Nie, z tym już koniec. Problemy nie znikały, stawały się tylko jakby bardziej mgliste, tak jak i świat dookoła. Tak naprawdę nienawidziła tego stanu całkowitego przytłumienia. Dlatego zostawiła sobie tylko dwie pigułki. Na wszelki wypadek. Resztę już dawno wyrzuciła.
Co się stało z tą silną, radosną kobietą, którą kiedyś była?
Dokładnie wiedziała co. Wciąż była silna. Gdyby nie to, wyrzuty sumienia już dawno by ją zepchnęły na drogę, z której nie było powrotu.
Nerwowo przekręciła się na łóżku, zmieniając pozycję. Leżała teraz na plecach, bezmyślnie gapiąc się w sufit. Bardzo powoli podniosła dłoń i dotknęła ust.
Przypomniała sobie pocałunek.
Był zupełnie zaskakujący, kompletnie niespodziewany.
Pierwszy, od bardzo długiego czasu. I obudził tyle zapomnianych uczuć, tyle emocji, o których sądziła, że dawno wygasły.
A przecież ten mężczyzna nawet się jej nie podobał. Owszem, był przystojny, muskularny, wysoki, o jasnych, niemal pszenicznych włosach i intensywnie niebieskich oczach. Do tego ten uśmiech, nieznacznie garbaty nos. Pewien siebie, nawet powiedziałaby, że lekko zarozumiały.
Pan i władca świata. Na dodatek taki, który przegrał ostatnią bitwę o własną rodzinę. Nie wyglądał jednak na zbyt przejętego tym faktem. Choć wyraźnie było widać, że bardzo zależy mu na synach. Ale nie na partnerce.
Jednak nie powinna go osądzać. Nie ona.
Jęknęła i znów zmieniła pozycję.
Po co on ją pocałował? To dlatego nie mogła teraz zasnąć. Czuła niepokój i podniecenie, kumulujące się wyraźnie w dole brzucha. Nic dziwnego, po tylu miesiącach wstrzemięźliwości seksualnej? I to całkowitej, bo nawet nie miała ochoty o tym myśleć.
Ale niektórych rzeczy nie idzie po prostu odłożyć na półkę i traktować jedynie jak wspomnień. Nie w tym wieku.
Uśmiechnęła się sama do siebie. Był młodszy. Zawsze miała szczęście do takich facetów. Jednak Konrada wybrała ze względu na jego spokój i doświadczenie. Ale źle zrobiła, o czym przekonała się tuż po ślubie. Spokój okazał się całkowitym brakiem uczuć, a doświadczenie pozwalało mu odnosić się do niej niezwykle lekceważąco, niemal z pogardą. Nic dziwnego, że po miesiącu zażądała rozwodu.
Dlaczego nie zorientowała się wcześniej?
To pytanie zadawała sobie wiele razy, ale nigdy nie umiała znaleźć dobrej odpowiedzi. Czyżby tak dobrze się maskował? Czy to ona była tak zaślepiona, że nie zwracała na nic uwagi?
Otrzeźwienie przyszło, gdy pierwszy raz ją uderzył. Pierwszy i ostatni, bo nie należała do kobiet, które by sobie na to pozwoliły. A najgorsze miało dopiero nadejść…
Nie! W ten sposób na pewno nie zaśnie.
Wstała i otuliwszy się kocem usiadła na fotelu tuż przy oknie. Patrzyła na padający śnieg, na całe to piękno zimowego krajobrazu. Taki widok zawsze napełniał ją spokojem. I teraz też tak było. Czysty, niewinny świat, jakby nie było na nim żadnego zła, żadnego brudu. Wszystko przykryte białym puchem, a dookoła podkreślająca każdy szczegół, cisza.
Coraz bardziej opadały jej powieki, aż w końcu kobieta usnęła.
***
– Cześć!
Spojrzała w górę, wprost w niebieskie, roześmiane oczy mężczyzny. Stał tuż obok , trzymając za rękę małego chłopca.
– Daj, pomogę ci.
– Nie, dzięki. Lubię odgarniać śnieg.
– Moja męska duma cierpi, gdy tak stoję obok i tylko patrzę. Dawaj!
– Twoją męską dumę mam w nosie – mruknęła, a malec dotychczas patrzący na nią z zaciekawieniem, zaczął chichotać.
– To jest Monika. – Krzysiek przykucnął przy chłopcu. – A to Franek, mój młodszy syn.
– Cześć – uśmiechnęła się niepewnie.
Mężczyzna spojrzał na nią z uwagą. To dziwne, że pewniej się czuła w jego towarzystwie niż trzyletniego dziecka. Dlaczego?
– Szukam do niego opiekunki. Wspomniałaś, że nie masz pracy?
Nigdy nie widział, by ktoś tak gwałtownie zbladł. Kolor jej twarzy zaczął przypominać barwę otaczającego ich śniegu, a oczy miały wyraz zaszczutego zwierzęcia, które właśnie wpadło w niespodziewaną pułapkę.
– Chyba… Nie, na pewno się nie nadaję.
– Ja myślę, że przesadzasz.
– Nie!
To był prawie krzyk. Najchętniej po prostu by ją przytulił i uspokoił, ale po pierwsze tuż obok stał jego nieco zdezorientowany synek, a po drugie miał wrażenie, że to by jeszcze pogorszyło sytuację.
– A możesz kogoś polecić? – spytał z pozornym spokojem.
– Chyba nie. Idź już sobie – poprosiła.
– Ej! Przecież nie musisz się mnie bać. Nic ci nie zrobię.
– Może nie świadomie.
Ach! Więc tak to wyglądało? Nie tylko on miał na nią ochotę. Widocznie umiała lepiej udawać? A on nie umiał się tak szybko poddać.
– Chciałem z Frankiem ulepić bałwana. Kolejnego – dodał z rozbawieniem. – Przyłączysz się?
– To kiepski pomysł.
– Hm… To co młody? Porywamy ją?
– A umie lepić bałwany?
– Ponoć najlepiej w całej okolicy – puścił oczko do roześmianego chłopca.
– Porywamy! – wrzasnął malec i zanim Monika zdołała zaprotestować, została podniesiona w górę i przerzucona przez ramię. Szufla, którą trzymała z głuchym łoskotem opadła na betonowy chodnik.
– Zwariowałeś?! Puszczaj!
– Nie ma mowy. Masz do wykonania ważne zadanie.
Uderzyła go z całej siły, ale równie dobrze mogłaby walić głową w mur. Nawet nie zareagował. Ze śmiechem ruszył w kierunku własnego domu, a chłopiec pobiegł przodem, szeroko otwierając furtkę.
– To było podłe! – warknęła, poprawiając kurtkę i z powrotem wciskając na głowę czapkę, kiedy już ją postawił.
– Buduj, to cię wypuścimy!
Ze złością chwyciła w dłonie śnieg i rzuciła mu prosto w twarz. Nie pozostał jej dłużny i po chwil rozpętała się prawdziwie śnieżna bitwa.
Udało jej się przeciągnąć na swoją stronę chłopca i oboje z zapałem lepili kulki śniegu, energicznie atakując osamotnionego wroga.
Tym razem jej śmiech brzmiał tak prawdziwie, jak śmiech dziecka stojącego tuż obok.
– Dobrze, wystarczy – jęknął Krzysiek i padł na kolana, podnosząc ręce do góry. – Poddaję się, bo jestem cały mokry. Wy także.
Monika i Franek spojrzeli na siebie i wybuchli śmiechem, a potem jak na komendę zaczęli rzucać dalej.
Pół godziny później chłopiec leżał na kanapie, przebrany i otulony w gruby koc, oglądając bajkę, a oni siedzieli w kuchni, przy kubkach z gorącą czekoladą.
– Jaka dobra! – Monika z lubością upiła kolejny łyk. – Jakby co, zrobisz mi jeszcze jedną?
– Pewnie. Mam cały zapas tych kapsułek, bo dzieciaki ją uwielbiają. Wiesz, że masz czekoladowe wąsy?
Zanim zdążył odpowiedzieć, wyciągnął dłoń i delikatnie, opuszkiem palca, starł piankę znad jej ust. Uśmiechał się przy tym tak, że jej serce wywinęło koziołka, powędrowało w górę, później w dół, a na sam koniec zaczęło bić jak oszalałe.
– Myślałam, że jesteś zapracowanym biznesmenem?
– Jestem. Ale nie mogę zostawić dziecka z byle kim. Jak znajdę opiekunkę, wrócę do pracy. Dlaczego nie chcesz się zgodzić?
Tym razem nie wyglądała już na przerażoną. Raczej na zasmuconą. Pochyliła nisko głowę, tak, że nie mógł widzieć jej oczu.
– Prosisz nieodpowiednią osobę.
– Dlaczego? O ile dobrze zauważyłem, świetnie dogadujesz się z Frankiem. Zobacz jak szybko przeciągnęłaś go na swoja stronę. Na pewno umiałbyś się nim zając te kilka godzin.
Tym razem podniosła głowę. Po policzkach płynęły łzy, a usta miała wykrzywione w wyrazie goryczy.
– Nie wiesz co mówisz! Ktoś, kto zabił własne dziecko, nie będzie dobrym opiekunem dla jakiegokolwiek innego…
Ledwo powiedziała te słowa, zerwała się gwałtownie z krzesła i uciekła.
A osłupiały Krzysiek siedział wciąż przy stole, patrząc jak kobieta w biegnie po odśnieżonym podjeździe, w pośpiechu zapinając kurtkę i wierzchem dłoni ocierając twarz.
Zabił?
Chyba żartowała?!
Nagle przypomniał sobie ból w ciemnych źrenicach Moniki, jej bladą twarz i ogromne cienie pod oczyma. Ta kobieta naprawdę cierpiała. Ale dlaczego? Nigdy w życiu nie uwierzy w to, co powiedziała.
Ale w co powinien wierzyć?
W tej chwili do kuchni weszła jego gospodyni, okrąglutka, przyjazna starsza pani, która mieszkała kilka ulic dalej.
Już wiedział, o czym powinien z nią pogawędzić.
– Dzień dobry pani Klaro – szeroko się uśmiechnął. – Ma pani ochotę na małe ploteczki?

link do części IV - klik

20 komentarzy:

  1. Czekam już z niecierpliwością na kolejne części.Nie mogę się już doczekać:-)
    Pozdrawiam.
    K

    OdpowiedzUsuń
  2. suuuper .... jak każde wcześniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Uśmiechnęła się sama do siebie. Było młodszy."

    udalo mi sie whaczyc blad?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało :-) Już poprawione, a przy okazji znalazłam jeszcze jeden.

      Usuń
  4. Wstałam, zrobiłam sobie kawuchę ,wchodzę i ... jest kolejna część :)) Super!!!! Dziękuję i czekam na dalsze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczne! Ale przewiduję, że będzie chodzić o aborcję dziecka, którego nie chciała, bo mąż ją bił?

    I jeszcze jedno: PEWNY siebie, a nie pewien :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za kolejną część :)
    Wracam z próbnej matury (szkoła sobie wymyśliła próbną w listopadzie) a tu taka miła niespodzianka :D
    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super się to czyta chociaż w paru miejscach kilka literówek, ale czy to ważne...;-)
    Może mąż ją tak skatował któregoś wieczoru, że poroniła a obwinia siebe ?

    Czekam na ciąg dalszy i doczekać się nie mogę:)
    Pozdrawiam
    Delka

    OdpowiedzUsuń
  8. Aga masz już skończony cały tekst? I codziennie będziesz nam dawkować kolejną działkę, bez przerwy? :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nowe opowiadanie podoba mi się strasznie. Z niecierpliwością czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobre, naprawde dobre :D Przez Ciebie zawaliłam moje dzisiejsze koło bo ważniejsze było to żeby sprawdzać co chwile czy coś dodałaś, no ale trudno :P
    Nie moge się doczekać, następnej części !!!
    Nie trzymaj nas w niepewności :)
    Buziaki,
    Karolina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj dodaję po północy i jednego posta dziennie :-)

      Usuń
  11. A więc tak... Jutro chciałam dać kolejną część Pechowej, a później wracamy do tego i lecimy, aż do zakończenia. Całości nie mam, piszę na bieżąco, ale w głowie mam całość, więc nie będzie problemu. Zresztą te opowiadanie nie ma zbyt skomplikowanej akcji... Choć przelanie tego na kompa wymaga odrobinę zachodu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę daj pechowa... AGA

      Usuń
  12. Wspaniale jak zawsze.
    Pozdrawiam i czekam na odpowiedz. Wiktoria

    OdpowiedzUsuń
  13. Interesujące opowiadanie,
    czekam na cd.
    kiedy możemy się spodziewac następnej części?
    w.

    OdpowiedzUsuń
  14. Trzy części Zimowego przeczytałam bez jakichkolwiek przerw :) bardzo ciekawe opowiadanie. Zastanawiem się czy Monika wykonała aborcję czy też jej były mąż w odwecie za rozwód... Czekam na następną część :)

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  15. Błagam, daj dziś kolejną część. To czekanie mnie wykończy:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam te gosposie, co przypominają żony świętego Mikołaja. :-)

    OdpowiedzUsuń