wtorek, 23 lipca 2013

Dżin (V)

Jeśli nagle zamilknę, to nie dlatego, że o zapomniałam o blogu, tylko dlatego, że siadł mi na dobre komputer :( Znów coś się z nim dzieje, a nie wiem czy naprawa nie będzie droższa niż zakup nowego. Na razie mam 1/6 monitora nieczynne i jest to szalenie wkurzające!
Dziś kolejna część Dżina :)))

Dżin (V)

Dżina nie spotkałam aż wieczora. Zamiast czuć zadowolenie, byłam tylko i wyłącznie rozdrażniona oraz poirytowana.
Nie, nie brakowało mi go, ależ skąd! Śniadania prawie wcale nie ruszyłam, za to z pazerną łapczywością rzuciłam się na czekolady w pobliskim sklepie. Dopiero przy trzeciej tabliczce poczułam się odrobinę lepiej. Kolację zlekceważyłam, bo mdliło mnie po takiej ilości słodyczy.
Lana uciekła z pokoju, nie mogąc patrzeć jak opycham się słodyczami. Twierdziła, że źle wpływa to na jej dietę. No cóż… To ona się namiętnie odchudzała, nie ja.
Leżałam sobie na łóżku, smętnie wpatrzona w resztki czwartej tabliczki, gdy pojawił się dżin. Bez słowa usiadł obok i zapatrzył się we mnie, niczym w wyjątkowo ciekawy okaz z zoo.
- Czego? – warknęłam bez odrobiny życzliwości nie zmieniając pozycji.
- Na starość będziesz potwornie grubą i wielką babą. Już teraz masz odrobinę za dużo ciałka.
- Bo jak cię strzelę! – zagroziłam, podrywając się gwałtownie. – Po co przylazłeś?
- Myślałem…
- No co ty? Myślałeś? Serio?
- Mamy poważny problem, więc przestań zgrywać podłą jędzę i wysłuchaj mnie.
- Chodzi o Adriana? – spytałam z nagłym niepokojem.
- Nie. Mydłek wraz ze swoją lubą zażywają zasłużonego odpoczynku w hotelowym spa.
- Nie mów o nim tak – poprawiłam go odruchowo. – Więc o co?
- O Lanę.
- A co z nią nie tak?
- Ten Portugalczyk nie do końca jest tym, za kogo się podaje.
- Co masz na myśli? – Usiadłam i zaniepokojona spojrzałam na całkiem poważnego dżina.
- Nie zastanowiło cię, że umawiają się dopiero wieczorami, spędzają ze sobą nockę, a nigdy, na przykład nie spotkają się na plaży?
Przez bardzo długi moment milczałam, zastanawiając się nad jego słowami.
- Nooo… Nie bardzo. To jakiś zboczeniec? Przestępca?
- Gorzej.
- Chyba żartujesz! Nie mów, że wampir?
- Owszem. I to jeden z tych najgorszych.
- Ale one istnieją tylko w filmach!
- A tacy jak ja, to nie?
No fakt. Świat zyskał nagle kolejny wymiar, nie koniecznie dający racjonalnie się wytłumaczyć. Trochę trudno było zaakceptować, że moja najbliższa przyjaciółka umawiała się na randki z wampirem. Ale z drugiej strony, co można powiedzieć o mnie samej?
- Co robimy? – spytałam bezradnie. – Czy on zdążył już… - Urwałam w pół słowa, bojąc się wypowiedzieć na głos straszne przypuszczenia.
- Powiedzmy, że korzysta z niej, niczym ja z darmowych drinków. Ale i to się kiedyś skończy.
- I?
- Ona umrze.
Natychmiast poderwałam się z łóżka.
- Gdzie moje spodnie? Nie gap się tak! Musimy jej pomóc, nadchodzi wieczór i Lana już wyszła. Z pewnością na spotkanie z nim.
- Masz taki seksowny tyłeczek – mruknął dżin wpatrując się we mnie bez cienia krępacji.
- Amir, błagam! – Stanęłam naprzeciwko i wlepiłam w niego rozpaczliwe spojrzenie. – Zaraz, a może wykorzystam życzenie?
- Punkt szesnasty regulaminu. Wszelkie magiczne i nadnaturalne stwory nie podlegają czarom z mojej strony.
- No tak, regulamin. – Wciągnęłam jeansy i szybko poprawiłam fryzurę. – To co robimy? Nawet nie wiem, gdzie jej szukać?
- Co ja z tobą mam! – Dżin uśmiechnął się z nieoczekiwana czułością i delikatnie pogładził mój policzek. Zerknęłam podejrzliwie. – Chodź. Tylko nie rób głupstw i zdaj się na mnie.
Nie zdążyłam nawet zaczerpnąć tchu, gdy poczułam silne zawirowanie i po chwili stałam w kompletnie obcym miejscu, mrugając zdezorientowana oczyma.
- Co to było? – spytałam słabym głosem.
- Magiczna teleportacja. Nie chciało mi się łapać taksówki – odparł beztrosko.
- I płacić za bilet wstępu – dodałam.
Bez słowa chwycił moją dłoń i poprowadził w głąb klubu. Było tu dość ciemno i bardzo głośno. W dodatku muzyka była mroczna i ciężka, a na parkiecie dostrzegłam kilka par, bardzo jednoznacznie się obściskujących. Zresztą po drodze mijaliśmy innych, bez żadnych skrupułów uprawiających seks w zaciemnionych niszach po obu stronach.
- Co to za miejsce? – wrzasnęłam mu do ucha.
- Takie, w którym nie płaci się za bilet wstępu – odparł z ironią.
- Nie rozumiem?
- Jeśli wchodzą tu zwyczajni ludzie, to tylko w charakterze prowiantu.
Nie odważyłam się spytać, czy ja również. W kącie, na obszernej kanapie siedziała Lana, z wtulonym w jej piersi facetem. Miała zamknięte oczy i rozkosz malującą się na twarzy. Nie przerwali nawet, gdy podeszliśmy bliżej.
- Hej! – wrzasnęłam, by zwrócić jej uwagę.
Otwarła oczy, ale i tak przez chwilę wyglądała, jakby nie mogła mnie poznać.
- Och! To ty Liloo?
- Ano ja! – potwierdziłam złowieszczo. – Musimy porozmawiać. To jest ten twój amant? – Wskazałam dłonią mężczyznę, który wstał i teraz przyglądał się nam z bezczelnym uśmieszkiem.
- No dobrze, dobrze. Ale pozwolisz, że najpierw odwiedzę toaletę. Odrobinę mnie mdli…
Chciałam za nią pójść, ale zatrzymał mnie silny uścisk dżina. W tym miejscu stanowczo wolałam zdać się na jego doświadczenie i nie zaprotestowałam. Myślałam, że weźmiemy Lanę i jak najszybciej się stąd ulotnimy, jednak on pochylił się i szepnął:
- Zostań tu i pilnuj tego typka. – Po czym zniknął.
Zakłopotana spojrzałam w hipnotyzujące oczy mężczyzny wygodnie rozpartego na obszernej sofie. Miał mroczną i fascynującą urodę, ale w jego twarzy widać było rys okrucieństwa, który stanowczo nie przypadł mi do gustu.
Z sekundy na sekundę czułam się coraz dziwniej – jakby skądś nadpłynęła gęsta mgła i powoli spowijała moje myśli, otępiając zmysły i budząc pożądanie. Pewne pragnienia stały się nagle tak silne, że bez wahania dałam krok do przodu, by rzucić się w ramiona przyglądającemu się temu z wyraźną aprobatą wampirowi.
Wtedy poczułam obejmujące mnie muskularne ramię i błyskawicznie odzyskałam jasność umysłu.
- Zrób to jeszcze raz, a wybiję ci te przednie siekacze – powiedział ze spokojem dżin, bez trudu odwzajemniając wściekłe spojrzenie krwiopijcy. – Mam porządnie zaostrzony osikowy kołek oraz flaszkę wody święconej i nie zawaham się ich użyć! Więc tknij ją tylko, a pożałujesz!
Coś w jego głosie pozwalało stwierdzić, że spełni swą groźbę, jeśli tylko zostanie do tego zmuszony. Zadarłam głowę do góry i spojrzałam na niego ze zdumieniem. Uśmiechnął się i puścił oczko. Nagle poczułam, jak bardzo mi brakowało przez cały dzień jego kpiącej miny i wesołego głosu. I tego charakterystycznego mrugnięcia, jakby właśnie obmyślał nową psotę. Z całych sił przytuliłam się do jego piersi i zamarłam tak, wdychając całkiem obcy mi, ale i fascynujący męski zapach. Trzeba było przyznać, że gdyby wyboru miał dokonać mój nos, z pewnością zwyciężyłby Amir.
Było cudownie, ale musiałam jeszcze wyjaśnić kwestię Lany. Z niechęcią wyplątałam się z silnego uścisku i surowo spojrzałam na wampira.
- Posłuchaj mnie ty krwisty padalcu! Masz zostawić w spokoju moją przyjaciółkę, bo jak nie…
- To co mi zrobisz? – spytał kpiąco.
- Zawsze mogę poświęcić jedno życzenie, abyś zamienił się w kupkę parującego popiołu!
- Nie możesz. Punkt szesnasty regulaminy – odparował z dobrze wyczuwalną satysfakcją. Jak ja bym go!...
- Ona nie, ale ja bez trudu sobie z tobą poradzę – przerwał nam spokojny głos dżina.
- Ale po co? – zdumiał się wampir. – To przecież tylko człowiek. Przez takich jak ona, trafiłeś do niewoli.
- Masz się trzymać z daleka od niej – wskazał na mnie – i od Lany. Czy to jasne?
Widziałam już Amira wściekłego, rozżalonego, smutnego, ale nigdy nie w takim stanie. Oczy spoglądały niesłychanie czujnie, z niezwykłą twardością, usta zacisnął z taką siłą, że zamieniły się w wąską kreskę. I pierwszy raz w życiu poczułam, jak to dobrze mieć za plecami dużego, silnego mężczyznę.
Przez bardzo długą chwilę, mierzyli się spojrzeniami. Pierwszy skapitulował wampir. Widocznie uznał, że nie warto zakłócać sobie swej nieśmiertelnej egzystencji walką, którą prawdopodobnie mógłby przegrać.
- Okay. – Podniósł w górę obie ręce, pokazując, że się poddaje. Roześmiał się przy tym i po raz pierwszy miałam okazję ujrzeć prawdziwe, lśniące groźnie, białe kły. – Masz moje słowo, że więcej ich nie tknę. No chyba, że same będą tego chciały? – Tu posłał mi uwodzicielskie spojrzenie. Niestety, napotkał na prawdziwy mur wrogości.
- Mam dżina i nie zawaham się go użyć! – zagroziłam. – Daruj sobie więc te hipnotyzujące sztuczki.
Za moimi plecami rozległ się śmiech. Amir objął mnie i wyszeptał:
- Skoro załatwiliśmy tą sprawę, to może zostaniemy i się przyłączymy? – Wskazał głową kotłującą się na parkiecie masę. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, co się tam dzieję. Rany! Orgia na żywo! I trochę trudno było połapać się, kto z kim uprawia ten seks… Dostałam istnego oczopląsu, nie wspominając już o gorących i czerwonych policzkach.
- Jeśli chcesz? – Odwróciłam się do niego przodem i zarzuciłam ramiona na szyję, posyłając jednocześnie zalotne spojrzenie. Przestał się uśmiechać i zrobił tak ogłupiałą minę, że o mało nie wybuchłam śmiechem. – A więc, jak będzie? Zostajemy? Nigdy nie kochałam się naraz z dwoma lub trzema facetami – szepnęłam mu na ucho z ledwością powstrzymując wesołość.
- Nie ma mowy. – Energicznie pstryknął palcami i po raz drugi tego wieczoru kompletnie straciłam poczucie własnej cielesności, by po chwili znaleźć się z powrotem w pokoju.
- Taka impreza, a my musieliśmy wrócić – powiedziałam z wyrzutem sięgając po resztki czekolady. – Co cię opętało?
- Zacznij od jednego – odparł zgryźliwie, siadając w pewnym oddaleniu.
- Nie bardzo rozumiem…
Nadął się urażony. Nie przyjął nawet poczęstunku.
- Amir! Przecież zostawiliśmy tam Lanę! Jak mogłam o tym zapomnieć!
- Nie. Wysłałem ją do pokoju tuż przed nami. Trzeźwieje w wannie.
Bez namysłu ruszyłam w kierunku łazienki. W środku, smacznie pochrapując, leżała moja przyjaciółka, wyglądając niczym pijak po całonocnej libacji.
- Jest bezpieczna?
- Nie – stanowczo zaprzeczył. Zdumiało mnie to.
- Ale on powiedział…
- Nie zdjął z niej uroku.
- Wróci do niego?
- Będzie próbowała. Do końca życia.
Złapałam się za głowę.
- A ty nie możesz?
- Nie. Magią władam tylko w ograniczonym zakresie. No, chyba że chodzi o życzenia.
Do stu piorunów! Moje przedostatnie…
- Życzę sobie by o nim zapomniała i znów była dawną Laną.
- Jesteś pewna?
- Na sto procent. Skoro tylko tak mogę jej pomóc?
Uśmiechnął się ze smutkiem, ale nie zaprotestował.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
- I tyle?
- A czego oczekiwałaś? Trzęsienia ziemi i fajerwerków? Tniemy koszty i nie stać na takie ekstrawaganckie pokazy. Lana jest już sobą i nawet nie pamięta, że spotkała jakiegoś wampira.
- Głodna jestem. – Zmieniłam temat, bo poczułam głośne burczenie w brzuchu. – Idziemy na pizzę? Ja stawiam – dodałam wspaniałomyślnie.
- Niech będzie – zgodził się po krótkim namyśle. – Zafunduję ci drinka. A może i dwa? Rozluźnisz się i może wtedy będziesz łatwiejsza?
Zaczął się śmiać, widząc jawne oburzenie na mej twarzy. Ale po chwili i tak ujęłam podane ramię. We względnej zgodzie, udaliśmy się do najbliższej knajpki i muszę przyznać, że dawno nie byłam na tak udanej kolacji.
***
- Gdzie się szlajasz po nocach, skoro nie śpisz z nami? – zaatakowałam dżina, gdy tylko pojawił się po śniadaniu.
- Poderwałem amerykańską turystkę i załapałem się na darmowe bzykanko z noclegiem. No co? Skąd te wrogie i potępiające spojrzenie?
- Czy czasem myślisz o czymś innym niż seks?
- Wtedy, gdy jestem z tobą? Nigdy!
Jakoś nie chciało mi się sprzeczać. Bo o co? Poza tym wciąż miałam nadzieję na realizację planu odbicia Adriana.
- Co z twoim podrywem Laury?
- Nie do wiary! Nadal o tym myślisz?
- Tak. Amir, proszę - pomóż mi jak obiecałeś.
Wyglądał jakby nagle posmutniał. A potem w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Od razu zaczęłam się bać…
- Dobrze. Masz być ze swym złotowłosym mydłkiem o trzeciej w pokoju. Schowajcie się na balkonie i zajmij go czymś by nie od razu połapał się w sytuacji.
- Nie nazywaj go mydłkiem!
Prychnął.
- To ty chcesz żeby cię bzyknął. Ja mogę myśleć o nim, co mi się żywnie podoba. A teraz wybacz, idę na łowy.
Zdążyłam się przyzwyczaić do jego nagłych zniknięć, więc tylko wzruszyłam ramionami. Byłam zmęczona całą tą sytuacją. Poza tym Amir chwaląc się swymi podbojami, wyjątkowo działał mi na nerwy. Można by przypuszczać nawet, że byłam zazdrosna…
Żachnęłam się. Niedoczekanie! Jeszcze jedno życzenie i pozbędę się tego erotomana. Tylko, że ta myśl wcale mnie nie uradowała. Wręcz przeciwnie, poczułam się wyjątkowo podle. Postanowiłam więc wypróbować sprawdzoną metodą przeganiania smutków i stanowczym ruchem odkorkowałam świeżo, co kupioną butlę z winem.
Na szczęście zdążyłam doprowadzić się do porządku przed spotkaniem z Adrianem. Nadal szumiało mi w głowie i męczyła delikatna czkawka, ale liczyłam, że nie będzie to stanowiło żadnej przeszkody.
Z zastanowieniem wybrałam odpowiedni strój, uczesałam potargane włosy i przeciągnąwszy błyszczykiem po ustach, stanęłam przed lustrem. No, nieźle! A jakby tak… Mina zalotna? Nawet dobrze. A teraz uwodzicielska! Mizdrzyłam się tak, aż do chwili, gdy mój wzrok padł na siedzącego w fotelu dżina.
- Ja przez ciebie dostanę zawału serca – jęknęłam, udawanym gestem łapiąc się za pierś.
Przyglądał się mi z zaciekawieniem, podjadając z ogromnego pudła popcorn.
- Wiedziałem, że dasz mały pokaz, więc przyniosłem przekąskę. – Wskazał palcem na jedzenie.
- Ponieważ jestem przyzwoitą dziewczyną, nie powiem na głos, co o tobie myślę.
- Aleś się odstawiła! Niczym szczur na otwarcie kanału…
- Amir! To porównanie jest co najmniej niesmaczne!
- E tam! Zmieniając temat – wszystko gotowe do przeprowadzenia akcji mydłek.
- Miałeś tak o nim nie mówić! – Pogroziłam mu zaciśniętą pięścią tuż przed samym nosem.
- Bo co?
To pytanie mnie przystopowało. No faktycznie, co mogłam mu zrobić?
- Jesteś podły!
- A ty głupia! – powiedział z nieoczekiwaną goryczą. – Chodź, nie czas na kłótnie. Miejmy to jak najszybciej za sobą.
Nadęłam się i podążyłam za nim. Najgorsze było to, iż gdzieś tam bardzo głęboko, jakiś cichutki, nieśmiały głosik powtarzał, że Amir miał całkowitą rację. Zdusiłam go brutalnie, a popiskujące sumienie wysłałam do wszystkich diabłów.
Z duszą na ramieniu stanęłam przed drzwiami pokoju Laury i Adriana. Z determinacją zapukałam i przybrałam odpowiedni wyraz twarzy.
- Część. - Oczywiście otworzył mi mój wymarzony książę.
- O, Liloo! – Najwyraźniej się ucieszył. – Wejdź, proszę.
Jak przypuszczałam, pokój miał zaciągnięte zasłony. Stanowczo skierowałam się na balkon i Adrian, chcąc nie chcąc musiał pójść za mną. Usiadłam na wygodnym fotelu i poczekałam, aż zajmie miejsce naprzeciwko.
- Macie lepszy pokój niż nasz, bo tylko do południa świeci wam słońce i nagrzewa wnętrze.
- A wy nie?
- Dopiero pod wieczór można zdobyć się na to, by podziwiać widoki.
- No tak.
Nie mogłam nie zauważyć, że był lekko rozkojarzony, jakby nieobecny i smutny. Nie rozumiałam dlaczego, ale jakoś nagle straciłam cały zapał. I w dodatku to skojarzenie z kozą… Przeklęty Amir! Kompletnie zapomniałam kazać mu odwołać rzucony urok.
- Przyszłam, bo wciąż nie mogę zapomnieć naszej ostatniej rozmowy. Co się z wami dzieje?
- Och, Liloo! – Zamknął oczy i przeciągnął dłonią po spoconym czole. – Dobrze! Jeśli komuś mogę to powiedzieć, to tylko tobie!
Ujął moją dłoń i pocałował. Później spojrzał głęboko w oczy, z półuśmiechem błąkającym się na ustach.
Aż zamarłam. Czyżby jednak los szykował mi prywatną wygraną na loterii?
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką – zaczął z dobrze wyczuwalnym wahaniem.
No cóż... Początek był raczej kiepski, nie tak wyznaje się skrywaną przez miesiące miłość. Czy choćby wielkie uczucie, spadające niczym grom z jasnego nieba.
- Pamiętasz Izę? Tę siostrę mojego kumpla z pracy, która była razem z nim na majowej imprezie?
Trzeba przyznać, że ogłuszył mnie tym pytaniem. Co u licha, miała do tego jakaś Iza, którą ledwie raz widziałam na oczy?
- Zdradziłem Laurę – rzekł z determinacją Adrian. – Właśnie z nią.
Gdyby w tej chwili wylądował obok latający spodek, pełen małych zielonych ludzików, nie zdziwiłabym się bardziej. Zamarłam, z otwartymi ze zdumienia ustami, wpatrując się w obiekt mych uczuć.
- Nie!… - wyjęczałam wplatając dłonie we włosy.
- To nie wszystko – kontynuował z uporem. – Wcześniej była jeszcze koleżanka na zjeździe integracyjnym i moja daleka kuzynka, na stypie po babci…
Już miałam na czubku języka pytanie „A dlaczego nie ja?”, ale ugryzłam się i nadal wpatrywałam się w niego bez słowa, zastygła w dramatycznej pozie.
No ładnie! Ja się tu przez dwa lata krygowałam, wierząc w wielkie uczucie pomiędzy nim, a Laurą, wzdychałam aż firankę podwiewało, a ten skubaniec oświadcza nagle, że niejednokrotnie zdradził swoją narzeczoną.
- A przedtem…
- Zaczekaj – uciszyłam go, podnosząc dłoń. – Ile było tych razy?
- Pięć. Ale wierz mi, to tylko chwile słabości. Ja naprawdę kocham Laurę i chcę się z nią ożenić.
- I zdradzasz z tej wielkiej miłości czy co?
- A nie… To tak przypadkiem.
Wciąż byłam ogłuszona, ale powoli zaczynała narastać we mnie wściekłość. Księże zleciał z hukiem z piedestału, pozostawiając po sobie uczucie rozczarowania i niesmaku. I ogromną, ziejącą pustką, dziurę w moim sercu.
- Adrian! Nie mnie puszczasz w trąbę, ale czy pomyślałeś kiedyś o tym, że jest to wyjątkowo podłe?
- Noo… – Wydawał się zakłopotany. – W zasadzie to bardziej boję się, że Laura dowiedziała się o mojej zdradzie i dlatego jest dla mnie taka oschła.
Co za dupek! To już przekraczało wszelkie granice! Potem przypomniałam sobie, co jego luba wybranka wyprawiała z dżinem i zachciało mi się śmiać. Doprawdy! Byli siebie warci!
Nagle tuż obok rozległy się głosy. Oba rozbawione, jeden damski, drugi męski.
Do licha! Przez to wszystko całkiem zapomniałam o zaplanowanej akcji.
- Cicho – szepnęłam, zrywając się z miejsca i lekko odchyliwszy skraj zasłony, spojrzałam w głąb pokoju z rosnącym zainteresowaniem.
Zdezorientowany Adrian, wcisnął się tuż obok, ale nie powiedział ani słowa. Widać po nim było, że przeżywa gorycz swej porażki, ale nie drgnął, nawet wtedy, gdy dżin zaczął całować Laurę. Robił to powoli, enigmatycznie, celebrując każdy ruch i gest. Co chwilę przerywał szeptając jakieś czułe słówka, jakby naprawdę był w niej zakochany.
I tu po raz pierwszy poczułam ukłucie zazdrości. To miał być wyuzdany seks, a nie romantyczne spotkanie miłosne. Co on sobie wyobrażał?!
Zgrzytnęłam zębami i dalej przyglądałam się akcji.
Amir właśnie zsunął z ramion Laury sukienkę i powoli pieścił ustami szyję, docierając do ust. Na chwile przerwał, a potem patrząc głęboko w oczy, pocałował ją.
- Nic nie zrobisz? – Spojrzałam na Adriana z ukosa.
- No co ty! On jest większy i silniejszy. Wolę nie. – Zachmurzył się, ale i widać było, że cała ta sytuacja była mu wybitnie na rękę. – Poza tym należy jej się, zwłaszcza po tych wszystkich zdradach z mojej strony.
Ręce mi opadły. Szczęka również. Spodziewałam się różnorakiego rozwoju akcji, ale nie TEGO! I pomyśleć, że na dobrą sprawę zmarnowałam przez palanta aż dwa życzenia!
Uhhh!
To, że nie wydrapałam mu oczu, zawdzięczał tylko temu, że byłam zbyt zdruzgotana poniesioną porażką. Właśnie cały świat zwalił mi się na głowę, a w dodatku tuż obok, na moje własne życzenie, dżin dawał pokaz wyjątkowego bzykanka.
Laura pchnęła Amira na łóżko i sama usiadła mu na kolanach, zarzucając ramiona na kark. Całując namiętnie jej szyję i włosy, powoli dotarł do wycięcia bluzki i zanurzył twarz w niewielkich piersiach. Potem powoli odpinał kolejne guziczki, by w końcu zsunąć z niej sukienkę, później bieliznę, a na końcu i swoje ubranie. Wszystko to sprawiało tak harmonijne wrażenie, jakby ktoś specjalnie ułożył do tego scenariusz i poprzedził wieloma próbami.
Choć serce w mojej piersi biło jak oszalałe, to nie mogłam oderwać zafascynowanego wzroku od kochającej się pary. Zresztą czułam nie tylko to.
Amir delikatnie pchnął Laurę, tak że leżała przed nim całkiem naga, a sam zaczął pieścić ustami jej ciało, poczynając od brzucha i schodząc coraz niżej. Zajęczała, gdy poczuła jego dotknięcie w najbardziej intymnym miejscu. Potem powoli uniósł się, objął ją i bardzo delikatnie zanurzył się w gorącym wnętrzu. Cichy okrzyk rozkoszy stłumił pocałunkiem. Każde pchnięcie było pełne namiętności, pożądania i coraz silniejsze. W pokoju słychać było ich coraz głośniejsze jęki.
Spojrzałam w bok, na siedzącego w fotelu Adriana. Ze spokojem wpatrywał się w morski krajobraz, sącząc colę z butelki. Najchętniej zepchnęłabym go z tego balkonu…
To wszystko była moja wina! A w zasadzie mego oślego uporu. Lepiej by było, gdybym to teraz ja mogła być na miejscu Laury. A tak?
Siedziałam z wymarzonym mężczyzną, czując jedynie rozgoryczenie i pustkę. W dodatku, dobiegające zza firanki, narastające okrzyki ekstazy, nieziemsko mnie denerwowały. Bo jakim prawem było im tak dobrze?! To do cholery, miała być moja wielka chwila!
Zgrzytnęłam zębami i obiema dłońmi przykryłam uszy, by nie słyszeć jak dochodzą, niemal w tym samym momencie. Adrian uporczywie nie zwracał na mnie uwagi, co akurat w tej chwili miałam głęboko w nosie. Albo w innym, znacznie ciemniejszym miejscu.
Zacisnęłam usta i kiedy uznałam, że minęło wystarczająco dużo czasu, bez słowa weszłam do pustego już teraz pokoju. Na pożegnanie oraz by ulżyć miotającym mną uczuciami, trzasnęłam porządnie drzwiami i wróciłam do swej kwatery.
To, co kotłowało się w mej duszy, było nie do opisania. Przede wszystkim jednak czułam się tak potężnie rozczarowana, rozbita na tysiące kawałeczków. I nie wiadomo dlaczego wściekła na dżina. Po co ten idiota dał, aż tak popisowe przedstawienie? Nie mógł tego załatwić, tak jak poprzednio, szybko i beznamiętnie? Zachciało mu się zbytecznej romantyczności! Zabiję drania jak tylko się pojawi!
Bardzo długo siedziałam w milczeniu, popijając wino prosto z butelki. Nie miałam ochoty bawić się w subtelności, a to, co teraz czułam, naprawdę nie dało się opisać ludzkimi słowami…
- Jesteś ze mnie zadowolona? – Rozległ się tuż obok rozbawiony, drwiący głos dżina.
Bez słowa wstałam i wymierzyłam mu siarczysty policzek.
- A to za co?! – Przysiadł i zdumiony wpatrywał się w moje pełne łez oczy. – Liloo? Co zrobiłem nie tak?
- Wynoś się – powiedziałam cicho. – I najlepiej będzie, jak więcej nie pokażesz mi się na oczy!
- Ja ciebie nie rozumiem. – Wstał i spojrzał na mnie ze złością. – Chciałaś bym poderwał Laurę, więc poderwałem. Wszystko dokładnie tak, jak kazałaś. Więc o co się wściekasz?
- Musiałeś robić to tak realistycznie? – wrzasnęłam nieoczekiwanie. – Tak, jak gdybyś naprawdę był w niej zakochany?!
I w tym momencie zaczął się śmiać.
- Liloo! – Bez problemu zablokował mi ramiona, bo właśnie przymierzałam się by wydrapać mu oczy. – Jesteś zazdrosna, prawda?
- O ciebie? Niedoczekanie!
- Adrianek nie spełnił pokładanych w nim nadziei?
- Zamknij się i wynocha!
I rozpłakałam się. Tym razem już zupełnie na serio, wartkim i obfitym potokiem łez. Amir nie protestował, gdy bez opamiętania moczyłam mu koszulę, tylko przytulił mnie i delikatnie gładził po plecach.
- No już dobrze! – mruczał pocieszającym tonem. – Domyślam się, że twój złotowłosy książę nie rzucił się w twoje ramiona, załamany zdradą narzeczonej?
- Och! – jęknęłam i rozszlochałam się na nowo. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na dłoń dżina, która wślizgnęła się pod moją bluzkę i właśnie nieśmiało dotykała piersi. Na chwilę zamarłam, potem spojrzałam mu w oczy ze złością.
- Wykorzystujesz sytuację!
- Przyznaj, byłaś zazdrosna?
- Zrobiłeś to specjalnie!
- No może trochę… Ale podziałało!
- Jesteś okropny. – Odepchnęłam go raptownie. – Jeśli chcesz wiedzieć, to Adrian zdradzał Laurę już wcześniej. I to kilka razy.
- No co ty? – Zdziwił się uprzejmie. Ale widać było po nim, że bardziej interesuje się tym, jak tu by się do mnie dobrać. – A ja myślałem, że to mydłek? Patrz, jak pozory mogą mylić!
Położyłam się na łóżku, przysuwając do siebie duży karton z chusteczkami.
- Idź sobie lepiej na jakiś podryw. Ja tu muszę opłakać me zawiedzione nadzieje i pogrzebane marzenia. – Na potwierdzenie tych słów, zamaszyście wydmuchałam nos.
Westchnął i położył się obok.
- Mówiłam, żebyś sobie poszedł – powiedziałam wrogo. – Nie mam nastroju do żartów, ani ochoty na twoje żałosne zaloty.
- Przestań Liloo. – Przytulił się do mnie i dłonią nakrył moją rękę. – Chcę ci tylko pomóc.
- Akurat! Chcesz mnie tylko zaliczyć.
Nie odpowiedział, delikatnie pieszcząc opuszkami palców skraj policzka.
- No, może trochę. Takie bardzo malutkie, maciupeńkie troszeczkę. Musisz mi wybaczyć. – Czułam jego oddech na swojej twarzy. – I jeśli chcesz płakać, to płacz. Moja muskularna pierś zniesie wszystko!
- Ech…
W zasadzie powinnam sobie postawić pytanie, czy było po kim rozpaczać? Adrian okazał się wyjątkowym palantem, martwiącym się tylko i wyłącznie o swój zasmarkany interes. Pięć razy! I założę się, że będzie zdradzał nadal, o ile tylko Laura się nie dowie. Wtedy z pewnością wytoczy żałosne argumenty o jej niewierności i razem będą sobie żyli długo, szczęśliwie i kłamliwie… Nie ma co, znalazłam idealny obiekt do westchnień! Już nawet Amir był lepszy, bo on przynajmniej nie udawał i nie kłamał, odnośnie swoich przygód erotycznych.
- O czym myślisz? – Jego dłoń dotarła do wycięcia nocnej koszulki i bardzo powoli posuwała się dalej.
- Nie pytaj – odparłam ponuro. Jednak nie powstrzymałam tej wędrówki. Jeszcze mocniej przylgnął do moich pleców, tak, że niemal potrafiłam wyczuć bicie jego serca. Wargami pieścił szyję, tuż u nasady włosów, sprawiając, że dostałam gęsiej skórki.
To było więcej niż przyjemne.
- Jeśli chcesz, dam ci więcej – wyszeptał, jednocześnie lekko przygryzając zębami płatek uszu.
Przekręciłam się w taki sposób, że leżąc na placach mogłam spojrzeć w ciemne, zasnute mgłą pożądania oczy dżina.
- A co potem? – spytałam. – Mam być tylko kolejnym nacięciem na wezgłowiu twego łoża?
Zamarł w bezruchu. Pogłaskałam dłonią jego policzek.
- Nie myślałem o tym w ten sposób…
- A w jaki? Przelecieć i zapomnieć?
Nie mogłam nie zauważyć, że odrobinę się odsunął, zwiększając dystans między nami.
- Liloo, przepraszam! Nie tak… Nie to chciałem…
Zachmurzył się. Chyba uderzyłam w jakąś czułą stronę, bo nie tylko stracił humor, ale i wyglądał jakby ktoś przyłożył mu młotkiem w głowę.
- A co? Powiedz mi, bo ja naprawdę już nic nie rozumiem… – Znów poczułam niechciane łzy.
Z czułością, o jaką bym go nie posądziła, otarł je z moich policzków, a później pochylił się i pocałował mnie w czubek nosa.
- Pójdę i spiorę go na kwaśne jabłko – zaproponował z nagłym entuzjazmem. – Co ty na to?
Pokręciłam głową.
- To zabiorę cię na cudny zachód słońca w Paryżu?
Tym razem raptownie usiadłam na łóżku.
- Mógłbyś? – Trudno było nie wyczuć tęsknoty w moim głosie.
- W zasadzie to naruszam punkt któryś tam, już sam nie pamiętam, regulaminu. Ale dla ciebie wszystko maleńka!
Spojrzałam na niego z powątpiewaniem.
- Spotka cię za to kara?
- Na początek upomnienie – oświadczył beztrosko. – To jak?
Można powiedzieć, że świat miałam u stóp!
- Olać Paryż – stwierdziłam stanowczo. – Wolę Seszele. Daj mi moment, muszę się tylko przebrać. Głupio byłoby na wizytę w raju, udać się w zwykłej, nocnej koszuli…

cdn...

1 komentarz:

  1. Dżina nie spotkałam aż wieczora. - gdzieś się 'do' zgubiło.
    Poza tym - bajecznie:-))

    OdpowiedzUsuń