piątek, 20 września 2013

Wygrana (II)

Zdarzył się cud, Wygraną miałam też zapisaną w zwykłym pliku worda i pdf. To kopiuję i wklejam, bo do reszty na razie nie mam dostepu :( Wiecie, to jest straszne. Jakby mi jedną rękę odjęli...
 
Wygrana (II)


3.
O dziwo, pierwsza noc wcale nie była taka zła. Pośrodku łóżka ułożyłam wysoką przegrodę, zbudowaną z ręczników i poduszek, zadowolona, że w pobliżu nie ma akurat mojego współlokatora. Kiedy wróciłam z wieczornego spaceru, podczas którego bezcelowo wałęsałam się po plaży, Robert siedział w fotelu z kieliszkiem wina i oglądał telewizję. Nie zareagował na moje wejście, więc cichutko przemknęłam do łazienki, a potem już przebrana i umyta, szybko wślizgnęłam się do łóżka, podciągając pościel pod samą brodę. Z pokoju obok wciąż dobiegał szum telewizora. Zasnęłam, ledwo przyłożywszy głowę do poduszki.
Obudził mnie strasznie jednostajny i irytujący dźwięk budzika.
– Co za… – resztę wymamrotałam bezgłośnie, unosząc głowę i usiłując otworzyć zaspane oczy.
– Jest piąta rano. Wstawaj, czas na poranną gimnastykę! – Głos Roberta był głosem człowieka zadowolonego z siebie. Słychać było w nim też nieskrywaną satysfakcję.
– Jestem na wakacjach i jest jeszcze ciemno…
Natychmiast pożałowałam tych słów, bo zapalił górne światło.
– Wstawaj, bo cię wrzucę pod zimny prysznic…
Tym razem gwałtownie usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego z nieukrywaną wściekłością.
– Czyś ty kompletnie zwariował? Co to niby ma być?
– Przyzwyczajaj się. Oboje z Anitą mamy w zwyczaju nie tylko wcześnie wstawać, ale i odrobinę pobiegać przed śniadaniem.
– Odczep się, bo cię czymś otruję! – Pogroziłam pięścią, starając się nie zwracać uwagi na jego kpiący wzrok. Potem zaryłam nosem w poduszkę, naciągając kołdrę, aż po sam czubek głowy.
– Nigdy w życiu nie widziałem, by kobieta mogła ubrać tak durną piżamę w jakieś pokręcone zwierzątka…
– To są króliczki! I wcale niepokręcone, tylko trochę sprane! – Aż poderwało mnie z łóżka. – Jeszcze słowo i naprawdę ci przyłożę! Idź sobie na te biegi i daj mi pospać.
– Nie.
Zamrugałam ze zdziwienia oczami.
– Co nie?
– Nie dam ci pospać. Chcę byś się wyprowadziła i zrobię wszystko, by nastąpiło to w jak najbliższym czasie.
– Niedoczekanie twoje. – Teraz mój głos ociekał jadem. – Zostanę tu do samiuteńkiego końca. Ale nie martw się – dodałam wspaniałomyślnie, na powrót przytulając się do poduszki – Jak się będziecie bzykać, to pójdę na spacer…
– Bzykają, to się pszczółki dziewczynko. Dorośli ludzie uprawiają seks.
Odwrócił się i wyciągnął z szafy śnieżnobiały t-shirt. Przebierał się zupełnie nieskrępowany moją obecnością. Trochę mnie zatkało, gdy zsunął bokserki, ale potem pomyślałam, że widok seksownego, męskiego tyłeczka, nikogo nie powinien gorszyć.
– Czy takie przedstawienie będziesz mi fundował codziennie? – spytałam z chciwą ciekawością.
– A patrz, patrz. Będziesz miała o czym marzyć, w długie, samotne wieczory…
Nie wytrzymałam i rzuciłam w niego poduszką. Akurat się odwrócił, więc trafiła prosto w twarz. Z nienaturalnym spokojem odłożył ją na fotel.
– Jeszcze się policzymy, jak wrócę. – Trzasnął drzwiami i tyle go widziałam.
Przez chwilę rozmyślałam nad tymi słowami. Dałabym głowę, że miał jakiś podły plan dotyczący mej osoby. Potem wyskoczyłam z łóżka i wybiegłam na taras. Gdy upewniłam się, że na plaży ukazała się wysportowana sylwetka Roberta, wróciłam do sypialni i bez najmniejszych skrupułów przejrzałam jego rzeczy. Pierwsze wrażenie okazało się słuszne i aż zakręciło mi się w głowie na myśl o kwotach wydawanych przez niego na zwykłe ciuchy. Niektóre marki były mi znane, inne nazwy brzmiały obco, choć byłam pewna, że i tak sporo kosztowały. W pustej walizce leżał ukryty w jednej z kieszeni, duży czarny notes. Prócz kilku zapisanych kartek, były w nim jeszcze karty kredytowe i różnorakie dokumenty. Notatki przeczytałam, ale reszta nie budziła mego zainteresowania.
To było wszystko. Nie chciało mi się już myszkować w laptopie, więc potężnie ziewnąwszy, zakopałam się w pościeli i po chwili smacznie spałam.

4.
Na szczęście dla mnie, etap opalania na „rannego indianina” miałam już za sobą. Po całym dniu spędzonym na plaży, moja skóra nabrała pięknego, złocistego koloru. Zadowolona z tego, co ujrzałam w lustrze po powrocie, z namysłem przejrzałam skromną garderobę i z dna torby, wygrzebałam ogniście czerwoną sukienkę, tego typu, co można ją zwinąć w kulkę, a potem ubrać bez prasowania. Włosy upięłam w na czubku głowy, dodałam dyskretny makijaż i poszłam na obiad. Jeszcze nie zdążyłam skosztować smakołyków, których nakładłam na talerz, gdy pojawił się Robert i po chwili namysłu, bez pytania, zajął miejsce naprzeciw mnie.
– Gdybym był tobą, to nie jadłbym tyle. Już i tak widać te kilka zbędnych kilogramów.
Z premedytacją nabrałam na widelec soczysty kawałek mięsa, z rozkoszą zatapiając w nim zęby. Był jednak chyba odrobinę zbyt soczysty, bo po brodzie pociekł mi strumyczek tłuszczu. Mężczyzna obserwował z wyraźnym rozbawieniem, jak w pośpiechu usiłowałam obronić przed plamami moją „wyjściową” kieckę.
– Smaczne?
– A żebyś wiedział!
– I potem rośnie, i rośnie pewna część ciała.
– Mojej pupie nie mam nic do zarzucenia – powiedziałam obrażonym tonem. – A jak ktoś woli wychudłe manekiny na ubrania, to jego osobista sprawa.
– To nie manekiny, tylko zgrabne i smukłe dziewczyny, o cudownych, proporcjonalnych ciałach.
– Aha. – Tym razem ukroiłam sobie mniejszy kawałek. – A do snu będziecie liczyć wszystkie wystające żebra zamiast baranów.
– Szybciej pójdzie niż rachowanie dziurek na skórze od cellulitu.
– Paskuda z ciebie, ale i tak nie zepsujesz mi humoru. – Pomachałam mu przed nosem widelcem. – Po pierwsze, to ja kocham swoją pupę i wcale nie wydaje mi się, żeby jej coś brakowało…
– Ja mówiłem raczej o nadmiarze, a nie o braku.
– A po drugie – ciągnęłam niezrażona – co to za życie na jednym liściu sałaty dziennie?
Zakrztusił się właśnie popijanym sokiem.
– To metafora – dodałam z satysfakcją, patrząc jak próbuje normalnie oddychać. – Jakbyś nie wiedział…
– Za parę lat będą cię kopem przepychać przez drzwi i zobaczymy, co wtedy powiesz! I to nie jest metafora.
Wzruszyłam ramionami i z wyraźną przyjemnością wzięłam się za ogromny kawałek czekoladowego tortu. Był cudownie delikatny i tak pyszny, że aż rozpływał się w ustach. Musiałam mieć ciekawą minę, bo Robert spoglądał na mnie podejrzliwie i jakby z zazdrością.
– Chcesz kawałek?
Nie odpowiedział, więc pomachałam mu przed nosem sporym kęsem na widelcu.
– No spróbuj sobie – zachęciłam. – Za to przez tydzień będziesz jadł nie cały, a pół liścia sałaty.
Prychnął, ale nie odsunął mojej dłoni. Widziałam jak wzrokiem śledzi ruch ciasta, a potem załamał się i przytrzymawszy moją rękę, zjadł go.
– I co?
– Faktycznie niezły. – Obrócił się i spojrzał na stół szwedzki, ustawiony w rogu jadalni. – Idę po swoją porcję.
Kiedy wrócił, ja już skończyłam jeść. W milczeniu przyglądałam się, jak pałaszuje dość spory trójkącik.
– Nie bardzo rozumiem. Naprawdę trzymasz tak restrykcyjną dietę?
– Po prostu zdrowo się odżywiam. Co w tym złego?
– No wiesz… Raczej kojarzy mi się z zakompleksionymi nastolatkami, które koniecznie chcą zrobić karierę modelki lub wzbudzić podziw chłopców. Ale ty?
– Sprawia mi to przyjemność.
– Większą niż pyszny kawał czekoladowego ciasta lub wilgotna babeczka z czapeczką przesłodkiego kremu?
– Czekolada jest podobno substytutem seksu? – Posłał mi złośliwe spojrzenie. – Czyżby aż tak bardzo ci go brakowało?
– Nie wiem. – W zamyśleniu oblizałam łyżeczkę. – Zresztą jak może brakować czegoś, czego nigdy się nie próbowało…
Tym razem udało mi się go ustrzelić. Zamarł z podniesioną ręką, a na jego twarzy odmalowało się tak potężne zdumienie, że o mało nie roześmiałam się w głos.
– No co? Zachowujesz się jakbyś zobaczył ducha.
– Prawie. – Sięgnął po kieliszek z wodą, nie spuszczając ze mnie zachłannego wzroku. – Usiłuję znaleźć powód, dla którego ładna, seksowna dziewczyna, o dużym temperamencie, zachowuje się jak mniszka z klasztoru. Zawód miłosny czy oziębłość seksualna?
– Taa… Każda, która nie bzyka się na prawo i lewo, jest z pewnością nienormalna. – Zmusiłam się do sarkazmu, bo wciąż dźwięczały mi jeszcze w uszach wypowiedziane przez niego komplementy. – Naprawdę uważasz, że jestem ładna? I seksowna?
– No… Stosunkowo. Ach! Zapomniałem ci powiedzieć, że zapraszam cię dziś na przyjęcie w ogrodzie hotelowym. Tylko ubierz się w jakieś efektowne ciuszki, żebyś nie przyniosła mi wstydu. Pogłębimy naszą znajomość… – Mrugnął do mnie okiem i wypiwszy jednym haustem to, co miał w kieliszku, wstał i wyszedł, nie zważając na moją oburzoną, pełną pretensji minę.
„Stosunkowo”! Takie niewinne słówko, a tyle pogardy się za nim kryło. „Już ja ci pokażę stosunkowo” – pomyślałam buntowniczo, nakładając sobie na talerz jeszcze jeden kawałek ciasta. Po chwili miałam gotowy cały plan i udałam się na bardzo długi spacer po miasteczku. Do hotelu wróciłam późnym wieczorem. Było już po zachodzie słońca i na stole w salonie znalazłam dużą kartkę: „Czekam na ciebie na dole. Robert”.
A czekaj, czekaj…
Było to bardzo wytworne przyjęcie dla gości hotelowych. Miałam mało czasu, nic więc dziwnego, że przygotowania zaczęłam od razu – zmoczyłam włosy colą, ale ani ich nie rozczesałam, ani nie zaplotłam. Po wyschnięciu stanęły na głowie w potwornym kołtunie, na dodatek przekrzywionym na jedną stronę, który spryskałam różowym brokatem. Następnie zajęłam się makijażem, uzyskując całą paletę barw na moim obliczu i ciekawy, trupi odcień cery. Do tego dodałam pomadkę w wyjątkowo ohydnym, buraczkowym kolorze i jaskrawo zielony lakier na paznokcie.
Potem przystąpiłam do poszukiwania pasującego do okazji stroju. Wybór padł na stare dżinsy, które dodatkowo chaotycznie pocięłam i świeżo co zakupioną bluzeczkę, bardziej przypominającą szmatę, niż jakąkolwiek inną część garderoby. Wizerunku dopełniły eleganckie skarpetki w paski oraz sandałki na topornym koturnie, w kolorze marchewki. Na ramiona zarzuciłam kokieteryjnie wyleniałe boa, a w usta wetknęłam dwie gumy miętowe.
Efekt był piorunujący! Kiedy obejrzałam się w lustrze, o mało sama nie padłam trupem na swój widok. Przybrałam jeszcze odpowiednio zalotny wyraz twarzy i wypuściwszy potężnego balona, udałam się na przyjęcie.
Nielicznie napotkani przeze mnie goście hotelowi, czmychali na boki. Kiedy zeszłam na dolny taras, wzięłam kieliszek z tacy osłupiałego kelnera i pewnym krokiem skierowałam się w środek dyskretnie imprezującego tłumu. Dokładnie w stronę odwróconego plecami do wejścia Roberta.
– Witaj kochanie! – wrzasnęłam radośnie, rzucając mu się na szyję. Jego brwi podniosły się w górę, niemal dochodząc do pozycji pionowej. Prowadzone w pobliżu konwersacje umilkły. Teraz już wszyscy wpatrywali się we mnie ze zgrozą i obrzydzeniem. Wycisnęłam na policzku osłupiałego mężczyzny potężnego całusa, przy okazji zostawiając buraczkowy ślad szminki i chwyciwszy butelkę wina ze stołu obok, pociągnęłam łyka. Potem czknęłam i szczodrze napełniłam pusty kieliszek Roberta. Wzięłam jednak zbyt duży zamach i część wylądowała na jego nieskazitelnie białych spodniach.
– Za naszą owocną znajomość. – Puściłam do niego oczko i stuknęłam szyjką butelki w kieliszek. Powoli wyraz jego twarzy ulegał zmianie, a zdumienie zastępowała wściekłość.
– Zatańczymy? – Kokieteryjnie nawinęłam loczka na palec. – Czy może chcesz teraz uprawiać seks?
Tym ostatnim chyba przegięłam, bo stanowczym ruchem chwycił mnie za łokieć i pociągnął za sobą. Nie protestowałam, bo czułam że i tak za chwilę wybuchnę śmiechem. Po drodze zdążyłam jeszcze rzucić butelką w jakiegoś grubego i wytwornie ubranego faceta, po czym bez oporów dałam się zaprowadzić do naszego apartamentu.
Z wściekłością zatrzasnął za nami drzwi, aż zadrżały szyby w oknach. Potem chwycił mnie za ramiona i potrząsnął z taką siłą, że poczułam się niczym szmaciana kukiełka.
– Ty!… – Zabrakło mu słów, więc zacisnąwszy dłoń na przegubie mojej ręki, zaciągnął mnie do łazienki. Tam pomimo moich protestów, zafundował lodowaty prysznic, nie zważając na dzikie wrzaski i wyzwiska pod swoim adresem. Wszelkie próby wyswobodzenia się spełzały na niczym, równie dobrze mogłabym forsować betonowy mur. Dopiero, kiedy już oboje byliśmy całkiem przemoczeni, a po mojej wytwornej fryzurze pozostało tylko wspomnienie, odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Woda ściekała po jego twarzy, a mokra koszula oblepiała tors. Absurdalnie, poczułam że zasycha mi w ustach.
Wciąż przyciskał mnie do ściany, unieruchomiwszy nadgarstki, ale ze spojrzenia znikła cała uprzednia wściekłość. W zamian za to pojawiło się mroczne pożądanie. Lekko pochylił się w moim kierunku i poprzez szum wody usłyszałam cicho wypowiedziane słowa:
– Teraz już chcę uprawiać seks…
Nie czekając na odpowiedź łapczywie przylgnął do moich ust, a ja z zaskoczeniem odnotowałam, że nie było w tym nic udawanego. Zanim zdążyłam zatracić się w narastającym lawinowo pożądaniu, podjęłam ostatnią, desperacką próbę wyswobodzenia się. Bezskutecznie…
Pocałunek stawał się coraz bardziej szalony; intymny splot naszych ciał i gwałtowne ruchy, tylko potęgowały podniecenie. Ścisnął moje pośladki i lekko uniósł ku górze, a wtedy objęłam go nogami. Dłonie wplotłam w mokre włosy i pozwoliłam by ustami pieścił szyję. Cichutko jęczałam, odchylając głowę do tyłu i jeszcze mocniej wpasowując się w jego ciało. To było niezwykłe – porzucić wszelkie swoje zasady i zahamowania, całkowicie oddając się namiętności.
I gdyby nie ostry dźwięk telefonu, który nagle wwiercił się w nasze uszy, wyrywając z oszołomienia, bardzo szybko dotarlibyśmy do finału. Robert uniósł głowę i nieprzytomnym wzrokiem wpatrzył się w moją twarz. Jego uścisk zelżał, a po chwili całkiem się odsunął, unikając mego spojrzenia.
– Dzwoni Anita. Muszę odebrać.
Nie odpowiedziałam, nawet nie próbowałam go zatrzymać, choć dziś już wiem, że wystarczyłby drobny gest z mojej strony. Bez słowa wyślizgnęłam się z jego objęć, po drodze chwytając ręcznik. Owinąwszy się nim wyszłam na taras i w milczeniu wpatrywałam się w smoliście czarne morze. Za wszelką cenę usiłowałam uspokoić nierówno bijące serce i drżące dłonie. Kiedy już odzyskałam odrobinę równowagi, usłyszałam jak do mnie podchodzi.
– Przepraszam. Nie chciałem. To nie powinno było się zdarzyć. Nie z tobą…
Poczułam jak z upokorzenia ciemnieją mi policzki. Odtrąciłam jego dłoń, która miała mnie zatrzymać i pędem wpadłszy do sypialni, zatrzasnęłam drzwi i przekręciłam klucz w zamku. Mało mnie obchodziło w tej chwili, czy kanapa jest wystarczająco wygodna, a jakiekolwiek tłumaczenia mogły tylko bardziej rozzłościć.
Minęło kilka minut. Zdjęłam z siebie mokre ubranie, zmyłam resztę makijażu i owinięta ręcznikiem usiadłam na łóżku.
Nawet nie zapukał.
Za drzwiami było cicho, tylko zza otwartego okna dochodził szum morza, który w końcu ukołysał do snu moją zranioną duszę.

cdn...

24 komentarze:

  1. Babeczko, nie wiem czy Ci to już pisałam, ale uwielbiam Cię, pałam do Ciebie miłością przeogromną, jesteś niesamowicie oryginalna! Czekam na więcej ;) pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. wygrana oczywiscie spoko ale daruj sobie te ckliwe zale ze nie mozesz dodac nic nowego. Zawodzisz swoich fanów...mnie np wkur.wia czekanie na pomyłkę, nikomu ani slowa i pechowa!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie ;-) Świetne opowiadanie i niecierpliwie czekam na kolejne części ;-) mam nadzieję że nie karzesz nam na nie długo czekać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama się zastanawiam, które opowiadania Twojego autorstwa lubię najbardziej... Kilka tygodni temu były to lustra, teraz czekam z niecierpliwością na "Nikomu ani słowa". Wygrana jest fajnie zapowiadającym się materiałem.
    Babeczko! Pisz, pisz!
    Pozdrawiam
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  5. delikatnie sie zgadzam. ciagle zaznaczasz, ze masz tego masę na dysku i opowiadasz nam pięknie jak Ci wyszło zakończenie a jego jak nie bylo tak nie ma. nie chodzi o czekanie bo czekać ja moge ale między jednym a drugim opowiadaniem a nie po kilka miesięcy pomiędzy kolejnymi jego częściami. dlatego uwazam, jesli oczywiscie moge miec uwagę, ze powinnas dodawać jedno opowiadanie oczywiscie w częściach jesli musisz pozniej robic przerwę i dodawac drugie. ale nie rozpoczynać tak i kończyć kiedyyys kiedys dodając w między czasie inne opowiadanua, którymi ja osobiście nie umiem sie cieszyć nie mogąc doczekac sie kolejnej czesci swojego ulubionego opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w zupełności z Tobą, w kwestii dodawania opowiadań. Nie potrafię pojąć dlaczego autorka robi ten dziwny zamęt z dodawaniem opowiadań. Dodaje jedno, każdą część po kolei, zakańczam dodaje następne. Dla mnie logiczne. A tu najpierw kawałek jednego, później coś innego, obiecanki że już wszystko gotowe że już będzie dodane, później nie wywiązywanie się z obietnic następna seria jakiś urywków znów obietnice jeszcze w międzyczasie dodany setny raz przepis na te same babeczki tylko dodatki się zmieniają jakby nie bylo można dodać raz i napisać dodatki mogą być dowolne. Talent masz ogromny piszesz świetne ale nieustannie zwodzisz czytelników. Teraz jakiś open Office ciekawe co będzie za jakiś czas.

      Usuń
    2. Obawiam się, że jeśli to nie wirus, to komp mi się przegrzewa i dalej może być tak, że będzie, długa, długa przerwa... Oby nie :)))

      W sumie to chyba macie rację. Tak bym was chciała wszystkim uszczęśliwić, że popełniam same błędy. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i dacie szansę na poprawę.

      Zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby zrobić tak: trzy teksty tygodniowo - w poniedziałek kończymy "Pomyłkę" i "Nikomu ani słowa". W środę kolejna część Wygranej. W soboty zawsze "Czas poświęcony zemście".
      Co wy na to?

      Usuń
    3. Może być, ale osobiście bym wolała żebyś od razu dodała wszystkie części Wygranej za jednym razem :) uwielbiam Twoje opowiadania, ale nienawidzę czekać. Uzależniłam się od Twoich tekstów i muszę czytać przynajmniej jeden przed zaśnięciem. Tak więc kochana pisz pisz i pisz i wrzucaj opowiadania jak najczęściej!

      Pozdrawiam
      Agata

      Usuń
  6. Wygraną dałam, bo tylko to i Niekompletnych mam w zwykłym pliku word.

    Słuchajcie jak to jest, że jedne dokumenty mogę otworzyć w wordpad, a inne nie? Czytam te fora o komputerach i czytam, ale nic mądrzejsza nie jestem.
    W każdym bądź razie do Pomyłki nie mam dostępu, zawiesza mi się cały komp, nawet tego ostatniego fragmentu nie mogę skopiować :( Tak, tak, bo kolejna część miała być ostatnią.
    Trudno, postaram się wgrać na pendrive'a i puszczę wam jutro z innego kompa.

    Musicie mi wybaczyć, ale chyba przydałbym mi się nowy sprzęt. Gwiazdka idzie, chyba sobie zrobię prezent... Ten długo nie pociągnie - wymieniłam co prawda ekran i baterię, ale wciąż wyskakują mi jakieś głupoty.

    Któraś ma może acera aspire one?

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak więc niecierpliwie czekam na Pomyłkę i każde kolejne opowiadanie ;-) powodzenia w walce z komputerem

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejka,

    Od acerów trzymaj sie z daleka. Serio, chyba że stać cię na kolejny komputer za rok. Toto jest wysoce awaryjne i ma fatalną wydajność.

    Co do plików to czemu wordpad? W jakim formacie są te pliki? Próbowałaś użyć OpenOffice? Albo otworzyć je w internet explorerze? To może być problem kodowania, ale może być też kwestia pofragmentowanego dysku, dużo opcji.

    Co do komputera to mogłabym popatrzeć ale pytanie jest co ci potrzeba i za ile. Dodam też że Samsungi potrafią być świetne, ale nigdy te poniżej 3k plnów. Mąż dał się nabrać ;)

    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary Acer wytrzymał ze mną 5 lat :))) Tego dostałam od męża, który kupił sobie tablet.
      Właśnie odkryłam, że mogę pliki worda zamienić na pdf i stamtąd skopiować tekst :))) Jak widać, gdy człowiek się uprze wszystko wykombinuje ;-) Więc Pomyłka będzie jutro, ale resztę wciąż będę wam dozować, nie ma tak dobrze ;-)

      Gorzej z pisaniem...

      Najlepiej by było mieć dwa komputery, jeden bez połączenia z netem - nie łapał by wirusów, aktualizacji i całej masy innych śmieci.
      O, właśnie! Jakiś prosty, tani model. Zna ktoś może taki?

      Usuń
    2. Hmmm, nie wiem po jakich stronach chodzisz, serio :D
      moje komputery śmieci nie łapią, jeden antywirus i bangla misiowo. A wirusa możesz złapać nawet przez podłączenie pędraka.
      Anyway, bardziej niebezpieczne jest bezmyślne instalowanie na zasadzie dalej, dalej, dalej koniec. Trzeba czytać bo do każdego softu typu np firefox dołączana jest masa śmieci niepotrzebnych.
      Stary Acer to był stary Acer, kiedyś pralki tez potrafiły wytrzymać i 20 lat ;)

      Usuń
  9. Już nie mogę się doczekać kolejnej części wygranej! opowiadanie jak zwykle super Babeczko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "wilgotna babeczka z czapeczką przesłodkiego kremu" - idealnie jak te z Babeczkarni;)
    uwielbiam "Wygraną", od niej na pokatnych zaczeła się moja przygoda z Twoją radosną twórczością, droga Babeczko;)
    i bardzo się cieszę, że tytuł pozostał niezmieniony;)
    cudownie ją sobie przypomnieć...

    pozdrawiam,
    LIA.

    OdpowiedzUsuń
  11. i gdzie ta pomyłka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spokojnie ma jeszcze kilka godzin na publikacje ;)

      Usuń
  12. a ja bym chciała wygraną plisssssssss :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Babeczko skoro masz komputer(nie wiem czy laptop) już 5 lat to może czas go po prostu wyczyscic skoro się strasznie grzeje. Tak generalnie to bardzo hałasuje wiatrak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie. Miałam laptopa acera, ale załatwiłam go podczas ubiegłorocznego zapalenia płuc, oglądając w łóżku filmy online... Tak się zagotował, że z ledwością dało się odzyskać dane z dysku :)))
      Teraz mam netbooka, też acera i stwierdzam, że o niebo lepiej się na nim pisze. Ale albo pójdzie do serwisu, albo kupię nowego, bo zaczął fiksować.
      Nie wiem, pomyślę o tym później, jak zyskam chwilkę wytchnienia od codziennych zajęć :)

      Usuń
  14. Bardzo czekam na kolejna czesc, kiedy moge sie jej spodziewac? :)))))

    OdpowiedzUsuń
  15. "To było niezwykłe – porzucić wszelkie swoje zasady i zahamowania, całkowicie oddając się namiętności" Nieźle się uśmiałem. Kobieta z zasadami, która niejednokrotnie została upokorzona oddaje się macho, kiedy on tylko ma na to ochotę. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cały opis jej stroju bezczelnie zerżnięty z drugiej części ,, Zawód: Wiedźma" Olgi Gromko. Napisz jakąś adnotację albo zmień to.

    OdpowiedzUsuń
  17. "Choć dziś wiem(...)".- W tym zdaniu zwała się cała magia tego odcinka.

    OdpowiedzUsuń